Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


12.10.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY CZ. 8


Czyli: na co komu konkurs?

No i proszę Państwa jesteśmy (kolokwialnie i dosadnie rzecz ujmując) w „czarnej dupie”. Debiutanci okazują się nie być debiutantami, czy też raczej okazują się przynależeć, do powstałej niedawno i robiącej furorę kategorii „ponownie debiutującego”. Regulaminy konkursów poetyckich są tak skonstruowane, że jak się okazuje, bardzo łatwo je obejść.
Pierwszy przypadek: poetka ma już umowę z wydawnictwem i przybliżony termin wydania debiutanckiej książki, ale mimo wszystko wysyła projekt książki na konkurs dla autorów przed debiutem, bo zgodnie z niedoprecyzowanym regulaminem konkursu,
w momencie wysyłania faktyczną autorką po debiucie nie jest. Jest nią natomiast
w chwili zwycięstwa w rzeczonym konkursie, ponieważ jej debiut zdążył się ukazać
w tzw. międzyczasie, o czym szanowne ciało jurorskie nie miało pojęcia przyznając nagrodę główną. Zapewne nie miałoby pojęcia w dalszym ciągu, gdyby nie społeczność portali literackich, która – oburzona takim stanem rzeczy – dość gwałtownie zwróciła publicznie uwagę na ten fakt. Zapewnia autorki o czystych intencjach mogą wydać się jednym wiarygodne, innym – nie, ale faktem pozostaje, iż z czystej przyzwoitości powinna o zmianie swojego nazwijmy to: statusu autorskiego, poinformować jury w trakcie trwania konkursu, czyli jeszcze przed jego rozstrzygnięciem. Oszczędziłoby to wszystkim uczestnikom niepotrzebnego stresu, poczucia krzywdy, a jurorom kłopotliwej sytuacji. Jeśli już mowa o oszczędzaniu, to przydałby się również rozsądny regulamin, o który powinni zadbać organizatorzy, co niestety nie miało miejsca. W efekcie, zmuszona przez środowisko autorka zrzekła się głównej nagrody, jury zmieniło werdykt, a teraz niewiasta daje gwałtowny wyraz swojemu poczuciu krzywdy wylewając żółć gdzie popadnie. Ot, bajorko.
A gdzie w tym wszystkim poezja?
Jeszcze zabawniej ma się rzecz z drugim przypadkiem, oto świeżo upieczony laureat kolejnego konkursu na debiut zapomina poinformować jury tegoż konkursu, iż jest autorem wydanej cztery lata temu 50-cio stronicowej książki poetyckiej. Przyłapany przez – jak zawsze czujną – poetycka brać najpierw chowa głowę w piasek, następnie wdaje się w pokrętne tłumaczenia, w efekcie których okazuje się, że przynajmniej część jury o fakcie debiutu wiedziała, a tak w ogóle to nie był debiut, gdyż nie była to książka, a jedynie arkusz poetycki. Na dokładkę „ponowny debiutant” decyduje się na opublikowanie oświadczenia, zawierającego rzekome wyjaśnienie sytuacji, a de facto składającego się z jego tzw. „pobożnych życzeń”.
Sytuacja już nie tyle niezręczna, co wręcz żenująca. Jury konkursu wijąc się w konwulsjach usiłuje z twarzą (lub chociaż jej połową) wybrnąć z przykrej sytuacji i również zmienia werdykt na korzyść autorów, którzy w konkursie zajęli kolejne miejsca. Jednocześnie – i tu zaskoczenie – jury odcina się od publikowanych przez nieszczęsnego podwójnego debiutanta rzekomo konsultowanych ze składem oświadczeń, co uruchamia lawinę kolejnych pokrętnych wyjaśnień itd. itp.
By na przyszłość uniknąć tego typu problemów proponowałabym organizatorom i składom jury następujące rozwiązania:
- uściślić regulamin maksymalnie, nie pozostawiając żadnych furteczek dla – co sprytniejszych- twórców
- uściślić czy jest to konkurs dla kolegów, którym jury chce przyznać koniecznie jakiś laur, żeby móc potem publikować debiut w zasłużonej glorii, czy dla wszystkich piszących.
Autorzy dla odmiany mogliby przemyśleć, czy koniecznie trzeba debiutować za wszelką cenę i czy celem jest napisanie i wydanie dobrej książki; czy to, kto sprytniej i zgrabniej ominie przepisy i regulamin?
Jak mówi stare porzekadło „co nagle, to po diable” moi drodzy, a metoda „cel uświęca środki” może doprowadzić do wydania, wprawdzie upragnionej, ale mało wartościowej książeczki z miernymi wierszykami.
Jako pierdolnięta w głowę idealistka życzyłabym sobie dobrych wierszy oraz dobrych i ciekawych debiutów,opierających się nie na marketingu, a na talencie ich autorów.
Wygrana w jakimkolwiek konkursie nie oznacza, że jest się świetnym poetą, oznacza jedynie, że jury nie znalazło nic lepszego w nadesłanych materiałach, bo nie wszystko złoto, co się świeci, nie każdy chłop z widłami to Posejdon.

