Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


30.12.2010

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz. 4


"Mieszać Księcia Ciemności do osobistych konfliktów!
Byłoby to zaiste dziecinne. Dajmy pokój, to bajki dla okultystów.
Zachowują się jak prostaccy wolnomularze"
Umberto Eco "Wahadło Foucaulta"


Zasnęła, czy nie - trudno stwierdzić, można jednak z całą pewnością stwierdzić, ze po niedługim czasie pojawił się Jorge Luis, stanął nad nią i z politowaniem pokiwał głową.
- No co! - zaperzyła się - jakiekolwiek działanie jest lepsze od bezczynności.
Jorge Luis milczał, nadal kiwając głową.
- Poza tym wystarczą mi te szczurki, które mam, jak najbardziej cielesne, jakoś nie kręci mnie zbłąkana dusza w roli onirycznego kochanka. Jeśli już ma się napierdalać, to wolę z żywym mięskiem.
Jorge Luis nadal milczał w roli samochodowego pieska, zupełnie jak ktoś za nim co chwilę trącał go w tył głowy.
Czekała, co będzie dalej, niestety nic się nie działo. Jorge Luis postał, pokiwał i poszedł. Pan trzy razy PE kurka wodna!
Próbowała w związku z tym usystematyzować to, co już ma: pentagram szt. 1 - jest;
ciało oczyszczone szt. 1 - jest; amator kranówki szt. 1 - jest.
O JASNA DUPA!
W tymże momencie usłyszała chlupot nalewanej wody, nic wielkiego, to tylko coś w rodzaju, jakby przez otwarte okno wlewały się Wodogrzmoty Mickiewicza.
- Z zaskoczenia go wezmę - błysnęła myśl - wyskoczę z łóżka, wpadnę do kuchni i... dobre pytanie. I co? Zdzielę go kapciem? Wdam się w uczoną dysputę przytaczając argumenty na potwierdzenie wyższości mineralnej nad kranówką?
Bipip, bippip, bippi - przemówiła włączona komórka w te słowa:
"Wciąż widzę Twoje nagie piersi kołyszące się nade mną gdy piiiiiiiii, a potem piiiiiiii. Tęsknię" - rewelacja! Jeszcze tylko brakowało jej tu niemieckiego szajse video.
- No dobrze. Teraz do atakuuu! - zawyła w duchu i wykonała skomplikowany manewr zrywania się na równe nogi, połączony z jednoczesnym wyskakiwaniem z łóżka.
W efekcie pośliznąwszy się na leżącym kapciu, przywaliła czołem w bok futryny, po czym odbiła się i zlądowała na dupsku. Z odpowiednim efektem dźwiękowym rzecz jasna.
W kuchni ucichło, nasłuchiwała przez chwilę i nic CISZA. Na palcach podkradła się pod drzwi, wyjrzała - nikogo nie było, tylko na blacie stała szklanka nosząca znamiona niedawnego używania.
- No i dupa. Nomen omen - stwierdziła i wróciła do łóżka, do pozycji bynajmniej nie trumiennej.
Ledwie zdążyła się umościć, a już spod sufitu spłynęła babcia w asyście dwóch ponurych jegomościów.
- Co ty dziecko wyczyniasz? - spytała babcia, a panowie co prawda ustami poruszyli, jednakże żaden dźwięk się z nich nie wydobył.
- Świadkowie są jak ryby, które przed chwilą nauczono mówić - przypomniało się jej - cholerny Świetlicki. Zrobiłam jak babcia zalecała. Kiedyś mi pomogło, to skąd miałam podejrzewać, że tym razem nie zadziała? Może czerwoną kokardkę miałam sobie przywiązać?
- Myśl dziecko, myśl - odrzekła babcia enigmatycznie, co rzekli jej towarzysze nijak nie można było stwierdzić, po czym cała trójca rozpłynęła się w powietrzu. Pod sufit jakoś nie wrócili - dziwne.
Zanim jakiekolwiek wyjaśnienie pojawiło się w jej skołatanej głowie rozdzwonił się telefon: "Dlaszego nie odpsujesz kchanie? - bełkotał wyraźnie zaprawiony szczurek - Moge przyjś? Nic nie bede robił. Niiissss, poleże sobie tlko, no nie bądź taka!
- Nie ma opcji bejb - rzekła z godnością - właśnie wracam z Hadesu, cerber usiłuje zjeść mój trampek, a muszę jeszcze dolewitować do przedpokoju. Ciao - i wyłączyła telefon.
Koniec z tym badziewiem! Babcia kazała myśleć, więc pomyśli, ale jutro (Scarlett O'Hara od siedmiu boleści).
Chwała na wysokości
a pokój na ziemi.

cdn.

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz. 3



Nieraz błoga wiosna niesie
Gromy i sztormy, w których toną statki -
Tak z tego źródła pozornej pociechy
Trysnęła groza.
(Wiliam Szekspir Makbet Akt I, Scena 3)


Wywar przypominał zielonkawą breję, a mieszając w garze czuła się, jak nie przymierzając wiedźma z Makbeta, cóż - tym przypadku cel uświęca środki.
Wlała przecedzoną ciecz do wanny z wodą i niestety nie błysnęło, nie zadymiło, nie huknęło.
- Coś kiepska z ciebie baba jaga - stwierdziła za dezaprobatą wpatrując się w nieco żabią teraz wodę - No dawaj maleńka! Chlup, zanurz głupi dziób.
Wlazła do wanny, ale nadal żadnych efektów specjalnych, tylko na powierzchni pojawiły się białe farfocle, co - jak twierdziła śp babcia - oznaczało, iż jest nieczysta.
Też mi nowość! I bez darów natury w wannie wiedziała, można by rzec: rzecz oczywista, że nieczysta.
Takoż cudowną kąpielą oczyszczona i w ręcznik owinięta przystąpiła do realizacji dalszej części Wielkiego-Planu-Pozbycia-Się-Upiora-Z-Domu, przedtem wyłączywszy telefon, na wypadek gdyby szczurek wytrzeźwiał i poczuł chuć. W tej chwili chuć szczurka była kwestią drugorzędną,a Jej Wysokość Oczyszczona pozostawała nieskazitelna. I taka miała (niczym ta dziewica nietknięta) pozostać - przynajmniej na razie.
Wyrysowała co miała wyrysować w odpowiednią stronę, z okazjonalnymi mamrotami pod nosem i ... puknęła się w czoło.
- Przecież jak teraz na to położę materac (sypiała na materacu, jak prawdziwa anarchistka!) to się żesz kurwa jego mać wszystko rozmaże!
Pomyślcie moi drodzy ile brzemiennych w skutkach działań na polu magii nie dostąpiło realizacji tylko i wyłącznie z powodu praw fizyki.
Postanowiła spuścić materac z góry, jednym BAM! Jak się położy i nie będzie ruszać, to powinno do rana wytrzymać.
Włączyła telefon - oczywiście, szczurek popiskiwał w czterech smskach skamląc o samicę, nawet romantyczna fraza mu się napisała z tego pożądania, czegoż to hormony z ludźmi nie robią! Normalnie to miłego słowa się nie doczekasz, no - ostatnio pochwalił kolor rajstop (sic!), a jak go troszku przetrzymać, to od razu poeta.
Poeci, upiory i czarcie żebro.
Aleister by się uśmiał po pachy, a kit z nim. Ciekawe co na to Jorge Luis?
- Poleżym - uwidzim - stwierdziła filozoficznie przyjmując pozycję trumienną i wbijając wzrok w sufit.
Nie ma kolebeczki, ani poduszeczki
we żłobie mu położyła sianka pod główeczki.

cdn.

28.12.2010

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz. 2


Jorge Luis nie lubił luster i seksu, nawet jestem w stanie to zrozumieć, w końcu uwolnił się od jednego i drugiego, miał chłop spokój , czego ona o sobie powiedzieć nie mogła – niestety.
Szczurek zagrał niczym wytrawny pokerzysta - taka mała wendetka na miarę sprytnego gryzonia, a wkurwić potrafi.
Tymczasem o poranku wyrwana ze snu brzęczącym domofonem , w którym nikt się rzecz jasna nie odezwał, znalazła szklankę z zaciekami.
- Szlag by trafił – pomyślała – trzeba będzie wzmocnić pole siłowe, wezwać na pomoc jasną stronę mocy, może rozsypać sól? Albo rozłożyć czosnek? Nie, no na wampira to on nie wygląda, ostatecznie woli wodę niż życiodajne płyny tętniące tam, gdzie się należy, choć z drugiej strony nie tylko tętnią, co się ostatnio wręcz wylewają. Może się chłop uląkł? Przecież może być np. estetą i robi to po pańsku, kulturalnie i z serwetką, a nie świniąc gdzie popadnie.
Oni zawsze byli arystokratami i byle czego do ust nie brali.
Lustra zostały zamknięte, w powieszanie na nich zasłonek bawić się nie będzie, ostatecznie nikt jeszcze z padołem ziemskim się nie pożegnał, trzeba poszukać w babcinych sposobach na upiory. Tknięta nagłą Myślą pogrzebała w szafce kuchennej i znalazła resztkę ostrożenia, no to jest jakiś pomysł na tego amatora kranówki.
- Zabawimy się wieczorkiem skarbie – wycedziła ,teatralnym gestem wyciągając przed siebie paczuszkę z zielskiem.
Tymczasem szczurek postanowił wysłać smsa tłumacząc się permanentnym stanem upojenia. OK., nie wiedziała jaką nazwę ma TA zagrywka, ale niech mu będzie. Pijany i tak w kółeczku nie pobiega, w łóżku z niego nic nie będzie ,a ona na heroiczną walkę i poświęcenie dla podbudowania opadającego żałośnie męskiego ego ochoty nie ma. Ta kwestia odhaczona.
Kot albo oszalał albo ma ADHD, gania po mieszkaniu jak opętany, albo miauczy na kogoś, kogo nie widać. Nawet kocimiętka nie pomaga – no cóż, jak widać nie wszystkich da się omamić byle zielskiem.
Teraz papieros, o tak , zaciąga się rozkosznie patrząc na wiszącą na ścianie reprodukcję Van Gogha, Bierze głęboki wdech –prawie jak joga, ale na chwilę spokój powraca. Najważniejszy jest plan i konsekwencja w realizacji, gdzieś jeszcze powinna mieć kredę i instrukcję. – Właściwie dlaczego nie? Wujek mówił, ze moc jest, tylko trzeba nad nią popracować, jak on to zwykł mawiać „używać świadomie” - jeden wariat w rodzinie mniej, jeden więcej co za różnica?
W żłobie leży, któż pobieżny kolędować małemu?

cdn.

