Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


24.06.2011

KWARTALNIK LITERACKO - ARTYSTYCZNY "SZAFA"



w numerze m.in.

POEZJA:

Łukasz Bernady, Iza Drzewiecka, Izabela Fietkiewicz-Paszek, Magda Gałkowska, Karol Graczyk, Jarosław Jabrzemski, Beata Patrycja Klary, Krzysztof Kleszcz, Karol Maliszewski, Anna Kalina Modrakis, Jacek Musiał, Krzysztof Niewrzęda, Marek Radecki, Jakub Sajkowski, Anna Świderska, Michał Szulczewski, Rafał Wierzbicki, Jakub Schönhof-Wilkans

PROZA:

Anna Domaszewska, Jacek Durski, Arkadiusz Frania, Justyna Gajek, Monika Hola, Sławomir Majewski, Michał Mazur, Wojciech Ostrowski, Mirosław Pisarkiewicz, Joanna Plesnar, Małgorzata Południak, Wojciech Radoch, Robert Rusik, Stanisław Serafin, Tomasz Sobieraj, Patryk Suchcicki, Anna Maria Zielonka

ESEJ; FELIETON:

Małgorzata Południak "Gorczycki – Chełmno – miłość od pierwszego wejrzenia"
Klaudia Raczek - "iPoJac - inne oblicze Jacka Podsiadły"
Mirosław Raniszewski "Obywatel Kultury Drugiej Kategorii"
Teresa Rudowicz - Relacja ze spotkania Miosławia
Dorta Ryst - Relacja ze spotkania z Magdą Gałkowską


KRYTYKA LITERACKA:

Marzena Baran-Radwańska "Czas... O pisarstwie Jana Parandowskiego"
Paweł Brzeżek "Cyrk osobliwości (w twórczości Grzegorza Kwiatkowskiego)", "Tête à tête - "Kryzys" Małgorzaty Południak"
Marek Czuku "Liryka Marii Bartusówny", "Poetycka magia podróży"
Izabela Fietkiewicz-Paszek - Teresa Rudowicz "Oni. Wiersze z pamięci"
Anna Milewska - Ameryka w dobie kryzysu na podstawie Gron Gniewu Johna Steinbecka
Małgorzata Południak "Second life"
Teresa Rudowcz "Teresa Radziewicz Sonia", "O wierszu Aleksandry Słowik"
Jurata Bogna-Serafińska - "Księga aforyzmów – księga mądrości "
Cezary Sikorski "Maciej Woltman - O rozdzielaniu", "Jest horyzont, za nim jest dotkliwsze..."
Jan Siwmir "Horyzonty Wyobraźni 2010 Antologia fantastyczno - kryminalna QFANTU"
Dorota Szumilas - Po drugiej stronie sieci
Bogdan Zdanowicz - O czterech wierszach Izabeli Fietkiewicz-Paszek


Wywiad:

Marek Doskocz - z Tomaszem Białkowskim
Marek Doskocz - z Mirosławem Gabrysiem
Małgorzata Południak - z Leszkiem Żulińskim
Małgorzata Południak - z I.Fietkiewicz-Paszek
Aleksandra Szramek - z Tomaszem Różyckim


http://szafa.prezentacje.pl/

ZAPRASZAMY!

19.06.2011

EDWARD BALCERZAN



Niebo (II)

przelatują nade mną chmury wypłowiałe
o twarzach helikopterów

ukochałem niebo i jeżeli o świcie
kiedy natura rozjaśnia paletę
                                      zobaczycie
samotnego człowieka jak bezskutecznie
trzepoce rękami
nie śmiejcie się że nie jest ptakiem
śmigłowcem że nie może ulecieć w niebo
to ja
wykonuję gimnastykę poranną

wrzesień 1956


Scena obrotowa

poeta zjawił się w lepkim od świec
powietrzu trącanych palcami plamek
i nagle pocięty w pionowe plasterki
rozkleił się w pejzaż na czwartą ścianę

