Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


29.03.2011

Olivia Betcher o Fabryce Tanich Butów - recenzja

Spotkała mnie niespodzianka. Po takim czasie, jeszcze komuś chce się o "Fabryce" pisać, to mnie ogromnie cieszy.

Po lekturze tomu Gałkowskiej zastanawiałam się, w jaki sposób lapidarnie określić Fabrykę tanich butów. Ta dobra poezja? Chyba jednak jeszcze nie. Szczerość przekazu i prostota formy nie wystarczą. Autorka ma wyraźny potencjał twórczy. Jest na etapie konstruowania i udoskonalania swojej dykcji poetyckiej, ale pierwszy tom jeszcze nie jest naprawdę dobrą poezją. W zasadzie wcale nie musi nią być. To dopiero debiut. Magda z pewnością będzie miała jeszcze sporo ciekawego do powiedzenia. Pozostaje tylko odłożyć Fabrykę na półkę i czekać na kolejne wydawnictwa.


całość: http://www.wywrota.pl/db/artykuly/18453_proste_i_sprawne_wiersze__fabryka_tanich.html

28.03.2011

wyłowione - Patryk Chrzan

Patryka znalazłam w sieci osiem lat temu, od tego czasu mam ogromną przyjemność uczestniczyć w jego pisaniu.


Wyprawa na północ

Don't hate me, I'm not special like you

Don't hate me - Porcupine Tree

wyczekiwałem na ciebie jak chłopczyk
na pierwsze wejście do morza, piasek w oczach
otarcia o ostre kamienie, oparzenie meduzy

dotknij mnie szelestnie jak nóż dotyka ciała
nakłuj i wymość zapachem, jestem ciułaczem
skinień, komiwojażerem bez krztyny wstydu

przyłóż głęboko łokieć zbadaj temperaturę
jak ojciec sprawdza kąpiel dla dziecka

w każdym początku zawiera się definicja końca
mówisz, a w ustach w trybie slow-motion
wybucha bezśnieżna zima, marznie jezioro

przytul mnie choć między wierszami
nie jestem nikim wyjątkowym



apostazja


świat niczego od ciebie nie potrzebuje, żyjesz
jak linia odkreślająca wynik odejmowania, ubywająca
i niebywająca, która obejmuje niewłaściwych mężczyzn

życie będące przeżytkiem, przeżute i wyplute
jak garstka tytoniu konsekwentnie niszcząca szkliwo
tracisz uśmiech i zaczynasz się wstydzić, jak śmieszna jesteś
pod moim oknem, jaka przezabawna pod okiem dozorcy
widzi cię kotem na podwórku, muzykantem na harmoszce

chciałem zejść i wywlec cię na drugą stronę, ulicy
oddać w ręce kataryniarza albo ostrzyciela noży
ale nie ma już takich ulic, nie masz drugiej strony
i nie mam okna z widokiem na ciebie

jesteś snem o kruchym cieście, a mnie ogrzewa ławica ryb
twój cichy delfini płacz z głębin oddaje mi siły, drapie zimnym
paznokciem za uchem, jestem tym światem i szkliwem

przełykam ślinę, skłamałem.



spóźniłem się dziś


1 rok

spóźniłem się dziś
o kilka tygodni

klucz wrósł w kieszeń
zamek ze mną nie rozmawia
reklamy rządzą skrzynką na listy

kilka słów od byłej miłości
schowane pod wycieraczką
coś o popełnionym błędzie

klamka wyraźnie drgnęła
wizjer zareagował nerwowo

stwierdziłem brak
śladów włamania

***

2 rok

spóźniłem się dziś
wyszedłem listopadem
wracam z końcem lutego

zimowy czas jak bryłki lodu
rozpuszczone w wiadrze sprzątaczki
myjącej korytarz cotygodniowo

nie jesteśmy do siebie podobni
nie przyciągają nas żadne siły

ona klęczy- ja chodzę
ona mówi- ja czytam

ona pracuje nad ranem- ja późną nocą
gdy otoczenie jest w trybie czuwania
a myśli są czarne i nie pozwalają spać

w poniedziałki rano
nieświadomie
zaciera moje ślady

***

3 rok

spóźniłem się dziś
wyszedłem zbyt późno
i nie widać powrotu

wszystko zamknięte, jakby
oczekiwanie na remake ostatnich lat
z nową obsadą i większym budżetem

na aktorów lepszych od nas
i Meryl Streep w roli sprzątaczki

wiedziałaś, że ryby nie trzeba zabijać młotkiem
a wystarczy zmiana ciśnienia?

pozostanie ślad łuski
małego kalibru

23.03.2011

KOZIRYNEK XI/2010 - ostatni numer


Ukazał się ostatni numer kwartalnika kulturalnego "Kozirynek", w całości poświęcony poezji. Wśród autorów m.in. Izabela Fietkiewicz, Agnieszka Gałązka, Karol Graczyk, Robert Konca, Mariusz Cezary Kosmala, Sławomir Płatek, Małgorzata Południak oraz moja skromna osoba.

