Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


30.05.2012

W.H. AUDEN - o czytaniu


fragmenty:

To, co interesuje pisarza, nigdy nie jest zbieżne z tym, co interesuje jego czytelników, a jeśli przypadkiem zainteresowania te okażą się zbieżne, wówczas jest to szczęśliwy przypadek.
Większość czytelników stosuje wobec pisarza podwójną miarkę: im wolno zdradzać go, kiedy zechcą, lecz jemu nigdy, przenigdy nie wolno ich zdradzić.

Czytać to znaczy tłumaczyć. Każdy bowiem człowiek ma inne doświadczenia. Zły czytelnik przypomina złego tłumacza: przekłada dosłownie, kiedy powinien parafrazować, i parafrazuje, kiedy powinien przekładać dosłownie. Kiedy uczymy się czytać dobrze, erudycja, chociaż cenna, ma mniejsze znaczenie, niż instynkt; zdarzało się, że wielcy erudyci byli złymi tłumaczami.

Poeta czytając innego poetę lub prozaik czytając innego prozaika nie może się powstrzymać od porównywania ich twórczości z własną. czytając formułuje tego rodzaju sądy: Mój Boże! Mój Pradziadku! Mój Wuju! Mój Wrogu! Mój Bracie Kretynku!"

Bywają ludzie zbyt inteligentni na to, by zostać pisarzami, lecz ci nie zostają krytykami. Jeden Pan Bóg wie, jak głupi bywają pisarze, lecz nie zawsze są oni tak głupi, jak przypuszcza pewna kategoria krytyków. Mam na myśli tych krytyków, którzy ganiąc jakieś dzieło czy fragment, nie dopuszczają nawet takiej możliwości, że autor wiedział dokładnie, co chciał powiedzieć.

Tylko bardzo nieliczni spośród nas mogą; nie kłamiąc, poszczycić się, że nigdy nie mówili źle o książce lub pisarzu jedynie na podstawie pogłosek. Wielu natomiast może zgodnie z prawdą powiedzieć, ze nie chwalili książki lub pisarza, których nie czytali.

Atakowanie złych książek jest nie tylko marnowaniem czasu, lecz również źle wpływa na charakter. Jeśli stwierdzam, że książka jest naprawdę zła, jedynie zainteresowanie, jakie mogę wywołać, musi pochodzić ode mnie samego, musi być owocem takiego popisu inteligencji, dowcipu lub złośliwości, na jaki tylko mnie stać. Nie można recenzować złej książki nie popisując się.

Jest jednak takie zło, obchodzące literaturę, którego nigdy nie wolno przemilczeć i które zawsze należy atakować publicznie, a jest nim zepsucie języka.

Z całą stanowczością stwierdzam, że jednej rzeczy nie wymagam od krytyka, a mianowicie, by dyktował mi, co winienem pochwalać, a co ganić. Ja odpowiadam za swój dobór lektury i nikt na świecie nie może mnie w tym wyręczyć.




28.05.2012

Sylvia Plath - Last Words



I do not want a plain box. I want a sarcophagus
With tigery stripes, and a face on it
Round as the moon, to stare up.
I want to be looking at them when they come
Picking among the dumb minerals, the roots.
I see them already - the pale, star-distance faces.
Now they are nothing, they are not even babies.
I imagine them without fathers and mothers,like the first gods.
They will wonder if I was important.
I should sugar and preserve my days like fruit!
My mirror is clouding over -
A few more breaths, and it will reflect nothing at all.
The flowers and the faces whiten to a sheet.

I do not trust the spirit. It escapes like steam
In dreams, through mouth-hole or eye-hole. I can't stop it.
One day it won't come back. Things aren't like that.
They stay, their little particular lusters
Warmed by much handling. They almost purr.
When the soles of my feet grow cold.
The blue eye of my copper cooking pots, let my rouge pots
Bloom about me like night flowers, with a good smell.
They will roll me up in bandages, they will store my heart
Under my feet in a neat parcel.
I shall hardly know myself. It will be dark.
And the shine of these small things sweeter than the face
                           of Ishtar.


