Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


25.12.2009

Magda Gałkowska - Perła




skończyła ze sobą jedną ręką
śliską jak skóra węża, druga
zaklinowała się w ustach. ślina,
pot, śluz - wszystko jest płynne

w nieszczelnym ciele. obieg otwarty
jak rana po postrzale, trudno osiągalna
rozkosz, siny ślad zębów - skończyła
ze sobą jedną ręką. zobacz: lśni.



fot. Wojtek G.

23.12.2009

NIE - dla likwidacji TVP Kultura!




Władze TVP zawiesiły z dniem 1 stycznia 2010 produkcję kanałów tematycznych, co oznacza, że TVP Kultura praktycznie zniknie.
Nie będą realizowane nowe filmy dokumentalne i programy publicystyczne. Nie będzie relacji z festiwali, koncertów.
TVP Kultura to jedyne miejsce nie zainfekowane komercją i tandetą.
Nie można pozwolić, by przestała istnieć.

Tu można wyrazić swoje poparcie protestu przeciwko likwidacji TVP Kultura, zachęcamy:
http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=4731#butt


16.12.2009

Wędrówka w stronę zamkniętą – Teresa Radziewicz „Lewa strona”



Fakty są skromne, reszty trzeba szukać - pisze Teresa Radziewicz w wierszu pt:. „W drodze dziedziczenia” i na stronach swojego debiutanckiego tomu takie poszukiwania prowadzi.
Niecodzienne i nieoczywiste są miejsca tych poszukiwań: rodzinne legendy, prawdziwe historie, wspomnienia – to wszystko kształtuje teraźniejszość. Nie sposób się odciąć od przeszłości, ani wyprzeć się jej, zresztą autorka wcale tego nie chce. Wręcz przeciwnie – poszukuje tam początku i sensu tego, co dzieje się tu i teraz.

Kto się spodziewał,
że lewa strona będzie ćmić od niespełnionych
obietnic?
(Piaskownica)

Lewa strona, to ta, po której znajduje się serce; ale także ta, której na pierwszy rzut oka nie widać.
Uczucia są istotne: tworzą więzi, kierują postępowaniem, kształtują postawy. Teresa pięknie snuje swoją opowieść o bezwarunkowej miłości, poświęceniu, istnieniu, a jednak żeby więcej dostrzec, czytelnik musi sobie niektóre wiersze „przenicować”.
To trochę tak, jak z ulubionym, ciepłym swetrem, nosimy go często, ale dopiero kiedy przewrócimy go na lewą stronę dostrzeżemy sploty na pierwszy rzut oka niewidoczne, a jednak potrzebne, by sweter istniał, by nas otulał.
Znamienna dla wierszy autorki jest akceptacja przemijania. Śmierć w wierszach Teresy nie jest piętnem, nie nosi znamion tragedii – jest kolejnym etapem, doświadczeniem koniecznym i nieodwołalnym, ale nie jest końcem. Sporo w tej książce odniesień i porównań do natury, przez pryzmat której podmiot liryczny postrzega świat. Wszystko związane jest z ziemią, z jej cyklami, porami roku, także konieczność przemijania, co w połączeniu z wiarą w absolut tę śmierć i przemijanie oswaja.
Opowieść Teresy Radziewicz to historia ludzi i miejsc, historia gniazda, które opuszcza się fizycznie, ale nie emocjonalnie.

Urodzić ptaka, pisklę. Nadać mu imię,
chociaż nie wykluło się z jaja. Nauczyć latać,
gdy przyjdzie pora – nie zatrzymywać.
(Matki)

„Lewa strona” nieodmienne kojarzy mi się z „Traktatem o łuskaniu fasoli” Myśliwskiego.
Podobnie spokojna i przemyślana narracja, konsekwencja w opowiadaniu historii i melodyjność języka.
Teresa Radziewicz snuje swój własny mit. Legendę potrzebną każdemu po to, by móc się najpierw określić, a potem odnaleźć.


Język jest szorstki, a okno ma smak jesieni

Próbuję w ten sposób poznawać. Na dwa sposoby,
jak dzieci, kiedy chcę oswoić stół, ścianę, talerz,

drzwi. A potem drzewo, ziemię, śnieg i powietrze.
Lubię wyraźny smak soli, chłodny metalu, chociaż

nie odróżniam jeszcze żelaza od miedzi. Ponoć

miedź jest cieplejsza, nauczę się to odczuwać.
Kiedy ułożą na wznak w wilgotnej, tłustej ziemi,

wtedy poznam nie tylko częściowo jak w lustrze.
Poznam i nazwę tak, jak można jedynie

twarzą w twarz.

Teresa Radziewicz "Lewa strona" Stowarzyszenie Literackie im. K.K.Baczyńskiego

Magda Gałkowska

Magda Gałkowska - A Rh +





a jeśli nie oddałeś jeszcze wszystkiego
i nie masz znamion, wydrapanych na ciele.
jeśli noc boli i nie można kraść
albo przywierać ustami do szkła.
to gęstnieje, krąży jak krew.
masz wybór, który zabiera oddech.
i nie będziesz sam. nie będziesz
wiedział dlaczego, tylko jak.
a jeśli wybierzesz, krzycz.
przyjdę lizać rany.


fot. Rafał B.

03.12.2009

Być poetą dzisiaj


Cóż to znaczy? - debatowali poeci i krytycy na internetowych stronach Biura Literackiego
Czy najważniejsza rodzima nagroda literacka dla poety coś dla samej poezji w Polsce zmienia?
NIKE dla Tkaczyszyna – Dyckiego cieszy głównie tzw „środowisko”, nie może cieszyć całego narodu ponieważ naród nie ma pojęcia o istnieniu poety Eugeniusza Tkaczyszyna – Dyckiego, a nawet jeśli po gali finałowej (w końcu pokazała ją Telewizja Polska) naród jako takie pojęcie ma, to nie łudziłabym się, że naród jakiekolwiek wiersze poety Dyckiego czytał.
Naród ma pojęcie o istnieniu Dody, o wynikach eliminacji do „Mam talent” i ewentualnych kandydatach do kolejnej edycji „Tańca z gwiazdami”.
Czy ktoś z Was drodzy koledzy i koleżanki po piórze na pytanie „czym się właściwie zajmujesz w życiu?” odpowiada „jestem poetą”? Czy ktoś z Was wpisuje to w swoje CV?
Być poetą dzisiaj to znaczy być hobbystą. Od kilku lat obserwuję dwa „obiegi”. Nieoficjalny – czyli internetowe portale poetyckie, gdzie samozwańczy poeci mnożą się niczym wirus grypy i „atakują” czytelników swoją radosną twórczością ludową; oraz oficjalny – czyli przede wszystkim papierowy/drukowalny/spotkaniowo-autorski, ambitny i wyselekcjonowany. Zdawałoby się, że nic więcej nam do szczęścia nie potrzeba,a jednak poezja jest wciąż „niszowa”, a skoro niszowa, to można pokusić się o stwierdzenie „elitarna”, ale czy tak jest w istocie? Na czym owa „elitarność” poezji ma polegać? Chyba tylko na tym, ze naprawdę nieliczni „radzą sobie” z wierszami, potrafią je czytać, potrafią docenić taką formę sztuki.
Ponieważ poezja jest sztuką, problem tylko w tym, że część poetów, to nie artyści, a sztukmistrze. Dzisiaj, kiedy właściwie każdy może wydać sobie tom poetycki już za stosunkowo niewielkie pieniądze, prestiż „druku” upadł. Zostały konkursy poetyckie dla debiutantów, gdzie nagrodą jest przede wszystkim wydanie książki i w taki sposób zadebiutowało na szczęście wielu bardzo dobrych poetów, którzy nadal piszą i wydają, nie obniżając poziomu i tworząc tzw „scenę poetycką”.
Co na to naród? Większość narodu ma to w głębokim poważaniu lecz są i tacy, którzy w ramach poczucia misji uświadamiania i zbawiania nieświadomej części narodu demaskują wyimaginowane układy, tropią spiski i zwiastują jedyną PRAWDĘ, a prawda ich jest taka mianowicie, iż poezja umarła. Czy w takim razie bycie poetą oznacza bycie kimś w rodzaju ratownika medycznego, podejmującego się skazanych z góry na porażkę działań reanimacyjnych?
NIKE dla Eugeniusza Tkasczyszyna – Dyckiego niczego dla poezji polskiej nie wygra.
Pozostaje nam się tylko cieszyć, ze dobre wiersze znalazły uznanie i zostały docenione i mieć nadzieję, że to nie był wyjątek potwierdzający regułę.

