Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


31.10.2010

Magdalena



pamięci mojej prababci Magdaleny Osińskiej 1898 - 1996


wyszłaś jak się wychodzi ten ostatni raz.
za oknem ptaki dawały sygnał do odlotu.
została jeszcze chwila, a telefon milczał.

kobieta, która kupowała ci gazety, marzła
na balkonie nad kawą i pytała wzrokiem.
zatrzymał się na mnie jeden długi wdech,

zaciągany jak oczko w pończosze. potem cisza,
aż stało się jasne, że wszystkie sukienki,
bielizna i chustki nie są już potrzebne.

historie opowiadane z kubkiem słabej kawy,
szydełko w rękach, cienkie nitki żyłek
powiązanych w kształty. wzorem twoich świętych

mówiłaś: szczęściem, dziecko, będzie to, co dasz.
innym nigdy nie pozwól zapłakać po sobie,
wiesz, że to wszystko mamy zapisane,

jak listę zakupów, jak pierwsze literki
ułożone w opowieść o kocie i mleku,
kołysankę śpiewaną z głową na poduszce.

teraz tylko ja będę czytać z tablic
twoje imię, ten ślad odciśnięty w kamieniu
pod liśćmi brzozy, z którymi opadam.

MG

* * *


Wszelako jest jeszcze Inny którego Imię nigdy nie bywa wymawiane,
jest on bowiem Wyrzutkiem Wygnanym i Nieba i z Piekła,
jednako potępionym wśród wyższych Bytów i na ziemskim padole.
Jego Imię wykreślono z każdej Księgi i Tablicy zasię jego Wizerunek zniszczono
w każdym Miejscu, gdzie Ludzie oddawali mu cześć.
On jest Wyklęty i budzi najwyższy Strach, na jego bowiem Rozkaz
zmarli powstają z grobów i Słońce samo gasi swój blask.


Codex Demonicus 1526r

29.10.2010

O.CHILDREN




dziś zostali mi objawieni. nigdy nie sądziłam, że będzie mi dane usłyszeć jeszcze TEN głos. wrażenie jest tak niesamowite, jakby śpiewał Ian Curtis. nie mówiąc już o tym, że ktoś jeszcze chce grać taką muzykę.

25.10.2010

Kyoto Song - THE CURE






utwór z płyty "The Head On The Door"

głowa na drzwiach




gorąca filiżanka i gasnące latarnie,
ulica nabiera rozpędu, światło
krystalizuje się obok łyżeczki
przesypują się resztki snu:

brutalnie przypomniana
czyjaś zazdrość o ciało i strach,
że to coś więcej, lepki
i słodki jak kostka czekolady
rozpuszczana w mleku.

kilka dni schodzenia ze szczytów
zdobytych przez przypadek,
o którym żadne nie chce myśleć,
pamięć dopada tuż po przebudzeniu,

zatacza ciemne kręgi
na jasnych powierzchniach. ciągle jeszcze
masz głos i coś do oddania. ściskany
w dłoniach plik uzbieranych czerwońców.

MG

20.10.2010

Cień wiatru - CARLOS RUIZ ZAFON




- A co pan lubi w kobietach?
- Tak naprawdę to niewiele wiem o kobietach.
- Wiedzieć to nikt nie wie, ani Freud, ani one same, ale to jest jak elektryczność: nie trzeba wiedzieć jak działa, żeby cię kopnęło. [...]
- Ale wie pan i proszę nie brać tego do siebie, w kobietach najlepsze jest ich odkrywanie.
I nic się nie może równać z tym, gdy dochodzi do tego po raz pierwszy.
Bo człowiek nie wie, co to życie, dopóki po raz pierwszy nie rozbierze kobiety.
Guzik po guziku, jakby obierał gorący ziemniak w zimową noc.

* * *

Pomieszczenie było pełne krucyfiksów. Zwisały ze stropu podwiązane do sznurków, wisiały na ścianach przybite gwoździami. Były ich dziesiątki z trudem, bo z trudem, ale można było je dojrzeć walające się po kątach, wycięte nożem na drewnianych meblach, wydrapane w płytkach podłogowych, namalowane czerwienią na lustrach.

