Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


05.08.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY CZ.6


Jak rozmawiać o poezji?

Na łamach Biura Literackiego toczy się kolejna dyskusja, tym razem na temat sposobu rozmawiania o poezji. Po lekturze kilkunastu wypowiedzi zdecydowanie najbliżej mi do stanowiska Radka Wiśniewskiego, który brak sensownej i twórczej dyskusji upatruje m.in. w lęku przed wykluczeniem. Krytycy albo śpią, albo piszą na zlecenie, czyli tylko o tym, za co mają zapłacone. W związku z tym, że niewiele pomniejszych wydawnictw stać na opłacanie recenzji, można odnieść wrażenie, że w Polsce poezję wydaje się w trzech miejscach. Chlubnym wyjątkiem jest działalność Pawła Kaczorowskiego na portalu Wywrota, nie dość, że wnikliwie analizuje konkretne teksty konkretnych poetów, to jeszcze potrafi w dyskusję wciągnąć userów portalu, a na końcu pisze recenzję tomu, o którym była mowa. W ten sposób ciekawie „obgadano” Przemka Witkowskiego i Olę Zbierską i są zapowiedzi następnych autorów. Skoro więc krytycy milczą, za dyskusję o poezji biorą się sami poeci, przy czym określenia „biorą się” użyłam nieco na wyrost.
Poeta poecie wiersza nie zmiażdży z wielu rozmaitych powodów: a to powiązania towarzyskie, a to wydawnicze, a to jeszcze inne. Trzeba dziś być dyplomatą, obeznanym w „środowisku”, wiedzieć gdzie można powiedzieć i co, komu schlebić, kiedy ugryźć się w język, gdzie się pojawić i z kim, a to wszystko przynosi wymierne korzyści. Poeta, który chce być wydany, musi stać się wytrawnym salonowym lwem, zaryzykuję stwierdzenie, że dziś już coraz mniej jest poetów, a coraz więcej poetyckich celebrytów. Problem tylko w tym, że takie działanie korzyści przynosi poecie, a nie poezji.
Na portalach poetyckich także nie ma miejsca na dyskusję o poezji z tego prostego powodu, że 90% użytkowników takich portali nie ma o niej pojęcia, wszyscy piszą – nikt nie czyta.
Komentarze w takich miejscach sprowadzają się albo do lakonicznych uwag, albo personalnych wycieczek. Niezmiernie rzadko zdarza się trafić na sensowną wymianę zdań. Inna kwestia, że często samym administratorom portali literackich na poziomie nie zależy, raczej chodzi o jak największą ilość użytkowników, a jakość publikacji niestety jest na ostatnim miejscu.
Jak więc rozmawiać o poezji? Przede wszystkim odważnie i językiem, który będzie zrozumiały dla czytelnika. Czytelnika, który pisaniem się nie zajmuje, ale owszem wiersze czyta i chętnie poczytałby także o wierszach. Niestety póki co większość recenzji to bełkot hołdujący zasadzie, że niezrozumiale = mądrze. Czasami chciałabym zapytać krytyka, czy on naprawdę wie o czym napisał i czy te, sprawiające wrażenie mądrych, naszpikowane fachowymi określeniami, okrąglutkie zdania tak naprawdę w ogóle coś znaczą? Osobiście mam poważne wątpliwości. Choroba na bredzenie zaczyna się od tzw. „blurbów”, a kończy na recenzjach właśnie.
Z przykrością stwierdzam, że poezji najbardziej szkodzą sami poeci, nie tylko poprzez nieudolność w pisaniu, ale także poprzez udział w tworzeniu takiego „środowiska”, jakie obecnie mamy. Poezji szkodzą krytycy, którzy zamiast rzetelnie wykonywać swoją robotę zajmują się lansowaniem i wyznaczaniem trendów bez zwracania uwagi na poziom tego, co lansują. Wreszcie poezji szkodzą sami wydawcy, którzy stawiając na zysk, często zapominają o jakości.
Dyskusja o poezji będzie możliwa dopiero wtedy, gdy całemu tzw. „środowisku poetyckiemu” naprawdę zacznie chodzić o poezję.

