Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


27.10.2011

Życie, życie jest nowelą – Katarzyna Zając „Pęknięcia”.





Debiut Katarzyny Zając nie zaskoczył mnie prawie niczym. Piszę „prawie” ponieważ nawet znając twórczość tej poetki nie spodziewałabym się, że książka poetycka może być aż tak nudna i monotonna. Te utwory mogą się ewentualnie sprawdzać pojedynczo, osobno, ale nie w jednej książce, która mniej więcej w połowie po prostu zaczyna nużyć i człowiek musi powstrzymywać ziewanie.
Autorka zaprezentowała w debiutanckim tomie sporo wierszy znanych już bywalcom internetowych portali literackich, na których szlifowała swój warsztat. No właśnie, szlifowała? Niestety po lekturze ksiązki potwierdziły się moje obawy, co do stagnacji w pisaniu Zając. Od lat te same ograne i dodajmy mocno zapożyczone choćby (ale nie tylko) z poezji Teresy Radziewicz motywy, ten sam (trącący w takim wydaniu myszką) nieco rustykalno – sielankowy klimat.
To, co u Radziewicz tętni, żyje, mieni się kolorami, u Zając świeci jedynie odbitym światłem.
Nie zaprzeczam, że można lubić podobne obrazki, ale ja osobiście życzyłabym sobie, aby – prócz mniej lub bardziej ładnych tychże – było w tym coś jeszcze. Niestety u Zając nie ma NIC. Żadnej głębi, refleksji, żadnego choćby najmniejszego śladu indywidualności autora.
Generalnie „Pęknięcia” to zapis jakiegoś kataklizmu: śmierci, chorób, dramatów, słowem temat idealny na telenowelę, ale nie na tom poetycki. Siłą rzeczy nasunęło mi się kolejne skojarzenie (niestety w przypadku tej książki będzie ich jeszcze sporo), o ile „Zapaść” Joanny Lech, poruszająca się na podobnym „poetyckim terenie”, to książka przemyślana, skomponowana, a charakterystyczne dla Lech metafory „cielesne” użyte świadomie, o tyle u Zając w „Pęknięciach” nie odnajduję żadnej z tych cech. Odnoszę wrażenie całkowitej przypadkowości tych wierszy, no chyba, że nadrzędnym celem takiego układu ksiązki było jak najszybsze uśpienie czytelnika. Metafory kuleją, o składni nie wspomnę. Przerzutnie zastosowane wybitnie „na siłę”.

„w światłowodach drżą ukryte ładunki elektrostatyczne

gdy nazajutrz słowami dotykasz dłoni. przed chwilą
spacerowała po niej biedronka, sześciokropka niezdarna”
(telefony w porze suchej)

albo

„upalne dni minęły, przez okno wlatują muchówki.
odnóżami dotykają ścian i kolonizują akwariowy błękit”

albo (moja faworytka)

„tęsknię za wiatrem. nocami tańczę na parapecie,
by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą”

Brakuje tylko zawiedzionej miłości Don Pedra do Juanity. Niestety im dalej w książkę, tym gorzej, rzadkie próby autorki, by napisać coś od siebie i bez pożyczek kończą się jeszcze bardziej fatalnie:

„stopy na trotuarze. są we mnie pęknięcia i szczeliny,
o których nikt nie wie. kamienie nie czują, nie płaczą.”

Podobnie ckliwych i pensjonarskich kawałków w książce znalazłam mnóstwo.
W tym momencie nasuwa się pytanie, gdzie był redaktor tego tomu?
Zdaję sobie sprawę, że amatorów poetek z gatunku jęczących zapewne znajdzie się wielu, że można przymknąć oko na takie czy inne stylistyczne niedociągnięcia, pod jednym wszakże warunkiem, że taki nawet nieco „kulejący” wiersz jest O CZYMŚ.
Po lekturze „Pęknięć” jestem już przekonana na 100%, że autorka do perfekcji opanowała pisanie o niczym i tu nawet nie pomaga wspomniane przeze mnie intensywne „inspirowanie się” cudzymi wierszami, ponieważ jak widać kradzione nie tuczy. Zdaję sobie również sprawę, że epigonów nigdy nie zabraknie, że gorące pochwały ciotek, psiapsiółek i portalowych wazeliniarzy jeszcze niejednokrotnie zwyciężą nad zdrowym rozsądkiem, umiejętnością posługiwania się słowem, znajomością składni ojczystego języka i zasad gramatyki. Nie zmienia to jednak faktu, że nigdy jeszcze nie czytałam książki tak niepotrzebnej.
Może organizatorzy konkursu „O laur Lipowego Wzgórza” (sic!) powinni przemyśleć główną nagrodę? Zamiast wydania debiutanckiego tomu widziałabym raczej zafundowanie zwycięzcy udziału w warsztatach Jakuba Winiarskiego.
Reasumując: „Pęknięcia” polecałabym jako skuteczny lek na problemy ze snem, przy 21 stronie już zaczyna działać. Co należy uczynić po lekturze ksiązki Zając?
Radą służy nam sama autorka w puencie wiersza pt: ”po śladach”, otóż
„zasłonić jak brzydkie znamię”


Katarzyna Zając „Pęknięcia” Dom Kultury w Tuchowie, Tuchów 2011.

155 komentarzy:

  1. Taka, Fajna recenzja właśnie, jak lubię :)I jedna refleksja, oto są już epigoni Radziewicz, nono.

    OdpowiedzUsuń
  2. w sumie to nie wiem, czy Teresa powinna się cieszyć, czy nie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. „Jeszcze nie czytałam książki tak niepotrzebnej”. To chyba najmocniejsze zdanie tego wpisu i jednocześnie najbardziej smutne. Zastanawiam się jednak, czy nie nazbyt radykalne.

    Zastanawiam się również, czy nie lepiej skupić się na rzeczach, które są (subiektywnie) dobre i o nich pisać, bo skoro uważasz, że ta książka jest „niepotrzebna”, to komu - tym bardziej - potrzebna jest jej recenzja?

    OdpowiedzUsuń
  4. Robert - nie znalazłam w tej książce nic, co choć na chwilę by mnie zatrzymało. Na rzeczach subiektywnie dobrych skupiam się w 99% jak można na blogu zauważyć przy uważnej lekturze :) Ta recenzja jest odpowiedzią na (przyznaje niezrozumiałe dla mnie) zachwyty nad poezją Katarzyny Zając. Książki poetyckie oraz recenzje tych książek od dawna nie są nikomu potrzebne Robert :)

    OdpowiedzUsuń
  5. takie bezbarwne teksty może uratować tylko dobra redakcja
    natomiast tutaj redakcja dodatkowo wyeksponowała braki warsztatowe.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kuba - bo redakcji chyba w ogóle nie było, w tym problem.
    Marek - no co! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety zgadzam się. Tomik jest zwyczajnie nudny, co już zresztą napisałam Autorce.
    Również uważam, że teksty osobno nawet się bronią, ale razem usypiają...
    Powiem więcej - niektóre mogłyby zapowiadać o wiele lepszą książkę...
    W kwestii kalki - dostrzegam jeszcze baaaaaaaaaaaaaaardzo dużo ze sposobu pisania (frazowania, przerzucania, tematyki) jednej osoby. Jej (właściwie jego) wiersze również można znaleźć na portalach.
    Smutne...

    OdpowiedzUsuń
  8. o cholera, mocne. aż przeczytam tomik, żeby to sprawdzić. chyba warto, dobre i złe przykłady trzeba znać, żeby np. użyć ich.

    a poza tym lubię mieć swoje zdanie. ale zajawki, to co czytywałem tu i ówdzie to mniej więcej w tę stronę, co piszesz. pojedyncze wiersze podobały mi się - od czasu do czasu. mniej więcej co trzeci.

    Sławek

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla porządku coś dodam. Dziś w Tajnych Kompletach przeczytałem w Odrze recenzję książki Pułki pióra kolegi Sadulskiego Bartosza. Korzystając z okazji sięgnąłem po tomik kolegi Pułki żeby porównać, ba byłem gotów kupić wspomniany tomik, w końcu nie codziennie można spotkać wybitne wiersze. W tomiku lepsze lub gorsze imitacje poetyki Wiedemanna, a w recenzji miód i liście laurowe, liście laurowe w miodzie. Kolega Sadulski obecny był we wspomnianej księgarni, do dyskusji nie doszło, dzielnie zmagałem się z kacem ;) I tyle. A jaki jest związek? Ha! Zgadnijcie ! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oli - wiem, czytałam, podobnie podchodzimy do pewnych kwestii w poezji.
    Sławek - no nie polecam, ale na własną odpowiedzialność? :)
    Marek - nie jarze na razie związku :) ale będę tropić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie jeszcze wkurzają te tytuły. Ten niby prosty, ale ileż ładunku poetyckiego w takich potknięciach! Trudno udźwignąć!

    OdpowiedzUsuń
  12. Tfu, "Pęknięciach" (potknięcie wyłącznie moje) :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zainspirowało mnie zdanie, "Zastanawiam się również, czy nie lepiej skupić się na rzeczach, które są (subiektywnie) dobre i o nich pisać, bo skoro uważasz, że ta książka jest „niepotrzebna”, to komu - tym bardziej - potrzebna jest jej recenzja? " Kolega Sadulski napisał pochlebną recenzję niepotrzebnej książki, napisał ją na kolanach. Więc tu mamy problem, coś marnego i dwa sposoby potraktowania problemu.
    Może podejście Magdy jest "poznańskie"? W końcu to Barańczak stworzył cykl "Książki najgorsze". To oczywiście żart, niemniej wcale nie myślę, że warto milczeć o złych książkach.
    Może rozwinie nam się z tego ciekawa dyskusja?

    OdpowiedzUsuń
  14. Hm, może i powinniśmy o nich mówić, tym bardziej, że plenią się jak chwasty. Tylko "kto się odważy, kto się odważy, kto się odważy jeszcze raz"?

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeszcze sobie dzisiaj coś przypomniałam.
    Czytał ktoś z Was tomik M. Lebdy? O czym jest? W sumie o tym, co ''Pęknięcia'' tylko wcześniej i lepiej (!!!) wydany i napisany. Nawet 99% rekwizytów się powtarza. Ale dość o tym.

    Tak sobie myślę, że recenzje niepotrzebnych książek są mimo wszystko bardzo potrzebne, bo w końcu trzeba powiedzieć światu ''to jest kiepskie'' zamiast ciągle tylko głaskać po główkach. Bo niby jasne, jak nie ma nic dobrego w tomiku, to można naściemniać i ułożyć na jego część hymn pochwalny, ale po co?

    Tomik kolegi Pułki właśnie zamierzam przeczytać. A może lepiej odłożyć?

    OdpowiedzUsuń
  16. Oliwia - ja czytałem, na początku rzeczywiście wkurzała mnie ilość modnych rekwizytów, ale potem okazało się, że jednak to jest pisane bardziej "z jajem", te "sprane" rekwizyty użyte ciekawiej, no i redaktor miał jakiś pomysł na tę książkę. W sumie faktycznie nic nowego, ale miałem przyjemność z czytania.

