Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


29.04.2012

* * *


mogłabym cię cytować, bez opamiętania zwracać
słowa jak pożyczone książki, łatwiej przychodzi
słuchanie, kiedy na poboczu parkuje
świt - przypadkowy świadek ostatniej zmiany

miejsc, nas, siedzących w odległości tak pewnej,
jak różnica czasu. nie zasypiam, przywołuję
obrazy z niewidzianych filmów, nieczytanych wierszy.
kadr po kadrze, litera po literze. do czasu,

gdy wszystko będzie jasne.

MG

SŁAWOMIR ELSNER - wiersze



Iluzjonista

Szeptem?

Jak by to powiedzieć?
On jest bardzo porywczy,
nawet kiedy się goli.

Stąd strupki na twarzy.
Czarujące! W życiu
takiego nie widziałam.

Czy ma jakieś imię?
Mówią, ze tak. Podobno
potrafi je zmieniać.


Piosenka pijaka

Po każdym swoim pijaństwie
pozostawiam w świecie coś
pustego. Po ostatnim były to:

portfel, bo pieniądze zamieniłem
na alkohol, i koszula, bo mnie
w niej nie ma, a ona gdzieś jest.

Zostawiłem mnóstwo pustych
miejsc, w których byłem, oraz
kobiet, w których nie musiałem być,
żeby były puste.


Wiersz bez odbiorcy

Kocham cię,

ale nie wiem, gdzie mieszkasz.
Ta odległość nas dzieli. Uparcie
szukałem cię dzisiaj w centrum

Katowic, choć mogło to być
inne miasto, inny kraj
a nawet kontynent, któremu

przyglądam się czasem na mapie.
Być może zaludniasz tereny
dostępne jedynie dla zwierząt.

Ale gdzie teraz ich szukać
w tym wieku? Trzeba by się pytać
dzieci, które jeszcze nie mówią, lub

Buddy. Nie można również wykluczyć,
że mieszkasz pod albo nade mną,
że z jednej i drugiej strony masz drzwi.


Sławomir Elsner "Antypody" Biuro Literackie Wrocław 2008





28.04.2012

ROBERT ADAMSON - wiersze

Przywołując matkę

Zrozumienie jest wszystkim, mówiła mi matka,
a potem odchodziła od brzegu wody;

Zrozumienie jest niczym, twierdzę mamrocząc
upiększane frazy tego, co zostaje z jej opowieści.

Choć ciągle walę w niebo moim ja,
rzucając swoje ciało w otwarty dzień.

Pejzaże są do oglądania, nauczono mnie,
ale teraz ostatni z krewnych odeszli.

Dokąd nas prowadzą te spacery koło brzegu
miała zwyczaj mówić, chcąc posprzątać,

po majówce, po bzdurach. Od urodzenia
byłem ciężarem przez wszystkie te lata.

Uważaj - rzeka przeszywa dzień na wskroś
a Zrozumienie jak płonąca chmura, przemija.

tłum. Ryszard J. Reisner


Dom. Pokój gościnny.

Jestem poetą gościnnego pokoju
człowiekiem który żyje tu

w ciągłym kolorowym
zgiełku telewizji

między reklamą trzymającą dzieci
na dystans

Nocą błąkam się po korytarzu
po macie z morskich traw

a przede mną jak krągła kostka do gry
toczy się moja głowa

do którego z pokojów tej nocy?

Myślę o mej przyszłej żonie
jak rzuciła się całą sobą
na łóżko i zwinięta w kłębek śpi.

Jestem twardym facetem, zjadliwym prorokiem,
który chce tylko
przetrwać - miłość jest poza mną

jeśli istnieje - moje serce,
nazwijmy je tak, jest silne jak wół

i zachłanne
skarbów świata -

Wracam do gościnnego pokoju
by zacząć pisać wiersz o nieskończonej czułości.

tłum. Roman Bąk


Słupy pamięci

W tym kraju, poza iskrzeniem
i żelastwem, arenami krwi podczas
weekendu, plażami patyków
i gówna, na zewnątrz drogi
nie dostrzegasz już flag hamburgerów
i imperium, wszystko jest smugą
koloru na przedniej szybie -
gdy dryfujesz drogą albo zbaczasz
oplątując w dole wąskie przejścia,
kojarzysz, że możesz być wszędzie
w świecie z twojej wyobraźni, chociaż
nigdzie nie poczujesz się tak -
pasażer pamięci - bujający
przez stulecia. Ukołysany odległością
stajesz się ruchomą anteną,
chwytasz to każdym nerwem, pulsującym
z bólu, przeczuwając rany ciała
w rozciętym zboczu góry, pod skorupą
pustyni złamane kości. Teraz
wiesz, ze gdy zatrzymasz się, wypuścisz
korzenie, gałęzie, liście,
kwiaty albo przebijesz się do środka
ziemi i zakiełkujesz
jak szary słup telegraficzny, gdzieś na brzegu
równiny szepczącej. Trwaj tu wbity,
kołyszący się na suchym wietrze
pamiętając.

tłum. Agnieszka Kuciak


"Miasto domu. Współczesne głosy w poezji australijskiej"
Biblioteka TELGTE Poznań 2003

27.04.2012

wiersz na wskroś romantyczny


Maryla Wereszczakówna sama nie wiedziała z dupą
czego chce. ja wiem, będę rycerką, będę brać
na stalową klatę kolejne odznaczenia: zdradzona,
porzucona, zlinczowana i tak do czasu aż

skończą się wszystkie określenia na "zet” i zdobędę
sprawność romantycznej kochanki. hełm już mam,
poszukuję reszty ekwipunku. muszę ochronić skórę
pleców, ramion i nade wszystko karku. czekają

na fałszywy ruch, chwilę nieuwagi, aż stanę się
bezbronna. nie tego uczyli mnie na treningach
ze sportów walki. wybieram rycerkę, gdzieś tam
braveheart nieustannie daje znać o sobie,

o tobie i wyciągniętej ręce. broń mnie i broń
we mnie tego, co jeszcze trzyma pion. if you
want me, satisfy me
. z tego co wiem, niektóre
romantyczne kochanki chowały pod poduszką nóż.

