Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


31.08.2010

Roads - PORTISHEAD




ciąg dalszy wspominek muzycznych.
to był pierwszy utwór Portishead, jaki usłyszałam dobrych kilkanaście lat temu,
głos Beth mnie poraził i jestem porażona do dziś.
to jedno z moich najważniejszych doświadczeń muzycznych.
miłego słuchania :)

30.08.2010

wężouści



rys. Romka Gałkowska

Justynie

jak drapieżne ptaki, wzlatują
na krótkie, głodne spojrzenie,
potem spadają w środek wszechświata

mają małe, gładkie ciała
i język, którego lepiej nie rozumieć.
wydają się być we wszystkim,
co pulsuje, co zmienia kształt.

wyślizgują się nagle
jak przekleństwo.

MG

dyskusyjny klub filmowy


nieśmiertelny absolwent,
potem bols w roli drugoplanowej
i statystujemy z zapałem
noszącym znamiona choroby.

twój scenariusz nie obejmuje
moich nóg, bioder i piersi,
jedynie rozkołysany łańcuszek,
który nie chce się zerwać.

zrobię z ciebie wiersz
- myślę,
kiedy z wprawą próbujesz
doprowadzić mnie do trzeciego orgazmu.
zrobię z tego tysiąc wierszy,
na które nikt nie czeka.



MG

Nirvana - THE CULT





no to mnie wzięło na wspominki :)
pamięta to ktoś jeszcze?

25.08.2010

kiedy umrę kochanie - JANUSZ RADEK




no to Poświatowska w mojej ulubionej wersji

oficerki


Obersturmführer przybył z rozkazami:
nie myśleć, nie spać, nie kochać
nie żyć. Wyuczonym ruchem
doświadczonego dyrygenta
nakazał ciszę.

Na drzwiach tabliczka:
przejścia nie ma. Zostało tylko
otwarte okno, brązowe plamki
na liściach juki.

Nadchodzi jesień i Herr Zabójca
stukotem obcasów upewnia się,
że nie istnieją
inne dźwięki.

Zdejmuję kostki mahjonga
muszę dotrzeć do dna,
zobaczyć obraz.

MG

* * * - MARINA CWIETAJEWA


Przyszłam do ciebie o czarnej północy,
Prosząc pomocy.
Ja - włóczęga bez matki, bez ojca,
Nawa tonąca.

Bezkrólewie w dziedzinach moich,
Czerńcy buszują.
Każdy w carskie szaty się stroi,
Psiarze panują.

Któż mi ziemi przeczyć się ważył,
Straży nie morzył?
I któż w nocy nie warzył - warzy,
Nie palił zorzy?

Samozwańcy i psy chutliwe
Rozdarli mnie do cna.
Przed dworzyszczem twym, sprawiedliwy,
Stoję - niemocna!

tłum. Seweryn Pollak

20.08.2010

D H LAWRENCE


- Jest ogromna różnica między prawdziwym zmysłowym istnieniem, a rozpustą, przemyślną rozwiązłością a premedytacją, której wielu z nas się oddaje.
Nocą zapalamy zawsze elektryczność, sami się obserwujemy, układamy to wszystko w głowie.
Człowiek ucieka, zanim się dowie, czym jest rzeczywistość zmysłowa, ucieka w nieznane, rezygnuje z własnych pragnień, z własnego ja. Musi to zrobić. Musi uczyć się nie być, zanim jeszcze zaczyna być. Jesteśmy próżni - na tym to polega. Jesteśmy próżni, ale brak na dumy. Wcale nie ma w nas dumy, tylko sama próżność, jesteśmy ślepo zakochani w naszych jaźniach z papier mache. Każdy wolałby raczej umrzeć, niż zrezygnować ze swojej śmiesznej racji, śmiesznego zacietrzewienia i śmiesznego uporu.


z książki "Zakochane kobiety"

15.08.2010

No love lost - EMINEM "Recovery"