* * *

Wyjął z kieszeni pudełko zapałek. Zapalił jedną. Światełko płomyka oświetliło jego twarz. Zmroziło mnie. Osobnik ten nie miał ani nosa, ani ust, ani powiek. Właściwie nie miał twarzy, bo ta pokryta była jakby maską czarnej, pooranej bliznami, zżartej przez płomienie skóry.


Carlos Riuz Zafon "Cień wiatru" Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2005r


18.10.2010

piosenka o złej



rys. Romka Gałkowska

Jest w mieście Łodzi długa ulica,
co pięknem swoim wszystkich zachwyca
na wymienionej, gdzieś tak w połowie
mieści się lokal, co się zowie

kawiarnią, w dodatku otwartą z rana
lecz nie uświadczysz tam barmana,
za to niewiasta z licem ponurem
zaparzy tobie koszmarną lurę.

Jako jedyni goście siedzimy
naprzeciw siebie i nie nudzimy
się ani trochę, rozmowa wartko
płynie jak wiersz na czystą kartkę.

Barmanka długo na nas złym okiem
spogląda i nagle szybkim krokiem
przemierza salę, dopada drzwi
chwilę przy drzwiach bez ruchu tkwi,

potem zdecydowanym ruchem zamyka
i zmierza do nas, wprost do stolika.
Staje nad nami, wyjmuje nóż
w powietrzu nagle wiruje kurz.

Sześć szybkich ciosów i nasze ciała
już nie podobne do nas, bez mała
kwadrans wystarczył kobicie,
by nam skutecznie odebrać życie.

Krew kapie z noża na podłogę,
barmanka szybko cofa nogę
i szepcze głosem jakby z oddali:
"mówiłam kurwa. tu się nie pali!"

MG

17.10.2010

Z widokiem na twoje ucho - Osiecka, Przybora i listy.




"Listy na wyczerpanym papierze" - zbiór korespondencji Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory z lat 1964 - 66 ułożony i opatrzony komentarzami przez Magdę Umer.
W 41 nr Gazety Wyborczej z 15.10.2010r świetny skrót tej historii autorstwa Grzegorza Sroczyńskiego.

Przybora z Paryża:
Owszem, ładne miasto, ale wybudowali je strasznie daleko od Ciebie, tak jakoś nieprzewidująco i po co jeszcze ci Niemcy w środku
w notatniku zapisuje:
Ile szczęście z powodu dotknięcia czyjegoś policzka i Ktoś przemówił do mnie tym samym językiem, moim językiem

Osiecka:
Myślałam, ze zwariujesz od tego Paryża i nie będziesz miał do mnie głowy. A tu - ho ho!
Śni mi się, ze Ciebie całuję. Nie wiem czy spotkaliśmy się in a wrong time and in a wrong place, ale wiem, ze tak musiało być. Nie, nie widzę przed nami za dużo spokoju.


więcej: "Listy na wyczerpanym papierze" A. Osiecka, J. Przybora.

14.10.2010

Dolna Wilda


Edwardowi

dobrze oświetlone studio parkietów:
z nami zawsze ci się klei do stóp,
jak dobrze wyprofilowany chodnik.

omijam przytulone do oficyn świeże plomby
w uzębieniu ulic. dwie metafizyczne
żaby z wiersza wykonują w mojej głowie
kankana.wyłupiastymi oczami śledzą

aż do skrzyżowania. kochanek jest daleko,
z zalanego morzem fragmentu lądu
pisze: zawsze będę czekał. czekaj
cierpliwy chłopcze, aż przestanę dryfować,

osiądę na mieliźnie albo
zarzucę kotwicę: w asfalt,
obłe ciała żab
lub błyszczący parkiet.

MG

13.10.2010

Śmiertelna kolej rzeczy i słów – Sławomir Hornik „Południe pozdrawia północ”