oklaski spadały pod krzesła ktoś wszedł
i mydłem szorował zbyteczne tapety
kobiety wkładały do książek jak liście
zerwane z podłogi paznokcie poety

luty 1957


Edward Balcerzan "Wiersze niewszystkie" Instytut Mikołowski Mikołów 2009

18.06.2011

szaleństwo


fot. Romka Gałkowska

po naszej lewej stronie tykają bomby
miarowo i równomiernie rozłożone drgania
przebiegają planowo jak linia metra
są ledwo wyczuwalne pod powierzchnią

brudne myśli trzeba prać jak pieniądze
na miejskich targowiskach wciskać do rąk
przechodniów którzy nie biorą trzeba zabić
ich tykające nierówno ciała zakłócają

ten rytm którym tętnią arterie ulic
rozsadzi nas niedługo jak odnóżki roślin
po witrynach wystawach ogrodach botanicznych
zakwitniemy kiedy wszystko eksploduje

marzec 2009r

MG

11.06.2011

JULIAN TUWIM

Absztyfikanci Grubej Berty
I katowickie węglokopy,
I borysławskie naftowierty,
I lodzermensche, bycze chłopy.
Warszawskie bubki, żygolaki
Z szajką wytwornych pind na kupę,
Rębajły, franty, zabijaki,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Izraelitcy doktorkowie,
Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
Co w Bochni, Stryju i Krakowie
Szerzycie kulturalną francę !
Którzy chlipiecie z “Naje Fraje”
Swą intelektualną zupę,
Mądrale, oczytane faje,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item aryjskie rzeczoznawce,
Wypierdy germańskiego ducha
(Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
Werzcie mi, jedna będzie jucha),
Karne pętaki i szturmowcy,
Zuchy z Makabi czy z Owupe,
I rekordziści, i sportowcy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Socjały nudne i ponure,
Pedeki, neokatoliki,
Podskakiwacze pod kulturę,
Czciciele radia i fizyki,
Uczone małpy, ścisłowiedy,
Co oglądacie świat przez lupę
I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ów belfer szkoły żeńskiej,
Co dużo chciałby, a nie może,
Item profesor Cy… wileński
(Pan wie już za co, profesorze !)
I ty za młodu nie dorżnięta
Megiero, co masz taki tupet,
Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item Syjontki palestyńskie,
Haluce, co lejecie tkliwie
Starozakonne łzy kretyńskie,
Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,
I wszechsłowiańscy marzyciele,
Zebrani w malowniczą trupę
Z byle mistycznym kpem na czele,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I ty fortuny skurwysynu,
Gówniarzu uperfumowany,
Co splendor oraz spleen Londynu
Nosisz na gębie zakazanej,
I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
A srać chodziłeś pod chałupę,
Ty, wypasiony na Ikacu,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

Item ględziarze i bajdury,
Ciągnący z nieba grubą rętę,
O, łapiduchy z Jasnej Góry,
Z Góry Kalwarii parchy święte,
I ty, księżuniu, co kutasa
Zawiązanego masz na supeł,
Żeby ci czasem nie pohasał,
Całujcie mnie wszyscy w dupę.

I wy, o których zapomniałem,
Lub pominąłem was przez litość,
Albo dlatego, że się bałem,
Albo, że taka was obfitość,
I ty, cenzorze, co za wiersz ten
Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
Iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!

09.06.2011

RAFAŁ SKONIECZNY




Morze jest czarne

kapie z nieba. Wyszedłem na pustynię
i zgasłem. Obudziłem się w brzuchu
olbrzymiego czerwia. Nie znałem dotąd
rozdzierającego pragnienia. Woda

rozściela się na powiekach.
Karawana przechodzi nad przepaścią
delikatnie jak burza. Gardziel
wytrwale pracuje. Jest śmiertelnie

spokojnie.


