Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


23.07.2010

kto nie umie zadziwiać, niech idzie do stajni - wywiad z MAĆKIEM FROŃSKIM


Maciek Froński - poeta i tłumacz poezji angielskiej rosyjskiej i włoskiej oraz pieśni folkowych. Debiutował w 2006r tomem "Rozpoznanie bojem", w 2008r ukazał się tom "Poezja spokoju moralnego". W swoim dorobku ma również artykuły z zakresu turystyki i archeologii śródziemnomorskiej. Z zawodu prawnik.

przez magiel przepuszczony i w krzyżowy ogień wzięty przez Magdę Galkowską.

MG: Maciek, jesteś prawnikiem, tłumaczem, poetą wreszcie. Debiutowałeś w 2006r czyli w zasadzie dość późno tomem "Rozpoznanie bojem", którego mottem jest myśl Giovanabattisty Mariniego "Rzeczą poety jest zadziwiać. Kto nie umie zadziwiać, niech idzie do stajni". Starasz się zadziwiać? Czy cenisz właśnie tych poetów, którzy Cię "zadziwili"? I czym tak naprawdę jest w poezji owo "zadziwienie"?


MF: Zadziwienie to wywołanie niespodziewanego efektu, to coś takiego, jak zdobycie bramki strzałem z czterdziestu metrów. Oczywiście, że staram się czytelnika zadziwić, choć przede wszystkim zadziwiam samego siebie. Wiele mam w dorobku wierszy, po napisaniu których pomyślałem sobie: „cholera, nie wiedziałem, że coś takiego może mi się udać”. Poeci, których lubię, też mnie zadziwili. Jako pierwszy zrobił to Anakreont z Teos – nie wiedziałem, że tak można pisać wiersze. Po nim byli kolejni – Cecco Angiolieri, Iwan Bunin, Bruno Jasieński, Michel Houellebecq i wielu, wielu innych.

MG: Wśród współczesnych poetów jesteś - odnoszę wrażenie - wyjątkiem. Piszesz wiersze klasyczne, z rymem. To wymaga dyscypliny i umiejętności. Dlaczego taka poezja? Nie kusi Cię wiersz biały?

MF: Wyjątkiem to może za dużo powiedziane, z rymami pisze jeszcze kilku świetnych poetów, ale rzeczywiście, jesteśmy w zdecydowanej mniejszości. Dlaczego taka poezja? Odpowiem anegdotą – zapytałem kiedyś moją starszą córkę, wtedy pięcio- czy sześcioletnią, czy lepiej być chłopcem czy dziewczynką. „Dziewczynką” – odpowiedziała. „Dlaczego?” „Bo ja jestem dziewczynką!” Ja wprawdzie dziewczynką nie jestem, ale od dziecka pisałem wiersze z rymami i zawsze miałem pewność, że tak jest lepiej. Wiersz biały też mnie momentami kusi, ale jednak nie ma w sobie tej energii, co wiersz rymowany.

MG: Po lekturze Twoich wierszy postrzegam Cię jako osobę z dużym dystansem do siebie i świata oraz ogromnym poczuciem humoru, potrafisz jednak wierszem wbić przysłowiową szpilę czytelnikowi. Czy ta - z pozoru lekka - forma jest u Ciebie sposobem na przekazanie istotnych treści? Co właściwie chcesz nam - Twoim czytelnikom - powiedzieć?


MF: Część moich wierszy napisałem po prostu dla jaj, ale większość z nich rzeczywiście ma jakieś drugie dno, a często trzecie i czwarte, pod którym kryją się różne głębsze treści. Poeta Rafał Sadowski uważa mnie nawet za twórcę hermetycznego (śmiech). Każdy taki głębszy wiersz ma jednak inne przesłanie i trudno to wszystko sprowadzać do wspólnego mianownika, ale jeśli już na siłę doszukiwać się jakiejś myśli przewodniej mojej twórczości, to pewnie byłaby nią ta, że nie warto wstydzić się być sobą, udawać kogoś, kimś się nie jest, że dbałość o własny wizerunek i obawa o jego utratę są największą niewolą człowieka i fajnie jest te kajdany wreszcie z siebie zrzucić.

