Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


27.10.2011

Życie, życie jest nowelą – Katarzyna Zając „Pęknięcia”.





Debiut Katarzyny Zając nie zaskoczył mnie prawie niczym. Piszę „prawie” ponieważ nawet znając twórczość tej poetki nie spodziewałabym się, że książka poetycka może być aż tak nudna i monotonna. Te utwory mogą się ewentualnie sprawdzać pojedynczo, osobno, ale nie w jednej książce, która mniej więcej w połowie po prostu zaczyna nużyć i człowiek musi powstrzymywać ziewanie.
Autorka zaprezentowała w debiutanckim tomie sporo wierszy znanych już bywalcom internetowych portali literackich, na których szlifowała swój warsztat. No właśnie, szlifowała? Niestety po lekturze ksiązki potwierdziły się moje obawy, co do stagnacji w pisaniu Zając. Od lat te same ograne i dodajmy mocno zapożyczone choćby (ale nie tylko) z poezji Teresy Radziewicz motywy, ten sam (trącący w takim wydaniu myszką) nieco rustykalno – sielankowy klimat.
To, co u Radziewicz tętni, żyje, mieni się kolorami, u Zając świeci jedynie odbitym światłem.
Nie zaprzeczam, że można lubić podobne obrazki, ale ja osobiście życzyłabym sobie, aby – prócz mniej lub bardziej ładnych tychże – było w tym coś jeszcze. Niestety u Zając nie ma NIC. Żadnej głębi, refleksji, żadnego choćby najmniejszego śladu indywidualności autora.
Generalnie „Pęknięcia” to zapis jakiegoś kataklizmu: śmierci, chorób, dramatów, słowem temat idealny na telenowelę, ale nie na tom poetycki. Siłą rzeczy nasunęło mi się kolejne skojarzenie (niestety w przypadku tej książki będzie ich jeszcze sporo), o ile „Zapaść” Joanny Lech, poruszająca się na podobnym „poetyckim terenie”, to książka przemyślana, skomponowana, a charakterystyczne dla Lech metafory „cielesne” użyte świadomie, o tyle u Zając w „Pęknięciach” nie odnajduję żadnej z tych cech. Odnoszę wrażenie całkowitej przypadkowości tych wierszy, no chyba, że nadrzędnym celem takiego układu ksiązki było jak najszybsze uśpienie czytelnika. Metafory kuleją, o składni nie wspomnę. Przerzutnie zastosowane wybitnie „na siłę”.

„w światłowodach drżą ukryte ładunki elektrostatyczne

gdy nazajutrz słowami dotykasz dłoni. przed chwilą
spacerowała po niej biedronka, sześciokropka niezdarna”
(telefony w porze suchej)

albo

„upalne dni minęły, przez okno wlatują muchówki.
odnóżami dotykają ścian i kolonizują akwariowy błękit”

albo (moja faworytka)

„tęsknię za wiatrem. nocami tańczę na parapecie,
by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą”

Brakuje tylko zawiedzionej miłości Don Pedra do Juanity. Niestety im dalej w książkę, tym gorzej, rzadkie próby autorki, by napisać coś od siebie i bez pożyczek kończą się jeszcze bardziej fatalnie:

„stopy na trotuarze. są we mnie pęknięcia i szczeliny,
o których nikt nie wie. kamienie nie czują, nie płaczą.”

Podobnie ckliwych i pensjonarskich kawałków w książce znalazłam mnóstwo.
W tym momencie nasuwa się pytanie, gdzie był redaktor tego tomu?
Zdaję sobie sprawę, że amatorów poetek z gatunku jęczących zapewne znajdzie się wielu, że można przymknąć oko na takie czy inne stylistyczne niedociągnięcia, pod jednym wszakże warunkiem, że taki nawet nieco „kulejący” wiersz jest O CZYMŚ.
Po lekturze „Pęknięć” jestem już przekonana na 100%, że autorka do perfekcji opanowała pisanie o niczym i tu nawet nie pomaga wspomniane przeze mnie intensywne „inspirowanie się” cudzymi wierszami, ponieważ jak widać kradzione nie tuczy. Zdaję sobie również sprawę, że epigonów nigdy nie zabraknie, że gorące pochwały ciotek, psiapsiółek i portalowych wazeliniarzy jeszcze niejednokrotnie zwyciężą nad zdrowym rozsądkiem, umiejętnością posługiwania się słowem, znajomością składni ojczystego języka i zasad gramatyki. Nie zmienia to jednak faktu, że nigdy jeszcze nie czytałam książki tak niepotrzebnej.
Może organizatorzy konkursu „O laur Lipowego Wzgórza” (sic!) powinni przemyśleć główną nagrodę? Zamiast wydania debiutanckiego tomu widziałabym raczej zafundowanie zwycięzcy udziału w warsztatach Jakuba Winiarskiego.
Reasumując: „Pęknięcia” polecałabym jako skuteczny lek na problemy ze snem, przy 21 stronie już zaczyna działać. Co należy uczynić po lekturze ksiązki Zając?
Radą służy nam sama autorka w puencie wiersza pt: ”po śladach”, otóż
„zasłonić jak brzydkie znamię”


Katarzyna Zając „Pęknięcia” Dom Kultury w Tuchowie, Tuchów 2011.