Zastanawiam się, co właściwie pociąga mnie w hip – hopie i chyba przede wszystkim rytm, zaraz potem tekst i wykonanie. Jeśli chodzi o to ostatnie, mało jest wykonawców tego gatunku, którzy robią to na poziomie, dla których liczy się muzyka, a pozostają obojętni na gadżety oraz lansowany image. Do tego typu artystów zaliczam Eminema, dlatego z ogromną ciekawością oczekiwałam jego nowej płyty, zastanawiając się co nowego może mi zaproponować? Czym zaskoczyć? Słucham albumu „Recovery” trzeci dzień z rzędu i wcale nie mam ochoty przestać. Rzadko zdarza się płyta, na której nie byłoby słabego utworu, na najnowszym krążku Eminema - nie ma (no proszę, nawet zaczęłam rymować)/ Można mieć co prawda wątpliwości, do promującego album singla „Not afraid”, bo chwytliwy, bo przebojowy, bo łatwo wpadający w ucho, owszem – to wszystko prawda, ale na pewno nie słaby. Monsieur Marshall nie zawodzi i tym razem zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej i aranżacyjnej. Słychać tu brzmienie zdecydowanie ostrzejsze, momentami przywodzące na myśl dokonania Beastie Boys czy Cypress Hill, echa tych ostatnich ( a ściśle płyty Skull & Bones”) pobrzmiewają mi szczególnie w utworze „On Fire”, ale echa owych muzycznych inspiracji nie powodują wtórności. Eminem pozostaje Eminemem, którego nie można pomylić z nikim innym. Głos, charakterystyczny sposób „wygłaszania” tekstów pozostają niezmienione. Ciekawie na „Recovery” wypadają duety, odnoszę wrażenie, że Eminem pozwala – w granicach swojej wizji danego utworu – na całkowite , muzyczne bycie „sobą” i świetnie łączy obie estetyki. Przykładem jest choćby niesamowicie energetyczny i fantastycznie wykonany kawałek „Won’t Back Down” w duecie z Pink.
Ktoś może powiedzieć, ze to przecież nic nowego, bo mieliśmy już choćby duet z Dido, ale zapewniam, że duety na „Recovery” brzmią totalnie odmiennie, to już nie są kilkuwersowe i kilkutaktowe „wstawki”. Generalnie sporo na tym albumie eklektyzmu, którym - tak to odbieram – artysta się w swoisty sposób „bawi”.
W „Going Through Changes” słyszymy wokal Ozzy Osbourna, wpasowany w utwór do tego stopnia dobrze, że właściwie nawet mnie nie zdziwił ten pomysł. Z zaskoczeniem natomiast i z rozbawieniem odsłuchałam „No Love”, gdzie Eminem moim zdaniem sporo zaryzykował, opierając „kręgosłup” tego kawałka na dość obciachowym przeboju z lat 90-tych
„What Is Love”, który wykonywał Haddaway. Wyszedł z tego eksperymentu obronną ręką, potwierdzając swój dystans zarówno do trendów muzycznych, jak i do własnej twórczości. Jeżeli chodzi o teksty, jak zawsze oberwało się paru osobom z branży i nie tylko (Cinderella Man) choć generalnie na płycie mamy swego rodzaju spowiedź. Eminem nigdy nie owijał w bawełnę, więc i tym razem mówi wprost, bez ogródek o sprawach niełatwych i bolesnych zarówno dla niego, jak i dla jego bliskich.
Mnie ta konfesja nie razi, sprawia, ze jako artysta Eminem staje się wiarygodny.
Fani Eminema, fani hip – hopu po przesłuchaniu „Recovery” nie powinni być zawiedzeni. Marshall nie obniża lotów, nie ulega pokusie produkowania łatwych przebojów, zostaje przy swoim charakterystycznym, nieco szorstkim sposobie rozprawiania się z rzeczywistością.

MG

13.08.2010

Lady Tron



fot. Grzegorz Janoszka

Myślenie (inaczej poznanie lub rozumowanie)
– złożony ciągły proces zachodzący w mózgu, polegający na skojarzeniach i wnioskowaniu, operujący elementami ludzkiej pamięci jak symbole/pojęcia/frazy lub obrazy i dźwięki.
Za miarę efektywności myślenia można uznać inteligencję.