27.12.2010

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz. 1


Rękopisy nie płoną, a kobiety nie krwawią - bez potrzeby rzecz jasna.
Obudziła się na sofie klejąca i mokra i pomyślała, iż to zdecydowanie dobrze, że strzelił focha i się nie odzywa. Unika się konieczności szukania wymówek.
Obcowanie z mężczyznami przypomina hodowlę szczurków: trzeba dokarmiać, uważać, żeby się nie pogryzły, poświęcić każdemu odpowiednią ilość uwagi - kurewsko męczące zajęcie.
Człowiek nie ma sumienia (sumienia?!) skazać żadnego z nich na śmierć, więc daje się podgryzać, podlizywać, czy co tam jeszcze okazjonalnie mamy w programie.
Skończył się odplamiacz, a sofa wciąż nosi ślady kobiecości, cholera wg rodzinnych receptur podobno wystarczy szare mydło: nawilżyć, potrzeć, odczekać, spłukać ... i po kłopocie.
Nocne odwiedziny amatora wody z cudzych szklanek wytrąciły ją z i tak zachwianej równowagi. Podczas gdy on sobie nalewał, wypijał i odstawiał; ona - skulona i sklejona z sofą nasłuchiwała łoskotu wody spływającej po ściance szklanki, pieniącej sie na dnie. dudnienia przełyku i huku odstawiania.
I co z tego, ze wyrysowane, pozaklinane i pozamykane?!W mroku majaczy groteskowo napęczniała twarz Jorge Luisa z oczkami kreta.
Niech was szlag domorośli egzorcyści, piewcy chwały pana i osiedlowi uzdrowiciele!
O tak! Tak! Jest jedyna w swoim rodzaju, jak Apap albo Pyralgina. Nawet raczej ta druga - bo co prawda leczy z bólu, ale nie jest łagodna dla żołądka.
Trzeba mieć szczupłe dłonie z długimi palcami, przyłożyć je w odpowiednim miejscu, skupić uwagę na konkretnej potrzebie i już życiodajna energia spłynie strumyczkiem na ofiarę, omami, a może nawet wprawi w trans?
Tylko dlaczego czuje to jedynie w chwili, gdy trzyma w dłoniach męski organ, pęczniejący jak napełniany powietrzem balonik? Ujdzie w końcu, takie jest prawo natury, a szczurek zasyczy niczym rozpędzony parowóz, który nie potrafi się zatrzymać. Jak zawsze wszystko kojarzy się jej z pociągiem.
Kolejne hipotetyczne dziecko puszczone z menstruacją.
- Jesteś obleśna i chcesz szokować - wyrzuca sobie - A gówno prawda! to tylko potrzeba przeklinania i złorzeczenia światu.
- Jak można wywalać publicznie swoje flaki? Sprzedawać w taki sposób swoje życie? - pytał w rzadkich chwilach kompletnej szczerości, naznaczonej czystą, słodką agresją.
Szczurek wypadł z kółeczka, a jej przy tym nie było.
Skończyła się wódka, trzeba pić herbatę i udawać, że wszystko gra.
Pionki, kalendarze, esemesy, rozkłady jazdy, budzik w komórce i twarz w lustrze.
Triumfy króla niebieskiego
zstąpiły z nieba wysokiego.

cdn.

26.12.2010

Rainer Maria Rike - ASZANTI


Ani się nie jawił obcy świat,
ni brunatnych niewiast pląs dookoła,
w którym się wytańcowują z szat.

Ani żadna obca nuta dzika,
ani muzyka, co z krwi wynika
ani krew, co z głębokości woła.

Ni dziewczyny w tropikalnym znoju
ciemnym aksamitem rozpostarte;
oczy, co jak oręż płoną w boju,

usta, do uśmiechu współrozwarte.
Lecz zaiste cud porozumienia
z pychą białych.

                               Ileż te widzenia
w myślach zostawiały niepokoju.

Ileż jest wierniejsze sobie zwierzę,
co za kratą biegnie i zawraca,
nie pojmując, skąd się nowa bierze
rzecz, na którą nie wyraża zgody;
i jak cichy ogień się zatraca,
i zapada się w osobność swą,
nieciekawe nowej swej przygody,
sam na sam ze swoją wielką krwią.

Księga obrazów. Tłum. Adam Pomorski.

24.12.2010

RADOSŁAW WIŚNIEWSKI - LAST CHRISTMAS. ANTYLITANIA


“I jeżeli miałeś przyjaciela, z którym mieszkałeś pod jednym dachem, który jadł twój chleb, pił z twojego kubka i przed którym nie miałeś tajemnic a jednak odwrócił się od ciebie i splunął ci w twarz i wydał na śmierć lub poniewierkę - wiedz, że nie jesteś sam”

(Liturgia na Wielki Piątek, Supraśl, Wiek XVI - tłum. aut.)


I jeżeli nie ma dla ciebie miejsca w gospodzie,
na stacji benzynowej, w hotelu na przedmieściach,
pod wiatą przystanku i na dworcu tymczasowym
– to nie jest dobre usprawiedliwienie. i jeżeli nie ma
pustego miejsca przy stole, bo nie ma stołu ani krzesła
a ty jesteś tym pustym miejscem w czyimś oddechu;
i jeżeli nie ty zostałeś zdradzony ale jesteś zdrajcą
i zdradzonym równocześnie - to także nie jest powód;
i jeżeli nic się nie urodziło, nic nie słychać i nie wiesz
co odpowiedzieć kobietom, dzieciom i starcom głośno
domagającym się zakończenia - to także nie jest powód;
i jeżeli mężczyźni nie rozpoznają w tobie złodzieja
a kobiety nie dostrzegają że je wykradasz w biały dzień
nawet ich nie dotykając a ty to wiesz, widzisz ale milczysz
- to także nie jest wytłumaczenie; i jeżeli otwierają się
domy na powietrzach w których mógłbyś zamieszkać
bo wiesz, że nigdzie już nie uciekniesz a jednak zamykasz
im okna; i jeżeli od otwartych drzwi dzieli cię krok, ale nie
robisz go; i jeżeli czujesz, że powietrze cię nie utrzyma,
ziemia nie przyjmie ani znajoma dłoń, nie zamknie oczu
- bo nie ma ziemi, nie ma powietrza i nie ma dłoni,
która by cię znała przedtem - to także nie jest powód,
żeby nie zasiąść dzisiaj do stołu, nie spojrzeć sobie
w twarz - nawet jeżeli właśnie ją straciłeś.

15.12.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 9



W każdym środowisku istnieją jakieś podziały,koterie, grupki wzajemnej adoracji, nie dziwi mnie więc, że i poeci nie są wolni od personalnych animozji.
Bawi mnie jednak, kiedy dwóch dorosłych facetów ciągnie się publicznie za siusiaki, niczym krewkie latynoski za włosy, w walce o względy Victora Manuela w wenezuelskiej operze mydlanej.
Kolega Macierzyński - zdeklarowany outsider, poetycko niezależny, po kilku latach postanowił wylać nagromadzoną żółć na kolegę po fachu,w dodatku krajana. Gdyby jeszcze zrobił to w prywatnej korespondencji, ale nie - trzeba było koniecznie zaangażować w prywatną wendettę ogólnopolskie czasopismo literackie i rozdmuchać ją do rozmiarów ogólnopolskiej, zabarwionej fałszywą troską pozornej walki o "czystość publikacji".
Na co żali się Macierzyński? Ano na odrzucenie jego osoby przez grupę mŁodzi, JEGO, POETY z dorobkiem przez poetów na dorobku, którzy raczej winni paść na kolana niż pogardzić.
Tak sobie myślę, że jeśli już ktoś kreuje się na outsidera, przy każdej okazji podkreślając swoją niezależność od wszystkiego i wszystkich, to należałoby na tym poprzestać i nie pchać swojego siusiaka w każdy otwór, który obiecuje przyjemność.
Zdarza się oczywiście, że poziom frustracji przekracza dopuszczalną normę i powoduje umysłowe zaćmienie,dlatego staram się tę sytuację zrozumieć.
Rozumiem także i to, że kolega Macierzyński, przez lata rozpieszczany m.in. przez jurorów konkursów poetyckich, nagle poczuł się wyrzucony poza nawias poetyckiego establishmentu, ale czy nie na tym polega bycie outsiderem?
Zaatakowany w artykule kolega Owczarek broni siebie i mŁodzi z zaciekłością znacznie większą, niż prezentuje atakujący, aczkolwiek umówmy się - obrona Sokratesa to nie jest.
Chcąc nie chcąc dowiadujemy się nieciekawych szczegółów lokalnych spotkań towarzysko - poetyckich, ba! nawet treści rozmów prywatnych są nam ujawniane!Taki "pudelkowy" klimacik spod znaku "jedna pani, drugiej pani" itd. Po tym, kto i co i komu i kiedy powiedział następuje wyliczanie zalet naczelnego Arterii i członków mŁodzi oraz licznych wad Macierzyńskiego (z podejrzeniem o brak erekcji włącznie) z głownym (jednak) naciskiem na sympatyczny autolans: patrzcie, jacy MY jesteśmy fajni, a ON nie!
Podobnie jak utyskiwania Piotra Macierzyńskiego, równie żenujący poziom prezentują falliczne dowcipy Przemysława Owczarka.
Finalnie, zamiast rzeczowej dyskusji na argumenty, mamy napierdalankę ad personam, małe bagienko, z którego stara żaba próbuje wychlapać młodszą, ta się broni i skrzeczy, a ogłupiałe kijanki nie kumają o co chodzi.
Co właściwie boli obu Panów (prócz naciągniętych do granic przyzwoitości siusiaków rzecz jasna)? Stawiany przez Macierzyńskiego zarzut koteryjności mŁodzi nie jest do końca bezpodstawny. Na własnym tyłku przekonałam się (i nie tylko ja), że kto podpadnie personalnie naczelnemu "Arterii" - choćby zdobył literackiego Nobla, na druk swojej twórczości nie ma co liczyć.
Z drugiej strony Owczarek ma sporo racji punktując czepialstwo Macierzyńskiego, znamionujące poważne zaburzenia emocjonalne oraz ego przerośnięte niczym niepielęgnowany gruczoł krokowy.
Nie zmienia to jednak faktu, że przerzucanie się błotkiem po zeszłorocznym śniegu, zabryzgując nim portale literackie oraz internetowe strony czasopism,wywołuje u normalnego czytelnika uczucie zażenowania, przeradzające się w litość.
Panowie. Po to natura daje człowiekowi rozum, żeby od czasu do czasu z niego skorzystać.

Bibliografia:
http://www.ha.art.pl/felietony/1496-piotr-macierzynski-przeczytalem-mnostwo-ksiazek-z-ktorych-niewiele-pamietam.html

http://www.nieszuflada.pl/klasa.asp?idklasy=154331&rodzaj=2

13.12.2010

matka boska chwilówka


M. K. E. Baczewskiemu

pociągi, jak odnóża owadów wyrastają
z obłego cielska dworca.
pokryte brodawkami, mokre od śniegu
topniejącego pod wpływem.

wieczór drażni jak przyschnięta rana,
odrywam strup i przyglądam się
gdy spływa powoli. matka oddziałowa
za chwilę podłączy tlen i wyjdzie

uspokojona, że minęła. tymczasowa
amnestia: kap, kap - wężykiem
do żyły utlenia się mózg i miedź,
nalot można zetrzeć poślinionym palcem.

kap, kap - kropla do kropli, szklankami
do dna, do pionu, do wyrzygania.
pod koszulką coraz wyraźniej
odznacza się kształt: małpia łapka

bębni niecierpliwie w niedomknięte drzwi.