21 komentarzy:

  1. Wnikliwa i rzetelna analiza tzw. środowiska.

    Generalnie zgadzam się z tym co tutaj napisałaś Magda, moje wątpliwości budzi jednak wniosek końcowy. Nie jestem pewien, czy chodzi o stosunek do o poezji czy o to, że poezja jest spychana na margines życia z czysto prozaicznego powodu: z tego nie da się wyżyć, nawet na najmarniejszym poziomie.

    Moim skromnym zdaniem, brakuje pieniędzy dla poetów (oprócz noblistów), sponsorów, rynku czasopism z budżetem, etc. Może to zabrzmi brutalnie, ale pieniądze są jak woda dla wszelkiego rodzaju twórczości, pozwalają poświęcać czas tworzeniu.

    Owszem znajdzie się zawsze kilku poetów buntowników, a co z resztą? Jak pogodzić pracę, naukę, obowiązki z całodobowymi sesjami pisania?

    Właściwie, to sam nie jestem do końca pewien jak to jest? Czy Poeta powinien poświęcić wszystko tworzeniu i zaryzykować przyszłość, czy powinien mieć wsparcie finansowe i w razie niepowodzenia poetyckiego, mieć możliwość znalezienia sobie innego zajęcia w życiu?

    Boję się jednego, że pisanie poezji "na poważnie" stanie się zajęciem tylko dla ludzi bogatych albo buntowników i desperatów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po lekturze Dzienników oraz książki "Jej mąż. Ted Hughes i Sylvia Plath", mam mocne przekonanie, że w Polsce Sylvia Plath nie zrobiłaby kariery jako poetka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. z poezji nie da się wyżyć to prawda, poezja może być jedynie hobby ponieważ jest niedochodowa - masz całkowitą rację. obcina się budżety czasopismom, uzyskanie jakichkolwiek środków na organizację poetyckich imprez od instytucji zajmujących się kulturą jest praktycznie niemożliwe - przynajmniej w Poznaniu. prywatni sponsorzy prędzej wyłożą kasę gwiazdki pop, bo to im przyniesie większe korzyści. niestety takie zachowania - o czym pisałam - powielają sami poeci. tu już nie chodzi Wojtek o sztukę, o słowo pisane, o piękno - tu chodzi o interes. pisze się to, co teraz jest akurat w modzie, sam niedawno na ten temat grzmiałeś, bo to, co modne łatwiej wydać. jakie jury jakiego konkursu nagrodzi kogoś kontrowersyjnego? nietuzinkowego? o wiele bezpieczniej jest nagradzać kolejnych epigonów, parafrazując "podobają mi się te wiersze, które już znam".
    gdyby faktycznie poezja istniała w mediach, gdyby o niej dyskutowano na łamach tych literackich czasopism, które jeszcze podrygują w agonii, gdyby się o poezję spierano - może wtedy zdołalibyśmy pokazać, że polscy poeci to nie tylko ci, którzy są martwi.
    tymczasem nawet jeśli uda się we współczesnej prasie gdzieś wcisnąć jakiś wiersz, to najczęściej małym druczkiem na ostatniej stronie.
    tak - obawiam się, że gdyby Plath pisała dzisiaj w Polsce, żadnej książki by nie wydała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic dodać nic ująć. Zgadzam się całkowicie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie znam środowiska o którym piszecie i pewnie nie poznam. Pomimo tego - wiem gdzie szukać poezji. Wiem co jest poezją a co nią nie jest. Poezja to pasja, zarówno dla czytającego jak i dla piszącego. Trendy są lansowane i nic na to poradzić nie można. I proszę wziąć pod uwagę - że jestem laikiem i głosy krytyków biorę pod uwagę tylko wówczas, gdy zgadzają się z moim odbiorem tego - co oceniają. To jest jak z jezzem - zawsze jest i będzie miał słuchaczy, nawet wówczas gdy będzie niszową muzyką obok współczesnego pojmowania jej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Grześ - i chwała Ci za to! :) Oby więcej ludzi wiedziało gdzie szukać poezji i co nią jest.