MG: W takim razie (trochę przewrotnie) chciałabym zapytać o wiersz pt.: ”Spisek miernot”.Czy tam przez przypadek podmiot liryczny nie tęskni jednak za szeptem zasuszonych profesorek (Maria Janion) oraz podziwem wpływowych feministek (Kazimiera Szczuka)? I od razu spytam, dlaczego w puencie kobiety? Czyżby utyskiwania mizogina? :)


MF: Oczywiście, że tęskni, a że w polskiej krytyce literackiej osobami najbardziej medialnymi są kobiety, nie tylko zresztą te dwie panie, które wymieniłaś, to już nie podmiotu lirycznego wina ani zasługa (śmiech).

MG: „Spisek miernot” pobrzmiewa mi trochę Eliotowym „panie w salonie rozprawiają wiele o Michale Aniele”. Mówisz o medialności kobiet w krytyce, a strona merytoryczna? I jak wygląda Twoim zdaniem sytuacja kobiet w poezji?


MF: Jeśli chodzi o stronę merytoryczną, to pisarstwo Marii Janion do mnie nie przemawia, za to Kazimierę Szczukę bardzo wysoko cenię, podobnie jak Martę Sawicką czy Magdalenę Miecznicką. Natomiast o sytuacji kobiet w poezji trudno mi mówić, bo ja po prostu nie wyróżniam kobiet z ogółu piszących, tak samo jak nie wyróżniam leworęcznych poetów spod znaku Bliźniąt i również o ich sytuacji trudno mi cokolwiek powiedzieć. Wśród znanych mi poetów przeważają mężczyźni, ale dlaczego tak jest, nie wiem.

MG: Więc jeszcze a propos "bycia sobą", o którym wspomniałeś. Publikujesz w internecie, na jednym z portali literackich, powiedz, jak postrzegasz poezję w sieci? Czy w necie - poza oczywiście znanymi nazwiskami - można znaleźć dobre wiersze? I drugie pytanie: co daje Tobie publikacja w takich miejscach jak np. Nieszuflada?

MF: Mam wrażenie, że poezja w sieci straciła na dynamice w ostatnich, powiedzmy, dwóch-trzech latach, w każdym razie kiedyś rozpoznawałem na portalach poetyckich zdecydowanie więcej poetów niż teraz. Nie wiem, może pozmieniali nicki? (śmiech) Cały czas można tam znaleźć dobre wiersze, ale coraz rzadziej są to wiersze poetów o, jak to ujęłaś, znanych nazwiskach, zupełnie tak jakby po wyrobieniu sobie nazwiska zaczęli się oni wstydzić swojej sieciowej aktywności. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich poetów, ale wydaje mi się dotyczyć zwłaszcza tych, którzy od internetu wyrabianie sobie nazwisk zaczynali. Mam wrażenie, że potraktowali oni sieć jak szkołę podstawową, którą trzeba skończyć, ale do której nie ma sensu wracać. Nie chcę oceniać tego źle, no tak to po prostu widzę.
Inna sprawa, że są środowiska, które zawsze demonstrowały dystans do publikowania w sieci, jak choćby bliskie mi środowisko skupione wokół Instytutu Mikołowskiego. Dla mnie jednak sieć jest teraz głównym kanałem kontaktu z czytelnikami i źródłem poznania ich opinii o moich wierszach. Redaktorzy naczelni czasopism literackich nigdy mnie nie zamęczali propozycjami publikacji, z racji ciążących na mnie obecnie obowiązków rodzicielskich praktycznie przestałem uczestniczyć w tak zwanym życiu literackim, zostaje mi internet.

MG: Wspomniałeś o Instytucie Mikołowskim i o bliskości z tym środowiskiem. Nietrudno zauważyć, że Twoja dykcja jest odmienna od dykcji prezentowanych przez IM autorów.
Czy kontakt z poetami, z twórczością skupioną wokół Instytutu miał na Ciebie, jako twórcę, wpływ?


MF: Bezpośredniego wpływu nie miał, ale dużo daje mi uczestnictwo w życiu Instytutu, w organizowanych przezeń spotkaniach z poetami i pisarzami czy turniejach jednego wiersza. Teraz to wszystko jest, jak wspomniałem, zamrożone, ale przecież nie na zawsze. Inna sprawa, że ja w ogóle nie bardzo ulegam wpływom literackim, sam wiem najlepiej, jak powinienem pisać, i tak też piszę (śmiech). No dobra, mogę się czymś zainspirować w pojedynczym wierszu, mogę skorzystać z czyjejś propozycji poprawki, ale to wszystko.