MG

25.04.2012

tribute to Marcin Świetlicki

z dedykacją dla wszystkich "sytych poetów bruLionu"


nie mówić
niczego.
przemilczeć
wszystko.

wprowadzić
ogarniczenie wolności słowa
24 ha na dobę.

nie mówić
niczego.
przemilczeć
wszystko.

pomiędzy prawdę a ściemę
postawić
publicystów Przekroju.

nie mówić
niczego.
przemilczeć
Sendeckiego.
przemilczeć
Świetlickiego.

przemilczeć
Barana.
przemilczeć
Podsiadłę.
przemilczeć
Klejnockiego.

przemilczeć
wszystko.

MG na podstawie wiersza pt: "Pan Traktor" Marcina Świetlickiego

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 17

czyli: komu blurba?! komu?!

Zainspirowana dyskusją na Facebooku, ale także prywatnymi rozmowami z paroma osobami zaczęłam się zastanawiać nad kwestią promocji twórczości - nazwijmy ją delikatnie - nie najwyższych lotów, chociaż właściwie należałoby rzecz nazwać po imieniu, czyli poetyckiej kichy.
Ostatnio trafiłam na informację o książce Marty Gracz na portalu Liternet. Załączono wiersz, mający zdaje się zachęcić do sięgnięcia po tomik, niestety wierszem trudno mi ten utwór nazwać, to szczyt grafomanii i to tej najgorszej, a jednak ktoś blurba do tej książki napisał.
Bo jak to jest z tymi blurbami? ktoś komuś za to płaci, czy raczej na zasadzie wymiany towarowej czyli ja - tobie, ty - mnie i wszyscy są szczęśliwi? W niektórych przypadkach przypomina mi się stare powiedzenie z mojego domu rodzinnego, że "dla towarzystwa cygan dał się powiesić".
Blurby na ewidentnych poetyckich pomyłkach to w sumie wierzchołek góry lodowej.
Konkursy poetyckie na przykład, takie, gdzie nagrodą jest wydanie książki, w których do finału spośród zgłoszonych świetnych propozycji trafia kilka zaledwie przeciętnych, w niektórych przypadkach ocierających się o ewidentne grafo. Znając nazwiska jurorów nie mogłam wyjść z podziwu, jakim cudem takie rzeczy mają miejsce? Czyżby ktoś miał taką siłę przebicia, ze bez względu na wartość artystyczną potrafi przepchnąć "swoich"? Uwaga! Spekuluję teraz oczywiście, ale różnice między poziomem zgłoszonych wierszy, a poziomem finalistów są tak duże, ze trudno nie spekulować.
W tej chwili w konkursach - mam wrażenie - promuje się poezję bezpieczną, bezbarwną; taką, w której nie ma ryzyka (Gałązka, Kulbacka, Dudzińska) jakby jurorzy obawiali się postawić na mocny, odrębny głos. Takich głosów we współczesnej poezji jest sporo weźmy choćby Pawła Podlipniaka, Piotra Mosonia, Paulinę Korzeniewską (całe szczęście jest nominacja do Silesiusa), Krzysztofa Bąka, Dawida Koteję, czy Pawła Łęczuka; tylko własnie o nich nikt nie pisze, nie mówi.
Krytycy literaccy skupiają się na kolegach z branży, na uznanych twórcach, bo wiadomo - na tym się nie wyłożą, a profity będą. Giną nawet świetne debiuty, ponieważ NIKT o nich nie pisze. Dlaczego? Bo nie w tym żadnego "interesu", ani kasy, ani innych wymiernych korzyści. Zastanawiam się, gdzie się podziali Stokfiszewski, Sobolewska, Orska?
Tymczasem zakulisowo wszyscy trąbią, ze nepotyzm, ze kolesiostwo, ale głośno nikt nie powie, bo "podpadnie", a jak "podpadnie" to wiadomo, co go czeka - recenzji nie dostanie, książki mu nie wydadzą, pies z kulawą nogą na niego nie spojrzy.
Na czym polegał fenomen bloga Trojanowskiego? Na tym, że można sobie było zza węgła pobluzgać pod nickiem, nie trzeba było się narażać publicznie,a zestaw osobistości komentujących był naprawdę imponujący. Włos się na głowie jeżył.
Podobnie bywa z prasą literacką. Liczne stowarzyszenia, fundacje, domy kultury, w których panie i panowie potracili kontakt z rzeczywistością, usiłują wpłynąć na redaktorów, żeby opublikowali "kogoś od nich". Nieważne, czy to dobra poezja. Nie opublikują? Obraza majestatu i ostracyzm.
Chodzi o to żeby chwalić wszystkich, wszędzie i za wszelką cenę, bo się ma w tym interes. Nie ufam recenzentom, takim, jak np. Leszek Żuliński, którym się wszystko podoba, podoba im się i dobra poezja i ewidentne gnioty. I współczuję autorom dobrych książek, ze zostali postawieni na tej samej półce, co grafomani.
Trudno się potem dziwić, że bzdury wypisywane w prasie przez takiego np. Witkowskiego są traktowane jako obraz współczesnej poezji.
Szczególnie szokuje mnie fakt, ze osoby, co do których miałam pewność, iż dysponują szarymi komórkami, przedkładają osobiste sympatie nad rzetelną dyskusję o tekstach, co właśnie przyczynia się do promowania byle czego.
Ostatnim Mohikaninem jest chyba Rafał Wawrzyńczyk, który piętnuje bylejakość i mówi głośno o kuriozalnych przypadkach. Widzieliście gdzieś twórczość Wawrzyńczyka?
Dodam jeszcze tych, którzy - jak np. Witkowski właśnie - wyrośli na Brulionie, na portalach internetowych, a teraz plują publicznie na tych, od których się czegoś nauczyli, bez których ich poezji by w ogóle nie było. Nie oszukujmy się, na konkursach poetyckich laureaci to w większości osoby publikujące swoją twórczość na internetowych forach poetyckich. Tymczasem wychodzi na to, że nie liczy się dobra poezja tylko szeroko rozstawione łokcie, ładna fotka w necie i pysk od ucha do ucha. Dodajmy jeszcze całkowity brak szacunku dla czytelnika i mamy obraz finalisty Granitowej Strzały, czyli Karola Mrozińskiego, dającego ostatnio żenujące popisy na Liternecie. Nie mogę zrozumieć dlaczego nikt tam nie reaguje, kiedy czytelników nazywa się "tubisiami" i każe się całować w dupę?
Jak mam nie spytać w takich przypadkach czym na bogów kierują się jurorzy, krytycy, wydawcy niektórych książek?
Ma ktoś pomysł?


