Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


31.10.2012

usta pełne błękitnego światła


Z pewną dozą nieśmiałości i obaw zawiadamiam, że ukazał się mój drugi zbiór wierszy pt: "TOCA", czas więc na podziękowania:
Dla Dawida Junga i Wydawnictwa Zeszyty Poetyckie, za to, że zaryzykowali :) dla Kuby Sajkowskiego i Grzegorza Łączyka za wsparcie merytoryczne i psychiczne i pomoc w redakcji; dla Roberta Rutkowskiego, za to, że tak cudnie ogarnął całość i zrobił ostateczną redakcję (przy pomocy Ani Rutkowskiej), dla Sławka Płatka za to, że nie pozwolił mi tracić ducha i wiary w tę książkę, dla Dominika Kanii za zrobienie fantastycznej okładki; dla Marcina Orlińskiego za napisanie blurba i wsparcie.
Mam nadzieje, ze ta książka nie rozczaruje czytelników.
No to drugie koty za płoty :)
Szczegóły dystrybucji podam niebawem.
Miłej lektury :)


30.10.2012

przepraszamy, nie możemy zrealizować tego połączenia



mam oczy podkrążone od wirtualnego seksu;
ale mów do mnie, mów, z resztą poradzę sobie
sama. w antraktach kolejnych rozdziałów
wprost z Rodziewiczówny zalewa mnie regularnie

siła tamtego uczucia. więc weźmy ślub piętnastego
dnia, piątego miesiąca, piętnastego roku. szczęśliwi
po pół wrócimy na Skype'a, GG. przez pusty
ekran albo stół mów do mnie, mów. abonent

którego wybrałeś nie przyjmuje połączeń
z numerów zastrzeżonych.

MG


ostatnie wiersze z Ziemi



Dziś przywędrowała do mnie Pocztą Polską "Awaria migawki" Sławka Płatka.
Okazała, pachnąca jeszcze drukiem, nienowa, a jednak nowa, tajemnicza i wreszcie realna.
Czytałam ją na przystanku, w tramwaju, w pracy, znowu na przystanku, znowu w tramwaju.
Znam te wiersze, przy niektórych było mi dane posłużyć radą, niektóre po prostu czytałam bez mrugnięcia okiem. Radocha tak wielka, jakby się swoją własną książkę w ręku trzymało, zwłaszcza, że
"Awaria migawki" i "Toca" to prawie bliźniaczki.

ostatni wiersz z Ziemi

z początku nic nie wskazywało

pokonaliśmy jak mówi pismo Goliata
Godzillę i Gutenberga ale potem nagle
urwał się tekst
.
.
.
.
.
.
.
zasilanie awaryjne naświetliło
jedynie rozmiar zniszczeń
oszczędzaliśmy energię ale
skracanie wersów już nie wystarcza
trzeba będzie w końcu napisać (a
zaprawdę będzie to koniec)
nic żeby opisać nic


Sławomir Płatek "Awaria migawki" 
Stowarzyszenie Salon Literacki, Fundacja Wspólnota Gdańska 2012r

29.10.2012

wiersz na nowy tydzień



KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI - Oczy otwieram

Nawałnice z wolna się rodzą -
najpierw to brzęk fletni.
Dzień rudy tak uderza odchodząc,
spływając kolorem w kwiat.

O, rozwiążcie mi ręce dawne -
- prężne konary skrzypów,
bo zbyt jasno już widzę prawdę,
jeszcze oślepi mnie blask.

Oto się niebo odbarwia,
zamienia się w tabun wichrów,
jeszcze chwila pogardy,
a spadnie czarny śnieg.

A ja brzeg nie nazwany - nazwę,
wtedy spadnie drapieżność gwiazd,
gdy w ramionach żelaznych trzaśnie
szklany sen i rozpryśnie się wiek.

15 styczeń 1942r


24.10.2012

stosowny pokłon od rana



Kultura, nr 6/140 1959. List opisany w bibliografii: "O staraniach wprowadzenia szczypty zdrowej radości".