MACIEK FROŃSKI - Tykająca bomba

Horror psychologiczny

Wszedłem na drabinę i przed wzrokiem syna,
Ukryłem bezpiecznie tomik Tkaczyszyna,
Na najwyższej półce teraz sobie leży,
By w mym domu męskiej nie gorszyć młodzieży.

Poczułem cień ulgi, już nieco mi lepiej,
Lecz wciąż się myśl straszna w mej głowie telepie
I ciągle to jedno powraca pytanie:
Czy syn doń dostanie, czy też nie dostanie?

Już ślepi Tkaczyszyn z tej swojej jaskółki,
Już widzę, jak z wolna przekracza brzeg półki,
Już widzę, jak rośnie, jak coraz go więcej,
Przechyla się, spada – i prosto w te ręce!

Po com go kupował? Przeklęta godzina!
Tkaczyszyn, chcesz – mnie bierz, lecz oszczędź mi syna!

26.10.2011

trzy wiersze o milczeniu


Tadeusz Peiper - Naga

Naga, w obłoku z pościeli, wrysowana w ciszę,
w kołysce z nocy, z nocy o kształcie ust,
na echach słów mych, dzieł czarnego czaru,
naga, na echach, gdy będziesz błyszczała
złota miednica a w niej z pereł kurz,
ty, kartka papieru którą ja zapiszę
lub może wcześniej rzucę ją, podpał na ruszt,
naga, w ciszę wklejona, milcz i tylko paruj.
Od słów twych wyżej cenię szept twój, szept twojego ciała,
woń twojego ciała, woń rzeźni i róż.



Miron Białoszewski - My rozgwiazdy

To nie tylko
zgubione włosy.

Opuszczone miejsce
często boli.

Mnożymy się
ucięci
tęsknotami.

Jesteśmy rozgwiazdami.

Nie odgrodzeni od niczego.
Rozgubieni.



Rafał Wojaczek - Umiem być ciszą


Miłość to człowiek niedokończony
                                             Eluard

Kończę się w twoich oczach
umiem być ciszą
Kończę się w twoim śnie

Ostatnie echo jest ciszą
to miejsce
gdzie kończy się twoje spojrzenie

Sen mnie oślepia, rozjarzona
iskra serca
Kończę się w twoim sercu

Przez sen, przez ciebie
donoszę siebie
do twojej śmierci.

22.10.2011

STANISŁAW GROCHOWIAK

Rozstanie

jest gdzieś północ, której nie zobaczę
Północ światła
I północ doby
Czas i przestrzeń spięte jedną gwiazdą
Pod którą tylko
Śmierć się urodziła

Zapach północy leży w uszach zmarłych
W nozdrzach psów pokostniałych
Na bezkresnym śniegu
W porcelanowych medalionach dzieci
Co wreszcie są cicho

A smak północy
Był na tamtej ręce
Której dotknąłem jak żelaza w mróz
Odtąd unosząc tylko pół języka
Bełkocząc odtąd.

19.10.2011

krótka historia gwoździa do trumny

inspired by Maciek Froński i wiersz o tomiku Tkaczyszyna

z dedykacją dla Pawła oczywiście :)

raz się chciałam cofnąć wzdłuż namiętnych sprężeń,
ale jako ciała swego wieczny więzień
nie zdołałam rakiem, skrętem, naokoło
znacznie uszkodziłam muszli wklęsłe czoło,
kując swoim własnym o kafle sadzawki
miała być namiętność, a dostałam czkawki
ja, niepokonana dotąd niczym Chefren,
ślady krwi ścierając nucę smętny refren:

że nic mnie tak w życiu dobić nie zdoła
jak wiersz autorstwa Pawła Kozioła

pomocy więc szukam w lustrzanej symetrii,
korepetytuję się też z geometrii,
sporządzam rejestry organów i karnie
czekam, aż mnie sprężeń dziki szał ogarnie,
nie straszna mi nawet lekarska obdukcja,
a tu nic, jedynie totalna destrukcja
i znów ja waleczna dotąd niczym Chefren
teraz łzy łykając nucę smętny refren:

że nic mnie tak w życiu dobić nie zdoła
jak wiersz autorstwa Pawła Kozioła

więc po wielu próbach muszę zrezygnować,
chcąc choć trochę ciała w całości zachować
żeby mnie zez zbieżny nie ciągnął na środek,
wolę już mieć w bliznach i czoło i brodę
ciężkie są metale, gdy się o nich pisze
zręcznie wpasowane w poetycką niszę,
a ja? cóż śmiertelna bardziej niż mój Chefren
opatrując rany, nucę smętny refren:

że nic mnie tak w życiu dobić nie zdoła
jak wiersz autorstwa Pawła Kozioła


stosowne odniesienia i fragmenty: wiersz pt:.(19) z tomu "Metale ciężkie" Paweł Kozioł.

