Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


17.10.2011

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 14

czyli: "poeci do piór, a czytelnik po smektę"

Na portalu Liternet toczy się dyskusja o tym, czy polscy poeci publikują za dużo.
Święte oburzenie wywołała opinia Benajmina Paloffa cyt. (za wspomnianym portalem):

Polscy poeci za dużo publikują. Takie uogólnienie wydaje się być herezją w kraju z tyloma gloryfikowanymi wieszczami, gdzie przez prawie cały dwudziesty wiek cenzorzy skazywali wybitnych poetów na niebyt i „pisanie do szuflady.”…W Polsce nie jest rzeczą nadzwyczajną, jeśli poeta „debiutuje” (ich określenie, na szczęście, nie nasze) w wieku 25 lat i od tego czasu co 18 miesięcy produkuje kolejne tomiki. Jedną z konsekwencji tej płodności jest oszałamiająca liczba śmieci, które zalewają księgarnie, łącznie z „wierszydłami klasy D” pisanymi przez „poetów klasy A”. Ponadto, jeśli poeta pragnie zwrócić na siebie uwagę – a literaci jak dzieci rozpaczliwie pragną być zauważeni –często staje się „reakcjonistą” własnego pokolenia, publicznie deprecjonując swoich poprzedników, rywali oraz młodsze talenty.

Oczywiście wszelkiej maści domorosłe talenty i etatowi laureaci konkursów poetyckich natychmiast rzucili się z pazurami wykrzykując o zastosowanych w opinii ogólnikach, przytaczając liczby wydawanych w Polsce tomów wierszy, stosunek tej liczby, do liczby tomów wydawanych w innych krajach, w tym także w USA.
Tylko jakoś żaden z zagorzałych zwolenników poezji rodzimej nie zwrócił uwagi na dość dla mnie istotny fakt, iż nie chodzi o ilość, ale o jakość. Z roku na rok powstają kolejne konkursy, w których nagrodą główną jest wydanie książki. Więc poeci wysyłają, jury opiniuje i rozdziela laury, w związku z czym poeci wydają.
Nie mówię o konkursach prestiżowych, konkursach z tradycjami, konkursach, w których jakiś poziom zapewnia choćby skład jury. Dziś każdy może być poetą, dziś każdy może wydać książkę, choćby własnym sumptem ( w zależności od wydawnictwa) to kwestia posiadania od 2.000 do 4.500zł - nawet nie trzeba niczego wygrywać.
O ile w przypadku tzw. debiutantów ten "ciąg na bramkę" czy "parcie na szkło" ewentualnie może być zrozumiałe, o tyle w przypadku poetów z tzw. dorobkiem, mających jeszcze niedawno naprawdę coś do powiedzenia, wydawanie kolejnych, pozostawiających wiele do życzenia książeczek - będących bądź to kompilacją dotychczasowych dokonań, bądź wariacją na temat tychże - trochę mnie dziwi.
Sama niedawno usłyszałam zdanie, że czas już na kolejną książkę bo o mnie zapomną. Kto zapomni? Czytelnicy, którzy kupili mój debiut? Nie sądzę, skoro tu zaglądają, to oznacza, że nie muszę bać się zapomnienia, nie jestem skazana na niebyt. Natomiast jeśli z powodu miernoty przeze mnie produkowanej ludzie przestaną tu zaglądać, to sama będę sobie winna.
W moim przekonaniu poetom brakuje refleksji. Znam takich, co produkują wiersze taśmowo, nie dadzą czytelnikowi odetchnąć i dawaj co rok, półtora kolejna książka, bo wygrał, bo ktoś chce wydać, bo idziemy za ciosem. I zaleją półki swoją twórczością, a potem na kolejnych imprezach poetyckich będą się licytować na ilość wydanych książeczek, ilość zdobytych nagród.
Ja się grzecznie pytam: a gdzie w tym wszystkim są wiersze? Gdzie choćby minimalny szacunek dla czytelnika, przejawiany w tym, żeby mu nie wciskać kitu?
Paloff poruszył jeszcze jedną istotną kwestię: braku poszanowania dla poprzedników, na których ci "buntownicy z bożej łaski" wykarmili swoje poetyckie cielska.
O tym m.in. pisałam w związku z pożałowania godnymi ekscesami Pułki.
Mamy zalew poetyckich celebrytów, pojawiają się na tych konkursach masowo, podobnie jak żądne sławy gwiazdki portali i prasy plotkarskiej na różnej maści imprezach od inauguracji sezonu operowego do otwarcia salonu fryzjerskiego włącznie.
Przeraża mnie fakt, że do tego się sprowadza poezję.
Na mój zarzut, przyznaję dość napastliwy, skierowany wprost do jednego ze znanych poetów, będącego nierzadko jurorem w konkursach, że to m.in. jurorzy są winni tego, że poziom wydawanych w tym kraju książek spada na łeb na szyję, poeta odpowiedział: a z czego mamy wybierać, jeśli dostajemy to, co dostajemy, a nagrodę trzeba dać?
Na to przyznaję nie znalazłam odpowiedzi.
Pozostaje mi apelować do samych poetów o odrobinę zdrowego rozsądku, dystansu do siebie i uspokojenia swojego ego. Lepiej wydać jedną, dobrą książkę, niż trzy "takie sobie". Takie to niby oczywiste i zapewne wszyscy się z tym zgodzą, więc dlaczego wychodzi tyle chłamu? Nie szkoda drzew?