MG

12.12.2010

wszyscy jesteśmy z Łodzi

Laureatce ;)


Na stacji Łódź Kaliska stoi lokomotywa
I tak jak paw się puszy, lub nawet dwa pawie
Wesoły maszynista po kilku(nastu) piwach
Gratuluje poetce Justynie Krawiec

Wieść nagle się rozniosła prosto do Rzymu
Gdzie sędziwy Beniu pozdrawia w oknie lud
Bo dzisiaj w programie miast białego dymu
Poetka z Łodzi ist ja ja sehr gut

Z Rzymu wieść niesie się od razu do Bronka
Sumiasty wąs oblizał, zaśmiawszy się szczerze
Z Kaczyńskim Jarosławem obalił kielonka
I głośno rzekł do niego: „ Kurwa, nie wierzę”

Przemysław Owczarek prosił o trzydniówkę
W sens życia zwątpił Prezydent Kropiwnicki
Witkowski pokornie musiał schylić główkę
Baczewski z wrażenia chciał zobaczyć cycki

„Nie czas cycków żałować kiedy płoną lasy”
Z trumien Adaś i Julian spojrzeli po sobie
Wnet Justynie Krawiec ufundowali wczasy
Julian na Mount Blancu, Mickiewicz w Śmiełowie

A w kuluarach silna grupa wsparcia
W stanie upojenia w kilku pięknych chwilach
Patrzyła jak niektórzy dostali zaparcia
Szlag trafił podobno nawet Kim Dzong Illa

Przeczytawszy Tygiel z wierszami laureatki
Prezydent Obama spojrzał dumnie w przestrzeń
Wzruszony do trzewi zadzwonił do swej matki
Rzekł: „Freedom for the states and for Polish nation”

I walnął sobie speecha z tak wzruszoną miną
„At last democracy is laid its keystone
With breathtaking poetry of Taylor Justina
Nations of the world will never walk alone”



wiersz autorstwa Kuby Sajkowskiego i Magdy Gałkowskiej napisany w pociągu z Łodzi do Kutna w dniu 12.12.2010r :)

XVI OKP im. Jacka Bierezina i VI TJW o Czekan Jacka Bierezina - wyniki

Mariusz Grzebalski (przewodniczący),
Marek Krystian Emanuel Baczewski,
Jan Faber,
Renate Schmidgall
i Monika Mosiewicz (sekretarz)

na posiedzeniu 11 grudnia 2010 roku postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

Nagrodę Główną - wydanie debiutanckiego tomu wierszy i 1 500 zł - Justynie Krawiec z Łodzi (tom pt. STAN);

Nagrodę Specjalną - 750 zł - Ilonie Witkowskiej z Wrocławia (tom pt. Splendida realta);

Wyróżnienia - 200 zł - pozostałym nominowanym:
Mateuszowi Andale z Warszawy,
Rafałowi Baronowi z Gdańska,
Tomaszowi Bąkowi z Wrocławia,
Kajetanowi Herdyńskiemu z Bournemouth,
Grzegorzowi Jędrkowi z Lipia,
Damianowi Kowalowi z Legnicy,
Mariuszowi Partyce z Zabrza,
Agnieszce Smołusze z Krakowa.

Nagrodę publiczności - 500 zł - otrzymał Kajetan Herdyński.


W VI Turnieju Jednego Wiersza o Czekan Jacka Bierezina jury w składzie:

Marcin Orliński (przewodniczący),
Jakub Skurtys
i Maciej Melecki

przyznało następujące nagrody:

I nagrodę - 300 zł - Kacprowi Płusie z Pabianic;

II nagrodę - 200 zł - Krzysztofowi Kleszczowi z Tomaszowa Mazowieckiego;

trzy równorzędne III nagrody - po 100 zł:
Piotrowi Gajdzie z Tomaszowa Mazowieckiego,
Grzegorzowi Jędrkowi z Lipia
i Agnieszce Smołusze z Krakowa

09.12.2010

freestyle - NOCNY


ogryziona do ości każda litera
to sponiewiera mnie,
nic nie usłyszę,
tak robi każdy tekst,
który pisze, spycha mnie w cisze
to zakołysze mnie
prosto w pustkę, tam zadyszę i
wyzionę ducha, taka podpucha, ja nie umieram
to nie cholera, powstanę z grobu
wychyle za nas obu wódkę zimną jak poranek
za przyjaciela już
bez kajdanek moralności i etyki
to cholerne wnyki postkultury, same bzdury
każdy w nie wpada, bo nie wypada
żyć samemu, swoje ścieżki penetrować,
trzeba zachować i dopilnować chorej maski
z bożej łaski oświeconej
choć popierdolonej i nie twojej
to od dziecka narzucon ej
więc się uwolnij, odepnij pasy
i nie pierdol że takie czasy, ciasnych ulic
jak gardeł ghuli, co połykają
tych co przystają, to jakaś bzdura,
nie trzeba pędzić, po prostu czekaj,
gdy zapłonie zamiar to nie uciekaj, tylko działaj
silnik odpalaj i nie zapierdalaj
na oślep
zwiedzaj krainę, podziwiaj teren
nie jesteś bullterierem
od przemykania i kątem oka rzucania
na prawo i lewo
i chuj ci z tego jak nic nie widzisz,
otwórz oczy i się zatrzymaj
tu i teraz-to się zdziwisz.
yo

NOCNY

08.12.2010

graal


zanim powstaliśmy
z gorączkowych połączeń, ziaren,
kropli słonych i niedostrzegalnych
jak drgnięcie powieki istnieliśmy

na językach pierwotnych ludzi,
w niewinnych dłoniach rzeźbiarzy. zamknięci
na każdy zbędny gest, oszacowani
z dokładnością do jednej komórki.

nazwij to, albo odsuń na bezpieczną odległość,
nie przestaniemy szukać, w nowym języku
piekło nie różni się od nieba, ojciec nasz

odmawia świat, przesuwa wyćwiczone palce.
odkształceni nagle zrzucamy skórę, patrz
jak powracamy do stanu, w którym nic
nie może nas dotknąć.


MG

04.12.2010

EEG


dla Justyny Krawiec

patrz na usta siostro, teraz będzie ostro,
choć nie jestem Foksem, to pojadę z koksem,
a wersy z mojej ręki zabrzmią dziś jak jęki
tej rozkoszy, co się nadal w nas panoszy
gdy siadamy do pisania, moze to już mania?
lub wewnętrzny imperatyw, gdy patrzysz na negatyw
z rosnącym napięciem, chcąc wywołać zdjęcie.

działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?

mężczyźni jak motyle, barwne i na chwilę
zapomnienia, potem smuga cienia, coś się zmienia
w naszych głowach, nie ujmiemy tego w słowa
i nie trzeba, wszystkie chmurne nieba
mamy w sobie, jeśli coś po Tobie pozostanie,
niech to będzie wiecznie niespokojne drganie,
rezonans magnetyczny, suma punktów stycznych.

działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?

telefony, esemesy, zostawiane tropy, wtopy
zaliczane jak kolejne egzaminy, głupie miny,
dwie dziewczyny w różnym wieku, wciąż na fleku,
jeśli skumasz nas człowieku to masz Nobla,
powygina cię konkretnie tak, jak w pasodoble
jest napięcie, krótkie cięcie, krew i flaki
pozwól na zbyt wiele - zostawimy znaki na twym ciele.

działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?

w cokolwiek zagramy, zgarniamy dwie damy,
jedna para, a trzeba się starać. nie ma bata.
nie chcemy się dowiedzieć, co nam powie tata
oraz wszyscy święci, dobrze nam się kręci
pojebana karuzela, od pogrzebu, do wesela
mamy w rękach broń, popłyń, albo toń.
mamy w rękach broń, popłyń, albo toń.

działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?

MG

30.11.2010

Wywiad z Piotrem Gajdą




Wywiad z jednym z moich najulubieńszych współczesnych poetów i przy okazji kolegą po piórze Piotrem Gajdą, niestety tym razem nie ja przeprowadzałam, czego żałuję :) ale Paweł spisał się świetnie:

Paweł Łęczuk: Miałeś w swojej przygodzie z poezją etap funkcjonowania w portalach literackich?

Piotr Gajda: Tak, miałem. Gdzieś w okolicach roku 2007 Krzysiek pokazał mi jak wklejać teksty na Nieszufladę i swoje „wiersze” właśnie tam wklejałem. I to był mój drugi „comeback”, w zasadzie ten ważniejszy - dużo się nauczyłem. Ale wtedy portale były inne, niż dzisiaj – sporo niezłych poetów i niewielka liczba tzw. „trolli”. Odwrotnie, niż dzieje się to teraz. Moim zdaniem portale poetyckie wciąż pełnią ważną funkcję - informacyjną – można się dowiedzieć z nich, co się dzieje, gdzie i kiedy. Natomiast ich funkcja „warsztatowa” jest dzisiaj moim zdaniem znikoma.

PŁ: Wyniosłeś coś dla siebie z tego doświadczenia?

PG: Tak jak wspomniałem - na pewno zalążek warsztatu. Także pierwsze znajomości poetyckie, które sobie niezwykle cenię, bo poeci (za wyjątkiem tych kilku zrujnowanych przez własne ego) to są generalnie inteligentni ludzie.

więcej na:

http://salonliteracki.pl/portal/publicystyka/9-wywiady/67-poeci-to-fajni-ludzie-rozmowa-z-piotrem-gajda"

28.11.2010

kompleks boga


mamie

pani w bieli z tytułem przed nazwiskiem,
objawia prawdę, która ma wyzwalać, odkrywać
to, co zakryte. głosi słowo,
a słowo staje się ciałem

w poczekalni kobieta w średnim wieku próbuje
skupić wzrok na jednym punkcie.
jej podskórne armie prowadzą bitwę,

teraz ma tylko cztery zmysły, ściany
i czas
jak piątą kolumnę.


MG

27.11.2010

CARLOS FUENTES





Kocham i piszę, aby choć przez chwilę zatriumfować nad niezmierzoną i przepotężną rezerwą tego, co jest, choć się nie objawia ... Wiem, ze to triumf ulotny.
Pozostawia jednak w mej wyłącznej rezerwie coś niezwyciężalnego, absolutną odrębność tego, co czynię w tej chwili od reszty naszego życia. Słowo i wyobraźnia podsuwają mi, iż aby wyobraźnia coś powiedziała, a słowo coś wyobraziło, powieść nie powinna być odczytana tak, jak została napisana.

W miłości, czy w pisaniu nie ma nic piękniejszego i bardziej podniecającego nad rozpoznanie wzajemnego oporu między władzą, jaką rozciągamy nad bliźnim, a władzą, jaką on - mężczyzna czy kobieta - ma nad nami. Cała reszta ginie w niemożliwej do pochwycenia burzy wzajemnego przyciągania i oporu, jaki stawiamy tej sile powodowani żądzą władzy, wolą przeżycia czy wręcz czystą perwersją.