MG: Mówisz o ciążących na Tobie obowiązkach rodzicielskich, zapewne słodki to ciężar, a w takim razie zdradź jak wpływa na artystę moment, w którym zostaje rodzicem? Stałeś się bardziej wrażliwy? Spojrzałeś inaczej na rzeczywistość? Jeśli tak, to czy to był jakiś konkretny moment, czy może proces?


MF: Jesienią ubiegłego roku, po tym, jak urodziła się moja młodsza córka, przeżyłem krótki okres ożywionej pracy translatorskiej, udało mi się wtedy przełożyć na polski kilka fajnych tekstów. Jednakże nie mogę powiedzieć, by rodzicielstwo – pierwsze czy drugie – wpłynęło znacząco na jakość moich własnych wierszy. Porównując moje obecne utwory z tymi, które pisałem jakieś dziesięć lat temu, mogę powiedzieć, że są lepsze technicznie, ale nie sądzę, by była to pochodna tego, że zostałem ojcem. Owszem, ojcostwo, oprócz tego, że daje mi dużo szczęścia, jest też sporym obciążeniem finansowym i to przez nie pewnego dnia nagle z klasy beztroskich młodzieńców przeskoczyłem do klasy ledwo wiążących koniec z końcem rodziców, co na pewno zmieniło moje spojrzenie na rzeczywistość i zaostrzyło pazur mojej satyry, ale to nie o to Ci chyba chodziło? (śmiech)

MG: Nie o to, ale dziękuję za odpowiedź :) Pytanie stąd, że często dzieci zmieniają postrzeganie świata przez dorosłych :). Skoro nadmieniłeś o tłumaczeniach, Piotr Sommer np. powiedział mi, że najpierw sam pisał wiersze, a potem chciał się dowiedzieć jak to robią "ci inni, w innych językach" i dlatego zaczął czytać i przekładać. U Ciebie było podobnie, czy wiąże się z tym jakaś Twoja własna historia?


MF: U mnie to był trochę przypadek – gdy byłem w pierwszej klasie liceum, ogłoszono szkolny konkurs na przekład „Żonkili” Williama Wordswortha. Wystartowałem, zostałem wyróżniony i spodobało mi się to. Kolejny konkurs, tym razem na przekład Byrona, już wygrałem. Zainspirowało mnie to do samodzielnego szukania ciekawych wierszy, zacząłem też tłumaczyć z włoskiego, później z rosyjskiego. Dalej jakoś samo poszło.

MG: Skoro o konkursach mowa. Wielu poetów debiutuje wygrywając konkursy, w których nagrodą jest wydanie książki. Bierzesz udział w konkursach? Uważasz, że to sposób na sprawdzenie się? Jaki masz stosunek do konkursów poetyckich?

MF: Bardzo lubię konkursy, bo w ogóle widzę twórczość poetycką jako swego rodzaju rywalizację sportową, w której chodzi po prostu o to, by być lepszym od innych. Lubię zwłaszcza konkursy tematyczne, bo często motywują mnie do stworzenia czegoś, czego w przeciwnym razie bym nie stworzył. Niestety, większość konkursów poetyckich to konkursy na zestaw pięciu wierszy o tematyce dowolnej, które nie motywują mnie do niczego

MG: Co w takim razie Cię motywuje, inspiruje? Wspomniałeś na początku naszej rozmowy o klasykach. A ze współczesnej literatury?


MF: Ze współczesnej literatury inspiruje mnie niewiele. Dwa lata temu do napisania wiersza popchnęła mnie lektura sceny orgii u barona jakiegoś tam w „Śmierci w Breslau” Marka Krajewskiego, pół roku temu – jedno zdanie z „Nożyka profesora” Różewicza, czasami źródłem mojego natchnienia jest twórczość Eli Lipińskiej, czasami jakiś film lub obraz. O wiele bardziej niż poszczególne utwory inspirują mnie jednak różne konwencje literackie czy artystyczne, a także historie z życia, ciekawe wydarzenia z teraźniejszości i przeszłości, zmieniające się obyczaje i postawy, ustalone klisze i stereotypy.

