Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


28.02.2011

jak najbardziej współczesny wiersz o miłości


koparka przecięła kable, wiesz u nas
to jeden wielki plac budowy. sieć
przerwana i nie złowimy nawet słowa,
nie mówiąc o czymś dłuższym. na przykład

stu sześćdziesięciu znakach, bo komórka
też się miga. w tej chwili nic już nas
nie łączy, ale wciąż jestem kobietą
twojego życia, więc opróżniam butelkę

wina z okazji imienin córki i tłumaczę
ścianie, na czym polega problem. to tylko
świat nie chce się dostosować, zbuntowany
żołądek wysyła wiadomość: nie panujesz

nad treścią


MG

27.02.2011

dolnopłuk


Robertowi :)


wiersze o awariach pisze się
jak instrukcję obsługi - nikomu
poza mną na nic się nie przydadzą,
bo co kogo obchodzi niedziałająca

spłuczka? też ma życie wewnętrzne,
zawór i spust, małą rurkę, którą płynie
woda, jak słowotok wprost do ścieku,
nieprzerwanie. gruby facet ze sklepu

patrzy głodnym wzrokiem, jak gdybym
szukała pretekstu do rozmowy. plastik
okazuje się najbardziej zaciętym wrogiem.
mówisz, że czekasz na wiersz hydrauliczny,

a mnie wkurwia schemat, którego nie rozumiem,
palec w odpływie, Obcy na szczoteczce do zębów.
jesteś w wierszu choć nie kojarzymy się sobie
z kiblem, więc z czym? przelewa się we mnie

bezradność.


MG

23.02.2011

z drugiej ręki





te baby, co wiecznie mają wolne, jak zwykle
wpychają się pierwsze. grubymi paluchami
gniotą i rozdzielają na czworo, pięcioro,
czy ile ich tam w tej brudnej oficynie.

jachu znowu zachlał, wylał barszcz i ślinił się
na córkę sąsiadów. pani, ja tej suce
to grosza bym nie dała na te szmaty,
co w nich paraduje, z cyckami na wierzchu.

jak jej matka wypisz, wymaluj. godności - wie pani
też za grosz, jak te kiecki. każdemu dawała,
a to trzeba wiedzieć komu i kiedy wejść
od przodu albo tylnymi. pani wie? ja ostatnio

wybrałam najlepsze.


MG

22.02.2011

żyjątko




fot. Grzegorz Chorus
http://www.flickr.com/photos/gchorus/



odpływ się zatkał jednokomorowo, bez ociekacza
zalało nas fusami, resztką herbacianych liści
i krwią z rozciętego palca. wsypuję środek
chemiczny, który parzy mi dłoń, skóra

i jeszcze coś w środku pokrywa się pęcherzami,
marszczy nos i syfon. płaczemy przekonane,
że zabijamy wodnika, napełniamy mu usta
szarym granulatem, powoli rozpuszczamy

we wrzątku. dorosłe kobiety przecież
myślą racjonalnie, udrażniają, czyszczą wlew
i wracają do swoich zajęć. żyjątka
są z innego świata, przeszkadzają, brudzą.


MG

20.02.2011

dieta

"może złudzenia to miasta budowane po to żeby je burzyć,
albo żeby zasypał je piasek życiowego doświadczenia
i zmęczenia?"
W. Machno




Wasyl Machno uciekł z Ukrainy, teraz pisze
wiersze o Nowym Jorku. ja nadal lokalnie,
z ustami wypchanymi mandarynką puszczam
soki zamiast korzeni, choć to miasto
wciąż wciąga jak bagno albo orgazm

który jak wiosna - nigdy nie przychodzi,
gdy skupiam się na czekaniu i zaciskam
szczęki. jeszcze kilka kropel zanim
zacznę od nowa: wysychać, wilgotnieć
i tak bez końca. Wasyl Machno uciekł,

ja niepostrzeżenie stałam się ucieczką.

