Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


17.04.2012

Przestań kłamać mała, przestań kłamać wierszem – Agnieszka Gałązka „Lubię być w twoich ustach”

Z debiutantami (jak zauważył – cytujący Gombrowicza – Kuczkowski w posłowiu do wierszy Gałązki) nie bardzo wiadomo co zrobić. Pamiętać należy, iż pierwszy raz niezmiernie rzadko bywa satsfakcjonujący dla obu stron, ale czy owo „pamiętanie” poprawia choć odrobinę samopoczucie?
W przypadku debiutu Agnieszki Gałązki na szczęście nie ma tragedii, niestety komedii rówież nie ma, w związku z tym należy zastanowić się co jest? Na pewno ogromny wysiłek, by być poważną tam gdzie trzeba, a zabawną tam gdzie można. Wysiłek plus pewne „otrzaskanie” z poezją współczesną, ale czy to wystarczy, by mówić o udanym debiucie?
Po pierwsze mam pretensję do tytułu tomu i tutaj raczej są to pretensje do redaktora o to właśnie, że tytuł pretensjonalny, z tych „nachalnie kojarzących się” z łopatologią. Jak się to przekłada na zawartość?
Wiersze Gałązki dla mnie są jak meble z Ikei: ładne, proste, początkowo cieszą oko, ale po niedługim użytkowaniu okazje się, że tu i ówdzie coś odpada, coś się chwieje, kolory bledną, a materac się zapada. Czego więc brakuje? Nie ma w wierszach Gałązki skupienia, jest prześlizgiwanie się po powierzchni, a nieliczne próby zejścia głębiej kończą się niestety niepowodzeniem. Wygodniej jest układać zgrabne frazy, wodzić za nos mniej cwanego czytelnika wersami podanymi w odpowiedniej kolejności, w odpowiednich odstępach czasu – jak (pozornie) dobrze skomponowany posiłek. Sęk w tym, ze po dobrym posiłku, człowiek nie odczuwa pieczenia w przełyku. Tak wygląda mniej więcej to, o czym mówię:

nie jestem tu po to, żeby mówić, jak powinniście żyć czy kochać
(„Sztuka sprzątania” - str. 9)


zawołaj mnie po imieniu lubię być w twoich ustach

(„Z listów do” - str. 11)

panie i panowie, poeci! Dziś pijemyz a tych, co jeszcze potrafią czytać
(„Nie pytajcie co miałam na myśli” - str. 13)

od kilku dni odwilż – to poetom wilgotnieją oczy („ Odwilż” - str. 21)

poeta jest jak dziecko, wierzy w istnienie miłości
i św. Mikołaja

(„***/poeta jest jak dziecko/” - str. 24)

chciałabym cię poczuć w środku czytelniku
(„O wchodzeniu” - str. 27).

Pomiędzy kolejnymi etapami flirtu z czytelnikiem objawia się poetyckie ja, podmiot liryczny hałaśliwie domagający się uwagi. Podmiot liryczny, który zrobi wszystko, by tę uwagę zdobyć.
Najczęstszym błędem debiutantów jest stawianie siebie w centrum wszechświata i zamęczanie czytelników kolejnymi odsłonami własnych emocji. W przypadku tego typu poetyki ratunek jest jeden – musi istnieć coś więcej, coś głębiej. U Gałązki jeśli ta głębia rzeczywiście istnieje, jest skutecznie ukryta pod „efektami specjalnymi”.
Inna kwestia to język. Jak wspomniałam jest sprawnie i gładko, zbyt sprawnie i zbyt gładko, co natychmiast budzi moje podejrzenia, że (jako czytelnik) jestem „robiona w konia”, ktoś usiłuje mi wcisnąć ładne opakowanie, puste w środku. Zapewne istnieją amatorzy ładnych opakowań, osobiście jednak wolę gdy posiadają jakąś zawartość.
Autorka natomiast dobrze radzi sobie z opisami, bywa spostrzegawcza, a nawet miejscami błyskotliwa, np. w wierszu „To nie poezja, to proza) mówi:

„w kącie pod oknem czarno – biała dziewczynka z krzywymi nóżkami i grzwyką
opowiada, jak babka kopała psa, który piszczał, a ona wyła długo w noc”

ale już w tym samym wierszu pojawia się fragment:

„mężczyźni lubią małe dziewczynki , zamykają je w samochodzie (najpiękniejsze
są pietnastoletnie piersi) wyciągają spod fotela wstyd”

zupełnie jakby poetka nie potrafiła tego opisu „utrzymać” bez sięgania po tanie pogrywanie na emocjach czytelnika.
Podobnie bywa w liryce bezpośredniej, sztampowo i po prostu nieciekawie; ze zużytymi rekwizytami i niewyszukanymi skojarzeniami, bo jak łóżko – to prześcieradła, włosy, skóra itp.
Wspomniałam już o tym, że nieliczne momenty schodzenia głębiej konczą się niepowodzeniem, co widać zwłaszcza przy próbach „doprawienia” tekstów filozofią.
Co prawda poetka w jednym z wierszy („Każdy ma taką głębię, na jaką zasłużył”) próbuje z tego wybrnąć pisząc: „i w kałuży można się zagłębić”, owszem, można, tylko po co? Znowu wszystko „po wierzchu”, znowu brak skupienia, jednej myśli, watku, do którego wraca się, by raz jeszcze snuć opowieść. Tylko dosłowność, kawa na ławę, wspomniany obiad na stół.
Najbardziej jednak zaskakuje to, że Agnieszka Gałązka potrafi, tylko nie bardzo chyba się Jej w tej książce „chciało” pisać. Najlepszym dowodem na to jest wiersz pt: „Sierociniec”, wiersz dojrzały i zdecydowanie najlepszy z tego tomu. Wiersz do zapamiętania.
Krzysztof Kuczkowski w posłowiu do książki pisze, że wiersze autorki „są gorące albo zimne, nigdy letnie”. Cóż, jak dla mnie jedne przestygły, inne stopniały w bezbarwną maź.
Czekam, aż w kolejnej książce Agnieszka Gałązka mnie naprawdę poparzy albo spowoduje u mnie odmrożenia. Wtedy nie będzie trzeba wyciągać wstydu spod fotela.



Agnieszka Gałązka „Lubię być w twoich ustach” Prymasowskie Wydawnictwo Gudentinum Gniezno 2010r

38 komentarzy:

  1. nareszcie ktoś napisał o tym tomiku, o którym nikomu się nie chciało pisać i nareszcie ktoś głośno powiedział to, co wielu sobie po cichu myślało...

    OdpowiedzUsuń
  2. bo jak nie ma komu sie narazić, to naraża się Gałkowska :) ale chodzi mi głównie o to, zeby wywołać dyskusję. być moze się mylę, być moze są osoby, które uznają tę ksiązkę za dobrą, a nawet świetną. mam nadzieję, że się tu wpiszą.

    OdpowiedzUsuń
  3. dyskusję... no jest i taka szansa, że nikomu się o tej książce nie będzie chciało gadać. dobrze, że jest recenzja, ale... o czym tu dyskutować :(

    OdpowiedzUsuń
  4. o moich ewentualnych problemach z recepcją? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś równie dobrym krytykiem jak poetką Magdo.Rzeczowo i konkretnie, bez złośliwości. Po cichu Ci powiem, że zachęciłaś mnie do sięgnięcia po tomik by porównać moje odczucia z Twoimi :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Maja - i dobrze, jestem ciekawa odbioru, praktycznie w ogole się o tej książce nie mówiło i nie pisało, a szkoda, bo mogłabym porównać opinie innych

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie ten tomik zachwycił. Może nie znam się na poezji, ale mnie zachwycił. Jako czytelnika, jako mężczyznę, jako... itp.

    "panie i panowie, poeci! dziś pijemy za tych, co potrafią jeszcze czytać,
    co ciekawsze – poezję. takie czasy, trzeba przygryzać język, sklejać
    proste zdania, broń boże złożone
    (...)
    kieliszki w górę, wypijmy: żeby słowa, z których zrobią
    nasze trumny, gniły jak najdłużej"

    !

    OdpowiedzUsuń
  8. Olgerd Dziechciarz17.04.2012, 12:24

    Magdo, co do tytułu, tu się zgadzam, ale z resztą już nie bardzo. Każdy z nas jest centrum wszechświata, więc debiutantowi też wolno być. I każdy z nas „domaga się uwagi”. Jeśli ktoś mówi czy pisze, że się nie domaga, to kłamie. Może przydałoby się autorce więcej skromności, ale czy poetów cenimy za skromność? Mnie się ta książka spodobała, ale nie wykluczam, że może się komuś nie podobać (np. innym piszącym kobietom). Wydaje mi się, że masz za duże wymagania wobec debiutantów - nawet to, że jest sprawna, to zarzut; czyżby powinna być niesprawna? ;-). Dobrze jednak, że napisałaś tę recenzję, myślę, Agnieszka się nie obrazi, ale wyciągnie właściwie wnioski i kolejną książką po prostu powali Cię z nóg :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wojciech Roszkowski17.04.2012, 13:09

