Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


30.01.2011

z cyklu WIDOKÓWKI ZNAD KRAWĘDZI - schadzka


schadzka

czy spodziewasz się słów,
które padną, gdy przyjdzie
twój czas, by ich użyć?
czy tylko będziesz patrzeć
tak, jak teraz milcząc
w twarz swojej bladej bogini

i drżeć za każdym razem
gdy przykładam palce do czoła,
zabierając gorączkę, studząc
wszystkie ogniska zapalne. wiem,
w twoim ciele mieszka dżin, czasem
wystarczy tylko potrzeć. to obce

ciało, które będzie wydane
więc rób, co musisz
by przetrwać.


MG

26.01.2011

o wierszu i wzruszaniu


czy wiersz nowoczesny wzrusza? Przyznam się szczerze, że osobiście uważam stawianie takich pytań za niesłuszne, więcej jeszcze myślę, że zdolność wzruszania jest co najwyżej uboczną funkcją dzieła sztuki, bez której może się ono znakomicie obejść. Jest to wynikiem czułostkowego wychowania społecznego, jeśli stopień zrozumiałości (dostępności) dzieła sztuki mierzy się stopniem jego oddziaływania emocjonalnego. Uczuciowość człowieka nie powinna być dziedziną intersubiektywną powinna, moim zdaniem, pozostawać w czterech ścianach jego czaszki; mamy bardzo złe doświadczenia społeczne wskutek wywoływania zbiorowych emocji lub nastrojów. Jeśliby sztuka miała spełniać takie zadania, jako zadania główne, w każdej chwili może się stoczyć do roli narzędzia demagogów.



Witold Wirpsza "Wyobraźnia i myśl"

24.01.2011

z cyklu WIDOKÓWKI ZNAD KRAWĘDZI - pozwól mi wejść


pozwól mi wejść


dziewczynka
o zębach jak ostrza nożyka do tapet
postanawia umrzeć. odrywa
z okien samoprzylepną taśmę, nagle
dzień płatami o nierównych krawędziach
wpada do pokoju.

staruszka
o kościach spustoszonych osteoporozą
zniekształconą ręką podaje jedzenie
kotu,niezgrabnie potrąca
naczynie z wrzątkiem. gazowy plomyk
ucieka z kuchenki, zajmuje

wolne miejsce tuż obok
plamy słonecznego światła
szarzejącej na popiół.

23.01.2011

z cyklu WIDOKÓWKI ZNAD KRAWĘDZI - cenote


cenote

zmierzch
zawisł nad przejazdem kolejowym
jak ołówkowa chmura
na rysunku dziecka, czeka,
by pochłonąć uliczne lampy,
pociągi i podróżnych na peronach.

bezbronna
przyglądam się ciężkiej plamie,
cien w kształcie małego jeziora
gotów przyjąć w siebie
fragment miasta. w tym momencie

odkrywam prostą prawdę: nie istnieje
dłoń, która zetrze ciemne smugi.
świat zatrzymał się jak światło
odbite w kolejowych szynach.

MG

16.01.2011

MARCIN ORLIŃSKI - Parada drezyn




JACHRANKA

Nocami poszukuję w paciorkach tamtego wiatru. Przetarte
rzemyki pociemniały od potu. Oto kolejne akty tragedii:
miedziany konik bez nogi, staruszek, który pochyla się
nad dzieckiem, by dać mu prezent, i przymrużone
oczy starego, wychudzonego psa. Popołudnie

nad zalewem musiało być upalne - rzemyki i miedź
nie potrafią kłamać. Słońce na zawsze zatrzymało się
nad strefą nagle przerwanych żniw, lignina wciąż brzęczy
w nozdrzach.Kroki są powolne,

podejścia - przepastne.


Zazdroszczę Marcinowi Orlińskiemu tytułu "Parada drezyn", bo mało jest tak dobrych definicji zbioru wierszy. Te dwa słowa w sposób funkcjonalny i nowoczesny ustawiają poezję wobec świata, poetę wobec poezji i czytelnika wobec tekstu. Przy okazji sprawiają, ze ów czytelnik bardzo chętnie udaje się z autorem na spacer "tam, gdzie kiedyś mieszkali partyzanci z plastikowymi karabinami", a "teraz po pijanemu łamie się gałęzie". Świetnie dobrane rekwizyty, starannie wyselekcjonowane obrazy z przeszłości i z głową dozowane emocje - to główne atrakcje tej niebanalnej przechadzki.
                                                                                                  Darek Foks.