W „Przeciw poetom” Gombrowicz pisał : „oni (poeci) bronią się przed rzeczywistością, nie chcą jej widzieć, ani uznać; wprawiają się umyślnie w stan oszołomienia, który nie jest siłą, lecz słabością”.
Po lekturze tomu Sławomira Hornika nasuwa się pytanie: a co, jeśli uznają rzeczywistość, lecz przetworzoną? Rzeczywistość powstałą w pętli czasu, złożoną w kolaż z obrazów przeszłości i teraźniejszości. Tu rzeczywistość ulega rozszczepieniu na dwa równoległe, kompatybilne ze sobą światy., z pozoru tylko przeciwległe, jak dwa bieguny: północny i południowy”. Dwie rzeczywistości, z których jedna wydaje się objaśniać drugą, jest rodzajem przypisu, pomaga zrozumieć i znaleźć punkt odniesienia. Stąd zapewne w wierszach Hornika częste odniesienia choćby do historii biblijnych które jawią się jako swoista próba znalezienia punktów stycznych, kotwicy, która rzucona powala zatrzymać się w dowolnym miejscu, nie powala dryfować. Gdzieś na obrzeżach obu światów egzystuje absolut, uniwersalny ojciec, bóg - jakkolwiek zostanie nazwany jest siłą sprawczą, napędem i powodem, dla którego wszystko się dzieje.
Samoistnie narzuca się przy lekturze tych wierszy przywołana wcześniej przeze mnie biegunowość: północ – południe, chłód – ciepło, mrok – światło.
Stanisław Grochowiak w wierszu pt: „Rozstanie" pisze tak:

Jest gdzieś północ której nie zobaczę
Północ światła
I północ doby
Czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą
Pod którą tylko
Śmierć się urodziła.


Śmierć w poezji Hornika nie jest czymś, co dopiero ma nastąpić ale czymś, co jest wciąż blisko, tuż obok; czymś niemalże upersonifikowanym. Północ to granica, to – paradoksalnie – czas narodzin śmierci. Sporo w książce, utrzymanych właśnie w tym duchu (memento mori) wierszy retrospektywnych, w pewien sposób rozliczających czas miniony, ale – odnoszę wrażenie – stanowiących jednocześnie rodzaj mapy, dzięki której to, co nadejdzie stanie się łatwiejsze do przebycia.
Dwa równolegle światy: z jednej strony człowiek, jego ciało zachodzące w nim procesy, psychika i fizjologia; z drugiej – natura, żywioł przecie nierozerwalnie z nim połączony. Motyw przenikania się przeciwieństw jest dla tego pisania bardzo charakterystyczny. Są momenty w których czytelnik traci „orientację”, w której rzeczywistości akurat się porusza.
Sławomir Hornik nie czyni w języku rewolucji, nie porusza się na semantycznej krawędzi. Język jego poezji jest klarowny, czysty, pozwala bez trudu na zrozumienie intencji autora, na pojęcie opisywanych rzeczywistości. W przypadku poruszania się po tak rozległych przestrzeniach stanowi to niewątpliwy atut., w związku z czym wyprowadzić czytelnika na manowce poznania może jedynie wprawiona w ruch przy pomocy emocji wyobraźnia.
Wspomniałam o śmierci, ale po drugiej stronie jest przecież życie nieustannie podejmowane próby istnienia „od nowa”, próby nadawania rangi monotonnym czynnościom, poszukiwania na nowo sensu.
W tym przypadku Gombrowicz nie miał racji. O ile „stanem oszołomienia” i „słabością” jest w poezji Sławomira Hornika śmierć; o tyle w pełni widzialna i doświadczana rzeczywistość oznacza życie.

znikaj. wracaj. karolina. list czwarty.


Nauczyć się tego krótkiego języka. Stuk, puk,
stuk, puk. Odpowiadaj. Bo nie pamiętam, kiedy

jej powiedziałem, że cię niema, że wyszedłeś
(bo przecież nie to, że umarłeś; tego się żywym
nie mówi, poświadcza się ruchem firanki, ciepłym
zagłębieniem w fotelu). Tu, gdzie przykładam rękę

tylko ściany, nie ta składnia, suche lacrime,
bo wiesz, że przyjdzie kiedyś jedno zdanie, które

zwróci.


Językami będą mówić. mam mówić.


Może jest inne wyjście - jakiś list od niego,
żeby przeszmuglował cię przez granicę, przywiózł
całego i zdrowego z powrotem, bo to była pomyłka.
I skądkolwiek teraz jesteś przyjedziesz umorusany
ziemią, niebem, śniegiem, a może cały będziesz
w ogniu, bo pomylili faktycznie bilet i dlatego

wszystko parzy, pachnie dymem, jak tony listów,
na które trzeba odpowiadać, podczas czytania
schylać się nad zapałką. Jakby była tobą. Tulić.

Jak dziecko. I jeśli znajdą mnie kiedyś klęczącego,
z głową przy ziemi, będę pisał, język umoczę w winie,
usta oblepię okruszkami ze stołu.