22.10.2012

wiersz na nowy tydzień

ANNA KALINA MODRAKIS

moja prababcia

opowiada czasem, ze drzwi i okna otwierały się same.
niekiedy widać było smugi w powietrzu jakby mgła.
głosy znikąd. i zapalały się świece. w 1914 i niedługo
potem kiedy pradziadka zasypało w okopach a ona
sypiała  niemieckim lotnikiem na urlopie.

moja prababcia opowiada czasem że tam gdzie teraz jest
znowu jest piękna. oddaje się przystojnym młodzieńcom
o germańskich rysach z białymi skrzydłami na plecach.

z tomu "Prześwietlenie"

15.10.2012

o torturach, wydawcach i wierszu w butelce

No i nagadałam się, przemaglowana przez Joasię Fligiel :)

zapraszam: http://www.gender.pl/readarticle.php?article_id=279




wiersz na nowy tydzień


EUGENIUSZ TKACZYSZYN - DYCKI

[kobieta nie zapomina, że jestem mężczyzną]

kobieta nie zapomina że jestem mężczyzną
i mówi do mnie językiem sprzed tysiąca lat
albowiem nic się nie zmieniło
odkąd wypróbowała mnie pierwszy raz

więc dlaczego nie zapłakała na moje
zniewieścienie dzisiejszej nocy kiedy zostawiłem
jej tyle co trzeba by przyszły do niej
nawet zmarłe dzieci (wszystkie dzieci są nasze)

dlaczego nie powiedziała najdroższy nie ma w tobie
niczego czym zadałbyś mi śmierć na złość
nieskazitelnie czystym prześcieradłom tak czystym
że jutro nie sposób bez ciebie wytrzymać


14.10.2012

Kościelscy 2012 - Miłosław 13 września 2012r


Po raz kolejny w Miłosławiu odbyła się uroczystość wręczenia Nagrody Fundacji Kościelskich, tegorocznym laureatem został Andrzej Dybczak za książkę "Gugara" - trochę poetycki, a bardziej reporterski zapis pobytu na Syberii.
Samo wręczenie nagrody miało miejsce oczywiście w Pałacu Kościelskich, z odpowiednim namaszczeniem rzecz jasna, czyli przemówienia (marszałek woj. wielkopolskiego, burmistrz Miłosławia, starosta wrzesiński, a nawet ambasador Szwajcarii. tak tak!), gratulacje, laudacja autorstwa Tomasza Różyckiego, który nieco nazbyt się rozpisał na temat nagrodzonej książki, w związku z czym laudacja urosła do rozmiarów streszczenia. Nie przeszkadzało to jednak nikomu, z wyjątkiem może laureata, który wyglądał na zagubionego i zdecydowanie oszołomionego tym, co się dookoła niego dzieje. Zniósł to jednak dzielnie i na pusty żołądek (kiedy wszyscy jedli obiad, biedak udzielał kolejnych wywiadów). Tuż przed oficjalną uroczystością laureaci z lat ubiegłych: Tomasz Jastrun, Jolanta Stefko oraz laureat tegoroczny Andrzej Dybczak prowadzili warsztaty z uczniami miłosławskiego gimnazjum, natomiast w Orzechowie szalał w tej samej roli Adam Wiedemann (doszły nas słuchy, ze się działo!).
Dzięki uprzejmości uczennic Dorotki Surdyk miałam okazję zwiedzić izbę pamięci w Pałacu Kościelskich i przyznam, ze było to bardzo interesujące i miłe dla oka zwiedzanie, dodatkowo w towarzystwie Tomasza Jastruna. Dziewczyny bardzo ciekawie opowiadały historię rodu Kościelskich i powstania samej fundacji, a ja po raz kolejny przekonałam się, że podróże kształcą.
Potem spacer ulicami Miłosławia, który niektórzy odbyli w celu podziwiania uroków miasteczka, a niżej podpisana - jako, ze uroki owe nie są jej obce - w celu nabycia mentolowych, gdyż wstyd już jej było opalać nauczycieli oraz przemiłą panią z biblioteki.
Późnym popołudniem odbył się w kościele św. Jakuba fantastyczny koncert Krystyny Prońko, która nadal zadziwia wokalnie i powoduje dreszcze po plecach. Takich głosów w polskiej muzyce już nie ma.
 I najprawdopodobniej nie będzie.
Tuż po koncercie natomiast, w kościółku poewangelickim (tym samym, w którym od pięciu lat Dorota organizuje Miłosławski Wielogłos Poetycki) odbyło się. nocne czytanie laureatów.
Zaczął nieśmiało Andrzej Dybczak, ale zdumiewająco szybko się rozkręcił i było już tylko lepiej, nawet nucił syberyjskie pieśni. Fragmenty, które odczytał zdecydowanie zachęciły mnie do sięgnięcia po "Gugarę".
Marzanna Kielar także trochę nieśmiało - i z niespodziankami akustycznymi - odczytała swoje wiersze, szkoda tylko, że brzmiały dość monotonnie, z czym nie mogłam się pogodzić, ponieważ jestem wielbicielką jej poezji. Andrzej Sosnowski jak zwykle na poziomie, lecz nie tak brawurowo, jak zawsze, co można zrozumieć , a nawet usprawiedliwić widocznym przemęczeniem autora po (zapewne intensywnym) udziale w swoistym miłosławskim festiwalu. W końcu przyszedł czas na Tomasza Jastruna, który podczas czytania kolegów zdradzał pewne oznaki zniecierpliwienia: czyścił buty, kilka razy nalał sobie wody do szklanki, toczył heroiczną walkę z Frutellą i podziwiał freski na suficie; ale przeczytał wspaniale, z werwą, z entuzjazmem, którym zaraził publiczność. Kontakt z nami nawiązał zresztą błyskawicznie. Zdecydowanie było to najlepsze czytanie tego wieczoru. Spotkanie zakończył prof. Walczak z UAMu. Człowiek nie do zdarcia, z fantastycznym poczuciem humoru rozbawił zgromadzoną publikę do łez wierszowaną historią o przekładaniu Mickiewicza na język koreański.
Za każdym razem wyjeżdżam z Miłosławia z dobrymi wspomnieniami i radochą, że dane mi było poznać to miasto. Właściwie czuję się tam jak u siebie, co zasadniczo nie jest dziwne, biorąc pod uwagę gościnność i życzliwość mieszkających tam ludzi.
Za rok Kościelscy znów w Miłosławiu. Na pewno się stawię. Wam też polecam.

