Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


25.04.2012

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 17

czyli: komu blurba?! komu?!

Zainspirowana dyskusją na Facebooku, ale także prywatnymi rozmowami z paroma osobami zaczęłam się zastanawiać nad kwestią promocji twórczości - nazwijmy ją delikatnie - nie najwyższych lotów, chociaż właściwie należałoby rzecz nazwać po imieniu, czyli poetyckiej kichy.
Ostatnio trafiłam na informację o książce Marty Gracz na portalu Liternet. Załączono wiersz, mający zdaje się zachęcić do sięgnięcia po tomik, niestety wierszem trudno mi ten utwór nazwać, to szczyt grafomanii i to tej najgorszej, a jednak ktoś blurba do tej książki napisał.
Bo jak to jest z tymi blurbami? ktoś komuś za to płaci, czy raczej na zasadzie wymiany towarowej czyli ja - tobie, ty - mnie i wszyscy są szczęśliwi? W niektórych przypadkach przypomina mi się stare powiedzenie z mojego domu rodzinnego, że "dla towarzystwa cygan dał się powiesić".
Blurby na ewidentnych poetyckich pomyłkach to w sumie wierzchołek góry lodowej.
Konkursy poetyckie na przykład, takie, gdzie nagrodą jest wydanie książki, w których do finału spośród zgłoszonych świetnych propozycji trafia kilka zaledwie przeciętnych, w niektórych przypadkach ocierających się o ewidentne grafo. Znając nazwiska jurorów nie mogłam wyjść z podziwu, jakim cudem takie rzeczy mają miejsce? Czyżby ktoś miał taką siłę przebicia, ze bez względu na wartość artystyczną potrafi przepchnąć "swoich"? Uwaga! Spekuluję teraz oczywiście, ale różnice między poziomem zgłoszonych wierszy, a poziomem finalistów są tak duże, ze trudno nie spekulować.
W tej chwili w konkursach - mam wrażenie - promuje się poezję bezpieczną, bezbarwną; taką, w której nie ma ryzyka (Gałązka, Kulbacka, Dudzińska) jakby jurorzy obawiali się postawić na mocny, odrębny głos. Takich głosów we współczesnej poezji jest sporo weźmy choćby Pawła Podlipniaka, Piotra Mosonia, Paulinę Korzeniewską (całe szczęście jest nominacja do Silesiusa), Krzysztofa Bąka, Dawida Koteję, czy Pawła Łęczuka; tylko własnie o nich nikt nie pisze, nie mówi.
Krytycy literaccy skupiają się na kolegach z branży, na uznanych twórcach, bo wiadomo - na tym się nie wyłożą, a profity będą. Giną nawet świetne debiuty, ponieważ NIKT o nich nie pisze. Dlaczego? Bo nie w tym żadnego "interesu", ani kasy, ani innych wymiernych korzyści. Zastanawiam się, gdzie się podziali Stokfiszewski, Sobolewska, Orska?
Tymczasem zakulisowo wszyscy trąbią, ze nepotyzm, ze kolesiostwo, ale głośno nikt nie powie, bo "podpadnie", a jak "podpadnie" to wiadomo, co go czeka - recenzji nie dostanie, książki mu nie wydadzą, pies z kulawą nogą na niego nie spojrzy.
Na czym polegał fenomen bloga Trojanowskiego? Na tym, że można sobie było zza węgła pobluzgać pod nickiem, nie trzeba było się narażać publicznie,a zestaw osobistości komentujących był naprawdę imponujący. Włos się na głowie jeżył.
Podobnie bywa z prasą literacką. Liczne stowarzyszenia, fundacje, domy kultury, w których panie i panowie potracili kontakt z rzeczywistością, usiłują wpłynąć na redaktorów, żeby opublikowali "kogoś od nich". Nieważne, czy to dobra poezja. Nie opublikują? Obraza majestatu i ostracyzm.
Chodzi o to żeby chwalić wszystkich, wszędzie i za wszelką cenę, bo się ma w tym interes. Nie ufam recenzentom, takim, jak np. Leszek Żuliński, którym się wszystko podoba, podoba im się i dobra poezja i ewidentne gnioty. I współczuję autorom dobrych książek, ze zostali postawieni na tej samej półce, co grafomani.
Trudno się potem dziwić, że bzdury wypisywane w prasie przez takiego np. Witkowskiego są traktowane jako obraz współczesnej poezji.
Szczególnie szokuje mnie fakt, ze osoby, co do których miałam pewność, iż dysponują szarymi komórkami, przedkładają osobiste sympatie nad rzetelną dyskusję o tekstach, co właśnie przyczynia się do promowania byle czego.
Ostatnim Mohikaninem jest chyba Rafał Wawrzyńczyk, który piętnuje bylejakość i mówi głośno o kuriozalnych przypadkach. Widzieliście gdzieś twórczość Wawrzyńczyka?
Dodam jeszcze tych, którzy - jak np. Witkowski właśnie - wyrośli na Brulionie, na portalach internetowych, a teraz plują publicznie na tych, od których się czegoś nauczyli, bez których ich poezji by w ogóle nie było. Nie oszukujmy się, na konkursach poetyckich laureaci to w większości osoby publikujące swoją twórczość na internetowych forach poetyckich. Tymczasem wychodzi na to, że nie liczy się dobra poezja tylko szeroko rozstawione łokcie, ładna fotka w necie i pysk od ucha do ucha. Dodajmy jeszcze całkowity brak szacunku dla czytelnika i mamy obraz finalisty Granitowej Strzały, czyli Karola Mrozińskiego, dającego ostatnio żenujące popisy na Liternecie. Nie mogę zrozumieć dlaczego nikt tam nie reaguje, kiedy czytelników nazywa się "tubisiami" i każe się całować w dupę?
Jak mam nie spytać w takich przypadkach czym na bogów kierują się jurorzy, krytycy, wydawcy niektórych książek?
Ma ktoś pomysł?


