Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


03.03.2011

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 10


czyli Poznań kulturalny inaczej

Po zasłużonej i spektakularnej porażce w wyścigu o "Europejską stolice kultury" moje piękne miasto rodzinne postanowiło powołać grupę, która ma kulturę uzdrowić, bo, że kultura niezdrowa jest, to powszechnie wiadomo.
Jak to u nas - przedsiębiorczość to nasza dewiza - w skład grupy wchodzą osoby, dzięki którym skutecznie odpadliśmy z wyścigu do kulturalnej Europy. Rzecz się oczywiście rozbija o dotacje, które miasto przyznało owej grupie ratowników.
Nic nowego, jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że o kasę (bo nie kulturę przecież).
Z racji wykonywanej profesji najbardziej w Poznaniu oczywiście interesuje mnie promowanie poezji i cóż mamy? Otóż mamy raz w miesiącu spotkania "Seryjnych Poetów" - efekt współpracy CK ZAMEK i WBPICAK, nie wnikam, kto finansuje te inicjatywę, ale domyślam się, że nie jest to głównie Wydział Kultury Urzędu Miasta Poznania.
Poza tym mamy co dwa lata wspaniały i prestiżowy festiwal "Poznań Poetów", szkoda tylko, że mało kto - poza poetami - w ogóle o nim wie, gdyż informacja o festiwalu zdaje się być pilnie strzeżoną tajemnicą państwową, do której dostęp, mają jedynie persony zaprzysiężone. I tu właściwie kończy się kultura wspierana przez miasto.
Reszta to prywatne inicjatywy właścicieli kawiarni (Poema Cafe), czy pubów i klubów (W Starym Kinie, Dragon) czy choćby Klub Literacki "Dąbrówka", który wypędzony z CK Zamek osiadł w małym dzielnicowym domu kultury i utrzymuje się ze składek członków.
Pewną miłą i pożądaną odmianą były w 2010r literackie spotkania w KontenerArt, prowadzone przez Edwarda Pasewicza, niestety Edward jak wiemy opuścił Poznań na rzecz Krakowa, co mnie nie dziwi, bo ile można walić głową w mur?
Otóż Wydział Kultury UMP wspieraniem inicjatyw oddolnych zainteresowany nie jest, ba! spece od kultury pojęcia nie mają, że w ich pięknym mieście zamieszkują laureaci prestiżowych nagród i konkursów poetyckich, wiedzieli być może jedynie o Edwardzie, ponieważ musieli wiedzieć komu skutecznie uniemożliwiać jakiekolwiek działanie.
Odpowiedź jest zawsze ta sama - nie ma funduszy, no nie ma niestety, ponieważ środki poszły na budowę kolejnych hipermarketów, centrów handlowych i biurowców ziejących w połowie pustką. Natomiast podejrzewam, że szybko znalazłyby się, gdyby Doda, Edyta Górniak, czy inna znacząca animatorka ogólnopolskiej kultury zechciała podzielić się swoją twórczością z mieszkańcami stolicy Wielkopolski.
Wspomniałam o festiwalu Poznań Poetów, jako ostatniej desce ratunku i sztandarowym argumencie "no jak to nic nie robimy! przecież robimy festiwal!". Fakt, tylko, że na tym festiwalu poznańskich twórców jak na lekarstwo. Poznań o "swoich" nie dba, zdarzają się rzecz jasna inicjatywy pojedyncze, jak ta Mariusza Grzebalskiego i poznańskiego dodatku Gazety Wyborczej czyli rubryka "Mamy swoich poetów", gdzie publikowane były wiersze naszych twórców, ale to znów działalność pojedynczych osób.
Obserwuje od kilku lat inne miasta: Łódź, Warszawa, Trójmiasto o swoich poetów zadbać potrafią, wypromować potrafią, pieniążek znaleźć również.
Jak się chce - to można, jak widać na załączonym obrazku : Poznaniowi się nie chce i popełnia poważny błąd. Gdyby w kulturze "siedzieli" mądrzy ludzie, to wiedzieliby - tu przepraszam za nieco przedmiotowe i dosadne sformułowanie - jaki pożytek mogłyby miastu przynieść takie nazwiska jak Grzebalski, Roszak, Kaczanowski, Gierszewski, Kantorski czy Kopyt. Tymczasem w Poznaniu "centrum kulturalnym" jest Stary Browar, więc o czym tu właściwie rozmawiać?
Za 2 miesiące kolejna edycja festiwalu Poznań Poetów, może warto postawić w centrum gigantyczne świnki - skarbonki z napisem "bądź kulturalny i wrzuć coś w prosię".
Nie dziwi mnie decyzja Edwarda Pasewicza o przeprowadzce do Krakowa, sama czekam z utęsknieniem na (coraz bliższy już) dzień, w którym opuszczę to miasto betonów.

