Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


30.12.2010

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz. 4


"Mieszać Księcia Ciemności do osobistych konfliktów!
Byłoby to zaiste dziecinne. Dajmy pokój, to bajki dla okultystów.
Zachowują się jak prostaccy wolnomularze"
Umberto Eco "Wahadło Foucaulta"


Zasnęła, czy nie - trudno stwierdzić, można jednak z całą pewnością stwierdzić, ze po niedługim czasie pojawił się Jorge Luis, stanął nad nią i z politowaniem pokiwał głową.
- No co! - zaperzyła się - jakiekolwiek działanie jest lepsze od bezczynności.
Jorge Luis milczał, nadal kiwając głową.
- Poza tym wystarczą mi te szczurki, które mam, jak najbardziej cielesne, jakoś nie kręci mnie zbłąkana dusza w roli onirycznego kochanka. Jeśli już ma się napierdalać, to wolę z żywym mięskiem.
Jorge Luis nadal milczał w roli samochodowego pieska, zupełnie jak ktoś za nim co chwilę trącał go w tył głowy.
Czekała, co będzie dalej, niestety nic się nie działo. Jorge Luis postał, pokiwał i poszedł. Pan trzy razy PE kurka wodna!
Próbowała w związku z tym usystematyzować to, co już ma: pentagram szt. 1 - jest;
ciało oczyszczone szt. 1 - jest; amator kranówki szt. 1 - jest.
O JASNA DUPA!
W tymże momencie usłyszała chlupot nalewanej wody, nic wielkiego, to tylko coś w rodzaju, jakby przez otwarte okno wlewały się Wodogrzmoty Mickiewicza.
- Z zaskoczenia go wezmę - błysnęła myśl - wyskoczę z łóżka, wpadnę do kuchni i... dobre pytanie. I co? Zdzielę go kapciem? Wdam się w uczoną dysputę przytaczając argumenty na potwierdzenie wyższości mineralnej nad kranówką?
Bipip, bippip, bippi - przemówiła włączona komórka w te słowa:
"Wciąż widzę Twoje nagie piersi kołyszące się nade mną gdy piiiiiiiii, a potem piiiiiiii. Tęsknię" - rewelacja! Jeszcze tylko brakowało jej tu niemieckiego szajse video.
- No dobrze. Teraz do atakuuu! - zawyła w duchu i wykonała skomplikowany manewr zrywania się na równe nogi, połączony z jednoczesnym wyskakiwaniem z łóżka.
W efekcie pośliznąwszy się na leżącym kapciu, przywaliła czołem w bok futryny, po czym odbiła się i zlądowała na dupsku. Z odpowiednim efektem dźwiękowym rzecz jasna.
W kuchni ucichło, nasłuchiwała przez chwilę i nic CISZA. Na palcach podkradła się pod drzwi, wyjrzała - nikogo nie było, tylko na blacie stała szklanka nosząca znamiona niedawnego używania.
- No i dupa. Nomen omen - stwierdziła i wróciła do łóżka, do pozycji bynajmniej nie trumiennej.
Ledwie zdążyła się umościć, a już spod sufitu spłynęła babcia w asyście dwóch ponurych jegomościów.
- Co ty dziecko wyczyniasz? - spytała babcia, a panowie co prawda ustami poruszyli, jednakże żaden dźwięk się z nich nie wydobył.
- Świadkowie są jak ryby, które przed chwilą nauczono mówić - przypomniało się jej - cholerny Świetlicki. Zrobiłam jak babcia zalecała. Kiedyś mi pomogło, to skąd miałam podejrzewać, że tym razem nie zadziała? Może czerwoną kokardkę miałam sobie przywiązać?
- Myśl dziecko, myśl - odrzekła babcia enigmatycznie, co rzekli jej towarzysze nijak nie można było stwierdzić, po czym cała trójca rozpłynęła się w powietrzu. Pod sufit jakoś nie wrócili - dziwne.
Zanim jakiekolwiek wyjaśnienie pojawiło się w jej skołatanej głowie rozdzwonił się telefon: "Dlaszego nie odpsujesz kchanie? - bełkotał wyraźnie zaprawiony szczurek - Moge przyjś? Nic nie bede robił. Niiissss, poleże sobie tlko, no nie bądź taka!
- Nie ma opcji bejb - rzekła z godnością - właśnie wracam z Hadesu, cerber usiłuje zjeść mój trampek, a muszę jeszcze dolewitować do przedpokoju. Ciao - i wyłączyła telefon.
Koniec z tym badziewiem! Babcia kazała myśleć, więc pomyśli, ale jutro (Scarlett O'Hara od siedmiu boleści).
Chwała na wysokości
a pokój na ziemi.

cdn.