    OdpowiedzUsuń
  17. A co do "potrzeby" - takie recenzje, uważam, są potrzebnie głównie jako reakcja na "ochy i achy", czyli, jak Marek napisał, pisanie na kolanach o niepotrzebnych książkach:)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja nie wiem, czy to, co piszę w ogóle jest komuś potrzebne, ale na pewno potrzebne było mnie wypowiedzenie się o tym, co przeczytałam. nie lubię pisać negatywnych recenzji, ale są momenty, gdy niczego pozytywnego napisać się nie da. ja po prostu mówię i piszę co myślę, nie jestem uwarunkowana żadnymi powiązaniami, więc sobie mogę na to pozwolić, po prostu.
    Marek - no kolega Sadulski to, jak wiemy - osobna i zabawna historia :)
    Elu - ja sądzę, że powinniśmy mówić, bo za dużo już tego cukru i mnie osobiście strasznie denerwuje ta poprawność polityczna i zwyczajna obłuda. Wciąż czekam na pokolenie recenzentów nie uwikłanych w towarzyskie zależności. Liczę, że się doczekam :)
    Oli - świadomie i przyznaję złośliwie kontestuję tzw środowisko, płacę za to wymierną cenę, wiadomo jaką :) Nikt mnie nie wyda, ale też nikt mnie nie może w żaden sposób "ruszyć" i mnie to pasuje. Pyskata byłam zawsze i to się nie zmieni, a szczególnie jak widzę zachwyty nad czymś, co nazwijmy rzecz po imieniu jest po prostu marne. Pani Zając tzw znajomi robią niedźwiedzią przysługę, tym bardziej cenię moich, którzy umieją mi nawtykać, jak pieprzę bzdury. Tak sobie myślę, że odrobina pokory jeszcze nikogo nie zabiła :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale, ale jeszcze słówko. Wczoraj na Facebooku przeczytalem recenzję? notkę?esej? o "wierszach" Henryka Owsianko. Może ktoś pamięta "Henryk O" z PP? Ów esej napisał Rafał Gawin, tak, tak.
    Henryk Owsianko bezceremonialnie na tym samym Facebooku napisał "Heh Ty nie chciałeś". Rzeczywiście nie chciałem, bo musiałbym kłamać. Nie zarobiłem, ale za to jeśli napisałem o jakiejś książce to dlatego, że mi się podobała.
    Więc może powinno się pisać z zachwytu?
    Oczywiście mówię o recenzjach.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie czytałam "Pęknięć" i nie przeczytam. Pewnie wiele czynników składa się na moją niechęć, a zmuszać się...

    OdpowiedzUsuń
  21. Marek - ja się trochę z dziwiłem, gdy przeczytalem, jak Rafał Gawin uzasadnia poziom tych "wierszy" słowami

    "Autor wyznaje prostą zasadę: skoro wrażliwość i piękno pozostają stare („Pochwała cząsteczki”), a różnego rodzaju problemy i wątpliwości również mieszczą się w ponadczasowych „klasyfikacjach”, nie ma potrzeby wymyślania nowego języka, żeby się z nimi rozliczyć. Wiersz ma być prosty i zrozumiały na tyle, na ile jest to możliwe. Nie jest to obecnie typowa i modna postawa, z czego sam autor zdaje sobie sprawę."

    Chyba że aż tak się lubi z p. Henrykiem że nie chciał go urazić. No właśnie, po co pisać, jak recenzja się staje zbiorem kurtuazyjnych ogólników? Właśnie TAKIE recenzje są niepotrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  22. takie recenzje są potrzebne autorowi by wynurzył się z bitej piany pochwał, w poezji jak w życiu, gdy boli to rośnie; potrzebne czytelnikom by nie wydawali na darmo szmalu a głów w kosze nie zamieniali; organizatorom konkursu, bo propozycja Magdy jest całkiem nie od parady; Magdzie bo skłanianie Jej do milczenia "pro publico bono" jest zaprzeczeniem Jej osoby (osobiście wolałbym Jej 3 złe słowa o tekście niż 1000 pochwał pochlebców).
    Magda, a prawdę mówiąc wystarczyło w recenzji zacytować to co juz zacytowałaś, to wystarczająco odrzuca od tomiku i wstrząsa kaszlem ściany mych płuc popalonych, korzyść też dla czytelników, bo czytając tomik, znurzeni, będą mogli odreagować czytając tę ciekawą recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Kuba, właśnie Rafał podpisujący ten blurb, bardzo mnie zdziwił. Nie oceniam tej akcji, bo sam się wahałem. Ostatecznie odrzuciłem propozycję, ale to była trudna decyzja.

    OdpowiedzUsuń
  24. Panowie - a podrzucicie mi na mejla to, co Rafał napisał?

    OdpowiedzUsuń
  25. Magda - znalazłem też tu
    http://www.owsianko.netgaleria.pl/?p=p_35&sName=rafal-gawin

    OdpowiedzUsuń
  26. o, dzieki, poczytam sobie co tam za cuda :) a swoją drogą wiersze Henryka pamietam choćby dlatego, że się wiecznie nie zgadzaliśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  27. nigdy nie spodziewałabym się, że Rafał napisze takie słowa, ale... jak widać niejedno mnie jeszcze zaskoczy. Cóż.
    Ja też bym nie kłamała Marek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy i wszędzie kłamią Magda ! Tyle, że omijają to słowo (jako kłamcy) usprawiedliwiając je na różne sposoby. Punkt widzenia zależy od punktu położenia (siedzenia). Pruderia, szczególnie w środowiskach używających metafor, osiągnęła poziom jednej, wielkiej metafory. To co wczoraj było "częstochową" albo "grafomanią", przez tych samych "fachowców" jest uznawane za szczyty , trendy, cool, super itd :) Ci, którzy zmieniają zdanie (opcje), nawet nie mrugną ze wstydu. Okoliczności, zmiana "stajni", TWA, są doskonałym wytłumaczeniem. Zawiść, zazdrość, pomówienia, to standard w pisaniu opinii albo recenzji. "takie słowa" Rafała nie zostały zamieszczone w książce, która sie ukazała, Na jego szczęście i ku satysfakcji tu komentujących, m.in Marka K. Nie musi sobie robić wyrzutów typu moralnego, jaka to była "trudna" decyzja :) "Te cuda" sprzedają się znakomicie a opinie, które do mnie docierają są dowodem na to, że komuś się podoba. Nie cieknie mi piana z zachwytu ale mam zwykłą, nie znaną niektórym satysfakcję. Czego i tu dyskutującym życzę !

      Usuń
    2. Z wyrazami szacunku Henryk Owsianko

      Usuń
  28. Jantarku - może i by wystarczyło, ale jak już się mówi A, to trzeba powiedzieć B. Nie lubię zjebki bez uzasadnienia.

    OdpowiedzUsuń
  29. To nie jest typowa recenzja, tylko recenzja przeznaczona do wykorzystania w konkretnej książce, prawie 3 lata temu, kiedy ją napisałem, jako posłowie lub przedmowa. Posłowie / przedmowa rządzi się swoimi prawami, ma tylko pewne punkty styczne z recenzją. Recenzję "zewnętrzną" - co oczywiste - napisałbym inaczej.

    Tak czy inaczej - proszę o czytanie tego posłowia / tej przedmowy ze zrozumieniem ;); nie doszukiwanie się w nim tego, czego tam nie ma (np. "uzasadniania" poziomu wierszy itp.).

    Rafał Gawin

    OdpowiedzUsuń
  30. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 18:07

    To jest naprawdę zabawne - błędy stylistyczne i składniowe u Zając :) I kto to pisze? Gałkowska, która najprawdopodobniej w życiu nie napisała poprawnie zdania w języku polskim. I wtóruje jej głupawy przydupas S. oraz mitomanka B. Kiście się dalej, kiście w blogowej, kilkunastoosobowej grupce wzajemnej adoracji.

    OdpowiedzUsuń
  31. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  32. Drogi redaktorze,
    dziękuję za wyrażenie swojego zdania o mojej (zapewne) osobie, ale wolałbym nieco bardziej merytorycznie, to znaczy nie o mnie, a o tym, co napisałem.
    Czy mógłbyś mi (tym razem bez personalnego dowalania, którego ja nie zastosowałem) wytłumaczyć, Twoim zdaniem:
    - co jest oryginalnego w poezji Katarzyny Zając
    - dlaczego Twoim zdaniem adwersarze nie zrozumieli tej książki
    - dlaczego frazy typu "obierki jak gąsienice" (moim zdaniem obraz naciągany i przez to raczej bawi niż zadziwia) albo "nocami tańczę na parapecie,
    by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą" (w moim odczuciu pokraczna i przekombinowana) zostały przez redakcję "puszczone"?
    Z wyrazami szacunku
    Jakub Sajkowski alias ogórek (na wieki zakiszony w sosie. własnym)

    OdpowiedzUsuń
  33. No cóż, tomik K. Zając tak samo ma prawo się nie podobać jak i podobać, a M. Gałkowską (skoro już go oczerniła) proszę o podanie konkretnych przykładów „zerżniętych” od Teresy Radziewicz przez autorkę „Pęknięć”. Sama chętnie zapoznam się z tym, co niby zostało ukradzione. Jeżeli chodzi o cytaty wymienione przez M. Gałkowską w swojej, nazwijmy to, recenzji, to proszę o niewyrywanie wersów z kontekstu, bo wtedy faktycznie nawet sam autor ma prawo się w tym pogubić. Proponuję poeksperymentować w ten sposób na swoich wierszach.

    OdpowiedzUsuń
  34. Panie Roszkowski - może ja nie potrafię :) ale Fabrykę redagowali Kołodziejski i Wiedemann,
    ONI potrafili :) radzę wziąć przykład.
    Bogusiu - nie ma sprawy jestem przygotowana na ten zarzut :)

    OdpowiedzUsuń
  35. To ja sobie pozwolę dwa słowa;
    1. Rafał, nie grzesz więcej ;) Czytałem/ czytaliśmy ze zrozumieniem i troską ;)
    2. Wojtek, ręczę słowem honoru, że Magda posługuje się językiem polskim nad wyraz sprawnie. Nie musisz wierzyć mi na słowo, poczytaj Jej bloga :)
    3. Wojtek, Kuba nie zasłużył sobie na takie traktowanie. Rozmawiamy merytorycznie.
    4. Bogusiu, wybacz, odpowiadam Tobie jako ostatniej, bo odpowiadam w kolejności. "Wyrywanie wersów z kontekstu", no a jak inaczej napisać recenzję? Przecież inaczej się nie da? Przytoczone przez Magdę fragmenty nie świadczyły najlepiej o umiejętnościach Autorki. A przytoczenia są dość obszerne i wymowne. Jeśli chcesz bronić tej książki skrobnij recenzję, albo przekonaj czytelników bloga, że Magda rozmija się z prawdą.

    OdpowiedzUsuń
  36. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 19:24

    W "Pęknięciach" jest przynajmniej kilka tekstów, które mnie zachwyciły. W tym wiersz z metaforą "nocami tańczę na parapecie...". Mnie ta fraza ujęła, Ciebie odrzuciła. Możemy długo dyskutować o tym wierszu, innych też - ale obawiam się, że obaj nie będziemy obiektywni. Lubię Kasię Zając, koleguję się z nią, Ty natomiast, Jakubie, utrzymujesz przyjazne relacje z Magdą Gałkowską, znaną z antypatii do Kasi. Chętnie przeczytam recenzje tomiku Kasi - recenzje najlepiej papierowe, autorstwa ludzi, którzy nie są uwikłani w portalowe gierki. Na razie ukazała się jedna, w Latarni Morskiej. Myślę, że pozytywna. Natomiast zamieszczony tu komentarz Magdy Gałkowskiej (która niedawno informowała na Liternecie, że tomiku nie przeczyta) jest w moim odczuciu wyrazem osobistej niechęci.

    OdpowiedzUsuń
  37. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 19:31

    Marku:

    2. Z ową sprawnością są naprawdę spore kłopoty - gdybym miał wypisać usterki językowe, które znalazły się w "recenzji", zajęłoby mi to sporo czasu. Dlatego bawią mnie frazy w rodzaju "o składni nie wspomnę". Ja wspomnę - Kasia Zając ze składnią nie ma kłopotów.
    3. Racja.