    Tytuł zadziorny, przekorny, a może pretensjonalny? W każdym razie nie jest letni, zwraca uwagę, tym bardziej że wydawcą jest Gaudentium. Pomysłowy, moim zdaniem, na swój sposób zabawny, z fantazją. Książka ma swój "nerw", wewnętrzną konsekwencję i ład. To świat w zasadzie kompletny. A pod powłoką pewnej nonszalancji jest jakaś głębsza mądrość i - co dla mnie, jako czytelnika, ważne - czułość, nieco skrywana, maskowana ironią i autoironią. Czytałem, nie byłem zawiedziony (choć to nie jest do końca "moja bajka"). Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Olgerd Dziechciarz - faktycznie, nie wiem czy może być coś "zbyt sprawnie" i rzeczywiście nie powinien być to zarzut,
    ale też może niekoniecznie czymś czym powinniśmy się zachwycać, gdzieś niedawno czytałem wypowiedź, że w erze portali warsztatowych sprawność można osiągnąć poprzez odrobinę talentu i wrzucanie wierszy na te właśnie portale, być może to uogólnienie, ale potwierdzone przez zatrzęsienie poetów "sprawnie" piszących ;) więc może przez to "zatrzęsienie" warto jednak podwyższyć tę poprzeczkę - nie tylko sprawność, ale jeszcze coś własnego do powiedzenia ;)
    fakt, niekoniecznie debiut musi pozamiatać, w ogóle ja jestem bliższy teorii, że druga książka jest ważniejsza od pierwszej, potem trzecia od drugiej, etc, takiego bardziej długofalowego spojrzenia, bo przecież nikt nas nie goni z biznesplanem, żeby "już-od-razu",
    ale najpierw autor musi mieć sygnał zwrotny, że "teraz to jednak jeszcze nie to":)
    więc nie ma co się cackać z debiutantami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Też ''lubię'' się narażać, więc będzie wprost. Z góry przepraszam, nie zamierzam nikogo urazić, ale...
    ''Najczęstszym błędem debiutantów jest stawianie siebie w centrum wszechświata i zamęczanie czytelników kolejnymi odsłonami własnych emocji. W przypadku tego typu poetyki ratunek jest jeden – musi istnieć coś więcej, coś głębiej. U Gałązki jeśli ta głębia rzeczywiście istnieje, jest skutecznie ukryta pod „efektami specjalnymi”'' - tak piszesz, a czy dokładnie tego samego nie można powiedzieć o ''Fabryce'', czyli bądź co bądź, Twojej debiutanckiej książce? Zapomniał wół...? ;)

    To takie moje pierwsze skojarzenie.
    Drugie:
    masz literówkę -''satysfakcjonujący'' powinno być.

    Rzadko zgadzam się z Wojtkiem, ale w tym przypadku... mogłabym się podpisać pod jego komentarzem.

    Pretensjonalny tytuł? Moim zdaniem jest zupełnie odwrotnie. Pretensjonalne są te wszystkie (najczęściej jednowyrazowe) tytuły rodem ze sztambucha, które to mają niby oddawać ''siłę poetyckości''. Zwykle więcej w nich ości niż poezji. U Gałązki przynajmniej jest nietypowo, zaczepnie. A samo wyrażenie ściśle wiąże się semantycznie z wierszami. Pod warunkiem tylko, że nie potraktuje się ich ''po wierzchu''.


    Strasznie, ale to strasznie ''czepialska'' recenzja. Cenię czasem Twoje jednoznaczne opinie, ale tym razem... pobieżnie, pochopnie. I nie uważam tak TYLKO dlatego, że nie widzę uzasadnienia dla Twoich zarzutów. Sam ton wypowiedzi nie pozwalaj traktować jej poważnie. Czytam, czytam... i jedyny wniosek jaki mi się nasunął: recenzentka albo nie lubi samej autorki, albo takiego typu pisania i nawet nie zastanowiła się o czym i po co są te wiersze''.


    Napiszę osobny tekst o całym tomiku. Kiedy będzie gotowy, podam linkę.