ósma pora roku

***

On mówi przez sen, że kiedy spotkamy miasto
wielkie jak step skłonimy się sobie i usta nasze
spotkają się z mrozem.


Wszystkie śnieżki słuchają dzisiaj diabła i

skaczą w dół, co potem kończy się małą diasporą
na środku mojego parapetu. Te ich modły, ciche
jak kadysz, długie jak dym. Nie ma się miejsca

żeby dziwiło Ojcze Nasz, Którego Tutaj Nie Ma.
Skoro na szybie ktoś rozpisał partyturę szronu
śnieg, który zaczął padać właśnie ją bezbłędnie
wykonuje. Minęły dwa lata, mam kilka centymetrów
więcej z każdej strony ciała, rzadziej się golę,

nikt mnie nie pilnuje, nie dba o przypominanie.
Rzadziej też ścielę po sobie wszelkie łóżka,
w których odsypiam to, co po. Tato,
przełamuje się opłatek sezonów, osiem pór roku
mija od tamtego.

błogosławiony owoc żywota twojego. basia. list drugi.


Okruszku - czerstwinko. Sprawdzam tony, jak kiedyś
mogło być, a czego nie powinienem pamiętać, co wyszło
i już nie wróci. Co się wywróci w nas, co poukłada?

Tony kołysanek, które szeptałaś kiedy zasypiałem.
Na przykład. Przyłóż dwa palce do ust, a przejedzie

tamtędy pociąg. Śmiertelna kolej
rzeczy i słów.

SERYJNI POECI 5




CK ZAMEK (sala Pod Zegarem)
18 października 2010r
godz. 19.00

ZAPRASZAMY


12.10.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY CZ. 8


Czyli: na co komu konkurs?