    OdpowiedzUsuń
  38. a ja wciąż czekam na merytoryczne argumenty, Marek uważaj :) Jesteśmy kliką :D

    OdpowiedzUsuń
  39. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 19:45

    P. Gałkowska - tylko Kołodziejski i Wiedemann? (to dobrze, że potrafili). O ile dobrze pamiętam, wspominała Pani na PP, że całymi nocami nad książką siedziały także inne osoby. Cenię prace zbiorowe, ale jeszcze bardziej cenię, gdy ktoś napisze książkę samodzielnie, jak Kasia Zając. Dziś można powiedzieć, że "Fabryka" furory nie zrobiła. Może się mylę (proszę mnie w takim razie poprawić)ale nie widziałem recenzji w prasie, chyba też nie wypłynęła jako zdobywczyni nagród na najlepszy debiutancki tomik roku. Z oceną książki Kasi może się wstrzymajmy. Po pierwsze, jak wspomniałem, tak naprawdę nie jesteśmy obiektywni. Po drugie - co trzeba podkreślić - to nowa rzecz, nie dzielmy skóry na niedźwiedziu.

    OdpowiedzUsuń
  40. Marku, to cytat z Magdy recenzji:

    „upalne dni minęły, przez okno wlatują muchówki.
    odnóżami dotykają ścian i kolonizują akwariowy błękit”

    a to wiersz w całości:

    szarlotka

    upalne dni minęły, przez okno wlatują muchówki.
    odnóżami dotykają ścian i kolonizują akwariowy błękit.
    może dlatego kuchnia wydaje się taka ciasna? matka

    porusza się po niej niespokojnie. obierki jak gąsienice
    pełzające po liściu. ależ niezdarnie to robisz! brzdęk noża.
    schylam się, aby niczego nie zauważyła. mąka usypana

    na stolnicy. lepię nowe ciało z innego ciała. brązowe oczy,
    pełniejsze usta - byle niepodobne do jego. czasami jabłka
    bywają cierpkie albo padają niedaleko, mówi mama.

    wymykam się nocami, biegnę przez sad. oddycham głębiej,
    próbuję przekrzykiwać kosy. na trawie leżą pióra. podnoszę,
    lśnią czernią. na przekór szepczę, że to na szczęście.

    Nie wiem oczywiście jak wyjdzie wersyfikacja.

    I jeszcze jedno Marku, krytyka to rzecz zdrowa ale nie nagonka. To jest smutne.

    OdpowiedzUsuń
  41. Hmmm,żeby nie było, mój tomik również redagował Wojtek, z czego bardzo się cieszę.

    OdpowiedzUsuń
  42. kolejny cytat Magdy:

    „tęsknię za wiatrem. nocami tańczę na parapecie,
    by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą”

    i wiersz w całości:

    koniec sierpnia. portrety

    ile jej we mnie? uciekam z dusznego pokoju z obrazami świętych.
    odnajduję siebie. wśród drzew, w coraz niższych piętrach lasu,
    podziemnych korytarzach. z tobą wychodzę z cienia, leżę w trawie.

    linie wysokiego napięcia układają się w podniebne tory. ciężkie ciała
    gawronów dudnią, iskrzą z błękitem. jeśli teraz mnie dotkniesz,
    usłyszysz tętno mieszkających pod ziemią ryjówek, piski spłoszonych

    młodych. słońce maluje nas ochrą, zaciera kontury bioder i dłoni.
    wieczorami skrapla się barwą zsuniętej z ramion bluzki. ile jej we mnie?
    tego lata woskowe ciało matki topnieje jak gasnący ogarek. spod skóry

    prześwitują kości. maść rozgrzewająca, którą wcieram w jej plecy,
    pachnie wrotyczem. tęsknię za wiatrem. nocami tańczę na parapecie,

    by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą.

    OdpowiedzUsuń
  43. bardzo dobra puenta:

    "by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą."

    Znam taki kaszel.

    OdpowiedzUsuń
  44. Bogusiu, nie znam książki, więc nie bedę jej oceniał. Ufam Magdzie, znam Jej gust i żeby zająć jakieś stanowisko musiałbym przeczytać książkę.

    Wojtku, pomysł wydania wierszy Magdy rzucił Piotr Kuśmirek. Ja spotkałem się z Magdą raz, a później wymieniliśmy kilka maili. Taka była moja rola i wkład. Adam Wiedemann też pewnie nie siedział nad wierszami Magdy, bo ma co robić.
    Magda jest miłą osobą, więc wspomniała wszystkich i tak narodziła się legenda.

    OdpowiedzUsuń
  45. Panie Wojciechu, a czym to sobie zasłużyłam?

    ". I wtóruje jej głupawy przydupas S. oraz mitomanka B. Kiście się dalej, kiście w blogowej, kilkunastoosobowej grupce wzajemnej adoracji."

    Tylko dlatego, że napisałam, że książki nie przeczytam, Pan mnie obraża?

    Przecież Pan mnie nie zna, więc jakim prawem?!

    Jestem zdumiona!

    OdpowiedzUsuń
  46. bardzo radykalna ta "recenzja" (piszę w cudzysłowie, gdyż zawiera w sobie niewiele z profesjonalnej recenzji, która poza funkcją wartościującą - jak mnie uczono za wykładach z krytyki literackiej - powinna pełnić także opisową (analityczną) i interpretacyjną). za dużo w niej "żywych" emocji, by wierzyć w jej neutralność czy obiektywizm. takie są uroki netu - można do niego wrzucić wszystko. czytałam tomik K.Zając i myślę, że to poezja o drugim, głębszym dnie, tyle tylko, że trzeba sobie zadać trud, by nie poprzestać na powierzchownym "rustykalno-sielskim" czytaniu.ewa

    OdpowiedzUsuń
  47. tak Kołodziejski i Wiedemann ONI mieli wpływ na Fabrykę największy, Piotrkowi zawdzięczam pomysł :) na PP można sprawdzić komu dziękowałam :)
    Gosiu - pierwszy komentarz Pana Roszkowskiego mówi wszystko o poziomie dyskusji :) nie zaskoczyło mnie to, pozostaje współczuć Kasi Zajac, że ma takich "obrońców".

    OdpowiedzUsuń
  48. Magdziu, Tobie też jest czego współczuć ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. Czy kolegowanie z Kasią Zając upoważnia Pana do obrażania innych ludzi? Niech Pan sobie broni książki - nawet powinien, tyle, że z szacunkiem do innych ludzi. Kubę Sajkowskiego uwielbiam ze wzajemnością, czy to znaczy, że jest i moim przydupasem? Panie Roszkowski!

    OdpowiedzUsuń
  50. Bogusiu, przeczytałem dwa wklejone wiersze.
    Na moje oko, to poetyka Aśki Lech w realiach Tereni Radziewicz. Gdybym chciał być złośliwy, napisałbym, że to bukoliczne emo. Z całym szacunkiem dla Pani Zając, wcale się nie nabijam, szanuję każdego człowieka. Tak mi się pomyślało.
    Detale, jak mówi Kuba są puszczone na zywioł. Oczywiście, jest to kwestia upodobań i stylu. Jeden powie naturalizm, ja powiem nadmierny luz. I w porządku.
    Tylko po co obrzucać się błotem przy tej okazji?
    PS
    Ma ktoś tę książkę w wersji elektronicznej?

    OdpowiedzUsuń
  51. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 20:39

    P. Margo - z "tytułami" Jakuba rzeczywiście przesadziłem. Natomiast Pani nie została personalnie wymieniona w zacytowanym wpisie. Napisałem o grupie - niestety tak to ludzie odbierają z boku (nie tylko ja), nieciekawie, szczerze powiedziawszy, to wygląda. Niby wchodzę na blog literacki, a widzę wszystkie negatywne cechy portali poetyckich. Tutaj bardzo mocno skondensowane. Jakby upchnięte do puszki z kilkoma, kilkunastoma osobami.

    OdpowiedzUsuń
  52. nie sądzę Bogusiu, ja nie mam parcia na szkło za wszelką cenę :) akurat wszyscy, którzy pisali na temat "Fabryki" mieli MERYTORYCZNE argumenty :) wystarczy zobaczyć blurby oraz recenzje książki :) polecam ostatnią Wywrotę oraz Pawła Kozioła w Lampie :) ja się nie muszę opierać na znajomych :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Panie Roszkowski - akurat w tym sosie powinien czuć się Pan jak u siebie :) więc nie rozumiem o co ten hałas? :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Panie Wojciechu, jestem stałą czytelniczką Magdy bloga, większość ludzi, którzy tu zaglądają znam osobiście. Przez myśl mi nie przyszło, że zostanę dotknięta w taki sposób. Nie wymienił mnie Pan personalnie, tylko wcisnął w worek pozostałych blogerów.

    Przyszedł Pan na prywatny blog i od wejścia obraża czytelników. Nie podoba się Panu treść wpisu, należało się odnieść do wpisu, a czytelników zostawić w spokoju. W przeciwieństwie do serwisów poetyckich spotykamy się tutaj, bo lubimy siebie nawzajem.

    A, to co Pan zaprezentował, świadczy jednie... no właśnie!

    OdpowiedzUsuń
  55. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 20:47

    "Wywrota" to tylko jeden z dziesiątków portali poetyckich. W jakich pismach ukazały się (w ciągu ostatnich trzech lat) recenzje "Fabryki", może ktoś wie? Gdzie została doceniona?

    OdpowiedzUsuń
  56. Marku, mam tomiki i Joanny i Tereski - wybacz, moim zdaniem poetyka każdej należy do swojej autorki. A już ta krzyżówka (Aśka-Tereska), to dla mnie jakaś paranoja.

    OdpowiedzUsuń
  57. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 20:51

    P. Margo - tak, uważam, że należy Pani do wspomnianej przeze mnie grupki wzajemnego wsparcia. Piszę to z otwartą przyłbicą, Pani ma chyba inne zwyczaje - mam na myśli chociażby niedawne zaoczne kpiny z Darii D. na Fejsbuku. Kwestia podejścia zapewne. Myślę, że możemy zakończyć ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  58. Wojtek, znasz mnie, albo powinieneś pamietać. Moja recenzja ukazała się drukiem w dodatku do "Protokołu Kulturalnego". Wyżej nie siegam. Napisałem "nietypową" recenzję i nie wiem, co sądziła o tym Magda?
    Ci, co mnie znają wiedzą, że nie kłamię.

    OdpowiedzUsuń
  59. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 20:55

    P. Magdo - rzeczywiście, nawet nie zauważyłem, jak szybko się tu zaaklimatyzowałem ;) Być może coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
  60. Magdziu, ja się odniosłam tylko do poniższego cytatu:

    "nie zaskoczyło mnie to, pozostaje współczuć Kasi Zajac, że ma takich "obrońców".

    Współczułam więc i Tobie.

    OdpowiedzUsuń
  61. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 20:58

    Marku - znam, lubię i szanuję. Ale też pamiętam jedną z awanturek, gdzie w krótkim czasie w skrajnie odmienny sposób komentowałeś wiersz Magdy ("bo wcześniej chciałem być miły"). Emocje, ludzkie emocje, nie są Ci obce.

    OdpowiedzUsuń
  62. Marek - to cenię :)fałszywych zachwytów dla zasady nie uznaję :) dlatego min mam zaufanie do T
    wojej oceny :) Twojej, Elki, Kuby i paru innych osób :)
    Bogusiu - jak ktoś wydaje, musi się liczyć także ze zjebką, ja sie liczyłam, na tyle, ze zjebka jest zlinkowana :)

    OdpowiedzUsuń
  63. To nie były kpiny, tylko uwaga o usunięcie zakłamanej informacji o nominacji do Silesiusa, nie mógł Pan tego czytać, bo mój profil jest zamknięty, więc nawet nie wie na jaki temat się wypowiada.
    Więc proszę sobie darować. Różnimy się tym, że poprosiłam Darię o usunięcie bzdur które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, grzecznie i bez zbędnych słów, naraziłam się tym i byłam straszona prokuratorem, policją... widzi Pan, czasem Panie, które tak szlachetnie broni, wcale szlachetne nie są!