Diana łowi samotnie. Ta opowieść, obciążona balastem dawnych namiętności, ulega klęsce samozniszczenia, ponieważ nigdy nie dosięgnie idealnej doskonałości tego, co można sobie wyobrazić [...]. Samotni na końcu tak, jak samotni byliśmy na początku, wspominamy szczęśliwe chwile, które wyrwaliśmy tajemniczej śmiertelności świata.



Carlos Fuentes "Diana" Wydawnictwo Literackie Kraków 1998r
przekład: Krystyna Libura.

26.11.2010

o konieczności trzymania bambusa w przegotowanej wodzie


mojej mamie

mam zbyt wiele kwiatów, na parapetach
nie mieszczą się gołębie,
głodne domagają się okruchów.
mama mówi, że geranium należy często podlewać.

po trzydziestce zrobiłam się sentymentalna.
mówię i tylko domyślasz się śladów.
nie tak dawno kochałam pociągi, pisałam o dworcach
– dziewczyna o perłowych włosach.

urwało mi palce przy czyszczeniu podłogi,
olśniona trzykrotnie wypraną firanką wydam się drugi raz.
klatka schodowa pachnie jak pół roku temu,
a koty są teraz bardziej podobne do Rity.

nie wysyłam wierszy na konkursy,
o 5.15 zamarza oddech i nogi w nieodpowiednich butach.
tylko podstępnie zabrana butelka wódki ma sens,
czerwona jak sukienka Roxanne.

poetka z nogami w czarnych rajstopach
puszcza do mnie oczko, jakby mi zależało.


z "Fabryki tanich butów"


i dodatkowo:



24.11.2010

ANAIS NIN





W życiu miasta nie ma chwili smutniejszej niż moment, gdy krzyżują się drogi tych, którzy nie spali przez całą noc i tych, którzy idą do pracy. Sabina miała wrażenie, że na ziemi istnieją dwa gatunki mężczyzn i kobiet, ludzie nocy i ludzie dnia nigdy nie spotykający się twarzą w twarz poza tą właśnie chwilą.

Ilekroć oglądała sceny z życia szpiegów, uświadamiała sobie w pełni, ze stale żyje w takim samym napięciu jak oni. Lęk przed zdradzeniem się, przed zbyt mocnym snem, przed mówieniem przez sen, przed nieprzemyślaną intonacją lub zachowaniem, konieczność stałego udawania, natychmiastowego improwizowania wyjaśnień, natychmiastowego uzasadniania swojej obecności tu i ówdzie. Sabina miała wrażenie, że mogłaby zaoferować swoje usługi jakiemuś wywiadowi lub okazać się bardzo przydatna w tym zawodzie.
Jestem międzynarodowym szpiegiem w domu miłości.

Czarny ołówek nie służył zwykłemu podkreśleniu jasnych brwi, ale rysował linie niezbędne do złagodzenia chaotycznej asymetrii. Szminka i puder nie były nakładane tylko po to żeby wygładzić porcelanową cerę i obrzmienia pozostawione przez sen, ale po to, aby wyrównać ostre bruzdy wyżłobione przez nocne zmory, aby przywrócić kształt policzkom. zatrzeć wewnętrzne konflikty i zmagania, psujące przejrzystość twarzy, doskonałość jej form.



Anais Nin "Szpieg w domu miłości" Wydawnictwo Literackie Kraków 1981r
przekład Anna Esden - Tempska

19.11.2010

widokówka


dla Wojtka Michalca

palę. kraty w oknie zatrzymują wszystko
prócz upału. uda kobiety o bladej skórze,
jak dwa kawałki źle zagniecionego ciasta,
surowe na tle topiącego się asfaltu.

nie mogę oderwać wzroku, ciasto rośnie,
porusza się. ja tkwię za kratami i wypuszczam
dym, potem siadam, piszę mejla. w tym czasie ona
dociera do miejsc, o których nic mi nie wiadomo.


MG

12.11.2010

fixed limit


Marcinowi

stać nas na więcej, niż miejsce
w InterRegio Poznań - Katowice,
pełne walizek wypchanych po brzegi
głów w rozpadających się wagonach.

znasz już duszne przedziały,smak
wypijanej ukradkiem wódki i zapach
przypadkowych kobiet. poza nimi
na szóstej stacji całun, jedna twarz

więcej, jedna mniej - żadna różnica
którą obstawisz w chwili trzeźwości.
słońce masz teraz z lewej strony,
za kilka godzin zaświeci prosto.


MG

alef


chłopcy z wysp szczęśliwego milczenia
pachną oceanem, nie podają ręki, nie patrzą
w oczy - są chłodni i niestali,
jak ożywione światłem witraże.

nie ufaj ich woskowym palcom, sile
ramion, które wygrzewają na skałach.
odwróć wzrok, zamknij uszy na ich śpiew
rzadki, jak okazy morskiej fauny.

chłopcy z wysp szczęśliwego milczenia
podobni bogom rozdwajają języki, widzenia,
w których ciała z każdym poruszeniem
zlewają się w bezkształtną masę. obojętne

na dawkowany dożylnie ogień.


MG

11.11.2010

U2 - ONE




Chorzów 2005r byłam na płycie stadionu i było to jedno z najważniejszych wydarzeń muzycznych w moim życiu.
One to jeden z moich utworów wszechczasów.

08.11.2010

04.11.2010

JORGE LUIS BORGES




Innym odkryciem dzieciństwa jest oczywiście własna twarz.
Spoglądając w lustro w łazience lub sypialni rodziców, znajdujemy widomy dowód naszego fizycznego istnienia - dowód naoczny.
Dla Borgesa to odbicie stanowiło od lat dziecięcych źródło silnego niepokoju, przekształcając się później wręcz w fobię.
A kiedy już lustra przestały być powodem dziecinnych lęków, stały się w jego wszechświecie emblematem tego innego, tego drugiego, tego, co może się wydarzyć po drugiej stronie rzeczywistości.

W roku 1967 Borges powiedział Richardowi Burginowi, ze jako dziecko bał się "zwielokrotniania własnej osoby", przyznając się do obsesji
na punkcie przerażającego samopomnażania się w lustrze.
Borges nienawidził tego tak, jak potem nienawidził tracić panowania nad sobą
- czy to za przyczyną narkotyków, alkoholu czy seksu.
Jego największy lęk, utrata samokontroli, miał swoje źródła w tej bardzo niekonwencjonalnej niechęci do odbitego obrazu własnej fizjonomii.
Zarówno w życiu jak i w twórczości objawiał cechę dosyć niezwykłą
u artysty XX wieku : antynarcyzm.

"zawsze czułem strach przed lustrami - powiedział Borges w 1971roku.
- Kiedy byłem chłopcem, miałem w swoim pokoju trzy duże lustra i bałem się ich bardzo, bo widziałem siebie w przyćmionym świetle - widziałem siebie po trzykroć i bardzo lękałem się na myśl, że te trzy postaci zaczną się poruszać niezależnie ode mnie...Bałem się też wypolerowanego mahoniu kryształów, nawet przezroczystej wody".


"Jorge Luis Borges" James Woodall Wydawnictwo Dolnośląskie Wrocław 2001r
w przekłądzie Magdy Białoń - Chaleckiej.


31.10.2010

Magdalena



pamięci mojej prababci Magdaleny Osińskiej 1898 - 1996


wyszłaś jak się wychodzi ten ostatni raz.
za oknem ptaki dawały sygnał do odlotu.
została jeszcze chwila, a telefon milczał.

kobieta, która kupowała ci gazety, marzła
na balkonie nad kawą i pytała wzrokiem.
zatrzymał się na mnie jeden długi wdech,

zaciągany jak oczko w pończosze. potem cisza,
aż stało się jasne, że wszystkie sukienki,
bielizna i chustki nie są już potrzebne.

historie opowiadane z kubkiem słabej kawy,
szydełko w rękach, cienkie nitki żyłek
powiązanych w kształty. wzorem twoich świętych

mówiłaś: szczęściem, dziecko, będzie to, co dasz.
innym nigdy nie pozwól zapłakać po sobie,
wiesz, że to wszystko mamy zapisane,

jak listę zakupów, jak pierwsze literki
ułożone w opowieść o kocie i mleku,
kołysankę śpiewaną z głową na poduszce.

teraz tylko ja będę czytać z tablic
twoje imię, ten ślad odciśnięty w kamieniu
pod liśćmi brzozy, z którymi opadam.

MG

* * *


Wszelako jest jeszcze Inny którego Imię nigdy nie bywa wymawiane,
jest on bowiem Wyrzutkiem Wygnanym i Nieba i z Piekła,
jednako potępionym wśród wyższych Bytów i na ziemskim padole.
Jego Imię wykreślono z każdej Księgi i Tablicy zasię jego Wizerunek zniszczono
w każdym Miejscu, gdzie Ludzie oddawali mu cześć.
On jest Wyklęty i budzi najwyższy Strach, na jego bowiem Rozkaz
zmarli powstają z grobów i Słońce samo gasi swój blask.


Codex Demonicus 1526r

29.10.2010

O.CHILDREN




dziś zostali mi objawieni. nigdy nie sądziłam, że będzie mi dane usłyszeć jeszcze TEN głos. wrażenie jest tak niesamowite, jakby śpiewał Ian Curtis. nie mówiąc już o tym, że ktoś jeszcze chce grać taką muzykę.

25.10.2010

Kyoto Song - THE CURE






utwór z płyty "The Head On The Door"

głowa na drzwiach




gorąca filiżanka i gasnące latarnie,
ulica nabiera rozpędu, światło
krystalizuje się obok łyżeczki
przesypują się resztki snu:

brutalnie przypomniana
czyjaś zazdrość o ciało i strach,
że to coś więcej, lepki
i słodki jak kostka czekolady
rozpuszczana w mleku.

kilka dni schodzenia ze szczytów
zdobytych przez przypadek,
o którym żadne nie chce myśleć,
pamięć dopada tuż po przebudzeniu,

zatacza ciemne kręgi
na jasnych powierzchniach. ciągle jeszcze
masz głos i coś do oddania. ściskany
w dłoniach plik uzbieranych czerwońców.

MG

20.10.2010

Cień wiatru - CARLOS RUIZ ZAFON




- A co pan lubi w kobietach?
- Tak naprawdę to niewiele wiem o kobietach.
- Wiedzieć to nikt nie wie, ani Freud, ani one same, ale to jest jak elektryczność: nie trzeba wiedzieć jak działa, żeby cię kopnęło. [...]
- Ale wie pan i proszę nie brać tego do siebie, w kobietach najlepsze jest ich odkrywanie.
I nic się nie może równać z tym, gdy dochodzi do tego po raz pierwszy.
Bo człowiek nie wie, co to życie, dopóki po raz pierwszy nie rozbierze kobiety.
Guzik po guziku, jakby obierał gorący ziemniak w zimową noc.

* * *

Pomieszczenie było pełne krucyfiksów. Zwisały ze stropu podwiązane do sznurków, wisiały na ścianach przybite gwoździami. Były ich dziesiątki z trudem, bo z trudem, ale można było je dojrzeć walające się po kątach, wycięte nożem na drewnianych meblach, wydrapane w płytkach podłogowych, namalowane czerwienią na lustrach.