    OdpowiedzUsuń
  12. "tak piszesz, a czy dokładnie tego samego nie można powiedzieć o ''Fabryce'', czyli bądź co bądź, Twojej debiutanckiej książce? Zapomniał wół...? ;)"

    recenzent nie musi sam napisać świetnego debiutu, żeby skrytykować cudzy debiut, w ogóle nie musi być poetą, skupianie się na innych recenzjach, innych aktywnościach recenzenta, etc, etc. jest odwracaniem kota ogonem, bo chyba w centrum uwagi ma być tekst recenzji, plus jeszcze obiekt recenzji,

    a tym obiektem nie jest "Fabryka tanich butów";)
    ani też recenzentka nigdzie nie pisze: "napisałam mniej efekciarski debiut";)

    OdpowiedzUsuń
  13. odpowiem wszystkim potem, ale najpierw Oli - nie zapomniał, ale czy skoro się nie podoba, to musi być od razu przytyk personalny o nielubieniu autorki, albo złośliwości o debiucie?

    OdpowiedzUsuń
  14. Nieważne, jaką książkę napisała recenzentka. Ważne, że jej kolejna notka pseudoliteracka- bo nazwanie tego recenzją to zdecydowane nadużycie jest płytka i marnej jakości. Czy jedynym motywem jej pisania jest lubię/nie lubię autora tomiki? Bo już chyba tylko takie można odnieść wrażenie :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy - dziękuję za opinię :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy ja nic nie poradzę, Magda, że takie miałam skojarzenia, no!

    OdpowiedzUsuń
  17. "Najbardziej jednak zaskakuje to, że Agnieszka Gałązka potrafi, tylko nie bardzo chyba się Jej w tej książce „chciało” pisać. Najlepszym dowodem na to jest wiersz pt: „Sierociniec”, wiersz dojrzały i zdecydowanie najlepszy z tego tomu."

    Ten fragment ewidentnie pokazuje że Magda odcięła się od osoby autorki w kwestiach emocjonalnych, że rozmawia z wierszami autorki a nie autorką. Więc może nie odciągajmy spojrzenia od tomiku?

    OdpowiedzUsuń
  18. Olgerd Dziechciarz - poezja owszem, może być terapią dla autora, ale domaganie się uwagi nie wystarczy, żeby tomik uznać za dobry. za tym muszą iść wiersze o niezaprzeczalnej jakości. wołanie "chcę być teraz w centrum" to sprawa prywatna i nie powinna angażować czytelnika.

    "Jeśli ktoś mówi czy pisze, że się nie domaga, to kłamie." - bzdura. jeśli ktoś kłamie, to autor tego zdania. proponuję też odróżnić dziecinne wołanie "popatrzcie na mnie" od wartości literatury.

    moim zdaniem, co najistotniejsze, Gałązka nie ma nic do powiedzenia poza zestawem oczywistości. język poetycki jest do bólu wtórny i pozbawiony śladu indywidualności. większość wierszy z tomiku można by wstawić do stu innych tomików i nikt by nie zauważył, że to inny autor. wyobraźnia, metaforyka - miałkie, bez wyrazu, powierzchowne. wnioski - żadne. to jak przeczytanie tomiku wierszy o tym, że w dzień jest dzień, a zimą jest zimno. jest to wszystko umiarkowanie ładnie powiedziane, ale oczekuję od poezji więcej.

    tytuł - nachalny, nijak nie oddający zawartości książki, niesmaczny. taki tekst jest fajny po dłuższym flircie, w momencie jak się zdejmuje bieliznę albo trochę później. ale nie na okładce książki z wierszami o niczym.

    cały tomik to zbiór utworów, które są napisane w miarę poprawnie, takie wprawki, miękkie, bez ciężaru, bez głębi. jeśli ktoś lubi poczytać o tym, że życie jest smutne, od czasu do czasu trafiając na jakieś wulgaryzmy, to może się podobać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tomku - i dobrze :) każdy czytelnik odbiera inaczej i czyta co innego, przecież właśnie o to chodzi w poezji. Ja przeczytałam jak wyżej, Tobie się podoba.i tak trzymajmy :)

    Olgerd - z tym domaganiem się i kłamstwem to bym tak kategorycznie nie osądzała. Mam wymagania wobec poezji, a debiutant? to znaczy,że jemu wolno pisac kiepskie wiersze i bycie debiutantem wszystko usprawiedliwia? :) chyba jednak nie. diwne byłoby, gdyby się ktoś "obrażał" za brak zachwytu nad jego twórczością, byłoby to szczytem gówniarstwa :)

    Wojtek - fajnie, ze to napisałeś, bo chciałam także innego spojrzenia, moze trochę Olgerd miał jednak racji z tymi wymaganiami, ale nie tyle wymagam od debiutantów, ile od debiutujących poetek. Ja znam takich tomów na morgi, dobrze, ze faceci czytają inaczej :)

    Kuba - to jest to, o czym pisałam, fakt, ze ktoś debiutuje nie powinien być żadną taryfą ulgową.