    OdpowiedzUsuń
  7. To walka z wiatrakami. Współczesny kapitalizm wdarł się już w każdą dziedzinę aktywności - liczą się wyniki sprzedaży, liczba userów itd. Pokutuje przeświadczenie, że dawniej to się czytało i znało na poezji a ona zawsze była i będzie niszowa. Szkoda, że w tę niszowość, która powinna mieć swój styl i sznyt doskonale zadomowiła się powszechna tandeta. Widzę po różnych osobach, znajomych, że niewiele rozumieją z tzw. "współczesnej poezji" a jeszcze mniej z komentarzy i recenzji do niej - balonik napompowany powietrzem jak balon. Komu ma to służyć?

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wiem Patryk, dlatego proponuję: rozmawiajmy o poezji, do tego nie trzeba mieć kwalifikacji.

    OdpowiedzUsuń
  9. 90 % na portalu? Jak nie więcej. Ja to codziennie wszystko czytam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Tomek - wiem i naprawdę współczuję, nawet w czasach kiedy miałam jeszcze zapał do komentowania, po 3 lub 4 takich "wierszach" mi się kończył.

    OdpowiedzUsuń
  11. problem w tym że to dotyczy nie tylko netu - ci bogaci wydają sobie sami w wersji książkowej, ku chwale olimprasji skłóconych bogów, klawiatury serca oraz wiecznego żyda z bazooką lęku (parafrazując niektóre frazy pewnego "poety")
    KS

    OdpowiedzUsuń
  12. "proponuję: rozmawiajmy o poezji, do tego nie trzeba mieć kwalifikacji" - niestety szkoła, cała otoczka wobec poezji, która ma ocalać - jest wielka i ważna powoduje, że bardzo przeciętny a czasem nieco przypadkowy jej odbiorca boi się pyszczek otworzyć, wobec całej tej magii, nutki tajemnicy i dekadencji.
    zwinęłaś się z fb?

    OdpowiedzUsuń
  13. no to czas przestać robić rybę :P
    mhm zwinęłam - zaczelam szanować swój czas :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Smutne to wszystko. I paradoksalnie - jedyne wyjście to getto. Getto poetów dla poetów, czy raczej twórców dla twórców. Wolnych i mających bzika na punkcie tworzenia - bo tylko tacy potrafią bezinteresownie docenić rzecz dobrą kolegi/koleżanki a nie pluć jadem z zazdrości. Poza tym - nie czarujmy się: nie wierzę w smak i genialne wyczucie poezji tzw. szarego człowieka. To postsocjalistyczna fikcja.
    W towarzystwach twórczego odosobnienia nie ma siły ażeby nie zetknąć się z autentykiem "beztrendowym". Owe grupki będą chyba ostatnim bastionem wartościowego pisania a jednocześnie permanentnego odbierania i reagowania na (S)sztukę. Tak sądzę
    pozdr.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale z drugiej strony moi mili - żeby mi nie było za łatwo - sublimacja - to też nie wyjście. Przyznać muszę, że arcydzieła Paganiniego, Bacha czy Haendla, trafiały pod strzechy, lud czarowały, mimo że ówże lud nie znał autora i nazwy Kaprysu nr 24, czy Toccaty g - moll. I cóż? Pozostaje tworzyć. Bez względu czy ktokolwiek przeczyta, czy ktokolwiek wyda. Czy to nie jest własnie sedno sztuki - samotny Bach przy swoich organach, wysoko ponad ziewającymi ludźmi, czy zmagający się ze swoimi demonami, udręczony bezustanną grą na skrzypkach Niccolo? Przestaliby tworzyć gdyby mecenasi wstrzymali im pensje?
    A.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bach, Haendel, Paganini pod strzechami? czarowali lud?. Czarowały bo było to odległe i niezrozumiałe, tak samo jak msza po łacinie wraz z całą celebrą. To taka sama wiara, że Mickiewicz i Słowacki trafili pod strzechy. Tymczasem najprawdopodobniej traktowani byli stricte politycznie i doraźnie - cytowano ludowi fragmenty dzieł, których uczyli się na pamięć, bo to było potrzebne do "podtrzymania narodu i polskości". Tak jak obecnie "obrońcy krzyża" powtarzają jak mantrę "tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem..."