46 komentarzy:

  1. napisałaś wszystko , zgadzam się z Tobą .

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że się nie doczekasz, że jednak rzeczowa dyskusja się wywiąże :)

      Usuń
    2. Wciągać do konstelacji gwiazd swoich nie będę, nie będę też krytykować,(albowiem, piszę tylko tak jak umiem i czuję)ale powiem, że przeczytałam z zapartym tchem i chyba rozumiem co czujesz...
      Ja sama milczę, gdyż boję się krytyki, jak diabeł święconej wody,
      gdyż ona lubi igrać i dobrze jest mieć opanowaną sztukę tak, jak ty
      by obiektywnie oceniać nie zważając na gusta większości...
      Bronić jedynie może własne, niezależne wnętrze, by nie rozbić głowy...
      Magdo, ty je masz i nie musisz się o nic obawiać... :)

      Usuń
  3. jest jedna prosta zasada: promuje się nie tych, których warto wypromować, tylko tych, na których promotor może zyskać. a więc np. warto wydać nowego Świetlickiego, bo wtedy akcje wydawcy idą w górę. warto być pierwszym, który puści nowe wiersze Gajdy (notabene - całkiem dobre), bo wtedy nasz kwartalnik jest rozchwytywany. warto wreszcie opublikować kogoś zupełnie nieznanego i najwyraźniej mocno wystraszonego, bo wtedy to my go odkryliśmy, a poeta staje się naszym człowiekiem.

    nie warto natomiast inwestować w ludzi spoza środowisk, za to posiadających charakter, jakąś niezależność. bo raczej nie oddadzą przysługi za przysługę. nie warto także w tych, którzy nie dodadzą nam prestiżu.