    Oli - też będę szczera. po Tobie akurat spodziewałam się rzeczowej reakcji, a nie mało merytorycznych szpileczek :) Co do czepialstwa, tak, czepiam siei zawsze będę się czepiać, podobnie czepiam sie swoich tekstów zresztą :) Autorki w ogóle nie znam, więc kategoria lubię ją czy nie lubię odpada. Nie jest to także kwestia lubienia, bądź nie lubienia tych wierszy, czy takiej poetyki. Mnie one po prostu nie ruszają, dla mnie niczego tutaj nie ma, czego nie byłoby w 20 innych tomach poetek. Mozesz mi wierzyć, albo nie, ale nie czytałam ich po wierzchu i zastanawiałam sięo czym mówią. Dla mnie o niczym istotnym :) Idąc Twoim tropem myślenia - autorka jest Twoją koleżanką? :)

    Jantarek - odcięłam sie zupełnie, o ile można mówic od ocięciu się od kogoś, kogo się w ogóle nie zna.

    Sławek - mocno powiedziane, ale celnie.

    Sluchajcie, moja racja nie jest mojsza :) Przedstawiłam swoje odczytanie tej książki, fajnie, że się rozwinęła jakaś dyskusja, bo z tego co wiem, jakoś nikt o tej książce rozmawiać nie chciał. Przynajmniej jest szana się sensownie i twórczo spierać. Dzięki za to :)

    OdpowiedzUsuń
  20. W odbiorze Twojego tekstu jest mało istotne, jak je czytałaś, po co i co tam znalazłaś/nie znalazłaś. Że piszesz w 100% subiektywnie - fajnie. Tylko dlaczego ton wypowiedzi za każdym razem musi być taki napastliwy? Wbijam Ci szpileczki? Nie w Ciebie, w to, co mi się wyłoniło z tekstu. Wierzę, że każda opublikowana/wypowiedziana publicznie kwestia jest efektem wymiany. Wierzę też, że każdy żarliwy tekst jest uwarunkowany mniejszą lub większą przemocą (jakkolwiek rozumianą), ale to nie znaczy jeszcze, że to jest tylko przemoc? Pewnie problem nie leżał w czytaniu, ale w traktowaniu czytanego materiału. Pisaniu o nim jakbyś gadała przy piwie o nowych, brzydkich butach sąsiadki. Nie trzeba od razu pisać eseju krytycznoliterackiego czy rozprawy naukowej, ale może warto czasem pomyśleć nie tylko co i o czym piszesz, ale jak piszesz?
    Patrząc z innej strony... może nie chciałaś być odebrana w taki sposób i to wyszło, powiedzmy, przypadkiem. Ale to tym bardziej obliguje... w końcu w ''normalnej'' rozmowie można takie rzeczy wyrazić mimiką, głosem, a tu jest tylko ogólny ton tekstu.

    Rzeczowa reakcja z mojej strony? Będzie osobny tekst, już chyba wspominałam. Nie widziałam i dalej nie widzę potrzeby rozwijania wątku wśród tak antagonistycznych, a zarazem lapidarnych komentarzy, które zresztą za chwilę znikną przykryte przez nowe wpisy. Odniosłam się bezpośrednio do notki i krótko do samej książki, bo akurat W.R. wyraził zdanie podobne do mojego. Widocznie to błąd. Perfekcyjnie tracę czas.

    Więcej się tu nie wpiszę, przysięgam. Kiedy będzie Twoja nowa książka - pewnie kupię i przeczytam. Po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Oli - reagujesz zbyt emocjonalnie. tyle.