    To podtrzymywanie mitu, który obecnie podtrzymuje chocholi taniec.

    OdpowiedzUsuń
  17. ale Panowie, zdarza się, że na spotkania autorskie przychodzą tzw. czytelnicy, którzy pisaniem poezji się nie zajmują, mam kontakt z takimi osobami, nie dalej jak wczoraj napisała do mnie dziewczyna z Krakowa, która pisze magisterkę o Świrszczyńskiej i Solistkach. więc nie przesadzajmy, że czytelników kumających bazę nie ma, bo są. fakt, sporadyczne to przypadki. ale są.
    Artur - oczywiście, ze tworzyć nie oglądając się na to czy opublikują i wydadzą, na tym cała rzecz polega. dziś sobie ucięłam pogawędkę ze znajomym poetą i powiedział mi, że on ma dość przyzwoitych książek i wierszy, on chce dobre ksiązki i wiersze :) podzielam jego "chcenie" :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No tak. Ja z kolei uważam, że wszystko jest dziś za bardzo dostępne i łatwe. Każdy może wydać sobie książkę, czy na papierze, czy e-booka. Może założyć bloga, może zarejestrować się na wszystkie możliwe fora i portale i wrzucać tak wszystko co uważa za poezję. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że potem skuma się zazwyczaj z jakimś "kółkiem wzajemnej adoracji" i skutki są jakie widzimy dziś na rynku wydawniczym. Zasada działania ta sama wg mnie. Poza tym, brak nam autorytetów z prawdziwego zdarzenia, którzy potrafiliby docenić jak i zganić - z szacunkiem oczywiście. Dominuje bylejakość, a wszelkie próby przeciwstawienia się temu zjawisku są wykpiwane, mieszane z błotem zmowy. Przy czym nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych. Mam możliwość obserwacji zjawisk ogolnie mówiąc poetyckich, czy szerzej - literackich z kilku płaszczyzn: twórca, animator, wydawca. Pamiętam, gdy zakładaliśmy pismo, większość moich znajomych się po prostu ze mnie śmiała, a dziś sami przesyłają do mnie teksty, bo dawno ich nie było nigdzie ;-) Podobnie z organizacją imprez, z festiwalami - są niby panele, dyskusje itd.. - jeśli zaprasza się mainstream, to jakie wtedy mamy dyskusje? Poklepywanie się? Głaskanie? Dlatego sam wymyśliłem imprezę, która w zamierzeniu miała być lokalna, a zrobiła sie ogólnopolska. Najważniejszy okazał się kontrast - różne głosy. Wtedy zmiażdżył mnie (pozytywnie) swoją postawą Tomek Pułka wykonujący "lokomotywę" Tuwima. Jednak można i tak!!!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale to właściwie odosobniony przypadek. A na pytanie jak rozmawiać o poezji odpowiadam - nie rozmawiać! Szkoda naszego czasu i zdrowia. Lepiej poczytać, pójść na rower. Pójść na piwo, ale nie z poetami, lepiej z malarzami np.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Z malarzami nie. Oni nigdy nie maja na piwo.

    OdpowiedzUsuń
  21. Paweł - mnie niestety (podobnie jak Edka) Poznań przywalił, beton z jakim się spotkałam skutecznie zniechęcił mnie do robienia czegokolwiek, teraz Ryba jest pełen entuzjazmu - oby Mu się udało :)
    głosuję za pójściem na rower, natomiast najlepiej pije się z filmowcami - amatorami i pokerzystami :)

    OdpowiedzUsuń