    jakość i styl wierszy wbrew pozorom mają znaczenie. odsiewa się to, co mogłoby zburzyć uświęcone poetyki z początku lat 90. a tym samym zdyskwalifikować ludzi, którzy rozdają obecnie karty, a nie są już zdolni przełamać swojej inercji pisarskiej. promuje się więc dobrze i średnio piszących kontynuatorów tej linii. oraz właśnie tych "bezpiecznych" średniaków, ładne wierszyki, które wszystkim się spodobają i nie wywołają niepotrzebnego fermentu.

    rynek jest podzielony między kilka grup, które nie przepadają za sobą, ale nie wchodzą sobie w drogę. czasem wymienią się przysługami. czasem wypromują kogoś nowego, kto ma utrwalić ich status quo. stąd tak dużo tych przemilczeń dobrych autorów i promocji słabych, o czym Pani pisała.

    dobry blog, pozdrawiam
    profil anonimowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anonimowy - dziękuję za sensowny głos w dyskusji, już usłyszałam, że napisałam frustratynkę, problem w tym, że ja nie mam żadnych powodów do frustracji, jak mnie ktoś nie wyda, to nie wyda, znajdzie się inny, jak nie znajdzie - też ok. parcia na szkło nigdy nie miałam i nie mam, więc mogę sobie pozwolić na pisanie co myślę.
      fakt, rynek jest podzielony, ba! nawet moje miasto jest podzielone, co już jest totalnym kuriozum :) ale nic to, zaczynamy się powoli scalać, myślę, że będzie lepiej i sensowniej.
      a przynajmniej taka mam nadzieję.
      pozdrawiam.

      Usuń
  4. Gdy skończyłem czytać pani notkę, przestał padać deszcz, który moczył Toruń od siódmej rano. To dobry znak ;)

    Ogarnia mnie przerażenie, gdy czytam niektóre rzeczy. Innym razem po lekturze jestem znudzony jak diabli. Raz boję się, że moja "twórczość" to nie wiele więcej niż jakieś szkolne wierszyki dzieciaczka z Kujaw, a z drugiej strony widzę chaos i niedoskonałość. No i zastanawiam się i chyba robię to za często bo wciąż boli mnie głowa.
    Po dwóch miesiącach na liternecie, poezja mocno mi się przejadła. No i nie mam przyjaciół, którzy chwaliliby mnie w każdym komentarzu. Nie mam też cycków, którymi mógłbym przyciągnąć potencjalnych czytelników.
    Wychodzi na to, że jedyne co mam to talent, w który nawet ja wątpię, ale obiecałem komuś, że chociaż spróbuję się wybić, zamiast od razu składać broń. Każdego poranka przeklinam siebie za tamte słowa, ale nie mam wyjścia, muszę mierzyć się z własnymi słabościami, a do tego wszystkiego dochodzi słabość systemu, szczającego na takich jak ja. Trudno. Nie mam innego wyjścia.

    I pewnie, że ten blog jest dobry. W przeciwnym wypadku nie zaglądałbym tutaj z taką regularnością.

    Pozdrawiam D.Pencey

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Filipie - dobrze, ze Pan prezentuje taką postawę, jak wyżej. proszę nie sądzić, że ja się uważam, za bogowie wiedzą jak dobrą poetkę :) nie. mam dokładnie takie wątpliwości jak Pan jeśli chodzi o własną twórczość tyle, że mam po prostu o jedno doświadczenie więcej czyli wydanie książki. Toruń to dobre miejsce, sporo się dzieje, zresztą lada moment będę mieć w tym swój udział :) więc się pewnie jeszcze poetycko spotkamy :)
      dzięki za głos. zwłaszcza osoby przed debiutem.