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz. 3



Nieraz błoga wiosna niesie
Gromy i sztormy, w których toną statki -
Tak z tego źródła pozornej pociechy
Trysnęła groza.
(Wiliam Szekspir Makbet Akt I, Scena 3)


Wywar przypominał zielonkawą breję, a mieszając w garze czuła się, jak nie przymierzając wiedźma z Makbeta, cóż - tym przypadku cel uświęca środki.
Wlała przecedzoną ciecz do wanny z wodą i niestety nie błysnęło, nie zadymiło, nie huknęło.
- Coś kiepska z ciebie baba jaga - stwierdziła za dezaprobatą wpatrując się w nieco żabią teraz wodę - No dawaj maleńka! Chlup, zanurz głupi dziób.
Wlazła do wanny, ale nadal żadnych efektów specjalnych, tylko na powierzchni pojawiły się białe farfocle, co - jak twierdziła śp babcia - oznaczało, iż jest nieczysta.
Też mi nowość! I bez darów natury w wannie wiedziała, można by rzec: rzecz oczywista, że nieczysta.
Takoż cudowną kąpielą oczyszczona i w ręcznik owinięta przystąpiła do realizacji dalszej części Wielkiego-Planu-Pozbycia-Się-Upiora-Z-Domu, przedtem wyłączywszy telefon, na wypadek gdyby szczurek wytrzeźwiał i poczuł chuć. W tej chwili chuć szczurka była kwestią drugorzędną,a Jej Wysokość Oczyszczona pozostawała nieskazitelna. I taka miała (niczym ta dziewica nietknięta) pozostać - przynajmniej na razie.
Wyrysowała co miała wyrysować w odpowiednią stronę, z okazjonalnymi mamrotami pod nosem i ... puknęła się w czoło.
- Przecież jak teraz na to położę materac (sypiała na materacu, jak prawdziwa anarchistka!) to się żesz kurwa jego mać wszystko rozmaże!
Pomyślcie moi drodzy ile brzemiennych w skutkach działań na polu magii nie dostąpiło realizacji tylko i wyłącznie z powodu praw fizyki.
Postanowiła spuścić materac z góry, jednym BAM! Jak się położy i nie będzie ruszać, to powinno do rana wytrzymać.
Włączyła telefon - oczywiście, szczurek popiskiwał w czterech smskach skamląc o samicę, nawet romantyczna fraza mu się napisała z tego pożądania, czegoż to hormony z ludźmi nie robią! Normalnie to miłego słowa się nie doczekasz, no - ostatnio pochwalił kolor rajstop (sic!), a jak go troszku przetrzymać, to od razu poeta.
Poeci, upiory i czarcie żebro.
Aleister by się uśmiał po pachy, a kit z nim. Ciekawe co na to Jorge Luis?
- Poleżym - uwidzim - stwierdziła filozoficznie przyjmując pozycję trumienną i wbijając wzrok w sufit.
Nie ma kolebeczki, ani poduszeczki
we żłobie mu położyła sianka pod główeczki.

cdn.