Sylvia Plath "Crossing The Water"

25.05.2012

SERYJNI POECI 16


Poznań CK ZAMEK "Sala Pod Zegarem" II piętro
29 maja 2012 godz. 19.00
prowadzenie Piotr Śliwiński

ZAPRASZAMY!


24.05.2012

W.H. AUDEN - O PISANIU

                                                                    W.H. Auden

fragmenty:

Gdyby wiersze mogły powstawać w transie, bez świadomego udziału poety, pisanie ich stałoby się zajęciem tak nudnym czy wręcz nieco nieprzyjemnym, że tylko poważna rekompensata w postaci pieniędzy lub prestiżu społecznego mogłaby kogoś skłonić do zostania poetą.

Aby ograniczyć do minimum liczbę swoich pomyłek, wewnętrzny cenzor, któremu poeta przedkłada swe dzieło w trakcie pisania, powinien być Radą Cenzorów. W jej skład wchodziliby na przykład: wrażliwy jedynak, praktyczna gospodyni, logik, mnich, fircykowaty bufon, a nawet, być może, znienawidzony przez wszystkich i odpłacający im pięknym za nadobne brutalny, wiecznie klnący sierżant, dla którego cała poezja funta kłaków niewarta.

"Artyści są na ogół szczerzy, a sztuka jest na ogól zła, chociaż niektóre nieszczere (szczerze nieszczere) dzieła mogą być całkiem niezłe" (Strawiński). Szczerość jest jak sen. W zasadzie oczywiście każdy powinien założyć, ze będzie szczery i uważać, że sprawa jest załatwiona. Pisarze jednak cierpią czasem na ataki nieszczerości, tak jak inni na bezsenność. W obu przypadkach lekarstwo jest bardzo proste: w drugim trzeba zmienić sposób odżywiania, w pierwszym - towarzystwo.

Abstrahując od konkretnego znaczenia historycznego, słowa klasyczny i romantyczny a mylącymi określeniami dwóch partii poetyckich, arystokratycznej i demokratycznej, które istnieją od zawsze, każdy pisarz należy do jednej z nich, przy czym może zmienić przynależność partyjną, a w wyjątkowych wypadkach odmówić podporządkowania się komisji dyscyplinarnej.

Reguła arystokratyczna w zakresie tematu:
Poeci nie powinni podejmować tematów, których poezja nie trawi. Chroni się w ten sposób poezję przed dydaktyzmem i dziennikarstwem

Reguła demokratyczna w zakresie tematu:
Poeci nie powinni rezygnować z tematów, które poezja mogłaby strawić. Chroni się w ten sposób poezję przed ograniczonym lub przestarzałym określeniem tego, co "poetyckie".

Reguła arystokratyczna w zakresie opracowania:
Wiersz na dany temat nie powinien zawierać nieistotnych aspektów tego tematu. Chroni się w ten sposób poezję przed barbarzyńską niejasnością.

Reguła demokratyczna w zakresie opracowania:
Wiersz na dany temat nie powinien pomijać żadnego istotnego aspektu tego tematu. Chroni się w ten sposób poezję przed dekadenckim banałem.

Poeta, który pisze "wolnym" wierszem, jest jak Robinson Crusoe na bezludnej wyspie - musi sam sobie gotować, prać i cerować. W wyjątkowych wypadkach ta męska samodzielność tworzy coś oryginalnego i wybitnego, ale na ogół daje obraz nędzy i rozpaczy: brudne prześcieradła na nie posłanym łóżku i puste butelki na nie zamiecionej podłodze.

Poezja nie jest magią. Jeżeli można powiedzieć, ze poezja albo każda inna sztuka ma spełniać jakiś wyższy cel, to powinna - głosząc prawdę - obalać iluzje i otrzeźwiać.

