Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


18.10.2011

Niekończące się in vitro – Krzysztof Bojko „Patykiem”




Czasem wiersze spadają na nas znienacka. Zupełnie niespodziewane pojawiają się,
jako elementy rzeczywistości zarówno tej przeszłej, jak i teraźniejszej.
Czytam wiersze z tomu „Patykiem” i pojawiają się we mnie obrazy, klatka po klatce – coś w rodzaju swoistej kroniki filmowej.
Para zakochanych, zapomniani staruszkowie, zawiedziony życiem pijak, matki, żony, obłąkane dziewczęta, robotnicy, fabryki – słowem prawdziwy kalejdoskop, istny pochód postaci, przegląd charakterów, a między tym wszystkim ktoś, kto najwyraźniej czegoś szuka.
Nie tylko śladów z przeszłości, nie tylko wyjaśnienia skąd wziął się ten cały rozgardiasz, harmider i po co właściwie istnieje? Ów ktoś szuka przede wszystkim powodów do pozostania w tym chaosie, jak uparty detektyw śledzi każdy trop, dedukuje, wyciąga wnioski. Czasem przymierza cudze historie jak kapryśny dandys kolejne garnitury. Poszukuje tylko tych, które są dobre, ważne, które coś znaczą, przybliżają do rozwiązania i wszystko mogłoby się wydawać proste i jasne, ale wcale takie nie jest.
Podmiot liryczny doskonale zdaje się sobie sprawę, że goni za rodzajem złudzenia,
że to wszystko właściwie jest tylko „słowem nakreślonym patykiem na tafli znajomej kałuży”, a jednak uparcie trzyma ten patyk w dłoni i czeka na kolejny deszcz po to, by stworzyć odrębny, całkowicie własny „mariaż przeszłości i chciejstwa”; jakby teraźniejszość nie dawała się ogarnąć, istniała jedynie jako chwilowe szaleństwo. Podczas lektury książki Krzysztofa Bojko towarzyszy mi uczucie niepokoju, sama zaczynam się spieszyć, biegnę od jednego wiersza do drugiego i wciąż dalej i dalej, aż docieram zdyszana na koniec, a tam? Utwór pt: „Wiersze”, który odczytuję jako coś w rodzaju manifestu, credo autora, wiersze „niepotrzebne do przeprowadzek snują się między stronami”. Generalnie przez cały tom przewija się refleksja na temat tego, ile tak naprawdę jest warte opisywanie wszystkiego i ile znaczą słowa. Czasem znaczą wszystko, a czasem nic, czasem tworzą obraz, a czasem są jedynie jego uzupełnieniem.
Wspomniałam, że biegnę przez tę książkę, ale nie biegnę sama. Biegnę mając w głowie dwa utwory muzyczne, które pojawiły się właściwie zaraz po rozpoczęciu lektury: „Nierealne ogniska” Farben Lehre i „Nowa Aleksandria” Siekiery.
W ten oto sposób zyskuję soundtrack do mojej kroniki. A co ze scenariuszem?
Bojko pisze prostym językiem, w niektórych wierszach – odnoszę wrażenie – wręcz ucieka od nadmiernych kombinacji słownych i tak jest dobrze, ten rodzaj narracji wymaga właśnie takiego języka. Wspomniana ucieczka nie zawsze się jednak udaje, czasem to język ma władzę nad poetą, a nie poeta nad językiem. Stąd obok wierszy dobrych i bardzo dobrych pojawiają się utwory słabsze, „przegadane”, bez siły obrazowania, bez tego charakterystycznego „nerwu”.
Zauważyłam, że te słabsze teksty znajdują się na początku książki, a im dalej w tom „Patykiem”, tym lepiej i ciekawiej. Zupełnie, jakby starsze wiersze autor zamieścił właśnie na początku. Taki układ ma za to ten plus, że pokazuje ewolucję poety nie tylko w posługiwaniu się słowem, jako narzędziem, ale przede wszystkim w sposobie postrzegania rzeczywistości.
Niezależnie jednak od wszystkiego, wspomniane „nierówności chodnika” nie utrudniają znacząco mojego biegu, nawet jeśli zdarza mi się potknąć, to nie na tyle, by stracić równowagę. Świat to w końcu niekończące się in vitro, więc zawsze jest szansa, ze zdążę na jakieś narodziny.