28.12.2010

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz. 2


Jorge Luis nie lubił luster i seksu, nawet jestem w stanie to zrozumieć, w końcu uwolnił się od jednego i drugiego, miał chłop spokój , czego ona o sobie powiedzieć nie mogła – niestety.
Szczurek zagrał niczym wytrawny pokerzysta - taka mała wendetka na miarę sprytnego gryzonia, a wkurwić potrafi.
Tymczasem o poranku wyrwana ze snu brzęczącym domofonem , w którym nikt się rzecz jasna nie odezwał, znalazła szklankę z zaciekami.
- Szlag by trafił – pomyślała – trzeba będzie wzmocnić pole siłowe, wezwać na pomoc jasną stronę mocy, może rozsypać sól? Albo rozłożyć czosnek? Nie, no na wampira to on nie wygląda, ostatecznie woli wodę niż życiodajne płyny tętniące tam, gdzie się należy, choć z drugiej strony nie tylko tętnią, co się ostatnio wręcz wylewają. Może się chłop uląkł? Przecież może być np. estetą i robi to po pańsku, kulturalnie i z serwetką, a nie świniąc gdzie popadnie.
Oni zawsze byli arystokratami i byle czego do ust nie brali.
Lustra zostały zamknięte, w powieszanie na nich zasłonek bawić się nie będzie, ostatecznie nikt jeszcze z padołem ziemskim się nie pożegnał, trzeba poszukać w babcinych sposobach na upiory. Tknięta nagłą Myślą pogrzebała w szafce kuchennej i znalazła resztkę ostrożenia, no to jest jakiś pomysł na tego amatora kranówki.
- Zabawimy się wieczorkiem skarbie – wycedziła ,teatralnym gestem wyciągając przed siebie paczuszkę z zielskiem.
Tymczasem szczurek postanowił wysłać smsa tłumacząc się permanentnym stanem upojenia. OK., nie wiedziała jaką nazwę ma TA zagrywka, ale niech mu będzie. Pijany i tak w kółeczku nie pobiega, w łóżku z niego nic nie będzie ,a ona na heroiczną walkę i poświęcenie dla podbudowania opadającego żałośnie męskiego ego ochoty nie ma. Ta kwestia odhaczona.
Kot albo oszalał albo ma ADHD, gania po mieszkaniu jak opętany, albo miauczy na kogoś, kogo nie widać. Nawet kocimiętka nie pomaga – no cóż, jak widać nie wszystkich da się omamić byle zielskiem.
Teraz papieros, o tak , zaciąga się rozkosznie patrząc na wiszącą na ścianie reprodukcję Van Gogha, Bierze głęboki wdech –prawie jak joga, ale na chwilę spokój powraca. Najważniejszy jest plan i konsekwencja w realizacji, gdzieś jeszcze powinna mieć kredę i instrukcję. – Właściwie dlaczego nie? Wujek mówił, ze moc jest, tylko trzeba nad nią popracować, jak on to zwykł mawiać „używać świadomie” - jeden wariat w rodzinie mniej, jeden więcej co za różnica?
W żłobie leży, któż pobieżny kolędować małemu?

cdn.

27.12.2010

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz. 1


Rękopisy nie płoną, a kobiety nie krwawią - bez potrzeby rzecz jasna.
Obudziła się na sofie klejąca i mokra i pomyślała, iż to zdecydowanie dobrze, że strzelił focha i się nie odzywa. Unika się konieczności szukania wymówek.
Obcowanie z mężczyznami przypomina hodowlę szczurków: trzeba dokarmiać, uważać, żeby się nie pogryzły, poświęcić każdemu odpowiednią ilość uwagi - kurewsko męczące zajęcie.
Człowiek nie ma sumienia (sumienia?!) skazać żadnego z nich na śmierć, więc daje się podgryzać, podlizywać, czy co tam jeszcze okazjonalnie mamy w programie.
Skończył się odplamiacz, a sofa wciąż nosi ślady kobiecości, cholera wg rodzinnych receptur podobno wystarczy szare mydło: nawilżyć, potrzeć, odczekać, spłukać ... i po kłopocie.
Nocne odwiedziny amatora wody z cudzych szklanek wytrąciły ją z i tak zachwianej równowagi. Podczas gdy on sobie nalewał, wypijał i odstawiał; ona - skulona i sklejona z sofą nasłuchiwała łoskotu wody spływającej po ściance szklanki, pieniącej sie na dnie. dudnienia przełyku i huku odstawiania.
I co z tego, ze wyrysowane, pozaklinane i pozamykane?!W mroku majaczy groteskowo napęczniała twarz Jorge Luisa z oczkami kreta.
Niech was szlag domorośli egzorcyści, piewcy chwały pana i osiedlowi uzdrowiciele!
O tak! Tak! Jest jedyna w swoim rodzaju, jak Apap albo Pyralgina. Nawet raczej ta druga - bo co prawda leczy z bólu, ale nie jest łagodna dla żołądka.
Trzeba mieć szczupłe dłonie z długimi palcami, przyłożyć je w odpowiednim miejscu, skupić uwagę na konkretnej potrzebie i już życiodajna energia spłynie strumyczkiem na ofiarę, omami, a może nawet wprawi w trans?
Tylko dlaczego czuje to jedynie w chwili, gdy trzyma w dłoniach męski organ, pęczniejący jak napełniany powietrzem balonik? Ujdzie w końcu, takie jest prawo natury, a szczurek zasyczy niczym rozpędzony parowóz, który nie potrafi się zatrzymać. Jak zawsze wszystko kojarzy się jej z pociągiem.
Kolejne hipotetyczne dziecko puszczone z menstruacją.
- Jesteś obleśna i chcesz szokować - wyrzuca sobie - A gówno prawda! to tylko potrzeba przeklinania i złorzeczenia światu.
- Jak można wywalać publicznie swoje flaki? Sprzedawać w taki sposób swoje życie? - pytał w rzadkich chwilach kompletnej szczerości, naznaczonej czystą, słodką agresją.
Szczurek wypadł z kółeczka, a jej przy tym nie było.
Skończyła się wódka, trzeba pić herbatę i udawać, że wszystko gra.
Pionki, kalendarze, esemesy, rozkłady jazdy, budzik w komórce i twarz w lustrze.
Triumfy króla niebieskiego
zstąpiły z nieba wysokiego.