Redakcja (Bober, Krupski, Magier, Świć) pisze m.in. tak:

Kończymy. O powodach można długo: brak pieniędzy, czasu, nowe wyzwania i obowiązki, skromne zainteresowanie czytelnicze (lokalne, bo na odbiór poza Radzyniem narzekać nie mogliśmy), zmęczenie materiału... Nie chodzi tu jednak o to, żeby sie nad sobą roztkliwiać. Stało się. Koniec. Kropka.


Szkoda, że się stało, dobrze, że koniec poetycki.
Zapraszam do lektury.

Amplitudy - ELŻBIETA LIPIŃSKA




Ty

Nie masz tętna. Pogłoski o mojej śmierci są mocno przesadzone,
pocieszasz przerażoną młodziutką pielęgniarkę.
Zmysły oszukują - rozum podpowiada co innego niż dotyk.
Ale dotyk już zna finał.

Miasto

kaszle nierówno, to wypluwa nas, to zasysa.
Jego puls przyspiesza w arytmiach.
Żyjemy szybko i nierówno. Bez szans.

Ja

Moje dziedzictwo jest niepełne, puls wyczuwalny.
Zarażona tobą i miastem
usiłuję złapać równowagę.
Staram się spaść później.


z tomu "Rejestry" Teatr Mały Tychy 2011

21.03.2011

światowy dzień poezji


koleżankom i kolegom po piórze


wiersze są jak drobne na dnie fontanny,
małe, żółte kotwice -
znaki, że słowa można wziąć
w garść, rzucić i czekać,

aż pod odpowiednim kątem
zaczną odbijać światło, staną się
czymś więcej, niż tylko słowami?

niech więc będzie ktoś, kto po nas
spojrzy w wodę, zanim zacznie szukać
i uzna, że już więcej nie trzeba.

MG

17.03.2011

ZAPROSZENIE


Andrzej Sosnowski
urodził się w 1959 roku w Warszawie. Ukończył anglistykę na
Uniwersytecie Warszawskim. Opublikował kilkanaście książek
poetyckich, m.in. Życie na Korei (nagroda im. Kazimiery Iłłakowiczówny
za najlepszy debiut poetycki 1992 roku), Nouvelles
impressions d’Amerique (1994), Stancje (1997), Konwój. Opera
(1999), Zoom (2000), Taxi (2003), Gdzie koniec tęczy nie dotyka
ziemi (2005), Po tęczy (2007), Pozytywki i marienbadki 1987–2007
(2009), Poems (2010). Jest również autorem zbioru szkiców „Najryzykowniej”
(2007), przekładów Zdeptanego kwiatuszka Ronalda
Firbanka (1998), Dwóch poważnych dam Jane Bowles (2005)
oraz Dokumentów mających służyć za kanwę Raymonda Roussela
(2008); współtworzył książkowe wybory utworów m.in. Johna
Asbery’ego, Ezry Pounda, Harry’ego Mathewsa, Maurice’a
Blanchota. Laureat nagród miesięcznika „Odra” za całokształt
twórczości (1998), Fundacji Kultury (1994 i 1999), Wrocławskiej
Nagrody Poetyckiej Silesius (2008). Dwukrotnie nominowany do
Nagrody Literackiej Nike (1997 i 2008) oraz do Nagrody Literackiej
Gdynia. Miesza w Warszawie, gdzie pracuje w redakcji
„Literatury na Świecie”


Dariusz Sośnicki
urodził się w 1969 roku w Kaliszu. Absolwent filozofii na Uniwersytecie
Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 90. współredagował
„Już Jest Jutro” i „Nowy Nurt”. W 2001 przebywał na
stypendium w Iowa. Aktualnie pracuje jako redaktor w Wydawnictwie
W.A.B. Po ogłoszeniu w 1991 roku arkusza Pod ciężarem
traw opublikował zbiory wierszy: Marlewo (uznane przez „Czas
Kultury” za najlepszy debiut roku 1994, wyróżnione także w konkursie
im. Kazimiery Iłłakowiczówny), Ikarus (1998), Symetria
(2002), Skandynawskie lato (2005), Folia na wietrze (2007) oraz
Państwo P. (2009). Jest laureatem kilku nagród, m.in. Poznańskiego
Przeglądu Nowości Wydawniczych (2002); za tom Symetria
nominowany do Paszportu „Polityki”. Mieszka w Poznaniu i Warszawie.