MG: Co jest powodem tego braku inspiracji? Jak postrzegasz poezję współczesną?


MF: Myślę, że klucz tkwi w formie i prostocie przekazu. Jest wielu współczesnych poetów, których lubię i cenię, ale tym, co mnie naprawdę kręci, jest tradycyjna poezja, w której jest rytm, rym, energia, życie, w której czuć pulsującą w żyłach autora krew. Teraz na przykład czytam sobie antologię niemieckiej średniowiecznej pieśni miłosnej w pięknych przekładach Andrzeja Lama, no jest to po prostu coś cudownego! Uogólniając i pomijając nie tak znowu rzadkie wyjątki muszę powiedzieć, że ze współczesną poezją mam ten problem, że albo nie wiem, o co poecie chodzi, albo wiem, ale jakoś mnie to nie rusza. Bardzo hermetyczna poezja współczesna wydaje mi się jakąś salonową grą, która toczy się między poetą, krytykiem literackim, profesorem filologii polskiej i redaktorem naczelnym czasopisma literackiego, w której to grze czytelnik może na upartego uczestniczyć, ale nikt mu piłki nie poda. Tą piłką mogą być elementy różnych konwencji, różne zapożyczenia, wpływy, cytaty i kryptocytaty, w których nie może się on połapać bez akademickiego przygotowania, a także po prostu najzwyklejsze mody intelektualne. Dużo się ostatnio mówi, choćby w odniesieniu do twórczości Witolda Wirpszy, o poszerzaniu granic języka, ale przecież język jest narzędziem komunikacji i być może nie ma sensu go poszerzać, jeśli i bez tego obie strony świetnie się rozumieją. Język o poszerzonych granicach, czyli po prostu język spuchnięty, z trudem mieści się w ustach, a wydawane przy jego pomocy dźwięki niebezpiecznie zbliżają się do granicy artykulacji. Niestety – wracając do mojej poprzedniej myśli – w tej całej zabawie czytelnik wydaje mi się nie bardzo potrzebny, system jest samowystarczalny (śmiech). Zresztą rzuć okiem na portal literackie.pl – poeci chwalą się na nim nagrodami, publikacjami, recenzjami, a nikt jeszcze nie napisał „a do mnie po wieczorku autorskim podeszła taka jedna pani i powiedziała, że świetnie piszę”. Przyznaję ze skruchą, że ja też nie:-) Tymczasem, z nielicznymi wyjątkami, każde wielkie dzieło przeszło pomyślnie próbę odbiorcy, i to odbiorcy masowego. Gdy Sofokles wystawiał w teatrze nową tragedię, przychodziło pół Aten. Współczesnej poezji brakuje ambicji wielkości, zadowala się ona małą salką i dziesięciorgiem udających zamyślenie słuchaczy.

MG: Surowo oceniasz środowisko, zresztą nie jesteś odosobniony w tej ocenie.
Może po prostu mała salka i dziesięcioro słuchaczy to dzisiejsze realia?
A jeśli właśnie któryś z tych dziesięciorga słuchaczy podejdzie po spotkaniu i powie "bardzo podobają mi się pana wiersze"? :) Ostatnio słychać sporo głosów, mówiących o tym, że współczesna poezja jest potrzebna tylko poetom. Rzeczywiście tak jest?