Marcin Orliński "Parada drezyn" Biblioteka Arterii 2010 ISBN 978-83-62733-02-6

15.01.2011

BIEREZIN 2010 - wiersze


Nagroda główna
w XVI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim im. Jacka Bierezina
Łódź 2010r



JUSTYNA KRAWIEC


"Krew wypływa zawsze z lewej aorty."

napisać wiersz rwący się jak oddech,
który dotrze do ciebie i przykryje jak rzeka.
żebyś mógł płynąć tylko wstecz, do tamtego brzegu,
gdzie zapamiętasz jedną ziemię, niebo, świat.

moje palce są szorstkie. w skórze mieszka zima i
krzyżuje mi szyki, a całe ciało jest jak chleb.
częściej kruszą się ramiona. ciepło przechodzi przez nie
jak powietrze, pozostawia zacieki i plamy. plamy są
cieplejsze i wyrastają z nich kwiaty.

mój świat jest niebieski i nie pamiętam w nim bólu.
nie poznaję go, gdy przychodzi cicho jak kot i
opiera mi łapy o nagie kolana. nie poznaję już niczego,
tylko kolor twoich oczu. kolor wypływa do mnie i gładzi
mi palce.

rzeka opływa cię i nie dosięga. niebo pęka i rodzi deszcz,
który bezlitośnie rozbija skrzydła ptakom. wiersz nie rwie się
jak oddech, niczego nie zatyka, odbijasz się
od brzegu jak łódka, kręcisz w kółko a za tobą świat.




Nominowani w XVI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim
im. Jacka Bierezina
Łódź 2010r

AGNIESZKA SMOŁUCHA

"późno"

jeśli kiedyś zdarzy nam się cud, którym mógłby być pokój,
w nim dziecko pachnące czekoladą z orzechami w samym środku
Stambułu, to proszę, poczekaj jeszcze kilka tygodni, aż minie
susza i upał. z punktu widzenia łóżka jesteś tylko czarną przestrzenią,
konturem ciągle wypełnionym nocą, kiedy stoisz naprzeciw okna
zamykasz oczy i już cały jesteś ciemnością. mówią na to: wschód
słońca. otwierasz drzwi, rozszarpujesz bliznę hotelu, to jak delikatne
trzęsienie ziemi na skórze, ruchy mięśni. budzi mnie krew
ściśnięta w nowy pieprzyk. jeśli znowu odejdziesz, rozdrapię go,
chociaż mi mówiłeś żebym nie drapała. zostawiła.


TOMASZ BĄK


"Przedostatki"

Idealny mix postu z karnawałem, Sucidal Tendencies
w środku nieudanej osiemnastki. A Ty, po ilu kieliszkach

zaczniesz poważnie myśleć o śmierci? To jest takie umieranie
- każą zmartwychwstawać kiedy akurat zaczyna robić się nieźle,

a ty nie bardzo masz ochotę wyjść, by pooddychać świeżym powietrzem.
Potem nie wiadomo, co gorsze: klub kibica w centrum,

orzeszki na zakąskę czy ludzie, którzy robią sobie zdjęcia
z drogimi alkoholami. Możesz bawić się kiedy tylko zechcesz,

jeśli zmieścisz się w godzinach otwarcia lokalu, zdążysz przed cudem.
Rano zobaczysz, jak brudny świt stoczy pługopiaskarka, utoruje

myśli. Błysk znajdzie odbicie w kalendarzu - już za dwie imprezy
przyjdzie Popielec, ostatnia szansa na postanowienie noworoczne.



MARIUSZ PARTYKA


"rezurekcja"

wielkanoc, pierwsze pszczoły wylatują z uli,
idziemy do grobu, żeby zobaczyć ciało
i poświęcić żywność.

w ogrodzie panuje cisza, kilka krecich kopców
i dołów wykopanych w zeszłym roku przez króliki.
w tydzień zabiła je choroba.

białe było ich mięso i smakowało starszym
mężczyznom. kobiety przyrządzały je z cebulką,
na maśle.


DAMIAN KOWAL

"tezeta"

po raz kolejny Magdzie.


pamiętasz gęsto plecione sobotnie noce i spacery w deszczu,
kiedy wszystko sprowadzało się tylko do naszych dłoni?
teraz mam sucho w środku jak na abisyńskiej równinie
i chociaż jesień w sierpniu, to pada piaskiem, nie wodą.

przeterminowaliśmy się, chyba, tak myślę, lecz dalej brnę
w głupią nadzieję. ubieram słowa i melodie saksofonów,
w skrojone na miarę odpowiedzi na wszystkie pytania,
myśląc, że ugram tym kilka chwil w twoich ramionach.

i tak z obrazka „my, ławka, wieczór” zostaną tylko gołębie.
ty pójdziesz do przodu, ja pójdę do tyłu. gdzieś się spotkamy



GRZEGORZ JĘDREK


"Pokoszmary"

E.

Zjadły mnie muchy. Podobno
byłem smaczny. Niewielkie stworzonka,
wiesz: nieciekawe. Nie jedź do mnie windą
tam się czają lustra. Jestem trawiony
i mógłbym się odbić przypadkiem.

Nie idź schodami. Ostatnio
pomyliłem kierunki i wiem, że schody
prowadzą do piwnicy a tam jest ciemno. A gdy
się uprzesz (lecz pójdziesz za daleko) dojdziesz
do lasu anten i dużo tam powietrza

dostatecznie dużo żeby z much zrobiły się
zaspy. Śnieg jest czarny od much. Każdy
z moich znajomych ma muchę w torbie. Każda
moja znajoma karmi muchę gdy sięga
po szminkę (czy powiedziałem linkę?