Myślenie, to zbyt trudna sprawa, żeby każdy dyletant mógł się tym zajmować. Ale każdy sądzi, że potrafi myśleć i myśli bez żadnych zahamowań.
                                                                                  Patrick Suskind


Wszelka myśl jest przesadą. Myśleć to przesadzać.

                                                                                   Emil Cioran


Człowiek myśli sobie to i owo, ale jednak najczęściej to.

                                                                                  Sławomir Mrożek

09.08.2010

tryptyk rozpaczliwy


dziewczyna,
która wczoraj była poetką
robi pranie, by zająć czymś ręce.
w jej głowie podstępny pan recytuje
tabliczkę mnożenia: pięć razy siedem
jest trzydzieści pięć. nie mniej
podstępny guzik odrywa się od bluzki,
zwiedza łazienkę i znika w odpływie.

dziewczyna
palcami w pianie bezwiednie wygrywa
solo na bas w rytm głosu pana,
guzika pamięci żałosny rapsod
na dwie ręce, bo dwa razy pięć jest dziesięć
i nie można tego z niczym pomylić. łez,
które płyną od pryskających w oczy mydlin.

* * *

pani ekspoetka
zwleka z pójściem do łóżka. nie chce
zwiedzać cudzych mieszkań wypełnionych
nieznanymi mężczyznami i dziwnym zapachem.

cypress hill zagłusza zawodzącego sąsiada,
on kocha rosyjskie pieśni i nie ma głosu,
ona - wyjścia. kotka mości sobie legowisko
na poduszce, zwinięta w kłębek jak wata

odłazi pasmami. w tym czasie Remi Gaillard
zwinięty w ślimaka blokuje trasę szybkiego ruchu.
what's your name, what's your number? ile razy
jeszcze ocknie się za późno, by zapamiętać?

* * *

pani ekspoetka
w głębokim kryzysie, znów pali
zbyt dużo, zawsze to lepiej, niż
za dużo pić, albo pisać o tym,
że kolejny mężczyzna jej życia
okazał się kolejnym, choć miał być

ostatni. tydzień do urlopu i będzie spędzać
sen z powiek i czas ze wskazówek zegarów.
ostatecznie zawsze znajdzie się coś
do uprania, zagrania lub obdarcia ze skóry.
po wszystkim głęboki oddech i czyszczenie paznokci.

MG

Trzy wiersze o poetkach


Psychoanaliza i mandarynki - Julia Fiedorczuk

Poeta, który dzisiaj jest kobietą,
poszedł na spacer.
Poszła, znaczy
poetka. Ta istota z płci i kości,
pochwycona w binarne szpony opozycji
między naturą i cywilizacją (sic!) kulturalnie
wciela się w rolę obserwatora, wróć,
obserwatorki, a wiersz interpeluje,
interpeluje, powołuje tę chwilową
podmiotowość, obsadza (za przeproszeniem)
w roli. Potrzebny nam jeszcze ekran
(czy są tu jakieś ekrany?), aby dialektyka
miasto-dzika przyroda mogła się uobecnić
w fantazmacie. W ostateczności sklepowa witryna
posłuży za lustro. Ach, już się zaczyna!
W polu spojrzenia
konstytuuje się
skrzynka
małych
pomarańczowych
obiektów.

z tomu "Tlen"



No i (nie zaczyna się) - Agnieszka Wolny - Hamkało

Widmo księżyca oko ma widne
i winne jest naszym upadkom
w nicnierobienie. Kiedy byłam mała
tata nie chciał mnie zaprzepaścić,
tresował. Wiele z tego nie strawione
krąży po ciele. Może z tej przyczyny
znajduję się w piątek nago w miejscu
publicznym (we śnie), uwalniam się.
Śpię i dysponuję zdrową głową, a
także i niezgorszym piórem, które
potrafi zamykać, potrafi otwierać.

z tomu "Gospel"