10 komentarzy:

  1. W Nowym Jorku animatorem kultury była mała galeria Tibor Nagy Galery. NY to duże miasto. Każde miasto ma swoje sprawy, te sprawy są ważne. Chodzi o to, żeby był ktoś, kto ma inne ważne sprawy.
    Nikt nie zabroni wydania na ksero publikacji towarzyszącej recitalowi Poetki/Poety. A dziś wszyscy chcą ładnej okładki, dobrej dystrybucji i znanego krytyka (najlepiej z telewizji) za stołem.
    Kulturę robi się w piwnicy, z tego co jest pod ręką.
    Nowy Jork, to duże miasto, które ma swoje ważne sprawy. Poznań też.
    A jak Artyści chcą pieniędzy, to niech się zatrudnią w banku.
    Zrób to sama, albo ze swoim chłopakiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Marek - ok, ale ja się nie domagam nie wiadomo jakich kwot, ale żeby nie było dosłownie kilkuset złotych miesięcznie, żeby opłacić przejazd i nocleg autora, któremu chce się zrobić wieczór?
    no wybacz, jakoś w innych miasta jest i na co innego też jest, więc dlaczego nie na poezję?

    OdpowiedzUsuń
  3. Magda, w naszej poezji funkcjonuje komunistyczny mechanizm, że państwo/miasto ma dać. Przypomnę oczywistą oczywistość, Wat ze Sternem musieli zapłacić za salę, wynająć aktora, który miał wbiec nago na scenę (ostatecznie nie wbiegł). Za swoje książki płacili sami. Peiper płacił z własnej kieszeni za każdy numer Zwrotnicy. Za wydanie książek w Bibliotece Zwrotnicy placili autorzy (Przyboś, Brzękowski itd).
    Na tym polega niezależność. Poezja sformatowana przez wydawców, przycinających książki do jakiejś średniej, wychodzi już wszystkim bokiem.
    A przypomniało mi się, Sosnowski, Pióro i Kozioł swoją wspólną, pierwszą książkę też za swoje wydali.
    Wolę, jak żadna instytucja się nie wtrąca w to, co robię. Wydaję na własne ryzyko, choć za wydanie nie płacę, ale nikt mi niczego nie formatuje i nie decyduje.
    No, wiem że to demagogia, ale inaczej nie umiem.
    Jestem w końcu przedstawicielem ludowego podziemia artystycznego, a to zobowiązuje :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Sedno zostało pominięte - nie chodzi o finansowanie lecz o obniżanie lotów - na pracę ze słowem ni hu hu, na (często wysokiej jakości) badania regionalne (czy to z dziedziny nauk humanistycznych czy ścisłych) jeszcze większe hu hu, albo powiedzmy sobie wprost - ni huja!ale na Dodę - czy zespoły taneczne - a jakże! to najważniejsza a zarazem uniwersalna, bo dotycząca - zdaje się - większości polskich grodów konstatacja. Skoro poeci sami sobie to niech Doda też sama sobie, idąc torem myśli kolegi. Chociaż...a niech tam popieram kolegę - naukowcy, poeci, ludzie kultury nieco bardziej wysublimowanej - won do piwnicy! róbcie se badania i twórzcie za własne. A po dłuższym zastanowieniu - to jestem jak najbardziej za - bo przecież powszechnie wiadomo, że forsy to tacy mędrkowie mają jak lodu. Byle celebrytom żyło się dostatniej, bo niebożątka głodem przymierają
    A.