23.04.2012

kto pisze się nie zabija – PAWEŁ PODLIPNIAK „Aubade triste”

W słuchawkach „Perfect world” Gossip, w głowie wiersze z „Aubade triste”.
Piękny głos potrafi omamić, a jak skutecznie potrafią omamić piękne wiersze?
Skoro Beth Ditto śpiewa „No, you never escape. Now it’s over when you wake up. So I know that it was In the picture perfect world „ to czy ten doskonały świat istnieje? Nie istnieje. Istnieją realne straty, otwory po kulach, „blizna w miejscu twarzy” ponieważ sztuka tracenia nie jest łatwa, nie może być łatwa. Sztukę tracenia opanowuje się z czasem:

literowanie byłych nazw przynosi ulgę
za znakiem stoi inny znak, a za nim mieszka
słowo

(Tropografia elżbietańska)

U Pawła Podlipniaka słowo staje się ciałem. Poeta, tych, którzy odeszli, słowem odtwarza na nowo, z jedynej dostępnej matrycy – z pamięci:

byłaś dziś rano lekka, więc mi uleciałaś
w przeszłość, w bajki, dzieciństwo i rozlałaś ciszę
na dni, które nadejdą

(Aubade triste),

a jednocześnie w wierszu pt:” wyrzucone” poeta pisze:

pamięć jest jak jad, kiedy razem ze mną
krzyczą: zima! Zima! , a potem odchodzą


Sztukę tracenia opanowuje się w samotności, w oddzieleniu, bo to przecież ten słabszy, ten młodszy „zawsze gasi światło, zamyka oczy matkom i ojcom” (Zadość/faberże 3/). To ten młodszy, ten słabszy nie potrafi się obronić, nie potrafi się odnaleźć. Ten młodszy, ten słabszy pyta:

czy znalazłeś już kogoś, kto w razie potrzeby
przetnie nić ponad węzłem i owinie głowę
w płótno, powie dwa zdania

(El armario de carradina)

W tej poezji kwestie ostateczne nabierają zupełnie nowego wymiaru, jakby alternatywna rzeczywistość, ten „drugi świat”, toczył się w miejscu pomiędzy życiem, a śmiercią, na granicy słów i snów. Skoro do opanowania sztuki tracenia potrzebny jest czas, to do czego potrzebne są sny? Do syntezy? Do poskładania na nowo siebie, z tych kawałeczków, na które się rozsypujemy?

a tego, kto obudzi ,nazwiemy kłamcą […]
tego, kto nie zaśnie nazwiemy frajerem […]
a ten, kto zapomni zasnąć, jest bezdomny

(synesthesis)

Zastanawia mnie na ile w wierszach Pawła Podlipniaka to „śnienie” jest metaforą ucieczki, a na ile, świadomego przebywania we wspomnianej przestrzeni równoległej. Ale jeszcze bardziej interesuje mnie to, czy te dwie opcje są tożsame? Podlipniak podpowiada (trochę jak w filmie pt.: „Vanila Sky”), że „noc jest wtedy, gdy odpadamy od życia na chwilę, pod spód” (Jest). Jeżeli na chwilę, to oznacza, że istnieją powroty; jeżeli coś tracimy – zyskujemy coś innego.
Coś więcej, niż tylko pamięć; kiedy szukamy śladów na fotografiach, kiedy wracają obrazy pięknych ciał dziewcząt, kobiet, które wyznaczały kolejne etapy dojrzewania, kobiet – kamieni milowych. Nikt nie chce pamiętać porażek, Podlipniak zmusza, by sobie o nich przypominać, jakby ta pamięć z matrycy, z przekleństwa nagle ewoluowała, stała się z jednej strony sposobem na rozliczenie, a z drugiej środkiem terapeutycznym. Ta dwoistość u poety jest wszechobecna. Nie ma jednoznacznego opowiadania się po żadnej ze stron, nie ma podziału na: to jest dobre, a to złe. Jakby właśnie świadomość tego dualizmu była dowodem na dojrzałość.

Jest pogoń, żar i smutek pod jego powierzchnią […]
ciemność snu (też pospieszna). Żal. Poczucie winy.[...]
i ścieżki, wydeptane bezlitośnie, ostro.

(Noli me tangere)

Jedna z tych bezlitośnie i ostro wydeptanych ścieżek wiedzie na sam koniec, na huśtawki. Huśtawki będące niegdyś zabawką średniowiecznych błaznów, trefnisiów, dzieci. Zabawki, które – jak dawniej uważano – służyły również, jako narzędzie do wywoływania duchów. Kiedy się huśtamy – kreślimy łuk, w określonych odstępach czasu cofamy się do punktu, w którym byliśmy i ponownie szybujemy w przód. Cały proces powtarza się, dopóki huśtawka jest w ruchu, dopóki „ryzykujemy” wywoływanie duchów.
Napisałam na początku, że piękne wiersze potrafią omamić i dokładnie tak się dzieje w trakcie lektury „Aubade triste”. Paweł Podlipniak jest perfekcyjnym iluzjonistą, iluzjonistą na najwyższym poziomie. Doskonale operuje słowem, jego znaczeniami, odcieniami; doskonale operuje kontekstami i wielokulturowością. Emocje pojawiają się dokładnie tam, gdzie powinny, podobnie jak cisza. Wittgenstein powiedział, że „o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”, tymczasem Podlipniak potrafi opowiedzieć ciszę w taki sposób, ze faktycznie nie pada ani jedno słowo.
Jaki jest język tej poezji? To wiersze liryczne, w swojej liryce nie przesadne, powściągliwe.
Dlaczego nazwałam poetę iluzjonistą? Ponieważ nie mami czytelnika tanimi, jarmarcznymi sztuczkami, do swojego teatru zaangażował najlepszych suflerów: warsztat, dojrzałe emocje, wiedzę i doświadczenie.
Czekam na kolejną książkę z nadzieją, że ponownie pozwolę się omamić, bo przecież
„tylko to, co za nami nas nie ominie”.


Paweł Podlipniak „Aubade triste” Miejsska Biblioteka Publiczna im. Józefa A i Andrzeja S Załuskich w Radomiu. Radom 2010r.




22.04.2012

mam twarz Grzegorza Ciechowskiego


a mogłabym wyglądać jak dziewczyna
z naprzeciwka, z nieścieralną warstwą
skupionych poranków przed lustrem.
nauczyć się, że barwy wojenne, to dzisiaj

tylko agresywnie zorientowane kosmetyki.
wygląda na przekonaną, że wszystko jest proste,
jak jej rzut oka na trzymaną przeze mnie

książkę. czytam wiersze laleczko, czasem
nawet je piszę, nakładam warstwa po warstwie
z nie mniejszą wprawą, bo nie godzę się na to,
że różnimy się jedynie rodzajami masek.

MG

21.04.2012

Boris Vian - W HOŁDZIE PŁETWOM

Boris Vian (ur. 10 marca 1920 w Ville-d'Avray, zm. 23 czerwca 1959 w Paryżu) – francuski pisarz, poeta i tłumacz, muzyk, aktor i scenarzysta. Publikował także pod pseudonimem Vernon Sullivan.


Życie w czerwieni

Matki rodzą was krwawiąc
I przytrzymują całe życie
Wstążką żywego ciała
Dorastamy w klatkach
Żyjemy przeżuwając kawałki
Wyszarpanych, krwawiących piersi
Uczepionych o brzegi kołysek.
Całe nasze ciało we krwi.
Nie chcąc tego widzieć
Przelewamy krew innych
Pewnego dnia, gdy zniknie
Będziemy wolni.


W hołdzie płetwom

Syrena to z reguły blond bydlę
Wybiera sobie miejscówkę w uczęszczanym morzu
I wyleguje się na głazie
Czatując na zadufanych żeglarzy
Z powodów czysto pozaakwatycznych.

Syrena wydziera się jak opętana
Przede wszystkim by zwrócić uwagę mężczyzn
Choć tak naprawdę chce udowodnić
Że nie należy do ryb pospolitych.

Kompleks niższości nie hamuje jej zalotów
Do wielkich owłosionych kapitanów.

Niestety Syrena ma pech
Gdyż od czasów pana Dufrenne'a
Wiadomo że wśród marynarzy
Panują (często) złe obyczaje.


* * *

Wszystko zacznie się na nowo

Wrócą zagubione, wielkie tajemnice
Wróci pokonana nauka
(Jeżeli zachowam maszynę)
lecz jego pióra są tak delikatne
A jego serce biłoby tak szybko
Że zatrzymałbym ptaka.


W szponach

Zagadywała podróżnych:
"Co o mnie sądzisz?"
Miała ogromne słodkie oczy
Głębinowo zamyślone.

Lecz gdy tylko sięgała po rękawiczki
By ciebie zatrzymać
Lepiej było przypomnieć sobie
O pilnym spotkaniu.

Pewnego (pięknego) dnia przybył śmiałek
Nazywał się Edyp
Wspierał się na lasce
Zaciągając szlugiem.

"Co o mnie sądzisz?" - zapytała.
Zastanowił się, ponownie odpalił szluga -
który kopcił się i cuchnął - i odpowiedział" "Wyglądasz mi na
przeszkodę".
Najgorsze, że to była prawda.



Boris Vian "W hołdzie płetwom" Zeszyty Poetyckie Gniezno 2011r




Sylvia Plath - Lady Lazarus Live



Herr God, Herr Lucifer
Beware
Beware.

Out of the ash
I rise with my red hair
And I eat men like air.


20.04.2012

wyłowione - GRZEGORZ ŁĄCZYK

nie ufam debiutom

bo dzieje się to, czego jeszcze o sobie nie wiem.
zbiegam po schodach, miałem usiąść, ale nie siadam.
trwa to nie dłużej niż wchodzenie, a do ziemi wciąż
jest najbliżej.

nie ufam debiutom, kiedy wszystko jest niepewne.

w blue final u Kieślowskiego niebo bywa zielone,
gdy ręka drgnie i rysik wbija się w słońce.


A propos wierszy Grzegorza wyjaśnień nie trzeba, wystarczy poczytać.

17.04.2012

SERYJNI POECI 15



Centrum Kultury ZAMEK, Sala pod Zegarem, II piętro
24 kwietnia 2012 r., godz. 19.00

wiersz dla ministra Gowina

"i tylko Magda ma na szyi Gigera"
                                       Krzysiek Schodowski

internetowe sklepy pełne są takich
gadżetów. dla nie do końca jasnych
panienek, fanek gazowych piecyków,
jestem poetką tradycyjną. doskonale

znam swoje miejsce. z dala od kuchenki
palę, piszę, a tyłek nadstawiam jedynie
tym, którzy wydają się być choć trochę
interesujący. zbieg okoliczności, to wszystko

z nieuświadomionego do tej chwili braku
męża i tradycyjnego podejścia do roli;
dorastam z wiekiem. wracam po czterech
dniach, po nocach grzebię w żarze

pomiędzy nogami kochanków. nazwijmy to
po imieniu: Magdalena,
lat trzydzieści siedem,
nieustannie po debiucie.