22.05.2012

Sylvia Plath - Dzienniki 1950-1962



fragment:

Rano, po przebudzeniu, znalazłam w skrzynce list od nieocenionego Dudleya Fittsa. Ku mojemu osłupieniu uprzejmie odrzucił "Byka z Bendylaw", który, jak twierdzi, przyjęliby, gdyby był "o szept" lepszy. Podobno odstraszyły go techniczne niedoróbki (!) w wierszach, moja szorstkość, niezdecydowanie, błądzenie we wszystkich, oprócz czterech czy pięciu, wierszach. A przecież moją główną wadą jest mechaniczność, śmiertelny cios sylab. Chyba naprawdę mam pecha. Czy już zawsze będę się podobać nie za to, za co chcę?
Tomik można już uznać za ostatecznie ukończony. Po przyjęciu wiersza w Hudson mam wielkie nadzieje na sprzedanie wszystkich 46 w ciągu kilku miesięcy. No i co z tego. Nie mam poparcia. Powiedzą, że brak im tego albo tamtego, albo coś jeszcze innego. Zresztą szanuję opinię tak niewielu lepszych od siebie.
Lowell dobrym przykładem. Tak niewielu, jeśli w ogóle ktokolwiek, dostrzega, nad czym pracuję, co przezwyciężam. To ironiczne, ze cały mój wysiłek, żeby przezwyciężyć łatwą poetyczność, tylko ich utwierdza w przekonaniu, ze jestem prymitywna, antypoetycka, niepoetycka.
O, Boże.


"Dzienniki 1950-1962" Sylvia Plath, Prószyński i S-ka 2000r

21.05.2012

IV Miłosławski Wielogłos Poetycki - relacja

                                               fot. Krzysztof Schodowski

19 maja 2012r odbył się czwarty już Miłosławski Wielogłos Poetycki, organizowany i prowadzony przez Dorotę Surdyk, przy wsparciu Miłosławskiego Centrum Kultury.
W tym roku swoją twórczość zaprezentowali: Małgorzata Południak, Karol Samsel i Jacek Kukorowski, a oprawę muzyczną zapewniła pianistka, stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Patrycja Wywrot.
Impreza od początku odbywa się w urokliwym i klimatycznym kościele poewangelickim, co zapewnia od razu nieprzeciętną atmosferę organizowanych tam spotkań.
Twórcy zaproszeni na tegoroczny Wielogłos zagwarantowali prawdziwy koktajl poetycki i estetyczny. Każdy z poetów reprezentuje bowiem (zgodnie z tradycją tego przedsięwzięcia) odmienną poetykę, a co za tym idzie, odmienne podejście do kwestii tworzenia. W związku z tym wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja zainicjowana przez prowadzącą, w której aktywny udział wzięła zgromadzona publiczność. Wspomniana publiczność dopisała, prócz władz i mieszkańców Miłosławia zjawili się poeci oraz artyści plastycy z różnych zakątków kraju i Europy.
Przysłowiową wisienką na torcie okazał się występ Patrycji Wywrot, która zaczarowała swoją grą publiczność do tego stopnia, że nie obyło się bez bisów.
Po spotkaniu można było zaopatrzyć się w tomy poezji oraz zdobyć dedykacje autorów, którzy chętnie rozmawiali z publicznością.
Cała impreza zakończyła się poetycko-plastycznym after party na miłosławskim rynku.
Warto podkreślić, iż od tego roku imprezę patronatem objęły także Artpub Galeria i Artpub Kultura oraz Kwartalnik Literacko - Artystyczny SZAFA i Zeszyty Poetyckie
Wielogłos Poetycki z roku na rok staje się imprezą coraz bardziej rozpoznawalną, gwarantującą wysoki poziom artystyczny i wpisuje się już na stałe w kalendarz kulturalnych wydarzeń Miłosławia.

MG

13.05.2012

SYLVIA PLATH - Mirror



I am silver and exact. I have no preconceptions.
What ever you see I swallow immediately
Just as it is, unmisted by love or dislike.
I am not cruel, only truthful---
The eye of a little god, four-cornered.
Most of the time I meditate on the opposite wall.
It is pink, with speckles. I have looked at it so long
I think it is a part of my heart. But it flickers.
Faces and darkness separate us over and over.
Now I am a lake. A woman bends over me,
Searching my reaches for what she really is.
Then she turns to those liars, the candles or the moon.
I see her back, and reflect it faithfully.
She rewards me with tears and an agitation of hands.
I am important to her. She comes and goes.
Each morning it is her face that replaces the darkness.
In me she has drowned a young girl, and in me an old woman
Rises toward her day after day, like a terrible fish.