* * *

Wyjął z kieszeni pudełko zapałek. Zapalił jedną. Światełko płomyka oświetliło jego twarz. Zmroziło mnie. Osobnik ten nie miał ani nosa, ani ust, ani powiek. Właściwie nie miał twarzy, bo ta pokryta była jakby maską czarnej, pooranej bliznami, zżartej przez płomienie skóry.


Carlos Riuz Zafon "Cień wiatru" Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2005r


18.10.2010

piosenka o złej



rys. Romka Gałkowska

Jest w mieście Łodzi długa ulica,
co pięknem swoim wszystkich zachwyca
na wymienionej, gdzieś tak w połowie
mieści się lokal, co się zowie

kawiarnią, w dodatku otwartą z rana
lecz nie uświadczysz tam barmana,
za to niewiasta z licem ponurem
zaparzy tobie koszmarną lurę.

Jako jedyni goście siedzimy
naprzeciw siebie i nie nudzimy
się ani trochę, rozmowa wartko
płynie jak wiersz na czystą kartkę.

Barmanka długo na nas złym okiem
spogląda i nagle szybkim krokiem
przemierza salę, dopada drzwi
chwilę przy drzwiach bez ruchu tkwi,

potem zdecydowanym ruchem zamyka
i zmierza do nas, wprost do stolika.
Staje nad nami, wyjmuje nóż
w powietrzu nagle wiruje kurz.

Sześć szybkich ciosów i nasze ciała
już nie podobne do nas, bez mała
kwadrans wystarczył kobicie,
by nam skutecznie odebrać życie.

Krew kapie z noża na podłogę,
barmanka szybko cofa nogę
i szepcze głosem jakby z oddali:
"mówiłam kurwa. tu się nie pali!"

MG

17.10.2010

Z widokiem na twoje ucho - Osiecka, Przybora i listy.




"Listy na wyczerpanym papierze" - zbiór korespondencji Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory z lat 1964 - 66 ułożony i opatrzony komentarzami przez Magdę Umer.
W 41 nr Gazety Wyborczej z 15.10.2010r świetny skrót tej historii autorstwa Grzegorza Sroczyńskiego.

Przybora z Paryża:
Owszem, ładne miasto, ale wybudowali je strasznie daleko od Ciebie, tak jakoś nieprzewidująco i po co jeszcze ci Niemcy w środku
w notatniku zapisuje:
Ile szczęście z powodu dotknięcia czyjegoś policzka i Ktoś przemówił do mnie tym samym językiem, moim językiem

Osiecka:
Myślałam, ze zwariujesz od tego Paryża i nie będziesz miał do mnie głowy. A tu - ho ho!
Śni mi się, ze Ciebie całuję. Nie wiem czy spotkaliśmy się in a wrong time and in a wrong place, ale wiem, ze tak musiało być. Nie, nie widzę przed nami za dużo spokoju.


więcej: "Listy na wyczerpanym papierze" A. Osiecka, J. Przybora.

14.10.2010

Dolna Wilda


Edwardowi

dobrze oświetlone studio parkietów:
z nami zawsze ci się klei do stóp,
jak dobrze wyprofilowany chodnik.

omijam przytulone do oficyn świeże plomby
w uzębieniu ulic. dwie metafizyczne
żaby z wiersza wykonują w mojej głowie
kankana.wyłupiastymi oczami śledzą

aż do skrzyżowania. kochanek jest daleko,
z zalanego morzem fragmentu lądu
pisze: zawsze będę czekał. czekaj
cierpliwy chłopcze, aż przestanę dryfować,

osiądę na mieliźnie albo
zarzucę kotwicę: w asfalt,
obłe ciała żab
lub błyszczący parkiet.

MG

13.10.2010

Śmiertelna kolej rzeczy i słów – Sławomir Hornik „Południe pozdrawia północ”


W „Przeciw poetom” Gombrowicz pisał : „oni (poeci) bronią się przed rzeczywistością, nie chcą jej widzieć, ani uznać; wprawiają się umyślnie w stan oszołomienia, który nie jest siłą, lecz słabością”.
Po lekturze tomu Sławomira Hornika nasuwa się pytanie: a co, jeśli uznają rzeczywistość, lecz przetworzoną? Rzeczywistość powstałą w pętli czasu, złożoną w kolaż z obrazów przeszłości i teraźniejszości. Tu rzeczywistość ulega rozszczepieniu na dwa równoległe, kompatybilne ze sobą światy., z pozoru tylko przeciwległe, jak dwa bieguny: północny i południowy”. Dwie rzeczywistości, z których jedna wydaje się objaśniać drugą, jest rodzajem przypisu, pomaga zrozumieć i znaleźć punkt odniesienia. Stąd zapewne w wierszach Hornika częste odniesienia choćby do historii biblijnych które jawią się jako swoista próba znalezienia punktów stycznych, kotwicy, która rzucona powala zatrzymać się w dowolnym miejscu, nie powala dryfować. Gdzieś na obrzeżach obu światów egzystuje absolut, uniwersalny ojciec, bóg - jakkolwiek zostanie nazwany jest siłą sprawczą, napędem i powodem, dla którego wszystko się dzieje.
Samoistnie narzuca się przy lekturze tych wierszy przywołana wcześniej przeze mnie biegunowość: północ – południe, chłód – ciepło, mrok – światło.
Stanisław Grochowiak w wierszu pt: „Rozstanie" pisze tak:

Jest gdzieś północ której nie zobaczę
Północ światła
I północ doby
Czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą
Pod którą tylko
Śmierć się urodziła.


Śmierć w poezji Hornika nie jest czymś, co dopiero ma nastąpić ale czymś, co jest wciąż blisko, tuż obok; czymś niemalże upersonifikowanym. Północ to granica, to – paradoksalnie – czas narodzin śmierci. Sporo w książce, utrzymanych właśnie w tym duchu (memento mori) wierszy retrospektywnych, w pewien sposób rozliczających czas miniony, ale – odnoszę wrażenie – stanowiących jednocześnie rodzaj mapy, dzięki której to, co nadejdzie stanie się łatwiejsze do przebycia.
Dwa równolegle światy: z jednej strony człowiek, jego ciało zachodzące w nim procesy, psychika i fizjologia; z drugiej – natura, żywioł przecie nierozerwalnie z nim połączony. Motyw przenikania się przeciwieństw jest dla tego pisania bardzo charakterystyczny. Są momenty w których czytelnik traci „orientację”, w której rzeczywistości akurat się porusza.
Sławomir Hornik nie czyni w języku rewolucji, nie porusza się na semantycznej krawędzi. Język jego poezji jest klarowny, czysty, pozwala bez trudu na zrozumienie intencji autora, na pojęcie opisywanych rzeczywistości. W przypadku poruszania się po tak rozległych przestrzeniach stanowi to niewątpliwy atut., w związku z czym wyprowadzić czytelnika na manowce poznania może jedynie wprawiona w ruch przy pomocy emocji wyobraźnia.
Wspomniałam o śmierci, ale po drugiej stronie jest przecież życie nieustannie podejmowane próby istnienia „od nowa”, próby nadawania rangi monotonnym czynnościom, poszukiwania na nowo sensu.
W tym przypadku Gombrowicz nie miał racji. O ile „stanem oszołomienia” i „słabością” jest w poezji Sławomira Hornika śmierć; o tyle w pełni widzialna i doświadczana rzeczywistość oznacza życie.

znikaj. wracaj. karolina. list czwarty.


Nauczyć się tego krótkiego języka. Stuk, puk,
stuk, puk. Odpowiadaj. Bo nie pamiętam, kiedy

jej powiedziałem, że cię niema, że wyszedłeś
(bo przecież nie to, że umarłeś; tego się żywym
nie mówi, poświadcza się ruchem firanki, ciepłym
zagłębieniem w fotelu). Tu, gdzie przykładam rękę

tylko ściany, nie ta składnia, suche lacrime,
bo wiesz, że przyjdzie kiedyś jedno zdanie, które

zwróci.


Językami będą mówić. mam mówić.


Może jest inne wyjście - jakiś list od niego,
żeby przeszmuglował cię przez granicę, przywiózł
całego i zdrowego z powrotem, bo to była pomyłka.
I skądkolwiek teraz jesteś przyjedziesz umorusany
ziemią, niebem, śniegiem, a może cały będziesz
w ogniu, bo pomylili faktycznie bilet i dlatego

wszystko parzy, pachnie dymem, jak tony listów,
na które trzeba odpowiadać, podczas czytania
schylać się nad zapałką. Jakby była tobą. Tulić.

Jak dziecko. I jeśli znajdą mnie kiedyś klęczącego,
z głową przy ziemi, będę pisał, język umoczę w winie,
usta oblepię okruszkami ze stołu.


ósma pora roku

***

On mówi przez sen, że kiedy spotkamy miasto
wielkie jak step skłonimy się sobie i usta nasze
spotkają się z mrozem.


Wszystkie śnieżki słuchają dzisiaj diabła i

skaczą w dół, co potem kończy się małą diasporą
na środku mojego parapetu. Te ich modły, ciche
jak kadysz, długie jak dym. Nie ma się miejsca

żeby dziwiło Ojcze Nasz, Którego Tutaj Nie Ma.
Skoro na szybie ktoś rozpisał partyturę szronu
śnieg, który zaczął padać właśnie ją bezbłędnie
wykonuje. Minęły dwa lata, mam kilka centymetrów
więcej z każdej strony ciała, rzadziej się golę,

nikt mnie nie pilnuje, nie dba o przypominanie.
Rzadziej też ścielę po sobie wszelkie łóżka,
w których odsypiam to, co po. Tato,
przełamuje się opłatek sezonów, osiem pór roku
mija od tamtego.

błogosławiony owoc żywota twojego. basia. list drugi.


Okruszku - czerstwinko. Sprawdzam tony, jak kiedyś
mogło być, a czego nie powinienem pamiętać, co wyszło
i już nie wróci. Co się wywróci w nas, co poukłada?

Tony kołysanek, które szeptałaś kiedy zasypiałem.
Na przykład. Przyłóż dwa palce do ust, a przejedzie

tamtędy pociąg. Śmiertelna kolej
rzeczy i słów.

SERYJNI POECI 5




CK ZAMEK (sala Pod Zegarem)
18 października 2010r
godz. 19.00

ZAPRASZAMY


12.10.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY CZ. 8


Czyli: na co komu konkurs?

No i proszę Państwa jesteśmy (kolokwialnie i dosadnie rzecz ujmując) w „czarnej dupie”. Debiutanci okazują się nie być debiutantami, czy też raczej okazują się przynależeć, do powstałej niedawno i robiącej furorę kategorii „ponownie debiutującego”. Regulaminy konkursów poetyckich są tak skonstruowane, że jak się okazuje, bardzo łatwo je obejść.
Pierwszy przypadek: poetka ma już umowę z wydawnictwem i przybliżony termin wydania debiutanckiej książki, ale mimo wszystko wysyła projekt książki na konkurs dla autorów przed debiutem, bo zgodnie z niedoprecyzowanym regulaminem konkursu,
w momencie wysyłania faktyczną autorką po debiucie nie jest. Jest nią natomiast
w chwili zwycięstwa w rzeczonym konkursie, ponieważ jej debiut zdążył się ukazać
w tzw. międzyczasie, o czym szanowne ciało jurorskie nie miało pojęcia przyznając nagrodę główną. Zapewne nie miałoby pojęcia w dalszym ciągu, gdyby nie społeczność portali literackich, która – oburzona takim stanem rzeczy – dość gwałtownie zwróciła publicznie uwagę na ten fakt. Zapewnia autorki o czystych intencjach mogą wydać się jednym wiarygodne, innym – nie, ale faktem pozostaje, iż z czystej przyzwoitości powinna o zmianie swojego nazwijmy to: statusu autorskiego, poinformować jury w trakcie trwania konkursu, czyli jeszcze przed jego rozstrzygnięciem. Oszczędziłoby to wszystkim uczestnikom niepotrzebnego stresu, poczucia krzywdy, a jurorom kłopotliwej sytuacji. Jeśli już mowa o oszczędzaniu, to przydałby się również rozsądny regulamin, o który powinni zadbać organizatorzy, co niestety nie miało miejsca. W efekcie, zmuszona przez środowisko autorka zrzekła się głównej nagrody, jury zmieniło werdykt, a teraz niewiasta daje gwałtowny wyraz swojemu poczuciu krzywdy wylewając żółć gdzie popadnie. Ot, bajorko.
A gdzie w tym wszystkim poezja?
Jeszcze zabawniej ma się rzecz z drugim przypadkiem, oto świeżo upieczony laureat kolejnego konkursu na debiut zapomina poinformować jury tegoż konkursu, iż jest autorem wydanej cztery lata temu 50-cio stronicowej książki poetyckiej. Przyłapany przez – jak zawsze czujną – poetycka brać najpierw chowa głowę w piasek, następnie wdaje się w pokrętne tłumaczenia, w efekcie których okazuje się, że przynajmniej część jury o fakcie debiutu wiedziała, a tak w ogóle to nie był debiut, gdyż nie była to książka, a jedynie arkusz poetycki. Na dokładkę „ponowny debiutant” decyduje się na opublikowanie oświadczenia, zawierającego rzekome wyjaśnienie sytuacji, a de facto składającego się z jego tzw. „pobożnych życzeń”.
Sytuacja już nie tyle niezręczna, co wręcz żenująca. Jury konkursu wijąc się w konwulsjach usiłuje z twarzą (lub chociaż jej połową) wybrnąć z przykrej sytuacji i również zmienia werdykt na korzyść autorów, którzy w konkursie zajęli kolejne miejsca. Jednocześnie – i tu zaskoczenie – jury odcina się od publikowanych przez nieszczęsnego podwójnego debiutanta rzekomo konsultowanych ze składem oświadczeń, co uruchamia lawinę kolejnych pokrętnych wyjaśnień itd. itp.
By na przyszłość uniknąć tego typu problemów proponowałabym organizatorom i składom jury następujące rozwiązania:
- uściślić regulamin maksymalnie, nie pozostawiając żadnych furteczek dla – co sprytniejszych- twórców
- uściślić czy jest to konkurs dla kolegów, którym jury chce przyznać koniecznie jakiś laur, żeby móc potem publikować debiut w zasłużonej glorii, czy dla wszystkich piszących.
Autorzy dla odmiany mogliby przemyśleć, czy koniecznie trzeba debiutować za wszelką cenę i czy celem jest napisanie i wydanie dobrej książki; czy to, kto sprytniej i zgrabniej ominie przepisy i regulamin?
Jak mówi stare porzekadło „co nagle, to po diable” moi drodzy, a metoda „cel uświęca środki” może doprowadzić do wydania, wprawdzie upragnionej, ale mało wartościowej książeczki z miernymi wierszykami.
Jako pierdolnięta w głowę idealistka życzyłabym sobie dobrych wierszy oraz dobrych i ciekawych debiutów,opierających się nie na marketingu, a na talencie ich autorów.
Wygrana w jakimkolwiek konkursie nie oznacza, że jest się świetnym poetą, oznacza jedynie, że jury nie znalazło nic lepszego w nadesłanych materiałach, bo nie wszystko złoto, co się świeci, nie każdy chłop z widłami to Posejdon.

11.10.2010

MAREK RADECKI - "Mięsopust"






jakiś czas temu pisałam o tej książce w cyklu "książki, których nie ma":
http://fabrykatanichbutow.blogspot.com/2010/01/marek-radecki-miesopust.html
z tym większą radością zawiadamiam, że już JEST :)
i oczywiście polecam łaskawej uwadze czytelników.
Marek - bardzo się cieszę :)

książkę można nabyć: www.oficynapoetycka.net

10.10.2010

krótka historia.październik.



E. Hopper

tłoczymy się na niewielkiej przestrzeni:
studenci z parteru trzeci dzień
piją wódkę i zagłuszają nas techno.
rozmawiamy przekrzykując się w myślach
ktoś napisał o potrzebie posiadania
boga - nawet tego nie mamy na własność.

za rzędami budynków jest rzeka,
wiem o niej i to mnie uspokaja,
jej łagodnie opadający brzeg,
kilka kroków dzieli mnie
od ściany z jasnymi plamami okien,

zanim noc
naciągnie jak czarna herbata,
cierpka i gorzka. zbieram
ostatnie kryształki z blatu.

SŁAWOMIR HORNIK "lipiec-południowiec"


Jakie radio nadaje prognozę dla miejsc, w których
śpimy? Najwyższa Komisjo Do Spraw Podtrzymywania
Ognia W Piecu: otwarte są przejścia pomiędzy

cegłami. Pajęczyna z ostygłych iskier osiada
we włosach; chiński astrologu spokojny i trwały

w swym skupieniu, struny są cieńsze niż tafla
rzeki. Kiedy zanurzysz się w niej, pomyśl - kto
pierwszy się dotknie, ty ją, czy ona ciebie?
Dzień rozrywa się nadzwyczaj spokojnie, bez
szumu, trzasku, krwi. Uwierz więc w poplątanie

kroków, pomylenie dróg i języków. W środku ciała
próby pomruków i pochrapywań. Śpimy przytuleni
do desek.

07.10.2010

Mario Vargas Llosa - laureatem literackiego Nobla.




Tegoroczna Nagroda Nobla w dziedzinie literatury trafiła w ręce peruwiańskiego powieściopisarza Mario Vargasa Llosy. Llosa to jeden z najbardziej znanych współczesnych pisarzy; autor powieści, opowiadań, sztuk teatralnych,
ale też publicysta i polityk.

za www.wiadomosci24.pl

06.10.2010

wiwisekcja




eks kobieta, naga przed lustrem
przemierza palcami
labirynt fioletowych żyłek
od ud, aż po delikatną fałdkę
brzucha, słabo widoczny odcisk
tuż pod linią piersi.

wciąż nie mieszczą się w dłoniach,
ostatni raz poczuła ciężar,
gdy rozkołysana i mokra
przywarła do chłodnej tafli.

czasami - tak, jak dzisiaj - tańczy
w rytm transowej muzyki, ogłuszona
instynktownie dba
o odpowiednie ukrwienie dłoni i stóp,
ze strachu przed zaburzeniami
krążenia.


MG

02.10.2010

reakcja alergiczna


ona
w tej - pożal się boże - łazience,
rozmięka, jak kawałek drewna w wodzie,
pająk - persona non grata
przemyka brzegiem wanny, czujny
jakby gotów uchylić się przed ciosem.

walczy
z obrzydzeniem patrząc
na długie odnóża i tłusty korpus.
do tej pory odczuwała lęk,
ale teraz czas z tym skończyć.

wieczór
jak pył wulkaniczny opada powoli,
zatyka przegrody nosowe. myśli:
jeśli to ma być nieodwracalne,
to przynajmniej zrób to dobrze.


do rana
upodobnią się do siebie.

MG

TRZY WIERSZE O ISTNIENIU


Adam Wiedemann - "* * *"

Niczego mi nie brakuje. gdyby przede mną nie było
żadnych wierszy, pewnie bym ich nie wymyślił.

Gdyby nie było kotletów, obgryzałbym kości? Chyba
jednak urodziłem się ze skłonnością do niebiańskich

befsztyków (Iz 25,6), dopiero od niedawna zjadam
kurzą skórę, salceson, flaczki: są to dania

z całą pewnością nieczyste, mają urok
pająka, myszy, filmów Kieślowskiego, nie żeby

od razu latać z packą na muchy, na komary,
ale mogłoby tych much nie być, niechby się skupiły

na wysypiskach śmieci i zjadały tam wszystko, do czysta.
Nieposłuszeństwo jest rzeczą powszechną, wymagam

od świata, żeby działał bo leżę w małym ogródku,
otaczają mnie kwiaty, motyle niczego mi nie brakuje.

z tomu "Dywan"



Derek Mahon - "Wszystko będzie dobrze"

Jakżeby miało mnie nie cieszyć kontemplowanie
chmur przeciągających nad dymnikiem
i odbitego na suficie przypływu?
Będzie i umieranie będzie i umieranie,
lecz nie ma co się w to zagłębiać.
Wiersze płyną od reki same z siebie
a ukryte źródło to czujne serce.
Słońce wznosi się wbrew wszystkiemu
i dalekie miasta są piękne i pełne blasku.
Leżę tu w samym ogniu słońca
patrząc jak wstaje świt i przepływają chmury.
Wszystko będzie dobrze.

z tomu "Poems 1962 - 1978"


Kacper Bartczak - "Floryda ziemia miłosna"


Trudno kochać słońce w tej pozycji
Nerw co cieknie krystalicznie
chce mnie koronować i przyprawić
mój i tak już komórkowy umysł
o prawdziwy szok krzemowy W ustach
czuję pieprz wysiany
z pełnej krwi błękitu Teraz
rozumiem co czują owoce
jaszczurki kobiety w menstruacji
pszczoły Jestem estrem
i dojrzewam w reakcji
na operację Sympatyzuję
z planem zabiegu Słońce staje
mi na głowie i syczy
gościu - lubię cię
Jesteś terminalem radości
którą z ciebie wysnuwam.

z tomu "Życie świetnych ludzi"


29.09.2010

hidden




poetry makes nothing happen
W.H. Auden


twoje miasto
co wieczór opada spokojnie
na dno, zaginione.

wtedy oddychasz swobodnie,
całą powierzchnią płuc, przepalonych
jak żarówki w ulicznych latarniach.

wciąż przebywasz tę samą drogę:
od początku tunelu,
aż po kres ze światłem
w sieci splątanych żyłek.

kobieta,
która zasypia na drugim końcu,
czeka aż do świtu, by łowić
wraz z odpływem.