    OdpowiedzUsuń
  64. Bogusiu, ależ nie jestem paranoikiem! Jestem zdrowy na umyśle, wiem mogę sprawiać inne wrażenie. Postaram się wyjaśnić, o co mi chodzi.

    ile jej we mnie? uciekam z dusznego pokoju z obrazami świętych.
    To jakoś mi pożeniło sielską atmosferę z przesterowanymi emocjami.
    odnajduję siebie. wśród drzew, w coraz niższych piętrach lasu,
    podziemnych korytarzach.
    Budowa zdań, konstrukcje zdaniowe w tym wypadku budzą moje zdziwienie. Autorka pobiegła do lasu, ale opisała to , jak dla mnie, dziwnie.
    z tobą wychodzę z cienia, leżę w trawie.
    Skądś, z kosmosu po odnalezieniu siebie podmiot liryczny spotyka drugą osobę. Leżenie w trawie ma pogłebiać, ale nie pogłębia. Lezenie w trawie, to lezenie w trawie.

    linie wysokiego napięcia układają się w podniebne tory. ciężkie ciała
    gawronów dudnią, iskrzą z błękitem. jeśli teraz mnie dotkniesz,
    usłyszysz tętno mieszkających pod ziemią ryjówek, piski spłoszonych

    Obrazowanie jest pretensjonalne. Ciężkie gawrony mogą śmieszyć, ale twierdzenie, że po dotknięciu peeli słychać mysie piski, zabija na miejscu.

    młodych. słońce maluje nas ochrą, zaciera kontury bioder i dłoni.

    Słońce wykonuje czynności metaforyczne, które się wymykają rozumowi.
    wieczorami skrapla się barwą zsuniętej z ramion bluzki. ile jej we mnie?
    tego lata woskowe ciało matki topnieje jak gasnący ogarek. spod skóry

    prześwitują kości. maść rozgrzewająca, którą wcieram w jej plecy,
    pachnie wrotyczem. tęsknię za wiatrem. nocami tańczę na parapecie,

    by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą.

    Więc, to jest marne i jest fatalnie napisane. Z głębokiego szacunku dla Tereni Radziewicz cofam, co napisałem. Z powodu sympatii do Aśki Lech, cofam, co napisałem.
    Ten wiersz jest zły zdanie po zdaniu, konstrukcja po konstrukcji.
    I teraz naprawdę skończmy tę rozmowę, bo przeczytam książkę i będzie prawdziwe nieszczęście.

    OdpowiedzUsuń
  65. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  66. Oto mamy wypowiedź poważnego Pana Redaktora: "To jest naprawdę zabawne - błędy stylistyczne i składniowe u Zając :) I kto to pisze? Gałkowska, która najprawdopodobniej w życiu nie napisała poprawnie zdania w języku polskim. I wtóruje jej głupawy przydupas S. oraz mitomanka B. Kiście się dalej, kiście w blogowej, kilkunastoosobowej grupce wzajemnej adoracji." -

    zapewne takiego rodzaju OBRAŹLIWE wpisy przekonają wszystkich, że książka Zając to arcydzieło, a Ci, którzy wypowiadają się o tymże dziele negatywnie, nie są godni oczętami swymi zerkać na te strony, a co dopiero czytać.
    Może gdyby pojawiły się argumenty, ale gdzie one? Gdzie?

    Jakieś wieczory autorskie poetki Zając w różnych miejscach, jakieś zaproszenia? Jakieś inne recenzje? Jakieś nagrody za tę książkę? Pytam z ciekawości, poczytam chętnie, posłucham czytania autorki (nawet zakupię ów tom, niech stracę). Pożyjemy, zobaczymy - jak tom zostanie przyjęty?

    Roszkowski, teraz może mnie Pan poobrażać do woli, ile wlezie, a niechże mi w pięty pójdzie! Jak wiadomo przecież przyjaźnię się z wiadomo kim. Do boju Dzielny Adiutancie, niech Pan dalej robi poetce Zając niedźwiedzią przysługę Swoimi wpisikami.

    Kiedy przeczytam tom (a może jednak nie), wpiszę tu kilka słów (a może jednak nie), o fotografiach zamieszczonych w tomie również.

    OdpowiedzUsuń
  67. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 21:22

    Marku, Marku :) Oczywiście duszność pokoju i ucieczka mogą Ci się kojarzyć z sielską atmosferą. Możesz uważać, że określenia "zdziwienie, dziwne, skądś, z kosmosu, marne, fatalnie napisane" mają cokolwiek wspólnego z meritum. Możesz tak uważać, ale z sympatii nadmienię, że raczej nie powinieneś tego pisać. Dodam może, że byłem swego czasu świadkiem rozmowy o tekście dwóch facetów, którzy chyba trochę na rzeczy się znają. Ja mogę się nie znać, ale zaimponowali mi wówczas używaną terminologią i odnalezionymi w tekście "linkami". Zresztą swoją ocenę tekstu poparli wówczas konkretami. Ty mi tym razem nie zaimponowałeś. Widzisz - Twoja opinia nie jest jedyną we wszechświecie.

    P. Margo - wiem, o czym piszę. Nie bronię tu Darii, wskazuję tylko, że obmawianie kogoś za plecami jest bardzo brzydkie. Ja np. mogę Pani czy komukolwiek wprost napisać, co o nim myślę. Nie chowam się na zamkniętych profilach, które chyba nie są tak do końca zamknięte, skoro np. ktoś mi może skopiować rozmowę na FB, o której wspominam.

    OdpowiedzUsuń
  68. Skopiować i doprawić? Taaaak, wróciła do mnie ta domniemana rozmowa, winszuję Panu. Jeżeli to, co napisałam nazywa Pan obmawianiem... Profil jest zamknięty dokładnie, dlatego bawią mnie prefabrykowane rozmowy i Pana bezpodstawne zarzuty. Proszę się zastanowić, co Pan wypisuje. Szczególnie gdy kopiuje ktoś, kogo nie mam wśród znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  69. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 21:30

    P. Surdyk - Pani, Gałkowska, Margo - to, jak widzę, filary małej grupki, o której wspominałem. Nawet nie sekty, bo to tylko kilka osób kiszących się na zupełnie marginalnym blogu. "Jakieś wieczory autorskie poetki Zając w różnych miejscach, jakieś zaproszenia? Jakieś inne recenzje? Jakieś nagrody za tę książkę?" - odpowiem: zaproszeń nie brakuje, zresztą oboje wiemy, że mają one charakter towarzyski. Różne Łyżki Mleka mogą sobie do woli zapraszać autorów miernych tekstów - tak, w tym Panią, wie Pani, że nie zwykłem owijać w bawełnę - potem można sobie wklejać zdjęcia na FB, poklepywać się po ramionach itp. I się wzruszać, i udawać, że miało miejsce wydarzenie literackie. Książka Kasi ma na razie 2,5 miesiąca. Jest zatem bardzo młoda. Ma jedną recenzję (Latarnia Morska), ktoś inny (Żuliński)wspomina jako o książce dobrej. To mniej więcej tyle, co "Fabryka" Gałkowskiej zebrała w ciągu ostatnich 3 lat. Nagrody? Za tomiki z roku 2011 będą przyznawane w przyszłym roku. Jak pisałem wcześniej - poczekajmy.

    OdpowiedzUsuń
  70. Marku, ależ ja w to nie wątpię:
    Bogusiu, ależ nie jestem paranoikiem!


    Ja porównanie określiłam jako paranoję, nie Ciebie. Same wiersze mają prawo Ci się nie podobać, już wspominałam o tym w komentarzu wyżej. Ale nikt mi nie wmówi, że poetyka K. Zając to krzyżówka poezji Joanny i Tereski - nie.

    OdpowiedzUsuń
  71. Roszkowski - przestań szkodzić :) robisz Kaśce niedżwiedzią przysługę :) wiadomo, że jak się nie ma argumentów, to się jedzie ad personam :)

    OdpowiedzUsuń
  72. Marku:

    "I teraz naprawdę skończmy tę rozmowę, bo przeczytam książkę i będzie prawdziwe nieszczęście."

    dalej:
    "Ufam Magdzie, znam Jej gust(...)

    Po co zatem czytać? Przeczytałeś już dwa wiersze na blogu, nie podobają Ci się, ufasz Magdzie. Po co więc te dyskusje o tak (Waszym zdaniem) miernej książce, qrcze, coś w tym jest:), nie szkoda czasu?

    OdpowiedzUsuń
  73. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 21:50

    Ojej - a w którym miejscu ad personam? :)Po prostu od dłuższego czasu robicie nagonkę na Kasię (pod pretekstem dyskusji o wierszach). To mi się nie podoba. Tym bardziej że we własnym gronie nie szczędzicie swoim tekstom komplementów. Tekstom naprawdę różnej jakości (kiepskim, przeciętnym i naprawdę dobrym i bardzo dobrym).

    OdpowiedzUsuń
  74. Przez chwilę myślałem, że to ja jestem „głupawym przydupasem S.” i jakoś nie mogłem się odnaleźć w definicji, ale domyśliłem się, że jednak ktoś inny. Tu znowu zdziwienie, bo od kumpla do przydupasa (i od dowcipnego do głupawego) droga wciąż daleka.

    Pozwalam sobie wmieszać się, bom już raz tu zabrał głos wyżej, więc tak czy siak jestem uwikłany. I zniesmaczony. Uzasadniam:

    Uważam, że nie ma głupszego argumentu niż „a ty...”. Np. ktoś skomentuje, że jakiś piłkarz źle zagrał, a drugi na to „a ty jakbyś grał, to byś grał jeszcze gorzej”. I co, to już znaczy, że jak ktoś nie trafi z metra w bramkę, to jest OK, bo widz też by nie trafił? Równie niemądry (pomijam już, że złośliwy) jest komentarz, że (w skrócie) Gałkowska na pewno się myli co do książki Zając, bo książka Gałkowskiej zebrała niewiele recenzji. To rozumowanie jest po prostu głupie.

    Druga rzecz, która mnie zadziwiła, to że osoba silnie tkwiąca w koteriach jednego czy drugiego portalu krytykuje koterie na trzecim portalu za koteryjność. Kali mówi: ja być w klika - dobrze. Ty być w inna klika - źle.

    Piszę to jako człowiek nienależący do kliki „Fabryka tanich butów”, więcej - co najmniej dwie osoby z tej sfery za mną nie przepadają, a jednak uważam, że atak, jaki nastąpił z zewnątrz jest podręcznikowym przykładem chamstwa, takiego w czystej, nieskażonej postaci. Ironiczny ton recenzji (czy może nawet zoilowski) nie upoważnia jeszcze nikogo do wtargnięcia w gumowcach unurzanych w oborniku i napierdzielania obecnych łopatą.

    Na koniec co do opinii o książce Zającówny - nie czytałem, nie mam opinii. Pojedyncze wiersze podobały mi się, mniej więcej jeden na trzy. Zebrane w książce to już inna liga, może im to pomóc, albo je zniszczyć. Natomiast recenzje w Latarni Morskiej, zwłaszcza pisane przez Wandę Skalską to (nomen - omen) Wandalizm. Co druga jest z grubsza poprawna, reszta na śmieci. Leszek Żuliński jest świetnym krytykiem, ale ma ten problem, że afirmuje. Czasem traci dystans, kocha poezję i poetów, tak długo czyta, aż mu się spodoba. Na razie można przyjąć, że recenzja Magdy jest pierwszą publiczną wypowiedzią o książce Zając, którą warto poważnie brać pod uwagę.

    I też mam nadzieję, że tych opinii będzie więcej, o poezji trzeba rozmawiać.