Nie!). Tu potrzebne jest przejęznaczenie
zanim zapukasz, zanim wejdziesz przez okno
ugotować mi (wyemancypowany) obiad. Zanim zapytasz
czemu jestem przeźroczysty, gdy prosisz
żebym choć kuchnię posprzątał po ekslokatorach.



RAFAŁ BARON

"zwrotnik byka"

bycie przezroczystym jest proste
w miejscu, gdzie światło zawraca, rozrzedza się i krąży
pomiędzy barem 24h serwującym tortillę,
przystankiem tramwajowym, a wilgotną bramą
z zepsutym domofonem.

nie może się wydostać, choć prawdopodobnie było już
na całej kuli ziemskiej. wraca do pokoi
pozbawionych prądu i przygasa,

jest cierpliwe. przeczeka na zewnątrz, w zepsutych latarniach,
obserwując tamto ciało w wersji próbnej.
rano znów spróbuje dotknąć.



KAJETAN HERDYŃSKI


"7220 rewolucji na minutę
poem for Iris and Betsy"


twardo gra się w Kufstein mają pieniądze nie mają obciążenia
podcięci i zbici z tropów ze stropów jak zestrzelone wróble
nosimy wodę i piach ze studni z piaskownic na pola
wydęte jak brzuchy kiedyś w tym miejscu powstaną ogniska

w Kufstein pada już trzeci dzień Serbowie zyskują czas
tracąc piłkę przez mgłę słychać czyjeś ochrypnięte głosy
wyobraź sobie że zrywasz plandekę jak się otwiera usta
ale na ustach nie ma języka klatka na pace jest pusta

twardo gra się przeciw tobie kiedy beż spotyka się z czernią
stojąc pod markizami film pod tytułem kobieta jest wrogiem
ciężarówki trzęsą naszymi oknami rycząc w kierunku na północ
chcę słuchać be-bopu do rana ale nie umiem zmniejszyć obrotów

nocą w jasnym pokoju okna stają się lustrami




MATEUSZ ANDAŁA


"migawka"

mimo że nie leciałem dotychczas samolotem
czyli minispódniczki stewardes znam tylko z amerykańskich filmów
i jedynie domyślać się mogę co robi kapitan po włączeniu autopilota
udało mi się odbyć kilka znaczących dla mojego rozwoju wewnętrznego podróży
choć na przykład nigdy nie byłem u fryzjera

sierpień tamtego roku mieliśmy wyjątkowo upalny i ludzie umierali tłumnie
siedziałem na La Défense w Paryżu (tubylec powiedziałby że pod Paryżem)
za lunch mając gruntowe ogórki pokrojone w ćwiartki i jaja na twardo
ugotowane dwa dni wcześniej gdzieś na Lubelszczyźnie
turyści z państw starej Unii rzucali mi ze współczuciem
pod nogi eurocenty cukierki i papierosy gdy Afrykanie
z dawnych kolonii francuskich patrzyli z zawiścią
mając sobie za złe że wcześniej na to nie wpadli
i muszą naciągać ludzi na plecione bransoletki

tymczasem hipisi punkowcy metale i gospodynie domowe
robili sobie fotki na Pere-Lachaise przy grobie Morrisona
by jakiś czas później uwiecznić się na zdjęciach w podobnych pozach
i z takimi samymi uśmiechami w miejscu śmierci Diany Spencer

gdy odpoczywałem na trawniku pod wierzą Eiffla chłopcy z dzielnic
imigranckich pytali mnie łamaną angielszczyzną czy nie pójdę
z nimi palić luksusowych samochodów na Polach Elizejskich
szybko jednak wyczytałem z ich kosmopolitycznych gestów
że chcieli tylko kupić haszysz a to pewnie dlatego że natura obdarzyła mnie
posturą kompociarza snującego się w okolicach kolejowych dworców

ale ja akurat czytałem „Biedną Belgię” Baudelaire'a więc pokazałem im bez słowa
grzbiet książki a oni z grymasem prawdziwego niesmaku na twarzach
odeszli w stronę Sekwany gdzie malował swój obraz stary choć jeszcze całkiem żywy
i brodaty William Wharton nie wiedząc że właśnie w tej chwili rozpoznają go
niektórzy Polacy i wyląduje wkrótce jako trzecia atrakcja obok muzyka i księżnej
w jakimś rodzinnym albumie między chrzcinami i pierwszą komunią




nagrodę specjalną Jury XVI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina otrzymała Ilona Witkowska, która nie wyraziła zgody na publikację wierszy.

wiersze nominowanych i laureatki ukażą się na łamach Okowykolu Okularnego w lutym 2011r


11.01.2011

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz.7


Powiedz, że życie to jednokierunkowa podróż, lot,
powiedz to bez cienia histerii -
mógłbyś wtedy powiedzieć, ze stoisz w zimnym świetle wiedzy

Robert Lowell "Zegarmistrz Bóg"