      Usuń
  5. Jak to czym się kierują? Zyskiem! Nepotyzm w niektórych środowiskach jest co najmniej trudny do ukrycia. Ale to nic, pieniądze z miasta wyszły, książka została wydana, promocja była? Była! Wszystko zostało udokumentowane, spisane, przedstawione w Wydziale Kultury i cacy! Przelew na konto wpłynął i spróbuj się źle wyrazić o organizatorze! Napisać złą recenzję. Pani jest idealistką! Idealiści to wymierający gatunek, jak się Pani uchowała? Pani powinna być pod ochroną! Ploteczki sprzedawane z ust do ust, żeby zdyskredytować osobę, która zwraca uwagę na nieprawidłowości. To już standard. Klasyka! Jak zarazę roznoszone: a wiesz, ona to i to, a on, to dopiero!
    Zaściankowe i prostackie. Wystarczy spojrzeć kto jest jurorem i już wiadomo jaki będzie podział nagród. Gdzie chodzi o pieniądze, tam nie ma uczciwych zasad. Wszyscy wiedzą czym się kierują jurorzy, krytycy, wydawcy! Głośne mówienie o tym powoduje, że oponent naraża się na ostracyzm i kto jak kto, ale Pani chyba wie o tym najlepiej.


    Maryla z Warszawy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Marylu - owszem, trochę już o tym ostracyzmie wiem, o ty, ze kolejny raz się narażam również wiem. jestem idealistką i owszem, bo tak zostałam wychowana, tym bardziej, że w przypadku nagrody, którą ja otrzymałam prawa była czysta do tego stopnia, że rzesza oburzonych Bierezinem dla Gałkowskiej miała jako argument jedynie rzekome zamroczenie alkoholowe jurorów :) Dlatego wierzyłam, że w innych konkursach jest podobnie czytaj: uczciwie, a teraz nie wiem, w co mam wierzyć widząc to, co się dzieje.
      dziękuję za odzew jest mi bardzo miło, że Pani tu zajrzała, oby nie ostatni raz :) pozdrawiam

      Usuń
  6. Jako ten który przyczajony w ciemnym kącie obserwuje sytuację z dystansu nie mogę oprzeć się wrażeniu, że konkursy poetyckie oraz wydawnicze kursy rodzą emocje nie tylko niezdrowe, ale zaskakująco wręcz zagadkowe w argumentacji. Rozumiem, że taki juror miałby mieszane odczucia do ogólnego werdyktu, wydawca do swojego wydawniczego kolegi, krytyk do swego magazynowego adwersarza, ale ten gniewny pomruk dochodzi z podziemnej rzeki "gapiów". Jeśli nie podoba się wam ta cała konkursowa hucpa, twórzcie własną alternatywę, przejęcie własnego statku i obranie własnego kursu zamiast pirackich zakusów obalenia załogi flotylli koronnej. Po co się z nimi szamotać skoro można realizować swoją wizję? Na organizowanych przez was spotkaniach też występują "wasi" Ci których lubicie i szanujecie ich twórczość. Czym zatem różnią się "Ci źli?". Chcą promować byle co? Promujcie coś lepszego, widzę w tym tylko zysk dla sceny literacko poetyckiej. Wracam do swojego kąta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominik - ale co my innego robimy? :) realizujemy swoją wizję, alternatywną. A stwierdzenie, że na nasze spotkania zapraszamy tylko "naszych" jest bzdurą. Na ilu z nich zresztą byłeś? na dwóch? Najlepszym dowodem na to, ze tak nie jest jest zaproszenie Krzyśka Szeremety, którego nikt z nas nie znał, książka nam wystarczyła, bo świetny debiut i interesujące wiersze. gdybym miała jakieś uprzedzenia, to po tym, jak się parę lat temu żarliśmy, nie byłoby Krzyśka w Poznaniu, bo kierowałabym się prywatnymi sympatiami :)

      Usuń
  7. Wiesz Magda, to nie wina organizatorów konkursu, że finalista daje popis. To raczej odrębna sprawa i pewnie niewiele osób wie, że w ogóle są jakieś popisy.
    Poza tym, ciągle komuś podpadam i dowiaduje się o pomówieniach, a przecież jestem nikim dla tych ludzi, więc nie rozumiem, dlaczego tracą czas na wypuszczanie tych bzdetów w środowisko.