    Sławek

    OdpowiedzUsuń
  75. Bogusiu, jeśli o mnie chodzi, to ja skończyłem.

    OdpowiedzUsuń
  76. Nic Pan nie wie o działalności stowarzyszenia "Łyżka Mleka" z Kalisza, nie był na żadnym z ośmiu spotkań (oprócz mnie byli tam zaproszeni: Mirka Szychowiak, Teresa Radziewicz, Beata Patrycja Klary, Jacek Kukorowski, Sławek Płatek i inni), ani na konferencji poświęconej ekfrazie, a z góry zakłada, że zapraszani są autorami miernych tekstów. Gratuluję, bardzo zgrabna obrona poprzez popisywanie się Swoją niewiedzą, nieznajomością tekstów, okoliczności. To się Pan popisał doprawdy. Brawo, tego się spodziewałam Adiutancie! Jeszcze coś Pan napisze? O przyjaźnieniu się było, o klice, o czym jeszcze nie było?

    A gdzie te spotkania z twórczością poetki Zając? Proszę napisać, lubię słuchać czytania autorów. A spotkania z Pańską twórczością? Jakiś kalendarz imprez?


    2,5 miesiąca i recenzja w "Latarni Morskiej" i na dwóch blogach - mizernie bardzo. Wspominanie o książce jako dobrej? Tylko tyle?

    OdpowiedzUsuń
  77. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 22:14

    Sławku - nie jestem uwikłany w żadne portalowe koterie. I uwikłany nie byłem. Wypraszam sobie. Nie sądzę też by recenzja Wandy Skalskiej miała znaczyć mniej niż blogowy wpis (bo przecież nie recenzja) M. Gałkowskiej. Takie "recenzje" może pisać dosłownie każdy. Zresztą M. Gałkowska wypowiadała się o książce, zanim ją przeczytała (na Liternecie). Możesz sobie przyjąć, że ten wpis jest pierwszą wypowiedzią, ale nie pisz kategorycznie "można przyjąć", bo popisujesz się ignorancją.

    P. Surdyk - uprzejmie informuję, że rzadko, z różnych przyczyn, przyjmuję zaproszenia na wieczorki autorskie. Niemniej, jeśli już Pani pyta, to kolejne odbędzie się 18 listopada w Świdnicy.

    OdpowiedzUsuń
  78. Wojtku, w każdym punkcie adresowanym do mnie - mylisz się. Nie zamierzam Cię jednak o tym przekonywać, rośnie za to we mnie ciągle przeświadczenie, że stanowczo się przeceniasz.
    Sławek

    OdpowiedzUsuń
  79. Ciekawe kto teraz napisze recenzje tomu Pani Zając po takich Pańskich, Redaktorze Roszkowski, gościnnych występach tutaj... Poczekamy, zobaczymy...

    Życzę Państwu miłego wieczoru :) odezwę się(albo i nie) po przeczytaniu tomu poetki Zając.

    ps. 18. listopada akurat będę na festiwalu poetyckim poświęconym Wandzie Karczewskiej w Kaliszu wraz z wieloma innymi, wymienionymi wcześniej, autorami miernych tekstów. Ale kiedyś może uda mi się być na Pańskim spotkaniu autorskim.

    OdpowiedzUsuń
  80. I Leszek Żuliński będzie miał wieczór autorski na festiwalu łyżkowym, nono - skąd to przekonanie, że zapraszani autorzy są mierni, a wymienia się ich jako autorytet.

    OdpowiedzUsuń
  81. Gosiu - bo nie sa w ekhm koterii kolegi Roszkowskiego? ;)

    OdpowiedzUsuń
  82. Wojciech Roszkowski31.10.2011, 22:52

    Miłe Panie - na zakończenie bardzo proszę o czytanie ze zrozumieniem. Napisałem: "Różne Łyżki Mleka mogą sobie do woli zapraszać autorów miernych tekstów" - nie stwierdziłem w tym miejscu, że wszyscy autorzy zaproszeni przez Łyżkę prezentują mierny poziom literacki. Natomiast uważam, że wśród zaproszonych są autorzy kiepskich tekstów. Oczywiście nie wiem, bo wiedzieć nie mogę, kto zostanie zaproszony w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  83. wypada podziękowac wszystkim, którzy się wpisali na blogu w chwili finału konkursu :)zwłaszcza tym,
    krytycznym :)

    OdpowiedzUsuń
  84. Do zobaczenia w Kaliszu Madziu. W końcu od pół roku znamy program festiwalowy i wiemy, kto będzie czytał wiersze... no ale, co tam :)

    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  85. Panie Roszkowski - Pan wybaczy, ale w Pana ustach "mierny tekst" odczytałabym jako komplement :)

    OdpowiedzUsuń
  86. Dzieciaki w piaskownicy. Wojtek Roszkowski, którego bardzo cenię za poszanowanie polszczyzny, niestety skompromitował się stwierdzeniem "Gałkowska, która najprawdopodobniej w życiu nie napisała poprawnie zdania w języku polskim". Przyznaję, że recenzja napisana jest nieco tendencyjnie i w aspekcie językowym nie zachwyca, jednak nie może uprawniać do szermowania argumentami personalnymi w znacznej mierze odbiegającymi od rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  87. Jarek - ale to styl Pana Roszkowskiego, a ja, jak już wspomniałam krytykiem nie byłam nie jestem i nie będę więc piszę raczej własne refleksje na temat książek. "Tendencyjna" dlatego, że nie chwali poezji Katarzyny Zając?

    OdpowiedzUsuń
  88. w zasadzie mogłabym się nie tłumaczyć, ale tak a propos tej "dyskusji" wyjasnię, że owszem moja ksiązka furory nie zrobiła, ale cenię nagrodę, dzieki której została wydana :)
    jeśli "furorą" miałyby być nagrody w konkursach i setki recenzji, to faktycznie "Fabryka"
    jest ksiązką, która poza paroma osobami nikogo nie obeszła i widocznie tak miało być
    nie płaczę z tego powodu :)
    nigdy nie była pracą zbiorową, napisałam ją sama, jesli ktoś ma wątpliwości - nic nie poradzę :)
    na pewno jednak nie pożyczałam sobie od nikogo całych fraz i nie udawałam kogoś, kim nie jestem. dobry redaktor jest na wagę złota, choćby dlatego, że autor często sam nie widzi błędów,jakie popełnił. nie mam parcia na szkło, nie zasypuję konkursów poetyckich swoimi wierszami właśnie dlatego, że zdaję sobie sprawę z tego jak piszę.
    bloga prowadzę, bo mi to sprawia frajdę :) mam swoje miejsce w necie i tego miejsca się trzymam.
    ten blog to jeden z tysięcy na temat literatury, więc dziwi mnie o co ten hałas? jakaś pominięta
    poetka Gałkowska napisała kulejącą "recenzję" na temat wybitnej książki no i?
    skoro poezja Pani Zając ma lepszych krytyków - pozostaje się jedynie cieszyć, być moze ja się po prostu "nie znam" , nie wiem co jest naprawdę dobre? :) całkiem możliwe, ale mam prawo wyrażać swoje zdanie i nie muszę być za to obrażana :)
    a już na pewno nie muszą być za to obrażani ludzie, którzy mój blog czytają i chcą tutaj komentować.

    OdpowiedzUsuń
  89. Wybacz, ale tak obfite nagromadzenie pejoratywnych epitetów nie wybrzmiało obiektywizmem.

    OdpowiedzUsuń
  90. trudno, żeby moja własna opinia o książce była obiektywna Jarku, z założenia jest subiektywna, ponieważ "moja własna" :)

    OdpowiedzUsuń
  91. tak na marginesie, zastanawia mnie i martwi ordynaryzacja, spospolicenie określenia "krytyk literacki". w krótkim okresie czasu widziałem parę wypadków, kiedy autor np. dwóch tomików poezji, który dostał trochę nagród w jakichś tam konkursach, napisał trzy posłowia, pięć recenzji i zredagował kolegom dwa tomiki, zaczyna się podpisywać "X, Y, krytyk literacki". i mu sodówka odbija, na wszystkim się zna najlepiej.

    a potem jeden z drugim się ośmiesza i za cholerę nie widzi tego...

    OdpowiedzUsuń
  92. hm, ciekawy schemat dyskusji: M. pisze o tomiku, redaktor tomiku pisze o piszących o tomiku. Pytanie: gdyby M. napisała o tomiku dobrze, czy redaktor tomiku wciąż pisałby o piszących o tomiku czy o samym tomiku?

    OdpowiedzUsuń
  93. Opinia może być nawet skrajnie subiektywna, jednak recenzja wymaga właściwego dystansu.
    "Ta recenzja jest odpowiedzią na (przyznaje niezrozumiałe dla mnie) zachwyty nad poezją Katarzyny Zając"
    PS
    Zachwyty poezją.

    OdpowiedzUsuń
  94. Skoro sam tomik nie może z wiadomych względów być inspiracją do recenzji, to tym gorzej dla niego jeśli tą inspiracją są "niezrozumiałe zachwyty" jedynie. Ale czy inspiracja wyklucza zachowanie dystansu?

    OdpowiedzUsuń
  95. jedno mi się tylko stwierdzenie nasuwa: odrobinę, kurwa, kultury! co się dzieje, na bogów? to już nie można NIGDZIE napisać, że coś się komuś z takich lub innych przyczyn nie podoba? Panie R., przychodzi Pan tutaj i wyciera sobie gębę nami-czytelnikami BLOGA. Tego bloga.Przy okazji sprawia Pan, że rośnie niechęć do Autorki omówionego tutaj tomiku. Czy Pan też zachowuje się w taki sposób odwiedzając ludzi w ich domach? Jak się gdzieś wchodzi, to nie sika się od razu na dywan, tylko pyta, gdzie jest toaleta, no litości. I jak tu z Panem dyskutować, skoro Pan, jak to juz było wspomniane wyżej przez któregoś z komentujących, na zarzuty dotyczące książki, miesza NAS z błotem? Tak poważnie, dobra książka to nie ta, która została nagrodzona, ale taka, przy której nikt nie musi jazgotać o okładce (to metafora, oczywiście), żeby odciągnąć uwagę od treści. Bo dla mnie Pan to właśnie robi.
    I następnym razem, jak będzie Pan łaskaw wymienić przydupasów Magdy, to niech Pan się nie odważy pominąć mnie. Jeśli komentowanie, czytanie, zaglądanie, kumplowanie się, ba, PRZYJAŹNIENIE się z kimś podlega pod hasło "przydupas", to z radością oświadczam: jestem przydupasem Gałkowskiej. Niech Pan nie zapomina!

    Krawiec.

    OdpowiedzUsuń
  96. Pies - zwinęłam dywan, żeby nie cuchnęło, chyba położę płytki podłogowe, będzie łatwiej czystość utrzymać. Dzięki, ze wleciałaś ze środkiem dezynfekującym ;)

    OdpowiedzUsuń
  97. No dajcie spokój. Przeca to ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
  98. wcale nie opadają, ja trzymam się za nos :D

    OdpowiedzUsuń
  99. A ja nadal nie wiem dlaczego wiele wierszy z książki Kasi Zając jest zachwycających
    wiem natomiast (na co bym nie wpadł jakby mi nie powiedzieli) że mój osąd jest "subiektywny".
    Dowiedziałem się za to że
    osąd subiektywny = taki jak osąd przyjaciela
    ostatnio jak sprawdzałem to mogłem mieć ze swoimi przyjaciółmi różne zdania nt. różnych książek, ale widocznie niektórzy mają inaczej;)

    OdpowiedzUsuń
  100. wow, 102 komentarze, więc temat widać na sto dwa. Ogólnie "bijatyka" słowna znakomita i cenna, aż mi się miłe lata WG przypomniały.

