Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


28.09.2011

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 13





czyli jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się nie ma

Nie dalej, jak przedwczoraj trafiłam w serwisie www.niedoczytania.pl na cykl "Lutowanie wełny" powstały w wyniku "prośby" do kolegi poety Pułki Tomasza o cyt.: "cotygodniowe jebanie wiersza".
Kolega poeta Pułka nie precyzuje kto go poprosił, informuje za to, iż czyni to z przyjemnością. Oczywiście przyjemność zostaje jedynie po stronie kolegi poety Pułki oraz (zakładam) wspomnianego serwisu, gdyż w przypadku czytelnika, o przyjemności mowy być nie może. Sam cykl jest żenujący, język wywodów kolegi poety Pułki oraz tezy/teorie tam przedstawiane są najlepszym przykładem nieudolności w dyskusji okołopoetyckiej, bo nazwanie tego próbą krytycznoliteracką byłoby dużym nadużyciem.
Z iście gówniarską arogancją kolega poeta Pułka udowadnia czytelnikowi, iż nie ma pojęcia o czym pisze; że żałosne próby bycia kontrowersyjnym/prowokacyjnym są ... no właśnie jedynie żałosne, a całe przedsięwzięcie polega jedynie na wspomnianym, bezmyślnym "jebaniu" tych, którzy koledze poecie Pułce akurat wpadli w oko.
Nasuwa się pytanie: po co? Po co skądinąd nie najgorszy do tej pory serwis Niedoczytania.pl strzela sobie w ten sposób w stopę? Czyżby desperacja? Zabrakło chęci ze strony osób, które miałyby coś sensownego do powiedzenia i pozwala się na niemerytoryczne puszczanie bąków zadufanym w sobie gówniarzom?
Niedoczytania.pl określa się jako "pismo innego uczestnictwa w kulturze", którą to deklarację zaczynam rozumieć jako jego (uczestnictwa) odmianę bardziej buraczaną.
Całą tę żenującą akcję można podsumować powiedzeniem mojej śp. prababci Magdaleny (kobiety prostej, acz życiowo doświadczonej)" wpuść bambra do biura, to atrament wypije".

16 komentarzy:

  1. aż zajrzałem. raz można, nigdy więcej. pułka to dupek gorszy od siwmira, bo siwmir sprawia wrażenie, jakby coś przeczyał w życiu, a pułka jakby - owszem, czytał - ale nigdy trzeźwy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bo to jest pewnie ten pilnie zaangażowany głos którego domaga się jeden z userów Liternetu.

    OdpowiedzUsuń
  3. dla mnie to ewidentna potrzeba lansu, jak się już przepadło jako poeta i nie ma się nic do powiedzenia, to najlepszym sposobem jest "dojebanie" . Pułka czytuje, ale raczej bez zrozumienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam dystans do takich prób zawsze, bo jednak jest to pójście na łatwiznę - szukanie słabego (wiersza) do kopania.

    To nic nowego.

    Gdyby Pułka albo ktokolwiek inny spróbował wyciągać wartościowe wiersze i dokładnie je omawiać, pokazywać gdzie warto na coś dobrego zwrócić uwagę - o, to by było jakieś novum.

    Ale mam na myśli jakieś merytoryczne próby, nie likier, miód i orzeszki.

    Ale tak jak mówię: mnie to już trudno zdziwić. Traktuję to jak efekciarskie felietony. Brakuje w nich jednak autoironii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałem. Tomek trochę się popisuje, trochę gra, wiadomo: życie literackie.
    Czytałem też tekst Pana Dziechciarza i też staram się zrozumieć Jego motywacje.
    Więc, stoję w rozkroku, ważę racje, słowem - ekwilibrystyka.
    Jedna jest pewne, książka, o której pisze Tomek, nie powinna się ukazać. Tomek odniósł się do tego faktu obcesowo. Jednak nawet najbardziej skrupulatna i wnikliwa recenzja nic by nie zmieniła. Gdyby ktoś ją zechciał napisać, nieuchronnie zamieniłaby się w kpiny i drwinę. Tak źle i tak nie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie mogłem nie pokochać tego portalu za sprawą kolegi Pułki, po prostu nie mogłem.

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda. To zła książka. Ale moim zdaniem żadnej książki nie powinno się kwitować zdaniem: "posłużył mi dwa razy jako podkładka pod miskę z bigosem i na tym poprzestańmy z recenzją. "Gówno", jednym słowem. I nie mam na myśli bigosu!" Bo należy albo pokusić się o recenzję merytoryczną albo milczeć. Jednak zajrzałam do innych, a tam stoi jaki drut: "Jazda po Dehnelu – oczywiście, ale to trzeba by się porządnie przygotować i zaatakować te marmury dużym młotkiem, na co nie mam czasu," No właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie jaki drut, tylko jak drut!

    OdpowiedzUsuń
  9. ja nie wiem czy ta książka jest zła, czy dobra, ja piszę o tym, że sposób obrany przez Pułkę jest nie do przyjęcia, co bardzo dobrze skomentowała Ela.
    jeśli tak ma wyglądać dyskusja o książkach poetyckich, to ja serdecznie dziękuję. zastanawiam się gdzie są krytycy? krytycy literaccy, a nie przedszkole.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gibril - żeby komentować merytorycznie i umieć uzasadnić swoje teorie trzeba mieć wiedzę. "Zjebać" może byle głupek i ignorant, czego dowodów mamy i w sieci i w realu aż nadto.

    OdpowiedzUsuń
  11. nie ważne, czy omawiana książka jest dobra czy zła. chodzi o to, że w tym wypadku skomentował ją dupek, który nie do końca wie, o czym pierdoli. pułka powinien zająć się gimnastyką, żeby po paru latach ćwiczeń dosięgnąć sobie buzią do fiuta, zamiast podskakiwać do publicystyki. analogicznie - żeby zostać klasykiem nie wystarczy się wyrzygać na pomnik mickiewicza.

    OdpowiedzUsuń
  12. jeśli sami poeci proponują dyskusję o poezji w tym tonie, to już jest dramat, a jeśli pisma określające się kulturalnymi to publikują, to jest dla mnie totalne bagno. nie chcę truć, ale to są skutki milczenia w sprawie typów pokroju doktorka T, sami powinniśmy sobie podziękować, bo sami poeci mu pozwolili się obrażać,a teraz znajduje przygłupich naśladowców. nikogo nie kręci krytyka literacka, tylko "dojebywanie"

    OdpowiedzUsuń
  13. Magda, poeci się z reguły głaszczą i piją sobie z dziobków, może nie róbmy tragedii, jeśli ktoś komuś raz na jakiś czas dojebie. Ja bym sobie raczej życzył, by Tomasz Pułka poszedł w ślady swojego imiennika Adamka i spróbował swoich sił w wyższej wadze.
    Maciek Froński

    OdpowiedzUsuń
  14. Maciek - ja też nie mam nic przeciwko, byle to było na jakimś poziomie, czego o wywodach Pułki niestety powiedzieć nie można.

    OdpowiedzUsuń
  15. nie kumam. jeśli głaszczą się prywatnie (brak agresji i dużo sympatii) to nic złego. to tak jakby żądać, żeby w rodzinie, gdzie wszyscy są dla siebie uprzejmi pojawił się ktoś, kto od czasu do czasu zbluzga albo pobije kogoś, dla "zdrowej równowagi". głupota.

    a jeśli głaszczą się w sensie nierzetelnej krytyki, to przyda się - owszem - rzetelna krytyka, ale to nie ma nic wspólnego z tym co pułka wypisuje.

    "zjebanie" to może mieć sens w resocjalizacji psychopatów albo w wojsku jak trep zaśnie na warcie. nie ma żadnego sensu "jebanie" poezji i poetów w internecie, a już na pewno nie jako przeciwwaga dla TWA. "zjebani" grafomani zbiją się wtedy w stadka i będą jeszcze zacieklej bronić przed takim furiatem. pułka jest TYLKO I WYŁĄCZNIE szkodliwy z tym co teraz uprawia.

    OdpowiedzUsuń
  16. To ja chętnie wyjaśnię – jeśli podczas meczu piłkarskiego sędzia poklepuje się po ramieniu z kapitanem jednej z drużyn, to zawodnicy drużyny przeciwnej mają prawo poczuć się nieswojo.

    Magda – ujmując sprawę w pewnym uproszczeniu są dwa modele ustalania, co jest ile warte w poezji – nazwijmy je umownie „eksperckim” i „rynkowym”. Model ekspercki polega na tym, że to „eksperci” – krytycy literaccy, uznani poeci, profesorowie polonistyki czy też redaktorzy naczelni wyciągają z niebytu nieznanego poetę i dokooptowują go do swojego grona. Zasadniczą wadą tego modelu jest to, że świetnie obywa się bez czytelnika, jego potrzeby nie są zauważane, a jego głos ignorowany. To logiczne – skoro czytelnik nie ma nic do powiedzenia, to po co się z nim liczyć? Za to jest pełna kultura, sposób omawiania wierszy przez Mariana Stalę zasadniczo różni się od sposobu, który preferuje Tomek Pułka. Model rynkowy polega z kolei na tym, że o wartości poezji decyduje ogół odbiorców, w którym to ogóle pozycja ekspertów nie jest jakoś specjalnie uprzywilejowana. Przyjęcie tego modelu pozwoliłoby wciągnięcie w życie poetyckie znacznie większej liczby ludzi, ale nie łudźmy się – nie każdy z nich będzie się wyrażał językiem salonowym. Trzeba by było ten model przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Coś za coś.
    M.

    OdpowiedzUsuń