    Po prostu trzeba robić swoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu - i robimy swoje, akurat mamy podobnie, jak się nie uginasz, nie naginasz i nie dajesz wkręcić - to jesteś be! jesteś trudna, konfliktowa, strzelasz fochy itd. Znasz temat, znasz klimat aż za dobrze. Fakt, nie wina organizatorów, że finalista zachowuje się skandalicznie, ale winą organizatorów, że marne wiersze do finału trafiły. O to mi chodziło.
      Robić swoje i tak będziemy.
      Dzięki za wpis.

      Usuń
  8. Panie nocny - nieprawda. karty rozdają ci, którzy mają pieniądze. a pieniądze mają ustawieni. a ustawionym nie zależy na zmianie czegokolwiek. czy Pan wie ile kosztuje wydanie i wypromowanie autora, wydawnictwa, książki, założenie kwartalnika, który dotrze do czytelników? ile kosztuje zrobienie wpływowego festiwalu albo ufundowanie nagrody literackiej? myśli Pan, że tak po prostu można sobie jak to Pan mówi zrobić tworzenie własnej alternatywy, promowanie czegoś lepszego?

    Pan zapewne nie widzi, że takie próby są czynione i potępia je Pan jako "promowanie swoich". otóż często to nie jest promowanie swoich tylko promowanie dobrych i niezauważonych. co z tego, skoro jest to działalność odcięta w każdy możliwy sposób od rynku, czyli od czytelnika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy - dobrze powiedziane, ogromnie cieszę się, że to widzisz. Przywracasz mi wiarę w ludzi. Naprawdę.

      Usuń
  9. Nie wiem, jak można uprawiać "bezpieczne" promowanie twórczości bardzo słabej. Osoby które to robią, powinny przecież zdawać sobie sprawę, że przyjdzie czas, iż ktoś lub coś to zweryfikuje. KASA - ok - rozumiałbym, gdyby to były naprawdę duże pieniądze. Jeśli chodzi o konkursy, te w których recenzentem i jurorem jest arytmetyka, w końcu spadną do rangi spotkań towarzyskich koła hafciarek lub gier w Bingo. Można mnożyć przykłady, kiedy to pokłosie konkursowe w postaci debiutanckiej książki, jest jedynym głosem na temat owej książki i autora. Nikt później o niej (książce)nie pisze i rzadko czyta. Dlaczego ? - a no właśnie dlatego, że czytelnik zweryfikował wartość debiutu. Przeczytał raz lub tylko zaczął czytać. Więc, czy nie lepiej skupić się na kilku konkursach i nawet w nich, spokojnie podchodzić do debiutantów ? - kiedyś, pamiętam - na debiutancką książkę, trzeba było sobie zasłużyć. Nie wystarczyło wygrać raz jakiś tam konkurs i już był druk. Takiego poetę zapraszało się na łamy prasy literackiej, na spotkania z czytelnikiem - a przede wszystkim młodzieżą. Kiedy widać było, iż poezja owego literata jest zauważana, doceniana i weryfikowana przez krytyków i amatora/czytelnika - wówczas proponowana wydanie książki. Ranga była zgoła inna, niż obecnie. Ktoś tutaj mówi o alternatywie. No właśnie taką alternatywą jest inicjatywa taka jak powyżej - Magd. No ale zaraz powstaną Ci, którym będzie to przeszkadzać, będę się doszukiwać podtekstów itp. Czy tak trudno uwierzyć w to, że ktoś, tak po prostu, chce mówić o współczesnej poezji nie chcąc nic na tym ugrywać ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzegorz - najwidoczniej trudno w to uwierzyć, zarzut o pieniactwo już padł, o odgrywanie się na tym, kogo nie lubię też padł, o ferowanie wyroków i bycie katem też padł :) Teraz czekam tylko na zarzut o to, że chce się wypromować waląc w wielkie nazwiska, bo najwidoczniej Witkowski dla ogółu jest wielkim nazwiskiem. Z powodu? Bo wali w wielkie nazwiska :) Dostrzegasz paradoks? Jednym wolno innym nie, bo jedni są publikowani w prasie, a inni mają tylko bloga. Ręce opadają. Załamka :)