14 komentarzy:

  1. Zgadzam się z każdym słowem, ba! - przecinkiem tego tekstu. Prócz pewnych danych i odniesień, tekst ten winien być publikowany w każdym poradniku, jak traktować poezję w sensie jej pisania. Kwestie odnoszące się konkursów przemilczę - bo i ja oberwałbym po uszach - ale podtrzymuję iż zgadzam się co do joty.

    Brawo Magd... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Grzegorz - jeśli potrzebne staną się poradniki "jak traktować poezję" to znaczy, że jest gorzej, niż myślałam. Ja wiem, że trudno być sędzią we własnej sprawie, ale każdego rozumnego człowieka stać chyba na odrobinę samokrytycyzmu? Mam taką nadzieję...

    OdpowiedzUsuń
  3. nie wiem czy jest gorzej - wiem, że są potrzebne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda drzew, Magdo.
    Kiedy ostatnio byłaś w kiosku Ruchu?
    Wiem, to przenośnia i wg mnie masz absolutną rację, ale czy myślisz, że autorzy znają miałkość swoich prac? Ja myślę, że uważają się za geniuszy, a konkursy jeszcze ich w tym utwierdzają, bywa, że czasem słusznie. I nie mam tu na myśli siebie i Granitowej Strzały.

    OdpowiedzUsuń
  5. w sumie tak, chociaż nie traktowałbym każdej tezy ortodoksyjnie. jednak generalnie, jako zasada sprawdza się to, co piszesz. sam, zwyczajny marketing wymaga wytworzenia pewnej próżni zanim się w nią wrzuci następną publikację. przesyt nie służy autorowi. jednak co do twojej drugiej książki to uważam, że z każdego powodu pora na nią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Sławek - co do drugiej książki Magdy, też uważam że byłaby to już teraz dobra rzecz, i nie byłoby to, jak w wielu wypadkach, wydane "za wcześnie", ale z drugiej strony czy jest coś takiego jak "wydanie za późno"? Wiesz, jeśli przykładamy do poezji jakikolwiek marketing - pewnie tak. Tyle że po co przykładać? Jaki to jest "rynek", jeśli chodzi o potencjalnych odbiorców? Dla mnie, przy tak skromnej popularności poezji jako takiej nie ma się co spinać jakimiś regułami, tym żeby było "głośno" - sytuacja jest komfortowa. Można się skupiać tylko na jakości. Dlatego ok, teraz Magda wydałaby dobrą książkę, ale jeśli poczekamy trochę więcej, ma szanse wydać jeszcze lepszą książkę. Czemu nie?

    Konkludując, żeby odnieść tę sytuację do całości wpisu Magdy, liczy się jakość i TYLKO jakość. Przy tak skromnym zainteresowaniu trudno mi zrozumieć, po cholerę ludzie zabiegają o coś innego. 50 egz sprzedanych więcej w tą czy wew tą - co to za różnica?:)

    OdpowiedzUsuń
  7. moim zdaniem druga książka Magdy i każda kolejna, powinna powstać wówczas, gdy będzie ona potrzebna, tak samo autorce jak i czytelnikom - a nie dlatego ze jest "dobry czas".

    OdpowiedzUsuń
  8. otóż to,
    znając autorkę, spieszyć się nie będzie, ani tez ulegać naciskom czytaczy:)
    ale reszta jw., wyścig szczurów o czapkę gruszek, dwa egzemplarze na krzyż i ciupagę burmistrza trwa,
    i to jest smutne.