Magda Gałkowska

02.12.2009

Festiwal Puls Literatury - Łódź 12 Grudnia 2009r



12 XII 2009 (sobota)
POLESKI OŚRODEK SZTUKI (ul. Krzemieniecka 2a)


g. 17.00 - "Wojna i Pokój" - nowy zeszyt kwartalnika "Arterie": Magdalena Nowicka, Przemysław Owczarek.
g. 17.30 - "Kolumbowie dziś" - panel z udziałem: Tomasza Cieślaka, Jacka Gutorowa, Radosława Kobierskiego i Krzysztofa Siwczyka.
g. 18. 30 - "Krytyk i jego pisarz": Piotr Śliwiński - Paweł Marcinkiewicz.
g. 19. 30 - XV Ogólnopolski Konkurs Poetycki im. Jacka Bierezina
- Jubileuszowe wystąpienie Karola Maliszewskiego
- "Dzikie dzieci" - mityng poetycki z udziałem laureatów poprzednich edycji
- "Zapaść" i "Fabryka tanich butów" - Joanna Lech i Magdalena Gałkowska.
- Prezentacja nominowanych XV OKP im. Jacka Bierezina.
g. 21.30 - Gość specjalny festiwalu: Andrij Ljubka (Ukraina).
g. 22.00 - V Turniej Jednego Wiersza o Czekan Jacka Bierezina.
g. 22.30 - "Jestem tutaj" - koncert zespołu NOT.
g. 23.30 - Zamknięcie festiwalu: uroczyste wręczenie nagród III Festiwalu Puls Literatury.

28.11.2009

Magda Gałkowska - mój anioł stróż



w pozycji embrionalnej, z trudem łapał oddech,
kiedy wpuszczali gaz zwijał się jak dotknięty
robak. rozwijał w nieznaną formę życia, aż przyszedł
moment, w którym nie mogłam go rozpoznać. obcego
bez skrzydeł - rozerwali je i wpychali sobie do ust,
nie uleciał. pozbawiony ciała przypomina mi o sobie,
za każdym razem gdy znajduję pióra.

23.11.2009

Mój Anioł Stróż - wystawa obrazów i wierszy Kraków



Tematem wystawy jest przedstawienie przez artystę swojego Anioła Stróża w dowolnej technice plastycznej oraz opisanie go w wierszu przez poetę.
Wystawa w Galerii Audialnia zostanie otwarta 5 grudnia 2009 i potrwa do końca stycznia 2010.

Wiersze, które będą eksponowane na wystawie:

Kalina Beluch / Mój anioł stróż ma ciepły uśmiech
Iwona Buczkowska / Stary muzyk
Bożena Diemjaniuk / Moje Anioły
Martyna Franczuk / Nie umniejszając
Magdalena Gałkowska / mój anioł stróż
Katarzyna Anka Konior / Anioł smutku
Tomasz Kowalczyk / Ostatnio złoszczą mnie aniołowie
Marta Pilszczek / Anioł tańczący
Robert Rutkowski / Mój Anioł Stróż
Paweł Sarbinowski / ***
Marta Skutnik / Obecny
Arkadiusz Stosur / mój anioł stróż
Jan Strządała / Anioł

http://www.mojaniolstroz.blogspot.com/

ZAPRASZAMY
Magda Gałkowska

21.11.2009

POZA ZASADĄ LANSU - Warszawa 23-28.11.2009r

Poza zasadą lansu - spotkania z pisarzami, poetami, dyskusje panelowe, koncerty
23-28.11. Warszawa, Centrum Sztuki Współczesnej


Jaki potencjał artystyczny i intelektualny tkwi w kulturze, która z wyboru pozostaje na uboczu głównego nurtu? Czy istnieje kultura niezależna? Czy artystów wychowujemy, czy też się nam przytrafiają? W jaki sposób kultura powinna przenikać do mediów? - przyjdź lub zobacz relacje na żywo w internecie, szczegóły http://pozazasadalansu.pl

23.11./poniedziałek
godz. 18.00 Tomasz Pułka Mixtape (wyd. SDK), prowadzenie Michał Kasprzak
godz. 19.00 Jakobe Mansztajn Wiedeński high life (wyd. Portret),
prowadzenie Konrad C. Kęder
godz. 20.00 panel dyskusyjny: W jaki sposób kultura powinna przenikać do mediów?
Udział biorą: Grzegorz Jankowicz, Piotr Śliwiński i Krzysztof Uniłowski

24.11./wtorek
godz. 18.00 Łukasz Szopa Kawa w samo południe (wyd. Forma),
prowadzenie Robert Ostaszewski
godz. 19.00 Krzysztof Uniłowski Kup pan książkę! (wyd. FA-art),
prowadzenie Jakub Momro
godz. 20.00 panel dyskusyjny: Język prywatny – mit czy nieporozumienie?
Udział biorą: Inga Iwasiów, Andrzej Niewiadomski i Andrzej Skrendo

25.11./środa
godz. 18.00 Kamil Gołaszewski Rozpad (wyd. Portret), prowadzenie
Bernadetta Darska
godz. 19.00 Agnieszka Kłos Całkowity koszt wszystkiego (wyd.
Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne „Rita Baum”), prowadzenie Marcin Czerwiński
godz. 20.00 panel dyskusyjny: Czy istnieje kultura niezależna?
Udział biorą: Lena Dula, Beata Gula i Krzysztof Sołoducha

26.11./czwartek
godz. 18.00 Maciej Gierszewski Luźne związki (wyd. Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji w Poznaniu), prowadzenie Mariusz Grzebalski
godz. 19.00 Szymon Kantorski Duety (wyd. Wielkopolska Biblioteka Poezji), prowadzenie Mariusz Grzebalski
godz. 20.00 panel dyskusyjny: Czy artystów wychowujemy, czy też się nam przytrafiają?
Udział biorą: Adam Adach, Agnieszka Czarnecka i Adam Mazur

27.11./piątek
godz. 18.00 Monika Mostowik Histeryjki o May (wyd. Prószyński i S-ka), prowadzenie Anna Marchewka
godz. 19.00 Kamila Pawluś Rybarium (wyd. Stowarzyszenie Inicjatyw Wydawniczych w Katowicach), prowadzenie Alina Świeściak
godz. 20.00 KONCERT wystąpi: Who killed Bambi? (Kamila Janiak i Michał Ciechan) CSW, Zamek Ujazdowski, przestrzeń M2 (w podziemiach Zamku wejście północne)

28.11./sobota
godz. 18.00 Łukasz Suskiewicz Egri Bikaver (wyd. Forma), prowadzenie Tomasz Jamroziński
godz. 19.00 Tomasz Gerszberg Pies, który zakochał się w tęczy (wyd. FA-art), prowadzenie Edward Pasewicz
godz. 20.30 KONCERT wystąpi: Marcin Wieczorek & Untitled, ul. Browarna 6, Grawitacja (nowe miejsce na kulturalnej mapie Warszawy)

Wstęp bezpłatny.

Wszystkie spotkania i dyskusje będą transmitowane na żywo w Internecie oraz w wybranych warszawskich miejscach kulturalnych: Kawiarnia Kafka, 1500m2 do wynajęcia, Klub Muzyczny Skłot, W Oparach Absurdu, Księgarnio-kawiarnia Tarabuk, Lokal Użytkowy, Dom Kultury Śródmieście, Dom Kultury Włochy.

Projekt został zrealizowany dzięki dofinansowaniu ze środków m.st. Warszawy.
Organizator: Fundacja Otwarty Kod Kultury
we współpracy z Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski

Wszyscy będziemy tędy wracać – Ewa Brzoza Birk „Krajobraz po meblach”


Nie do pomyślenia, że w środku nocy
siedzę na podłodze pustego przedziału.
(Koleje)