    OdpowiedzUsuń
  22. Przeczytałam wiersze Agnieszki Gałązki jedynie w Zeszytach Poetyckich (nie mam tomiku), może pobieżnie, ale ulegam kokieterii autorki. Wiersze płynnie przelewają się z menzurki w menzurkę, to dość zabawne i kolorowe (w emocjonalnym odbiorze) perpetuum mobile. Zaskakuje, że debiut nie oparty na buncie, a więc dojrzały emocjonalnie(?). Przyznaję jednak rację Magdzie Gałkowskiej, nie schodzą do głębi, nie "łowią spod lodu", nie dotykają bólu, a więc i mnie jako czytelnika. Wiersze ciepłe, nie gorące, nie zimne. Ale autorka to wie:
    "tęsknota, to dziwne słowo - brzmi podobnie jak
    ochota, tylko mniej wyraźnie"
    I jeszcze ten fragment:
    "podobno picasso mieszał farby ze spermą, żeby jego sztuka była
    nieśmiertelna. nie mam tak łatwo: nie produkuję białka
    w tej postaci ani nie maluję. poezja kobieca zawsze była poszkodowana,
    nawet jeśli trwała dłużej niż okres."

    Krew miesza się z wierszem poetki tylko podczas miesiączki?

    Nie dziwne więc, że bardziej krwiste i wyraziste poetki są tym debiutem zbulwersowane, zakłopotane. Poprawny politycznie debiut nas wkurza? Chcemy krwi?

    OdpowiedzUsuń
  23. niekoniecznie krwi, ale też czytelnik nie szuka raczej letniej wody, bo taką ani kawy ani herbaty zaparzyć się nie da, ani ugasić pragnienia i suchego gardłą w gorące, krwiste dni.
    Magda pisze: "Czego więc brakuje? Nie ma w wierszach Gałązki skupienia, jest prześlizgiwanie się po powierzchni". Sugeruje to jedynie sprawne mówienie, zwykłą rozmowę towarzyską, z której poza dobrą atmosferą nic nie wynika. Dalej "Agnieszka Gałązka potrafi, tylko nie bardzo chyba się Jej w tej książce „chciało” pisać." To mocny zarzut. Więc po co? Dla wykazania się tylko błyskotliwością w dialogu? Wyjść zapamietaną ze spotkania?

    "tęsknota, to dziwne słowo - brzmi podobnie jak
    ochota, tylko mniej wyraźnie"
    "podobno picasso mieszał farby ze spermą"

    Te fragmenty utwierdzają mnie w tym. "Brzmi podobnie jak... tylko...", więc w końcu jak? Czy autorka to wie, zna, czy tylko mówi dla podtrzymania rozmowy, tak, jak się codzień rozmawia o sytuacji na froncie bliskowschodnim, znając temat jedynie z doniesień prasowych?

    I co znaczy "poprawny politycznie debiut"? Znaczy bezpieczną ścieżkę, lawirowanie tak, by nic nie stracić a coś chapnąć? Może i to na jakiś czas i w pewnych kręgach da medialność, ale czy tylko o to autorce tomiku chodzi?

    OdpowiedzUsuń
  24. Mario - nawet nie zbulwersowane i zakłopotane, raczej znudzone.

    OdpowiedzUsuń
  25. nie rozumiem zarzutów o wyrazistość recenzji. w ogóle nudzą mnie recenzje będące streszczeniami książek lub ciągiem interpretacji - i koniec. interesuje mnie opinia autora o książce, o ile jest dobrze uzasadniona. i uważam, że po to są recenzje - z założenia, żeby recenzent wyraził swoje zdanie. i co.

    OdpowiedzUsuń
  26. ach, czyli wreszcie mamy mnóstwo wspaniałej czystej poezji w skondensowanej formie!może to jest "gałązka jabłoni", której przez całe życie szukał Stachura? (mar.a.)

    OdpowiedzUsuń
  27. Odpowiedzi
    1. bez obaw, ironizuję przecież, przekąszam się z niesmakiem, choc tej książniczki poetyckiej przez nazwiska namaszczonej pożrec wzrokiem bynajmniej nie zamierzam

      Usuń
  28. @Tommy, poprawny politycznie w tym kontekście znaczyć może poprawny literacko, tzn. na szkolne pięć albo i sześć. A co do braku głębi i wzniosłości, i innych (narodowych, zbiorowych, osobowych) histerii, ten dystans do wyżej wymienionych można też uznać za programowo udany, za wielce cnotliwy, jeśli świadomy i zamierzony, bo życie może takie jest; gładkie i zabawne, naszpikowane newsami, ciekawostkami, ochotami na życie. Zarzucać autorce, że jeszcze nie posmakowała, nie odcierpiała swego? Agnieszka Gałązka mówi własnym głosem, chwała jej za to i cześć. Ile osób poczytało, ile dyskutowało! Sama Magda Gałkowska! Debiut uznaję za odtrąbiony. Czas na krew!

