Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


21.03.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY cz.3


Posiadam notatnik. Format A4 w twardej oprawie. I pióro też posiadam, nawet czasem coś nim napiszę i właśnie dziś przejrzałam wszystkie zapiski. Szkice wierszy, mnóstwo skreśleń, jakieś uwagi na marginesie, myśli zapisywane, by nie uciekły. Sama poezja - rzec by można.
W drodze do pracy ostatnio czytuję Honeta. Honet dzieli się na autobusowego i tramwajowego. Ludzie zaglądają mi przez ramię i są zaskoczeni widząc wiersze.
Nie muszę wcale widzieć ich twarzy, by o tym wiedzieć. Kto dziś czyta poezję?
Albo inaczej (za Heideggerem): cóż po poecie w czasie marnym?
Pokutuje (poniekąd słuszna) opinia, iż poezję czytają tylko poeci oraz emerytowani poloniści, spragnieni odrobiny "kultury wysokiej" pomiędzy kolejnymi odcinkami Plebanii. Na spotkania autorskie przychodzi garstka znajomych, ewentualnie jakiś zabłąkany nieborak, który pomylił adres. Oszukujemy się, że poezja jest dla wybranych, elitarna sztuka zgłębiania dusz, sopień inicjacji na drodze...no właśnie: do czego?
Tymczasem prawda jest znacznie mniej pociągająca. Poezja to partyzantka na terenie okupowanym przez Dody, Trojanowskich, powracające jak bumerangi Budki Suflera i Lady Panki.
Jak na ironię losu pisząc to słucham Faithless. Jak na ironię losu wczoraj odwiedziłam miejsce, w którym przy podobnych dźwiękach wprowadzałam się w trans z pomocą rąk, nóg, bioder.
Teraz powracam do świata, w którym dwoje dorosłych ludzi, zamkniętych w hotelowym pokoju pije wiśniówkę i czyta Rilkego. Świata, gdzie moje miejsce jest tak oczywiste jak to, ze istnieję.
Niezmiennie bawi mnie reakcja otoczenia, gdy na pytanie czym zajmuję się poza pracą zawodową odpowiadam, ze piszę wiersze. Ludzie nie mają pojęcia jak reagować, więc albo kiwają głową z udawanym zrozumieniem, albo szybko zmieniają temat rozmowy udając, ze pytanie nie padło.
Jacek Dehnel powiedział kiedyś, ze oddaje się szlachetnemu zajęciu, jakim jest pisanie. Podziwiam i zazdroszczę. Dla mnie każdy kolejny wiersz to wypruwanie sobie flaków. Wydałam książkę, która żyje własnym życiem, bierze udział w konkursach, sprzedaje się, a mną zupełnie się nie przejmuje. Część mnie została oderwana i egzystuje samodzielnie. No więc mam to swoje upragnione, kwadratowe cudo z lśniącą okładką. Czasem odnoszę wrażenie, że czytam wiersze obcej osoby. Kogoś, kto owszem - był, ale odszedł gdzieś daleko. Ogląda się tego kogoś jak sarkofag w muzeum.
Co napiszę za sześć lat?

Autorskie

spóźniłam się, ale nie chcę wracać
do tamtych wierszy.
jak nie wraca się do byłych kochanków:
budzą wspomnienia
nie wzbudzając emocji.

jak matka zastępcza drżę,
że ktoś zapyta
czy są moje.


MG

3 komentarze:

  1. "Dla mnie każdy kolejny wiersz to wypruwanie sobie flaków." true

    OdpowiedzUsuń
  2. nabrałaś dystansu do książki, nabierzesz też do wypruwania sobie flaków, jak do tych ludzi, na których nawet nie patrzysz w autobusach i tramwajach

    OdpowiedzUsuń
  3. Rafał - więc rozumiesz
    Paweł - mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie ten moment, a jednocześnie się tego boję bo kim wtedy będę?

    OdpowiedzUsuń