ZAPRACOWANY

znalazłem awans o dwa szeregi
po przekątnej monitora

szalone pomysły lądują pod burkiem
gorączka przenosi partycje
z dysku you na dysk we

w przerwie wypijemy kawę i ustalimy
strategię współdziałania

koledzy nie zapukają
w czoła koleżanek
ochrona danych działa perfekcyjnie


CHONDROSARCOMA

wiesz
to nie bozia
stworzyła gorzkie be

rozdrażniony jej obecnością
szukałem w sobie
wrażliwego dziecka

do dzisiaj chłonę puls
twojego ramienia
jak słowa bajki o chemicznym

być albo nie być
rozwijasz świat
prostując loki panny wiosny


ON LINE

cybernetyczny demon nie śpi
kusi młodzieńca by przez chwilę
mógł imponować jasnowłosej czymś więcej
niż godło pokala

w temperaturze plus osiem
znajdzie cel obok nurtu żółtej cieczy
kapiącej ze wszystkich stron
zanim wnętrze mojej świątyni rozsadzi nuda

będziemy według finałowej sekwencji
first - person shooter


WIERSZE

niepotrzebne do przeprowadzek
snują się między stronami

jutro było wczoraj
dzisiaj skrócone do poranka
smaży się na słońcu
w iglicach zegarów

szykują miejsca w raju

litery na kołek.



Krzysztof Bojko „Patykiem” Gorzów Wielkopolski 2011r.

6 komentarzy:

  1. Witaj Magda :)))

    Cóż... To mój pierwszy tom (w sumie nie bardzo odpowiada mi rzeczownik „tom” - a dlaczego...? nie wiem, ale to nie jest istotne) i cieszę się i dziękuję Ci, że poświęciłaś wierszom w nim zawartym dużo więcej niż kilka, kilkansćie chwil, ba!
    Jestem pod wrażeniem trafności odczytania intencji autora. Chociaż na wstępie powiem, że układ wierszy nie jest chronologiczny jeśli chodzi o czas napisania, niemniej jest na pewno świadomy pod względem wchodzenia w przestrzeń tematyczną i owej poprawności (dobry, bardzo dobry). Początek to takie swoiste przedstawienie się podmiotu – (tytuły mówią same za siebie: „Kolorowy”, „Falsyfikat”, „Objedzony – Credo”, „Pozostawiony”) z lekkim ukazaniem narzędzia poszukiwań – „Patykiem” (swoją drogą - „Patykiem” powstało we wrześniu 2009 roku i był to pierwszy utwór inny, niż kilkumiesięczna seria wierszy, jak ja to określam teraz: quasi- romantyczno-mazgajowatych, he he). Dlaczego „Patyk”...? bo można go znaleźć prawie wszędzie :)
    Potem są „rozważania” - obrazki, o których piszesz (to znaczy: trochę psychologii „powszedniej”, historia, relacje z innymi – niekoniecznie w kontekście związku osób o płci odmiennej) by dojść do wniosków w postaci dwóch końcowych utworów: „Kolejność obrotów” i właśnie „Wiersze” (napisany na poc zątku 2010 roku) - „niepotrzebne do przeprowadzek”...
    Ten ostatni utwór sumuje tom - było to celowe i cieszę się, że podkreśliłaś ten utwór. Myślę, że końcowe stwierdzenie „litery na kołek” nie jest porażką podmiotu. Po bujaniu w obłokach przychodzi czas na stąpanie po ziemi, często nierównej i dobrze, że tak jest. Warto się co nieco poobijać, żeby wiedzieć, że się zwyczajnie jest, do tego nawet potrzebnym innym :)
    W mojej ocenie swoją rolę w bezpośrednim odbiorze tomu ma jego grafika, układ wizualny. I jak dla mnie redaktor wydania zrobił po prostu kawał dobrej roboty biorąc pod uwagę jak dla mnie oczywiste „wymaganie” by oprawa była minimalna. Chciałem formą graficzną wprowadzić „spokój” przy pierwszym zetknięciu z książką ale jednocześnie by był to spokój - taki nazwę go - „ekscytujący”, tworzący uczucie zaciekawienia i zachęcający do powrotu. Ja zdaję sobie sprawę, że to są kwestie drugorzędne, do zbadania i sprawdzenia tylko gdy się tom trzyma w ręku, a powyższe wyłącznie moim zdaniem – czy nawet autoreklamą (jejku...).
    Hm... z wykształcenia jestem inżynierem budownictwa, więc umysł autora jest raczej z tych co to lubią od linijki do linijki, prosto, estetecznie - aczkolwiek bez szaleństwa bo budowla winna stać stabilnie mimo coraz powszechniejszych zjawisk ekstremalnych ;)