    OdpowiedzUsuń
  101. Kuba - to jasne przecież, otóż:
    TY jesteś przydupasem, bo bywa, że się ze mną zgadzasz oraz mamy czasem podobne zdanie w pewnych kwestiach. Jesteś przydupasem ponieważ chwalisz moje wiersze i się kumplujemy.
    Pan Roszkowski natomiast nie jest przydupasem Katarzyny Zając ponieważ bywa, że się z nią zgadza, mają czasem podobne zdanie w pewnych kwestiach, chwali jej wiersze i się kumplują.
    Nie rozumiem jak możesz nie rozumieć :)

    OdpowiedzUsuń
  102. Magda - ja tam mogę sobie być.
    Przydupas brzmi jak ładne, litewskie nazwisko.
    A związki z Litwą i ich wpływ na kulturę Polski są nieocenione:)

    OdpowiedzUsuń
  103. Zaglądam do Magdy na bloga, czytam większość wpisów, czasem skomentuję. Przydupasem nie jestem (a może się mylę? - proszę mnie oświecić).

    Powyższe "coś" recenzją sensu stricte z pewnością nie jest. Co więcej - przyznam, że wyczuwam głównie emocje, wywołane afirmacją marnych (w opinii autorki bloga) wierszy.

    Magda napisała co czuje, co ją wkurza. W porządku. Cały hałas jest o to, że zrobiła to publicznie, na blogu.

    Abstrahując nawet od tego, czy miała do tego prawo czy nie, to poziom niektórych wpisów jest żenujący. Totalnie nie ogarniam prywatnych powiązań komentujących, ale to nie ma znaczenie, nie ma znaczenia kto ma rację, bo po prostu jest mi smutno jak to czytam.

    I powiem Wam jakie wnioski się nasuwają, gdy ktoś patrzy z boku na takie wojenki na blogach czy portalach: albo dołączysz do którejś grupki i wewnątrz niej będziesz kimś, albo, jeśli się brzydzisz kolesiostwem, zostaniesz z boku, dla spokoju sumienia.

    Pozdrawiam śródnocnie,

    DM

    OdpowiedzUsuń
  104. No proszę, ponad 100 komentarzy. Z pewnością to sukces „Pęknięć”, skoro wywołują wokół siebie tyle kontrowersji ;-) Trudno powiedzieć, ile merytorycznych komentarzy zostałoby tutaj, gdyby odlać żółć...

    Oscar Wilde powiedział swego czasu, że niezgodność ocen dzieła przez krytykę świadczy o zgodzie artysty z samym sobą. I życzę Katarzynie Zając, aby tej myśli się trzymała podczas czytania zamieszczonych tutaj komentarzy.

    Gdyby kogoś interesowało moje zdanie, oto ono: „Pęknięcia” czytałem dwa razy. Raz tuż po publikacji, drugi - gdy rozgorzała tutaj dyskusja nt. tej książki. Po pierwsze, nie ma co się przerzucać, ile książki mają recenzji, bo to bzdura. Wojtek słusznie zauważył, że książka jest młoda, a jak wiemy recenzje potrafią się ukazywać nawet do roku/ półtora od daty publikacji. Jakie będą, jeśli w ogóle - trudno prognozować, choć osobiście wielu im nie wróżę. Jestem jednak daleki od osądu, że to książka beznadziejna itp. Wierzcie mi, czytałem gorsze rzeczy wychwalane pod niebiosa w prasie literackiej. Nikt z nas tej książki nie zweryfikuje lepiej niż czas, że pozwolę sobie na taki banalny patos ;-)

    Jeśli chodzi o mój odbiór „Pęknięć”, to z całą pewnością trudno dyskutować z argumentem, który pojawił się gdzieś na początku tej fascynującej „dyskusji”, że wiersze bronią się osobno, natomiast zebrane w tomiku tracą swoją siłę i nieco się rozmydlają. Podczas lektury zabrakło mi również jakiegoś drugiego dna, czegoś, co dzieje się poza tekstem lub między tekstami; jakieś myśli, która spoiłaby te wiersze, a mnie, jako czytelnikowi, dała punkt wyjścia do refleksji. Wiersze z „Pęknięć” traktuję trochę jak pocztówki, kulturalne pozdrowienie z nie do końca moich wakacji. Jednak świadomość, że ktoś się na tych wakacjach bawi dobrze nie jest wystarczającym powodem do obrażania go. Jeden woli morze, drugi lubi góry, a inny lubi jak mu śmierdzą nogi. Rzecz gustu.

    OdpowiedzUsuń
  105. "świadomość, że ktoś się na tych wakacjach bawi dobrze nie jest wystarczającym powodem do obrażania go" - a powodem do obrażania jest fakt, ze ktoś się na nich dobrze nie bawi?

    OdpowiedzUsuń
  106. To oczywiście działa w obie strony. Sądziłem, że to jasne.

    OdpowiedzUsuń
  107. Wojciech Roszkowski02.11.2011, 10:53

    P. goddog - chciałbym podkreślić, ze moje słowa nie dotyczyły czytelników bloga, były skierowane do tych, którzy, wpisując tu "Fajna recenzja właśnie", "niestety zgadzam się", tym samym radośnie przyklaskują sformułowaniom z "recenzji": "kradzione nie tuczy", "że gorące pochwały ciotek, psiapsiółek i portalowych wazeliniarzy jeszcze niejednokrotnie zwyciężą nad zdrowym rozsądkiem", "amatorów poetek z gatunku jęczących zapewne znajdzie się wielu" itp. Chyba obrażeni na mnie nie pomyśleli, że te fragmenty "recenzji" (książki? oj, nie, przecież czytających książkę)mogą dotknąć ludzi, którym wiersze Katarzyny się podobają.

    OdpowiedzUsuń
  108. co oczywiście upoważnia Pana do obrażania tychże, bo koncertowo potrafi Pan uogólnić.

    OdpowiedzUsuń
  109. Czytam recenzję i zastanawiam się, jak wylewając tyle żółci można nie zrazić czytelnika. Otóż można, bo czytam i filtruję to, co ukryte w słownej papce. Otóż: telenowela sielankowa - interesujące zestawienie. Są różne konwencje stylu. Czy blogerka nie wie o tym? W dodatku nie uważam, by ta sugestia była trafiona, bo ani to telenowela ani sielanka. Obraz pozornie oniryczny, jakby widziany w lekko rozmytym świetle, ale jednak dotykający istotnych emocji. Przytoczone obrazowanie tańca na parapecie wśród kaszlących ścian, czy drżenie przewodów sprzęgnięte z niezdarną sześciokropką w „telefonach w porze suchej” nie są banalne. Nie wydają mi się takie. Nie wydawały też przy czytaniu tomiku. Nie wiem, jak bardzo trzeba być nieczułym, by nie widzieć i nie czuć NIC. Wspomnianych tomików, do których niby pisanie Kasi Zając miałoby być podobne nie czytałam. Odnoszę się jedynie do tomiku „Pęknięcia”. Nie widzę jednak obiecanych przykładów porównań, które miałyby uzasadnić zarzut kalkowania fraz czy wersów. Trudno zaś zarzucić autorce kopię stylu. Jeśli bywają podobne, to prędzej nazwałabym to modą na styl, bo cóż w poezji mamy nowego; nihil novi. Nie rozumiem też, jak można na autora tomiku wylać takie wiadro pomyj i cieszyć się z przyjaciółmi, że się komuś „dokopało”. Absolutnie obrzydliwe. Z „recenzji” zostają puste słowa pełne subiektywnie wyplutej na monitor śliny, ale czy to jest powód do dumy?

    LB

    OdpowiedzUsuń
  110. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  111. LB - "Nie wiem, jak bardzo trzeba być nieczułym, by nie widzieć i nie czuć NIC." - ja też nie wiem.
    "Wspomnianych tomików, do których niby pisanie Kasi Zając miałoby być podobne nie czytałam.(...)
    Trudno zaś zarzucić autorce kopię stylu." - no właśnie.
    Spekulacji na temat moich "radości" nie skomentuję :)

    OdpowiedzUsuń
  112. btw. wszystkie trzy książki Teresy WARTO przeczytać, obie książki Joanny także polecam.

    OdpowiedzUsuń
  113. [i]"dodajmy mocno zapożyczone choćby (ale nie tylko) z poezji Teresy Radziewicz motywy, ten sam (trącący w takim wydaniu myszką) nieco rustykalno – sielankowy klimat"

    "intensywne „inspirowanie się” cudzymi wierszami, ponieważ jak widać kradzione nie tuczy. Zdaję sobie również sprawę, że epigonów nigdy nie zabraknie"[/i]

    - Tak, nie czytałam ani tomiku T.Radziewicz ani J.Lech, ale czy muszę? (temu służy ta prowokacja?) Dlatego spytałam o przykłady domniemanych "zapożyczeń" i "kradzieży", bo to bardzo mocne słowa. Styl może się podobać lub nie, rzecz gustu i wrażliwości czytelniczej, ale powyższe są poważnym oskarżeniem opublikowanym na dostępnym ogólnie blogu. Więc?

    LB

    OdpowiedzUsuń
  114. Prosiłabym o czytanie ze zrozumieniem.

    OdpowiedzUsuń
  115. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  116. Pierwszy błąd – nikt nie zarzucił Katarzynie Zając plagiatu, a „naśladownictwo” żadnym ciężkim oskarżeniem nie jest. Jest tym, co dotyka zdecydowaną większość poetów, których problemem jest to, że nie piszą oryginalnie. Żadne to przestępstwo, po prostu to oznaka przeciętności. Przy czym – NAPRAWDĘ nie ma znaczenia czy Katarzyna Zając celowo się inspirowała, dla czytelnika z boku liczy się efekt. A efekt jest dla mnie taki, że te wiersze są niezbyt oryginalne. Ale do konkretów. Pierwszy z brzegu wiersz Katarzyny Zając i pierwsze z brzego teksty Teresy Radziewicz (łatwo dostępne w internecie, znalezienie ich zajęło mi może minutę: http://fraza.univ.rzeszow.pl/numer/nr65-66-literatura_3.php )

    koniec sierpnia. portrety

    ile jej we mnie? uciekam z dusznego pokoju z obrazami świętych.
    odnajduję siebie. wśród drzew, w coraz niższych piętrach lasu,
    podziemnych korytarzach. z tobą wychodzę z cienia, leżę w trawie.

    linie wysokiego napięcia układają się w podniebne tory. ciężkie ciała
    gawronów dudnią, iskrzą z błękitem. jeśli teraz mnie dotkniesz,
    usłyszysz tętno mieszkających pod ziemią ryjówek, piski spłoszonych

    młodych. słońce maluje nas ochrą, zaciera kontury bioder i dłoni.
    wieczorami skrapla się barwą zsuniętej z ramion bluzki. ile jej we mnie?
    tego lata woskowe ciało matki topnieje jak gasnący ogarek. spod skóry

    prześwitują kości. maść rozgrzewająca, którą wcieram w jej plecy,
    pachnie wrotyczem. tęsknię za wiatrem. nocami tańczę na parapecie,

    by nie słyszeć kaszlu wstrząsającego ścianą.

    Co my tu mamy? Po pierwsze natura, motyw „młodych”, motywy sacrum (tu: „święci”, u Radziewicz „hostia”), poza tym poszukiwanie przeszłości (matka, „ile jej we mnie”, u Radziewicz akurat „przeszłość” nazwana dosłownie).

    Młode

    W dziób włożyć przeszłość, tak jak w usta hostię;
    najlepiej, gdyby trafił się pelikan, a przechowa pamięć,
    nieruchomą rybę, która jeszcze przed chwilą rzucała się,
    kiedy ją wyławiał z płynącego czasu.