W ten oto sposób autorka zabiera nas w podróż. W podróż po miejscach, w których nie zawsze chcielibyśmy się znaleźć; miejscach, które można nazwać, istniejących realnie kolejnych domach, wynajmowanych mieszkaniach, miastach. Ważniejsza jest dla mnie jednak ta druga podróż, w świat emocji, nadziei i oczekiwań.
„Krajobraz po meblach” jest jak film drogi – wszystko może się tu wydarzyć i wydarza się momentami z zawrotną szybkością, to znów pociąg zwalnia i możemy przyjrzeć się dokładnie mijanym stacjom. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że owa podróż jest emgracją zarówno faktyczną, jak i mentalną. Czasem ucieczką od samej siebie i świata.
„Krajobraz po meblach” jest jak dziennik z podróży, w której w pełni uświadomiona kobiecość raz staje się źródłem siły, a innym razem przeszkodą nie do pokonania. Słabi mężczyźni, silni mężczyźni, dziecko i kobieta. Niezaprzeczalną siłą tych wierszy jest umiejętność wyrażania emocji.
Nie znajdziemy tutaj sentymentalnej historii kobiety wygnanej, kobiety opuszczonej, kobiety bezradnej wobec losu. Ewa Brzoza Birk nie boi się nazywać rzeczy po imieniu, nie upiększa rzeczywistości, nie „poprawia” jej i nie retuszuje. Brzydota odrzuca, piękno inspiruje, a strach naprawdę przeraża.
Czytelnik bierze więc udział w swoistym „meblowaniu” rzeczywistości pełnej „pierdół, których żal wyrzucić” . Szczegóły są ważne, z nich autorka buduje codzienność, którą potem analizuje z matematyczną dokładnością,. Jest w tych wierszach nostalgia, która jednak nie determinuje działań. Jest w tych wierszach żal, który nie zatrzymuje w miejscu. Jest w tych wierszach miłość, która – choć niełatwa – daje nadzieję.
Wiersze Ewy pozwalają mi przejść wszystkie „etapy” od niezgody i buntu, poprzez rezygnację, az do pogodzenia się ze sobą i otaczającą rzeczywistością.
Język tej poezji jest elegancki i taktowny, choć poetka nie ucieka od mocnych słów. Ujęła mnie także skromność tych wierszy,to, że nie są nachalne i jako czytelnik absorbuję je naturalnie.
„Krajobraz po meblach” to książka na wskroś prawdziwa, momentami przerażająco prawdziwa, a jednak pełna przekonania, że wszystko dzieje się po coś, że nie znaleźliśmy się tutaj przypadkowo, że każda rzecz ma swoje miejsce, a każde zdarzenie – swój cel i w to wszystko wliczone jest ryzyko, którego podjęcia można się obawiać, ale nie sposób uniknąć.
Hierarchia jest oczywista.
Miłość jest jak woda w rzece, rozhuśtam most. (Wczoraj)

Ewa Brzoza Birk „Krajobraz po meblach” Poznań 2009r

Magda Gałkowska

18.11.2009

Świetlicki, Grzegorzewska, Grin- "Orchidea"



W związku z ukazaniem się kolejnej powieści z serii Polska Kolekcja Kryminalna w Pubie Dragon w Poznaniu odbyło się spotkanie z autorami 'Orchidei” - Marcinem Świetlickim, Irkiem Grinem i Gają Grzegorzewską. Wyjątkowość tej powieści polega na tym, że napisana została przez trójkę autorów, z których każdy ma już na koncie własne powieści kryminalne.



„Orchidea” różni się od nich tym, iż właściwie jest to pastisz kryminału, zabawa konwencją i jednocześnie książka o pisaniu książki. Świetlicki, Grzegorzewska i Grin zaczęli ją pisać dla jednego z portali internetowych, w odcinkach i po czasie postanowili wydać w formie tradycyjnej.
W powieści spotyka się trójka znanych z książek każdego z nich bohaterów: Mistrz Świetlickiego, Józef Maria Dyduch Grina oraz Julia Dobrowolska Grzegorzewskiej. Drogi tych postaci krzyżują się, gdy pod mostem Dębnickim w Krakowie policja znajduje wiszącą denatkę z przypiętą do płaszcza kartką o treści „Co ma wisieć nie utonie”.
Przeczytawszy 24 odcinki opublikowane na jednym z portali z zapałem zabieram się za lekturę całej książki :)



Spotkanie (podobnie jak sama książka) utrzymane było w konwencji mocnego przymrużenia oka. Autorzy opowiadali o tym jak książka powstawała i skąd wziął się pomysł na jej napisanie. Nie można Świetlickiemu, Grzegorzewskiej i Grinowi odmówić sporej dozy autoironii, dystansu do własnej twórczości i ogromnego poczucia humoru oraz cierpliwości w udzielaniu odpowiedzi na pytania czytelników :)

Marcin Świetlicki, Gaja Grzegorzewska, Irek Grin „Orchidea”
Seria: Polska Kolekcja Kryminalna.

fot. Ola Zbierska

Magda Gałkowska

16.11.2009

Spotkanie autorskie Ewy Brzozy Birk - Poznań 14.11.2009r


W sobotę 14 listopada 2009r poznański Klub „W Starym Kinie” miał zaszczyt i przyjemność gościć wyjątkową osobę, kobietę o niebywałym temperamencie oraz wyjątkowym talencie, poetkę Ewę Brzozę Birk. Spotkanie autorskie Ewy miało związek z promocją jej debiutanckiego tomu poezji pod tytułem „Krajobraz po meblach”. Trzeba przyznać, że Ewa z godną podziwu wprawą i wyczuciem „mebluje” rzeczywistość.


Ogromne wrażenie robi otwartość autorki, poczucie humoru oraz niezaprzeczalne zdolności gawędziarskie. To wszystko, suto okraszone poezją Ewy stworzyło niesamowity klimat, a wysłuchanie czytanych przez Autorkę wierszy i bardzo ciekawa rozmowa z nią zainicjowana przez prowadzącego spotkanie Eda Pasewicza, a kontynuowana przez publiczność sprawiła, że znając poetkę Ewę Brzozę Birk, mieliśmy okazję poznać także niesamowitego człowieka.
Ewo, była to dla nas ogromna przyjemność.

zdjęcia: Marek Kołodziejski

31.10.2009

Magda Gałkowska - Balon



Mała plaża: fragment piasku w mokrej trawie.
Dookoła drzewa udają las. Gałęzie
płyną nad nami zastępując chmury. Mówisz
zapatrzony w wodę, jakbym właśnie stamtąd

miała się wyłonić. Ostrze przecina powierzchnię,
teraz płynie rozdwojona. Słucham, prostuję plecy,
szukam innej formy, Tlenowy namiot
zapewnia nam życie. Myślę:

będziemy jeść i pić, rozmawiać. Potem
uprawiać miłość w każdym miejscu tego domu,
wypełnionego zapachem gojących się ciał.
Jakby był nasz kuchenny stół i reprodukcja
Van Gogha.

23.10.2009

SERYJNI POECI - Wieser, Kantorski, Foks w Poznaniu



Wojewódzka Biblioteka Publicznej i Centrum Animacji Kultury oraz Centrum Kultury ZAMEK zapraszają na spotkanie prezentujące najnowsze książki poetyckie Anny Wieser, Szymona Kantorskiego i Darka Foksa.

Anna Wieser (1981) wiersze publikowała m.in. w "Fa-Arcie"," Autografie", "Pograniczach", "Toposie", a także w antologii Solistki (2009). Studiowała filologię polską i filmoznawstwo. Mieszka w Gdyni. Jej debiutancka książka "Delta" jest laureatką konkursu poetyckiego im. Klemensa Janickiego, który organizuje CK Zamek.

Szymon Kantorski (1969), poznański poeta, autor tomiku Solo (1995). Wiersze publikował m.in. w "Czasie Kultury", "Fa-Arcie", "Frazie", "Lampie" i "Iskrze Bożej", "Nowym Nurcie", "Odrze", a także w kilku antologiach (m.in. w "Antologii nowej poezji polskiej", "Macie swoich poetów", "Parnas bis"). W serii Wielkopolska Biblioteka Poezji ukazał się ostatnio jego najnowszy tomik Duety.

Darek Foks (1966)
, poeta i prozaik, laureat m.in. głównej nagrody Konkursu na Brulion Poetycki (1993) oraz Nagrody TVP Kultura (2006) za książkę "Co robi łączniczka" (przygotowaną wraz ze Zbigniewem Liberą), nominowaną również do Nagrody Literackiej Gdynia (2006). Redaktor działu prozy w "Twórczości". Mieszka w Skierniewicach. Najnowsze wiersze "Sto reklam polskich i jedna niemiecka" ukazały się właśnie w serii Biblioteka Poezji Współczesnej.

5.11.09 godz. 18.00 Hol Balkonowy /wstęp wolny
prowadzenie: Edward Pasewicz


16.10.2009

Magda Gałkowska - połykacze ognia



idziemy w górę rzeki po odłamkach szkła. to wszystko
po to, by zniknąć z pola widzenia. toniemy na wznak,
leniwie płynąc betonowym korytem. spijamy cierpki płyn
z nagrzanych butelek. od zachodu czerwona kula

osuwa się, jakby chciała wpaść nam wprost do ust.
to tylko światło - mówisz kładąc dłoń na moim brzuchu
skupiają się promienie i ból. kilka godzin później
pożartą przez płomień odwracasz twarzą do siebie.



13.10.2009

Rainer Maria Rilke – opowiedziane życie.