15.02.2011

STANISŁAW BARAŃCZAK



"jeśli kogoś stać na to, by być ateistą". Ależ nikogo na to nie "stać" brak wiary,to, sądzę kalectwo, którego się nie wybiera; a z drugiej strony wiara nie jest protezą, którą można sobie sprawić, aby kalectwo przestało doskwierać. [...]
Właśnie: nie mając dla swych postępków religijne sankcji, człowiek niewierzący powinien tym usilniej i świadomiej trzymać się etyki, w której centrum stoi jednostka ludzka, drugi człowiek, mój bliźni.
Paradoks, ale głęboko prawdziwy: etyka chrześcijańska w całej pełni obowiązuje agnostyka, takiego agnostyka, któremu niedostępne jest Objawienie, ale który mimo to chce być człowiekiem dobrym i czyniącym dobro wedle ludzkich możliwości.

Stanisław Barańczak "Etyka i poetyka"


14.02.2011

męski magiel, pająki i pani obrażalska

Czyli o tym, jak dostałam się w krzyżowy Pawła Łęczuka

http://salonliteracki.pl/portal/publicystyka/9-wywiady/133-pisalam-nawet-o-pajakach-rozmowa-z-magdalena-galkowska

zapraszam do lektury :)

RÓBMY CO MOŻEMY

http://zegoty.blogspot.com/2011/02/ratujmy-nasza-szkoe.html

świat jest pełen absurdów, jeśli możemy poradzić cokolwiek choć na jeden z nich,
to musimy działać.
Wpisujcie swoje głosy poparcia na blogu szkoły w Żegotach, którą bezmyślni urzędnicy chcą zamknąć.

13.02.2011

gama

mówię, a język jak zużyta struna
uparcie kaleczy dźwięk, ten drobny
dysonans nie przeszkadza. twierdzisz,
że to tylko kwestia podleczenia gardła

odpowiednim środkiem zwalczam słowa
lęgnące się jak larwy, a mogłabym przecież
oczyścić nimi ranę, patrzeć jak się wiją
czekając na efekt. muszę milczeć,

duszę się, gdy podchodzą zbyt blisko.


MG

12.02.2011

debet



aleksandra umarła rano, teraz jest
popołudnie, matka nie przestaje płakać,
dlatego milczę i obserwuję słońce,
które uwija się w koronach drzew.

zaraz skończy i złapie ostatni,
powrotny promień. bóg przyjmuje
od dziesiątej do dwudziestej - jak w banku
- mamy wieczność, więc dlaczego właśnie dziś

patrzysz na mnie jakbyś szukał odpowiedzi
na pytania, które jak debet spędzają nam
sen z powiek? czekam, bo mam pewność,
ze wraca się, by ponieść koszty.

MG

11.02.2011

Hypatia Borges - kronika szaleństwa cz. 8

Przeszłość jest niezniszczalna: prędzej czy później zdarzenia powracają. Jednym z takich powracających zdarzeń jest zamiar zniszczenia przeszłości.
                                                                                                      Jorge Luis Borges