"jeden, czytany nocą" - Joanna Mueller

wrażam lęk w siebie, tak w ból
głęboko, by móc wyrażać
wrażliwiej, siadam
i patrzę, kiedy niezdarnie
idą się zmagać wierszem
o czułość, gdy podlizują się
językowi, zebrali się tu
na odwagę zwracania ku
sobie uwagi, przemieszczają
toposy jak pionki, by wspólnym
stało się puste, a mania
urosła w rytuał, wydali
z siebie, a to ich teraz na
światło wydaje, więc
wychodzą do przodu plecami, już
ich nie ma wśród tych, co
zostają, słyszę śmiech, wiem
lub przeczuwam, pointa
znów okaże się bolcem, który
bardziej kole, niż boli, boje
się, dopijam piwo i wywołana
wstaję

a Wy wchodzę.

z tomu "Somnabóle fantomowe"

06.08.2010

o Fabryce po łódzku



w końcu i mnie dopadli :)

Magdalena Gałkowska zdaje się doskonale wiedzieć, że warto czasem dopuścić strach do głosu, pozwolić mu krzyczeć przez chwilę, bo to jedyny sposób na ulgę, parę sekund ukojenia. Przy okazji potrafi też dostrzec, że boją się wszyscy- a właściwie wszystkie, bo tu głównie o kobietach będzie- i bez względu na wiek przybierają barwy ochronne, tworzą kamuflaże.

Justyna Krawiec: W Twoich tekstach kobieta jest matką, kochanką, wiedźmą, potrafi kochać, jednocześnie trzymając w dłoni nóż. Kim jesteś? Kim jest Magda Gałkowska?

Magdalena Gałkowska: Przede wszystkim człowiekiem (śmiech). A z byciem człowiekiem wiąże się bycie matką, kochanką, wiedźmą. Czasem mam wrażenie, że urwałam się z choinki i nigdzie nie pasuję, za co winą oczywiście obarczam cały świat. Na szczęście szybko mi przechodzi i wracam do normalności. Pracuję, targam siaty z zakupami, biegam na wywiadówki, odkurzam i gotuję (choć tego nie znoszę) no i piszę wiersze rzecz jasna.


więcej na : http://czytnikliteracki.blogspot.com/2010/08/nie-ikona-i-nie-kolorowanka-troche-o.html

Justyno, bardzo dziękuję.

05.08.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY CZ.6


Jak rozmawiać o poezji?

Na łamach Biura Literackiego toczy się kolejna dyskusja, tym razem na temat sposobu rozmawiania o poezji. Po lekturze kilkunastu wypowiedzi zdecydowanie najbliżej mi do stanowiska Radka Wiśniewskiego, który brak sensownej i twórczej dyskusji upatruje m.in. w lęku przed wykluczeniem. Krytycy albo śpią, albo piszą na zlecenie, czyli tylko o tym, za co mają zapłacone. W związku z tym, że niewiele pomniejszych wydawnictw stać na opłacanie recenzji, można odnieść wrażenie, że w Polsce poezję wydaje się w trzech miejscach. Chlubnym wyjątkiem jest działalność Pawła Kaczorowskiego na portalu Wywrota, nie dość, że wnikliwie analizuje konkretne teksty konkretnych poetów, to jeszcze potrafi w dyskusję wciągnąć userów portalu, a na końcu pisze recenzję tomu, o którym była mowa. W ten sposób ciekawie „obgadano” Przemka Witkowskiego i Olę Zbierską i są zapowiedzi następnych autorów. Skoro więc krytycy milczą, za dyskusję o poezji biorą się sami poeci, przy czym określenia „biorą się” użyłam nieco na wyrost.
Poeta poecie wiersza nie zmiażdży z wielu rozmaitych powodów: a to powiązania towarzyskie, a to wydawnicze, a to jeszcze inne. Trzeba dziś być dyplomatą, obeznanym w „środowisku”, wiedzieć gdzie można powiedzieć i co, komu schlebić, kiedy ugryźć się w język, gdzie się pojawić i z kim, a to wszystko przynosi wymierne korzyści. Poeta, który chce być wydany, musi stać się wytrawnym salonowym lwem, zaryzykuję stwierdzenie, że dziś już coraz mniej jest poetów, a coraz więcej poetyckich celebrytów. Problem tylko w tym, że takie działanie korzyści przynosi poecie, a nie poezji.
Na portalach poetyckich także nie ma miejsca na dyskusję o poezji z tego prostego powodu, że 90% użytkowników takich portali nie ma o niej pojęcia, wszyscy piszą – nikt nie czyta.
Komentarze w takich miejscach sprowadzają się albo do lakonicznych uwag, albo personalnych wycieczek. Niezmiernie rzadko zdarza się trafić na sensowną wymianę zdań. Inna kwestia, że często samym administratorom portali literackich na poziomie nie zależy, raczej chodzi o jak największą ilość użytkowników, a jakość publikacji niestety jest na ostatnim miejscu.
Jak więc rozmawiać o poezji? Przede wszystkim odważnie i językiem, który będzie zrozumiały dla czytelnika. Czytelnika, który pisaniem się nie zajmuje, ale owszem wiersze czyta i chętnie poczytałby także o wierszach. Niestety póki co większość recenzji to bełkot hołdujący zasadzie, że niezrozumiale = mądrze. Czasami chciałabym zapytać krytyka, czy on naprawdę wie o czym napisał i czy te, sprawiające wrażenie mądrych, naszpikowane fachowymi określeniami, okrąglutkie zdania tak naprawdę w ogóle coś znaczą? Osobiście mam poważne wątpliwości. Choroba na bredzenie zaczyna się od tzw. „blurbów”, a kończy na recenzjach właśnie.
Z przykrością stwierdzam, że poezji najbardziej szkodzą sami poeci, nie tylko poprzez nieudolność w pisaniu, ale także poprzez udział w tworzeniu takiego „środowiska”, jakie obecnie mamy. Poezji szkodzą krytycy, którzy zamiast rzetelnie wykonywać swoją robotę zajmują się lansowaniem i wyznaczaniem trendów bez zwracania uwagi na poziom tego, co lansują. Wreszcie poezji szkodzą sami wydawcy, którzy stawiając na zysk, często zapominają o jakości.
Dyskusja o poezji będzie możliwa dopiero wtedy, gdy całemu tzw. „środowisku poetyckiemu” naprawdę zacznie chodzić o poezję.

01.08.2010

Trzy wiersze o świecie


"* * *" - Marzanna Kielar

Słońce pojawia się wczesnym rankiem i późnym
                                                                             popołudniem,
jak pustynna, jaskrawa roślina, co nie chce tracić wilgoci.

Rozsypane w trawie lodowe ziarna płoną wtedy
acetylenowym blaskiem.
Palą się polodowcowe rynny i wytopiska w oszronionych
                                                                                            lasach,
zatorfione jeziora o wodach barwy jodyny, do których
                                                                                    zwalono
ciemne foliały chmur;
spala się świat, który u Platona był ogniem, wodą,
                                                                    powietrzem i
ziemią. Nade wszystko ogniem, wznieconym z lodu,
                                                                               kamienia,
aby świat był widzialny.

z tomu "Monodia"


"Świat" - Piotr Gajda

Nie wiem nic o podróżach tropikalnych owoców. W chłodni,
w ukryciu przed słońcem, na oślep. Przestrzeń pęka, trzaskają
jej ścięgna. Horyzont ma obły kształt, to półmisek pełen

zimnych mięs. Od szronu skórka kiwi jest szorstka. To krowi ozór
albo nieogolony policzek teścia, którym niewinnie drażnił pysk
cielaka, a w ręku ściskał nóż.

z tomu "Zwloka"



"Biel" - Piotr Kuśmirek


natrętny obraz: śnięte pstrągi, skaliste jeziora
wyrzucone na brzegi pełne porostów, małe litery.
jeśli dorastałem, to w królestwie zamkniętych okiennic

są we mnie ciasne korytarze, wietrzne przedsionki, pokoje
z widokiem do wewnątrz. są ślady i warkot silników
na niebie zimnym jak tundra. cukierki na śniegu

stąd już blisko.

z tomu "Zimne zabawki"