cdn.

26.12.2010

Rainer Maria Rike - ASZANTI


Ani się nie jawił obcy świat,
ni brunatnych niewiast pląs dookoła,
w którym się wytańcowują z szat.

Ani żadna obca nuta dzika,
ani muzyka, co z krwi wynika
ani krew, co z głębokości woła.

Ni dziewczyny w tropikalnym znoju
ciemnym aksamitem rozpostarte;
oczy, co jak oręż płoną w boju,

usta, do uśmiechu współrozwarte.
Lecz zaiste cud porozumienia
z pychą białych.

                               Ileż te widzenia
w myślach zostawiały niepokoju.

Ileż jest wierniejsze sobie zwierzę,
co za kratą biegnie i zawraca,
nie pojmując, skąd się nowa bierze
rzecz, na którą nie wyraża zgody;
i jak cichy ogień się zatraca,
i zapada się w osobność swą,
nieciekawe nowej swej przygody,
sam na sam ze swoją wielką krwią.

Księga obrazów. Tłum. Adam Pomorski.

24.12.2010

RADOSŁAW WIŚNIEWSKI - LAST CHRISTMAS. ANTYLITANIA


“I jeżeli miałeś przyjaciela, z którym mieszkałeś pod jednym dachem, który jadł twój chleb, pił z twojego kubka i przed którym nie miałeś tajemnic a jednak odwrócił się od ciebie i splunął ci w twarz i wydał na śmierć lub poniewierkę - wiedz, że nie jesteś sam”

(Liturgia na Wielki Piątek, Supraśl, Wiek XVI - tłum. aut.)


I jeżeli nie ma dla ciebie miejsca w gospodzie,
na stacji benzynowej, w hotelu na przedmieściach,
pod wiatą przystanku i na dworcu tymczasowym
– to nie jest dobre usprawiedliwienie. i jeżeli nie ma
pustego miejsca przy stole, bo nie ma stołu ani krzesła
a ty jesteś tym pustym miejscem w czyimś oddechu;
i jeżeli nie ty zostałeś zdradzony ale jesteś zdrajcą
i zdradzonym równocześnie - to także nie jest powód;
i jeżeli nic się nie urodziło, nic nie słychać i nie wiesz
co odpowiedzieć kobietom, dzieciom i starcom głośno
domagającym się zakończenia - to także nie jest powód;
i jeżeli mężczyźni nie rozpoznają w tobie złodzieja
a kobiety nie dostrzegają że je wykradasz w biały dzień
nawet ich nie dotykając a ty to wiesz, widzisz ale milczysz
- to także nie jest wytłumaczenie; i jeżeli otwierają się
domy na powietrzach w których mógłbyś zamieszkać
bo wiesz, że nigdzie już nie uciekniesz a jednak zamykasz
im okna; i jeżeli od otwartych drzwi dzieli cię krok, ale nie
robisz go; i jeżeli czujesz, że powietrze cię nie utrzyma,
ziemia nie przyjmie ani znajoma dłoń, nie zamknie oczu
- bo nie ma ziemi, nie ma powietrza i nie ma dłoni,
która by cię znała przedtem - to także nie jest powód,
żeby nie zasiąść dzisiaj do stołu, nie spojrzeć sobie
w twarz - nawet jeżeli właśnie ją straciłeś.

