Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


12.06.2010

DEREK MAHON


Urodził się w 1941r w Belfaście. Poza Irlandią mieszkał w Kanadzie i USA, wykładał m.in. w Nowym Jorku. Współredagował szereg pism m.in. "Atlantis", "Vogue", "New Statesman". Jest autorem licznych przekładów z języka francuskiego, zajmował się również publicystyką literacką, "Journalism 1970-1995". Mieszka w Dublinie.
Twórczość poetycka: "Night-Crossing" 1968, "Lives" 1972, "The Snow Party" 1975, "Poems"= 1962-1978" 1979, "Courtyards in Delft" 1981, "The Hunt By Night" 1982,
"Antarctica" 1985, "Selected Poems" 1990, "Selected Poems" 1991, "The Yaddo Letter" 1992, "The Hudson Letter" 1995,"The Yellow Book" 1997,"Collected Poems" 1999,"Selected Poems" 2001,"Harbour Lights" 2005.
Derek Mahon w rozmowie z Piotrem Sommerem: Rodzima poetycka tradycja angielska bywa dość krępująca. Na przykład Larkin, którego szereg wierszy lubię, to w istocie nie jest dla mnie poezja. To anty - poezja. Myślę, że poezja bierze się z jakiegoś elementarnego ludzkiego entuzjazmu. Moim ideałem jest chyba poezja romantyczna, angielskim bohaterem byłby dla mnie John Keats, polskim - może Adam Mickiewicz.

Tak jak powinno być

Ścigaliśmy sukinsyna
Przez bagno, wrzosy, skałę, aż po rozgwieżdżony zachód
I ustrzeliliśmy go na ślepym podwórku
Między dziesiątką śpiących ciężarówek
A generatorem

Nie chcemy słuchać żadnych dyrdymałów
O księżycu w Żółtej Rzece.
Po jego odejściu powietrze przepływa delikatniej.

Od czasu, gdy w porze lekcji zabrał go przypływ
Nasze dzieci nie wiedzą, co to złe sny.
Ich krzyki odbijają się miękko wzdłuż wybrzeża.

Jest tak, jak powinno być.
Podziękują nam za to, kiedy dorosną
Do świata, w którym tkwi metoda.

z tomu "Lives" tłum. Piotr Sommer


Nostalgie


Krzesło trzeszczy na silnym wietrze,
Z jego gałęzi kapie deszcz,
Imbryk wzdycha do
Gór, mydło do morza.
W maleńkim kościele z kamienia
Na opuszczonym cyplu
Zagubione plemię śpiewa "pozostań ze mną"

z tomu "The Snow Party" tłum. Piotr Sommer


Wszystko będzie dobrze

Jakżeby miało mnie nie cieszyć kontemplowanie
chmur przeciągających nad dymnikiem
i odbitego na suficie przypływu?
Będzie i umieranie, będzie i umieranie,
lecz nie ma co się w to zagłębiać.
Wiersze płyną od ręki same z siebie
a ukryte źródło to czujne serce.
Słońce wznosi się wbrew wszystkiemu
i dalekie miasta są piękne i pełne blasku.
Leżę tu w samym ogniu słońca
patrząc jak wstaje świt i przepływają chmury.
Wszystko będzie dobrze.

z tomu "Poems 1962-1978" tłum. Piotr Sommer.

9 komentarzy:

  1. tak, szuka się bratniego głosu w tym otaczającym chórze. brawo.

    OdpowiedzUsuń
  2. zastanawiam się nad słowem "przepływy" u mahona a także - patrząc na pisanie gałkowskiej, na chęć opisania tego stanu, bardzo tożsamego autorce, nieraz nieświadomie, nieraz po omacku. nigdzie na stałe, bez szans na zakorzenienie. świadomość takiego stanu pojawia się w tekstach mg, nieraz na zasadzie trudnej i bolesnej konstatacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. szuka się, szuka i inspiruje i uczy, cały czas uczy, w zasadzie to ja wciąż szukam nauczycieli.
    wciąż brakuje mi tego dystansu, który widzę u Mahona "będzie i umieranie, lecz nie ma co się w to zagłębiać", u Mahona wszystko płynie, mija, to przemijanie jest nieuchronne, on jest z tym pogodzony - tego też mu zazdroszczę. ja wciąż coś wyszarpuję i wyrywam zębami pewnie dlatego poszukuję w twórczości, która pokazuje, że można inaczej. i pewnie dlatego taka twórczośc mnie fascynuje.