    Więc zanurkować, schwycić zdobycz, przetrawić;
    niechby nawet ości miały utknąć w gardle.
    To jedna wielka metafora, popatrz na obraz:
    szkielet, chrząstki, przerwana linia szpiku;

    kaleki horyzont. Martwa natura z kręgosłupem
    giętkim jak wiklina. Więcej chityny, wapnia,
    a może ożyje. Tylko włóż w dziób przeszłość,

    przetrwa, przezimuje.

    Co mamy dalej? W tym wierszu Radziewicz mamy nawet te same rekwizyty: wiatr, las, drzewa, ptaki, do tego ziemia, roślina (tam: wrotycz, tutaj: psia trawa).

    Wizyta
    Tu nawet cisza brzmi inaczej. Posłuchaj jak wędrują ściegi
    od brzozy do brzozy, od dębu do dębu i śpieszy się wczoraj;

    pozwól odetchnąć, wziąć siłę. Inaczej przez zawiązki liści
    przenika światło, inaczej odbija się w złoci żółtej, barwi źdźbła

    bliźniaczki psiej trawy. Tak mało ruchu, czy oprócz larw
    i roślin karmiących się próchnicą śpią tam kokony,

    śni jakaś siła? I kiedy da znać o sobie? Ugina się droga;
    szukamy odpowiedzi, gotowi jak pędraki ryć tłustą ziemię,

    podnosimy głowy: spłoszone wróble zawisły w znaki
    zapytania. Liczymy na cud, na jakiś znak. Na wiatr.

    OdpowiedzUsuń
  117. A kolejny wiersz w calości rozprawia się z tytułowym "portretowaniem" jako sposobem radzenia sobie np. z przeszłością czy pamięcią (np. jak u K. Zając, o matce).

    W poszukiwaniu zagubionych źródeł

    Rzeka przesuwa się leniwym zygzakiem, przewraca
    z boku na bok. Idziemy jakbyśmy wciąż musieli
    zawracać ku początkom. Przechylam głowę: jest,

    ostry zarys, gniew. Przechylam głowę: rozmywa się,
    rozłazi, rozmienia na dwie nacierające na siebie
    płaszczyzny. Dni mijają jak przesuwane dagerotypy,
    rzutują ślady na miedzianą płytkę. Uczulam,

    tworzę światłoczułą warstwę, utrwalam głębię
    niezatartych znamion, wywołuję efekt
    trzykrotnego zanurzenia w wodzie,
    nacierania oliwą, spotkania

    z więcej niż tylko człowiekiem.

    I nie ma się co obrażać. Po prostu chodzi o to, że Katarzyna Zając nie proponuje żadnej oryginalnej propozycji (i nie oceniam czy ona rzeczywiście zaczytuje się Teresą Radziewicz czy nie, oceniam końcowy efekt). Nie jest to żadna straszna rzecz, to po prostu wada 90 proc debiutanckich tomików w Polsce:)

    OdpowiedzUsuń
  118. Wojciech Roszkowski05.11.2011, 21:08

    "W tym wierszu Radziewicz mamy nawet te same rekwizyty: wiatr, las, drzewa, ptaki, do tego ziemia, roślina" - tylko że te same rekwizyty pojawiały się w literaturze na długo przed powstaniem wierszy Teresy Radziewicz. W ostatnich latach rzeka, wieś, przyroda itd. pojawiały się chociażby w wierszach Miniaka, Owczarka czy Jarosza. Lista autorów sięgających po tego typu rekwizyty będzie bardzo długa, być może niemal tak długa jak lista autorów piszących o chodzeniu po mieście.
    "Co my tu mamy? Po pierwsze natura, motyw „młodych”, motywy sacrum (tu: „święci”, u Radziewicz „hostia”), poza tym poszukiwanie przeszłości (matka, „ile jej we mnie”, u Radziewicz akurat „przeszłość” nazwana dosłownie)". Jest kilkadziesiąt nazwisk, może kilkaset, które można tutaj podstawić. Historia literatury jest długa.
    "A kolejny wiersz (T. Radziewicz - przyp. mój)w calości rozprawia się z tytułowym "portretowaniem" jako sposobem radzenia sobie np. z przeszłością czy pamięcią (np. jak u K. Zając, o matce)". Tyle że przed wierszem Teresy powstały inne, które można zacytować z identycznym komentarzem: "A kolejny wiersz w całości...":

    zakole

    Dziuba wyławiał tam stare fotografie. rzeka
    grzebała na dnie obce imiona. jestem old
    boyem pana Andersa, mówił ławicom kiełbi.
    w pudełku po filmie piszczały robaki. cicho
    tłuściochu. zatańczysz dla rybek. tego lata

    dzieci wracały z łąk w jednym bucie. sosny
    karmiły powietrze, a chłopcy mieli usta lepkie
    od mleka, które sączyło się z blizn i sęków.
    wieczorem kobiety warzyły zupę z jaskółczych
    gniazd. mężczyźni tonęli w tranzystorowych
    unitra. cień lizał łyżki i cicho rżało słońce. koń

    skakał z pastwiska w głęboką czerwień.


    Wiersz najpóźniej z 2006 r. Autorstwa Owczarka. Gdybym niczego nie czytał, rzeczywiście skłonny byłbym uwierzyć, że pisanie w podobnych klimatach zaczęło się od Teresy Radziewicz. Teresie niczego nie ujmuję, ale przesadą jest twierdzenie: Teresa - źródło, Katarzyna - kopia. Bo równie dobrze o swoje mógłby upomnieć się choćby autor cytowanego przeze mnie tekstu: Owczarek - źródło, cała reszta - kopia. Wtedy pojawiłby się Jarosz i powiedział, że może to niekoniecznie prawda i wskazał na siebie. A wtedy pojawiliby się Ożóg i Czernik. A wtedy...

    OdpowiedzUsuń
  119. Magda Gałkowska - rozumiem :) pustosłowia idealnie nadają się do bicia piany, trzeba tylko wziąć pod uwagę, że zostaje ona na ustach i niezbyt zdrowo wygląda.

    LB

    OdpowiedzUsuń
  120. Jacobsen - rozśmieszył mnie pan i rozczulił :))

    1. Przecież to zupełnie inna poetyka, inna mentalność peelki, odmienny środek ciężkości wrażeń. Właśnie u Kasi jest on podskórny, bardzo zmysłowy.

    2. Wiatr, las, ptaki - kurna, może dlatego, że nie żyjemy na Marsie ? :)

    3. Wynika z całej tej zadymy, że kilka związanych ze sobą osób tak jest zapatrzonych w swoje pisanie, że postanawia zbudować fortecę i walczyć, by wynieść swoje dzieła pod niebiosa obrzucając błotem wszystko wokół. Polityka-taktyka, tylko zapominacie, o podstawowej zasadzie, by nikogo nie krzywdzić przy tej zabawie.

    I to by było na tyle.

    LB

    OdpowiedzUsuń
  121. Wojciech Roszkowski05.11.2011, 21:34

    Poniżej tytułem żartu: trzy fragmenty i trzech autorów: Urszula Kulbacka, Teresa Radziewicz i Robert Miniak. Czy Kasia Zając wpisuje się w ten nurt? Pewnie tak, ale nie ona jedna. Jest mnóstwo autorów piszących o łażeniu o mieście, ale jakoś nikt ich nie oskarża, że kradną od Świetlickiego (a znacznie wcześniej był przecież O'Hara). Wiele cech wspólnych - toutes proportions gardées - ma malarstwo takich autorów jak Monet, Manet, Serat, Degas. Po prostu tworzyli w zbliżonym czasie, po sąsiedzku.

    Niewątpliwie mamy do czynienia z nurtem (nazwijmy go umownie rustykalnym). Myślę, że nikt tu monopolu na określone rekwizyty - zresztą używane wcześniej wielokrotnie - nie ma. Podobieństwa zatem są nieuniknione. Raczej dobrze byłoby skupić się na różnicach.



    wysuszyło mięśnie. Heta tylko fatagrafija
    - szepcze. Tęczówka prawie biała, a kiedyś
    wujek Antoni śpiewał o bławatnych oczach


    wieczorami po wodzie niosło, chłopaki szeptały
    z drugiego brzegu: Ninoczka, to ja- twoj Daniło
    twój mąż jedyny, ukochany. Pryjti k'mne noczu, pryjti...


    dziecka. podobno urodziło się owinięte jak
    wrzeciono nicią. kołysała je i powtarzała
    oziera nie pomnit, nie spljetniczajet

    OdpowiedzUsuń
  122. Wojciech Roszkowski - słuszna uwaga że "to było już wcześniej", ale to nadal nie odpowiada na pytanie: co tak naprawdę nowego u Kasi Zając?

    L. B. - nic nie rozumiem z tej wypowiedzi, proszę odsączyć z jadu i bluzgów:)

    OdpowiedzUsuń
  123. Jeszcze jedno:
    - a ja akurat słyszalem wiele zarzutów do autorów, którzy przesadnie "zalatują" Świetlickim
    - a i Amerykanie gdzieniegdzie pisują o polskiej poezji, że owszem, fajna, różnorodna, ale czemu tyle tego Ashberego i O'Hary?:)
    Oryginalność wbrew pozorom jest najważniejszym kryterium w ocenie literatury, bo tylko ona pozwala jej przetrwać "próbę czasu":)

    OdpowiedzUsuń
  124. jacobsen - i znów pustosłowie. Jakiego "jadu" i jakich "bluzgów" - konkretnie. Znów tu się uprawia bicie piany zamiast merytorycznej dyskusji, co tylko potwierdza moje wnioski. szkoda czasu.

    LB

    OdpowiedzUsuń
  125. Inna sprawa że "nic nowego" też można sensownie opowiedzieć, tutaj opowieść Teresy Radziewicz jest spójniejsza, ma więcej "mięsa", a poetka ma lepszy warsztat. Z czym można się oczywiście nie zgadzać:)

    OdpowiedzUsuń
  126. Wojciech Roszkowski05.11.2011, 22:13

    Między "zalatują" a "kradną" ("kradzione nie tuczy" w opinii pisemnej) jest moim zdaniem ogromna różnica.

    Rzeczywiście "W poezji Tkaczyszyna Dyckiego - Emily Dickinson ( "Like Dickinson, Dycki sometimes writes several versions of, or variations on, the same poem...") i Eliot, w poezji Dehnela - Larkin, w poezji Sosnowskiego Ashbery, itp.". Ale to temat na odrębną dyskusję.

    "co tak naprawdę nowego u Kasi Zając?" - być może wskazałbym kilka elementów, cech charakterystycznych, które tu frapują i stanowią ciekawy prognostyk na przyszłość. W moim odczuciu K. Zając ma jednak własny język. Różni się od Teresy, tak jak Teresa różni się od Miniaka, a Miniak od Jarosza.
    Jednak jestem tu w niezręcznej sytuacji - nie chciałbym reklamować (wystarczy, że dość ostro zaprotestuję przeciwko dość absurdalnym, moim zdaniem, zarzutom o kradzież). Myślę zresztą, że czytelnicy doskonale poradzą sobie bez moich wskazówek.

    "Oryginalność wbrew pozorom jest najważniejszym kryterium w ocenie literatury, bo tylko ona pozwala jej przetrwać "próbę czasu":)"

    Pełna zgoda. Piszesz wcześniej "to po prostu wada 90 proc debiutanckich tomików w Polsce:". Być może to nawet nadmierny optymizm. Co roku w Polsce wydaje się ok. 1000 tomików, w tym pewnie 200-300 debiutów. Wypadałoby 20-30 zupełnie oryginalnych dykcji. W ciągu 10 lat około 200-300. Niespecjalnie w to wierzę. Ale to też w sumie temat na odrębną dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
  127. Wojciech Roszkowski05.11.2011, 22:19

    "Lewa strona" vs "Pęknięcia". Tak, to jest interesujące. Muszę któregoś dnia raz jeszcze przeczytać obie książki, jedna po drugiej.