MF: Nie całe środowisko oceniam surowo, tylko jakąś jego część, zresztą te „nieodosobnione głosy” to nie są głosy znikąd, tylko ze środowiska właśnie. Inna sprawa, że nie przedstawiam tu prawdy obiektywnej, a tylko moje osobiste odczucia. Mówienie o realiach to taki argument piłkarski – nasi grają, jak grają, bo jesteśmy biednym krajem, bo nie ma pieniędzy na boiska, na szkolenie młodzieży i tak dalej, no takie są po prostu realia, że ci piłkarze lepiej nie zagrają – a biedniejsi od nas Słowacy dokopali Włochom! Da się? Da się! To nieprawda, że współczesna poezja potrzebna jest tylko poetom. W Polsce istnieje olbrzymi głód poezji, tyle że głodni chcąc nie chcąc muszą się żywić dziełami nieboszczyków – Staffa, Leśmiana, Tuwima, Gałczyńskiego, Stachury czy Harasymowicza. Biedny polski czytelnik miałby ochotę na schabowego z ziemniakami i kapustą, a może liczyć jedynie na sushi. Sushi jest niby bardziej wykwintne i w ogóle bardzo ostatnimi czasy modne (no chyba że już nie, moda to nie jest mój konik), ale jednak nie każdemu podchodzi. Problem leży nie w tym, jaka poezja jest „w obiegu”, tylko w tym, że ta poezja, która jest, ma w praktyce na tę swoją obecność monopol. Nie tak dawno spotkała mnie miła niespodzianka – synowa znajomych moich rodziców usłyszała – bodajże od mojej byłej bratowej – że piszę wiersze, znalazła mnie w internecie, poprosiła o przesłanie tomiku, co też zrobiłem, i była nim zachwycona. Problem w tym, że gdyby nie powiązania rodzinno-towarzyskie, nigdy by się o mnie nie dowiedziała. Ani ona, ani ja nie dostalibyśmy na to szansy. Większość odwiedzających księgarnie szerokim łukiem omija regał z poezją, bo wie, że nic tam ciekawego raczej dla siebie nie znajdzie, co najwyżej tomik Szymborskiej jako uniwersalny prezent dla cioci na imieniny. A weź pod uwagę, że ludzie odwiedzający księgarnie to nie ci sami, którzy mają w zwyczaju odwiedzać bazary czy dyskoteki.

MG: Trudno się z Tobą nie zgodzić. Z czego więc, Twoim zdaniem wynika owo "omijanie półek z poezją"?

MF: Z tego, że poezja stara się być mądrzejsza od czytelnika.

MG: O nie, tak łatwo się nie wywiniesz :) Wyjaśnij, w jakim sensie „mądrzejsza”?

MF: W takim, że nie zakłada równości między poetą a czytelnikiem, nadawcą a odbiorcą, i oczekuje, że to czytelnik, jak to się ładnie mówi, „zada sobie trud zrozumienia” i w końcu zrozumie, co poeta chciał mu powiedzieć. É come ti parlassi in una lingua sconosciuta ed esigessi, che tu comincerai a studiarla per capirmi.

MG: Mam rozumieć, że jesteś zwolennikiem poezji łatwej w recepcji? Czy to nie trąci jednak komercją?
Może warto, by sobie jednak czytelnik trochę tego trudu zrozumienia zadał?


MF: Ideałem jest dla mnie taki wiersz, w którym czytelnik dostaje na zachętę coś bez wysiłku, ale żeby dostać więcej, musi się nagimnastykować. Ta łatwość powinna być pozorna (śmiech).

MG: Wcześniej pytałam o te pozorną lekkość, czy to działa? Chce się jeszcze komuś „gimnastykować”?


MF: Głowa poety w tym, by tego kogoś do tej gimnastyki zachęcić (śmiech).

MG: W takim razie, na koniec zdradź mi, jeśli oczywiście to nie tajemnica, jakie masz plany? Nad czym teraz pracujesz?

MF: Czyszczę moje przekłady Iwana Bunina, które być może wejdą do antologii wierszy tego poety, która być może się ukaże, choć ciężko mi to idzie, bo jest upał. Poza tym czytam i obserwuję świat wokół mnie - a nuż coś mnie natchnie?

MG: Pozostaje nam liczyć, że natchnie i będziemy mogli podziwiać skutki owego natchnienia :). Bardzo dziękuję za rozmowę.

MF: Ja również dziękuję.



Maciek Froński

Spisek miernot

Już miałbym fanów rzeszę wierną,
Co by chłonęła moje dzieła,
Lecz się zawiązał spisek miernot
I sława ze mną się minęła.

Nie dla mnie zatem są splendory,
Nie mnie nadymać pychy balon,
Nikt mnie, przynajmniej do tej pory,
Na żaden nie chciał prosić salon.

Nie dla mnie kawka, podwieczorek,
Ten snobistyczny zestaw wszystek,
Szept zasuszonych profesorek,
Podziw wpływowych feministek.

Trybsz, 26 maja 2009 roku




Tykająca bomba
Horror psychologiczny


Wszedłem na drabinę i przed wzrokiem syna,
Ukryłem bezpiecznie tomik Tkaczyszyna,
Na najwyższej półce teraz sobie leży,
By w mym domu męskiej nie gorszyć młodzieży.

Poczułem cień ulgi, już nieco mi lepiej,
Lecz wciąż się myśl straszna w mej głowie telepie
I ciągle to jedno powraca pytanie:
Czy syn doń dostanie, czy też nie dostanie?

Już ślepi Tkaczyszyn z tej swojej jaskółki,
Już widzę, jak z wolna przekracza brzeg półki,
Już widzę, jak rośnie, jak coraz go więcej,
Przechyla się, spada – i prosto w te ręce!

Po com go kupował? Przeklęta godzina!
Tkaczyszyn, chcesz – mnie bierz, lecz oszczędź mi syna!

Mikołów, 26 listopada 2009 roku


Jaguar

Jest z jaguara kawał chuja,
Stuprocentowy mięsożerca.
Co mu tam byle marakuja?
Papaja? Nie ma do niej serca.

Kutas zatopi kły w tapirze
Albo zadusi kapibarę,
Pekari z ran się nie wyliże,
Nie umknie nic przed jaguarem.

Jaguarowi awokado
Nawet się nie chce śnić w koszmarach…
Smak krwi czuć w pysku – to dlań radość!
Jest kawał chuja z jaguara.

Mikołów, 3 marca 2010 roku



8 komentarzy:

  1. ciężko jest współczesnemu polskiemu poecie zaistnieć bez mrugnięcia okiem w stronę komercji. Zwłaszcza autorom - którzy zaczynają zabawę z poezją.
    Ciekawa rozmowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja myślę, że te trudności w "zaistnieniu" to cena, jaką płaci się za niezależność od salonów :)
    co Maciek ładnie zawoalował w "Spiku miernot" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O, dzięki, Maćku, to bardzo nieoczekiwane :-)
    I miłe.

    EL

    OdpowiedzUsuń
  4. Rafał Sadowski24.07.2010, 15:16

    Miło mi być wyróżnionym przez Maćka, i do tego jako poeta :) Tak, uważam, że spora liczba wierszy Maćkowych jest dość hermetycznych, tzn. Maciek pisze "na swojską nutę" historyjki egzotyczne, opisuje dzieła mało znanych artystów tak ad hoc, jakby chodziło o "Bitwę pod Grunwaldem", czy "Mona Lisę" :) Ale ta hermetyczność jest bardzo frapująca, nie zniechęca, tylko zachęca do poszukiwania wyjaśnień w sieci, w literaturze. Zachęca też oczywiście wyrafinowaną formą literacką. Poezja Maćka to wspaniała intelektualna przygoda! W wywiadzie brakuje mi wyraźniejszego akcentu związanego z futbolem. Owszem, jest kilka porównań, dygresji w wypowiedziach, nimniej warto byłoby wspomnieć jaką rolę pełni fenomen futbolu w twórczości Maćka. Z wielu sytuacji na Nieszufladzie, mam wrażenie, że bardzo istotną.

    Oprócz tego określenia "hermetyczny" zdarzyło mi się ostatnio nazwać Maćka "Edem Woodem poezji" - to po napisaniu wierszowego horroru "Klątwa menhiru" (horrorów popełnił zresztą co najmniej kilka :). Bardzo pasuje do niego oreślenie "sowizdrzał z Mikołowa" (chociaż "z Mikołowa" to dość umowne :). Ja bym powiedział, że Maciek to "ezoteryczny sowizdrzał", bo większość jego niby lekkich utworów wykracza poza ramy sielankowej humoreski, zawiera pewne ukryte tropy, klucze, a przez to bliska jest magii. Taką poezję kupuję bez reszty!

    OdpowiedzUsuń
  5. Rafał Sadowski24.07.2010, 15:20

    Szkoda, że Maciek nie rozwinął bardziej wątku "Spisku miernot", tj. nie powiedział trochę więcej o okolicznościach powstania wiersza :)

    OdpowiedzUsuń
  6. a widzisz Rafale, ciągnęłam za język, ale Maciek sprytniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No i wyszło, że ze współczesnych autorów inspirują mnie jedynie wrocławianie:-)

    Dziękuję za wszystkie komentarze.

    Maciek Froński

    OdpowiedzUsuń