Pisanie o Rilkem jest dla mnie rodzajem rytualnego samobójstwa, ale zaznaczam od razu – samobójstwa z miłości. Nie wiem, co można jeszcze o nim napisać, ale spróbuję.
Z poezją Rilkego zetknęłam się w wieku szczenięcym, doznając natychmiastowego olśnienia.
Trzymając w rękach małą, brązową książeczkę z wyborem wierszy, przegapiłam swój przystanek, odzyskawszy przytomność jakieś pół miasta dalej.
Rainer Maria Rilke urodził się w 1875r w Pradze. Wychowywany przez infantylną kupcównę i solidnego mieszczanina, jak sam pisał po latach traktowany był przez swoją matkę jak duża, żywa lalka i do czasów szkolnych ubierany jak dziewczynka. Po dziesięciu latach małżeństwo rodziców Rilkego rozpadło się, pozostawiając mu w „spadku” całkowity brak poczucia bezpieczeństwa i ogromna niechęć do matki. Po jej odejściu Rilke zostaje oddany przez ojca do szkoły wojskowej, potem handlowej. Ostatecznie jednak rozpoczyna naukę w gimnazjum, gdzie w ciągu czterech lat robi ośmioletni program nauczania i otrzymuje maturę.
Krótko studiuje na uniwersytecie w Pradze, po czym wyjeżdża do Monachium, gdzie poznaje pisarkę Lou Andreas Salome. Od tego momentu Lou staje się centrum wszechświata, punktem odniesienia, muzą, powiernicą i kochanką. Ich związek nie przetrwał jednak długo. Salome uciekła od Rilkego zmęczona jego przewrażliwieniem, zaborczością i nieustannymi huśtawkami nastrojów.
W 1901r ostatecznie zakończyła ten związek i odtąd oboje uciekali w nieustanne podróże.
Rilke wyraźnie poszukując jakiegoś własnego, mitycznego miejsca na ziemi.
Poeta żeni się z rzeźbiarką Klarą Westhoff i ma z nią córkę, ale małżeństwo nie jest udane.
Po dwóch latach milczenia, Rilke i Salome znów nawiązują kontakt, tym razem listownie i ta korespondencja stanie się jednym ze źródeł informacji na temat poety.
Korespondencja ta trwała do końca życia Rilkego. Pisali do siebie intymne listy, a co jakiś czas spotykali się. Rilke tak pisał w jednym z listów do Lou: „chociaż moje życie jest niebogate (...) stanie się cenne i prawdziwe, gdy Ci je opowiem i będzie takim, jakim Ty je usłyszysz”.
Poeta czuł, że realne jest tylko opowiedziane życie. Twórczość poetycka oraz korespondencja porządkowały jego egzystencję. Zobowiązania rodzinne traktował jak brzemię i udrękę, nie utrzymywał także stosunków z innymi ludźmi zdając sobie sprawę, iż jego poufałość ich przeraża.
Rilke miał jednak silne przekonanie o o własnej wyjątkowości jako artysty i własnym talencie.
Skazawszy się na samotność poświęcił się jedynie pisaniu.
Poezja Rainera Marii Rilkego praktycznie od początku charakteryzowała się dopracowaniem wersyfikacyjnym, rytmiczną kompozycją i przemyślanymi rymami. Niebywale spotęgowana była przede wszystkim twórcza uwaga poety poety, który niemalże jak przez szkło mikroskopu obserwował życie i ludzi, by móc je potem zawrzeć w wierszach.
Do najwybitniejszych wierszy Rilkego należą dwa cykle” „Elegie duinejskie” oraz „Sonety do Orfeusza”. Oba te dzieła powstawały w zasadzie jednocześnie, jako suma jego filozoficznych i artystycznych przemyśleń. Zwłaszcza w „Sonetach” pobrzmiewają echa fascynacji Holderlinem, który był mistrzem Rilkego.
W 1919r Rilke przenosi się do Szwajcarii, zrywa wszelkie kontakty z rodziną oddając się samotności i literaturze. W tym czasie nasila się choroba, na którą Rilke cierpi od lat – białaczka, a jednak właśnie wtedy poeta tworzy dzieła, które zapewnią mu miano „największego liryka, jakiego Niemcy miały od czasów średniowiecza”. Choroba jednakże postępowała i ostatnie lata swojego życia Rilke spędził główni w sanatoriach. Ostatnim jego domem było sanatorium w Valmont, gdzie zmarł w grudniu 1926r.
Wybrałam dwa wiersze Rilkego. Te, które przeczytałam jako jedne z pierwszych, i które sprawiły, że stał się dla mnie mistrzem.

Samotność

Samotność jest jak deszcz,
Z morza powstaje, by spotkać zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wzrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem – bardziej jeszcze sami:

samotność płynie całymi rzekami.


Tłum. Janina Brzostowska




Eros

Maski! Maski! Niech Eros oślepnie!
Kto wytrzyma jego wzrok promienny,
Kiedy jak przesilenie letnie
Przerywa prolog wiosenny.

Jak znienacka wśród zwykłej rozmowy
Coś się zmienia, poważnieje...Coś krzyczy...
I on nagle rzuca lęk tajemniczy
Jak świątyni wnętrze na ich głowy.

O, zgubieni, o, zgubieni niespodzianie!
Boskość chwyta w gwałtowne ramiona.
Los się rodzi, dawne życie kona.
A w głębi źródła – łkanie.


Tłum. Mieczysław Jastrun.


Magda Gałkowska

08.10.2009

LITERACKI NOBEL dla HERTY MUELLER

Tegoroczną laureatką literackiej nagrody Nobla została Herta Mueller, urodzona 17 sierpnia 1953 niemiecka pisarka pochodząca z Rumunii.

Debiutowała w 1982 r., okrojoną przez cenzurę powieścią "Niziny".
W takich powieściach jak "Sercątko", "Głód i jedwab" czy "Niziny"
opisuje los ludzi wykorzenionych, tych, których historia wygnała z ojczystych stron.

Nagrodę przyznano "tej, która łącząc intensywność poezji i szczerość prozy przedstawia świat wygnanych" - napisała w uzasadnieniu werdyktu Akademia Szwedzka.

05.10.2009

SOLISTKI - JOANNA MUELLER

Joanna Mueller – ur. w 1979 roku w Pile. Obecnie mieszka w Warszawie.
Tutaj pisze doktorat z utopii językowych we współczesnej poezji, uczy studentów poetyki i teorii literatury, a w wolnych godzinach wiedzie klerkowskie życie korektora.
Bywa krytykiem i mącicielem, co uskuteczniała dotąd na łamach m.in. „Studium”, „FA-artu”, „Twórczości”, „Pograniczy”, „Tekstów Drugich”, a także – jako redaktor – „LiteRacji”.
Wydała dwa tomy poetyckie: Somnambóle fantomowe (Kraków 2003) oraz Zagniazdowniki/Gniazdowniki (Kraków 2007). Współredagowała Antologię Poezji Kobiet"Solistki"(Warszawa 2009)
Przedstawicielka praskiej szkoły przeżycia oraz jednoosobowego nurtu zwanego archelingwizmem.

Z Joanną Mueller o Solistkach, kobietach i poezji w ogóle rozmawia Magda Gałkowska.

MG: Joanno jesteś jedną z redaktorek i jednocześnie autorką, której wiersze znalazły się w Antologii Poezji Kobiet 1989-2009 SOLISTKI. W posłowiu wspomnianej antologii piszesz m.in. ze uzupełnia ona obraz poezji ostatnich lat o twórczość konsekwentnie pomijaną w publikacjach krytycznych i antologicznych. Czy to właśnie owo "konsekwentne pomijanie" skłoniło Cię do podjęcia się współredagowania tej pozycji i zamieszczenia swoich wierszy, czy miały na Twoją decyzję wpływ także inne czynniki?

JM: O nie, uchowaj Boże, w moim wypadku ta antologia z pewnością nie zaczęła się od uświadomienia sobie owego "konsekwentnego pomijania" poezji kobiet w antologiach (i w innych sytuacjach), to raczej "działka" Justyny i Marysi. Zdanie, które cytujesz, wypowiadam wprawdzie w posłowiu, ale to był raczej nasz "trójgłos" niż moje osobiste "trzy grosze w sprawie antologii". Dla mnie praca nad tą książką zaczęła się raczej od wahania: czy warto taką antologię wydawać, czy nie okaże się ona tylko i wyłącznie "gestem" (feministycznym, politycznym, socjologicznym etc.), a nie faktem tekstowym (czyli po prostu dobrą, ciekawą książką do czytania). Bałam się też, że skład redakcyjny, który zaproponowała Beata Gula, rozpadnie się przy pierwszej okazji, bo jesteśmy - Justyna, Maria i ja - zupełnie inne; ale i tym razem Beata okazała się dobrą animatorką i wydawcą, bo przewidziała, że uda się nam "nie pozabijać", a nasza różność zaowocuje też różnorodnością wybranych solistek i ich tekstów.
A co do istoty Twojego pytania - ja nie wiem, czy poetki są konsekwentnie pomijane w obiegu literackim i krytycznoliterackim. Nigdy tego nie poczułam na własnej skórze (a jak nie czuję tego na własnej skórze, to trudno mi to odczuć w ogóle) - miałam raczej wrażenie, że jeżeli coś jest pomijane, to rodzaj języka poetyckiego, jakim się posługuję - ale nie tylko konkretnie tego mojego języka, lecz (i to było moje główne pytanie do tej antologii, stawka, o którą w niej grałam, coś, co mnie w niej najbardziej ciekawiło) w ogóle JĘZYKA POEZJI PISANEJ PRZEZ KOBIETY. Mam wrażenie - i będę się tego trzymać, wbrew negatywnym recenzjom, jakie się do tej pory ukazały (Marcina Sendeckiego i Justyny Sobolewskiej) - że współczesna polska poezja kobiet mówi innym językiem niż rówieśna jej poezja mężczyzn - i wierzę, że ta antologia choć w małym stopniu to pokazała. Na czym polega ta inność, to trudno powiedzieć, sama jeszcze nie umiałabym tego scharakteryzować, mam nadzieję, że znajdzie się krytyk/krytyczka, którzy to opiszą (w odniesieniu do naszej antologii albo i nie).