15.12.2010

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 9



W każdym środowisku istnieją jakieś podziały,koterie, grupki wzajemnej adoracji, nie dziwi mnie więc, że i poeci nie są wolni od personalnych animozji.
Bawi mnie jednak, kiedy dwóch dorosłych facetów ciągnie się publicznie za siusiaki, niczym krewkie latynoski za włosy, w walce o względy Victora Manuela w wenezuelskiej operze mydlanej.
Kolega Macierzyński - zdeklarowany outsider, poetycko niezależny, po kilku latach postanowił wylać nagromadzoną żółć na kolegę po fachu,w dodatku krajana. Gdyby jeszcze zrobił to w prywatnej korespondencji, ale nie - trzeba było koniecznie zaangażować w prywatną wendettę ogólnopolskie czasopismo literackie i rozdmuchać ją do rozmiarów ogólnopolskiej, zabarwionej fałszywą troską pozornej walki o "czystość publikacji".
Na co żali się Macierzyński? Ano na odrzucenie jego osoby przez grupę mŁodzi, JEGO, POETY z dorobkiem przez poetów na dorobku, którzy raczej winni paść na kolana niż pogardzić.
Tak sobie myślę, że jeśli już ktoś kreuje się na outsidera, przy każdej okazji podkreślając swoją niezależność od wszystkiego i wszystkich, to należałoby na tym poprzestać i nie pchać swojego siusiaka w każdy otwór, który obiecuje przyjemność.
Zdarza się oczywiście, że poziom frustracji przekracza dopuszczalną normę i powoduje umysłowe zaćmienie,dlatego staram się tę sytuację zrozumieć.
Rozumiem także i to, że kolega Macierzyński, przez lata rozpieszczany m.in. przez jurorów konkursów poetyckich, nagle poczuł się wyrzucony poza nawias poetyckiego establishmentu, ale czy nie na tym polega bycie outsiderem?
Zaatakowany w artykule kolega Owczarek broni siebie i mŁodzi z zaciekłością znacznie większą, niż prezentuje atakujący, aczkolwiek umówmy się - obrona Sokratesa to nie jest.
Chcąc nie chcąc dowiadujemy się nieciekawych szczegółów lokalnych spotkań towarzysko - poetyckich, ba! nawet treści rozmów prywatnych są nam ujawniane!Taki "pudelkowy" klimacik spod znaku "jedna pani, drugiej pani" itd. Po tym, kto i co i komu i kiedy powiedział następuje wyliczanie zalet naczelnego Arterii i członków mŁodzi oraz licznych wad Macierzyńskiego (z podejrzeniem o brak erekcji włącznie) z głownym (jednak) naciskiem na sympatyczny autolans: patrzcie, jacy MY jesteśmy fajni, a ON nie!
Podobnie jak utyskiwania Piotra Macierzyńskiego, równie żenujący poziom prezentują falliczne dowcipy Przemysława Owczarka.
Finalnie, zamiast rzeczowej dyskusji na argumenty, mamy napierdalankę ad personam, małe bagienko, z którego stara żaba próbuje wychlapać młodszą, ta się broni i skrzeczy, a ogłupiałe kijanki nie kumają o co chodzi.
Co właściwie boli obu Panów (prócz naciągniętych do granic przyzwoitości siusiaków rzecz jasna)? Stawiany przez Macierzyńskiego zarzut koteryjności mŁodzi nie jest do końca bezpodstawny. Na własnym tyłku przekonałam się (i nie tylko ja), że kto podpadnie personalnie naczelnemu "Arterii" - choćby zdobył literackiego Nobla, na druk swojej twórczości nie ma co liczyć.
Z drugiej strony Owczarek ma sporo racji punktując czepialstwo Macierzyńskiego, znamionujące poważne zaburzenia emocjonalne oraz ego przerośnięte niczym niepielęgnowany gruczoł krokowy.
Nie zmienia to jednak faktu, że przerzucanie się błotkiem po zeszłorocznym śniegu, zabryzgując nim portale literackie oraz internetowe strony czasopism,wywołuje u normalnego czytelnika uczucie zażenowania, przeradzające się w litość.
Panowie. Po to natura daje człowiekowi rozum, żeby od czasu do czasu z niego skorzystać.