MG

Przestań kłamać mała, przestań kłamać wierszem – Agnieszka Gałązka „Lubię być w twoich ustach”

Z debiutantami (jak zauważył – cytujący Gombrowicza – Kuczkowski w posłowiu do wierszy Gałązki) nie bardzo wiadomo co zrobić. Pamiętać należy, iż pierwszy raz niezmiernie rzadko bywa satsfakcjonujący dla obu stron, ale czy owo „pamiętanie” poprawia choć odrobinę samopoczucie?
W przypadku debiutu Agnieszki Gałązki na szczęście nie ma tragedii, niestety komedii rówież nie ma, w związku z tym należy zastanowić się co jest? Na pewno ogromny wysiłek, by być poważną tam gdzie trzeba, a zabawną tam gdzie można. Wysiłek plus pewne „otrzaskanie” z poezją współczesną, ale czy to wystarczy, by mówić o udanym debiucie?
Po pierwsze mam pretensję do tytułu tomu i tutaj raczej są to pretensje do redaktora o to właśnie, że tytuł pretensjonalny, z tych „nachalnie kojarzących się” z łopatologią. Jak się to przekłada na zawartość?
Wiersze Gałązki dla mnie są jak meble z Ikei: ładne, proste, początkowo cieszą oko, ale po niedługim użytkowaniu okazje się, że tu i ówdzie coś odpada, coś się chwieje, kolory bledną, a materac się zapada. Czego więc brakuje? Nie ma w wierszach Gałązki skupienia, jest prześlizgiwanie się po powierzchni, a nieliczne próby zejścia głębiej kończą się niestety niepowodzeniem. Wygodniej jest układać zgrabne frazy, wodzić za nos mniej cwanego czytelnika wersami podanymi w odpowiedniej kolejności, w odpowiednich odstępach czasu – jak (pozornie) dobrze skomponowany posiłek. Sęk w tym, ze po dobrym posiłku, człowiek nie odczuwa pieczenia w przełyku. Tak wygląda mniej więcej to, o czym mówię:

nie jestem tu po to, żeby mówić, jak powinniście żyć czy kochać
(„Sztuka sprzątania” - str. 9)


zawołaj mnie po imieniu lubię być w twoich ustach

(„Z listów do” - str. 11)

panie i panowie, poeci! Dziś pijemyz a tych, co jeszcze potrafią czytać
(„Nie pytajcie co miałam na myśli” - str. 13)

od kilku dni odwilż – to poetom wilgotnieją oczy („ Odwilż” - str. 21)

poeta jest jak dziecko, wierzy w istnienie miłości
i św. Mikołaja

(„***/poeta jest jak dziecko/” - str. 24)

chciałabym cię poczuć w środku czytelniku
(„O wchodzeniu” - str. 27).

Pomiędzy kolejnymi etapami flirtu z czytelnikiem objawia się poetyckie ja, podmiot liryczny hałaśliwie domagający się uwagi. Podmiot liryczny, który zrobi wszystko, by tę uwagę zdobyć.
Najczęstszym błędem debiutantów jest stawianie siebie w centrum wszechświata i zamęczanie czytelników kolejnymi odsłonami własnych emocji. W przypadku tego typu poetyki ratunek jest jeden – musi istnieć coś więcej, coś głębiej. U Gałązki jeśli ta głębia rzeczywiście istnieje, jest skutecznie ukryta pod „efektami specjalnymi”.
Inna kwestia to język. Jak wspomniałam jest sprawnie i gładko, zbyt sprawnie i zbyt gładko, co natychmiast budzi moje podejrzenia, że (jako czytelnik) jestem „robiona w konia”, ktoś usiłuje mi wcisnąć ładne opakowanie, puste w środku. Zapewne istnieją amatorzy ładnych opakowań, osobiście jednak wolę gdy posiadają jakąś zawartość.
Autorka natomiast dobrze radzi sobie z opisami, bywa spostrzegawcza, a nawet miejscami błyskotliwa, np. w wierszu „To nie poezja, to proza) mówi:

„w kącie pod oknem czarno – biała dziewczynka z krzywymi nóżkami i grzwyką
opowiada, jak babka kopała psa, który piszczał, a ona wyła długo w noc”

ale już w tym samym wierszu pojawia się fragment:

„mężczyźni lubią małe dziewczynki , zamykają je w samochodzie (najpiękniejsze
są pietnastoletnie piersi) wyciągają spod fotela wstyd”

zupełnie jakby poetka nie potrafiła tego opisu „utrzymać” bez sięgania po tanie pogrywanie na emocjach czytelnika.
Podobnie bywa w liryce bezpośredniej, sztampowo i po prostu nieciekawie; ze zużytymi rekwizytami i niewyszukanymi skojarzeniami, bo jak łóżko – to prześcieradła, włosy, skóra itp.
Wspomniałam już o tym, że nieliczne momenty schodzenia głębiej konczą się niepowodzeniem, co widać zwłaszcza przy próbach „doprawienia” tekstów filozofią.
Co prawda poetka w jednym z wierszy („Każdy ma taką głębię, na jaką zasłużył”) próbuje z tego wybrnąć pisząc: „i w kałuży można się zagłębić”, owszem, można, tylko po co? Znowu wszystko „po wierzchu”, znowu brak skupienia, jednej myśli, watku, do którego wraca się, by raz jeszcze snuć opowieść. Tylko dosłowność, kawa na ławę, wspomniany obiad na stół.
Najbardziej jednak zaskakuje to, że Agnieszka Gałązka potrafi, tylko nie bardzo chyba się Jej w tej książce „chciało” pisać. Najlepszym dowodem na to jest wiersz pt: „Sierociniec”, wiersz dojrzały i zdecydowanie najlepszy z tego tomu. Wiersz do zapamiętania.
Krzysztof Kuczkowski w posłowiu do książki pisze, że wiersze autorki „są gorące albo zimne, nigdy letnie”. Cóż, jak dla mnie jedne przestygły, inne stopniały w bezbarwną maź.
Czekam, aż w kolejnej książce Agnieszka Gałązka mnie naprawdę poparzy albo spowoduje u mnie odmrożenia. Wtedy nie będzie trzeba wyciągać wstydu spod fotela.



