Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


22.02.2010

Głód i wieczne niedoczekanie - Paweł Łęczuk "Czas się lilaczy"


W każdym miejscu istnieje coś godnego zapamiętania zapamiętanie przekłada się na słowa, słowa na krótkie, czasami wręcz reporterskie relacje ułożone w wersy.
Sady Żoliborskie, domy gry, ulice miast - podróż dla zaspokojenia głodu.
Głodu miejsc, ludzi i głodu emocji. To on jest przyczyną działania, napędem, zmusza do szukania, domaga się nasycenia; a pozostaje niezaspokojony i tak naprawdę nie ma nadziei, że kiedykolwiek będzie inaczej. Dlaczego? Ponieważ efektem tych poszukiwań jest w większości rozczarowanie, ale nawet ono przyjmuje często postać suchej konstatacji. U Pawła Łęczuka wszystko jest do bólu realne i rzeczywiste. Nie ma domków z kart, są solidne kartonowe pudełka z wyraźnie zaznaczonymi krawędziami. Ludzie też są wyraźni, przemykają zaledwie, czasem zatrzymują się na dłużej tam, gdzie nic nie jest ani piękne ani brzydkie - jest zwyczajne, znajome, realne. Warto zatrzymać się tylko na ten jeden moment zmiany, wtedy światło pada pod innym kątem, promień się załamuje. To detale, szczegóły, których prawie nikt nie zauważa. Prawie - ponieważ Łęczuk patrzy bardzo uważnie, dostrzega i uwiecznia, pokazuje ich wpływ na rzeczywistość. Te detale są potrzebne do oświetlenia sceny, przecież wszystko jest teatrem i wszędzie toczy sie gra: w kasynach, samochodach, mieszkaniach, ludzkich ciałach.
Gra światła z cieniem, obojętności i emocji, kobiet i mężczyzn. The show must go on.
Scena Pierwsza - miasto, jak rondo, z którego nie można się wydostać, wszystko wraca, wszystko się powtarza do znudzenia. Pozostają zawroty głowy.
Scena Druga - Sady Żoliborskie - pokaz slajdów, krótkie migawki na tle mijającego czasu. Ludzie pojawiają się i odchodzą, zmieniają się pory roku. Czytelnik tkwi w środku i obserwuje.
Scena Trzecia - Gracze - otaczają nas ze wszystkich stron. Kuszą adrenaliną, namawiają do ryzyka, szarpią za rękaw. Nie sposób od nich uciec, nie sposób uciec od uzależnienia, od życia.
Scena Czwarta - Pogrzeby - jak wyraźni stają się ci, których nie ma. Przegrali? Wygrali? To nie ma znaczenia, byli i są nadal tylko już inaczej. Przetworzeni. wstawieni w obraz, zatrzymani w kadrze.
Można pomyśleć: i co w tym szczególnego? Godnego uwagi? Pozornie nic, ale im dłużej obserwujemy rozgrywające się przedstawienie, tym więcej dostrzegamy. Okazuje się, że za drugim razem wszystko wygląda inaczej niż za pierwszym, potem jeszcze inaczej i jeszcze. Za każdym razem jako czytelnik wierzę w to co widzę Zamieszkałam na chwilę w dekoracjach, w kartonowych domkach, gdzie ścianami są okna, gdzie nie ma żadnych złudzeń Jest tylko niedosyt.

długi weekend

trzeba było przewidzieć że tak się stanie.
sroga zima. w domu chodzę ubrany
w twoje futro i mufkę. w ten sposób
oszczędzam na ogrzewaniu. i przy okazji
spełniam się w roli pani pustego domu.

związane ręce. samotni mężczyźni spędzają
w domach długie weekendy i święta. każde
święta i tak są samotne. gdziekolwiek
nie spędzać by tego czasu. lepiej byłoby
bez nich. bez domu. bez futra zimy i mufki.

smutki. smuteczki. jeszcze raz smutki.
są nieodłączną częścią mojego dnia.
kompatybilne można by rzec. trzeba
to było przewidzieć. że skończy się
wódka. ona odjedzie. i nic nie będzie

do picia. więc trochę na złość wkładam
to futro i mufkę. złość nie na pokaz lecz
przeciw sobie. jeszcze raz złość. teraz
smakuje nawet herbata. tak. dobrze mi
w tym futrze.



I

wrzuć pieniążek i wybierz bóstwo
następnie skup się i pomódl
"black horse" jest sprawiedliwy
wynagradza i karze musisz być czujny

płać płać chłopaku podbijaj
to nie jest świat dla grzecznych dziewcząt
ta mała w środku zabierze cię w podróż
stawka większa niż twoje myślenie

podbijaj


V

Na Żoliborskich Sadach, które ani istnieją, ani nie istnieją,
szkoła tańca rozstawia głośniki. Więc, to jest
jedna z tych imprez. Interaktywny pokaz tańca na
deskach dla wielbicieli techno po sześćdziesiątce i U can
dance.
Wymachują. Ich młode biodra zataczają kółeczka.
Najlepszy jest „biały dziadek” z laską. Jest znacznie
lepszy remiksu immigrant song, przy którym tańczą.

Adrian za bardzo się upił.


Pogrzeb Iana Curtisa


Trochę wódki wypitej jakby ze strachu
przed długim lotem i szalik na szyję.

Tego pogrzebu właściwie nie było.

Któż chciałby grzebać ciało
niespełna dwudziestotrzyletnie?

Nawet, jeśli to tylko urna z popiołem.


Magda Gałkowska

19.02.2010

karaoke - Magda Gałkowska


dla Roberta Rutkowskiego


me gusta cantar el son,
mariachi me acompana,
cuando canto mi cancion



w świecie tanich butów kałuże są przeszkodą
nie do pokonania. brniemy przez błoto ulic,
wszystkie odpowiedzi, postawieni przed faktem
dokonanym z mokrymi stopami metalowych kratek

odprowadzamy wodę. siebie nawzajem na stronę,
w zagłębienia miękkich kanap. opadamy bezpiecznie,
głos jest potrzebny, ktoś nuci coraz głośniej
potem śpiewa pieśni z hiszpańskimi tytułami.

poezja jest tylko pretekstem.

17.02.2010

IV - Magda Gałkowska



nie będzie pamiętać jak się przechodzi
wiązką przez pryzmat rozszczepia powoli
na wąskie pasma w spiralę DNA
wydłużając cienie rzucane na ścianę

upozorowana krótką utratą pamięci
będzie jak śmierć rozłożona w czasie
na lustrzane neurony dowody istnienia
jak ponowne narodziny w urywanym oddechu

15.02.2010

TOTALNA MOBILIZACJA SZUMU w Starym Kinie


Nieformalna grupa „Alternatywa Poetycka” zaprasza na spotkanie z Aleksandrą Zbierską oraz z Jackiem Kukorowskim w Sali Niebieskiej klubu „W Starym Kinie”
Adres: Poznań, Ul. Feliksa Nowowiejskiego 8
Data: 4.03. 2010r
Start: 20:00
Prowadzenie: Jakub Sajkowski
Wstęp wolny!

O autorach:
Aleksandra Zbierska - Ur. 06.06.1968, absolwentka poznańskiego Studium Piosenki, występowała na deskach kabaretu Warsztat w Warszawie na Nowym Świecie. Obecnie przedsiębiorca na rynku nieruchomości w Poznaniu. Laureatka wielu konkursów literackich min. konkursu im. Jacka Bierezina Łódź 2008 (wyróżnienie honorowe), a także I KONKURS NA ZBÓR WIERSZY IMIENIA SCHERFFERA VON CHERFERSTEINA BRZEG 2008, którego pokłosiem jest debiutancki tomik pt.: Wibrujące ucho (wydawnictwa RED, marzec/maj 2009). Jeszcze w 2009 roku wydała drugi tomik pt "Panoptikon" (Wyd. Black Unicorn). Publikowała min. w Wakacie, Fragile, Tyglu Kultury, Akant, Opcje, Arterie.

Jacek Kukorowski, - rocznik 1967, ukończył studia na wydziale etnologii i antropologii kulturowej UAM w Poznaniu. Pracował jako listonosz, dyplomowany stolarz, pracownik leśny, archiwista na UAM-ie, sprzedawca w sklepie meblowym, domokrążca, rolnik, przedstawiciel handlowy kilku branż od gąbek do mycia naczyń, poprzez papier biurowy, kserokopiarki, kosze i pojemniki na śmieci, po profesjonalny sprzęt i urządzenia dla gospodarki komunalnej; obecnie prowadzi firmę z branży ochrony środowiska. Zapalony miłośnik i hodowca konika polskiego. Pasjonat gór i wspinaczki górskiej i jaskiniowej, prowadził wiele obozów górskich, w tym szkoleniowe. Miał krótką przygodę ze spadochroniarstwem. Ojciec trzech synów. Pisze wiersze i krótkie formy prozatorskie odkąd tylko pamięta. Publikował na portalu poezja-polska.pl i nieszuflada.pl . Debiut w „Protokole kulturalnym”. Zdobył drugą nagrodę w Turnieju Jednego Wiersza na zlocie portalu w lutym 2009 roku oraz nagrodę specjalną na Turnieju Jednego Wiersza w Toruniu w grudniu 2009 roku.



http://www.wstarymkinie.pl/

12.02.2010

III - Magda Gałkowska




nie dostrzeżesz światła gasnącego w oknie
tylko łuk elektryczny rozpięty na ramach
jak zarys coraz mocniej nasycany barwami
przekształca się powoli w czarno-biały film

o jednej dobie poświęconej utratom świadomości
swobodnym spadku ciał którego nie unikniesz
jak zmiany czasu przy cofaniu wskazówek
gdy zwolnione obroty rozciągają przestrzeń

09.02.2010

II - Magda Gałkowska




nie ma dźwięku jest tylko skala
zakresów i same górne rejestry
nieosiągalne z miejsca w którym czekasz
na zapowiedź powtórnego przyjścia

odbita w siatkówce oka projekcja
linii EKG układających się w obraz
kostek pełnych liter tak czułych
na dotyk branych nadaremno