Bohdan Zadura
urodził się w 1945 roku w Puławach. Studiował filozofię na Uniwersytecie
Warszawskim. Redaktor naczelny „Twórczości”,
współpracownik „Literatury na Świecie”, wieloletni redaktor „Akcentu”.
Jako poeta debiutował w 1962 na łamach dwutygodnika
„Kamena”; prócz pisania wierszy uprawia też prozę i krytykę
literacką oraz tłumaczy z języka ukraińskiego (m.in. antologia
Wiersze zawsze są wolne. Przekłady z poezji ukraińskiej, 2004),
węgierskiego (Węgierskie lato. Przekłady z poezji węgierskiej,
2010) i angielskiego (D.J. Enright, John Ashbery, Tony Harrison).
Jest autorem osiemnastu tomów poezji, m.in. W krajobrazie
z amfor (1968), Pożegnanie Ostendy (1974), Prześwietlone
zdjęcia (1990), Cisza (1994), Ptasia grypa (2002), Wszystko
(2008), Nocne życie (2010), czterech tomów esejów i pięciu
prozy, zebranych w siedmiotomowej edycji dzieł zebranych,
opublikowanej przez Biuro Literackie. Otrzymał liczne nagrody
literackie, m.in. im. Stanisława Piętaka (1994), im. Józefa Czechowicza
(2010). Mieszka w Warszawie i Puławach.

AUTORZY ANTOLOGII

Michał Larek
(1978), adiunkt w Zakładzie Literatury i Kultury Nowoczesnej IFP
UAM, redaktor „Czasu Kultury”, wykładowca w WSNHiD; krytyk
literacki, czasem teatralny. Zajmuje się literaturą XX i XXI wieku,
antropologią mediów i kulturą popularną. Wydał tom wywiadów
z pisarzami Rozmowa była możliwa (razem z J. Borowczykiem),
współredagował Kres logocentryzmu i jego kulturowe konsekwencje.
Publikował m.in. w „Kresach”, „Tekstualiach”, „Teatrze"


Jerzy Borowczyk
(1968), jako historyk literatury (na polonistyce UAM) zajmuje
się romantyzmem. Ogłosił doktorat Rekonstrukcja procesu
filomatów i filaretów 1823-1824 (Poznań 2003), pisał do tomów
zbiorowych poświęconych Mickiewiczowi, Słowackiemu,
Norwidowi i Krasińskiemu. Pisuje również o literaturze
XX wieku i najnowszej – w pracach zbiorowych poświęconych
Krynickiemu, Sommerowi i Sosnowskiemu. Publikuje
w „Czasie Kultury”, którego jest redaktorem, a ponadto drukował
swoje teksty w „Pamiętniku Literackim”, „Ruchu Literackim”,
„Kresach”, „Polonistyce”, „Frondzie”, „Arcanach”.
Wspólnie z Michałem Larkiem redagował wybór wierszy miłosnych
Andrzeja Sosnowskiego (Dla tej ciemnej miłości)
oraz tom wywiadów z pisarzami (Rozmowa była możliwa,
Poznań 2008). Zdarzają mu się publikacje na portalu sztukapilki.pl

14.03.2011

MARIUSZ GRZEBALSKI - Przegląd prasy

Słyszę o poetach z mojego rocznika, którzy "płoną".
W każdym razie tak się o nich pisze.

Ale kiedy czytam ich przegadane wiersze,
nie widzę płomieni,
tylko przeglądające się w sobie,
nic nieznaczące słowa.

Jest kilka minut po szóstej, przymrozek.
Czyszczę z lodu szyby samochodu.

Wiersz wyobrażam sobie jak kiedyś,
jako coś użytecznego i prostego zarazem.

Jest jak bluza z kapturem,
którą założyłem przed wyjściem z domu.
Chroni od zimna, ale nie ma w niej kieszeni,
które mógłbym wypchać byle czym.
Byle co zawsze jest pod ręką.