18.10.2011

Niekończące się in vitro – Krzysztof Bojko „Patykiem”




Czasem wiersze spadają na nas znienacka. Zupełnie niespodziewane pojawiają się,
jako elementy rzeczywistości zarówno tej przeszłej, jak i teraźniejszej.
Czytam wiersze z tomu „Patykiem” i pojawiają się we mnie obrazy, klatka po klatce – coś w rodzaju swoistej kroniki filmowej.
Para zakochanych, zapomniani staruszkowie, zawiedziony życiem pijak, matki, żony, obłąkane dziewczęta, robotnicy, fabryki – słowem prawdziwy kalejdoskop, istny pochód postaci, przegląd charakterów, a między tym wszystkim ktoś, kto najwyraźniej czegoś szuka.
Nie tylko śladów z przeszłości, nie tylko wyjaśnienia skąd wziął się ten cały rozgardiasz, harmider i po co właściwie istnieje? Ów ktoś szuka przede wszystkim powodów do pozostania w tym chaosie, jak uparty detektyw śledzi każdy trop, dedukuje, wyciąga wnioski. Czasem przymierza cudze historie jak kapryśny dandys kolejne garnitury. Poszukuje tylko tych, które są dobre, ważne, które coś znaczą, przybliżają do rozwiązania i wszystko mogłoby się wydawać proste i jasne, ale wcale takie nie jest.
Podmiot liryczny doskonale zdaje się sobie sprawę, że goni za rodzajem złudzenia,
że to wszystko właściwie jest tylko „słowem nakreślonym patykiem na tafli znajomej kałuży”, a jednak uparcie trzyma ten patyk w dłoni i czeka na kolejny deszcz po to, by stworzyć odrębny, całkowicie własny „mariaż przeszłości i chciejstwa”; jakby teraźniejszość nie dawała się ogarnąć, istniała jedynie jako chwilowe szaleństwo. Podczas lektury książki Krzysztofa Bojko towarzyszy mi uczucie niepokoju, sama zaczynam się spieszyć, biegnę od jednego wiersza do drugiego i wciąż dalej i dalej, aż docieram zdyszana na koniec, a tam? Utwór pt: „Wiersze”, który odczytuję jako coś w rodzaju manifestu, credo autora, wiersze „niepotrzebne do przeprowadzek snują się między stronami”. Generalnie przez cały tom przewija się refleksja na temat tego, ile tak naprawdę jest warte opisywanie wszystkiego i ile znaczą słowa. Czasem znaczą wszystko, a czasem nic, czasem tworzą obraz, a czasem są jedynie jego uzupełnieniem.
Wspomniałam, że biegnę przez tę książkę, ale nie biegnę sama. Biegnę mając w głowie dwa utwory muzyczne, które pojawiły się właściwie zaraz po rozpoczęciu lektury: „Nierealne ogniska” Farben Lehre i „Nowa Aleksandria” Siekiery.
W ten oto sposób zyskuję soundtrack do mojej kroniki. A co ze scenariuszem?
Bojko pisze prostym językiem, w niektórych wierszach – odnoszę wrażenie – wręcz ucieka od nadmiernych kombinacji słownych i tak jest dobrze, ten rodzaj narracji wymaga właśnie takiego języka. Wspomniana ucieczka nie zawsze się jednak udaje, czasem to język ma władzę nad poetą, a nie poeta nad językiem. Stąd obok wierszy dobrych i bardzo dobrych pojawiają się utwory słabsze, „przegadane”, bez siły obrazowania, bez tego charakterystycznego „nerwu”.
Zauważyłam, że te słabsze teksty znajdują się na początku książki, a im dalej w tom „Patykiem”, tym lepiej i ciekawiej. Zupełnie, jakby starsze wiersze autor zamieścił właśnie na początku. Taki układ ma za to ten plus, że pokazuje ewolucję poety nie tylko w posługiwaniu się słowem, jako narzędziem, ale przede wszystkim w sposobie postrzegania rzeczywistości.
Niezależnie jednak od wszystkiego, wspomniane „nierówności chodnika” nie utrudniają znacząco mojego biegu, nawet jeśli zdarza mi się potknąć, to nie na tyle, by stracić równowagę. Świat to w końcu niekończące się in vitro, więc zawsze jest szansa, ze zdążę na jakieś narodziny.

ZAPRACOWANY

znalazłem awans o dwa szeregi
po przekątnej monitora

szalone pomysły lądują pod burkiem
gorączka przenosi partycje
z dysku you na dysk we

w przerwie wypijemy kawę i ustalimy
strategię współdziałania

koledzy nie zapukają
w czoła koleżanek
ochrona danych działa perfekcyjnie


CHONDROSARCOMA

wiesz
to nie bozia
stworzyła gorzkie be

rozdrażniony jej obecnością
szukałem w sobie
wrażliwego dziecka

do dzisiaj chłonę puls
twojego ramienia
jak słowa bajki o chemicznym

być albo nie być
rozwijasz świat
prostując loki panny wiosny


ON LINE

cybernetyczny demon nie śpi
kusi młodzieńca by przez chwilę
mógł imponować jasnowłosej czymś więcej
niż godło pokala

w temperaturze plus osiem
znajdzie cel obok nurtu żółtej cieczy
kapiącej ze wszystkich stron
zanim wnętrze mojej świątyni rozsadzi nuda

będziemy według finałowej sekwencji
first - person shooter


WIERSZE

niepotrzebne do przeprowadzek
snują się między stronami

jutro było wczoraj
dzisiaj skrócone do poranka
smaży się na słońcu
w iglicach zegarów

szykują miejsca w raju

litery na kołek.