    OdpowiedzUsuń
  29. @Magdo, bez urazy, sama naganiałaś do dyskusji. Tęsknię za sprzeczkami z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Pani Magdo, bardzo lubię pani recenzje; często czytam chociaż rzadko komentuję. Co do tomiku A. Gałązki - mam, przeczytałam i uważam, że nie jest świetny ale nie jest również zły. Gdyby był moim tomikiem, nie wstydziłabym się go. Bardzo dobrze, że pisze pani o kolejnych debiutach na swoim blogu - niech się dzieje w poezji. Pozdrawiam.

    Małgosia.

    OdpowiedzUsuń
  31. Mario - chciałam, chciałam i dobrze, że tu jesteś :) debiut został odtrąbiony już wcześniej, a ja dopiero teraz Gałązkę czytałam stąd ten tekst powyżej. Najgorzej dla książki, kiedy jest przemilczana. Co do własnego głosu Gałązki - wg mnie własnie jeszcze tego głosu nie ma, ale jest szansa na to, że będzie dlatego czekam na kolejny tom :)

    Pani Małgosiu - cieszę się, że Pani czyta :) tak, debiut Agnieszki nie jest zły, jest wg mnie po prostu nijaki. Ja też się swojego debiutu nie wstydzę choć dziś już inaczej bym większość wierszy napisała :)
    Piszę na swoim blogu o książkach, bo recenzenci rzadko zajmują sie debiutami i potem książki są przemilczane. A jak Pani słusznie zauważyła - powinno się coś dziać.
    dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie wypada mi nie odnieść się :) Dziwię się, że ta opinia w ogóle powstała, w końcu nie znamy się ;) A poważnie, brakowało mi opinii krytycznych, zdawałam sobie sprawę, że są, ale jakoś nikomu się nie chciało :) Fakt jest taki, że ta książka jest zlepkiem szkiców z różnych portali i powstała dużo za wcześnie (możliwe, że w ogóle nie powinna). Żałuję wysłania tekstów na niesławny ;) konkurs Krzyckiego, żałuję, że wpadły one w ręce osób, które nie dotrzymują obietnic i tym sposobem książka została pozostawiona sama sobie. Mniejsza z tym, sama nie lubię większości z tekstów, które znalazły się w tomiku, ale pewnych decyzji nie da się cofnąć. Pozytyw jest jeden: są tacy, którzy przeczytali i nie wyszło im to bokiem ;) Jeszcze tylko zwierzę się na koniec, że kolejnych nie będzie, nie piszę, bo kręcą mnie teraz inne rzeczy niż poezja pisana do kotleta ;) Magdo, dzięki za poświęcony czas!

    Agnieszka Gałązka

    OdpowiedzUsuń
  33. Agnieszko - bo własnie o czytanie chodzi, ale powiem Ci tak, - nie żałuj, bo nie ma czego, co najwyżej wyciagaj wnioski :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Znam Agnieszkę, znam jej pisanie... ten tu artykuł, albo lepiej powiedzieć artykulik bardzo się nadyma, zarzuca autorce to, tamto... powierzchowność na przykład, ślizganie się i inne takie, ale sam jest napisany językiem licealisty a nie krytyka, sam jest płaski i monotonny, wytyka brak głębi, a sam żadnej głębi nie tworzy... Mógłbym tak jeszcze, ale dobra... generalnie jestem dużo bardziej po stronie autorki tomiku niż jej szacownej pani krytyk. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jestem panią krytyk, po prostu wyrażam swoje zdanie o czytanej poezji, do miana pani krytyk nawet nie pretenduję :) pozdrawiam