źródło: http://wyborcza.pl/1,76498,9241282,Wiersz_Swiatecznej.html#ixzz1GZphYyZ7

erzac

konkurs wymaga, by napisać utwór
o Miłoszu. nie piszę, bo nie mam
nic do powiedzenia, zostawiam temat
tym, którzy układają fundamenty.

mam tylko okruchy wierszy, czarno-białe
lepianki ze słów, drobnych jak karma
dla kolorowych papug. to ma znaczenie,
gdy zostaję sam na sam z jasnym

oknem notatnika, zamykany i otwierany
świat wpuszczany do wnętrza rozgarnia
zastałe powietrze. zaraz się zlecą,
rozłożą skrzydła i wydziobią

do ostatniego ziarnka.

11.03.2011

world of warcraft

dla R

zabawmy się w boga, znudziło mnie
bycie kobietą. one mogą tylko
mieć na rękach dziecko, różaniec
albo krew. uzdrawiać jedynie

do szóstego poziomu, a potem
szukać pretekstu, by nie wypaść
z gry. nieważne jak
mnie nazwiesz i do czego zechcesz

użyć, wypełnić. uczyń mnie
niewidzialną w imię ojca
i módl się, by nie stracić

zasięgu.

MG

10.03.2011

wyłowione - Rafał Bielański



Rafał Bielański - "urlop tacierzyński"

Matka nie miała władzy umysłowej. Wariatka,
z domu Szymczak. Opuszczona dwukrotnie,
niedokształcona. Zapomnij o niej.

Opłacę ci nowy model rodziny, szkolenie
z technik zaczepnych, jazdy po koleinach.
Nie będziesz miał ojców innych przede mną,
udawaj że jesteś szczęśliwy.

Nie szukaj w nikim wątków przyjaźni,
to tylko iluzje, sztuczne barwniki.
Nie patrz nigdy w stronę przegranych,
czuj i mruż oczy – na niby.

Sushi na nocny niepokój, nie będzie kanapek,
placków, kompotu. Żadnych bajek i opowieści.
Wszystko co ludzkie nich ci obce będzie,
uderzaj pierwszy zamiast się wstydzić.
Mają cię szanować - jesteś z dobrej rodziny.

Zasypiaj gnojku, umyłeś głowę, wytarłeś nos
w poduszkę. Masz moje konto do dyspozycji,
ustalam ci nową prowizję - od bycia
pierworodnym kundlem.


Wiersze na portalach czytam rzadko. Generalnie są nudne, drażni manieryzm i egzaltacja. Zdarza się jednak, że przez przypadek trafiam na poezję, która mnie zatrzymuje, która do mnie "gada" - tak trafiłam na Rafała.
więcej: http://rafal-bielanski.liternet.pl/
Zapraszam do lektury.

09.03.2011

Jerzy Pilch o krytyce literackiej


Jak powstaje krytyk literacki? Otóż krytyk literacki powstaje w taki sposób, w jaki powstaje literalnie wszystko na tym świecie. Powstaje on mianowicie w sposób przypadkowy, trywialny i bolesny. Na początku, kiedy krytyk nie jest jeszcze krytykiem, jest on studentem – dajmy na to – trzeciego roku polonistyki. Studiuje, rzecz jasna, bez najmniejszego zapału, z niesłychanym zapałem marzy natomiast o karierze pisarskiej. Jego zgromadzony w wykwintnej kartonowej teczce dotychczasowy dorobek stanowi: kilkanaście (dokładnie siedem) wierszy, dwa opowiadania (jedno bez zakończenia, drugie bez tytułu), początek powieści (ściśle: cztery akapity) oraz kilka luźno zapisanych pomysłów na scenariusz kasowego filmu fabularnego. (Z czegoś trzeba żyć, a nawet więcej: olśniewającą sprawnością rzemieślniczą trzeba zarobić na wykwintne warunki, w których w luksusie i spokoju tworzyć się będzie wstrząsającą lirykę). Krytyk, który nie jest jeszcze krytykiem, często przegląda się w lustrze i coraz niecierpliwiej czeka na druk dwóch z siedmiu wierszy, które złożył w (jego zdaniem nieodpowiedzialnej) redakcji literackiego periodyku studencko-anarchistycznego. Wiersze się nie ukazują, ale w trakcie kolejnej, ponaglającej wizyty w nieodpowiedzialnej redakcji jeden z tamtejszych anarchistycznie zblazowanych redaktorów pyta:

– Czy kolega poeta nie napisałby tymczasem jakiejś recenzji do najbliższego numeru, bo akurat do najbliższego numeru nie ma żadnych recenzji? – Przyszły krytyk zastanawia się przez chwilę, czy pisanie i drukowanie recenzji nie zaszkodzi jego twórczości oryginalnej oraz czy nie uszkodzi jego publicznego pisarskiego wizerunku. Myśl, że rozmaici wielcy pisarze pisywali recenzje, a nawet eseje literackie, uspokaja go wszakże i odpowiada pytaniem na pytanie:

– Jakiej recenzji?
– Obojętnie jakiej – odpowiada redaktor.
– Z czego recenzji?
– Obojętnie z czego.

I przyszły krytyk pisze obojętnie jaką, obojętnie z czego recenzję, nazwisko jego pokazuje się w druku, generalnie jest dobrze, kariera literacka trochę nietypowo, ale jednak się zaczęła. Są też pierwsze glorie: w redakcji jego recenzję chwalono niezmiernie.

Dalej wszystko idzie jak z płatka. Do kolejnych numerów niezmiennie brakuje obojętnie jakich, obojętnie z czego recenzji. On te recenzje pisze, przychodzi mu to osobliwie łatwo, wkrótce staje się rzeczą dla wszystkich oczywistą, że jego recenzja musi się ukazać w prawie każdym numerze, z czasem jego recenzja staje się kluczową rubryką pisma. On sam zauważa, że teraz nie tylko go w redakcji chwalą, teraz bardzo się też z jego zdaniem liczą. Teraz jest on już autorytetem. Teraz on już nie pisze byle jakich z byle czego recenzji. Teraz on już w swych krytycznoliterackich tekstach dyktuje warunki. Wykwintna, kartonowa teczka zawierająca twórczość oryginalną raczej nie zmienia swej coraz bardziej historycznej zawartości, ale jest, ale istnieje. Cienie zawartych w niej nienapisanych arcydzieł stanowią wzorzec, do którego on (krytyk?) mniej lub bardziej świadomie przymierza recenzowaną przez siebie twórczość – stąd w jego tekstach niezmiernie częsty pogardliwy i mentorski ton.


całość: http://archiwum.polityka.pl/art/jak-powstaje-krytyk-literacki,367814.html

08.03.2011

wiersz dla panów z okazji 8 marca :)


to będzie wiersz o babeczkach,
tak słodkich, jak ten miód,
niezbędnych, jak w granacie zawleczka,
jak w rzece głębokiej bród.

to będzie wiersz o niewiastach,
jak joker w talii kart,
rodzynki w kawałku ciasta -
gdy znajdziesz, to masz fart.

to będzie wiersz o kobitkach,
co poprawiają smak,
jak przy wódeczce - popitka,
a przy kiełbasie - flak.

to będzie wiersz o tych paniach,
co pięknie grzebią w słowie,
niestraszne im żadne wyzwania,
kochajcie POETKI panowie!

MG

DLA WAS DZIEWCZYNY :)




z najlepszymi życzeniami :)

05.03.2011

tłusty czwartek

                              fot. Romka Gałkowska

rzygam miłością, lecz nie bierz tego
do siebie, to jedynie efekt
przejedzenia, odruch obronny organizmu
tak naturalny, jak srebro na moim palcu.

nieznani sprawcy podmienili mi narządy,
sprzedadzą je z zyskiem oczekującym
na transplantację. dla mnie jest już
zbyt późno. podłączona do aparatury

zapadłam w śpiączkę - lepiej szybko
uciec, niż gubić się w domysłach. słowo
daję, wierzyć - nie oznacza: być. jednak
nadal mylę melodię z radia z dzwonkiem

telefonu. nasłuchuję przez sen.


MG

04.03.2011

i raz jeszcze Barańczak


Fragment eseju "Uwagi krótkowidza" napisanego w maju 1972r.