    OdpowiedzUsuń
  128. Ponieważ wiecznie czuję się tu wywoływana, parę słów wyjaśnienia. Po pierwsze - nie należę do tzw. "nurtu rustykalnego", pojedyncze teksty moje chwilami dotykają tego nurtu. A po drugie - jeżeli chodzi o podane fragmenty, można w necie znaleźć całe wiersze i zobaczyć, kiedy czyj wiersz powstał. Dodaję to, ponieważ niektórzy nie kojarzą, kto i kiedy zaczynał pisanie.

    Kłaniam się.
    T.R.

    OdpowiedzUsuń
  129. Kuba, Tess - dzięki. Kuba - za wyręczenie mnie, ale jest jeszcze Joasia Lech, więc jutro będą konkretne cytaty. a Katarzynie Zając przynajmniej od dwóch lat pisaliśmy, że zamiast kopiować powinna wypracować własny styl. Nadal go nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  130. Wojciech Roszkowski06.11.2011, 09:33

    "a Katarzynie Zając przynajmniej od dwóch lat pisaliśmy, że zamiast kopiować powinna wypracować własny styl"

    Właśnie, tu jest przysłowiowy pies pogrzebany. Przynajmniej od dwóch lat trwa ta farsa - nagonka i insynuacje. Jak do tej pory nikt nie pokazał skradzionego wiersza. Można pomyśleć, że przed Teresą Radziewicz nie było nikogo, totalna pustka, że ma monopol na poruszanie się w określonych klimatach poetyckich, jest ich właścicielką. To nieprawda. Wcześniej byli inni, o czym już wspominałem. Teresie Radziewicz niczego nie ujmuję, ale nie stworzyła świata ex nihilo, on już był. I należałoby mimo wszystko patrzeć na zagadnienie szerzej, nie tylko przez pryzmat tych dwóch autorek. Bo jeśli Jakub powołuje się na wiersze umieszczone we Frazie (3-4/2009)to jako człowiek oczytany powinien wiedzieć, że podobne motywy, rekwizyty, sytuacje liryczne już się pojawiały. I gdyby się zastanowił, sam bez trudu wskazałby konkretnych autorów i teksty.

    OdpowiedzUsuń
  131. Teresa nie stworzyła świata, ale na pewno stworzyła swój własny styl, własną przestrzeń i sposób pisania, o czym już wspomniałam na tym blogu niejednokrotnie, zwłaszcza kiedy opisywałam Jej książkę. Nie chodzi o to, ze ktoś pisze podobnie, tylko, o to, ze jest to tak wyraźna inspiracja Teresą, że trudno tego nie zauważyć. Wspomniałam o portalu właśnie dlatego, że tam się to zaczęło i jak dla mnie - trwa nadal. Zdaję sobie sprawę, ze pewne poetyki bywają przez jakiś czas "modne", ale Teresa za tą "modą" nie podąża, robi swoje. Natomiast doskonale pamiętam jak wcześniej pisała Zając i jak zaczęła pisać po tym, jak zetknęła się z poezją Teresy, widać to o czym mówię, jak na dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  132. Wojciech Roszkowski06.11.2011, 11:02

    Tak, Teresa zagospodarowała własną przestrzeń będącą częścią większego obszaru, gdzie poruszają się też inni. Zanim czytelnik wysunie takie czy inne zarzuty, powinien się tej przestrzeni przyjrzeć. Tylko z ostatnich lat: Jarosz (Soma 2006, Biały tydzień 2007), Owczarek (Rdza 2007), Miniak (Czarne wesele 2008), Radziewicz (Lewa strona 2009), teraz Zając (Pęknięcia 2011). Do tego można dodać innych, jeśli nie całe książki w określonym klimacie, to chociażby pojedyncze wiersze. Nie wiem, którzy z wymienionych autorów mieli wpływ na pisanie Katarzyny i jak duży wpływ. W moim odczuciu każdy z nich ma rys indywidualny. I są w pewien sposób podobni.

    Powtarzalność rekwizytów, sytuacji lirycznych itp. - czytając ten wątek można pomyśleć, że jest ona domeną Katarzyny Zając. Westernowe przedstawienie świata, czarno-białe, gdzie jeden z autorów jest oryginalny, osobny, a drugi całkowicie wtórny, wydaje mi się tu nazbyt kategoryczne. Między czarnym a białym istnieje wiele subtelnych odcieni szarości."Lewa strona" była tu komentowana, opisywana. Wczoraj Jakub podał link do Frazy, jakoby dowód na wtórność wierszy Katarzyny. Tymczasem mi bardziej skojarzyło się z Tomaszem Pułką. I chyba nikt tu nikogo oskarżał nie będzie, bo zapewne niejednemu kotu na imię Mruczek, wielu autorów może być niezależnie od siebie w określonych miejscach.

    (T. Pułka, wiersz z tomu "Paralaksa w weekend", 2007, tekst podaję za almanachem Malowanie Słowem 2006)

    Paralaksa w weekend

    Dzisiaj przecinałem z matką winorośl,
    byłem głodny, tajałem na słońcu.
    Matka wybierała pędy bez owoców,
    zielone, lekkie. Łamałem je i sok lepił
    moje palce. Myłem ręce w stawie.

    Matka w słońcu wygląda jak rdza.
    Patrzę na nią i widzę tylko mgiełkę dymu.
    Jest w tym jakiś sprzeciw, ale pełen
    ciała.

    Jest w tym jakiś sprzeciw, na skórze,
    pod skórą; daleko, wzdłuż tego, co jadalne.



    (T. Radziewicz, wiersz z tomu "Lewa strona", 2009)

    Ojciec. Matka. Czas dojrzewania winogron

    Ptaki buszują w winogronach, które nabrzmiewają
    zapowiedzią moszczu, ciężarem naskórka, torfowym
    smakiem na języku, cierpkim od fioletu. Pomiędzy liśćmi

    Ojciec. Sękatymi rękoma uśmierca niepotrzebne pędy,
    metodycznie wycina bezowocne latorośle. Zawsze
    wiedział, czego chce, wytrwale skazując na śmierć
    niezrozumiałe i nowe. Całkiem inaczej niż

    Matka. Drepce jak co dzień, niepewna w najważniejszych
    sprawach, sprawna w codzienności. Czule obejmuje nurt
    łagodnie sięgający brzegów. Przeczuwam wzbierający

    czas dojrzewania. Pogłębia we mnie tę świadomość ptasi
    popłoch, kiedy zrywam na próbę oporne, ociężałe grona.

    OdpowiedzUsuń
  133. tu bym dyskutowała kto się kim inspirował, pamiętając Tomka i Teresę na PP przed wielu laty :) Paralaksa wyszła w 2007 a ten wiersz Teresa zdaje się napisała w okolicach 2004r :)

    OdpowiedzUsuń
  134. Wojciech Roszkowski06.11.2011, 11:44

    Nie wiem, jaki był obieg tych tekstów poza drukiem. I czy rzeczywiście miała miejsce inspiracja (o winnicy pisali już ewangeliści)w którąkolwiek stronę. Wskazuję tylko, że w okolicy jest więcej autorów zainteresowanych danym polem eksploatacji.

    OdpowiedzUsuń
  135. Właśnie Wojtku - nie wiesz, a piszesz. Ten mój tekst 9 września 2003 roku pojawił się na starej dobrej PP - skopiowałam wszystkie swoje wiersze z komentarzami zanim stara PP zniknęła (komentarze z tamtych lat - bezcenne). Tomek miał wówczas chyba 15 lat. :)

    I rzecz druga - przyjąłeś niewłaściwą linię obrony - twierdzenie, że Kasia jest osobna i wyjątkowa, bo wszyscy wkoło "się inspirują", a Radziewicz to już w ogóle, jest takie hmmmm... dla mnie i trochę zabawne, i niezbyt smaczne.

    Ukłony ponowne.

    T.

    OdpowiedzUsuń
  136. prawie każdy miał etap w życiu, ze był czyimś epigonem, tylko nie każdy jest w stanie to przyznać.

    OdpowiedzUsuń
  137. Wojciech Roszkowski06.11.2011, 12:32

    Ja nie pisałem o wyjątkowości wierszy Kasi. Wskazywałem, że teksty sąsiadów niosą pewne cechy wspólne - rekwizytorium, które rzekomo miała przywłaszczyć sobie Kasia, jest w powszechnym użyciu (nie tylko w liryce), leksyka, forma wiersza itd. Poetyka w pewnej mierze ukształtowana na portalach internetowych (być może na starej PP, także NS), która z czasem ewoluowała. Grupa autorów miała ze sobą kontakt, ze swoimi wierszami. To zjawisko bodajże Maliszewski nazwał internetową poetyką rozbłysków. Nie wiem, dlaczego akurat Kasi odmawia się prawa uczestnictwa w tym nurcie. Zresztą ten sposób pisania nie jest zarezerwowany wyłącznie dla autorów poruszających się w scenerii, którą wspomniałem.

    OdpowiedzUsuń
  138. nikomu żadnego prawa nie odmawiam, pisze tylko o tym, co widzę. jeśli Katarzyna Zając chce w ten sposób pisać - niech pisze, wyrażam tylko swoją kulawą opinię na marginalnym blogu, to nie jest dyskusja publiczna, oby się poezja Katarzyny Zając takiej dyskusji doczekała. ja natomiast korzystam z komfortowej możliwości wyrażania własnego zdania. może się komuś to zdanie nie podobać, podobnie jak mnie poezja Katarzyny Zając. tyle.

    OdpowiedzUsuń
  139. Wiersze Kasi Zając są piękne jak gobeliny i arabeski. Wrażliwość Wojciecha Roszkowskiego trwa w nierozerwalnej więzi z korzeniem ducha liryki.

    OdpowiedzUsuń
  140. może właśnie na tym polega problem? ;)

    OdpowiedzUsuń
  141. Zastanawiam się tylko, czy Pani poczuła się lepiej po napisaniu tej "recenzji"? Przyglądam się z boku i nie mogę się nadziwić.

    OdpowiedzUsuń
  142. ach ach ach (to do anonima powyżej)

    podpisane: anonim poniżej.

    OdpowiedzUsuń
  143. Anonimowy (kimkolwiek jesteś) - a recenzje pisze się po to, by czuć się kepiej?

    OdpowiedzUsuń
  144. Szczęśliwego narodzenia syna bożego, hej! :)

    Łukasz Gamrot

    OdpowiedzUsuń
  145. tomik przeczytałem z zainteresowaniem. recenzję magdy również. ze sławkiem płatkiem spierałem się w obronie kasi i tomiku, zanim go dostałem i przeanalizowałem znając jej wiersze które zostały nagradzane w konkursach o liść konwalii im z. herberta w toruniu, w okp im wojaczka, kamieńskiej, ratonia, kulki, przeciw poetom czy poświatowskiej. wiersze te odnalazłem w tomiku. moje pierwsze skojarzenia były pozytywne, że oto mamy kolejną poetę tworzącego poezję kobiecą w dobrym słowa tego znaczeniu. kto lubi mocne wiersze w słowach, a nie w treści ten nic nie znajdzie w "pęknięciach". myślę, że ten debiut zostanie odnotowany wśród najlepszych debiutów roku 2011. a było tego roku wiele bardzo ciekawych debiutów, że wymienię choćby książki łęczuka, kotłowskiego, jęcek, dziczka, krawiec czy barona. myślę, że to był jeden z najlepszych rków dla debiutantów i zająć godnie znajduje się w ich gronie ze swoją pozornie sielską poezją. pozdrawiam serdecznie.
    zbigniew zam - milewski

    OdpowiedzUsuń
  146. Tylko dlaczego o tymże jednym z "najlepszych debiutów 2011 roku" cicho? Jakieś poważne recenzje w którymś z czasopism? Wieczory autorskie, na których można by się przekonać, że tak w istocie?

    OdpowiedzUsuń