      Usuń
  10. W pewnej części zgadzam się co do obserwacji, Magdo. Nie do typowań, ale to już indywidualna kwestia. Tyle, że pisanie o tym ani pomoże ani zaszkodzi. Chyba wyłącznie swoją postawą można zamanifestować takie stanowisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elu - ale ja akurat w tym przypadku nie mam sobie nic do zarzucenia. O debiutach piszę dlatego, że nikt tego nie robi. Nieudolnie piszę? Uczę się, mam nadzieję, że tych, którzy robią to lepiej jakoś sprowokuję do tego samego, żeby zacząć rozmawiać.

      Usuń
  11. Elu - a zmieniło by coś, gdyby w ogóle się nic nie mówiło ?

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja uważam, że nie zmieni ani mówienie ani niemówienie. To poza naszym zasięgiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Może i oni rozdają karty, ale nikt nikogo nie zmusza do takiej gry znaczonymi kartami. Zgadzam się z elkaone, ten wpływ jest poza zasięgiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlatego lepiej siedzieć cicho i udawać, że się nie widzi?

      Usuń
  14. A cóż dopiero ma począć debiutant totalny, który sam siebie wydaje i z nikim wódki nie pił?

    Słuszny wpis. Smutny trochę i bezradny, ale słuszny.

    Beata Golacik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Beato - gdyby coś dało picie wódki, sytuacja wyglądałaby inaczej :)
      a tak jest, jak jest.

      Usuń
    2. może i tak :)

      Usuń
    3. Jak ktoś sobie samemu wydaje, to najczęściej (powiedzmy 97,8% przypadków) jest to gówno niewarte wydania :/

      Usuń
    4. Kuba - a Mamiko? tam de facto też się wydaje samemu, kasę musisz dać, a jednak są bardzo dobre ksiązki

      Usuń
    5. No, ale przynajmniej za to gówno sam płaci...
      Miłe, że zostawił Pan margines procentowy, mogę się karmić nadzieją :)

      BG

      Usuń
  15. Debiutant totalny, którym kiedyś byłam, Pani Beato, ma robić swoje: dużo czytać dobrej poezji i brać z niej wzór, uczyć się pisać, próbować wygrywać ważne konkursy, z czasem albo się przebije albo nie, ale na pewno będzie już kimś innym.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mówiłam o sobie Pani(e) elkaone... wydaję swoje książki sama (nikogo nie obciążam kosztami swojego talentu), ponoć nie są złe, ponoć są bardzo niezłe, ale kto o tym napisze? poszeptać na uszko to i owszem - szepce się.... nie
    próbuję wygrywać ważnych konkursów z takich m.in. powodów o jakich mówi autorka blogu...i, proszę mi wybaczyć, ale te Pani(a) rady są trochę "na odwal się", taki pobożny gotowiec, czyli w każdym przypadku prawdziwe, wobec każdego aktualne (no może poza wzorowaniem się).

    Ale dziękuję za troskę :)
    BG - kalina kowalska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Kalino - ja miałam to szczęście, że wygrałam i nie ukrywam, że ta nagroda mi pomogła. Ale przede wszystkim zasuwam nad tekstami i nie osiadam na laurach, na niczyjej twórczości, a plecach tym bardziej się nie próbuję wywieźć. Dobrze, że Pani robi swoje, ale fakt, ja mam łatwiej, jestem znana z tego że mam niewyparzony pysk, ale też coś sensownego na koncie.
      Piszę to m.in. w imieniu osób takich, jak Pani i fajnie, ze Pani się odezwała :)

      Usuń
    2. Wiem, wiem ...
      dlatego mnie to ruszyło i się odezwałam

      dzięki :)

      Usuń
  17. Ależ rozumiem, pierwszą książkę też wydałam swoim sumptem, recenzje o niej i pozostałych są śladowe. Konkursy można olać, resztę "rad"uważam za istotne, stosuję także do siebie, aloe nie zmuszam, więc proszę się nie obruszać.