Andrzej Dybczak
Krystyna Prońko


MG




* zdjęcia A. Dybczaka i K. Prońko ze strony Wiadomości Wrzesińskich

10.10.2012

wiersz dla Tomka Dalasińskiego



robię komin na drutach, to lepsze
niż siłownia albo ruch posuwisto -
zwrotny. adres nieznany, tym razem
dymu nie będzie. zresztą bez ognia

nie ma szans zapłonąć. telegraficzny
skrót wydarzeń : zimny wiatr miota
trakcją, atrakcją staje się stojący
sznur tramwajów. mijam spiesząc

na ósmą. czekam jak na zbawienie,
plączę, przekładam i jeszcze raz
od nowa, te same ruchy, lepsze niż
puszczanie oczek, na wzór, na wiatr.


MG

wiersz na nowy tydzień


TOMASZ DALASIŃSKI

widać jedynie tyle,

ile jest. i niema jest ulica o tej porze
ciała. od kiedy po omacku i na ścianie,
wisząc: węsząc: wdychając, i trzeba

zrobić przerzut, odnotować postęp
w tej chorobie, która. to jest godzina,
za późno na kolację, są inne propozycje,
są inne postpozycje, wystarczy się
przepisać, jakoś ustanowić, wystarczy
złamać światło pod właściwym kątem,

znaleźć punkt zaczepienia i prawdę
na miejsce.


z tomu "Porządek i koniec"


09.10.2012

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 21

czyli trochę z innej beczki czyli dziewczyna z Osinowej

Zainspirowana pobytem w Gdańsku oraz niedawną rolą przewodniczki po moim rodzinnym mieście noszę się i noszę z zamiarem napisania o moim Poznaniu. Ten oficjalno - turystyczny i owszem, zacny, piękny i naprawdę jest co oglądać, ale to wszystko jest na widokówkach i w sieci. Mojego w sieci nie ma; a miejsc dla mnie ważnych jest w moim mieście - jak się okazuje - sporo, aż mnie samą to zaskoczyło.