17 komentarzy:

  1. Przede wszystkim określić kategorie debiutu, określić czym jest książka poetycka, czym nie jest. No i jestem za jawnością konkursów,te wszystkie godła to bzdury.

    OdpowiedzUsuń
  2. tu się Pawle zgadzam, dodajmy: bzdury mające na celu podtrzymywać złudność anonimowości.

    OdpowiedzUsuń
  3. no, tylko kto może to zmienić? MKiDN? Chyba tylko nowa świecka tradycja organizatorów;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. kobieta walcząca jesteś widzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak, literacki światek jest w naszym kraju taki niewielki i zatęchły. Przydałoby się otworzyć okna, zrobić przeciąg, wpuścić trochę światła.
    No i przede wszystkim pomysł: 1% z podatków na kulturę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe,) A Rimbaud, to wiersze pisał! I kilku innych też;)
    Wiesz, w tym bajzlu jest sprawiedliwość! Jestem na tyle stary, że pamiętam tych wszystkich "najwybitniejszych" debiutantów z końca lat 7o tych. Po gwiazdach śladu nie ma:) I dobrze, tak ma być!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się, że problem częściowo leży w tym, że konkursy są zbyt długoterminowe. To trochę tak, jakby kandydatka na Miss Polonię tak długo czekała na werdykt, że zdąży wyjść za mąż i nie jest już dziewicą. ;o) Lenka

    OdpowiedzUsuń
  8. Paweł - że MKiDN nie sądzę :) dokładnie. co najwyzej jakiś zdrowy rozsądek organizatorów? a moze mniej tych konkursów?np 2 a porządne?

    nocny - walcząca? z głupotą owszem zawsze :) mnie się wydaje, ze gra fair nie jest znów az tak trudna.

    Ludwik - pomysł dobry, tylko w tym kraju kultura to raczej mało komu jest potrzebna jak mi się wydaje a co do swiatka, to wiecie jaką mam opinię: nie lubię więc nie używam :)

    Marek - moze i masz trochę racji, mnie tylko chodzi żeby z tego nie robić jeszcze większego bagna, niż jest bo po jaką cholerę? już powoli zaczyna sie liczyć wszystko, tylko nie to, co najwazniejsze czyli poezja.

    Lenka - tak, to pewnie jeden z powodów, dlatego wiele leżyw mocy organizatorów, zeby ta kandydatka na Miss nie zdązyła przejść na emeryturę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Alleluja i do przodu!

    A:)

    OdpowiedzUsuń
  10. był to jednak zamęt grubymi nićmi szyty i wiemy lep jakiej propagandy kryje się za tymi nićmi, dlatego też ten uzurpowany debiut jeszcze bardziej zewrze nasze szeregi. To wszystko karze nam powiedzieć mocno. I stanowczo- poetyckim uzurpatorom mówimy NIE! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. nocny - lepiej tego podsumować nie mogłeś! :D (i chyba każe?)
    Artur - chyba coco jambo ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. zawsze będzie bagno, wychodzi bokiem dostępność środków, każdy dk, biblioteka, ośrodek kultury chce się pokazać,gówno z tego wynika, ale potem ludzie piszą w biogramach, laureat konkursu o zlote kalesony itp... tak im mniej tym lepiej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. i jeszcze wszyscy narzekają na kasę, bzdura, jest za dużo kasyi wszystko jest rozdrobnione o mialki. gdyby dać nagrodę 100 tys. np zamiast 100 innych po tysiąc to byloby coś ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Paweł, jest taka nagroda NIKE ;) wyobrażasz sobie 100 tys za debiut? :) to już nie byłoby obchodzenia regulaminu tylko regularne zabójstwa :) (i może lepiej, pozabijaliby się i byłby spokój) a nazwy niektórych konkursów faktycznie rozwalają :)

    OdpowiedzUsuń
  15. nike to inna sprawa,ale idziemy we wlasciwa strone, kurde jak Osiecka mogla kupić jacht za "Malgośke" laj not?

    OdpowiedzUsuń
  16. "nie każdy chłop z widłami to Posejdon" hahaahahahahaahahahaahahahahahaa

    OdpowiedzUsuń
  17. i wychodzi nieciekawie, jak to w Polsce "jakoś to będzie" "jakoś się to przepchnie" "jakoś się swoich przepchnie" a wszystko jest prowizoryczne. W zasadzie, po co się dziwić?

    OdpowiedzUsuń