11.05.2012

wyłowione - GRZEGORZ KIELAR

Czasem ciekawe wiersze po prostu przychodzą pocztą, nie są idealne, ale mają w sobie pomysł; nie są wygładzone, ale mają haczyk.
i aż się jest ciekawym, gdzie poniosą następne? :)

się pcha

znikąd bo skąd
się pcha
jak ćma
na przekór i wbrew
pod skórę
pod brew
od drzwi jak swój
i wchodzi w sen
niczym tren

po mili
metrze
po niebo
skłonie

święty niepokój
jak ćma
się pcha



na bezdechu

był kubek w kubek jak ona
a szczęście sprzyja chłopcom
podobnym do swoich matek
miał po niej skłonności do skoków
na łeb na szyję
uprawiał poezję dekadencką
i miłość na bezdechu
jakby chciał nakochać się
na zapas
w czasie wędrówek nocnymi
tramwajami
zawsze miał jakiś plan b
i wybierał przystanki na
pożądanie

ostatnio szwendał się
po moich snach
był boso w oczach miał
niedopałek świtu
na parapecie położył ostatni wiersz
i poprosił tylko by przechować go
w metalowej puszcze po kawie

zapewniał że nie będzie
wydawał żadnych
dźwięków.



09.05.2012

z ostatniej chwili - dramat


chcę napisac wiersz, on mówi: pierdol się
mała. nie przyjdę. Robert Smith śpiewa
kawałki Iana Curtisa, słyszę głos jak zgrzyt
styropianu po szybie, dreszcze po plecach.

pierdol się mała, nic nie jest proste, wszystko
już było: na murach, w notatnikach love, love
will tear us apart again
. rozumiesz mała? dni,
zbyt krótkie i niekończące się noce, wszystko

juz było. powtarzalne jak refren, przewidywalne
jak środa po wtorku. wszechobecne protezy,
tranfuzje z obcych ciał. just that something
so good just can't function no more.


MG

03.05.2012

JOHN ASHBERY - Fala





fragment

[...] Gotów jestem zająć się tą sprawą,
Porządkując notatki dotyczące kwestii miłości
Dla wielu, dla dwóch osób jednocześnie i dla siebie
W razie potrzeby innej niż te, które zachodziły do tej pory.
I może pewnego dnia dyskusja, która musi się wywiązać
Żebyśmy coś z tego mogli w ogóle poczuć, nawet zanim
Zaczniemy o tym myśleć, rozwinie się w nowym klimacie,
Którego nikt nie umie sobie wyobrazić, który jednak nadejdzie, jak epoki
Nadchodzą nie powodując totalnego osłupienia,
Odbędzie się w nocy, na długo przed snem i tą miłością,
Która się wówczas pojawia, na nowo wprowadzając tchnienie tajemnicy
w całą
Jałowość życia, która musiała ją poprzedzać. Chwile przezroczyste jak woda
W słońcu rozpryskująca się na skale, chociaż po ciemku, i jeszcze tylko
Sen musi to wszystko afirmować, i ciało znowu cieszy się świeżością,
Gotowe na próby i niebezpieczne sytuacje, których każda miłość,
Choćby miała najlepsze zamiary, musi użyć jako członów w argumentacji,
Będącej refleksyjną grą naszego życia i gubienia się,
I ponownej odmiany, taką nieszkodliwą fantazją, co musi regularnie
Nabierać powagi i niebawem przedstawić swoją sprawę zwięźle
I groźnie, a my znów siadamy przy stole,
Tym razem dostrzegając słój w drewnie i to, jak on przebija się
Przez zeszyt, w którym piszemy, stając się częścią tego, co piszemy. [...]

tłum. Andrzej Sosnowski