Trzeba oddać sprawiedliwość La Lobie, jej przepowiednia zmąciła nieco myśli i zawładnęła wyobraźnią. Nic dziwnego - ostatecznie każda kobitka marzy o księciu z bajki (no ok. tutaj akurat z mrocznej bajki), który niczym dzielny Isildur jednym ciosem zetnie z palca księcia ciemności pierścień przeznaczenia.
Dobra. Bądźmy przez chwilę poważni. Zaczęła sobie coraz wyraźniej uświadamiać, że solo z wodnikiem szuwarkiem wygrać będzie trudno.
Zasadniczo została jej tylko jeszcze jedna próba: musi odnaleźć słowo. Słowo - klucz, słowo - zaklęcie, które dałoby jej ochronę. Zadanie wbrew pozorom wcale nie takie proste, bo gdzie szukać? Jak rozpoznać to właściwe, kiedy już się znajdzie kilka? To zupełnie, jak poszukiwanie imienia boga, miliony milionów permutacji;
ergo: kilkudziesięciu żyć by nie wystarczyło.
Czas chyba na telefon do naczelnego rodzinnego oszołoma, Indiany Jonesa
bioenergoterapii, znawcy energii piramid i strach się bać, czego jeszcze.
- Witam mistrzunia. Jak sie wujek spodziewał, po karcianym eksperymencie wiem wszystko, poza tym, jak się pozbyć zacnego szuwarka. W zaistniałej sytuacji jestem zmuszona żebrać o pomoc.
- Dziecko drogie, przede wszystkim oczyść umysł - zabrzmiał dostojny i jakże uduchowiony baryton Wielkiego WU - ciało już oczyścić potrafisz, podejmij więc czynności, których tak lekkomyślnie poniechałaś! Lecz najpierw szalona dziewczyno przyjdź do mnie, abym napełnił cie zbawczą energią, tak potrzebną do walki, która niechybnie stanie się twym udziałem.
- Przepraszam bardzo, jest godzina siedemnasta, czy wujek już coś brał? - spytała spontanicznie, nieco zbita z pantałyku (a w ogóle czym WTF jest pantałyk?!!!)
- Nie bluźnij dziecko! Na ducha brata mego, a twego dziada cię zaklinam! - kontynuował niezrażony wujcio - w dniu jutrzejszym, o godzinie dziewiętnastej przyjdź do mnie, a uczynię co w mej mocy, by ci pomóc.
- Dzięki ci, stawię się niezawodnie, aby przyjąć od ciebie pomoc dar, jakiej niewątpliwie potrzebuję - (rany koguta! już mi się udziela!) - do jutra zatem.
Odłożyła telefon i pogrążyła się w myślach.
Wodnik nie odpuszczał, co noc regularnie zjawiał się, by kontynuować rytuał.
Swoją drogą, musieli go tam, gdzie jest nieźle przetrzymać, takie chłop miał pragnienie.
W tym wszystkim czuła jednak, że ów przepowiedziany osobnik płci męskiej może być odpowiedzią na jej nieustanne modły.
Szczurek milczał, musiała przyznać, ze jest pod wrażeniem tej - niespotykanej dotąd - konsekwencji. Właściwie już nie "szczurek", a raczej "Szczurosław Godny", hmmmm "Szczurzysław Dumny"?
Tak, czy siak - zdecydowanie lepiej, kiedy się nie odzywa i nie skamle rozpaczliwie.
Zapewne znalazł sobie inny obiekt popisków, inna teraz bogdanka moczy mu futerko.
- Co z tobą mroczny kniaziu? Gdzie jesteś i czy wiesz, ze czekam na ciebie, jak nie przymierzając Mojżesz na dekalog?
Kot poruszył się niecierpliwie, zeskoczył z kanapy, na chwilę zastygł w bezruchu, po czym przewrócił się na bok i zaczął wić w konwulsjach. Jakby próbował uciec przed chcącą go złapać ręką.
Sparaliżowana strachem przez moment przyglądała się temu dziwnemu zjawisku, potem runęła na kolana i głaszcząc rzucające się futerko, przemawiała najłagodniejszym głosem, na jaki było ją stać: maleficos non patieris vivere, maleficos non patieris vivere, maleficos ...

On zaplanował i zainstalował
nas w Aparacie. Lubił majsterkować,
lecz udoskonalimy to, co zrobić musiał.
Stanął z boku, jak całun spowity w samotność

Robert Lowell "Zegarmistrz Bóg"

08.01.2011

Zawleczka naszego wspólnego języka - Jakub Sajkowski "Ślizgawki"


