Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


20.07.2012

Mariusz Partyka – „Wierzyniec”



Do zrecenzowania tej książki podchodziłam kilka razy i … poległam. Mogłabym jedynie wygłosić na jej cześć pean, którego nie potrzebuje; mogłabym rozebrać te wiersze na czynniki pierwsze, napisać o warsztacie, o języku, o obrazowaniu, ale to także nie oddałoby w najmniejszym stopniu moich odczuć po lekturze.
„Wierzyniec” należy po prostu przeczytać, a kiedy się skończy, przeczytać jeszcze raz i jeszcze i jeszcze. Nie sądziłam wcześniej, że trafię na książkę, o której nie będę chciała napisać właśnie dlatego, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Bez wątpienia jest to jeden z debiutów, który bardzo mocno zapamiętam.
Jacek Bierut w blurbie pisze: w „Wierzyńcu” podejmuje się wątki,których współczesna poezja nie lubi, a nawet od nich stroni i podejmuje się je bardzo udanie.
Pozostaje mi jedynie się z tym zgodzić i powtórzyć za Wittgensteinem, że „o czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”

underdog

do kogo należy ta śmierć ten widok
komu oddać sierść i mięso i kości kto jest właścicielem

tej krwi gdzie metal spotyka się ze skórą i kończy się
spaw kto jest potworem gdzie zatrzymuje się morderca
na noc dokąd płynie ostatni jęk ten miękki obrót

w samym centrum
w którym miejscu zostawia ślad gdzie zamieszka
pod jakim światłem zaśnie.


naganiacze

kto nas przygarnie, wciągnie na listę ulubionych
i wyśle świąteczne życzenia. komu potrzebne są strzępy
ubrań i wychudzone ciała, które przewraca najlżejszy powiew.

gdzie się zatrzymamy, jak damy znać ogniowi,
że to tutaj, niech przypełznie i niech już spłoną te resztki,
które ocalały.


momentum

przemawia przez nas woda,
przyzywa pleśń, nie możemy zostać.

zdyszane psy liżą nasze policzki,
niewiele można dodać.



[istnieją]

istnieją jaskinie bez wyjścia. sklepienia dociskają
żebra do płuc z każdym krokiem. przychodzę tutaj i opowiadam
o dzieciństwie. obudzeni przesuwają się po ścianach.
palce pstrykają, kapsle przykrywają powieki, graliśmy w kolarzyki,
peleton zawsze dojeżdżał do mety, nie pamiętam przegranych.

w pudełku jest tylko śnieg i topi się za szybko, żeby zapamiętać
wszystkie zimowe ścieżki, oprawki okularów
wyglądały jak bezlistne gałązki, pod lodem zamarznięte jeżyny.
ponownie nadciągają ciepłe miesiące, jest tłoczno, świeci słońce
i wieje nudą. jeżeli jeszcze czekasz w tym lesie obok złamanej sosny,
nie odchodź stamtąd już nigdy. niektóre wycieczki
nie powinny mieć zakończenia.

7 komentarzy:

  1. zachęciłaś, interesujące te cztery wiersze...

    OdpowiedzUsuń
  2. ja ją czytam na okrągło. Od pierwszej lektury, jeszcze nie książki, a zaledwie 10 wierszy z "Wierzyńca", miałam przeczucie, że to będzie jedna z najważniejszych książek w moim życiu. Jestem wdzięczna Mariuszowi, że mu się chciało wysłać.

    aa, tutaj mirka

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też mam tak, ze wciąż wracam do "Wierzyńca" a inne książki czekają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważam że nie pisząc napisałaś świetną recenzję Madziu ……mogłabym rozebrać te wiersze na czynniki pierwsze, napisać o warsztacie, o języku, o obrazowaniu………… to jest coś najgorszego co mogła byś zrobić………
    Nad poezją trzeba się pochylić ,otworzyć, pozwolić jej w niknąć w nas, tak jak obraz czy muzyka
    albo wniknie albo nie wniknie…….. i nie pomoże tu rozbieranie na czynniki i składniki i odnoszenie
    do innych autorów, broń Boże cytaty z tłumaczeniem co autor chciał lub nie chciał………
    :)
    Raf

    OdpowiedzUsuń
  5. wiem Raf, ze mam inne podejście do poezji :) rolą recenzenta jest właśnie takie rozbieranie na czynniki, ale "Wierzyńcowi" bym tego nie zrobiła :)

    OdpowiedzUsuń