    OdpowiedzUsuń
  18. Tu nie chodzi o obruszanie się, ani mi w głowie - toż i ja uważam je ( te rady) za uniwersalne, tyle, że nieco odbiegamy od wątku głównego i pytania końcowego Autorki o pomysł naprawczy. Ja nie mam pojęcia, czy coś można w tej kwestii zmienić i jak.

    pozdrawiam
    BG

    OdpowiedzUsuń
  19. W taki sposób można krytykować wszystko i wszystkich :) Jedynie czas pokaże, czy jakiś wiersz lub tekst po prostu przetrwa. Pamiętam, jak kilka lat temu wrzuciłem na jeden z portali poetyckich wiersz, którego autorem był Rilke. I co? Został zjechany na maksa. To, co wydaje nam się, że jest wielkie, wzniosłe i ważkie - dla innych takie nie jest.
    Przypominam sobie, jak na innym zacytowałem również fragment Biblii (fragment psalmu), podpisując go autorstwem Dalajlamy - tekst wzbudził niekończące się zachwyty. Gdy ten sam tekst wrzuciłem w inne miejsce, ale tym razem podając już prawdziwe źródło - momentalnie nastawienie było negatywne.

    "Niektórzy – [lubią poezję]
    Czyli nie wszyscy.
    Nawet nie większość wszystkich ale mniejszość."

    W.Szymborska

    Jeśli poezja miałaby być elitarnym kręgiem iluś tam osób się nią parających - jestem na nie. Przecież nie może tak być, że twórcy tworzą tylko dla twórców. A gdzie w tym wszystkim czytelnik? (Tym bardziej, że statystyki o czytaniu (usłyszane przy okazji Dnia Książki) są tak zatrważające, że już chyba może być tylko lepiej :) Zajrzyjmy do księgarni: ile tomików i jakich autorów można znaleźć na półkach? Czy jest tego setki? No, nie. Co więc pozostaje? Internet?

    Czy należy krytykować czytelnika za to, że czyta coś, co nam się nie podoba? Nawet, jeśli wydaje się to czystym grafomaństwem i czymś tam jeszcze, równie nieprzychylnym? Dyskusja może stać się czysto akademicka: pisać, czy nie pisać - oto jest...

    Prawdopodobnie nic się nie zmieni. Aż w końcu narodzi się jakiś geniusz na rangę Wiktora Hugo, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Walta Whithmana albo Sylvii Plath*

    *niepotrzebne skreślić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie należy krytykować czytelnika za to, że czyta to, co mu się podoba, ale od Jurorów prestiżowych konkursów (nazwisk zapewniam opiniotwórczych) można wymagać, żeby kierowali się czymś więcej, niż (jak zauważył Grzegorz) arytmetyką. ja nie oczekuje narodzin geniusza, obserwuję pewne zjawisko od dawna i o tym głośno mówię :)
      Natomiast czytelnika można i należy kształtować, a kto ma to robić, jesli nie krytycy literaccy? Jesli nie jurorzy konkursów, czesto świetni i doświadczeni poeci?

      Usuń
  20. Odpowiedzi
    1. Kołodziejski, ty nie rób Rejtana, tylko rób to co zwykle, czyli dobre wiersze ;)

      Usuń
  21. Marek - chociaż tu się nie lansuj cudzym kosztem :) bo cyt. "schodzimy na dno poziomu", ba! dno się urywa.