SPRAWA NADAWCY: Powszechnej "anonimowości" poezji lat sześćdziesiątych młoda liryka przeciwstawia wypowiedzi, w których dominuje zdecydowanie określony "obraz autora". Teksty te i pod względem językowym i emocjonalnym, i nawet "autobiograficznym" są tak konstruowane, aby przekazać nie tylko pewien zasób informacji o zewnętrznym świecie, ale również możliwie wiele cech konkretnego osobnika, który dany tekst wytworzył.
Jasne, że i ten osobnik jest literackim tworem, "obraz autora" nie stanowi nigdy wiernego portretu: nastawienie na nadawcę pozostaje jednak faktem. Już w tej chwili można mówić o istnieniu dwu nurtów, w których nastawienie to wyraźnie dominuje: pierwszy nazwałbym "neoautentycznym", drugi "neoekspresjonistycznym". Młodzi autentyści kładą raczej nacisk na elementy autobiograficzne: postulat "szczerości" wydaje im się zgoła jedynym zadaniem godnym uwagi. Naturalna jednak koleją rzeczy kultywowanie szczerości rodzi zgoła odwrotne efekty: utwierdzanie się w prywatnej mitologii, albo w najlepszym wypadku kokietowanie czytelnika własnym swojactwem i krzepą, czy odwrotnie kruchością i egzotycznością psychiczną. [...]
Emocjonalne nasilenie wypowiedzi łatwo przechodzi w monotonna przesadę, nienaturalny patos, nużącą krzykliwość. [...] stosowany z powodzeniem przez młodych poetów krakowskich "bezpiecznik" w postaci poetyckiej ironii jest tu z pewnością słusznym rozwiązaniem, trzeba jednak pamiętać, że ironistę nie zawsze stać na autoironię.

SPRAWA ODBIORCY: Po latach mówienia w próżnię młoda poezja odkryła z radosnym zdziwieniem, że może mówić do kogoś. Pociągnęło to za sobą natychmiast bardzo widocznie konsekwencje w ukształtowaniu wypowiedzi, konsekwencje na ogół korzystne, bo wzmagające to, co można by nazwać siłą oddziaływania słowa poetyckiego; ale i tu już w tej chwili należy zdać sobie sprawę z możliwości pewnych nadużyć. Takim nadużyciem wydaje mi się przede wszystkim dostrzegalna u niektórych pokusa retoryki, manipulowania umysłami przy pomocy poetyckiego słowa; odbiorca traktowany jest w takich wypadkach nie jak pełnoprawny r o z m ó w c a, ale jak bierny s ł u c h a c z.
Jeśli manipulowanie zbiorową świadomością jest we współczesnej poezji możliwe, to tylko za cenę niesłychanych wulgaryzacji i uproszczeń tego, co ma się do powiedzenia: to pierwszy zarzut. Po drugie, wydaje mi się, że poezja powinna nie tyle usiłować zastąpić środki masowego przekazu - bo jeśli nawet będzie w stanie to uczynić, to zapłaci za masowość odbioru rezygnacją z poznawczych ambicji - ile wykorzystywać właśnie paradoksalną przewagę, jaką daje jej obecny odbiór "elitarny".
Inaczej mówiąc, sądzę, że poezja może być na coś potrzebna tylko wtedy, kiedy nie zniża się do poziomu tzw. masowego odbiorcy, ale odwrotnie, stara się podciągnąć go do swego poziomu, zmusić go do intelektualnego wysiłku; rzecz w tym, aby był to wysiłek opłacalny, aby odbiorca mógł uznać, że sytuacja dialogu istotnie daje mu więcej, niż sytuacja retorycznej "manipulacji".


Stanisław Barańczak "Etyka i Poetyka" Wydawnictwo Znak Kraków 2009.