04.02.2010

I - Magda Gałkowska





była pierwszą zrodzoną z chwili
powoli nabierała kształtów jak każda
kobieta na którą patrzyłeś stawała się
wenus o ramionach ściągniętych z tyłu

teraz odbierana wieczorami jak fale
przypływu z jednakową częstotliwością
pewna jak skurcz mięśni kiedy kończysz
i nie będziesz miał cudzych przed nią

01.02.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY cz.2


Czterdzieści jeden poetek przemówiło ludzkim głosem.
Przemówiło wspólnie jedną książką, jak ktoś zauważył – chórem. Paradoksalnie określenie „chór solistek” jest dość adekwatne. Każda z autorek śpiewa własną pieśń o poezji, a ich połączone głosy o tym, że są, istnieją, piszą, mają coś do opowiedzenia.
Czy powstanie tego „chóru na okoliczność” było naprawdę potrzebne? Jak mówią mądre porzekadła: „trudno być prorokiem we własnym kraju” czy też raczej "adwokatem we własnej sprawie”, więc moje rozważania mogą wydać się tendencyjne.
Joanna Orska w recenzji opublikowanej w Pograniczach pisze o tym, że poetki w „Solistkach” cyt.: „przelatują przez scenę z szybkością komety”, a ja bym jednak z tą prędkością nie przesadzała ; trzy do pięciu wierszy to wystarczająca ilość, by czytelnik zorientował się, która z poetyk mu odpowiada i sięgnął po więcej. Po to właśnie jest antologia, by pokazać poetyki, które do tej pory były przez krytykę w większości pomijane, przemilczane, ignorowane.
Owszem – są wyjątki, jak Marta Podgórnik, czy Julia Szychowiak, którym środowisko udzieliło głosu, a nawet dostrzegło i zechciało o nich napisać. Jednym słowem zostały POETKAMI „ z nadania” . Przy okazji wydania „Solistek” rozgorzała dyskusja o tym, że ta książka jest tworem sztucznym, odpowiadającym na wyimaginowane potrzeby czytelników (czyt. niepotrzebnym), bo przecież wszyscy doskonale wiedzą o tym, że wiersz nie ma płci, a to jest tylko tworzenie sztucznych podziałów. Zgadza się, wiersz płci nie ma, natomiast autor i owszem, w polskiej poezji najczęściej męską. Współczesna poezja ma się przecież fantastycznie: poeci piszą WIERSZE, poetki – poezję kobiecą, nie ma sensu więc mieszać czytelnikom w głowach. Śledząc tę dyskusję, czytając recenzje i wypowiedzi naszych kolegów po piórze odniosłam wrażenie, że się czegoś obawiają. Zastanawiam się tylko czego właściwie? Przecież zgodnie z teorią o bezpłciowości wiersza, nie stanowiłby dla szanownych poetów żadnego zagrożenia nawet zorganizowany przemarsz tych czterdziestu jeden autorek z pieśnią na ustach; a Panowie Sendecki i Maliszewski zareagowali na antologię, jak Liga Polskich Rodzin na marsz równości.
Drodzy panowie, nie ma się czego obawiać, nie zamierzamy organizować marszów ani wszczynać wojen. Wasza reprezentacja ma druzgocącą przewagę liczebną oraz zaplecze w postaci lat tradycji polskiej poezji. Po prostu wydałyśmy książkę, a że stała się ciosem dla ambicji niektórych z was?
Kiedy na forum serwisu Nieszuflada wyraziłyśmy swoje ubolewanie nad faktem, iż na festiwalu Poznań Poetów 2009 wśród rzeszy zaproszonych autorów, znalazły się tylko DWIE poetki (Krystyna Miłobędzka i Marta Eloy Cichocka), to koledzy po piórze poradzili nam, byśmy – zamiast narzekać i utyskiwać – same zorganizowały przedsięwzięcie z udziałem kobiet. Korzystając z dobrej rady zorganizowałyśmy i co? I też źle. Karol Maliszewski nawet wysunął zarzut, iż w antologii poezji kobiet są same kobiety, a nie ma mężczyzn.
Wciąż nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nadal poezja pisana przez kobiety spychana jest na margines? Bo przecież nie dlatego, że poetki piszą gorzej od poetów, piszą inaczej, często z większą wyobraźnią, dbałością o język i detale, bez taniego efekciarstwa i dobitnie. Wciąż zastanawiam się w czym Sendecki jest lepszy od Iwasiów a Witkowski od Wieser? Podejrzewam, że na te, oraz inne nurtujące mnie pytania nie otrzymam odpowiedzi. Mogę się co najwyżej spodziewać, iż koledzy po piórze pokiwają z politowaniem głową spoglądając na mnie z góry, z wyższych półek i grubszych tomów z własną twórczością.
Poezja jest kobietą – to fakt, który nie wymaga waszego – panowie - potwierdzenia. Poezji natomiast potrzebna jest uwaga. Bycie ponad własne interesy oraz własne dobro.
Więc zanim następnym razem zechcecie poklepać kogoś po wierszu, ugryźcie się panowie w pióro i policzcie do dziesięciu, dwudziestu, stu.

Magda Gałkowska