Bibliografia:
http://www.ha.art.pl/felietony/1496-piotr-macierzynski-przeczytalem-mnostwo-ksiazek-z-ktorych-niewiele-pamietam.html

http://www.nieszuflada.pl/klasa.asp?idklasy=154331&rodzaj=2

13.12.2010

matka boska chwilówka


M. K. E. Baczewskiemu

pociągi, jak odnóża owadów wyrastają
z obłego cielska dworca.
pokryte brodawkami, mokre od śniegu
topniejącego pod wpływem.

wieczór drażni jak przyschnięta rana,
odrywam strup i przyglądam się
gdy spływa powoli. matka oddziałowa
za chwilę podłączy tlen i wyjdzie

uspokojona, że minęła. tymczasowa
amnestia: kap, kap - wężykiem
do żyły utlenia się mózg i miedź,
nalot można zetrzeć poślinionym palcem.

kap, kap - kropla do kropli, szklankami
do dna, do pionu, do wyrzygania.
pod koszulką coraz wyraźniej
odznacza się kształt: małpia łapka

bębni niecierpliwie w niedomknięte drzwi.

MG

12.12.2010

wszyscy jesteśmy z Łodzi

Laureatce ;)


Na stacji Łódź Kaliska stoi lokomotywa
I tak jak paw się puszy, lub nawet dwa pawie
Wesoły maszynista po kilku(nastu) piwach
Gratuluje poetce Justynie Krawiec

Wieść nagle się rozniosła prosto do Rzymu
Gdzie sędziwy Beniu pozdrawia w oknie lud
Bo dzisiaj w programie miast białego dymu
Poetka z Łodzi ist ja ja sehr gut

Z Rzymu wieść niesie się od razu do Bronka
Sumiasty wąs oblizał, zaśmiawszy się szczerze
Z Kaczyńskim Jarosławem obalił kielonka
I głośno rzekł do niego: „ Kurwa, nie wierzę”

Przemysław Owczarek prosił o trzydniówkę
W sens życia zwątpił Prezydent Kropiwnicki
Witkowski pokornie musiał schylić główkę
Baczewski z wrażenia chciał zobaczyć cycki

„Nie czas cycków żałować kiedy płoną lasy”
Z trumien Adaś i Julian spojrzeli po sobie
Wnet Justynie Krawiec ufundowali wczasy
Julian na Mount Blancu, Mickiewicz w Śmiełowie

A w kuluarach silna grupa wsparcia
W stanie upojenia w kilku pięknych chwilach
Patrzyła jak niektórzy dostali zaparcia
Szlag trafił podobno nawet Kim Dzong Illa

Przeczytawszy Tygiel z wierszami laureatki
Prezydent Obama spojrzał dumnie w przestrzeń
Wzruszony do trzewi zadzwonił do swej matki
Rzekł: „Freedom for the states and for Polish nation”

I walnął sobie speecha z tak wzruszoną miną
„At last democracy is laid its keystone
With breathtaking poetry of Taylor Justina
Nations of the world will never walk alone”



wiersz autorstwa Kuby Sajkowskiego i Magdy Gałkowskiej napisany w pociągu z Łodzi do Kutna w dniu 12.12.2010r :)

XVI OKP im. Jacka Bierezina i VI TJW o Czekan Jacka Bierezina - wyniki

Mariusz Grzebalski (przewodniczący),
Marek Krystian Emanuel Baczewski,
Jan Faber,
Renate Schmidgall
i Monika Mosiewicz (sekretarz)

na posiedzeniu 11 grudnia 2010 roku postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

Nagrodę Główną - wydanie debiutanckiego tomu wierszy i 1 500 zł - Justynie Krawiec z Łodzi (tom pt. STAN);

Nagrodę Specjalną - 750 zł - Ilonie Witkowskiej z Wrocławia (tom pt. Splendida realta);

Wyróżnienia - 200 zł - pozostałym nominowanym:
Mateuszowi Andale z Warszawy,
Rafałowi Baronowi z Gdańska,
Tomaszowi Bąkowi z Wrocławia,
Kajetanowi Herdyńskiemu z Bournemouth,
Grzegorzowi Jędrkowi z Lipia,
Damianowi Kowalowi z Legnicy,
Mariuszowi Partyce z Zabrza,
Agnieszce Smołusze z Krakowa.

Nagrodę publiczności - 500 zł - otrzymał Kajetan Herdyński.


