Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


09.10.2012

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 21

czyli trochę z innej beczki czyli dziewczyna z Osinowej

Zainspirowana pobytem w Gdańsku oraz niedawną rolą przewodniczki po moim rodzinnym mieście noszę się i noszę z zamiarem napisania o moim Poznaniu. Ten oficjalno - turystyczny i owszem, zacny, piękny i naprawdę jest co oglądać, ale to wszystko jest na widokówkach i w sieci. Mojego w sieci nie ma; a miejsc dla mnie ważnych jest w moim mieście - jak się okazuje - sporo, aż mnie samą to zaskoczyło.

Na pierwszy ogień idzie oczywiście Dębiec.
Historię tego miejsca można znaleźć choćby na Wikipedii, więc tego typu informacji wam oszczędzę :) Kultowe miejsce, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, niekwestionowana mekka punkowców i w ogóle wszelkich wykolejeńców. Kilka szkół podstawowych, podwórkowe bandy, rozgrywane między podwórkowe i  zacięte mecze piłki nożnej. Dębina, która dla nas była puszczą Sherwood, miejscem, w którym latami koczowali Indianie, jedną wielką ścieżką rowerową, torem przeszkód i bogowie raczą wiedzieć czym jeszcze. Byliśmy oczywiście zmorą strażników leśnych oraz nieustannym źródłem zmartwień naszych starych, zwłaszcza zimą, gdy zamarznięte stawy zamieniały się w lodowiska. Latem w tych stawach najbardziej zagorzali maniacy wędkarstwa usiłowali złowić cokolwiek. Spędziłam kiedyś całe sobotnie popołudnie przyczepiona do jednego z wędkarzy; nie dlatego, że byłam amatorką wędkowania, ale jeden z moich kolegów powiedział mi, że czasami wyławiają tam nieboszczyka. Jako, że przedtem nie widziałam prawdziwego, żywego nieboszczyka, miałam nadzieję, że tym razem mi się poszczęści. Jakże byłam rozczarowana! Oczywiście rosły tam największe kasztanowce w naszej galaktyce i wszyscy ojcowie raz w roku występowali w rolach małp nadrzewnych i strząsali, strząsali, a my na wyścigi zbieraliśmy do worków, siatek, czy kto co tam miał pod ręką.
Dębiec miał oczywiście swoich znamienitych przedstawicieli. Niejakiego Bambosza np, którego kiedyś spotkałam o 7:15 rano przy kiosku ruchu na przystanku autobusowym, gdzie błyskawicznie i ze smakiem opróżniał buteleczkę Przemysławki, a potem wszystkim oczekującym mówił "dzień dobry" i oddalał się krokiem znacznie bardziej dziarskim, niż ten, którym pod ów kiosk przybył.
Oczywiście Dębiec miał również i targ, nazwany przez kogoś nie wiedzieć czemu Manhattanem.
Na targu do dziś można się zaopatrzyć we wszystko, od chleba począwszy, na obuwiu skończywszy. Moim ulubionym miejscem na owym targu było i jest ostatnie stoisko, gdzie właściciele jednego z sadów pod Poznaniem sprzedają najsmaczniejsze jabłka w galaktyce.
W małym zagajniku przy torach kolejowych zbierało się fiołki  i biegało z polonistką zrzucając wyimaginowane zbędne kilogramy.Przy tych samych torach na ul.Samotnej przesiadywało się w opuszczonych i zrujnowanych budynkach kolejowych oznaczonych tabliczką "niebezpieczeństwo! grozi zawaleniem!" piło się tam pierwsze wino, zaciągało się "mocnym" zwędzonym z paczki ojcu. Na kompleksie pawilonów (kawiarnia, zakład fotograficzny, sklep meblowy i RTV oraz spożywczak) do dziś widnieje kultowy napis "każdy z Dębca, to przestępca". Obok widniało jeszcze oświadczenie: "Na Dębcu jest ciemniej, niż w piekle", pod którym ktoś dopisał "Bo słońce wzejdzie rano, idioto!"
Ta dzielnica, to swego rodzaju miasto w mieście, czy może nawet bardziej wioska w mieście. Niektórzy nigdy się stąd ani mentalnie, ani fizycznie nie wyrwali, niektórzy wyrwali, lecz wciąż wracają. W mojej rodzinie jest takie powiedzenie: "co się martwisz, co się smucisz, z Dębca jesteś, to tu wrócisz" :) Wracam więc, siedzę w Dębinie nad stawem i czytam, łażę po ulicach szukając znajomych zaułków. Wszystko jest tu pomieszane, przedwojenne wille, z typową zabudową lat 50-tych, rzuconymi gdzieniegdzie jak okruchy zbiorowiskami bloków z wielkiej płyty. Wszystko jest tu stare i nowe jednocześnie, znane i nieznane, rozpoznawalne i obce.
Debiec oczywiście stał się również inspiracją dla młodych, gniewnych, z hiop-hopem oblatanych chłopaków z grupy "52 Dębiec"  :)


"Dębiec, Dębiec tutaj jestem
To to miejsce najpiękniejsze
Tu zaczynam i tu kończę
Serce z miejscem nierozłączne"

Przybywajcie.



Dębina



2 komentarze:

  1. Chciałoby się rzec: Jak chcesz w zębce jedź na Dębce. Ale idea subiektywnych przewodników poetyckich ma wielką przyszłość. U nas rolę Dębca pełniło osiedle Ogrody. W czasach mojego dzieciństwa była to plątanina dawnych mieszczańskich ogrodów i niewielkich blokowisk z przydatkami (garażownie),otoczona murem mrocznych kamienic. Wchodziło się "na Ogrody" labiryntami bram, pokrętnymi ścieżkami,lub przez dziury w murach. Prawdziwe jądro ciemności - i to w samym centrum miasta. Kilkanaście lat upłynęło odkąd tam już nie mieszkam. Ale tak naprawdę - nigdy się stamtąd nie wyprowadziłem"...

    pozdr
    Artur

    OdpowiedzUsuń
  2. każdy z nas ma, jak widać swoje jądro ciemności :) przewodnik poetycki - podoba mi się :) pozdr.

    OdpowiedzUsuń