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrym nauczycielem bywa życie, pod warunkiem iż podchodzi się do niego z pokorą i umie wyciągać wnioski. większość tylko pieprzy o tym, nieliczni naprawdę czegoś się uczą. szarpanina z nim zawsze wychodzi in minus dla szarpiącego. pogodzenie z przemijaniem - nie wierzę w to do końca. można się trzymać ale sama świadomość zawsze jest. można próbować o tym nie myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  5. życie - czyli doświadczenie, a to nie jest tak, ze każdy piszący musi przejść etap poetyckiej szarpaniny? kiedyś krzyczałam i wyważałam drzwi, teraz rozważam w ciszy i poszukuję klucza. z przemijaniem, czyli czymś nieuchronnym mama wrażenie można się tylko pogodzić, albo przeciw niemu buntować. piszesz o podchodzeniu z pokorą, pokorą w jakim sensie?

    OdpowiedzUsuń
  6. z pokorą rozumianą w ten sposób iż nawet wymyślając 101 sposobów w jaki życie nas zaskoczy, przygotowując się na to, zostaniemy
    zaskoczeni na sposób 102 i będzie trzeba podejść do tego w ten cudowny, odarty ze wszystkich wyćwiczonych gestów sposób. stawiając sprawę: życie - czyli doświadczenie nie ustrzeżemy się niczego. będziemy mieli tylko pretensje - gorzej jeśli do życia, lepiej - jeśli do siebie. krzyk i wyważanie drzwi mogą być pewnym etapem, mogą się jednak okazać cechą na stałe przypisaną.

    OdpowiedzUsuń
  7. tak, z tak rozumianą pokorą mogę się zgodzić, poza tym to wyważanie drzwi to przecież etap dojrzewania, człowiek się rozwija, emocjonalnie, intelektualnie i twórczo także. gdyby - jak mówisz - miały się stać cechą na stałe przypisaną, to dla jednostki oznaczałoby to zatrzymanie się, stanie w miejscu. co stanie się z nami jeśli przestaniemy szukać?

    OdpowiedzUsuń
  8. szukać można, nawet trzeba. jaki jest jednak cel szukania? jeśli odnalezienie czegoś - ok. gorzej jeśli szukanie to cel sam w sobie. odnalezienie czegoś, nie oszukujmy się, niesie ze sobą trudną do przyjęcia konieczność pewnej asymilacji, kompromisu, określenia się stwierdzenia iż właśnie to, tego szukałam/łem. dlatego na początku pisałem o słowie "przepływy" jako o pewnym nazwaniu tego stanu, poszukiwaniu i braku możliwości wyboru, zakorzenienia. to przewrotny pogląd. ale czy nie prawdziwy?

    OdpowiedzUsuń
  9. no dobrze, ale przecież poszukiwanie też ma pewne etapy, znajdujemy jedną rzecz, potem znalezienie tej jednej powoduje konieczność, czy też chęć poszukiwania kolejnej - potrzebnej, by tamtą zrozumieć/dopełnić itd itd. ja szukanie traktuję jako pewien proces, nigdy nie jest tak, że znajdzie się wszystko zarówno w pisaniu, jak i w życiu. piszesz o zakorzenieniu, taka permanentna niemożność osadzenia się w jednym miejscu jest znośna tylko przez jakiś czas i w końcu chce się osiąść, zapuścić korzenie, przyporządkować się gdzieś. wydaje mi się, że to jest bardzo subiektywna kwestia. jedni tkwią zakorzenieni w tradycji, w której wyrastali i ją kontynuują, inni zrywają te więzy i szukają własnej drogi.

    OdpowiedzUsuń