MG: Właśnie. Pojawiły się zarzuty, że Solistki tworzą sztuczne podziały, że tak naprawdę "wiersz nie ma płci". Jakim więc językiem mówi poezja kobiet? Czy potrafiłabyś sprecyzować, nazwać ten język? Czym różni się on Twoim zdaniem od poezji pisanej przez mężczyzn?

JM: To trudne pytanie, a jeszcze trudniej sformułować krótką i w miarę przyswajalną odpowiedź, ale skoro piwo nawarzone, to trzeba je wypić. Recenzenci antologii, głównie Karol Maliszewski, upierali się, że wiersz nie ma płci, co nie przeszkadzało im w tym samym niemal zdaniu twierdzić, że w naszej antologii zostały zebrane wiersze kobiet (a więc jednak kogoś, kto ma płeć, nie?). Ale nie czepiajmy się logiki zdań.
Chodzi o to, że ja oczywiście poniekąd przyznaję rację Maliszewskiemu - można, jak Wojaczek, będąc "metrykalnie" facetem, pisać wiersze "płciowo kobiece" - to jest konstrukt, konstrukt świetny, w wykonaniu Wojaczka niepodrabialny - ale to jedna kwestia (i to też nie jest kwestia tak jednoznaczna, jak to prezentuje Karol; świetnie pisał o tym Wojaczku-kobiecie Tadeusz Komendant, odsyłam, bo warto).
Druga sprawa - można, również jako metrykalny facet, pisać wiersze w jakiś sposób "miękkie", "sentymentalne","powłóczyste", czyli takie, jakie nam się kojarzą z "poezją kobiecą" (w złym tego słowa znaczeniu). Takich poetów "kobiecych" jest w poezji od groma - nie będę tu wyliczać przykładów negatywnych, choć mogłabym je mnożyć i mnożyć. Powiem raczej o dwóch przykładach pozytywnych (i to bardzo, w moim pojęciu) - niektóre wiersze np. Dariusza Sośnickiego czy Bartka Majzla dosyć świadomie rezygnują z "twardej męskości" na rzecz języka, którego metaforyka, topika, stylistyka mogą być uznane za cechy kobiece (przy czym poeci ci,
inaczej niż Wojaczek, nie posługują się "żeńskimi końcówkami", oni wciąż konsekwentnie używają form "ja męskiego", choć otwierają je na drugi głos - "głos kobiecy"). Może być jeszcze inna, trzecia sytuacja - kobiety, które uparcie podszywają się pod "stylistykę męską" - dialogują z facetami, często próbują ich w jakichś sposób "przekrzyczeć", "przegłosować", powiedzieć coś silniej i drapieżniej niż ich koledzy po piórze. Takie poetki - z naszej antologii chociażby Kamila Janiak, Marta Podgórnik, Iza Smolarek, Agnieszka Mirahina (by wymienić głosy najbardziej wyraźne) - świadomie wchodzą w konstrukt "męskiego głosu", niekoniecznie nawet stosując "męskie końcówki", choć i to się zdarza.
Jeszcze inaczej jest w wierszach świadomie mieszanych, gdzie głosy żeńskie i męskie ze sobą dialogują i nie jesteśmy w stanie połapać się, jaką płeć ma podmiot mówiący - to bardzo ciekawie pokazują teksty Samanthy Kitsch (której istnienie nie tylko tekstowe jest bardzo problematyczne, bo tak na sto procent nikt nie wie, kim realnie jest osoba posługująca się tym pseudonimem), ale takie zmieszanie głosów (a przez to i płci) można spotkać chyba u każdego dobrego poety i każdej dobrej poetki. Mnie samą na przykład najbardziej taka właśnie dialogowość, wielogłosowość interesuje, cieszy mnie, gdy wiersz wymyka się monotonnej monologiczności.
Ale wymieniłam tu sytuacje, które są jakby wyjątkami od tezy, według której poezja kobieca mówi jakimś własnym, osobnym, niepodrabialnym głosem, głosem, który - jak napisałam w blurbie - chciałby się wybić na niepodległość, w czym ma mu choć odrobinę pomóc nasza antologia. Tak naprawdę, to najbardziej bym chciała, żeby czytelnicy sami - po przeczytaniu tej książki - ocenili, czy ta poezja w jakiś sposób mówi inaczej niż poezja męska (inaczej, ale równie dobrze, a częstokroć - w konkretnych przypadkach - ciekawiej, lepiej), żeby sami zobaczyli jej osobność, odrębność. Mnie zdumiała zacięta odwaga, z jaką poetki uprawiają swoje wyobraźniowe poletka (i już mamy metaforykę "roślinną", bliską poetkom) - to że one niekiedy pozwalają swoim poetyckim "ogrodom nieplewionym" zarastać rejony zupełnie ryzykowne, takie, na które rzadko zapuszczają się poeci - taki zachwyt wywołały we mnie wiersze przede wszystkim dwóch "czarownic języka": Justyny Bargielskiej i Bianki Rolando. One stworzyły światy, które są totalnie wyrzucone "poza elipsę" (jak ująłby to Stachura), tam, gdzie widać "całą jaskrawość", ale jednocześnie mówią swoim magicznym, "wieszczkowym" językiem bardzo wiele o codzienności - to daje niesamowity koktajl, czegoś takiego nie znalazłam jeszcze w wierszach żadnego współczesnego poety. Mam nadzieję, że Bianka i Justyna (i oczywiście inne wieszczki) zaistnieją bardziej w krajobrazie poezji współczesnej, że zostaną docenione mocniej, niż są do tej pory - takiemu promowaniu ma również służyć nasza książka.

MG: Skoro rozmawiamy o języku: Twoja poezja kojarzona jest z neolingwizmem, Ty sama wolisz nazywać się „archelingwistką” wyjaśnij więc co rozumiesz pod tym pojęciem? Używając Twojego określenia: a w jakich rejonach Ty „uprawiasz swoje wyobraźniowe poletko”?

JM: Nieustannie mnie zdumiewa, jaką karierę mogą zrobić niektóre terminy, nawet (a może zwłaszcza) te, które się "rzuca na rybkę", trochę dla śmiechu, jako przynętę. Tak było z "neolingwizmem", ale widzę, że i mój - raczej żartobliwie niż na serio ukuty - termin "archelingwizm" działa, skoro wciąż jestem o niego wypytywana i za jego pomocą opisywana. Archelingwizm wymyśliłam właściwie na użytek konkretnego tomiku, czyli "Zagniazdowników" - to był tomik, który wyrósł z „zakażenia staropolszczyzną", taki, w którym świadomie wykonywałam różne gesty wstecz, do "arche". I to było zarówno zejście do "arche" języka (stąd archelingwizm), w prajęzyki, w dawną polszczyznę, jak i - może najbardziej - zejście w głąb mojej własnej historii, do mojego dzieciństwa, ale też do tych takich głębi prenatalnych, które wiązały się z tym, że przecież jest to tomik mówiący głównie o doświadczeniu brzemienności, a potem rodzenia dziecka, konkretnego dziecka, mojej córki. Myślę, że ten archelingwizm jakoś się - jako projekt - sprawdził, ale również wygasł, wraz z napisaniem i wydaniem tomiku.
Ja w ogóle tak mam, że myślę jakimiś takimi "projektami", "metaforami organizującymi". Kiedyś miałam anamorfozę, i wszystko, co robiłam, zarówno jako krytyczka, jak i poetka, było tej naczelnej metaforze podporządkowane. Potem miałam archelingwizm. Teraz z kolei mogłabym przyznać się do czegoś, co nazywam "stratygrafią" (coś bardzo bliskiego anamorfozie, ale jednak troszkę innego) - pisanie stratą, ale też zrywanie jakichś warstw (stratum to warstwa), tak z języka, jak i z własnej historii i osobowości. Ze stratygrafią zaś łączą się "wylinki" - i w te sposób właściwie nieco przedwcześnie zdradzam istotę dwóch książek, nad którymi pracuję, a które - przy dobrych wiatrach - może ujrzą światło dziennie w przyszłym roku.