Najtrudniej pisać o wierszach przyjaciół, o wierszach, które zna się jak własne; których narodziny i rozwój, aż po ostateczny kształt dane nam było obserwować.
Postanowiłam zaniechać silenia się na obiektywizm i napisać dlaczego "Ślizgawki" są ważne dla mnie, jako czytelnika.
Właściwie od pierwszego czytania tego zbioru towarzyszą mi słowa Ernesta Beckera:
"ludzie tworzą rzeczywistość, której potrzebują po to, aby odkryć siebie".
Rzeczywistość w tym zbiorze ma dwie płaszczyzny: pierwsza - bardziej "namacalna" mieści w sobie podróże, oddawanie krwi w stacji krwiodawstwa, realne miejsca i ludzi. Druga jest bardziej abstrakcyjna, pełna snów, aluzji i odniesień, bazuje na emocjach.
Obie doskonale się uzupełniają, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jedna wynika z drugiej.
Jakub Sajkowski nie wstydzi się emocji, traktuje je naturalnie, jako integralną część egzystencji. W konsekwencji wiersze w "Ślizgawkach" nie są jedynie chłodnymi obserwacjami, nie opisują uczuć jak okazu rzadkiej rośliny, są ich pełne. Podmiot liryczny mówi do czytelnika "ze środka". W jaki sposób mówi?

Słowa są puste, a jednak nie chcą przestać. Wylewają się
z zepsutego kranu, zatkanego zlewu. Słowa są puste,
a jednak przemykają, jak woda pod drzwiami

"Ślizgawki"

Jeżeli spodziewacie się spektakularnej powodzi, efektów na miarę Camerona lub Spielberga, to tutaj ich nie znajdziecie, możecie natomiast być pewni, że poziom wody będzie się podnosił stopniowo, prawie niezauważalnie.
Sajkowski nie rewolucjonizuje języka i w gruncie rzeczy nie taki jest jego zamiar.
W większości to spokojna, ale zarazem dobitna narracja, pozbawiona egzaltacji, o którą bardzo łatwo, kiedy pisze się wiersze o ciężarze emocjonalnym. To narracja także miejscami ryzykowna, np. sporo w tych wierszach krwi.
Krew jako źródło życia, pokarm, ale także jako przekleństwo. Ten sposób pisania wymaga szczególnej uwagi w posługiwaniu się językiem.

Powiedzieli mi: będzie sterylną bronią chemiczną,
zamrożą w banku kroplówkę w plastikowej łusce.
Aby ludzie dostawali głodowe porcje, zaledwie
podtrzymujące funkcje życiowe.

"ORh-"

Życie w poezji Jakuba toczy się jak kolejowy skład: raz przyspiesza, raz zwalnia, czasem zatrzymuje się, by przypomnieć minione wydarzenia i osoby, które na podmiocie lirycznym odcisnęły swoje piętno; toczy się naturalnym rytmem nieustającej podróży i taki też jest rytm tych wierszy.

Kto nam dodaje te kilometry,
czy mogę cię dotknąć, czy mogę je stąd wymazać?

"Rewolwerowcy"

Ktoś mógłby zapytać co szczególnego jest w twórczości Jakuba?
Odpowiem: wszystko. Począwszy od ogromnej wrażliwości na otaczający świat i na słowo, poprzez skupienie w opisywaniu tego świata, na wyobraźni skończywszy.
Jeżeli zdecydujecie się na tę podróż, wbrew pozorom nie możecie być pewni, czy dotrzecie do celu; czy przez przypadek nie obudzicie się w Jałcie lub o piątej rano na stacji moskiewskiego metra ... z przemoczonymi stopami.

Małe rezurekcje


Więc w oczekiwaniu na diagnozy, w bezsenności, jesteśmy
samotni? Chciałoby się powiedzieć: mieszkamy na piętrze
trzecim, tak byłoby lepiej dla symboliki, znaczenia

mojego i twojego ciała. Ale jednak, wybrano dla nas liczbę trzy i pół,
jak w jednej z tych kamieniczek w Krakowie, gdzie do mieszkań
wchodzi się przez balkon, gdzie jesteśmy dla siebie widoczni
zanim będziemy w domach. Chodź do mnie,

dom to tylko bajka, legenda, jak ta, że w kawiarniach
na Kazimierzu wiszą napisy po hebrajsku. To bajka, jeden z języków,
którego rozgryźć nie można.

Jak Tołstoj, którego czytasz, ilekroć na coś czekasz (wciąż masz
nadzieję, że Anna Karenina jednak nie rzuci się pod pociąg). Prawda

jest tobą, jest jedną z tych kobiet,
które wyjmują rodzynki z ciasta
jak zawleczkę naszego wspólnego języka.



Podsłuchy


Iskry to zwarcie na trakcji?

Światła pociągu gasną,
kiedy przejeżdża przez most?

Pociągi puszczają do ciebie oko, biegnij.
Popiół to węgielek na torowisku
podnoszony w porze karmienia,
palec wskazujący, który mieści się
w zaciśniętej piąstce małego mężczyzny.

Co mieści się
w zaciśniętej pięści dużego mężczyzny?

Świat jest pojemny i pusty jak skrótowce
jak skrótowce w wielkich i tłustych brzuchach.
Ktoś gdzieś na świat przychodzi, startuje.
Skrzydełka przelatują wszystkim koło nosa.