    OdpowiedzUsuń
  5. "A", wiesz, można i tak. Jasne. Najlepiej zabrać bogatym. Koniecznie. Po co im tyle kasy?
    Pomijam to, że ja mówię o artystach. Finansowanie nauki z budżetu jest oczywistym faktem. Więc po co przeginać?
    Sztuka za państwowe pieniądze już była i to nie była dobra sztuka:)
    A ja myślałem, że pojechałem demagogią ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja mówię o ludziach kultury do którego to kręgu artyści należą i nie są ani lepsi ani gorsi od pozostałych.
    Nie przypominam sobie abym postulował komunizm w poprzedniej wypowiedzi. Nie wiem skąd te skojarzenia o Janosikowym. Ale jeżeli już o tym to - absolutnie nie uważam, że najlepiej zabrać bogatym. Najlepiej (i najłatwiej)zabrać biednym (podatkami) a potem taką wspólną kaskę wpompować w tańce z gwiazdami, teleturnieje etc.
    Finansowanie nauki z budżetu jest oczywistą oczywistością. Jak gigantyczne są to sumy - świadczą o tym dobitnie znakomite osiągnięcia badawcze (pomijam dydaktyczne)polskich uczelni. I ich miejsca w światowych rankingach, zawsze w ścisłej czołówce, przed MIT, Harwardem i Oxfordem.
    Sztuka za państwowe pieniądze jest zła - to także oczywista oczywistość. Jako wyjatkowo gówniany należy ocenić w tym kontekście mecenat władców państw i państewek Italii czasów renesansu. Dobra jest wyłącznie sztuka za prywatne. Na przykład sztuka obalenia browara w trzech łykach
    A.

    OdpowiedzUsuń
  7. A. masz rację, przyznaję to ze wstydem, biorę browara na dwa razy.
    Masz absolutną rację. Dziękuję :)

    PS
    Florencka Camerata utrzymywała się sama, tworząc kolektyw awangardowej muzyki. Monteverdi wybrał inaczej, ale nie sądzę, że był to najlepszy wybór ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Marek - ale ja nie mówię o dawaniu kasy na wydawanie książek! Mówię o tym, że miasto mogłoby dołożyć ciut do organizowanych imprez poetyckich, skoro prywatne osoby mogą to robić. Dla mnie zapewnienie noclegu autorowi i zwrot choćby minimalnych kosztów przejazdu to standard. Bo na razie jest tak, że jak zapraszamy to jadą na swój koszt, a nocujemy ich po prostu u siebie. Tymczasem wydaje się kasę na debilne inwestycje i głupoty po prostu, ja nie mam zamiaru nikomu zabierać, ale są jeszcze ludzie, dla których kultura to coś więcej niż Taniec Z Gwiazdami.

    OdpowiedzUsuń
  9. Artur - masz rację, widzę, ze chyba macie podobne problemy? :) coś niecoś i Robert wspomina, wiec mniej więcej wiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Magda działania kulturalne nie tylko u nas ale i w kilku innych miastach i miasteczkach na wschód od Wisły to temat na trzy seriale:
    I - jak ignorancja, G - jak głupota, M - jak marnotrawienie pieniędzy podatników. Ogólnie jest scenicznie - czyli tragedia i dramat, chwilami - farsa.
    pozdrA.

    OdpowiedzUsuń