W VI Turnieju Jednego Wiersza o Czekan Jacka Bierezina jury w składzie:

Marcin Orliński (przewodniczący),
Jakub Skurtys
i Maciej Melecki

przyznało następujące nagrody:

I nagrodę - 300 zł - Kacprowi Płusie z Pabianic;

II nagrodę - 200 zł - Krzysztofowi Kleszczowi z Tomaszowa Mazowieckiego;

trzy równorzędne III nagrody - po 100 zł:
Piotrowi Gajdzie z Tomaszowa Mazowieckiego,
Grzegorzowi Jędrkowi z Lipia
i Agnieszce Smołusze z Krakowa

09.12.2010

freestyle - NOCNY


ogryziona do ości każda litera
to sponiewiera mnie,
nic nie usłyszę,
tak robi każdy tekst,
który pisze, spycha mnie w cisze
to zakołysze mnie
prosto w pustkę, tam zadyszę i
wyzionę ducha, taka podpucha, ja nie umieram
to nie cholera, powstanę z grobu
wychyle za nas obu wódkę zimną jak poranek
za przyjaciela już
bez kajdanek moralności i etyki
to cholerne wnyki postkultury, same bzdury
każdy w nie wpada, bo nie wypada
żyć samemu, swoje ścieżki penetrować,
trzeba zachować i dopilnować chorej maski
z bożej łaski oświeconej
choć popierdolonej i nie twojej
to od dziecka narzucon ej
więc się uwolnij, odepnij pasy
i nie pierdol że takie czasy, ciasnych ulic
jak gardeł ghuli, co połykają
tych co przystają, to jakaś bzdura,
nie trzeba pędzić, po prostu czekaj,
gdy zapłonie zamiar to nie uciekaj, tylko działaj
silnik odpalaj i nie zapierdalaj
na oślep
zwiedzaj krainę, podziwiaj teren
nie jesteś bullterierem
od przemykania i kątem oka rzucania
na prawo i lewo
i chuj ci z tego jak nic nie widzisz,
otwórz oczy i się zatrzymaj
tu i teraz-to się zdziwisz.
yo

NOCNY

08.12.2010

graal


zanim powstaliśmy
z gorączkowych połączeń, ziaren,
kropli słonych i niedostrzegalnych
jak drgnięcie powieki istnieliśmy

na językach pierwotnych ludzi,
w niewinnych dłoniach rzeźbiarzy. zamknięci
na każdy zbędny gest, oszacowani
z dokładnością do jednej komórki.

nazwij to, albo odsuń na bezpieczną odległość,
nie przestaniemy szukać, w nowym języku
piekło nie różni się od nieba, ojciec nasz

odmawia świat, przesuwa wyćwiczone palce.
odkształceni nagle zrzucamy skórę, patrz
jak powracamy do stanu, w którym nic
nie może nas dotknąć.


MG

04.12.2010

EEG


dla Justyny Krawiec

patrz na usta siostro, teraz będzie ostro,
choć nie jestem Foksem, to pojadę z koksem,
a wersy z mojej ręki zabrzmią dziś jak jęki
tej rozkoszy, co się nadal w nas panoszy
gdy siadamy do pisania, moze to już mania?
lub wewnętrzny imperatyw, gdy patrzysz na negatyw
z rosnącym napięciem, chcąc wywołać zdjęcie.

działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?

mężczyźni jak motyle, barwne i na chwilę
zapomnienia, potem smuga cienia, coś się zmienia
w naszych głowach, nie ujmiemy tego w słowa
i nie trzeba, wszystkie chmurne nieba
mamy w sobie, jeśli coś po Tobie pozostanie,
niech to będzie wiecznie niespokojne drganie,
rezonans magnetyczny, suma punktów stycznych.

działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?

telefony, esemesy, zostawiane tropy, wtopy
zaliczane jak kolejne egzaminy, głupie miny,
dwie dziewczyny w różnym wieku, wciąż na fleku,
jeśli skumasz nas człowieku to masz Nobla,
powygina cię konkretnie tak, jak w pasodoble
jest napięcie, krótkie cięcie, krew i flaki
pozwól na zbyt wiele - zostawimy znaki na twym ciele.

działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?

w cokolwiek zagramy, zgarniamy dwie damy,
jedna para, a trzeba się starać. nie ma bata.
nie chcemy się dowiedzieć, co nam powie tata
oraz wszyscy święci, dobrze nam się kręci
pojebana karuzela, od pogrzebu, do wesela
mamy w rękach broń, popłyń, albo toń.
mamy w rękach broń, popłyń, albo toń.

działamy na nerwy, przynosimy straty
za bezkompromisowość odbieramy baty
powiedz siostro co za pan
wprowadza nas w ten STAN?

MG