Agnieszka Gałązka „Lubię być w twoich ustach” Prymasowskie Wydawnictwo Gudentinum Gniezno 2010r

15.04.2012

eurydyka 2012

odchodzę, żebyś mógł zostać. jesteśmy kwita, a tak w ogóle
kogo to obchodzi? poza nami oddycha jeszcze trzydzieści osiem
milionów obywateli, jeden mniej lub więcej w ogólnym rozrachunku
nie zmienia stanu faktycznego, cena zawsze jest wyższa

od trzech gwinei. oderwana, obserwuję Londyn jak makietę
z kolejki Piko. coś się porusza, toczy się czyjeś życie:
zupy, hemoroidy, zacinające się zamki w drzwiach. straszysz
rybą na śniadanie, mierzę się z nieznośnym smakiem w ustach.

skrobię łuski, jedną z nich chowam do portfela. taki zwyczaj,
ma przynieść szczęście i pieniądze. a tak w ogóle kogoś
to obchodzi? poza nami sterty kamieni, perfekcyjnie ułożonych
jeden na drugim. plamimy spodnie kawą, irytująco uprzejma

Angielka wskazuje właściwe wejście. wcześniej byli tu
podobni albo nawet identyczni wychodzimy na jaw
i nie potrafię ukryć zdumienia. boardingpass, lot numer 2336.
prześwietlona, staram się nie patrzeć za siebie.


MG

14.04.2012

T.S. Eliot vs Portishead



nie wiem, kto na to wpadł, ale jeden z najlepszych poetów świata w połączeniu z jedna z najlepszych kapel świata to najbardziej zajebista rzecz, jaką mogłam usłyszeć.

13.04.2012

GRZEGORZ ŁĄCZYK o "gettcie"

Nie można przejść obok tego cyklu bez słowa, choć jak sama autorka mówi: „ po co
komu słowa?” – no właśnie, po co? – Po co pisać wiersze o tym, co się dzieje z nami, gdy zostawiamy za sobą niedźwięczącą ciszę? I choć to ironia, z tą ciszą, to będzie ona już inna po tych tekstach. Cisza, której się nasłuchuje, ciągle nasłuchuje. Poetka wie, dlaczego zamknięcie się w "bezsłowiu" nie pozwoliłoby iść dalej. Dlatego pisze wyraźnie - „zdecyduj, po której stronie mieszkasz” czy przed, czy też za murem, czy jest możliwe być bardziej wolnym znając strukturę strachu, czy też mówić o nim w nieznanym języku? Magda doskonale to oddaje, używając owych języków inaczej brzmiących niż zwykle, ale które głoszą to, co już dawno nam znane - „qui es in caelis”. Język jednak nie jest aż tak istotny w getcie I, ważniejsze jest ucho, którym da się uchwycić żonglerkę znaczeń w feeri poliglotycznej. A co ona mówi? Pięknie nam to tłumaczy autorka przecież – „im więcej nas gdziekolwiek, tym mniej w konkretach”. Konkret jest bardzo oczywisty - czas i miejsce. Już na otwarciu getta – peel/la dokładnie nas wbija w punkt – ja, tutaj, - wskazuję palcem gdzie jest początek wyimaginowanego nieba. Zdaje się poetka mówić - omusnął mnie czas i próbuję to wytłumaczyć – najlepiej jak się da. Nie byłoby w tym żadnej wyjątkowości, gdyby nie to, iż autorka trochę ironicznie, ale i czule, pokazuje nam równowagę tego, co płynie z głowy, serca i bebechów. Właśnie te ostatnie, kończą pierwszą odsłonę getta I (krem przeciwzmarszczkowy kłamie) nie pokazując go jeszcze wcale tylko opisując, jakim się w nim jest.

Getto II – to tak naprawdę treść „wśródmurza” – treść tą, autorka jak najprościej można - tłumaczy, że ona peeli/lowi po prostu ciąży. Wydala ją z siebie również najprościej jak się da, bez zamienników i ceregieli. Ważne jednak, że nie bawi się w żadne celebrowanie, użalanie się nad istotą getta, ponieważ właśnie w tej odsłonie, w drugiej części – peel dojrzewa do świadomości współtworzenia „zamknięcia”, w którym istnieje (bealema di wera chirutech - świecie, który sam stworzył wedle swojej woli). Jest jeszcze w „dwójce” coś bardziej ważnego. Coś, co poetka przemyca kolejny raz w obco brzmiącym języku (min kol birchata weszirata - zamknij usta peela ponad wszelkie błogosławieństwa i pieśni pochwalne) Paradoksalnie do „rzygania” można to interpretować tylko w jeden sposób – idź dalej i zatrzymaj w sobie wszystko, a przede wszystkim to, co cię najbardziej niszczy. Zamknij to w sobie po to, by pamiętać i dobrze wiedzieć, do czego nie wracać.

Getto III – według wielu czytelników, miało przynieść „trzęsienie”, ale to nie czytelnik zmaga się z materią wsobną, nie czytelnik wyłuskuje piach z ostatniej fugi muru. W brew pozorom, cykl nie miał powstać po to, by zostać arcydziełem poetyckim. Autorka strząsa ostatnie żywe liście z wyschniętej gałęzi – jak długo będzie się w tym babrać? Do czasu aż w lustrze spokojnie popatrzy sobie w oczy, a gdy je przymknie, będzie widzieć ten sam spokój.
Ten tekst jest ważny dla wszystkich, którzy odczuwają empatyczną potrzebę zrozumienia procesu autodestrukcji. Można się z tym tekstem zaprzyjaźnić albo znienawidzić – to zależy tylko od miejsca, w którym się czytelnik znajduje, czytelnik obarczony podobnym ciężarem – symbolicznie nazwanym „gettem”. A co z tymi, który tekst nie dotyczy? – słowa mają moc – jak mówi poetka – nawet, gdy są niezrozumiałym wpisem na recepcie – dają uwolnienie.

____________________________________________________________


getto I

"Wchodzą w wąwóz i toną... wychodzą w światło księżyca
I czernieją na niebie, a blask ich zimny omusnął"
C.K. Norwid


a ja się pięknie starzeję - ogłasza w TV Młynarska, a ja
liczę poprzeczki na szyi. czwarta po południu
czasu polskiego, analizuję maturzystom Norwida. po co
komu słowa? okup za zakładników z tendencją

do autodestrukcji. im więcej nas gdziekolwiek, tym mniej
w konkretach, qui es in caelis - cyber przestrzeni
dla wtajemniczonych. czas na niewielki wyłom: korowód
chłopców i panien. zdecyduj w końcu po której stronie

mieszkasz? światłowód urywa się pod starannie ułożoną
nawierzchnią. reklama kremów przeciwzmarszczkowych kłamie
twarzą nastoletniej modelki, my heart is broken.
cisza nie dźwięczy i nie brzmi. sed libera nos a malo.

_____________________________________


getto II

"ważne jest, kiedy ty tego chcesz twoje słowo
wszystko, co jest tobą"
Moskwa


nie pamiętam kiedy ostatni raz rzygałam
po whisky, nie było o czym mówić, kolejny
wieczór spędzony na wydłubywaniu cegły
po cegle. dla rozszerzenia perspektywy

jestem gotowa zrobić prawie wszystko.
bealema di wera chirutech*, cel uświęca
zero siedem red label, sezamie otwórz się
na nowe doznania, powoli wietrzejące

w zleżałych wierszach. na stronie
załatwiam potrzebę i konsekwentnie przemilczam
całą resztę. liebe, liebe über alles,
zamknij usta leela min kol birchata weszirata**.


*w świecie który sam stworzył wedle swojej woli
** ponad wszelkie błogosławieństwa i pieśni pochwalne

_______________________________________


getto III
"And with a little beauty in my bed
I still wish that I was dead"
Tiamat


jak długo jeszcze będziesz się w tym babrać? -
pytasz. jeszcze jeden wiersz kochanie, logos
na pierwszej stronie, niezrozumiały jak wpis
na recepcie niczego do mnie nie mówi.

wypalam jointa i milczę. dobrze sypiam,
a w snach pieprzą mnie smukli mężczyźni
podobni do kobiet. robią to nadzwyczaj sprawnie,
potem rozwiewa ich poranne powietrze. jeszcze

jeden wiersz. słowa mają moc, gdy skandynawscy magowie
w swoich kawałkach rzucają klątwy, jag älskar dig -
pozdrowienia z astralnego tripa. tu ziemia, podważam
ostatnią cegłę, gładko kończę, patrząc ci w oczy.

kiedyś trzeba będzie to wydobyć

12.04.2012

ciśnienie

Oliwii, Eli, Markowi :)


"I'm prayin', Lord i'm prayin' to you,
Take away this guilt all up in my head"

                                                     Plan B


wiersze pisz - mówią, poprzeczka
jak dla siergieja bubki, a tu
pustka. same romantyczne pierdoły
w głowie. wiosna panie i panowie.

czas się zakochać, popełnić znane
błędy i ckliwe wiersze. plan be
w słuchawkach, czuję cieżar, choć
spadło osiem kilogramów w miesiąc.

wiersze pisz - mówią, jakby to było
takie proste. nie liczę godzin i lat,
mam wyjebane (uwaga wulgaryzm), palę,
piję i marnuję czas. czy może być

coś piękniejszego?


MG

wielka powódź

Bonamassa rozbija mnie od środka. odłamki
krążą jak turyści po obcym mieście. na palcach
przenoszę solówkę ulicy. chciałbyś wiedzieć

co jest po drugiej stronie? tanie hotele,
okna, z których robimy ramki do zdjęć.
kiedyś też tak skończymy: posadzeni

w równych rzędach, całkowicie wolni
od kawy i pospiesznie skręcanych papierosów.
póki co jeszcze nas widać. chwilowo

uchodzimy z życiem.

MG

KRZYSZTOF SZEREMETA audio



z podziękowaniem dla Nocnego za pomoc dźwiękową :)

11.04.2012

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 16

czyli: poeto, po co ci biogram na Wikipedii?

Opinię o Wikipedii znają wszyscy, a jednocześnie wszyscy z Wikipedii korzystają,
a co najgorsze - wszyscy mogą ją tworzyć. W określeniu "wszyscy" zawierają się także totalni ignoranci w poszczególnych dziedzinach, np. jeśli chodzi o poezję.
Jeden z takich "znawców" o nicku Jaceksoci68 popisał się ostatnio wykasowaniem strony poetki Wioli Grzegorzewskiej. Dlaczego? Ponieważ Jaceksoci68 raczył był uznać,
iż Grzegorzewska na biogram nie zasługuje, książki wydała własnym sumptem, osiągnięć żadnych nie ma itd itp.
Oczywiście nie raczył ów mądrala sprawdzić czy ma rację, po prostu skasował i już. Podobnie zresztą zrobił z Kamilą Janiak i innymi poetami.
Na Wikipedii rozgorzała dyskusja, w której poetki nazwano "panienkami", sugerowano autopromocję i generalnie traktowano ludzi, jak przedmioty. Nie muszę chyba dodawać, iż wspomniany poziom dyskusji zawdzięczamy panu kasownikowi.
W sumie - ujmując rzecz dosadnie - srał pies jednego ignoranta, ale automatycznie całą resztę Wikipedystów zaczyna się postrzegać w ten sam sposób, czyli czytaj: jako bandę kretynów, nie mających pojęcia o niczym. To akurat nie jest prawda, bo znam ich wystarczająco wielu, żeby o tym wiedzieć.
I już nawet nie chodzi o to, że nasze ego urasta do takich rozmiarów, że usunięcie nam biogramu na Wikipedii będzie dla nas życiową tragedią, a o to, że jakiś samozwańczy kasownik bezmyślnie robi ludziom pod górkę.
Gdybym była fanką teorii spiskowych, uznałabym - zwłaszcza po niektórych wypowiedziach Jackasoci68 - że to jakiś urażony grafoman, dla którego Staromiejski Dom Kultury w Warszawie oraz Tyska Zima Poetycka to byle jakie instytucje.
Kasownik raczył był ewentualnie uznać Nagrodę im. Jacka Bierezina za umiarkowanie ważną (tu się wzruszyłam do łez).
Oczywiście posiadam biogram na Wikipedii, oczywiście nie wstawiłam go sobie sama, oczywiście spodziewam się w każdej chwili usunięcia go przez szanownego kasownika z powodu "braku uźródłowienia".
Jeden z Wikipedystów rzucił ciekawą myśl, a mianowicie, że nas - poetów zgubiło to,
że nie ma o nas artykułów w prasie, że jesteśmy "mało medialni", nie biegają za nami dziennikarze błagając o wywiady itd.
Cóż, jest w tym sporo racji, aczkolwiek nie każdy z nas ma parcie na szkło i potrzebę nieustannego bycia na afiszu.
Ale czy to jest powód, żeby ignorant kasował ludziom biogramy? Mógłby ostatecznie poszukać trochę, sama się przekonałam nie dalej jak wczoraj, że wystarczy wrzucić nasze nazwiska w Google i informacji pojawia się naprawdę sporo. Wnioskuję, że w takim układzie to albo po prostu głupota wikipedysty od siedmiu boleści, albo odgrywanie się urażonego poeciny.
Tak, czy inaczej - żenujący jest fakt, że takie indywiduum psuje opinię ludziom, którzy odwalają na Wikipedii naprawdę kawał dobrej roboty i to za darmo.
Więc po nam biogramy na Wikipedii?
Może właśnie po to, byśmy byli trochę bardziej medialni? :)