Krzysztof Bojko „Patykiem” Gorzów Wielkopolski 2011r.

17.10.2011

Dwie recenzje "Fabryki"



W ramach projektu o nazwie "Nisza Krytycznoliteracka" na portalu Wywrota,
po dyskusji nad pojedynczymi wierszami doczekałam się dwóch, przyznaję, bardzo dla mnie interesujących recenzji:

Dominika Ciechanowska:
http://www.wywrota.pl/db/artykuly/19558_magdalena_galkowska_poetka_ktora_lubi_rz.html


Poem:
http://www.wywrota.pl/db/artykuly/19551_ktos_umiera_ktos_wypada_a_pociag_kontynu.html

Obu recenzentom bardzo dziękuję, szczególnie za wyciągnięcie mojej książki z lamusa :)
Zapraszam do lektury.

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 14

czyli: "poeci do piór, a czytelnik po smektę"

Na portalu Liternet toczy się dyskusja o tym, czy polscy poeci publikują za dużo.
Święte oburzenie wywołała opinia Benajmina Paloffa cyt. (za wspomnianym portalem):

Polscy poeci za dużo publikują. Takie uogólnienie wydaje się być herezją w kraju z tyloma gloryfikowanymi wieszczami, gdzie przez prawie cały dwudziesty wiek cenzorzy skazywali wybitnych poetów na niebyt i „pisanie do szuflady.”…W Polsce nie jest rzeczą nadzwyczajną, jeśli poeta „debiutuje” (ich określenie, na szczęście, nie nasze) w wieku 25 lat i od tego czasu co 18 miesięcy produkuje kolejne tomiki. Jedną z konsekwencji tej płodności jest oszałamiająca liczba śmieci, które zalewają księgarnie, łącznie z „wierszydłami klasy D” pisanymi przez „poetów klasy A”. Ponadto, jeśli poeta pragnie zwrócić na siebie uwagę – a literaci jak dzieci rozpaczliwie pragną być zauważeni –często staje się „reakcjonistą” własnego pokolenia, publicznie deprecjonując swoich poprzedników, rywali oraz młodsze talenty.

Oczywiście wszelkiej maści domorosłe talenty i etatowi laureaci konkursów poetyckich natychmiast rzucili się z pazurami wykrzykując o zastosowanych w opinii ogólnikach, przytaczając liczby wydawanych w Polsce tomów wierszy, stosunek tej liczby, do liczby tomów wydawanych w innych krajach, w tym także w USA.
Tylko jakoś żaden z zagorzałych zwolenników poezji rodzimej nie zwrócił uwagi na dość dla mnie istotny fakt, iż nie chodzi o ilość, ale o jakość. Z roku na rok powstają kolejne konkursy, w których nagrodą główną jest wydanie książki. Więc poeci wysyłają, jury opiniuje i rozdziela laury, w związku z czym poeci wydają.
Nie mówię o konkursach prestiżowych, konkursach z tradycjami, konkursach, w których jakiś poziom zapewnia choćby skład jury. Dziś każdy może być poetą, dziś każdy może wydać książkę, choćby własnym sumptem ( w zależności od wydawnictwa) to kwestia posiadania od 2.000 do 4.500zł - nawet nie trzeba niczego wygrywać.
O ile w przypadku tzw. debiutantów ten "ciąg na bramkę" czy "parcie na szkło" ewentualnie może być zrozumiałe, o tyle w przypadku poetów z tzw. dorobkiem, mających jeszcze niedawno naprawdę coś do powiedzenia, wydawanie kolejnych, pozostawiających wiele do życzenia książeczek - będących bądź to kompilacją dotychczasowych dokonań, bądź wariacją na temat tychże - trochę mnie dziwi.
Sama niedawno usłyszałam zdanie, że czas już na kolejną książkę bo o mnie zapomną. Kto zapomni? Czytelnicy, którzy kupili mój debiut? Nie sądzę, skoro tu zaglądają, to oznacza, że nie muszę bać się zapomnienia, nie jestem skazana na niebyt. Natomiast jeśli z powodu miernoty przeze mnie produkowanej ludzie przestaną tu zaglądać, to sama będę sobie winna.
W moim przekonaniu poetom brakuje refleksji. Znam takich, co produkują wiersze taśmowo, nie dadzą czytelnikowi odetchnąć i dawaj co rok, półtora kolejna książka, bo wygrał, bo ktoś chce wydać, bo idziemy za ciosem. I zaleją półki swoją twórczością, a potem na kolejnych imprezach poetyckich będą się licytować na ilość wydanych książeczek, ilość zdobytych nagród.
Ja się grzecznie pytam: a gdzie w tym wszystkim są wiersze? Gdzie choćby minimalny szacunek dla czytelnika, przejawiany w tym, żeby mu nie wciskać kitu?
Paloff poruszył jeszcze jedną istotną kwestię: braku poszanowania dla poprzedników, na których ci "buntownicy z bożej łaski" wykarmili swoje poetyckie cielska.
O tym m.in. pisałam w związku z pożałowania godnymi ekscesami Pułki.
Mamy zalew poetyckich celebrytów, pojawiają się na tych konkursach masowo, podobnie jak żądne sławy gwiazdki portali i prasy plotkarskiej na różnej maści imprezach od inauguracji sezonu operowego do otwarcia salonu fryzjerskiego włącznie.
Przeraża mnie fakt, że do tego się sprowadza poezję.
Na mój zarzut, przyznaję dość napastliwy, skierowany wprost do jednego ze znanych poetów, będącego nierzadko jurorem w konkursach, że to m.in. jurorzy są winni tego, że poziom wydawanych w tym kraju książek spada na łeb na szyję, poeta odpowiedział: a z czego mamy wybierać, jeśli dostajemy to, co dostajemy, a nagrodę trzeba dać?
Na to przyznaję nie znalazłam odpowiedzi.
Pozostaje mi apelować do samych poetów o odrobinę zdrowego rozsądku, dystansu do siebie i uspokojenia swojego ego. Lepiej wydać jedną, dobrą książkę, niż trzy "takie sobie". Takie to niby oczywiste i zapewne wszyscy się z tym zgodzą, więc dlaczego wychodzi tyle chłamu? Nie szkoda drzew?

