Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


08.09.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY CZ. 7


Czyli kryzys panie! Kryzys!
Nie siedzę i nie piszę. Nie piszę bo choć mam o czym, to nie mam jak. Moje „jak” się wyczerpało i szukam nowego, ale jak niektórym zapewne wiadomo nowy „jak” jest trudny do znalezienia.
Na swoim wieczorze autorskim mój kolega po piórze Maciej Gierszewski wyznał, że pisze bardzo rzadko, ponieważ z racji tego, że mnóstwo czyta – nie chce pisać o tym, o czym już ktoś napisał i to lepiej od niego. Przyznaję, sporo dały mi te słowa do myślenia, biorąc pod uwagę fakt, że wyprodukowałam trzydzieści wierszy w dwa miesiące. Rzecz jasna początkowo wydawały mi się może nie genialne, ale bardzo dobre i koncepcja zrobienia z nich kolejnej książki niebywale mnie radowała. Na szczęście zapał nieco ostygł, a po nabraniu dystansu i po kolejnej lekturze mojego „dzieła” doszłam do wniosku, iż do czegokolwiek nadaje się może 1/4 z tych wierszy.
W jednej z rozmów inny mój znakomity kolega Robert Rutkowski zauważył, iż przyzwoitych książek mamy sporo, a on ma już dość przyzwoitych książek i czeka na bardzo dobrą ba! Może nawet genialną? Postanowiłam zastosować się do własnej rady, udzielanej niejednokrotnie innym piszącym i kiedy ogarnia mnie przymus pisania, to siadam i czekam, aż mi przejdzie.
Dlaczego? Otóż dlatego, iż moim skromnym zdaniem dość mamy współcześnie miernych i marnych poetów piszących mierne i marne książki, dość mamy sieczki lasującej mózg i lansowanej wszem i wobec. Zastanawiam się tylko czy fakt, iż nie chciałabym do tej menażerii dołączyć świadczy o moim zdrowym rozsądku, czy o wybujałym ego?
Ostatnio pożaliłam się przyjacielowi, nie związanemu (na szczęście) z literaturą, ani tym bardziej z poezją, pozwalając sobie nawet na delikatne użalenie się nad sobą :), a on mnie spytał po prostu: czy ty musisz napisać następną książkę? Odpowiedziałam: nie. I wszystko stało się proste :)
Fakt, że nie piszę, nie oznacza, że mnie nie ma. Może nawet właśnie wtedy bardziej JESTEM, a przynajmniej mocniej to BYCIE czuję. Przez ostatnie kilka lat z każdego fragmentu mojego życia (i życia innych często też) robiłam wiersz. Czas odpocząć. Czas pomyśleć o tym, czego się chce od siebie i jakie ma się oczekiwania wobec innych. Czas zastanowić się nad tym komu (poza mną rzecz jasna) to moje pisanie jest potrzebne? Teraz to robię, a kiedy przyjdzie czas, być może napiszę coś, co nie będzie traktowało o niepisaniu :)
I w ten właśnie sposób potwór "kryzys" przestał kłapać paszczą i spędzać mi sen z powiek.
No i nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam tyle, ile czytam teraz :)

6 komentarzy:

  1. a moi zdaniem, jeśli czuje się potrzebę pisania, powinno się pisać. Nie koniecznie od razu, musimy traktować to jako literaturę przez wielkie L - wiesz Magd... - mam znajomego, który komponuje muzykę - nie zawsze tworzy - ale gra bardzo ciągle - swoją i nie swoją muzykę. To tak jak z poetą/tką - czyta, pisze - ale tylko najlepsze kawałki zostawia jako coś - co uważa za gotowe.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo ciągle - fajnie wyszło - choć przez przypadek - nieuwagę :)

    pozdrawiam Magd...

    OdpowiedzUsuń
  3. Możesz nie pisać. Pewnie. Tylko powiedz, skąd będziesz wiedziała, że czas już zapisywać? Liczysz na komunikat z offu?
    Pisanie nie jest ani dobre, ani złe. Podobnie odmowa pisania. Jeśli wolisz nie pisać, to ok. Jednak oczekiwanie na arcydzieło napełnia mnie obawą. Takie pompowanie ego zawsze kończy się totalną frustracją.

    OdpowiedzUsuń
  4. można pisać lub nie, można powstrzymywać chęć pisania. tylko to jest jak bomba zegarowa. ale jedno jest pewne - takie wagary pozwalają czasami na zdrową ocenę ;) (moim skromnym oczywiście).

    OdpowiedzUsuń
  5. Grzesiu, Marek, Rafał - to nie jest oczekiwanie na arcydzieło, to brak potrzeby pisania gniotów. Nie wiem skąd będę wiedziała, może nie będę wiedziała? Chce mieć poczucie, że napisałam coś, co chciałam napisać, coś co jest moje, a na razie nie mam takiego poczucia, to wszystko, co bazgrzę uważam za beznadziejne tak po prostu. To zaledwie coś na rozpisanie się, na rozpęd, ale nie wiersze, a przynajmniej nie takie, jakie chciałabym napisać.
    I zdecydowanie to nie jest pompowanie ego, nie widzę potrzeby robienia czegokolwiek na siłę. A pisanie na siłę to już totalny koszmar.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak się to wszystko samo uwolni, to będzie latać i autorka też się siłą rzeczy załapie na ekstatyczny wzlot ku słońcu. Jak się nie uwolni to siedzi w klatce i rozgrzebuje tylko takie skutki: pisać? nie pisać? Wydawać? nie wydawać?. Jak nie chce latać to nic na siłę. Musi nabrać radości w pióro. Tako rzecze nocny ;)

    OdpowiedzUsuń