No i proszę Państwa jesteśmy (kolokwialnie i dosadnie rzecz ujmując) w „czarnej dupie”. Debiutanci okazują się nie być debiutantami, czy też raczej okazują się przynależeć, do powstałej niedawno i robiącej furorę kategorii „ponownie debiutującego”. Regulaminy konkursów poetyckich są tak skonstruowane, że jak się okazuje, bardzo łatwo je obejść.
Pierwszy przypadek: poetka ma już umowę z wydawnictwem i przybliżony termin wydania debiutanckiej książki, ale mimo wszystko wysyła projekt książki na konkurs dla autorów przed debiutem, bo zgodnie z niedoprecyzowanym regulaminem konkursu,
w momencie wysyłania faktyczną autorką po debiucie nie jest. Jest nią natomiast
w chwili zwycięstwa w rzeczonym konkursie, ponieważ jej debiut zdążył się ukazać
w tzw. międzyczasie, o czym szanowne ciało jurorskie nie miało pojęcia przyznając nagrodę główną. Zapewne nie miałoby pojęcia w dalszym ciągu, gdyby nie społeczność portali literackich, która – oburzona takim stanem rzeczy – dość gwałtownie zwróciła publicznie uwagę na ten fakt. Zapewnia autorki o czystych intencjach mogą wydać się jednym wiarygodne, innym – nie, ale faktem pozostaje, iż z czystej przyzwoitości powinna o zmianie swojego nazwijmy to: statusu autorskiego, poinformować jury w trakcie trwania konkursu, czyli jeszcze przed jego rozstrzygnięciem. Oszczędziłoby to wszystkim uczestnikom niepotrzebnego stresu, poczucia krzywdy, a jurorom kłopotliwej sytuacji. Jeśli już mowa o oszczędzaniu, to przydałby się również rozsądny regulamin, o który powinni zadbać organizatorzy, co niestety nie miało miejsca. W efekcie, zmuszona przez środowisko autorka zrzekła się głównej nagrody, jury zmieniło werdykt, a teraz niewiasta daje gwałtowny wyraz swojemu poczuciu krzywdy wylewając żółć gdzie popadnie. Ot, bajorko.
A gdzie w tym wszystkim poezja?
Jeszcze zabawniej ma się rzecz z drugim przypadkiem, oto świeżo upieczony laureat kolejnego konkursu na debiut zapomina poinformować jury tegoż konkursu, iż jest autorem wydanej cztery lata temu 50-cio stronicowej książki poetyckiej. Przyłapany przez – jak zawsze czujną – poetycka brać najpierw chowa głowę w piasek, następnie wdaje się w pokrętne tłumaczenia, w efekcie których okazuje się, że przynajmniej część jury o fakcie debiutu wiedziała, a tak w ogóle to nie był debiut, gdyż nie była to książka, a jedynie arkusz poetycki. Na dokładkę „ponowny debiutant” decyduje się na opublikowanie oświadczenia, zawierającego rzekome wyjaśnienie sytuacji, a de facto składającego się z jego tzw. „pobożnych życzeń”.
Sytuacja już nie tyle niezręczna, co wręcz żenująca. Jury konkursu wijąc się w konwulsjach usiłuje z twarzą (lub chociaż jej połową) wybrnąć z przykrej sytuacji i również zmienia werdykt na korzyść autorów, którzy w konkursie zajęli kolejne miejsca. Jednocześnie – i tu zaskoczenie – jury odcina się od publikowanych przez nieszczęsnego podwójnego debiutanta rzekomo konsultowanych ze składem oświadczeń, co uruchamia lawinę kolejnych pokrętnych wyjaśnień itd. itp.
By na przyszłość uniknąć tego typu problemów proponowałabym organizatorom i składom jury następujące rozwiązania:
- uściślić regulamin maksymalnie, nie pozostawiając żadnych furteczek dla – co sprytniejszych- twórców
- uściślić czy jest to konkurs dla kolegów, którym jury chce przyznać koniecznie jakiś laur, żeby móc potem publikować debiut w zasłużonej glorii, czy dla wszystkich piszących.
Autorzy dla odmiany mogliby przemyśleć, czy koniecznie trzeba debiutować za wszelką cenę i czy celem jest napisanie i wydanie dobrej książki; czy to, kto sprytniej i zgrabniej ominie przepisy i regulamin?
Jak mówi stare porzekadło „co nagle, to po diable” moi drodzy, a metoda „cel uświęca środki” może doprowadzić do wydania, wprawdzie upragnionej, ale mało wartościowej książeczki z miernymi wierszykami.
Jako pierdolnięta w głowę idealistka życzyłabym sobie dobrych wierszy oraz dobrych i ciekawych debiutów,opierających się nie na marketingu, a na talencie ich autorów.
Wygrana w jakimkolwiek konkursie nie oznacza, że jest się świetnym poetą, oznacza jedynie, że jury nie znalazło nic lepszego w nadesłanych materiałach, bo nie wszystko złoto, co się świeci, nie każdy chłop z widłami to Posejdon.

11.10.2010

MAREK RADECKI - "Mięsopust"






jakiś czas temu pisałam o tej książce w cyklu "książki, których nie ma":
http://fabrykatanichbutow.blogspot.com/2010/01/marek-radecki-miesopust.html
z tym większą radością zawiadamiam, że już JEST :)
i oczywiście polecam łaskawej uwadze czytelników.
Marek - bardzo się cieszę :)

książkę można nabyć: www.oficynapoetycka.net

10.10.2010

krótka historia.październik.



E. Hopper

tłoczymy się na niewielkiej przestrzeni:
studenci z parteru trzeci dzień
piją wódkę i zagłuszają nas techno.
rozmawiamy przekrzykując się w myślach
ktoś napisał o potrzebie posiadania
boga - nawet tego nie mamy na własność.

za rzędami budynków jest rzeka,
wiem o niej i to mnie uspokaja,
jej łagodnie opadający brzeg,
kilka kroków dzieli mnie
od ściany z jasnymi plamami okien,

zanim noc
naciągnie jak czarna herbata,
cierpka i gorzka. zbieram
ostatnie kryształki z blatu.

SŁAWOMIR HORNIK "lipiec-południowiec"


Jakie radio nadaje prognozę dla miejsc, w których
śpimy? Najwyższa Komisjo Do Spraw Podtrzymywania
Ognia W Piecu: otwarte są przejścia pomiędzy

cegłami. Pajęczyna z ostygłych iskier osiada
we włosach; chiński astrologu spokojny i trwały

w swym skupieniu, struny są cieńsze niż tafla
rzeki. Kiedy zanurzysz się w niej, pomyśl - kto
pierwszy się dotknie, ty ją, czy ona ciebie?
Dzień rozrywa się nadzwyczaj spokojnie, bez
szumu, trzasku, krwi. Uwierz więc w poplątanie

kroków, pomylenie dróg i języków. W środku ciała
próby pomruków i pochrapywań. Śpimy przytuleni
do desek.