    Magda, jeszcze raz dziękuję za recenzję i czas poświęcony.
    Pozdrawiam :)

    Krzysztof Bojko

    OdpowiedzUsuń
  2. a widzisz, dla mnie liczy się przede wszystkim tekst i kompozycja, na to zwracam uwagę, ale już rozumiem dlaczego Bogdan poczuł się niedoceniony :) nie jestem krytykiem literackim i do tej roli absolutnie nie aspiruję, co zresztą widać :) dzielę się natomiast moimi wrażeniami z lektury książek, które mnie jakoś poruszyły, albo pozytywnie, albo negatywnie, choć generalnie wolę pisać o tym co mi się podoba, bo to po prostu dla mnie przyjemniejsze. zawsze biorę pod uwagę fakt, że moja interpretacja może być totalnie "od czapy" i w ogóle niezgodna z intencjami autora, ale przecież na tym polega recepcja poezji: wiersz wysyłasz w świat i on żyje własnym życiem i nie potrzeba do niego instrukcji obsługi. To Twoje wiersze sprowokowały mnie do napisania o nich, więc jeśli masz komuś dziękować, to jedynie sobie :) dla mnie ta lektura była fajną podróżą i na pewno ją powtórzę to wiem. poza tym będę czekać na kolejną Twoją książkę z ciekawością.
    nie wiem czy mam oko do własnych wierszy, chyba nie, ale wiem, ze na pewno mam oko do cudzych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiersze Krzysztofa nie są łatwe w interpretacji. Mam tego świadomość, bo m.in. na nich uczyłam się odczytywać „co autor chciał powiedzieć”, a tutaj wcale niekoniecznie wiadomo „co chciał”, choć on doskonale wie. Niełatwo jednoznacznie je opisać i ocenić.
    Krzysztof ma swój charakterystyczny styl, który zmusza do wnikania w wiersz, czytania go kilka razy, wtedy dopiero okazuje się, że obrazki składają się z kilku warstw, że za każdym razem odkrywam coś nowego, a końcowym efektem jest trójwymiarowy obraz. To rodzaj poszukiwania, a czego szukamy w poezji? Nie wiem jak inni, ja szukam tego, czego w innych artystycznych środkach przekazu i wszystko jedno czy jest to proza, malarstwo czy film. Ma być tak, żeby po oderwaniu wzroku nadal być pod wpływem, żeby dotykał w środku i wiercił każdą żywą tkankę.
    Wiele razy zastanawiałam się nad „techniką” Krzysztofa, wydawało mi się, że jak odkryję „algorytm”, będzie łatwiej samej coś napisać. Kilka razy spotkałam się w komentarzach pod jego wierszami ze słowem „schemat”, ale to nie jest schemat, to styl i umiejętność stworzenia formy, w której wiele miejsca zostawia się czytelnikowi, tutaj może tkwi odpowiedź, każdy interpretuje własnymi przeżyciami i doświadczeniem, wiersz dzięki temu staje się bliski.
    Jak na razie, nie odkryłam „algorytmu” i zapewne nie będę w stanie tego zrobić, to indywidualna cecha nie do nauczenia. Odkryłam za to, że każdy wiersz jest wart zagłębienia się, że ten, który skrobnie w drzwi i odejdzie zniechęcony, wiele straci, że trzeba mocno pukać czasami nawet walić. A potem, potem to jest już tylko odkrycie i dotknięcie tajemnicy, czasami zwyczajnej jak, miłość, uwikłanie w sytuacje bez wyjścia, alkohol, przez trudniejsze – chorobę dziecka, holocaust, wojnę, pytania o sens istnienia, Boga.
    Podobnie jak autorka blogu, zauważyłam, że wiersze ułożone są z tendencją zwyżkową, ale za to rozpędzają się szybko, a i jeszcze warto też zwrócić uwagę na niebanalne tytuły, które bardzo często są uzupełnieniem wiersza i trafiają w sedno.