Na pierwszy ogień idzie oczywiście Dębiec.
Historię tego miejsca można znaleźć choćby na Wikipedii, więc tego typu informacji wam oszczędzę :) Kultowe miejsce, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, niekwestionowana mekka punkowców i w ogóle wszelkich wykolejeńców. Kilka szkół podstawowych, podwórkowe bandy, rozgrywane między podwórkowe i  zacięte mecze piłki nożnej. Dębina, która dla nas była puszczą Sherwood, miejscem, w którym latami koczowali Indianie, jedną wielką ścieżką rowerową, torem przeszkód i bogowie raczą wiedzieć czym jeszcze. Byliśmy oczywiście zmorą strażników leśnych oraz nieustannym źródłem zmartwień naszych starych, zwłaszcza zimą, gdy zamarznięte stawy zamieniały się w lodowiska. Latem w tych stawach najbardziej zagorzali maniacy wędkarstwa usiłowali złowić cokolwiek. Spędziłam kiedyś całe sobotnie popołudnie przyczepiona do jednego z wędkarzy; nie dlatego, że byłam amatorką wędkowania, ale jeden z moich kolegów powiedział mi, że czasami wyławiają tam nieboszczyka. Jako, że przedtem nie widziałam prawdziwego, żywego nieboszczyka, miałam nadzieję, że tym razem mi się poszczęści. Jakże byłam rozczarowana! Oczywiście rosły tam największe kasztanowce w naszej galaktyce i wszyscy ojcowie raz w roku występowali w rolach małp nadrzewnych i strząsali, strząsali, a my na wyścigi zbieraliśmy do worków, siatek, czy kto co tam miał pod ręką.
Dębiec miał oczywiście swoich znamienitych przedstawicieli. Niejakiego Bambosza np, którego kiedyś spotkałam o 7:15 rano przy kiosku ruchu na przystanku autobusowym, gdzie błyskawicznie i ze smakiem opróżniał buteleczkę Przemysławki, a potem wszystkim oczekującym mówił "dzień dobry" i oddalał się krokiem znacznie bardziej dziarskim, niż ten, którym pod ów kiosk przybył.
Oczywiście Dębiec miał również i targ, nazwany przez kogoś nie wiedzieć czemu Manhattanem.
Na targu do dziś można się zaopatrzyć we wszystko, od chleba począwszy, na obuwiu skończywszy. Moim ulubionym miejscem na owym targu było i jest ostatnie stoisko, gdzie właściciele jednego z sadów pod Poznaniem sprzedają najsmaczniejsze jabłka w galaktyce.
W małym zagajniku przy torach kolejowych zbierało się fiołki  i biegało z polonistką zrzucając wyimaginowane zbędne kilogramy.Przy tych samych torach na ul.Samotnej przesiadywało się w opuszczonych i zrujnowanych budynkach kolejowych oznaczonych tabliczką "niebezpieczeństwo! grozi zawaleniem!" piło się tam pierwsze wino, zaciągało się "mocnym" zwędzonym z paczki ojcu. Na kompleksie pawilonów (kawiarnia, zakład fotograficzny, sklep meblowy i RTV oraz spożywczak) do dziś widnieje kultowy napis "każdy z Dębca, to przestępca". Obok widniało jeszcze oświadczenie: "Na Dębcu jest ciemniej, niż w piekle", pod którym ktoś dopisał "Bo słońce wzejdzie rano, idioto!"
Ta dzielnica, to swego rodzaju miasto w mieście, czy może nawet bardziej wioska w mieście. Niektórzy nigdy się stąd ani mentalnie, ani fizycznie nie wyrwali, niektórzy wyrwali, lecz wciąż wracają. W mojej rodzinie jest takie powiedzenie: "co się martwisz, co się smucisz, z Dębca jesteś, to tu wrócisz" :) Wracam więc, siedzę w Dębinie nad stawem i czytam, łażę po ulicach szukając znajomych zaułków. Wszystko jest tu pomieszane, przedwojenne wille, z typową zabudową lat 50-tych, rzuconymi gdzieniegdzie jak okruchy zbiorowiskami bloków z wielkiej płyty. Wszystko jest tu stare i nowe jednocześnie, znane i nieznane, rozpoznawalne i obce.
Debiec oczywiście stał się również inspiracją dla młodych, gniewnych, z hiop-hopem oblatanych chłopaków z grupy "52 Dębiec"  :)