      Usuń
  35. To może zacznę słówkiem o definicjach. Powiedzmy tak: jeśli widzimy kogoś siedzącego w kabinie tira, i widzimy przy tym, że ten ktoś trzyma w rękach kierownicę, a tir uczestniczy w ruchu drogowym, to ten ktoś z pewnością jest kierowcą tira. I dalej… jeśli widzimy, że ktoś jest autorem tekstu, w którym poddaje się krytycznej analizie twórczość poetycką, to ten ktoś - chciał, nie chciał - jest lub staje się właśnie… krytykiem poezji. Tak to widzę. Idąc jeszcze dalej, bo to przecież nie koniec... Jeśli osoba będąca autorem artykułu, w którym poddaje się krytycznej analizie twórczość poetycką, posiada przy tym żeńskie organy płciowe, to ta osoba jest nie tylko krytykiem, ta osoba z pewnością jest... panią krytyk!... Hm. To chyba tyle, jeśli chodzi o spełnienie warunku (czy warunków) bycia "panią krytyk" i definicję tegoż pojęcia. Dobrze... to to mamy z głowy, teraz wrócę do Agnieszki. Otóż panią Agnieszkę obserwuje od ponad dwóch lat... to znaczy jej twórczość oczywiście. Znam ponad 90 jej tekstów. Powiem tak: błyskotliwe i niecodzienne zjawisko!… Dla mnie to niepodważalna sprawa. I to mi się bierze nie ot tak, bo się urwałem z choinki na przykład; muszę pani powiedzieć że… czytam sporo. Jak patrzeć po statystykach naprawdę sporo, mniej niż bym chciał może, ale ogólnie rzec biorąc jakieś pojęcie mam. Tyle że kobiecej literatury jest w tym niestety niewiele. To znaczy pisanej przez kobiety, bo „kobieca”, a „pisana przez kobiety” to nie dokładnie to samo, ale dobra, nie będę się tym teraz zajmował. Krótko mówiąc z kobiet, tych z dzisiaj, zostały mi Herta Muller, Elfriede Jelinek i Oriana Fallaci… no może jeszcze trochę Gretkowska. Reszta odpada, nie przebija się. Próbowałem, ale wyszły z tego epizody; nie wiem, coś mnie w kobiecym pisaniu męczy, jakiś niedający się trawić składnik. Czytam i czuję dysonans. Coś mi zgrzyta między tym co proponuje coraz bardziej świadoma siebie współczesność, a pisaniem które jakby tego nie zauważa. Albo może i zauważa, tyle że w niedostatecznym stopniu. Do tego kobiety zwykle wyrażają się bezbarwnym, drażniąco zachowawczym stylem… No i jest jak jest; większość piszących kobiet do mnie nie trafia. I już myślałem że tak zostanie, że tak mam po prostu, gdy nagle jebut!... Agnieszka Gałązka!... Na Nieszufladzie. Prawdziwe objawienie!... Zacząłem czytać i oniemiałem. Przeczytałem wszystkie jej teksty. Już to o czymś świadczy. Jej pisanie spełniało warunki!... Najprościej mówiąc. I to dużo bardziej niż wiele innych liczących się pisań, nie wyłączając naszej noblistki na przykład. Nawet nie porównuję; musiałbym zestawiać „bezbarwny, drażniąco zachowawczy styl” skądinąd mądrej i zasłużonej kobiety z rozległym, zaskakująco świeżym i odważnym stylem zupełnej debiutantki, laureatki konkursu Krzyckiego… bez szans dla tej pierwszej, o dziwo. Jakby to wyglądało?... Nie będę przecież robił siary Królewskiej Akademii i samej noblistce, którą - jakby nie patrzeć - szanuję jak własną matkę. Zresztą, na Nieszufladzie znalazłem kilka literackich osobowości… że wymienię: Joannę Fligiel, Ewę Birk, Jeana-Paula Żarta i kilku innych. Czytanie tekstów tych ludzi było dla mnie… silnym, duchowym przeżyciem! Da pani wiarę?... Stąd moja reakcja na pani blaz i zarzuty że brak „głębi” i że nie ma w tym „skupienia” i inne tego typu. Skąd te zarzuty, Chryste? Nic, zmieliła pani dziewczynę jak biurowa niszczarka podanie o ulgę podatkową. No i ruszyło mnie…

    OdpowiedzUsuń
  36. Oj, miło tu trafić przypadkowo po kilku latach, gdy w zasadzie emocje opadły. Trudno nie zgodzić się z Agnieszką Gałązką, ta książka powstała zdecydowanie za wcześnie, i raczej mało prawdopodobne, że została zostawiona sama sobie, skoro ktoś tę książkę wysłał na Ogólnopolski Konkurs Literacki „Złoty Środek Poezji”, gdzie w jury byli wtedy: Karol Maliszewski, Artur Fryz, Krzysztof Kuczkowski, Wojciech Kudyba i Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki. Debiut Gałązki otrzymał wtedy I miejsce, ale i to widać nie pomogło tej książce, więc co jej miało pomóc? I tu zgadzam się z opinią Magdy Gałkowskiej. Teraz, po latach, widać to wyraźnie. I w sumie szkoda, że nie wydano wtedy książki komuś, kto teraz kontynuowałby pisanie, chociaż z tego co kojarzę, Sajkowskiemu i Dziwak w ramach Krzyckiego wydano debiuty. I to były trafne strzały.

    OdpowiedzUsuń