03.03.2011

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 10


czyli Poznań kulturalny inaczej

Po zasłużonej i spektakularnej porażce w wyścigu o "Europejską stolice kultury" moje piękne miasto rodzinne postanowiło powołać grupę, która ma kulturę uzdrowić, bo, że kultura niezdrowa jest, to powszechnie wiadomo.
Jak to u nas - przedsiębiorczość to nasza dewiza - w skład grupy wchodzą osoby, dzięki którym skutecznie odpadliśmy z wyścigu do kulturalnej Europy. Rzecz się oczywiście rozbija o dotacje, które miasto przyznało owej grupie ratowników.
Nic nowego, jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że o kasę (bo nie kulturę przecież).
Z racji wykonywanej profesji najbardziej w Poznaniu oczywiście interesuje mnie promowanie poezji i cóż mamy? Otóż mamy raz w miesiącu spotkania "Seryjnych Poetów" - efekt współpracy CK ZAMEK i WBPICAK, nie wnikam, kto finansuje te inicjatywę, ale domyślam się, że nie jest to głównie Wydział Kultury Urzędu Miasta Poznania.
Poza tym mamy co dwa lata wspaniały i prestiżowy festiwal "Poznań Poetów", szkoda tylko, że mało kto - poza poetami - w ogóle o nim wie, gdyż informacja o festiwalu zdaje się być pilnie strzeżoną tajemnicą państwową, do której dostęp, mają jedynie persony zaprzysiężone. I tu właściwie kończy się kultura wspierana przez miasto.
Reszta to prywatne inicjatywy właścicieli kawiarni (Poema Cafe), czy pubów i klubów (W Starym Kinie, Dragon) czy choćby Klub Literacki "Dąbrówka", który wypędzony z CK Zamek osiadł w małym dzielnicowym domu kultury i utrzymuje się ze składek członków.
Pewną miłą i pożądaną odmianą były w 2010r literackie spotkania w KontenerArt, prowadzone przez Edwarda Pasewicza, niestety Edward jak wiemy opuścił Poznań na rzecz Krakowa, co mnie nie dziwi, bo ile można walić głową w mur?
Otóż Wydział Kultury UMP wspieraniem inicjatyw oddolnych zainteresowany nie jest, ba! spece od kultury pojęcia nie mają, że w ich pięknym mieście zamieszkują laureaci prestiżowych nagród i konkursów poetyckich, wiedzieli być może jedynie o Edwardzie, ponieważ musieli wiedzieć komu skutecznie uniemożliwiać jakiekolwiek działanie.
Odpowiedź jest zawsze ta sama - nie ma funduszy, no nie ma niestety, ponieważ środki poszły na budowę kolejnych hipermarketów, centrów handlowych i biurowców ziejących w połowie pustką. Natomiast podejrzewam, że szybko znalazłyby się, gdyby Doda, Edyta Górniak, czy inna znacząca animatorka ogólnopolskiej kultury zechciała podzielić się swoją twórczością z mieszkańcami stolicy Wielkopolski.
Wspomniałam o festiwalu Poznań Poetów, jako ostatniej desce ratunku i sztandarowym argumencie "no jak to nic nie robimy! przecież robimy festiwal!". Fakt, tylko, że na tym festiwalu poznańskich twórców jak na lekarstwo. Poznań o "swoich" nie dba, zdarzają się rzecz jasna inicjatywy pojedyncze, jak ta Mariusza Grzebalskiego i poznańskiego dodatku Gazety Wyborczej czyli rubryka "Mamy swoich poetów", gdzie publikowane były wiersze naszych twórców, ale to znów działalność pojedynczych osób.
Obserwuje od kilku lat inne miasta: Łódź, Warszawa, Trójmiasto o swoich poetów zadbać potrafią, wypromować potrafią, pieniążek znaleźć również.
Jak się chce - to można, jak widać na załączonym obrazku : Poznaniowi się nie chce i popełnia poważny błąd. Gdyby w kulturze "siedzieli" mądrzy ludzie, to wiedzieliby - tu przepraszam za nieco przedmiotowe i dosadne sformułowanie - jaki pożytek mogłyby miastu przynieść takie nazwiska jak Grzebalski, Roszak, Kaczanowski, Gierszewski, Kantorski czy Kopyt. Tymczasem w Poznaniu "centrum kulturalnym" jest Stary Browar, więc o czym tu właściwie rozmawiać?
Za 2 miesiące kolejna edycja festiwalu Poznań Poetów, może warto postawić w centrum gigantyczne świnki - skarbonki z napisem "bądź kulturalny i wrzuć coś w prosię".
Nie dziwi mnie decyzja Edwarda Pasewicza o przeprowadzce do Krakowa, sama czekam z utęsknieniem na (coraz bliższy już) dzień, w którym opuszczę to miasto betonów.

01.03.2011

dół - góra - dół


przelatujący F16 dzwoni szybą w oknie,
przy drzwiach pusto, grzęznę
w rozległym bagnie podłogi załamuje się
linia brzegowa parapetu, aż po horyzont

na powierzchni dryfują koła ratunkowe:
talerze i szklanki z herbatą. łyżeczką
nadaję SOS, a stada gołębi bulgocząc
żerują na martwym ciele podwórka.

przebieram myśli, jak niepotrzebne
ubrania układam w stos i pilnuję
ognisk zapalnych, zapisanych stron
w butelkach mieszka dżin, ocalenie.


MG