O tym, co ponad to


Powinniśmy zacząć mieszkać w miejscach,
w których czeka się na pociąg, przygarnąć psa
z ulicy, wyrzucić meble, odsłonić ściany,
do snu przykrywać się dywanem, książkami
napalić w piecu, skóry oddać do Caritasu,
zrozumieć perlistość kurzu, przejrzystość linienia.
Starzejemy się szybciej od mieszkań,
które naszą obecność zaledwie odnotowują
naderwanymi drzwiczkami od barku
i zapadniętym materacem. Przyzwyczajamy się
do przestrzeni sterylnych i odgłosów pralek,
a potem idziemy w niepamięć piwnic,
nauczyć się bałaganu, zrozumieć bałagan,
zamieszkać w centrum niczego.

Z tomu "Dzikie strony" WBPiCAK Poznań 2010r

07.06.2011

kopyt/kowalski






Jedyne w swoim rodzaju, niespotykane dotąd zjawisko muzyczno-poetyckie.


Posłuchać można tu:
http://www.kopytkowalski.pl/

Obejrzeć tu:
http://www.facebook.com/pages/Kopyt-Kowalski/124487654298767?ref=ts

Rzekłabym: KONIECZNIE!

ZAPRASZAM

05.06.2011

duet

niezależnie od siebie, bez porozumienia,w różnym czasie powstały dwa teksty
i gadają.


Zimno - Robert Konca

z powietrza przez głowę
ze skały przez stopy
by z dwóch stron
objąć serce

pamięć wymyka się jak czaszka
z odmrożonych dłoni
i toczy się w dół
bezgłośnie

chcę tylko patrzeć
jak biała rzeźba Lodowego Szczytu
wyłania się z ciemności
i nabiera nieziemskiego piękna
pod świetlistym dłutem księżyca

na pewno nie będę
zatrzymywał tego
co wyrwie się ze mnie
przez zasieki oszronionych nerwów
i niesione oddechem demonów
zniknie po drugiej stronie przełęczy


ludzie godziny siódmej - Magda Gałkowska

odsączone ze snu, odciśnięte twarze
mumii na ciekłokrystalicznym ekranie
świt skrapla się i zastyga w nowe
kształty, w miejscu oczu kawałki
kwarcu. patrzą głodne, kiedy tramwaj
jak tratwa niesie mnie miastem – rzeką

czekają na brzegach, stłoczeni
w migotliwą, milczącą masę. lód
powoli wypełnia ulice, jak stalowa obręcz
ściska głowy, wysysa – teraz to naczynia
o idealnych kształtach. kobiety

o przezroczystej skórze, piersiach pociętych
siatką niebieskich żyłek wyciągają chude ramiona,
kuszą biodrami, otwierają usta pełne
błękitnego światła. wchodzą we mnie
jak ostre sople. staję się nimi i pokrywam
szronem, doskonale obca odpływam.

TRZY WIERSZE O NIEZNANYM

wiek niewinności

patrzysz na mnie, jak Daniel Day Lewis
ze zdjęć. prowadzimy zaszyfrowany dialog
pomiędzy jednym piętrem, a drugim. ty
w niewielkim hotelu, obcym mieście. ja

przy kuchennym stole. może dowiemy się
jak nadawać imiona i czynić cuda?
przemiana dokonuje się w całkowitym skupieniu
abstrakcja z ładunkiem w tle.


ostatni mohikanin

pokaż mi miasto z fontanną w środku.
zimny prysznic wymusza pośpiech,
więc biegnij do mnie. spośród tysięcy
mrugających ikon i czeskich fotografów

z amatorskim zacięciem. dokąd uciekasz,
by rozpoznać zwykłych ludzi? ziemia pachnie,
mówi do ciebie. z białych rzeźb płatami
łuszczy się farba. odpowiedz.


nie pytaj mnie

ile napisałam wierszy o miłości. możemy
całą noc snuć opowieść, zabijać czas
wewnątrz, jak przymocowane linkami kukiełki
poruszane z bezpiecznej odległości.

jedna fraza, tembr głosu, tylko tyle
masz dla mnie. to wystarczy przez chwilę
myślałam, że mogłabym cię znać, pod nazwą
przybraną jak istniejące twarze.


Luty 2010r

MG