Takoż w oznaczonym dniu, o umówionej godzinie stawiła się u wrót przeznaczenia (czyt. pod klatką schodową czteropiętrowca z wielkiej płyty na bezpłciowym osiedlu) i zadzwoniła umówionym sygnałem: dwa krótkie dzwonki i jeden długi. Wdrapała się po schodach na ostatnie piętro, gdzie Wujcio dekorował futrynę z wdziękiem XVII-wiecznego arystokraty spoglądającego wzrokiem nader natchnionym ze złoconych ram obrazu; przyodziany w gustowną bonżurkę i haftowane pantofle.
- Witam cię drogie dziecko - wyrzekł uroczyście, po czym powiódł (tak, tak właśnie nie zaprowadził, nie zatargał tylko powiódł) ją nieszczęsną do swej świątyni dumania, czyli średniego pokoju z widokiem na dyskont spożywczy.
Po krótkim, acz niestety koniecznym wstępie dość klarownie zrelacjonowała swoje dotychczasowe poczynania, a Wujcio z dezaprobatą graniczącą z pogardą odniósł się do braku jakichkolwiek czynności mających na celu oczyszczenie duszy.
Sam seans natomiast okazał się znośny, momentami odczuwała nawet przyjemne mrowienie w niektórych częściach ciała, a momentami odniosła wrażenie, jakby odprawiał nad nią egzorcyzmy nieco ekscentryczny kapłan.
Najmilszym momentem była rozmowa przy filiżance obrzydliwego, śmierdzącego płynu, który Wujcio (zdecydowanie na wyrost) określił mianem herbaty, a którego obrzydliwość skutecznie niwelowała życzliwość Wujcia i jego autentyczna troska.
Najważniejsze jednak okazały się informacje, których z pewnym wahaniem jej dostarczył.
Z jego relacji jasno wynikało, iż źródło jej skłonności do obcowania z bytami z innych wymiarów biło w zmarłej przedwcześnie i kompletnie nieznanej babce. jakby tego było nie dość - z historia owej tajemniczej babki wiązała się także historia kilku innych kobiet z pewnego małego miasteczka na południu. Wychodziło na to, że czekała ją podróż sentymentalna, jednocześnie nastręczająca sporych trudności; nie wiedziała bowiem kompletnie nic o owych kobietach, nie znała ich nazwisk, dysponowała jedynie przekazanym przez Wujcia zdjęciem babki w towarzystwie jednej z nich.
- Miasteczko jest na tyle niewielkie, że na pewno uda mi się trafić na kogoś, kto udzieli mi choćby strzępów informacji. Potem już po nitce do kłębka - dumała w autobusowym ścisku, chowając w dłoni małą piramidkę.
Wujcio, jako m.in. znawca energii piramid wykonał ją specjalnie dla niej. Była z mlecznego, grubego szkła, tak niewielka, że bez problemu dało się ją zamknąć w dłoni.
- Jest środa, do K mogłabym pojechać w sobotę rano i gdyby zaszła taka potrzeba, pozostać do niedzieli - rozważała w duchu - dwa dni, to już jest jakiś punkt wyjścia dla poszukiwań, a muszę zacząć działać, bo inaczej nocne odwiedziny wodnika szuwarka doprowadza mnie do całkowitego rozstroju nerwowego.
Kot spał, zwinięty w kulkę na oparciu fotela, najwyraźniej wyczerpany dziwnym atakiem, w miseczce wysychała nietknięta karma. Niedobrze, jeśli ten głodomór nawet nie ruszył papu, to znak, że sprawa może być poważniejsza niż sądziła.
Nieco przygnębiona uruchomiła ZŁOM, by odczytać pocztę.
Wiadomości spływały jak woda rynną, cała masa reklamowego gówna, dwa wyciągi bankowe i... a to zaskoczenie, mail z nieznanego adresu. Zapaliła papierosa, skoczyła do kuchni po popielniczkę i zabrała się do czytania.
List nie był zbyt długi, a napisany został przez osobnika, który bywał na tym samym forum internetowym, co ona i pytał, czy nie miałaby nic przeciwko, gdyby w następnym liście podzielił się z nią swoimi spostrzeżeniami oraz wnioskami w pewnej sprawie.
Facet zdradzał wyraźne zainteresowanie jej osobą oraz tym, co pisała, może nawet fascynację?
- Wkręcasz sobie - opieprzyła sama siebie - to, że nie bełkocze jak szczurek i jemu podobni, potrafi skonstruować zdanie w języku polskim i co drugie słowo nie pisze JA, jeszcze nie oznacza, że jest darem niebios / piekieł czy czego tam jeszcze. Interesuje go jedynie merytoryczna rozkmina i nic więcej.
Mimo wszystko jednak pokusa była silniejsza, klikneła "odpowiedz" po czym napisała:
"będzie mi bardzo miło, jeżeli znajdziesz czas, by podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami, czekam zatem na wiadomość"
Następnie czym prędzej zalogowała się na forum, znalazła nick, którym się posługiwał i zrobiła mały rekonesans. Nooooo, nie da się ukryć, była pod rosnącym wrażeniem. Godzina minęła jak z bicza strzelił, a w jej głowie zaczynała kiełkować uporczywa myśl.
Odpaliła gadu gadu i wysłała do La Loby krótką wiadomość:
"wygląda na to, że pojawił się tajemniczy, mroczny rycerz."