    falsyfikat

    polubiłem bose przechodzenie na tamtą stronę
    obojętny na astralne wiwisekcje
    straciłbym poczucie siły
    ułożony wbrew sobie w dowolnej pozycji
    albo niezgodnie z prawdą o egocentryzmie
    co wydawało się nie do przekroczenia
    łaskocze stopy i pierwszą dziurę po gwoździu


    To jeden z moich ulubionych, w którym nie wiadomo, kim jest falsyfikat, podmiot liryczny nie odpowiada jednoznacznie czy to człowiek jest stworzony na podobieństwo boskie, czy może odwrotnie.
    Wiadomo, że nie jest to dosłownie napisane, jedynie moja osobista interpretacja jest taka, bo taka właśnie jest mi bliska i mam świadomość, że prawdopodobnie zamysł autora był inny.
    Wieloznaczność, która może złościć innych, dla mnie jest siłą wierszy Krzysztofa, pokazuje świat w postaci, w której czytelnik stoi oniemiały i nie wie w jaki sposób opisać to, co czuje.
    Tym czytelnikiem oczywiście jestem ja:
    Biała Lokomotywa

    OdpowiedzUsuń
  4. Biała - cieszę się, ze napisałaś. Wieloznaczność często bywa zgubna dla poezji, bo mnogość interpretacji może sugerować, że tak naprawdę autor sam nie wiedział o czym chciał napisać. Na szczęście Krzysztof wg mnie wie doskonale o czym chce napisać, a te potknięcia, o których wspomniałam dotyczą bardziej warsztatu,a to jest akurat aspekt nad którym wystarczy popracować i będzie ok :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odnośnie niejednoznaczności...
    Onegdaj zafascynował mnie "Dekalog dobrego wiersza" Pana Leszka Żulińskiego. I jest w nim 8 przykazanie: „Wiersz niechaj będzie niedosłowny, niedomówiony i otwarty”.

    A konkretnie:

    "Niedomówienie i niedosłowność potęgują
    wieloznaczność wiersza. Wiersz me musi być jednoznaczny. Dobrze jeśli budzi różne skojarzenia i interpretacje. „Co poeta chciał w tym wierszu powiedzieć?" - to pytanie bez sensu. Wtajemniczeni wiedzą, że intencja poety jest sprawą drugorzędną, że dobry wiersz jest wieloznaczny, że odczytywany inaczej przez różnych odbiorców w zasadzie nie traci, a zyskuje na swym fenomenie.
    Tak, dobry poeta potrafi trzymać czytelnika w cuglach, czyli narzucić mu jednoznacznie rozumienie swojego wiersza. I dobry poeta tak czyni. Ale bardzo dobry poeta czyni inaczej: pozwala, by wiersz, jak dorosłe dziecko, odrywał się od niego i żył swoim własnym życiem."

    Od siebie dodam, ze staram się chociaz na forach czasem miałem zarzuty odnośnie: "co to znaczy" :))

    OdpowiedzUsuń
  6. a widzisz Krzysztof nie zgodzę się tu z Żulińskim zupełnie, ale czytając Jego recenzje zauważyłam, ze generalnie się z nim nie zgadzam, więc w sumie żadna to nowość :) albo inaczej, co do "życia własnym życiem" - ok, natomiast jeśli chodzi o wieloznaczność - nie. Ale jak wspomniałam to kwestia doświadczenia i umiejętności poety, a zbyt często jednak kiepscy autorzy "chowają się" za wieloznacznością, żeby ukryć fakt, iż tak naprawdę sami nie wiedzą o czym napisali.

    OdpowiedzUsuń