MG

26.09.2010

wszystkie wojny światowe toczą się za plecami


wysokość stołu sugeruje możliwości.
sztuką jest osiągnięcie dziewięćdziesięciu stopni
w kącie. złożona jak dłonie do modlitwy,
bigger better faster more
– krzyczą Angielki, które umieją krzyczeć,
jeśli wszystko mieści się w ustach.

intelektualiści oddychają przez nos.
nie lubią się odwracać, patrzeć w twarz.
z każdym ruchem wbijają słowo.
akupunktura pozornie sterylnych igieł
i mdląca woń wyczuwalna w powietrzu.

nie pachnie się przy próbie sił ani w odwecie.
za ilością wystawionych sztuk stoi ból.
można myśleć o czarnym psie z obnażonymi kłami,
zdjęciu zrobionym trzy lata temu, poezji
wymykają się obcięte krótko włosy.

bigger better faster more

– nie krzyczą Angielki, które nie umieją krzyczeć,
jeśli nic nie mieści się w ustach.

MG



z książki "Fabryka tanich butów"


22.09.2010

C.zarno w oczach - ANNA PODCZASZY


Zamykam za późno. Przykładam rękę
do ust - lepiej byłoby krzyczeć, zwracać.
Na siebie biorę; nie wiem, czy udźwignę.

Tonę. Ciężar wkładam w słowa i rzucam.
Lepiej byłoby w ich cel się obrócić.
Późno. Nic się nie da

powtórzyć. Nic nie da się
zmazać, bowiem nic
jest czarne.

Widzę: przysiadło na oczach
i się zamyka - ogrom
nade mną, pode mną i wokół. I ja

jestem sprawcą. I mam czarne oczy.


z tomu "Wte i nazad"

19.09.2010

z głębszym zawiadamiamy


o 22.54 nekrologi
żal szeroki i długi po zejściu
śp Eugenii okolicznościowym rymem
potrąca jak rykszarz na Piotrkowskiej
kawaler dwóch krzyży AK
wykładowcy pisarze
uczczeni zabawnym językowo czterowierszem
po siedemdziesięciu czterech latach
okazja

kiedy zdechł nikt z nas nic nie napisał
szczury żyją podobno trzy lata
więc po miesiącu wszyscy są tylko zdziwieni
w trakcie więdnięcia paprotki
utrzymywanej sztucznie przy życiu
przesypujemy słowa w klepsydrach
gryzące jak piasek w oczy

po mojej
niech nikt niczego nie pisze
0,75 kieliszek wiersz
na pamięć

MG

17.09.2010

PABLO DE SANTIS - " Teatr pamięci"




fragment:
Wszyscy kiedyś widzieliśmy albo słyszeliśmy monetę tonącą w wodzie, ogień przez okno, ruchy człowieka albo zwierzęcia pod prześcieradłem, odgłosy nakręcanego mechanizmu, masę czegoś, co spada ze znacznej wysokości i rozbija się o kamienie na ziemi, światło ukazujące się nam, kiedy otwieramy oczy po długotrwałej ciemności, bicie serca, deszcz na blaszanym dachu, ogłuszający pisk w uszach zwany ciszą.
Percepcja to język: z tych liter - dźwięków, obrazów - tworzymy zdania: reminiscencje. Kiedy utworzymy już skojarzenia, nadajemy im sens, bo sens nas prześladuje i zawsze nas dopada: nasz umysł nie jest przygotowany na chaos, już samo słowo "chaos", to początek uporządkowania.
Żeby stworzyć ducha, nie trzeba prześcieradła ani strasznego głosu; wystarczą niedostrzegalne znaki, połączone w tajemny sposób, używając tych sygnałów jak liter, możemy w pamięci innych zapisać, co chcemy.


16.09.2010

I znowu ktoś przestawił kamienie - VARIETE




jedna z najbardziej niesamowitych i klimatycznych polskich kapel lat 80-tych, w tej chwili już kultowa
autorem tekstów i wokalistą był poeta Grzegorz Kaźmierczak
dla mnie byli objawieniem na polskiej scenie muzycznej

bogu miła


mojej babci

miała trzydzieści lat, w czasie,
gdy umierało się praktycznie
na wszystko. stopklatka: drobne dłonie
osłaniały brzuch - miejsce,
w którym zaczęła się
i kończyła powoli

historia. świadectwo lęku,
na który nie ma lekarstwa.
nigdy go nie było, jedynie ona
istniała naprawdę
w przekazanych genach.

teraz milczy i o niej milczą
opasłe tomy parafialnych ksiąg,
synowie i córki chłodni
jak ryby, nabierają wody w usta.

MG

12.09.2010

Łódź sierpień 2010r











z podziękowaniem dla Justyny, która mnie przygarnęła, nakrmiła, napoiła, obwiozła i była, jak zawsze dobrych duchem :)

10.09.2010

Trzy wiersze o samotności


Rozpadliny - JUSTYNA KRAWIEC

odkryłam dziś nowe miejsce w domu,
w którym czuję się bezpieczna.
z lewej strony cisza, z prawej wszyscy
równo oddychają. przez ostatnie miesiące
uczyłam się oddychać z tobą. dopasowałam,
zagrałam, a teraz leżę i czekam. dotknij mnie,

dotknij chociaż palcem, bo we mnie tak ciemno,
tak strasznie.


Nabitym w pełną butelkę - ŁUKASZ WITKOWSKI

Szczyt roztargnienia: Zgubić się w tłumie i podać policji swój rysopis

Między nami jest nie tylko przepaść.
Są przepaście. Gwiazdy, których nie sięgają
żadne życzenia. Drapacze chmur powstające w chwili,
w której Bóg powiedział: swędzi mnie niebo.
Żyjemy w Świecie. Tylko Tu i tak możemy istnieć,

umrzeć.

***

Między nami są nie tylko niedopowiedzenia.
Jest milczenie. Słowa, które cierpią
na niewypowiedzenie. Bóg Powiedział:
nie będziesz miała innych - ze znudzeniem;
pies ogrodnika. Sam nie zje i drugiemu

nie da.



***

Tam i tym, i czasem

znikają z list imiona, nazwiska i ulice,
które dzieją się jak zawsze,

i na szczęście bez niczyjej wiedzy- -



Historia niejednej znajomości - PATRYK CHRZAN

Leżę, pauza w myśleniu
pod potylicą przeczytane listy
nie chcą litościwie wystrzelić

z sufitu kapie historia
niczego nie chcąc nauczyć

bezceremonialnie zalewa sąsiada
jak tania krew i kolorowa wódka

myślenie prowadzi na balkon
balkon sprowadza na ziemię

palenie albo picie
wybór należy do mnie

i ja nie chcę niczego tłumaczyć

09.09.2010

Piosenka o dziewczynie w stylu new romantic - MAGDA GAŁKOWSKA & LADYTRON





piosenka o dziewczynie w stylu new romantic


cześć Murzyn, kurwa, na której stacji wyjebałeś?

chłopiec z kantoru podryguje, kiedy idę do wyjścia,
podróżni łapią pociągi, komórki – zasięgi.
niszczysz wszystko, czego dotykasz,
jak rozmienione przed chwilą pięć euro.

arbuzowy zapach nie chce wywietrzeć z szalika.
rytm kołysze mnie jak kolczyki w uszach.
kobieta w czerwonym płaszczu
ma tylko dziurki, ja mam decybele.

hall w innym mieście nie brzmi.
mężczyzna poruszany. jak na zwolnionym filmie.
zapali się barwami neonu nad wejściem,
kiedy dźwięk pokona odległość.

chłopiec z kantoru podryguje, gdy idę do wyjścia.
przesiadając się, nie odgarnę grzywki,
spojrzę przez palce lub spode łba,
zmienię wszystko jak podróżni peron.

dzisiaj zniszcz mnie w ten sposób.




z tomu: "Fabryka tanich butów"
MG

08.09.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY CZ. 7


Czyli kryzys panie! Kryzys!
Nie siedzę i nie piszę. Nie piszę bo choć mam o czym, to nie mam jak. Moje „jak” się wyczerpało i szukam nowego, ale jak niektórym zapewne wiadomo nowy „jak” jest trudny do znalezienia.
Na swoim wieczorze autorskim mój kolega po piórze Maciej Gierszewski wyznał, że pisze bardzo rzadko, ponieważ z racji tego, że mnóstwo czyta – nie chce pisać o tym, o czym już ktoś napisał i to lepiej od niego. Przyznaję, sporo dały mi te słowa do myślenia, biorąc pod uwagę fakt, że wyprodukowałam trzydzieści wierszy w dwa miesiące. Rzecz jasna początkowo wydawały mi się może nie genialne, ale bardzo dobre i koncepcja zrobienia z nich kolejnej książki niebywale mnie radowała. Na szczęście zapał nieco ostygł, a po nabraniu dystansu i po kolejnej lekturze mojego „dzieła” doszłam do wniosku, iż do czegokolwiek nadaje się może 1/4 z tych wierszy.
W jednej z rozmów inny mój znakomity kolega Robert Rutkowski zauważył, iż przyzwoitych książek mamy sporo, a on ma już dość przyzwoitych książek i czeka na bardzo dobrą ba! Może nawet genialną? Postanowiłam zastosować się do własnej rady, udzielanej niejednokrotnie innym piszącym i kiedy ogarnia mnie przymus pisania, to siadam i czekam, aż mi przejdzie.
Dlaczego? Otóż dlatego, iż moim skromnym zdaniem dość mamy współcześnie miernych i marnych poetów piszących mierne i marne książki, dość mamy sieczki lasującej mózg i lansowanej wszem i wobec. Zastanawiam się tylko czy fakt, iż nie chciałabym do tej menażerii dołączyć świadczy o moim zdrowym rozsądku, czy o wybujałym ego?
Ostatnio pożaliłam się przyjacielowi, nie związanemu (na szczęście) z literaturą, ani tym bardziej z poezją, pozwalając sobie nawet na delikatne użalenie się nad sobą :), a on mnie spytał po prostu: czy ty musisz napisać następną książkę? Odpowiedziałam: nie. I wszystko stało się proste :)
Fakt, że nie piszę, nie oznacza, że mnie nie ma. Może nawet właśnie wtedy bardziej JESTEM, a przynajmniej mocniej to BYCIE czuję. Przez ostatnie kilka lat z każdego fragmentu mojego życia (i życia innych często też) robiłam wiersz. Czas odpocząć. Czas pomyśleć o tym, czego się chce od siebie i jakie ma się oczekiwania wobec innych. Czas zastanowić się nad tym komu (poza mną rzecz jasna) to moje pisanie jest potrzebne? Teraz to robię, a kiedy przyjdzie czas, być może napiszę coś, co nie będzie traktowało o niepisaniu :)
I w ten właśnie sposób potwór "kryzys" przestał kłapać paszczą i spędzać mi sen z powiek.
No i nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam tyle, ile czytam teraz :)

06.09.2010

koło gospodyń wiejskich


radosny hiphop dla Romana Honeta
i nie tylko


wszędzie słowa, naszpikowana nimi głowa, sformułowania
poetycka mania, a w końcu wyścig szczurów.
po chuj ci się marzyło, by nie podpierać muru?
i tak nie będziesz guru dla braci z Musolitu,
choć wciąż masz ciśnienie, by nie wciskać kitu.

ich ciągłe pitu pitu nie do wytrzymania.
puchnie bania od czytania - pierdolona grafomania
wciąż na topie, a ty w szopie za chałupą,
ale przynajmniej nie handlujesz dupą.

w tej kolejce jedni mają lejce, inni uzdę i głęboką bruzdę
na czole krytycy - znają się na rzeczy, nikt nie zaprzeczy
i nikt nie potwierdzi, a ty wyraźnie czujesz, że jednak coś śmierdzi
i dumasz, kto tutaj nie kuma? komu coś się jebie?
jeszcze nie było zgonu, a już po pogrzebie.

ich ciągłe pitu pitu nie do wytrzymania,
puchnie bania od czytania - pierdolona grafomania
wciąż na topie, a ty w szopie za chałupą,
ale przynajmniej nie handlujesz dupą.

prawa rynku, słuchają cię synku gdy postawisz w szynku,
a ty córko na podwórko nie wjeżdżaj z dwururką.
jak nie umiesz strzelać, nie dla ciebie kariera,
dużo dymu bez ognia, wciąż nasrane w spodniach.
jak nie będziesz się łasić, spróbują cię zgasić.

ich ciągłe pitu pitu nie do wytrzymania,
puchnie bania od czytania - pierdolona grafomania
wciąż na topie, a ty w szopie za chałupą,
ale przynajmniej nie handlujesz dupą.

i nawet gdyby ci zamalowali szyby, wydrapiesz sobie wizjer
i będziesz jak fryzjer, co strzygąc na sucho uciął komuś ucho.
niech spieprzają w diabły, klamki już zapadły,
wracasz do początku, łapiesz się do wątku, retoryka wciąż nie styka,
głos rozsądku. piszesz zapełniając niszę.