o tym, jak się umiera


10.04.2012

JUSTYNA KRAWIEC i "Fabryka tanich butów"




dziś pan przyszedł do mnie, mówił:
więcej nie zatrujesz rzeki, od tego
są zakłady przemysłowe. produkują
(...)sztuczne włosy lalek(...)
w dotyku jak szklana wata(...)

09.04.2012

wyłowione - ŁUKASZ KUŹNIAR

everyman

nigdy nie mówisz po imieniu. ale dziś przeskakujesz
rozchylone uda i stawiasz kropkę nazywając misiaczkiem.
czemu zawdzięczam to deminutivum? czy piękniej
skrzyżowałem stopy, wyostrzyłem wzrok? a może to on –
niebieski polar z lumpeksu? dla ciebie już nie noszę spodni
w kratkę i pedalskiego kapelusza. wiem, że nie lubisz, gdy
bywam solą w oku, kwasem na języku, uciskiem aorty.
na mieście o mnie mówią: grafoman z psem i nadwagą.
nigdy po imieniu.

więcej wierszy Łukasza TU

07.04.2012

TRZY WIERSZE O ŚWIĘTYM

IZABELA KAWCZYŃSKA - Poranek. Płytko

jestem zbyt poważny i zbyt stary żeby cię zbawić,
cóż, widocznie nie narodziliśmy się dla siebie, co mam
powiedzieć, co chcesz żebym powiedział w poranek
pokruszonego szkła, żeby znów mogło być potem
i stało się ciałem, kobierzec popiołu na kuchennym

stole, rozbite małżeństwo butelek na podłodze, wśród
śpiących psów i domowników przekradamy się przez
zasieki wroga do jakiegokolwiek spokoju, mamy sobie
tyle do wymilczenia, nieuważny, czy raczej zajęty twoją
twarzą, skaleczyłem stopę, na dywanie krew skrapla się

gęsto, dziecko wybucha śmiechem i to jest zapłata


JERZY BENIAMIN ZIMNY - Spowiedź

A ty się nie smuć. Zbliż do kobiety, używaj
i nie mów; ja złodziej. Pójdziesz w miasto
i miasto nie będzie martwe. Inaczej ulice cię
nie widzą, jak tylko orła, ptaka z piwnicy,

bo przetrwałeś coś więcej niż głód. I nie
mniej niż samego siebie. Spotkamy się na
dłuższej przerwie. Podam ci dłoń podobną.
Powiesz: bywaj wariacie, tu zimno, bardzo

niewygodnie, tutaj się kracze. Chcesz mieć
skrzydła takie jak nasze? Żaden z nas nie
odleciał. Zresztą nie było dokąd - powiesz.
I nie wszystko z twoich ust padnie, tu na ulicy.


WOJCIECH SZMIGOŃ - ideogram

pierwsza myśl: kopać rekami tunel, wciąż pod górę,
potem wstać rano, podpisać listę obecności
i współżyć z połamanymi paznokciami. zjadać gliniastą
ziemię. być ziemią i mieć w sobie zakopane skarby,
rozdawać zbutwiałe mapy i przyzwyczajać oczy do ciemności.

albo odsunąć od siebie stopy i dobierać przyjaciół według
przypadku, odchylenia wskazówek. przed dwunastą palić,
potem zdobywać zamki główna bramą i pić czerwone wino
przebite nożem. żyć jakby odleciał biały ptak.

05.04.2012

26 minut po prima aprilis

Tobie

plama na dywanie ma kształt
wyspy. zebrane w jednym miejscu
atomy, fragmenty DNA - ścisk
i niewielki prześwit w czasie.

milczę, bo nie można mówić
o tym, że ucieka i kurczy się
jak zasuszony owoc. spróbuj
opanować drżenie i odważ się

na wszystko. stany skupienia
powiedzą więcej, kiedy po nas
zapalą się światła, bóg już będzie
w połowie drogi na drugą stronę.

MG

ARTPUB zaprasza na WERNISAŻ LITERACKO - PLASTYCZNY




14.04.2012r (sobota) godz. 18.00
GIRASOLE
ul. Żydowska 27
POZNAŃ

04.04.2012

szoł

nie ufaj przystojnemu brunetowi,
który w czwartek będzie chciał
się do ciebie zbliżyć.

                                                       horoskop dla Byka


przystojny brunet nosi swoje zamiary
jak dobry garnitur - nie rzuca się
w oczy patrzy uważnie i wytrzymuje
każde spojrzenie. następnego dnia

wracam pieszo przez miasto, billboard
informuje "dywan lata nad głowami
widzów" jest aż nadto. nad moją
nie unosi się nic, na czym mogłabym

odlecieć. na przekór przepowiedniom,
miękkość dywanu jest hipotetyczna,
unoszę głowę, sprawdzam niczym nie zmąconą
czystość nieba. teraz stałam się mniej

obca, w każdym miejscu czuję znużenie.
pod drugiej stronie ulicy najmniejsze
cienie nie skrywają przypadkowych widzów.


MG

03.04.2012

Tennyson


Cambridge 01.04.2012r
fot. Grzegorz Łączyk



jak się fotografować, to nie z byle kim :)
może spłynie na mnie natchnienie :)