Ratuś



Dziadkowi


Świat ściera się jak ślizgawki, po których mnie prowadziłeś,
ma czarno-białe kolory filmu z PRL-u.
Twoje bajki nie były o wodzach rewolucji,
wilk szary, dym z ogniska, miał w gawędach imię.

Nikt nie zna go naprawdę, bo wymyśliłeś je ty.
Pytali, czy jest stąd, i czemu czuwa przy kręgu.
Skórzane kurtki i buty przekraczają rzekę,
rysują w lodzie pęknięcia jak ilustracje biblijne.

Pytają, czy jesteś stąd, nie chcę słyszeć tych dźwięków,
docierają do mnie jak czyjeś głosy spod lodu.
To ujadanie wilka? Kto odchodzi od ognia?

Świat ściera się, śmieje, świstki ściółki w środku,
trzask ciepła ogniskowej, trzaski lodu na rzece.
W swoich snach odpływamy jak nieparzyste wysepki.



Ślizgawki


M i R

Słowa są puste, a jednak nie chcą przestać. Wylewają się
z zepsutego kranu, zatkanego zlewu. Słowa są puste,
a jednak przemykają jak woda pod drzwiami. Siedzimy w pociągu,
podłoga zaczyna przypominać ślizgawkę.

Pociąg hamuje jak tępa łyżwa na lodzie, potem stoi trzy godziny
w szczerym polu. Nic nie pozostaje po samobójcach, tylko wściekłość
zniecierpliwionych pasażerów, którzy czekają na swoją kolej
by ruszyć, by się wymknąć.

Pocą ci się ręce? Powiedzmy, że przestałem
ufać ludziom, że robi się coraz ciaśniej. Dzisiaj
mocniej ściskam twoją dłoń.



Jakub Sajkowski "Ślizgawki" Biblioteka Debiutów "Zeszyty Poetyckie" Gniezno 2010r.
ISBN 978-83-926993-7-8


MICHAŁ NOWAK - Historie Powszechne




W Bibliotece Arterii ukazała się debiutancka książka Michała Nowaka, jednego z ciekawszych współczesnych poetów.
Wiersze Michała znam doskonale z internetu, teraz mam ogromną przyjemność obcować
z nimi na papierze.
W 2008r zasiadałam w jury I OKP "Ścieżki, Słowa, Skrawki" w Raszynie
wraz z Szymonem Kantorskim, Anetą Nalborczyk - Wierzbicką i Michałem Kędzierskim.
Michał zdobył tam I Nagrodę m.in. za wiersz, który zapamiętałam, ponieważ zrobił na mnie ogromne wrażenie:



Widokówka ze szpitala przy Kondratowicza. Grudzień

Namysłowska, przyjeżdżaliśmy tu na szkolną okręgówkę
jak na puchar świata 3 faule 7 asyst i 22 punkty to moje
statystyki meczu z Wawrem który po błędnej decyzji
sędziego wierzę w to do dzisiaj przegraliśmy

1 punktem

sto jedenaście tysięcznych sekundy tyle wynosi nie pobity
rekord czasu reakcji brata zmierzony na stoperze elektronicznym
z I komunii świętej na ok. setkę miałem ze 20 sekund
cegłą na jezdni znaczyliśmy linię startu sto kroków dalej

linię mety

oszczędzano nam wtedy pogrzebów:

''kręciliby się z nudów i za jaką krzywdę jeden z drugim
miałby po łbie dostawać'' mówiła babka która wiem
będzie kochać jego ciało wyrówna dłonią ledwie
widoczne zagięcie na koszuli przeklnie trębacza który
weźmie 200 zł a przestanie grać jeszcze przed schowaniem trumny
...........................................................................

przejechał pół Polski żeby z braćmi spotkać się w brzozach
na grobach w Zamościu gdy wydolność serca wynosi 20 %
to przyszłość jest chmurą jak tysiące ptaków uśpionych



Michał Nowak "Historie powszechne" Biblioteka Arterii Tom 11.
SPP Oddział w Łodzi, Śródmiejskie Forum Kultury w Łodzi
ISBN 978-83-62733-03-3


06.01.2011

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz.6


Nasza sprawa jest tajemnicą wewnątrz tajemnicy,
tajemnicą czegoś, co pozostaje zamknięte,
tajemnicą, którą jedynie inna tajemnica może objaśnić,
jest to tajemnica dotycząca tajemnicy,
której się czyni zadość tajemnicą

Jafar al - Said. szósty Imam.


