Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


23.04.2012

kto pisze się nie zabija – PAWEŁ PODLIPNIAK „Aubade triste”

W słuchawkach „Perfect world” Gossip, w głowie wiersze z „Aubade triste”.
Piękny głos potrafi omamić, a jak skutecznie potrafią omamić piękne wiersze?
Skoro Beth Ditto śpiewa „No, you never escape. Now it’s over when you wake up. So I know that it was In the picture perfect world „ to czy ten doskonały świat istnieje? Nie istnieje. Istnieją realne straty, otwory po kulach, „blizna w miejscu twarzy” ponieważ sztuka tracenia nie jest łatwa, nie może być łatwa. Sztukę tracenia opanowuje się z czasem:

literowanie byłych nazw przynosi ulgę
za znakiem stoi inny znak, a za nim mieszka
słowo

(Tropografia elżbietańska)

U Pawła Podlipniaka słowo staje się ciałem. Poeta, tych, którzy odeszli, słowem odtwarza na nowo, z jedynej dostępnej matrycy – z pamięci:

byłaś dziś rano lekka, więc mi uleciałaś
w przeszłość, w bajki, dzieciństwo i rozlałaś ciszę
na dni, które nadejdą

(Aubade triste),

a jednocześnie w wierszu pt:” wyrzucone” poeta pisze:

pamięć jest jak jad, kiedy razem ze mną
krzyczą: zima! Zima! , a potem odchodzą


Sztukę tracenia opanowuje się w samotności, w oddzieleniu, bo to przecież ten słabszy, ten młodszy „zawsze gasi światło, zamyka oczy matkom i ojcom” (Zadość/faberże 3/). To ten młodszy, ten słabszy nie potrafi się obronić, nie potrafi się odnaleźć. Ten młodszy, ten słabszy pyta:

czy znalazłeś już kogoś, kto w razie potrzeby
przetnie nić ponad węzłem i owinie głowę
w płótno, powie dwa zdania

(El armario de carradina)

W tej poezji kwestie ostateczne nabierają zupełnie nowego wymiaru, jakby alternatywna rzeczywistość, ten „drugi świat”, toczył się w miejscu pomiędzy życiem, a śmiercią, na granicy słów i snów. Skoro do opanowania sztuki tracenia potrzebny jest czas, to do czego potrzebne są sny? Do syntezy? Do poskładania na nowo siebie, z tych kawałeczków, na które się rozsypujemy?

a tego, kto obudzi ,nazwiemy kłamcą […]
tego, kto nie zaśnie nazwiemy frajerem […]
a ten, kto zapomni zasnąć, jest bezdomny

(synesthesis)

Zastanawia mnie na ile w wierszach Pawła Podlipniaka to „śnienie” jest metaforą ucieczki, a na ile, świadomego przebywania we wspomnianej przestrzeni równoległej. Ale jeszcze bardziej interesuje mnie to, czy te dwie opcje są tożsame? Podlipniak podpowiada (trochę jak w filmie pt.: „Vanila Sky”), że „noc jest wtedy, gdy odpadamy od życia na chwilę, pod spód” (Jest). Jeżeli na chwilę, to oznacza, że istnieją powroty; jeżeli coś tracimy – zyskujemy coś innego.
Coś więcej, niż tylko pamięć; kiedy szukamy śladów na fotografiach, kiedy wracają obrazy pięknych ciał dziewcząt, kobiet, które wyznaczały kolejne etapy dojrzewania, kobiet – kamieni milowych. Nikt nie chce pamiętać porażek, Podlipniak zmusza, by sobie o nich przypominać, jakby ta pamięć z matrycy, z przekleństwa nagle ewoluowała, stała się z jednej strony sposobem na rozliczenie, a z drugiej środkiem terapeutycznym. Ta dwoistość u poety jest wszechobecna. Nie ma jednoznacznego opowiadania się po żadnej ze stron, nie ma podziału na: to jest dobre, a to złe. Jakby właśnie świadomość tego dualizmu była dowodem na dojrzałość.

Jest pogoń, żar i smutek pod jego powierzchnią […]
ciemność snu (też pospieszna). Żal. Poczucie winy.[...]
i ścieżki, wydeptane bezlitośnie, ostro.

(Noli me tangere)

Jedna z tych bezlitośnie i ostro wydeptanych ścieżek wiedzie na sam koniec, na huśtawki. Huśtawki będące niegdyś zabawką średniowiecznych błaznów, trefnisiów, dzieci. Zabawki, które – jak dawniej uważano – służyły również, jako narzędzie do wywoływania duchów. Kiedy się huśtamy – kreślimy łuk, w określonych odstępach czasu cofamy się do punktu, w którym byliśmy i ponownie szybujemy w przód. Cały proces powtarza się, dopóki huśtawka jest w ruchu, dopóki „ryzykujemy” wywoływanie duchów.
Napisałam na początku, że piękne wiersze potrafią omamić i dokładnie tak się dzieje w trakcie lektury „Aubade triste”. Paweł Podlipniak jest perfekcyjnym iluzjonistą, iluzjonistą na najwyższym poziomie. Doskonale operuje słowem, jego znaczeniami, odcieniami; doskonale operuje kontekstami i wielokulturowością. Emocje pojawiają się dokładnie tam, gdzie powinny, podobnie jak cisza. Wittgenstein powiedział, że „o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”, tymczasem Podlipniak potrafi opowiedzieć ciszę w taki sposób, ze faktycznie nie pada ani jedno słowo.
Jaki jest język tej poezji? To wiersze liryczne, w swojej liryce nie przesadne, powściągliwe.
Dlaczego nazwałam poetę iluzjonistą? Ponieważ nie mami czytelnika tanimi, jarmarcznymi sztuczkami, do swojego teatru zaangażował najlepszych suflerów: warsztat, dojrzałe emocje, wiedzę i doświadczenie.
Czekam na kolejną książkę z nadzieją, że ponownie pozwolę się omamić, bo przecież
„tylko to, co za nami nas nie ominie”.


Paweł Podlipniak „Aubade triste” Miejsska Biblioteka Publiczna im. Józefa A i Andrzeja S Załuskich w Radomiu. Radom 2010r.




5 komentarzy:

  1. Nie czytałam książki Podlipniaka, zabieram się do niej od jakiegoś czasu. Recenzja może nie jest idealna, brakuje mi w niej jakiegoś odniesienia do innych autorów, poetyk, problemów, ale z pewnością zachęciła mnie tymi kilkoma słowami. Głównie o ciszy, emocjach i braku przesady. Lubię poezję wyważoną, a jednak emocjonalną. Pozdrawiam. I.W.

    OdpowiedzUsuń
  2. Iza - więc liczę, ze jak poczytasz, to dopowiesz to, co ja ominęłam :)Dzięki za reakcję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bym poczytała, bo lubię Pawła wiersze, muszę poszukać, gdzie można nabyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam pierwszy tomik; często do niego wracam. Z niecierpliwością czekam na drugi - jest na co. :)

    Małgosia.

    OdpowiedzUsuń