16.10.2011

wiersz wyczerpany




makulaturowy papier, na którym piszę
jest szorstki i szary jak świt
wczesną wiosną kiedy przeczucie, że coś się wydarzy

łapie za gardło i osadza na miejscu. nie zdążę
policzyć do dziesięciu skreśleń, a już wersy splatają się
w pogański symbol kultu. podstępny przebieraniec

pod palcami gnie się posłusznie wzdłuż linii załamania.
jestem panią planety usianej szarymi kulkami słońc.
mieszkam tu od początku świata.

MG

14.10.2011

SERYJNI POECI 10




Kolejne spotkanie z "Seryjnymi" we wtorek 18 października
CK ZAMEK "Sala pod zegarem" godz. 19.00
Prowadzenie: Piotr Śliwiński.


ZAPRASZAMY

czasem mam ochotę komuś przypierdolić,

ale ludzie nie lubią wulgaryzmów
w wierszach. muszą być uzasadnione,
poparte emocjami, albo przynajmniej
chłodną logiką, trzeźwą oceną sytuacji,

na którą mnie nie stać. więc siedzę
w cholernej dziupli gryząc resztki
paznokci, kartek, koncówki długopisów.

więc bluzgam, jak pierwszy lepszy
menel, moze ulży? coś się urodzi niechciane,
nieuniknione jak listopadowy przymrozek

przy gruncie rzeczy sztywnieją,
łamią się, jak tanie zapałki.

MG

13.10.2011

VNV NATION






od dawna nie było żadnej muzyki, a to jest coś, co się mnie trzyma, czego ja się trzymam
od dziś, do odwołania.
miłego słuchania.

11.10.2011

zakażenie





chwilowo zajmuję nieogrzewany pokój,
nie da się pisać zdrętwiałymi palcami.
wydobyć głosu z ziębniętego gardła. pewnie

należy poczekać do wiosny, aż wszystko
stopi się w jedno, stanie okrągłe i zielone,
jak na przykład limonka. wtedy natnę

w połowie jak wrzód i pocieknie sok
lub biała maź - wszystko jedno,
byle oczyścić, poczuć ulgę, wpuścić
ciepłe powietrze i trzymać się

jak najdalej od ran.


MG

WIECZÓR AUTORSKI DOROTY SURDYK I JACKA KUKOROWSKIEGO




22 października 2011 o godz, 19:00 w Sali Gobelinowej Zamku w Gołuchowie odbędzie się spotkanie autorskie DOROTY SURDYK i JACKA KUKOROWSKIEGO. Wieczór poprowadzi ANETA KOLAŃCZYK. Poezję usłyszymy się w interpretacji autorów oraz JURKA SZUKALSKIEGO



09.10.2011

krojczyni

z kolorowego papieru, czasami z gazet
wycinam postacie, niektóre złączone
nie dają się rozerwać. uczę je tylko
długich, monotonnych przemówień, słów bez treści.

powoli zaludniają pokoje, już schodzą
z półek, odklejają się od ścian, wyciągają
długie, giętkie ręce. są wszędzie
i zaczyna brakować miejsca. niedługo

wyprowadzą mnie z domu i zostawią
pod drzewem.

MG

07.10.2011

NAGRODA KOŚCIELSKICH 2011





Tegorocznym laureatem Nagrody Fundacji im. Kościelskich został Andrzej Franaszek za książkę "Miłosz. Biografia".

Wręczenie Andrzejowi Franaszkowi Nagrody Kościelskich 2011 nastąpi 8 października w Miłosławiu. Połączone będzie z dwudniowymi wydarzeniami literackimi, w tym festiwalem "Wielkie Nocne Czytanie" w Poznaniu i Miłosławiu.


"Dzieło to opowiada o jednym z najciekawszych żywotów pisarskich ostatniego stulecia. Znakomicie udokumentowana, nie omijając spraw kontrowersyjnych i nieoczywistych, książka Franaszka jest pasjonującym przewodnikiem po czasach i twórczości wielkiego pisarza" - napisało w uzasadnieniu wyboru jury konkursu.

Uroczystość wręczenia Nagrody odbędzie się w Miłosławiu w Wielkopolsce - dawnym majątku rodziny Kościelskich. Połączona będzie z wieloma wydarzeniami w Poznaniu, Wrześni i samym Miłosławiu, m.in. odbędzie się tradycyjny festiwal literacki "Wielkie Nocne Czytanie".

Początek - 7 października równolegle we Wrześni i w Poznaniu. We Wrześni Jacek Dehnel - laureat Nagrody w 2005 roku - spotka się z młodzieżą w Liceum Ogólnokształcącym im. Henryka Sienkiewicza, a w Poznaniu odbędzie się spotkanie autorskie ze Stefanem Chwinem - laureatem w 1983, które poprowadzi prof. Piotr Śliwiński. Tego samego dnia wieczorem w Teatrze Ósmego Dnia w Poznaniu odbędzie się dyskusja "Antropolog wobec kultury" oraz "Wielkie Nocne Czytanie".

W sobotę, 8 października program koncentruje się w Miłosławiu, gdzie najpierw warsztaty literackie dla gimnazjalistów z powiatu wrzesińskiego poprowadzą: Mikołaj Łoziński - laureat 2007, Jacek Dehnel i Ewa Lipska - laureatka 1973, a w samo południe zapowiedziano uroczyste wręczenie Nagrody Kościelskich za 2011 rok.

Potem zaplanowano jeszcze spotkanie poświęcone Fundacji Kościelskich, spotkanie autorskie Marcina Świetlickiego - laureat 1996 - oraz otwarcie wystawy fotografii Tadeusza Rolkego "Twarze literatury". Wieczorem koncert Stanisława Soyki i na koniec drugie "Wielkie Nocne Czytanie".

Laureat Nagrody Kościelskich za 2011 rok Andrzej Franaszek, doceniony za książkę "Miłosz. Biografia" (Znak), jest krytykiem literackim, redaktorem działu kultury w "Tygodniku Powszechnym", absolwentem polonistyki na UJ. Zajmuje się twórczością współczesnych pisarzy polskich. Praca nad pierwszą w Polsce biografią Miłosza zajęła mu przeszło 10 lat.



Program wydarzeń towarzyszących wręczeniu Nagrody Kościelskich 2011

7 października 2011, piątek

- Września

godz. 12.00 - Liceum Ogólnokształcące im. H. Sienkiewicza, ul. Witkowska 1
Spotkanie autorskie i warsztaty z Jackiem Dehnelem dla uczniów z powiatu wrzesińskiego

- Poznań

godz. 12.00 - Instytut Filologii Polskiej, Collegium Maius, ul. Fredry 10 - Sala Śniadeckich
Spotkanie autorskie ze Stefanem Chwinem wokół książki eseistycznej "Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni"
Prowadzenie: Piotr Śliwiński

godz. 18.00 - Teatr Ósmego Dnia, ul. Ratajczaka 44
"Antropolog wobec literatury" - dyskusja z udziałem Wojciecha Burszty, Anny Wieczorkiewicz, Dariusza Czai
Prowadzenie: Przemysław Czapliński

godz. 19.30 - Teatr Ósmego Dnia, ul. Ratajczaka 44
"Wielkie Nocne Czytanie - Młodzi"
Zaproszeni pisarze czytają swoje najnowsze utwory: Łukasz Jarosz, Kaja Malanowska, Zbigniew Masternak, Julia Szychowiak
Gospodarz wieczoru: Paweł Czapczyk


8 października 2011, sobota

- Miłosław

godz. 10.00 - Gimnazjum (Pałac Kościelskich)
Warsztaty literackie dla gimnazjalistów z powiatu wrzesińskiego prowadzone przez zaproszonych pisarzy - Mikołaj Łoziński, Jacek Dehnel, Ewa Lipska

godz. 12.00 - Gimnazjum (Pałac Kościelskich)
Uroczystość wręczenia Nagrody Kościelskich 2011 - laureatowi Andrzejowi Franaszkowi

godz. 14.30 - Kościół poewangelicki
Spotkanie wokół książki poświęconej Fundacji Kościelskich - François Rosset, Wojciech Klas, Jan Zieliński
Prowadzenie: Marcin Jaworski

godz. 16.00 - Kościół poewangelicki
"Niepublikowane i rozproszone" - Spotkanie autorskie z Marcinem Świetlickim
Prowadzenie: Paweł Czapczyk

godz. 17.30 - Kościół poewangelicki
Tadeusz Rolke - "Twarze literatury" - wernisaż fotografii

godz. 18.30 - Kościół katolicki pw. Św. Jakuba Większego Apostoła
Stanisław Soyka Quintet - koncert

godz. 20.00 - Kościół poewangelicki
"Wielkie Nocne Czytanie - Laureaci"
Swoje najnowsze utwory czytają laureaci Nagrody Kościelskich z ubiegłych lat: Marcin Świetlicki, Mikołaj Łoziński, Olga Tokarczuk, Stefan Chwin, Ewa Lipska i laureat Nagrody Kościelskich 2011 - Andrzej Franaszek
Gospodarz wieczoru: Piotr Łuszczykiewicz


Nagroda Kościelskich jest najstarszą niezależną polską nagrodą literacką. Przyznawana jest przez Fundację im. Kościelskich działającą od 1959 roku w Genewie. Jury składające się z wybitnych miłośników i krytyków literackich, zamieszkałych w Polsce i poza granicami kraju, przyznaje co roku jedną lub kilka nagród dla obiecujących pisarzy, którzy nie ukończyli 40 roku życia. Przyznawane przez Fundację wyróżnienie stanowi najwyższą poza granicami kraju stałą polską nagrodę literacką, uchodzącą za rzetelny miernik pisarskich osiągnięć.

W ostatnich latach laureatami tej nagrody zostali: Marcin Kurek (2010), Tadeusz Dąbrowski (2009), Jacek Dukaj (2008), Mikołaj Łoziński (2007), Jolanta Stefko (2006), Jacek Dehnel (2005), Tomasz Różycki (2004).

Do grona wcześniejszych laureatów nagrody należy czołówka polskich prozaików, poetów i krytyków literackich. Są wśród nich: Sławomir Mrożek (1962), Zbigniew Herbert (1963), Tadeusz Konwicki (1964), Wiktor Woroszylski (1965), Henryk Grynberg, Gustaw Herling-Grudziński i Włodzimierz Odojewski (1966), Jarosław Abramow-Newerly, Tadeusz Nowak i Jarosław Marek Rymkiewicz (1967), Jan Błoński, Konstanty Jeleński, Marek Nowakowski, Ryszard Przybylski i Marek Skwarnicki (1968), Urszula Kozioł (1969), Kazimierz Orłoś (1970), Jerzy Harasymowicz, Zygmunt Haupt (1971), Stanisław Barańczak i Edward Stachura (1972), Ewa Lipska (1973), Edward Redliński (1974), Wojciech Karpiński, Julian Kornhauser i Adam Zagajewski (1975), Ryszard Krynicki (1976), Janusz Anderman i Anna Frajlich-Zając (1981), Stefan Chwin i Jan Polkowski (1983), Bronisław Maj (1984) Jerzy Jarzębski (1985), Tomasz Jastrun, Leszek Szaruga i Adam Michnik (1986), Paweł Huelle i Piotr Sommer (1988), Włodzimierz Bolecki i Jerzy Pilch (1989), Andrzej Bart i Marian Stala (1991), Marzanna Bogumiła Kielar i Artur Szlosarek (1993), Tadeusz Słobodzianek (1994), Magdalena Tulli i Andrzej Stasiuk (1995), Olga Tokarczuk i Andrzej Sosnowski (1997), Marcin Świetlicki (1996), Przemysław Czapliński i Jacek Podsiadło (1998), Adam Wiedemann (1999).

Więcej informacji o Nagrodzie Kościelskich - Fundacji im. Kościelskich, wcześniejszych laureatach - znajduje się na stronie www.koscielscy.pl.

Źródło: www.culture.pl

05.10.2011

wyłowione - Joanna Fligiel



Dlaczego "wyłowione"? Wiersze Joanny po raz pierwszy przeczytałam na jednym z portali literackich, a obecnie można je znaleźć w wydanej w 2011r książce pt. "Geny".

Bezsenność

chyba nie było cię nigdzie

kiedy nie było mnie nigdzie spałam
jesteś dobrym miejscem do zasypiania
poza tobą ojciec budzi mnie dyndaniem
za drzwiami gościnnego pokoju jednostajnie
jak wahadło starego zegara po nim albo rwanie
włosów

zebrałam wszystkie bezsny
kiwam się przed lustrem drewniana i łysa
jak ukradziony wieszak z kina Promyk.


Geny

Ojciec nigdy nie było dobrym alkoholikiem
ani samobójcą. Udało mu się jedno
i drugie, ale po wielu próbach.

Źle znosił życie. Bardziej nadawał się
na martwego. Kochałam go i nie
rozumiałam. Jolka twierdzi,

że jestem taka sama. Wściekam się,
bo cóż może wiedzieć ktoś, kto miał
z nami tylko wspólną klatkę schodową.


Wiersz dla synka

Tak nie staje się niewidzialnym, synku.
Wiem, też ściskałam mocno powieki,
a i tak wszedł księżyc. Teraz mieszka we mnie.