Wszystko zgodnie z planem : trzeba przyznać, że La Loba to wyjątkowo kumate dziewczę; bez większych problemów odczytała znaczenie i zinterpretowała szatańskie znaki.
W kilku miejscach co prawda miały ze dwie, albo nawet trzy interpretacje, ale zawsze udało się znaleźć tę właściwą. Właściwą rzecz jasna w kontekście całego rozkładu.
Generalnie po ok. dwóch godzinach miały już ogólny obraz tego, co jest i co może być, pod warunkiem, że będzie się postępować "jak-należy".
No to szczurek na drzewo - nic z tego nie będzie, koleś powoduje dekoncentrację i wprowadza chaos. Dlaczego nie była zaskoczona? Parafrazując przysłowie: szczurek z wozu, koniom lżej. Niech i tak będzie.
Najlepszą częścią kosmicznej rozkminy była ta, w której La Loba (niczym archanioł) zwiastowała pojawienie się upragnionego mrocznego rycerza, nawijała niewiasta, aż okienko dymiło:
- widzę po twojej prawej stronie mężczyznę, ciemne włosy, oczy. Będzie wiedział, czuł i zostanie z tobą.
- Więc jednak! - ucieszyła się - trafi się w końcu coś lepszego niż szczurek. Czas najwyższy, bo obcowanie z - co prawda - inteligentnymi, ale pozbawionymi polotu futrzakami, przewidywalnymi jak kac po ostrej popijawie lasuje mi mózg. Jeszcze trochę, a zacznę oglądać "Taniec z gwiazdami", a potem to już tylko blond loki, różowa kieca, Harlequin, albo ... rytualne samobójstwo.
Swoją drogą przepowiednia dotycząca szczurka spełniła się zanim jeszcze została odczytana. Ciężko obrażony, po (jego zdaniem) spektakularnym fochu oświadczył, że przeszkadza mu fakt, iż ona zamienia wszystko w literaturę.
- Nie wszystko sierściuchu - stwierdziła ubawiona - ale z ciebie niczego innego poza tanią komedią naprawdę nie da się zrobić.
Przynajmniej w tej kwestii mamy jasność.
Najgorzej sprawa wyglądała z kranówopijcą, nijak nie dało się ustalić skąd i po co przybył? I nade wszystko czego chce? Talia na ten temat milczała jak zaklęta,
Obie z La Lobą odczytywały rozkład od lewej do prawej i z powrotem, z góry na dół,z dołu do góry - tabula rasa kurcze flak!
W tej sytuacji pozostawały bardziej ekstremalne metody pozbycia się natrętnego gościa, do których aktualnie nie miała głowy rozanielona wizją przystojniaka wyłaniającego się z mroku dziejów.
Jedno było pewne: czekało ją starcie solo, oko w oko, ząb w ząb, niczym Johny Rambo przeciw złu tego świata, czy też raczej: zaświata.
Jorge Luis nabrał wody w usta, ani widu ani słychu. Można by złośliwie stwierdzić, że jako jedyny nie przejrzał na oczy.
Spojrzała w lustro, nie było dobrze. Pod oczami sine kręgi na pół twarzy, blada skóra, zupełnie jakby nagle rozchorowała się na porfirię.
Czuła się całkowicie bezbronna, pierwszy raz od rozpoczęcia afery z fanem wodociągów zaczęła się niepokoić. Wszyscy sprzymierzeńcy dali ciała: babcia milczy, Jorge Luis milczy, rycerz - wybawca jeszcze się nie pojawił. Kaszana!
W oddali słychać tylko bębny mnichów tybetańskich.
I die alone
On Via Dolorosa
I carry my burden alone
On Via Dolorosa


04.01.2011

JAKUB SAJKOWSKI - ŚLIZGAWKI




Nareszcie JEST, wyczekiwana, absolutnie zasłużona, bardzo ładna książka, z jeszcze ładniejszymi wierszami :)
KUBUŚ GRATULACJE!

02.01.2011

przejścia, powroty





przejścia

to wszystko zawsze zaczyna się po godzinach
oczekiwania nie dostrzeżesz ani niepokoju
w łaszeniu się kota w jego zielonych oczach
jak w lusterkach odbijają się ściany sufit
pusty i czysty ekran przed projekcją
odcięcie światła i czekam oparta o ścianę
w słuchawkach bębny tybetańskich mnichów

to wszystko polega na znajomych dźwiękach
wyjmowanie szklanki szum płynącej wody
po brzegach nie muszę widzieć by wiedzieć
teraz przyjdziesz ty i twoi towarzysze
kiedy będą mnie uczyć czytać z ruchu warg
rozpocznie się seans dla jednego widza
rano pozostaną tylko zacieki na szkle.


powroty


teraz wystarczy tylko się obudzić
opanować skurcz mięśni wytrzeć krew
spojrzeć w odsłonięte lustro w nim
nie czai się już cień za oknem świt

gdy wracam w cztery ściany świata
tuż za mną przekroczona granica
zatarte ślady na deskach podłogi
w oczach udręka i proszek na szkle

hiperwentylacja przywraca świadomość
igła w żyle jak corpus delicti na czas
znaleziona za najwyższą cenę pewność
poza wszystkim wszystko poza pewnością.