"Dębiec, Dębiec tutaj jestem
To to miejsce najpiękniejsze
Tu zaczynam i tu kończę
Serce z miejscem nierozłączne"

Przybywajcie.



Dębina



05.10.2012

Forever is the time when we were broken




Told me 
We have turned the card 
My electric night, 
Told me 
We were lucky 
Just one electric night.


44 SZAFA w sieci!





w numerze: 

POEZJA 

Bożena Barda, Tomasz Bąk, Aldona Borowicz, Kamil Brewiński, Roma Jegor, Małgorzata Kowalska, Mariusz Kusion, Łukasz Kuźniar, Kamil Kwidziński, Paweł Łęczuk, Izabela Wageman, Ewa Włodarska, Marcin Włodarski, Bohdan Wrocławski 

PROZA 
Jacek Durski, Tomasz Graczykowski, Sławomir Hornik, Lech M. Jakób, Kamil Kwidziński, Karol Maliszewski, Marta Obuch, Wiktor Orzeł, Małgorzata Południak, Joanna Plesnar, Klaudia Raczek, Teresa Radziewicz, Arkadiusz Siedlecki, Joanna Storczewska-Segieta, Viola Wein, Bartosz Wokan 

FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO 
Marzena Ablewska-Lech, Andrzej Brzegowy, Dominika Dobrowolska, Justyna Jabłońska, Piotr Król, Andrzej Markiewicz, Piotr Mosur, Maciej Ratajczak, Małgorzata Sajur, Katarzyna Tchórz, Barbara Trzybulska 

sZAFa Presents 

Paweł Łęczuk - Kolędnicy 
Jakub Sajkowski & Teresa Radziewicz - W p/oszukiwaniach z Izabellą Wageman 
Mariola Sznapka - "Bo mówić i rozmawiać to nie to samo” - Mariola Sznapka o Januszu Korczaku 


ESEJ-FELIETON-RELACJE 

Jacek Durski - Fotorelacja z promocji książki Czekając na Malinę M.Południak 
Mariola Konieczna - Zapiski z wizyty w "Zakładzie pracy chronionej" 
Sylwia Kubryńska - Apokalipsa w bańce 
Magda Krytykowska - Z Kalisza do Warzywniaka, O spotkaniu Izabeli Fietkiewicz Paszek w gdańskiej Galerii Warzywniak * Zwierszeni w biały dzień. O spotkaniu z twórczością Teresy Nietykszy i Bogdana Zdanowicza. 
Klaudia Raczek - Octavio Paz. Ta chwila to ja sam 
Małgorzata Południak - Literatka na wyspie 
Teresa Radziewicz - Czekając na Malinę Małgorzaty Południak [relacja] 
Jurek Szukalski - No to lecim na Szczecin. Relacja ze spotkania promującego debiutancką książkę poetycką Teresy Rudowicz pt. Podobno jest taka rzeka * Donkiszoteria w sprawie Abramowicza i innych 
Ivo Świątkowski - Relacja z wystawy Lustra [22.08.2012] 
Spotkanie Sztuki Niezależnej [Lanckorona10-12.08.2012] 
Beata Wincza - Malinowe wariacje czyli relacja ze szczecińskiej promocji książki Małgorzaty Południak Czekając na Malinę 

TEATR, FILM 

Marcin Baran - Wkraczając w pustkę 
Izabella Bartnicka - Proste jak drut i puste jak bęben czyli cep, cepa cepem pogania… 
Michał Krzywak - Spokojnie to tylko uśmiech 