Najpierw boimy się tego, co za oknem,
potem tego, co w nas, lecz tylko
w ten sposób stajemy się dorośli.


Joanna Fligiel "Geny" - Nagroda Grand Prix w III OKP "O Granitową Strzałę"
Strzelin 20011

03.10.2011

melodia z wnętrza ryby - Justyna Krawiec "Chłód"





Po raz kolejny znalazłam się w kropce. Przyszedł moment pisania o wierszach, które znam od pierwszej do ostatniej literki; o wierszach, które i ja mogłabym napisać. Powtarzam się? Całkiem możliwe. Istnieje jednak nikła nadzieja na choćby odrobinę obiektywizmu, ponieważ kiedy wzięłam do ręki debiutancki tom Justyny, te (doskonale znane mi) wiersze objawiły się w zupełnie inny sposób, "od nowa". Nie wiem, czy to zasługa druku, białych kartek zapełnionych czarnymi literami, z których wyziera ... chłód?
Piotr Kuśmirek w blurbie napisał, że bohaterem tych wierszy jest smutek. Mogę się z tym zgodzić jedynie połowicznie. Dla mnie z tych wierszy wyziera przede wszystkim bezradność.
wchodzę w tłum wolno i przestaję się dziwić:
nie mam dokąd iść. nikt na mnie nie czeka.

(Rozpruta)
Bezradność w książce Justyny jest nie tyle stanem ducha, co momentami wręcz fizyczną dolegliwością, uniemożliwiającą jakąkolwiek egzystencję, jakiekolwiek funkcjonowanie w świecie. Podmiot liryczny tych wierszy: kobieta, czasem dziewczynka zostaje wciągnięta w bezlitosną machinę, która ją przeraża, a ten strach bierze się z niezrozumienia praw rządzących ową machiną, tak różnych od praw rządzących światem bohaterki wierszy. Siłą rzeczy musi nastąpić zderzenie obu rzeczywistości, a w konsekwencji wspomniana przeze mnie bezradność.
od dziś ciemniej, zginął świat dający się opowiedzieć.
(O stracie)
Jednak gdzieś w tym chaosie istnieje adresat większości tych wierszy. Być może to konkretny mężczyzna. Natomiast ustalenie, czy ów mężczyzna jest przyczyną czy skutkiem powstania owego chaosu - odnoszę wrażenie - autorka pozostawia czytelnikowi.
"Chłód" jest debiutem dojrzałym, to wiersze, które oswajają smutek. Co mnie najbardziej w nich urzeka? Przede wszystkim sposób narracji obrany przez Justynę, bezpośrednia relacja skierowana do konkretnej osoby. Nie do końca wiem, czy tą osobą jestem ja - czytelnik, czy jest nią wspomniany przeze mnie hipotetyczny mężczyzna, ale ta niepewność nie przeszkadza mi w odbiorze.
Wiersze z tomu "Chłód" to wiersze bardzo intymne, osobiste, pisane językiem prostym, jasnym i zrozumiałym. To przy pomocy takiego języka Justyna Krawiec konstruuje obrazy przejmujące chłodem, bo kto z nas choć raz nie odczuwał bezradności wobec świata? Bliżej nieokreślonego strachu przed rzeczywistością?
Ostatecznie wszyscy kręcimy się w kółko, a za nami świat.

Na nowo

od jutra będę mniej palić, wolniej jeździć.
mówić tak, by co drugie słowo nie było łatwą
do przewidzenia kurwą. obiecuję sobie głupoty,

których nie potrafię dotrzymać. w domu jest lustro.
już się w nim nie poznaję. nie poznaje mnie
Tom Waits, Iggy Pop, Zakk Wylde i Bowie.

załamały się poziomy, zeszkliła ślina. śpię pod śniegiem
i jestem pustą połówką orzecha włoskiego.

trzeba włożyć palec, by poczuć.


Druga strona

składam obietnice kotu. głaszczę czarny łeb, opowiadam,
że gdzieś indziej właśnie zmieniamy mieszkanie. teraz
możemy wszystko wyrzucić. kot z przyzwyczajenia liczy ze mną

kroki. tutaj rzeczy są obok, zaznaczone. znaki na meblach
mówią, że wszędzie płakaliśmy. w tej sytuacji może nam się uda
wejść razem do pudła na płyty. wystawieni za próg,

będziemy czekać, aż nas zgarną. na deszcz, na śnieg,
tam, gdzie chociaż jeden człowiek dotyka mojej twarzy
i wie.


Justyna Krawiec "Chłód" Biblioteka Arterii 2011

01.10.2011

NISZA KRYTYCZNOLITERACKA na Wywrocie




Na portalu www.wywrota.pl w ramach niszy krytycznoliterackiej, internauci oraz krytycy będą się w odcinkach zajmować moją skromną twórczością :)
Zapraszam do śledzenia tego procesu, mając nadzieję, że będzie interesująco i bezkompromisowo.

Wszystko pod adresem:

http://www.wywrota.pl/db/artykuly/19481_nisza_krytycznoliteracka_magdalena_galko.html