Poznań 08.08.2008r

MG

Hypatia Borges - Kronika szaleństwa cz.5



Spójrzmy, jak pada deszcz
Tak właśnie pada cień
Z okna na zmierzch
Aż po horyzont zdarzeń
Przez wszystkie dni
Za jakiś dawny grzech
Ciemna, magiczna moc
To będzie nasza śmierć

Armia - Legenda


Obudziła się z niejasnym poczuciem poniesionej porażki, nie od razu przypomniała sobie o co właściwie chodzi, ale gdy po kilku minutach dotarły do niej wydarzenia poprzedniej nocy, ciśnienie skoczyło jej na tyle, że dostała malowniczego wytrzeszczu oczu. Nie ma mowy, by pokonała ją upierdliwa ektoplazma! Musi być sposób. Musi!
Co prawda babunia nie okazała się zbyt pomocna, no i trzeba byłoby rozkminić z kim się (ta za życia rozsądna) niewiasta szlaja po zaświatach? Ostatecznie nie bez powodu przybyła w asyście, w zasadzie żaden problem - wystarczy weekendowy kurs czytania z ruchu warg i sprawa załatwiona. Tymczasem kranówopijca to jak się okazuje przeciwnik nie lada! Że też musiała spalić talię w przypływie bezmyślnego heroizmu, ech gdyby nie te ciągoty do bycia bohaterką nie musiałaby teraz zastanawiać się jak postawić karty, których się nie ma?
- No przecież durna babo! Ratunek znajduje się po drugiej stronie komunikatora! Twa duchowa siostra na pewno się zgodzi na ten eksperyment na odległość, komu jak komu, ale podobnie pierdolniętej babie na pewno możesz zaufać. - skonstatowała uradowana swoją pomysłowością - prawie jak Dobromir, gdzie lustro? muszę sprawdzić, czy nad głowa nie skacze mi biała piłeczka!
Wprowadzenie tego PLANU w życie nie nastręczało żadnych trudności, odpaliła ZŁOM (tak czule nazywała wiekowy sprzęt, który podobno w zamierzchłych czasach nazywano komputerem), zalogowała się do Internetu i przy pomocy boga wszystkich samotnych czyli gadu gadu przedstawiła w miarę zwięźle swoje potrzeby. La Loba odezwała się niemal natychmiast i na wieczór zostało umówione uroczyste położenie/rozłożenie/przyłożenie - jak zwał, tak zwał, mające naświetlić sytuację ogólną, oraz dać odpowiedzi na kilka pytań - rzecz wiadoma, okraszone odpowiednią interpretacją czyli tzw. rozkminą na dwa łby i internet.
Do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, można by trochę potropić owych lowelasów babuni. Szczurek zamilkł (niech mu eter cichym będzie) najwyraźniej dotknięty do żywego stanowczą odmową, choć bardziej prawdopodobną wersją była jednak ta, ze totalnie nie pamiętał, iż zaszczycił ja telefonem. Ze stanu jego wymowy można było łatwo wydedukować stan jego umysłu, który najłatwiej podsumować jako zgon ostateczny.
Ech! Przydałby się jakiś mroczny rycerz na czarnym koniu wyłaniający się zza wzgórza w zachodzącym słońcu, tuż przed tym, jak mrok ogarnie ziemię i wyrywający ją swym silnym blackmetalowym ramieniem z niematerialnych szponów upiora oraz włochatych łapek szczurka! No nic, pomarzyć dobra rzecz, a tu tzreba brać się do roboty i szukać tropów.
- Tak jest Watsonie - rzekła do wpatrującego się w nią dziwnym wzrokiem kota - bądź łaskaw nie zabawiać mnie teraz rozmową, gdyż muszę oddać się teraz wnikliwej dedukcji.

Postrzeganie powiązań pomiędzy przyczyną i skutkiem odprawiania czarów jest bardziej intuicyjne niż analityczne. Czynności magiczne mogą wywodzić się na przykład z osobistych obserwacji dramatycznych wydarzeń. Dramatyczne wydarzenie jest nacechowane emocjonalnie . pisał Jeffrey B. Russell - Wierzenia magiczne mogą również wynikać z podświadomych myśli wyrażanych w snach czy wizjach .

- No rzecz jasna, że mogą, przecież właśnie wynikają i to tak spektakularnie, ze można by urządzić - za odpowiednią opłatą rzecz jasna - seans dla spragnionych niecodziennych uciech. Hmm swoja drogą, niezły pomysł na podratowanie domowego budżetu - stwierdziła i nagle pomyślała o Słowie. - Właściwie dlaczego by nie spróbować? ostatecznie to jedna podstawowych zasad, wystarczy tylko poszukać w sobie. O tak! Szukanie w sobie to ulubione hasło Wyklętego Wujka. Nie, nie wszystko na raz kochaneczko! Najpierw La Loba i jej wieści dziwnej treści, a potem cała reszta. Musisz wiedzieć gdzie leży pies pogrzebany!
Kot znudzony wyciągnął się jak długi na okiennym parapecie z głową w jednej doniczce, z łapami w drugiej. Telefon milczał (bogowie jej wysłuchali), sobota zapowiadała się spokojnie. No to byle do wieczora.

Głowa ma dość
Łomot starego ja
Jak można znosić myśl
Że dąży się do zła
Przez wszystkie dni
Za jakiś dawny grzech

Armia - Legenda



cdn