MG: Posługujesz się językiem w sposób śmiały, a jednocześnie bardzo świadomy. Czy jest coś, na co byś sobie w poezji nie pozwoliła?

JM: Ha! To ci pytanie! Łatwiej byłoby mi odpowiedzieć, czego się w poezji boję, niż na co bym sobie nie pozwoliła. Ale spróbuję. To poniekąd dotyczy również "pisania jako kobieta", starałam się o tym troszkę powiedzieć w naszym posłowiu do antologii, ale może nie było to zbyt jasne. Zresztą może jest to raczej kwestia mojej konstrukcji psychicznej niż jakaś ogólna kwestia. Tak czy inaczej - kiedy piszę, ale też kiedy żyję (rozmawiam, spotykam się, współpracuję, polemizuję, kocham), zawsze podświadomie mam obawę przed odbiorem, przed tym, jak odbierze, to co mówię albo piszę (albo jak żyję), mój rozmówca, słuchacz, czytelnik, przyjaciel itd. To jest takie neurotyczne powichrowanie, bardzo ładnie opisane przez Karen Horney - to że neurotyk zawsze niesamowicie boi się odbioru. I teraz w przełożeniu na wiersze - ja mam tak, że moje pisanie wzięło się z komplikacji komunikacyjnych z ludźmi, ono wciąż żywi się nieporozumieniami, przejęzyczeniami, niedogadaniami... Ty nazywasz to świadomością języka - oczywiście, ja się tej świadomości nie wypieram, ale upieram się też przy tym, że wiele moich językowych dziwactw bierze się z intuicji, z niewiedzy, a czasem po prostu z takiej dziecinnie upartej ciekawości. No więc - ta ciągła obawa w związku z wierszem polega na przykład na tym, że boję się napisać coś zbyt sentymentalnie, zbyt po prostu, zbyt banalnie, ckliwie, cukierkowo itd. Mam w sobie takiego przekornego przedrzeźniacza, który zawsze spróbuje coś w słowie zepsuć (żeby naprawić), wykrzywić (żeby naprostować), zranić (żeby uleczyć) itd. Czasem sobie myślę, że może nie potrzeba aż tak bardzo wszystkiego przejęzyczać - i myślę, że z biegiem czasu, na przykład w przygotowywanej książce, pozwalam sobie (chociaż z wielkim strachem) na dużo czułości (kiedy układałam wiersze w jaką taką całość książkową, zdumiało mnie, ile razy nieświadomie powtórzyłam w nich słowo "czułość"!), na o wiele więcej prostoty niż dawniej.
Znowu trochę odjechałam w meandry, a przecież pytanie było o coś, na co bym sobie w wierszu nie pozwoliła. Mam nadzieję, że nie pozwalam sobie w wierszu na monotonię i na jednogłos, mam nadzieję, że nawet jeśli pokazuję jakieś swoje stanowiska ideologiczne, to nie robię tego w sposób dydaktyczny, staram się nie pozwalać sobie na zbytnią intertekstowość, bo wiem, że z takimi wycieczkami w cudzosłowność przegięłam w moim debiucie, i nie chcę tego powtarzać. Nie pozwalam sobie na zbyt bezpośrednie, ekshibicjonistyczne odsłonięcie siebie – a raczej odsłaniam się bardzo, ale w takim specjalny, zaszyfrowany sposób, który czytelnicy nieuprzedzeni na pewno będą potrafili "rozgryźć". Nie pozwalam sobie też na rzeczy, których nie lubię w poezji innych - ale to jest już inny temat, więc nie będę go teraz poruszać.

MG: Rozmawiamy o poezji tworzonej przez kobiety więc muszę zapytać, nawiązując przy okazji do Twojej poprzedniej wypowiedzi, czy jest coś, co Ciebie osobiście w poezji kobiet razi?

JM: Hmm, myślę, że to, co mnie w poezji razi, dotyczy zarówno poezji mężczyzn, jak i kobiet. A może nawet bardziej mężczyzn niż kobiet. Jak czytam najnowszą polską poezję, to poraża mnie, jak mało jest w niej oryginalności, takiej chęci powiedzenia czegoś własnym głosem. A jeśli nawet są próby wybicia się na oryginalność, to często to się niestety kończy fajerwerkami, taką swoistą "slamowością" tekstu, który w pierwszym odbiorze bardzo się rzuca w oczy albo w uszy, ale już przy drugiej lekturze okazuje się pustą, choć jaskrawą wydmuszką. Mało jest takiej oryginalności, która by coś naprawdę i na dłużej zmieniała w języku, w poezji, a przez to też w naszym odbieraniu rzeczywistości. Poezja za mało ryzykuje, za bardzo obraca się w dobrze sobie znanych, oswojonych kręgach. Jest pod wpływem czegoś, co sobie nazwałam "kserotoniną" - poeci kserują nawzajem swoje wiersze, a to im daje takie milusie, ale mało wartościowe uczucie spełnienia i przyjemności, jak serotonina. To dotyczy zarówno poezji kobiecej, jak i męskiej, choć mam wrażenie, że bardziej męskiej, bo poeci-faceci częściej się grupują, częściej wypracowują jakiś rodzaj wspólnego języka poetyckiego, uprawiają - mówiąc słowami Marysi Cyranowicz - "omamizm wspólnotowy".
Kobiety raczej nie występują grupkami, piszą gdzieś tam w swoich domowych pieleszach, rzadko kiedy dają się wciągać w gry wspólnotowe. I to może chronić je w jakiś sposób przed "towarzyskością" wierszy, przed pisaniem podług jakiegoś wspólnego modelu, choć w jakiś sposób może je z drugiej strony skazywać na "mówienie w próżnię". I tutaj może tkwić niebezpieczeństwo, którego dotyczy Twoje pytanie. Kobiety piszące czasem nie potrafią przejrzeć się w cudzym wierszu, ufają tylko własnemu językowi - i niekiedy to się kończy nie tyle solipsyzmem, ile powielaniem nieuświadomionych klisz poetyckich. I to się niestety zdarza nawet takim poetkom, które potem - z zupełnie dla mnie niezrozumiałych względów - są kreowane na wielkie odkrycia, czasem chyba tylko dlatego, że według niektórych krytyków są taki "kobiece", "delikatne" i "nadwrażliwe", że ładnie się prezentują na tle autotematycznej, intertekstualnej, "sonetowej" i egocentrycznej poezji pisanej przez mężczyzn (oczywiście upraszczam, ale czasem mam wrażenie, że tak to właśnie wygląda). Trochę więc to jest tak, że z jednej strony mamy zagrożenie świadomego powielania modeli poetyckich (to jest to kserowanie siebie nawzajem ze świadomością, że fajnie i modnie jest napisać coś tak, jak już ktoś przede mną napisał, ale – oczywiście w założeniu danego autora - lepiej; to byłoby to "wzajemne klepanie się po wierszach", o którym mówiłam w posłowiu "Solistek"), a z drugiej strony mamy nieświadomość całej palety schematów, które tylko dlatego możemy powielić w swoim wierszu, że o nich nie wiemy. Takich nieświadomych powieleń w poezji kobiet jest niestety sporo, a nasza książka jest też między innymi po to, żeby kobiety zaczęły czytać siebie nawzajem, żeby poznawały swoje wiersze, żeby unikały pewnych sentymentalizmów, łzawości, sztampy etc. Mam nadzieję, że to się nie skończy "kobiecym omamizmem wspólnotowym", że się teraz nie rozkręci jakaś towarzyska babska "wspólnomowa", bo to by było straszne ;)))

MG: Cieszę się, że poruszyłaś temat "powielacza" świadomego czy nieświadomego. Ja to na własny użytek nazywam "kserówką" i odnoszę wrażenie, że tutaj sporo szkody wyrządzają twórcom i poezji internetowe portale poetyckie, że tam właśnie wpada się taką pułapkę pisania, tzw "dykcję portalową". Jak postrzegasz takie miejsca? Czy Twoim zdaniem portale poetyckie to miejsca, gdzie można się czegoś o pisaniu nauczyć?

JM: Od razu powiem - mam poczucie, że początkujących autorów można nie tyle nauczyć pisania (bo do tego albo ma się talent, albo nie), ile można ich oduczyć pewnych podstawowych błędów, które zawsze się popełnia, kiedy zaczynamy pisać. Dlatego bardzo cenię wszelkie warsztaty pisarskie, zawsze chętnie w nich uczestniczyłam, najpierw jako ucząca się, a potem jako ucząca innych, młodszych. Zresztą słowo "uczyć" jest tu trochę nie na miejscu - takie warsztaty to raczej dyskusja na równych prawach o wierszach uczestników, wzajemne interpretacje oraz garść użytecznych "porad" z poetyki, stylistyki etc. (mam wrażenie, że szkoła tego ludzi nie uczy; kiedy prowadziłam zajęcia z poetyki na polonistyce, to przeraziło mnie, jak niewielu ludzi wie, z "czego się robi literaturę").
Natomiast co do portali internetowych, to tam niestety panuje czasami "wolna amerykanka". Porad udzielają sobie nawzajem ludzie, którzy niekiedy sami nie wiedzą, z czego się robi literaturę, często te komentarze są kierowane względami towarzyskimi, można się przecież schować za nickiem i o wszystkim napisać wszystko. Nie mówię, że to źle. Wielu początkujących autorów nie ma gdzie iść ze swoimi wierszami, nie ma nikogo, kto coś by im o ich tekstach powiedział (prócz mamy, taty i polonistki, którzy i tak będą zachwyceni faktem, że młoda osoba coś pisze). Takie portale jak nieszuflada mogą bardzo pomóc, bo przecież nie zawsze komentarze tam wpisywane są mało warte, często znajduje się tam prawdziwych mistrzów komentarza, poza tym opinia rówieśników też jest bardzo, ale to bardzo ważna. Natomiast faktycznie może być tak, że jeśli taka młoda osoba za bardzo będzie się kierowała głosem innych, to może popaść w niebezpieczeństwo "kserówki".
Ja sama nigdy się nie wkręciłam we wklejanie wierszy np. na nieszufladę. Ale może to jest znowu kwestia mojej osobowości - dla mnie praca nad wierszem jest od początku do końca skrajnie samotna. Nie umiem, jak wielu innych autorów, wklejać niedokończonych, surowych wierszy do internetu, żeby usłyszeć cudze komentarze i wg nich te wiersze poprawić (albo pogorszyć, bo skąd wiadomo, że komentarze są słuszne?). Nie umiem nawet, co też jest częste, dawać "nieopierzonych" tekstów bliskim, zaufanym osobom, z nadzieją, że one za mnie zadecydują, co wyciąć, co dodać, co poprawić itd. Pokazuję wiersz dopiero wtedy, gdy sama wiem, że już nic w nim się nie zmieni. Nawet współpraca z redaktorami tomików zawsze mnie przeraża, bo boję się, że zaczną mi się wtrącać, a tego nie zniosę. Na szczęście w przypadku obu moich tomów redaktorem był Romek Honet i on to dobrze rozumiał, bo chyba pracuje podobnie jak ja. Tak więc portale poetyckie są jakby zupełnie nie moją bajką. Od portali wolę samotnię.

MG: Joasiu, kto w takim razie był/jest dla Ciebie - silnej indywidualności - inspiracją literacką/poetycką? Czy jest jakiś jeden twórca, który wywarł na Ciebie najsilniejszy wpływ, czy były to różne osoby w różnym czasie?

JM: Oczywiście, są nazwiska-inspiracje, do których się przyznaję, nie tylko poeci zresztą. Ale pozostanę przy poetach. To dosyć stały zestaw, taka "trójca święta": Norwid, Karpowicz, Chlebnikow. Na pewno jakoś wpłynęli na moje wiersze, chociaż jednak bardziej na moje myślenie o literaturze, bo byli to przede wszystkim filozofowie języka, a dopiero potem poeci. Zajmowałam się nimi niejako "zawodowo", przy okazji pisania kolejnych prac na polonistyce (Norwid to licencjat, Karpowicz magisterka, a Chlebnikow to mój niedokończony i chyba już zarzucony doktorat). Najbardziej uwiodła mnie ich uparta konsekwencja, z jaką budowali swoje językowe utopie. Dla mnie poezja - ta największa - musi być w jakiś sposób utopią - i pewnie dlatego ci poeci byli na różnych etapach mojego pisania najważniejsi. Ale są też inni poeci, niesłychanie dla mnie ważni, choć trudno by się chyba było doszukiwać inspiracji nimi w moich wierszach. Wymienię tak prosto z głowy: Grochowiak, Wojaczek, Barańczak, Leśmian, Czechowicz, Gajcy, Ficowski, ogromnie ważna Krystyna Miłobędzka, wspaniała Ginczanka, a z młodszych to na pewno Maria Cyranowicz, Roman Honet, Bartek Majzel, Radek Kobierski. Jak widzisz, to są poeci dosyć dalecy od tego, co sama piszę, ale bez nich mój świat, moje postrzeganie rzeczywistości byłoby o wiele uboższe.

MG: Faktycznie, ogromna różnorodność autorów i poetyk. Powiedziałaś, że poezja musi być jakiegoś rodzaju utopią, jedna z definicji tego pojęcia brzmi: wszystkie całościowe obrazy przedstawiające pożądany stan rzeczy. Jaki dla Joanny Mueller jest pożądany stan rzeczy jeżeli chodzi o poezję? Innymi słowy, czego byś sobie i współczesnej poezji życzyła? :)

JM: Hmmm, zastanawiam się, czy zgadzam się z tą akurat definicją utopii. Jeśli mówić o "wszystkich całościowych obrazach", to ja i tak je widzę jako nie jakiś idealny obraz, na którym wszystko jest przejrzyste i wyraziste, lecz raczej jako nałożenie kilku różnych, często sprzecznych ze sobą wyobrażeń - czyli to byłaby ta moja anamorfoza (jak ona się ma do utopii - kiedyś wiedziałam, ale zapomniałam). No ale mniejsza o definicję. Utopie w poezji są różne, można na przykład marzyć o idealnym przyleganiu słów i rzeczy, można starać się, aby wiersz stał się rodzajem prześwitu, zajrzenia przez poszewkę banalnej rzeczywistości do tego, "co wyższe jest", można "marzyć wierszem" o nowatorskości, o tym, że powiemy w poezji coś, czego nikt dotąd nie powiedział (to utopia awangardy), no i jeszcze o wielu innych sprawach. Chyba chodzi głównie o to właśnie - żeby wierszem marzyć, żeby poezją stawiać sobie i innym jakieś wymagania, żeby tekst nie był tylko przyjemnostką, wylaniem żalów, sprawozdaniem, ale żeby był zadaniem: wyobraźniowym, ideologicznym, interpretacyjnym, emocjonalnym.
Nie lubię poezji, która sobie takich wymagań nie stawia. Zatem pożądany przeze mnie stan rzeczy, jeśli chodzi o poezję, byłby taki: niech ona się nieustannie przekracza, niech sięga zawsze dalej (wyżej), niż sięga do tej pory, niech zawłaszcza w języku i rzeczywistości obszary dotąd nietknięte. To chyba utopia, prawda? I właśnie w takie utopie wierzę.

MG: Bardzo dziękuję za rozmowę.

04.10.2009

Nagroda NIKE 2009

Z ogromną satysfakcją donosimy, iż laureatem tegorocznej NIKE został Eugeniusz Tkaczyszyn - Dycki za tom poetycki pt. "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach".

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki ur. 1962

Autor dziewięciu tomów poezji oraz zbioru krótkich próz drukowanych cyklicznie w czasopiśmie Kresy. Laureat m.in Nagrody Literackiej im. Barbary Sadowskiej (1994), Nagrody Niemiecko-Polskich Dni Literatury w Dreźnie (1998), Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Jest także pierwszym w historii Nagrody Literackiej Gdynia jej podwójnym laureatem. Obie nagrody przyznano mu w kategorii poezja, najpierw w 2006 roku za tomik Dzieje rodzin polskich, a w 2009 za zbiór "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach". Wielokrotnie nominowany do Paszportu Polityki. Skupieni wokół pisma Ha!art młodzi krytycy poświęcili Tkaczyszynowi-Dyckiemu książkę Jesień już Panie a ja nie mam domu. Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki i krytycy. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Jego poezja, łącząca w niepowtarzalny sposób tradycję (m.in metafizycznej poezji baroku) ze współczesną dykcją doczekała się wielu recenzji i opracowań. Poeta łączy w swej poezji nie tylko fascynację konceptualizmem, marinizmem, ale także nadaje swym wierszom muzyczność i nacechowanie filozoficzne. Wśród czytelników fascynujących się tą poezją znalazł się także Czesław Miłosz, który osobiście nagrodził poetę.

03.10.2009

Magda Gałkowska - wiersz bez prądu



tam jest pełnia. tutaj tylko resztki popiołu
na poplamionym stole ślady wosku. płomień
dogasałby teraz, ale nikt go nie wzniecił.

nie ma cieni, nieznanych twarzy. nic
nie odbija się w lustrze. tylko pełnia
tam, gdzie rozrzedza się powietrze i struny

głosowe. wiadomości niskich lotów pełzną
po liniach wysokich napięć. nie iskrzy
pusta izolacja i nie ma żadnej różnicy

pomiędzy dniem, a nocą.



01.10.2009

PROTESTUJĄCY W POZNANIU




Protest literatów

Protest literatów, czyli spotkanie z redakcją "Korespodencji z ojcem". W trakcie spotkania redaktorzy "Korespondencji", ubrani w robocze drelichy, porozmawiają o idei, jaka leży u podłoża pisma, aktualnej kondycji dróg w Polsce, zmartwieniach współczesnej literatury i katastrofalnej służbie zdrowia.


Po spotkaniu odbędzie się slam poetycki, w którym nagroda główna wynosi 200 pln.



Czas: 2 października, godz. 20:00

Miejsce: Klub DRAGON

Ul. Zamkowa 3, Poznań

30.09.2009

Demoniczna dziewica czyli rzecz o tzw. mądrości.

Jakiś czas temu nabyłam opracowanie pt. „Okultyzm a wiara katolicka”, którego autorem jest Jean Vaquie - oczywiście zwiedziona obiecującym tytułem. Lektura owego niezbyt obfitego opracowania wprawiła mnie w niekłamane zdumienie połączone z niedowierzaniem.
Najogólniej rzecz biorąc autor postanowił wydać coś w rodzaju „przewodnika dla katolika” zawierającego ostrzeżenia przed nieprawomyślnością.
Nie jest absolutnie moją intencją deprecjonowanie ani jednego, ani drugiego zjawiska, czy też może raczej doktryny? (nazwijmy to jak nam wygodnie), pragnę jedynie podzielić się moimi przemyśleniami na temat treści. Pan Vaquie stosuje karygodne uproszczenia już na początku swojego wywodu oznajmiając, że synonimem okultyzmu jest gnoza . Tu zaczyna się prawdziwa komedia pomyłek.
Autor przeciwstawia bardzo wybiórczą i uogólnioną „analizę” motywów i pojęć gnostycznych, co za tym idzie bardzo sprawnie manipuluje czytelnikiem, przytaczając takie przykłady, jakich akurat w danym momencie może użyć jako argumentu. Mamy więc trochę manicheizmu, trochę kataryzmu i trochę Steinera - w zależności od tego, co autorowi w danym momencie „pasowało” do udowodnienia teorii, iż – uwaga – gnoza nie jest niczym innym, jak służbą Lucyferowi. Przyznaję, że tego rodzaju uproszczenia i przekłamania jakich autor się dopuszcza wywołałyby co najwyżej uśmiech na twarzy (choćby w niewielkim stopniu zorientowanego w temacie) czytelnika, gdyby nie „dydaktyczny” charakter owych wywodów.
W rozdziale poświęconym genezie gnozy oraz definiowaniu jej pojęć Vaquie pisze tak:
„Jeżeli natrafimy na pisarza, który który odwołując się do pary „ezoteryzm – egzoteryzm” czyni z niej podstawę swoich rozważań od razu możemy się domyślać, iż przynależy on do współczesnej gnozy. Takie podejście pozwala mu wyrażać prawdy chrześcijańskie w terminach mętnych, dwuznacznych i dziwacznych (...) Poprzez te dziwactwa wprowadzi on w chrześcijaństwo różne pojęcia gnostyczne (...)Wystrzegajmy się tych, którzy mówią o ezoteryzmie chrześcijańskim”.
Chciałoby się powiedzieć: amen. Powołany fragment jak sądze doskonale obrazuje chaos pojęciowy serwowany przez Vaquie'a. W pewnym momencie utożsamia on także chrześcijaństwo z katolicyzmem, jakby nie istniały protestantyzm czy prawosławie. Cała książeczka opiera się na prymitywnym schemacie czarne – białe, dobre – złe. Niestety człowiek myślący nie odnajdzie tutaj żadnych sensownych argumentów, czy choćby próby dyskusji. Pojęciu gnozy przeciwstawiana jest w roli argumentu doktryna kościoła, nie dogmaty wiary, ale wyjątki z postanowień kolejnych soborów, czy interpretacji „Doktorów Kościoła”.
Jako, że owo opracowanie skierowane jest wyraźnie i jednoznacznie do katolików, jako swego rodzaju ostrzeżenie, przed podstępną i podkopującą wiarę katolicką myślą gnostycką, zastanawia mnie jedna rzecz: czy autor uważa najdelikatniej rzecz ujmując katolików za osoby niezdolne do samodzielnego wyciągania wniosków? Czy uważa katolików za – kolokwialnie mówiąc – totalny ciemnogród, któremu należy zaserwować łopatologię, ponieważ bez zbyt daleko idących uproszczeń nie będzie w stanie niczego zrozumieć?
To prawda, że wiara jest irracjonalna, że u jej podstaw nie leży pojmowanie rozumowe, czy poznanie, ale gotowość bezkrytycznego przyjęcia pewnych dogmatów.
Zastanawiam się tylko jaki wniosek z tego typu lektury ma wyciągnąć czytelnik, dla którego wiedza jest ważna, konieczność pojmowania oczywista, a poznanie rozumowe nieodzowne?
Jedyny wniosek jaki mnie się nasuwa po zapoznaniu się z treścią opracowania autorstwa Jeana Vaquie brzmi: wiara katolicka ogranicza i czyni człowieka bezmyślnym.


Jean Vaquie „Okultyzm a wiara katolicka" POLWEN Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne
Radom 2007

MAGDA GAŁKOWSKA

28.09.2009

Magda Gałkowska - List

Czytam. Czuję, jakbym spoglądała w lustro
na nieznaną twarz. To nie moja
historia, nie moje kocie oczy, ciało
też należy do innej kobiety. Najwidoczniej

musiałeś mnie z kimś pomylić. To łatwe,
bo w ciemnościach boginie schodzą cicho
siadają na brzegach łóżek, a księżyc
jak wytrawny fotograf oszukuje percepcję.

Czytam. Czuję jakby istniało tylko to zdjęcie
z rozproszonym światłem. Noc nigdy nie jest
tak ciemna byśmy nie mogli się w niej przejrzeć*

zanim wszystko rozsypie się w proch.

* Emil Cioran

Nagroda Fundacji Kościelskich 2009r


Z przyjemnością zawiadamiamy, iż w 2009r nagrodę otrzymał Tadeusz Dąbrowski za zbiór wierszy pt. :"Czarny kwadrat".

Tadeusz Dąbrowski - lat 30, Gdańszczanin. Poeta, krytyk literacki, eseista. Redaktor dwumiesięcznika literackiego "Topos". Autor m.in. tomów: "E-mail" z 2000r oraz "Te Deum" z 2005r. Publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Polityce", "Rzeczpospolitej", "Dzienniku", czy "Gazecie Wyborczej".

Solistki - Antologia poezji kobiet 1989-2009


"Solistki" - antologia poezji kobiet, które debiutowały w latach 1989-2009. Staromiejski Dom Kultury w Warszawie
41 autorek
redaktor serii Biblioteki Nocy Poetów: Beata Gula;
redakcja antologii: Maria Cyranowicz, Joanna Muller, Justyna Radczyńska;
rysunki: Pola Dwurnik i Marta Ignerska
Patronat medialny: Odra, Przekrój, Krytyka Polityczna, UFA, Bluszcz, Feminoteka, literackie.pl
Premiera antologii - 5 września 2009.
Do nabycia w księgarniach!.


Nigdy nie wpadłem na pomysł, żeby pytać czy poezja jest kobietą. Tym bardziej, żeby na takie pytanie w ogóle odpowiadać. W czasie lektury
"Solistek" poczułem, że wkraczam na nieznany w takiej intensywności kontynent różnorodności, na ziemię opisaną w nieredukowalny do stereotypu sposób, w świat fascynujący, groźny, piękny, niecukierkowy. W świat poezji, która nie musi się tłumaczyć z tego czym jest i od kogo jest. W świat czterdziestu jeden solistek, które odtąd zamieszkują w mojej głowie wersami, obrazami, rytmami. Nawet nie wiedziałem, że tak bardzo na taki tom poezji czekałem. A przecież wystarczy sięgnąć i czytać. I nadal nie mieć potrzeby pytania, czy poezja jest...

Roman Kurkiewicz



Wielość, różność, osobność. Poezja kobiet - bo na pewno nie jest to "poezja kobieca" - zebrana w tomie
"Solistki" nie broni się ani nie atakuje. Po prostu jest, bardzo samoświadoma. "Solistki" to brakujące ogniwo rozwoju poezji polskiej ostatnich 20 lat. Imponujące!

Kazimiera Szczuka



W dobie dyskusji nad politycznymi parytetami płci, antologia "Solistki" wyraźnie pokazuje, że w poezji parytety już dawno zostały osiągnięte. I że polska poezja nie ma na imię Marcin (jak ongiś twierdzono), ale także Marzanna, Izabela, Łucja, Anna, Kamila...

Osobliwy i bardzo ciekawy przegląd wierszy poetek różnych roczników - od formacji "bruLionu", po wchodzące w dojrzałość już w wolnej Polsce. I wiersze też różnorodne - od klasycyzmu po neolingwizm.

Jarosław Klejnocki