Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


06.02.2012

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 15


czyli: czasem dobrze być poet(k)ą

Kraków się o mnie upomniał. Skoro się upomniał i zaprosił, wsiadłam w TLK relacji Szczecin – Przemyśl pewnego styczniowego ranka i … spędziłam w nim dziewięć przecudnych godzin w towarzystwie pana architekta (branżowe czasopisma, iFon, iPad, laptop i dwa telefony komórkowe) oraz (od Gliwic) dwóch zmęczonych górników zajadających drożdżówki (zasypany okruchami przedział).
W Krakowie szok pierwszy: wyjście z dworca do Galerii Kraków, w której oczywiście natychmiast się zgubiłam i gdyby nie pomoc przemiłego pana z ochrony, na pewno biegałabym po niej jeszcze z godzinę w poszukiwaniu wyjścia. Szok drugi: wyszłam …
i jak mną nie wstrząśnie fala zimna.
Cóż, rankiem o 8.30 w Poznaniu temperatura -5, o 17.30 w Krakowie -15 i wszystko na temat.
Dzięki doskonałemu (trzeba przyznać) oznakowaniu ulic udało mi się tym razem nie zgubić, w związku z czym dość sprawnie przedostałam się do „Imbiru”. A tam? Pyszności moi drodzy!
Ciepły i wyborny gulasz własnoręcznej roboty Ewy, przemycony w słoiku, góra kanapek ze smalcem, ciemne piwko Smocza Głowa, żyć nie umierać. Takoż i w krótkim czasie dołączyło najzacniejsze towarzystwo i nie było już rady – trzeba było czytać. Panie prowadzące tak mnie uczciły w powitalnym przemówieniu, że czułam się co najmniej jak laureatka Nike, a na pewno jak „nadzieja rodzimej poezji” :) Podobnie zresztą uczczono Marka, więc nie byłam przynajmniej osamotniona w uczuciu pewnego zakłopotania.
Obecność Marka nie tylko dodawała otuchy (jak niektórzy wiedzą za publicznymi występami to ja nie przepadam), ale także powodowała, że całe spotkanie było utrzymane w tonie nieco żartobliwym i dobrze, bo gdybym była tylko ja, biedna publiczność mogłaby tego nie wytrzymać.
Płynęły wiersze, opowieści o górach, rozpisano konkurs na komentarz do rysunku satyrycznego. Padały pytania, padały odpowiedzi, czas mijał szybko i sympatycznie. Poczytali, pogadali i poszli :)
Ciąg dalszy rozkoszy czyli afterek do prawie białego rana, tańce, hulanki, swawole, rozmowy te poważne i te mniej, a czasem nawet w ogóle.
Wspomnieć jednak muszę pewien mrożący krew w żyłach incydent. Otóż chwilę po zakończeniu części oficjalnej pojawia się przede mną wysoce alternatywny młodzieniec i rzecze w te słowa: byłem na pani spotkaniu i mam prośbę, da mi pani autograf na moim basie?
Najpierw oniemiałam, potem próbowałam odwieść młodzieńca od tego szalonego pomysłu proponując, że się mu wszędzie podpiszę, ale gitary (basowej zwłaszcza) bezcześcić nie zamierzam.
Nie doceniłam jednak uporu i determinacji w działaniu dzisiejszej młodzieży, gdyż po chwili miałam już rzeczoną gitarę na kolanach i mazak w łapsku.. Cóż było robić? Autograf złożyłam, wyrażając jednakowoż nadzieję, że niebawem się zamaże, zaniknie itp. Młodzież podziękowała i poszła pić. Ja – wciąż lekko oszołomiona – poszłam za ich przykładem.
Potem nocna podróż przez Kraków, przesympatyczna gościna u Ewy i jazda na dworzec z atrakcjami. Oryginalna oczywiście nie byłam, zgubiłam się po raz drugi. A raczej to wszystko wina tramwaju bo pojechał nieoczekiwanie w drugą stronę. Całe szczęście pierwszy raz w życiu przydała się moja skleroza, bo okazało się, ze zamiast o 10.36 pociąg relacji Przemyśl – Szczecin odjeżdżał o 10.56 w związku z czym wpadłam do niego na dwie minuty przed odjazdem. Oczywiście minęło kolejnych słodkich i kojących dziewięć godzin podróży, a kiedy dotarłam do domu pomyślałam sobie, ze częściej bym tak mogła. Rzecz jasna pod warunkiem że nie przy udziale PKP.
Do Krakowa wrócę chętnie i zawsze, dawno nie spotkałam się z tak fantastyczną atmosferą i przyjęciem.
I co? I czasem dobrze być poetką :)

10 komentarzy:

  1. Jeszcze brakuje Ci tylko nowego swetra, zamszowych butów i pieska :P

    OdpowiedzUsuń
  2. po nocy Ci się dowcip wyostrza widzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam bardzo zwyczajne pytanie: jak Poetka poradziła sobie z zakazem palenia?

      Usuń
  3. I było tym pociągiem dojechać do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Marek - łaziliśmy do tzw przedsionka :)
    Goś - następnym razem w Irlandii :) zgodnie z umową :)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo ciekawie zapodane relacjum:) az zal ze sie nie dojechalo...

    pozdro pozro!

    OdpowiedzUsuń
  6. szkoda Mag, ze nie ma ciebie na fb:(

    OdpowiedzUsuń
  7. Olenko - nr telefonu mi się nie zmienił :) Może już czas co? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. czas jest zawsze. moj tel ten sam 668762983
    zdrowko:)

    OdpowiedzUsuń