07.10.2010

Mario Vargas Llosa - laureatem literackiego Nobla.




Tegoroczna Nagroda Nobla w dziedzinie literatury trafiła w ręce peruwiańskiego powieściopisarza Mario Vargasa Llosy. Llosa to jeden z najbardziej znanych współczesnych pisarzy; autor powieści, opowiadań, sztuk teatralnych,
ale też publicysta i polityk.

za www.wiadomosci24.pl

06.10.2010

wiwisekcja




eks kobieta, naga przed lustrem
przemierza palcami
labirynt fioletowych żyłek
od ud, aż po delikatną fałdkę
brzucha, słabo widoczny odcisk
tuż pod linią piersi.

wciąż nie mieszczą się w dłoniach,
ostatni raz poczuła ciężar,
gdy rozkołysana i mokra
przywarła do chłodnej tafli.

czasami - tak, jak dzisiaj - tańczy
w rytm transowej muzyki, ogłuszona
instynktownie dba
o odpowiednie ukrwienie dłoni i stóp,
ze strachu przed zaburzeniami
krążenia.


MG

02.10.2010

reakcja alergiczna


ona
w tej - pożal się boże - łazience,
rozmięka, jak kawałek drewna w wodzie,
pająk - persona non grata
przemyka brzegiem wanny, czujny
jakby gotów uchylić się przed ciosem.

walczy
z obrzydzeniem patrząc
na długie odnóża i tłusty korpus.
do tej pory odczuwała lęk,
ale teraz czas z tym skończyć.

wieczór
jak pył wulkaniczny opada powoli,
zatyka przegrody nosowe. myśli:
jeśli to ma być nieodwracalne,
to przynajmniej zrób to dobrze.


do rana
upodobnią się do siebie.

MG

TRZY WIERSZE O ISTNIENIU


Adam Wiedemann - "* * *"

Niczego mi nie brakuje. gdyby przede mną nie było
żadnych wierszy, pewnie bym ich nie wymyślił.

Gdyby nie było kotletów, obgryzałbym kości? Chyba
jednak urodziłem się ze skłonnością do niebiańskich

befsztyków (Iz 25,6), dopiero od niedawna zjadam
kurzą skórę, salceson, flaczki: są to dania

z całą pewnością nieczyste, mają urok
pająka, myszy, filmów Kieślowskiego, nie żeby

od razu latać z packą na muchy, na komary,
ale mogłoby tych much nie być, niechby się skupiły

na wysypiskach śmieci i zjadały tam wszystko, do czysta.
Nieposłuszeństwo jest rzeczą powszechną, wymagam

od świata, żeby działał bo leżę w małym ogródku,
otaczają mnie kwiaty, motyle niczego mi nie brakuje.

z tomu "Dywan"



Derek Mahon - "Wszystko będzie dobrze"

Jakżeby miało mnie nie cieszyć kontemplowanie
chmur przeciągających nad dymnikiem
i odbitego na suficie przypływu?
Będzie i umieranie będzie i umieranie,
lecz nie ma co się w to zagłębiać.
Wiersze płyną od reki same z siebie
a ukryte źródło to czujne serce.
Słońce wznosi się wbrew wszystkiemu
i dalekie miasta są piękne i pełne blasku.
Leżę tu w samym ogniu słońca
patrząc jak wstaje świt i przepływają chmury.
Wszystko będzie dobrze.

z tomu "Poems 1962 - 1978"


Kacper Bartczak - "Floryda ziemia miłosna"


Trudno kochać słońce w tej pozycji
Nerw co cieknie krystalicznie
chce mnie koronować i przyprawić
mój i tak już komórkowy umysł
o prawdziwy szok krzemowy W ustach
czuję pieprz wysiany
z pełnej krwi błękitu Teraz
rozumiem co czują owoce
jaszczurki kobiety w menstruacji
pszczoły Jestem estrem
i dojrzewam w reakcji
na operację Sympatyzuję
z planem zabiegu Słońce staje
mi na głowie i syczy
gościu - lubię cię
Jesteś terminalem radości
którą z ciebie wysnuwam.

z tomu "Życie świetnych ludzi"