MG

04.09.2010

Siamese twins - THE CURE




i przyszedł czas na moją największa muzyczną miłość, w wieku 14 lat usłyszałam tych panów pierwszy raz i od 21 są ze mną nieustannie. kiedy wpadła mi w łapki płyta "Pornography" wiedziałam, że przepadłam z kretesem. we wszystkich najważniejszych momentach mojego życia ta muzyka była ze mną. jest do dziś.

03.09.2010

cyborg


dziewczynka, która nagle została kobietą
przegląda się w wystawowej witrynie,
wieczorem łaskawe światło ulicznej latarni
wyłania z półmroku jedynie kontury.

to musiało dziać się powoli, najpierw
błysk w okolicach ramion, twardy fragment
rozrastał się jak chora tkanka, toczył
własną batalię o każdy kawałek skóry.

nie lubi się dotykać, czasem tylko udaje,
że to miękkie miejsce, tak łatwe do ominięcia,
znalazło się przypadkiem, w obcym ciele
chłodnym i gładkim, jak wyszlifowany kamień.

MG

31.08.2010

Roads - PORTISHEAD




ciąg dalszy wspominek muzycznych.
to był pierwszy utwór Portishead, jaki usłyszałam dobrych kilkanaście lat temu,
głos Beth mnie poraził i jestem porażona do dziś.
to jedno z moich najważniejszych doświadczeń muzycznych.
miłego słuchania :)

30.08.2010

wężouści



rys. Romka Gałkowska

Justynie

jak drapieżne ptaki, wzlatują
na krótkie, głodne spojrzenie,
potem spadają w środek wszechświata

mają małe, gładkie ciała
i język, którego lepiej nie rozumieć.
wydają się być we wszystkim,
co pulsuje, co zmienia kształt.

wyślizgują się nagle
jak przekleństwo.

MG

dyskusyjny klub filmowy


nieśmiertelny absolwent,
potem bols w roli drugoplanowej
i statystujemy z zapałem
noszącym znamiona choroby.

twój scenariusz nie obejmuje
moich nóg, bioder i piersi,
jedynie rozkołysany łańcuszek,
który nie chce się zerwać.

zrobię z ciebie wiersz
- myślę,
kiedy z wprawą próbujesz
doprowadzić mnie do trzeciego orgazmu.
zrobię z tego tysiąc wierszy,
na które nikt nie czeka.



MG

Nirvana - THE CULT





no to mnie wzięło na wspominki :)
pamięta to ktoś jeszcze?

25.08.2010

kiedy umrę kochanie - JANUSZ RADEK




no to Poświatowska w mojej ulubionej wersji

oficerki


Obersturmführer przybył z rozkazami:
nie myśleć, nie spać, nie kochać
nie żyć. Wyuczonym ruchem
doświadczonego dyrygenta
nakazał ciszę.

Na drzwiach tabliczka:
przejścia nie ma. Zostało tylko
otwarte okno, brązowe plamki
na liściach juki.

Nadchodzi jesień i Herr Zabójca
stukotem obcasów upewnia się,
że nie istnieją
inne dźwięki.

Zdejmuję kostki mahjonga
muszę dotrzeć do dna,
zobaczyć obraz.

MG

* * * - MARINA CWIETAJEWA


Przyszłam do ciebie o czarnej północy,
Prosząc pomocy.
Ja - włóczęga bez matki, bez ojca,
Nawa tonąca.

Bezkrólewie w dziedzinach moich,
Czerńcy buszują.
Każdy w carskie szaty się stroi,
Psiarze panują.

Któż mi ziemi przeczyć się ważył,
Straży nie morzył?
I któż w nocy nie warzył - warzy,
Nie palił zorzy?

Samozwańcy i psy chutliwe
Rozdarli mnie do cna.
Przed dworzyszczem twym, sprawiedliwy,
Stoję - niemocna!

tłum. Seweryn Pollak

20.08.2010

D H LAWRENCE


- Jest ogromna różnica między prawdziwym zmysłowym istnieniem, a rozpustą, przemyślną rozwiązłością a premedytacją, której wielu z nas się oddaje.
Nocą zapalamy zawsze elektryczność, sami się obserwujemy, układamy to wszystko w głowie.
Człowiek ucieka, zanim się dowie, czym jest rzeczywistość zmysłowa, ucieka w nieznane, rezygnuje z własnych pragnień, z własnego ja. Musi to zrobić. Musi uczyć się nie być, zanim jeszcze zaczyna być. Jesteśmy próżni - na tym to polega. Jesteśmy próżni, ale brak na dumy. Wcale nie ma w nas dumy, tylko sama próżność, jesteśmy ślepo zakochani w naszych jaźniach z papier mache. Każdy wolałby raczej umrzeć, niż zrezygnować ze swojej śmiesznej racji, śmiesznego zacietrzewienia i śmiesznego uporu.


z książki "Zakochane kobiety"

15.08.2010

No love lost - EMINEM "Recovery"


Zastanawiam się, co właściwie pociąga mnie w hip – hopie i chyba przede wszystkim rytm, zaraz potem tekst i wykonanie. Jeśli chodzi o to ostatnie, mało jest wykonawców tego gatunku, którzy robią to na poziomie, dla których liczy się muzyka, a pozostają obojętni na gadżety oraz lansowany image. Do tego typu artystów zaliczam Eminema, dlatego z ogromną ciekawością oczekiwałam jego nowej płyty, zastanawiając się co nowego może mi zaproponować? Czym zaskoczyć? Słucham albumu „Recovery” trzeci dzień z rzędu i wcale nie mam ochoty przestać. Rzadko zdarza się płyta, na której nie byłoby słabego utworu, na najnowszym krążku Eminema - nie ma (no proszę, nawet zaczęłam rymować)/ Można mieć co prawda wątpliwości, do promującego album singla „Not afraid”, bo chwytliwy, bo przebojowy, bo łatwo wpadający w ucho, owszem – to wszystko prawda, ale na pewno nie słaby. Monsieur Marshall nie zawodzi i tym razem zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej i aranżacyjnej. Słychać tu brzmienie zdecydowanie ostrzejsze, momentami przywodzące na myśl dokonania Beastie Boys czy Cypress Hill, echa tych ostatnich ( a ściśle płyty Skull & Bones”) pobrzmiewają mi szczególnie w utworze „On Fire”, ale echa owych muzycznych inspiracji nie powodują wtórności. Eminem pozostaje Eminemem, którego nie można pomylić z nikim innym. Głos, charakterystyczny sposób „wygłaszania” tekstów pozostają niezmienione. Ciekawie na „Recovery” wypadają duety, odnoszę wrażenie, że Eminem pozwala – w granicach swojej wizji danego utworu – na całkowite , muzyczne bycie „sobą” i świetnie łączy obie estetyki. Przykładem jest choćby niesamowicie energetyczny i fantastycznie wykonany kawałek „Won’t Back Down” w duecie z Pink.
Ktoś może powiedzieć, ze to przecież nic nowego, bo mieliśmy już choćby duet z Dido, ale zapewniam, że duety na „Recovery” brzmią totalnie odmiennie, to już nie są kilkuwersowe i kilkutaktowe „wstawki”. Generalnie sporo na tym albumie eklektyzmu, którym - tak to odbieram – artysta się w swoisty sposób „bawi”.
W „Going Through Changes” słyszymy wokal Ozzy Osbourna, wpasowany w utwór do tego stopnia dobrze, że właściwie nawet mnie nie zdziwił ten pomysł. Z zaskoczeniem natomiast i z rozbawieniem odsłuchałam „No Love”, gdzie Eminem moim zdaniem sporo zaryzykował, opierając „kręgosłup” tego kawałka na dość obciachowym przeboju z lat 90-tych
„What Is Love”, który wykonywał Haddaway. Wyszedł z tego eksperymentu obronną ręką, potwierdzając swój dystans zarówno do trendów muzycznych, jak i do własnej twórczości. Jeżeli chodzi o teksty, jak zawsze oberwało się paru osobom z branży i nie tylko (Cinderella Man) choć generalnie na płycie mamy swego rodzaju spowiedź. Eminem nigdy nie owijał w bawełnę, więc i tym razem mówi wprost, bez ogródek o sprawach niełatwych i bolesnych zarówno dla niego, jak i dla jego bliskich.
Mnie ta konfesja nie razi, sprawia, ze jako artysta Eminem staje się wiarygodny.
Fani Eminema, fani hip – hopu po przesłuchaniu „Recovery” nie powinni być zawiedzeni. Marshall nie obniża lotów, nie ulega pokusie produkowania łatwych przebojów, zostaje przy swoim charakterystycznym, nieco szorstkim sposobie rozprawiania się z rzeczywistością.

MG

13.08.2010

Lady Tron



fot. Grzegorz Janoszka

Myślenie (inaczej poznanie lub rozumowanie)
– złożony ciągły proces zachodzący w mózgu, polegający na skojarzeniach i wnioskowaniu, operujący elementami ludzkiej pamięci jak symbole/pojęcia/frazy lub obrazy i dźwięki.
Za miarę efektywności myślenia można uznać inteligencję.


Myślenie, to zbyt trudna sprawa, żeby każdy dyletant mógł się tym zajmować. Ale każdy sądzi, że potrafi myśleć i myśli bez żadnych zahamowań.
                                                                                  Patrick Suskind


Wszelka myśl jest przesadą. Myśleć to przesadzać.

                                                                                   Emil Cioran


Człowiek myśli sobie to i owo, ale jednak najczęściej to.

                                                                                  Sławomir Mrożek