    OdpowiedzUsuń
  9. W temacie polecam publikację z netkultury: http://www.netkultura.pl/?p=5741

    OdpowiedzUsuń
  10. Panowie - o mojej książce wspomniałam mimochodem, podałam siebie jako przykład. nie jestem pewna nie tyle tego, czy to jest dobry moment, tylko czy ten projekt jest na tyle dobry, by wydać go jako książkę. w pierwszym momencie po zrobieniu go nie miałam takich wątpliwości, ale na szczęście zaczęłam myśleć. mam takie pobożne życzenie, żebyśmy nie wydawali książek pochopnie, żebyśmy przed wysłaniem na kolejny konkurs/do wydawnictwa poczekali trochę, ochłonęli, spojrzeli z boku itd
    Joasiu - nie mówię, że wszystkie nagrody niesłusznie, nie mnie o tym wyrokować, ale generalnie mówię o zjawisku, a to zjawisko spycha poezję do roli towaru mam wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  11. owszem, Twoja książka pojawiła się trochę przez przypadek jako punkt odniesienia:) ale ja chciałbym wskazać też na szersze zjawisko
    że czytelnicy czasem lubią się domagać, "a weź wydaj teraz" - to nieuniknione, ale też bywa szkodliwe dla autora:)
    wczoraj mi ktoś powiedział że "jakbym wydał książkę za dwa lata, to byłoby dobrze".
    a dlaczego za 5 lat miałoby być gorzej?
    a dlaczego nie za 7?
    a dlaczego w ogóle?:)

    OdpowiedzUsuń
  12. jeszcze jedno:
    najważniejsze tam chyba jest zdanie o "poetach klasy A piszących wiersze klasy D".
    To jest rzeczywiście problem.
    Że ktoś by mógł, ale się rozmienia na drobne.
    Choć bardziej jest to problem poety a nie czytelnika. W końcu nadal można znaleźć tą mniejszość, która się wcale na drobne nie rozmienia:)

    OdpowiedzUsuń
  13. tak, czasem książka może się pojawić właśnie "za późno" i to właśnie z tego powodu, że jest tak małe zainteresowanie - gdyby było wielkie, to pikuś. ale mieć do wyboru zero albo coś, to lepsze jest coś. jest zainteresowanie czytelników, jest chęć autora, jest "wyczekiwanie", to czemu nie odpowiedzieć? czekać na moment, kiedy zatrze się w pamięci, wydać wtedy, kiedy wszyscy wyczekują na zupełnie inny zbiór zupełnie innego autora?

    myślę, że nie należy popadać w skrajność, bo skrajnością jest pisanie wyłącznie dla siebie i posiadanie głęboko gdzieś dynamiki rynku, zainteresowania odbiorców, tworzących się nisz. można sobie wyobrazić sytuację, w której powstanie najgenialniejsza książka poetycka świata, której nikt nie przeczyta, bo autor idealistycznie wypiął się na falowanie rynku, oczekiwań i koniunktur. oczywiście to jego prywatna sprawa, ale chyba to jest źle pojęta "misja" literacka. jeśli się publikuje, to trzeba myśleć o odbiorcy, bo jak się pisze wyłacznie dla siebie i swojego poczucia tworzenia arcydzieła, to się nie publikuje.

    to wszystko oczywiście przykład, nie chodzi wyłącznie o Magdy książkę, dokładnie tak jak przedmówcy napisali. ale o Magdy książkę - również.

    Sławek

    OdpowiedzUsuń
  14. Sławek - książka będzie, albo nie i nie ma znaczenia kiedy wyjdzie, skoro i tak o Fabryce pisze się dopiero po 2 latach od wydania :) więc równie dobrze mogę cokolwiek wydać za 10 la, ale owszem jest takie "ryzyko" że o mnie zapomną i będzie tak, jak np. z bardzo dobra książką Szymona Kantorskiego wydaną po 10 latach od debiutu. On nie bywał nie udzielał się więc nawet jakby arcydzieło napisał - pies z kulawą nogą by na nie nie spojrzał. Ja mam materiał i chęć by go wydać, ale nie za wszelką cene, nie będę błagać wydawnictw zeby mi tę ksiązkę wzięli i wydali, bo ja muszę :) na tyle rozumu jeszcze mam :) parcia na szkło też nie mam, więc w zasadzie wyjdzie to wyjdzie, nie to nie. Na szczęscie prócz poezji mam jeszcze inne zajęcia w zyciu :)

    OdpowiedzUsuń