KRYTYKA LITERACKA-RECENZJA 

Paweł Brzeżek - Kobieca postać – o tomiku Odliczanie poetki-terapeutki Anety Gajdy-Boryczko 
Jarosław Czechowicz - Rana Dasgupta Solo * Dominika Dymińska Mięso * Jack Melchior XXL. Tragikomedia erotyczna 
Rafał Derda - Czas wesołej śmierci zaczyna się codziennie, czyli na temat Ciuciubabki Marcina Jurzysty * Czułe gesty zamknęły nas w zręcznych obrożach, czyli na temat Karmageddonu Pawła Podlipniaka 
Sławomir Hornik - List do Pawki Podlipniaka spod granicy małego miasta niedaleko Krakowa * Wiersze na wodzie (Paweł Łęczuk, Delta wsteczna) 
Joanna Mieszkowicz - Pięćdziesiąt cztery sonety Cezarego Sikorskiego 
Małgorzata Południak - Pamięć - Tereso - pamięć jest tworzywem - - Podobno jest taka rzeka - Teresy Rudowicz * Popiół, a raczej czym i gdzie jesteśmy - Popiół Krzysztofa Niewrzędy 
Teresa Radziewicz - Po cóż się rodzić – wędrówka Deltą wsteczną Pawła Łęczuka * Wycieka ze mnie dziś wczoraj i pojutrze czyli Punkty przecięcia Doroty Ryst 
Teresa Rudowicz - Każde takie spotkanie to połówka świata – o przebierance Bogdana Zdanowicza 
Jakub Sajkowski - Sezon arktyczny? Ciepło, coraz cieplej. O debiucie Kamila Kwidzińskiego * W cień jak w gryzące ubranie. Tomasz Pietrzak Rekordy. 
Karol Samsel - Amtidotum. Marcin Orliński, Płynne przejścia * Dziwka pośród dam.O tomie poezji Andrzeja Jopowicza pt. Czerwona winnica * Na rynku apokalipsy 
Bogdan Zdanowicz - Raport z końca świata * Kolekcja – wszystkich moich bliskich (o zbiorze wierszy Elżbiety Tylendy Kolekcja) 

WYWIAD 

Robert Rutkowski - Jeszcze zdarzają się wiersze: Tomasz Bąk Kanada 
Marcin Włodarski z Tomaszem Białkowskim 

MULTIMEDIA 

LUGOZI - Nowhere 
SBB - Follow my dream 

http://szafa.kwartalnik.eu/ 


02.10.2012

wiersz dla Pawła Podlipniaka



"kiedy przyjdzie czas, odziedziczymy ziemię
już nogę mamy w szparze drzwi"
S. Plath

"Nic jej nie zatrzyma, gdyż to jest królestwo
z tego świata i z tamtego świata"
A. Sexton


one nie żyją. nie widziałam ich
ciał, nie czytałam pożegnalnych
listów. nie piszę niczego - słucham
jak zmieniasz nazwy ulic, z uporem

przywołujesz je z powrotem, mocno
trzymając dłoń na kieliszku. litera
po literze przywłaszczamy cudze
historie, imiona. noc zostawiamy

tym, których bronią wskazówki.


01.10.2012

wiersz na nowy tydzień

Craig Raine

Księga proroctw. V. Raj

Nieskalany. Był tylko jeden śnieg.
Kości mątwy falowały jak zaspy.
Niczego nie czułem.Moje ciało zniknęło.
Niebo było czyste, a wiatr biały.

Nieskalany. Może z wyjątkiem planktonu,
który unosił mi się w oczach Mogłem być martwy.
Moje ciało zniknęło. Był tylko jeden śnieg.
Z kości mątwy ożywionych w świetle.

Wiatr był biały. Aerodynamiczny.
Wiatr był jak pierwsza zasada.
Był siłą, która obrabia kości.
I powiedziałem wiatrowi nie.

Twoje uda są japońską bibułką.
Żyły to porwane nici morwy.
Istnieją dzisiaj w moich oczach
jak preparat do mikroskopu.

Powiedziałem więc wiatrowi nie.


z tomu " Wolny przekład" tłum. Jerzy Jarniewicz, Piotr Sommer.