Żadne przeznaczenie nie jest lepsze od innego, tylko człowiek musi uszanować to, które w sobie nosi.
                                                                                                     Jorge Luis Borges


cdn

09.02.2011

z cyklu WIDOKÓWKI ZNAD KRAWĘDZI - Delta

Delta

puszczamy się z językiem, jak z nurtem:
w workach, z kamieniem u szyi wciąż
w dół i coraz dalej od źródeł, martwi

poeci toczą wojny o nasze głowy,
pęczniejące ziarnka, z których wyrastają
gnijące pędy. papier przesiąka i ciąży

w stronę dna, w rozmyty zapis bez wyrazu,
ciemne smugi, białe ślady
w miejscu słów wciąż nie widać ujścia.



MG

08.02.2011

AGNIESZKA WOLNY - HAMKAŁO



Zaś

Mówi się, co język przyniesie
(i nie włócz się poza zasięgiem).
Robi się, pisze. Pranie chodzi
ciężko jak szerszeń, czesze
się z pamięci, we włosach
zapach przedszkolnej stołówki i
kompot dwa procent, po którym
wszyscy zapadali w sen.

Sąsiad odpalał choinkę.


Odsłonięcie

Jest daleko. Blisko
pierwszy tegoroczny promień
rozcinający rzeczy na kurz,
cień. Niedopatrzenie w jednym tylko miejscu -
pod kurzem, pod oszukańczym, bo cudzym
porządkiem: puls, głos. Niedopatrzenie
nieobecnego, niedopatrzenie
tej, która mi go we śnie na manowce
prowadza.


Wychodziny


Widzieliśmy, że się będziemy prowadzać
przez marzec niesłychany, nawet gdyby
wyszło szydło mrozu spod spodu.
Powiedziałem: wyjeżdżam i chcę cię
ze sobą zabrać, a potem do siebie:
zanim te historie staną się dokuczliwe -
wyjdź. Wyszło na jaw słońce, anteny
z filcu wyszły na jaw, ludzkie papiery
z rozwodu ze światem. A jeśli odmówisz
to ja się zaciągnę, a jeśli odmówisz
ciemię nocy zedrę. Stamtąd już tylko krok.



z tomu "Gospel" Biuro Literackie Wrocław 2004r


03.02.2011

GUANO APES - Scratch the pitch




Guano Apes i ten kawałek zawsze będą kojarzyć mi się z czasami, kiedy moja córka była baaardzo zbuntowana.
Dawno nie słuchałam, dawno tu nie było muzyki, więc wrzucam.
Miłego słuchania.

01.02.2011

PIOTR MOSOŃ - insomnia


nawet na to, by być nikim
trzeba sobie ręce aż po łokcie

a może by tak rozważyć wariant zazdrosny?
aż po obrys cienia jestem
o miłość
o słowa
o przestrzeń
i jeszcze o tę ciszę
której pamięć nie szanuje
a cisza
jak twoja przetoka
wierci się we mnie
od czasu do czasu

bezsilnie zamienia noc w insomnię

jeszcze nilkt nie jest
dla mnie nikim
jeszcze wielu upartych
ociera sobie o mnie palce



z tomu "Separatum"