Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


04.03.2011

i raz jeszcze Barańczak


Fragment eseju "Uwagi krótkowidza" napisanego w maju 1972r.


SPRAWA NADAWCY: Powszechnej "anonimowości" poezji lat sześćdziesiątych młoda liryka przeciwstawia wypowiedzi, w których dominuje zdecydowanie określony "obraz autora". Teksty te i pod względem językowym i emocjonalnym, i nawet "autobiograficznym" są tak konstruowane, aby przekazać nie tylko pewien zasób informacji o zewnętrznym świecie, ale również możliwie wiele cech konkretnego osobnika, który dany tekst wytworzył.
Jasne, że i ten osobnik jest literackim tworem, "obraz autora" nie stanowi nigdy wiernego portretu: nastawienie na nadawcę pozostaje jednak faktem. Już w tej chwili można mówić o istnieniu dwu nurtów, w których nastawienie to wyraźnie dominuje: pierwszy nazwałbym "neoautentycznym", drugi "neoekspresjonistycznym". Młodzi autentyści kładą raczej nacisk na elementy autobiograficzne: postulat "szczerości" wydaje im się zgoła jedynym zadaniem godnym uwagi. Naturalna jednak koleją rzeczy kultywowanie szczerości rodzi zgoła odwrotne efekty: utwierdzanie się w prywatnej mitologii, albo w najlepszym wypadku kokietowanie czytelnika własnym swojactwem i krzepą, czy odwrotnie kruchością i egzotycznością psychiczną. [...]
Emocjonalne nasilenie wypowiedzi łatwo przechodzi w monotonna przesadę, nienaturalny patos, nużącą krzykliwość. [...] stosowany z powodzeniem przez młodych poetów krakowskich "bezpiecznik" w postaci poetyckiej ironii jest tu z pewnością słusznym rozwiązaniem, trzeba jednak pamiętać, że ironistę nie zawsze stać na autoironię.

SPRAWA ODBIORCY: Po latach mówienia w próżnię młoda poezja odkryła z radosnym zdziwieniem, że może mówić do kogoś. Pociągnęło to za sobą natychmiast bardzo widocznie konsekwencje w ukształtowaniu wypowiedzi, konsekwencje na ogół korzystne, bo wzmagające to, co można by nazwać siłą oddziaływania słowa poetyckiego; ale i tu już w tej chwili należy zdać sobie sprawę z możliwości pewnych nadużyć. Takim nadużyciem wydaje mi się przede wszystkim dostrzegalna u niektórych pokusa retoryki, manipulowania umysłami przy pomocy poetyckiego słowa; odbiorca traktowany jest w takich wypadkach nie jak pełnoprawny r o z m ó w c a, ale jak bierny s ł u c h a c z.
Jeśli manipulowanie zbiorową świadomością jest we współczesnej poezji możliwe, to tylko za cenę niesłychanych wulgaryzacji i uproszczeń tego, co ma się do powiedzenia: to pierwszy zarzut. Po drugie, wydaje mi się, że poezja powinna nie tyle usiłować zastąpić środki masowego przekazu - bo jeśli nawet będzie w stanie to uczynić, to zapłaci za masowość odbioru rezygnacją z poznawczych ambicji - ile wykorzystywać właśnie paradoksalną przewagę, jaką daje jej obecny odbiór "elitarny".
Inaczej mówiąc, sądzę, że poezja może być na coś potrzebna tylko wtedy, kiedy nie zniża się do poziomu tzw. masowego odbiorcy, ale odwrotnie, stara się podciągnąć go do swego poziomu, zmusić go do intelektualnego wysiłku; rzecz w tym, aby był to wysiłek opłacalny, aby odbiorca mógł uznać, że sytuacja dialogu istotnie daje mu więcej, niż sytuacja retorycznej "manipulacji".


Stanisław Barańczak "Etyka i Poetyka" Wydawnictwo Znak Kraków 2009.

9 komentarzy:

  1. Inaczej mówiąc, sądzę, że poezja może być na coś potrzebna tylko wtedy, kiedy nie zniża się do poziomu tzw. masowego odbiorcy, ale odwrotnie, stara się podciągnąć go do swego poziomu, zmusić go do intelektualnego wysiłku; rzecz w tym, aby był to wysiłek opłacalny, aby odbiorca mógł uznać, że sytuacja dialogu istotnie daje mu więcej, niż sytuacja retorycznej "manipulacji".
    - no nic dodac nic ująć, zgadzam się w 100%.

    OdpowiedzUsuń
  2. ale zobacz Paweł ile lat temu to było napisane i jak niewiele sie tak naprawde zmieniło - zastanawiające.

    OdpowiedzUsuń
  3. no niewiele sie w tej kwestii zmienilo, i w sumie dobrze, jeśli nadal w cenie jest "zmuszanie czytelnika do myślenia", choćby za cenę mniejszej ilości tychże czytelników - to znaczy że mimo wszystko jakieś tam ostatnie bastiony myślenia nie zostały jeszcze pożarte przez popkulturę:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Racja. Pisać do (dla?) kogoś, ale nie "pod kogoś".

    OdpowiedzUsuń
  5. a jednak jest sporo autorów, którzy idą na poetycką łatwiznę serwując masom łatwą i przyjemną poppoezję i nie mówię tu o tzw. grafomanii, taka poppoezja wygrywa konkursy, bo łatwo "wchodzi" i za dużo nie trzeba myśleć, wszystko znajduje się w pierwszej warstwie, wystarczy mieć odrobinę talentu i być nieco oczytanym.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo to duże ryzyko mieć coś do powiedzenia. Zresztą nigdy nie będzie ostrych granic, gdzie kończy się "tylko sprawność", a gdzie zaczyna "Poezja". Skoro wszystko już napisano, to może nie ma szans doskoczyć na ten wyższy poziom w ogóle?

    OdpowiedzUsuń
  7. nie sądzę że nie ma szans. to co - Magda - podajesz za przykład to są sezonowe gwiazdeczki, które powygrywają kilka pomniejszych konkursów i znikną. z jednej strony niektórzy zgarniają laury (czy raczej "laurki") falami, a z drugiej strony zobacz jak się ci "zgarniający" szybko zmieniają. innymi slowy, to wygrywa, ale to nie jest czołówka polskiej poezji. czołówka to poeci którzy naprawdę mają coś do powiedzenia i robia to po swojemu. pomijając Wisię, mamy całkiem sporo świetnych, aktywnych poetów. Wiedemann, Sosnowski, Dycki, Pasewicz, Grzebalski, Honet, Świetlicki, Sommer, Miłobędzka, Podgornik, Hamkało - to wcale nie tak niewiele. a że tej pop poezji jest więcej - cóż, to naturalne że są główni aktorzy, a ktoś inny robi pod nich tło:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kuba - lepiej bym tego nie ujęła :)

    OdpowiedzUsuń