Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


09.03.2011

Jerzy Pilch o krytyce literackiej


Jak powstaje krytyk literacki? Otóż krytyk literacki powstaje w taki sposób, w jaki powstaje literalnie wszystko na tym świecie. Powstaje on mianowicie w sposób przypadkowy, trywialny i bolesny. Na początku, kiedy krytyk nie jest jeszcze krytykiem, jest on studentem – dajmy na to – trzeciego roku polonistyki. Studiuje, rzecz jasna, bez najmniejszego zapału, z niesłychanym zapałem marzy natomiast o karierze pisarskiej. Jego zgromadzony w wykwintnej kartonowej teczce dotychczasowy dorobek stanowi: kilkanaście (dokładnie siedem) wierszy, dwa opowiadania (jedno bez zakończenia, drugie bez tytułu), początek powieści (ściśle: cztery akapity) oraz kilka luźno zapisanych pomysłów na scenariusz kasowego filmu fabularnego. (Z czegoś trzeba żyć, a nawet więcej: olśniewającą sprawnością rzemieślniczą trzeba zarobić na wykwintne warunki, w których w luksusie i spokoju tworzyć się będzie wstrząsającą lirykę). Krytyk, który nie jest jeszcze krytykiem, często przegląda się w lustrze i coraz niecierpliwiej czeka na druk dwóch z siedmiu wierszy, które złożył w (jego zdaniem nieodpowiedzialnej) redakcji literackiego periodyku studencko-anarchistycznego. Wiersze się nie ukazują, ale w trakcie kolejnej, ponaglającej wizyty w nieodpowiedzialnej redakcji jeden z tamtejszych anarchistycznie zblazowanych redaktorów pyta:

– Czy kolega poeta nie napisałby tymczasem jakiejś recenzji do najbliższego numeru, bo akurat do najbliższego numeru nie ma żadnych recenzji? – Przyszły krytyk zastanawia się przez chwilę, czy pisanie i drukowanie recenzji nie zaszkodzi jego twórczości oryginalnej oraz czy nie uszkodzi jego publicznego pisarskiego wizerunku. Myśl, że rozmaici wielcy pisarze pisywali recenzje, a nawet eseje literackie, uspokaja go wszakże i odpowiada pytaniem na pytanie:

– Jakiej recenzji?
– Obojętnie jakiej – odpowiada redaktor.
– Z czego recenzji?
– Obojętnie z czego.

I przyszły krytyk pisze obojętnie jaką, obojętnie z czego recenzję, nazwisko jego pokazuje się w druku, generalnie jest dobrze, kariera literacka trochę nietypowo, ale jednak się zaczęła. Są też pierwsze glorie: w redakcji jego recenzję chwalono niezmiernie.

Dalej wszystko idzie jak z płatka. Do kolejnych numerów niezmiennie brakuje obojętnie jakich, obojętnie z czego recenzji. On te recenzje pisze, przychodzi mu to osobliwie łatwo, wkrótce staje się rzeczą dla wszystkich oczywistą, że jego recenzja musi się ukazać w prawie każdym numerze, z czasem jego recenzja staje się kluczową rubryką pisma. On sam zauważa, że teraz nie tylko go w redakcji chwalą, teraz bardzo się też z jego zdaniem liczą. Teraz jest on już autorytetem. Teraz on już nie pisze byle jakich z byle czego recenzji. Teraz on już w swych krytycznoliterackich tekstach dyktuje warunki. Wykwintna, kartonowa teczka zawierająca twórczość oryginalną raczej nie zmienia swej coraz bardziej historycznej zawartości, ale jest, ale istnieje. Cienie zawartych w niej nienapisanych arcydzieł stanowią wzorzec, do którego on (krytyk?) mniej lub bardziej świadomie przymierza recenzowaną przez siebie twórczość – stąd w jego tekstach niezmiernie częsty pogardliwy i mentorski ton.


całość: http://archiwum.polityka.pl/art/jak-powstaje-krytyk-literacki,367814.html

3 komentarze:

  1. rozbawił mnie Pilch tym artykułem, choć muszę przyznać, że szpilki wbija w dobre miejsca, co z tą krytyką? umarła? czy już jesteśmy skazani jedynie na nowomowę samozwańczych oszołomów namaszczonych przez takie-to-a-takie wydawnictwa?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma krytyki, bo nie ma literatury. Literatura, to jest proza, esej i dramat. Poezja się nie łapie. Poezja wymaga innych kwalifikacji, vide John Ashbery, odkryty ( w pewnym sensie) i wylansowany przez filozofa, który był w istocie teologiem. Już wiesz, ku czemu zmierzam, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  3. wiem Marku, a przywołanie przeze mnie Pilcha to prowokacja :) trochę już w tym siedzę i zdążyłam zauważyć, ze najlepsze wiersze nie są namaszczane przez "krytyków", bo nie muszą :) konkluzja: poeta krytyka nie potrzebuje, sam z siebie ma rację bytu, a krytyk poety i owszem, inaczej po co miałby istnieć? :)

    OdpowiedzUsuń