Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


04.04.2011

Zgrzyt, plama na pięknie - Elżbieta Lipińska "Rejestry"

Czytając najnowszy tom Elżbiety Lipińskiej chciałoby się natychmiast zaprzeczyć słowom Z. Jaskuły o uczuciowej powściągliwości tej liryki; a chętnie przytaknąć opinii Siwczyka, że to, co ciekawe rozgrywa się właśnie tam, gdzie "pomiędzy słowami" sens reprodukuje czytelnik. Z kolei Zadura znajduje równowagę pomiędzy snem i jawą - tak, równoważą się do tego stopnia, że momentami tracę orientację, tracę poczucie rzeczywistości tych wierszy:
Otwiera się przede mną kolorowa bajka.
Kolorowi ludzie próbują sprzedać kolorowe nic.

(Rejestr snów 1. 4)
i już w pierwszym wierszu czuję się nieco - przepraszam za kolokwializm - wpuszczona w maliny i nie wiem, czego powinnam się spodziewać. Potraktować poważnie to swego rodzaju ostrzeżenie podmiotu lirycznego, czy podjąć grę i pozwolić się "pięknie okłamać"?
W rozwikłaniu dylematu nie pomaga mi kolejny wiersz "Amplitudy", ponieważ zmysły oszukują - rozum podpowiada co innego, niż dotyk. Rozum podpowiada mi, że mam do czynienia z poezją wyjątkową. Nienachalną, delikatnie nakłaniającą mnie - barbarzyńcę do ściszenia głosu, do skupienia, koniecznego przy lekturze tych wierszy. Natomiast dotyk uświadamia istnienie materii, o której miałam być może jakieś mgliste pojęcie, lecz nie było mi dane doświadczyć jej tak wyraźnie.
Słowem moje dziedzictwo jest niepełne, puls wyczuwalny.
Ten dualizm jest cechą charakterystyczną całego tomu. Z jednej strony świat materialny z całym jego pięknem, namacalnym, choć przemijającym, namiastka ideału; z drugiej - przeciwstawiony mu barbarzyńca - istota pozornie myśląca, człowiek, który zaburza ideał, wywołuje dysonans.
Paradoksalnie jednak autorka ma dla tego barbarzyńcy, tej "plamy na pięknie" wiele wyrozumiałości, ba! Czułości nawet. Skoro został "zapisany", nawet jeśli jest jedynie "literówką Pana Boga", to nie pozostaje nic innego, jak przyjąć do wiadomości fakt jego istnienia i poszukać dla niego miejsca.
Wracając do (rzekomej) uczuciowej powściągliwości - najpiękniej i najdobitniej przeczą jej wiersze "Dawno temu w Rumunii", "Gołębiem posłane", czy "Granica Chandrasekhara", w których na próżno co prawda szukać eksplozji emocji, a jednak wyzierają one spomiędzy wersów, nieco nieśmiałe, by ukazać się w pełnej krasie.
Jedyna powściągliwość, jaką dostrzegam w tej poezji, dotyczy podejścia peela do siebie, jako barbarzyńcy, a jednak barbarzyńcy oświeconego, który pragnie swoje barbarzyństwo jakoś odkupić, złagodzić faktem tworzenia.
Naznaczona od dziecka
miłością do kultury, nie natury,
pogodziłam się z tym, że nie umiem opisać
strumienia z wesoło pląsającym pstrągiem
ani górskiej kaskady.

Ale burzę się, kiedy widzę,
że umyka mi każdy strumień:
świadomości i podświadomości [...]

(Zakole)
Tworzenie zdaje się być jedyną drogą do - nie tyle zrozumienia - ile samego pojmowania. Elżbieta w "Esse est percipi?" pisze:
Niczego nie byłam bardziej pewna, niż tego,
że jestem bytem realnym
i dalej:
Nie ma potrzeby mówić o świecie zewnętrznym?
W moim świecie wewnętrznym nie mieści się aż tyle.

Jakie wobec tego barbarzyńca może mieć usprawiedliwienie dla funkcjonowania w tym zewnętrznym świecie? Jaki właściwie jest ten świat zewnętrzny? Otóż na przykład jest wróblem - kulką, skulonym na okładce tomu wierszy Sommera, z aspiracjami do zostania monumentalną wręcz - niczym z utworu Stana Borysa - jaskółką, siostrą burzy, tnącą powietrze jak strzała. Usprawiedliwieniem jest rezygnacja z położenia kamyka na grobie, kontemplowanie fotografii z nagle nieznanym tatą - blondynem.
Docieram do końca "Rejestrów" i mój dylemat czytelniczy zostaje rozwiązany jedynie połowicznie. Wciąż nie wiem, czy ów świat zewnętrzny jednoznacznie wynika z wewnętrznego, czy jest zgoła odwrotnie, a jednocześnie mam poczucie, że ta wiedza jest mi w tym wypadku niepotrzebna, bo przecież byłam w Chinach i one weszły we mnie.
Wiem natomiast z całą pewnością, że żaden kolorowy człowiek nie próbuje mi wcisnąć kolorowego "nic"; że przy ziemi trzyma mnie tylko słowo.


Elżbieta Lipińska "Rejestry" Biblioteka Tyskiej Zimy Poetyckiej, Teatr Mały Tychy 2011r

9 komentarzy:

  1. Magdo, dziękuję, to piękna recenzja. To szczęście mieć uważnego czytelnika, który rozumie, któremu chce się nad wierszami zastanowić i tymi przemyśleniami podzielić z innymi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z przyjemnością przeczytałam ten tom kilka razy, napisałam ten tekst i już widzę, co jeszcze mogłabym w nim dopisać, podejrzewam, ze po kolejnych czytaniach pojawią się jeszcze inne spostrzeżenia. Przecież o to w poezji chodzi, Elu naprawdę świetną książka :) Cieszę się, ze mogę z nią obcować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Połowa przyjemności po mojej stronie Elu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znakomita książka i znakomita Recenzentka, czyli pełnia szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kłaniam się za siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. i ja również :)
    swoją drogą Elu, zawsze mi się wydawało, ze kłaniamy się do przodu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Kłaniania się nigdy za wiele:)

    OdpowiedzUsuń