    OdpowiedzUsuń
  22. Kubuś, się robi :)
    Magda, już się nie lansuję, już znikam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. "W tej chwili w konkursach - mam wrażenie - promuje się poezję bezpieczną, bezbarwną; taką, w której nie ma ryzyka (Gałązka, Kulbacka, Dudzińska) jakby jurorzy obawiali się postawić na mocny, odrębny głos. Takich głosów we współczesnej poezji jest sporo weźmy choćby Pawła Podlipniaka, Piotra Mosonia, Paulinę Korzeniewską (całe szczęście jest nominacja do Silesiusa), Krzysztofa Bąka, Dawida Koteję, czy Pawła Łęczuka; tylko własnie o nich nikt nie pisze, nie mówi." - 1. W konkursach zazwyczaj się taką poezję o jakiej piszesz promuje. Niegdyś to się nazywało "średnia polska krajowa", z tego co pamiętam dyskusje nt. konkursów parę lat temu. 2. Wymienione przez Ciebie nazwiska, raczej nie są mocnymi, odrębnymi głosami, z całą sympatią do chłopaków. Może Koteja, jest tu ożywczym nazwiskiem jedynie. 3. Czemu się o nich nie pisze? Paweł jest poetą, dość poprawnym, by od czasu do czasu można go było wydrukować w piśmie, ale "Aubade Triste" wyszło ciut za wcześnie. Krzysiek od 2007 roku nic nie wydał, mało publikuje, czy to w czasopismach, czy to w internecie, więc jaki ma być oddźwięk na jego debiut. Tuż po wydaniu był, i owszem, wywiad w Odrze, parę recenzji. Nie był to wielki rozgłos, ale jakiś był. Nominacja do Silesiusa, wyróżnienie na ZŚP, i tak dalej. Czekamy co dalej. Z Koteją podobnie jak z Bąkiem, przy czym Dawid często wygrywa jakieś Slamy, więc stąd trochę nim głośniej. A książka Pawła Łęczuka dopiero co wyszła, dopiero co skończył tourne po Polsce. Może będzie jakiś odzew, chociaż (szczerze) wątpię. Mówię o tych wierszach, czy książkach które znam.

    "Ostatnim Mohikaninem jest chyba Rafał Wawrzyńczyk, który piętnuje bylejakość i mówi głośno o kuriozalnych przypadkach. Widzieliście gdzieś twórczość Wawrzyńczyka?" - z Rafałem sprawa ma się tak, że nawet jeśli jeszcze pisze, co jest możliwe, to nie jest osobą, która by zabiegała o wydanie. Wysłał na Połów, wysłał na Bierezina, był w finałach obu tych konkursów, ale, że nie wygrał, przestał się starać. Nie śpieszy mu się, bo nie musi mu się śpieszyć. Później coś dopiszę, idę po zakupy, muszę zrobić zupę.

    OdpowiedzUsuń
  24. uwaga! Czwarta próba wklejenia komentarza!
    Kuba - nie chodzi to, by debiutantów od razu wychwalać, ale żeby w ogóle o nich coś napisać, są takie książki, o których głośno jest od razu, choć wcale na to nie zasługują. Oczywiście o tym, kto jest mocnym głosem, a kto nim nie jest można dyskutować i o to właśnie chodzi.
    Jeśli chodzi o konkursy - zgadza się, od paru lat właściwie to samo, no chyba, ze pisząc o "średniej krajowej" masz na myśli to, iż poezja współczesna ogólnie jest średnią krajową i jurorzy nie mają wyboru? :)
    Moim zdaniem, niektórzy finaliście są grubo poniżej średniej krajowej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Przeczytałem i cieszę się, że jestem daleko, również fizycznie (emigracja), od tego wszystkiego. Nie śpiesząc się zbytnio, piszę dla siebie i kilku przyjaciół, za których namową zresztą wrzuciłem tę garść moich wierszy w przepaść netu. Może jeszcze ktoś znajdzie w nich jakąś myśl dla siebie. Pewnie miło byłoby zostać dostrzeżonym, ale czy naprawdę ma to jakieś znaczenie? Na chleb poezją nie zarobię. Wszystko inne, co ma dla mnie znaczenie, już mam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń