Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


28.12.2013

szczęście od kominiarza


"[...] Spałam przez dwadzieścia godzin bez snów i bez przerwy, a gdy się obudziłam, głodna i zdrętwiała, ale pełna sił, zapadał wczesny zmierzch. I znów ktoś stukał, chyba niemożliwe, by była to wciąż ta sama osoba. Za drzwiami stał kominiarz tak czarny na tle śniegu, że wyglądał jak wycinanka z tektury. Na mój widok wyrecytował radośnie:
 - Szczęścia życzenia od kominiarza! Co złe, niech się tu nigdy nie zdarza. A co dobre, niech przychodzi, ziarno sieje, owoc rodzi!
Nigdy nie nauczyłam się strachu przed tym, kto może przyjść, i gdy ktoś puka do drzwi, po prostu otwieram, bo złe i tak wejdzie bez pukania. Mężczyzna, który dawał mi portfele i torebki, poświęcił dużo czasu na to, by wyjaśnić mi niestosowność takiego bezmyślnego zachowania i przed snem zawsze sprawdzał, czy włączyłam alarm i zamknęłam zamek. Może miał trochę racji. Od lat nie widziałam kominiarza i nie miałam pojęcia, dlaczego mówi do mnie wierszem, patrzyłam na niego oszołomiona. Był wysokim i szczupłym mężczyzną, w którego twarzy uwagę przykuwały usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu Jockera. Oczy tonęły w mroku.
 - Kto kupi kalendarz od kominiarza, temu szczęście się przydarza. Pieniądz płynie, zdrowie służy, no i zima się nie dłuży! - Wilgotne usta znowu ułożyły się w uśmiech. Zrozumiałam, i żeby się go pozbyć, kupiłam kiczowaty kalendarz na nadchodzący rok. Gdy sięgałam po portfel, zobaczyłam kątem oka odbicie twarzy kominiarza w lustrze pod wieszakiem. Już się nie uśmiechał i miałam wrażenie, że usiłuje zajrzeć w głąb domu. Z ulgą zatrzasnęłam za nim drzwi i wyrzuciłam kalendarz do śmietnika. [...]"


Joanna Bator "Ciemno, prawie noc" Wydawnictwo W.A.B Warszawa 2013.




27.12.2013

Götterdämmerung



ragnarök

nie zgasnę, nie spadnę i nie spełnię marzeń.
nie wydam na świat dzieci, nie przestanę istnieć.
przyjdę tak po prostu, stanę w drzwiach i zmilczę
wszystkie słowa, które cisną się na usta.

trzy zimy bez lata, trzy noce bez świtu
jak kara za grzechy, co nie popełnione
przez nas i przez innych, spełniły się same
słodko zatruwając nierówne oddechy.

dwa ciała w uścisku, dwa języki w ogniu.
sen, co wilgotnieje, kiedy tuż nad ranem
zamienia się w jawę, zaczyna smakować,
mija pierwsza gorycz przegryzionej pestki.

i jeden mężczyzna i jedna kobieta.
biała przestrzeń łóżka, wciąż nierówna walka
króla i królowej, poddawanie pola,
przesuwanie pionków zakończone patem.

MG 27.12.2013







wspomnienie zamiast marzenia


"[...] Nie udało się jej po raz drugi wzruszyć ramionami. Ciągle miała nadzieję, że można jakoś to wszystko odkręcić i zacząć jeszcze raz. Od początku; sprostować, żeby to nie było prawdą. Już popełniła błąd, pytając, co powiedział lub zrobiła źle, on zaś odrzekł, że nic. Nic. Ona nie ma z tym nic wspólnego. To miesięczny pobyt z dala od domu spowodował, że widzi całą sytuację w innym świetle. Jocelyn. Dzieci. Krzywda
 - To tylko niewinny flirt - powiedział.
Był ostrzyżony krócej, niż kiedykolwiek widziała. Opalenizna już zbladła. Właściwie wyglądał tak, jakby zrzucił skórę, skórę, która kiedyś tak tęskniła za jej skórą. Znowu był bladym i dość irytującym, lecz oddanym młodym mężem, jakiego obserwowała, gdy odwiedzał Jocelyn na oddziale położniczym.
- Co takiego?
- To, co jest między nami. To nie coś wielkiego, bez czego nie da się żyć, lecz zwykły flirt.
- Dzwoniłeś do mnie z Prince George. - Barbara Stanwyck zniknęła, Rose usłyszała swój płaczliwy głos.
- Wiem - odrzekł tonem udręczonego męża.
- Czujesz się teraz tak, jak wtedy?
- I tak, i nie. Mieliśmy takie plany. Czy nie byłoby gorzej, gdybym powiedział ci przez telefon?
- Co rozumiesz przez niewinny flirt?
- Och, Rose.
- No, słucham.
- Wiesz, co mam na myśli. Gdybyśmy posunęli się dalej, czy coś dobrego wynikłoby z tego dla nas wszystkich? Jak sądzisz Rose?
- Dla nas? - odrzekła - Dużo dobrego.
- Nieprawda. Skończyłoby się wielkimi kłopotami.
- Tylko raz. Powiedziałeś "tylko raz". Powiedziałeś, że będziemy mieli wspomnienie zamiast marzenia.
- Jezu, mówiłem mnóstwo głupot.
Mówił, że jej język jest jak ciepłokrwisty wąż, piękny wąż, a jej sutki jak jagody. Nie miał ochoty, żeby mu o tym przypominano. [...]"


Alice Munro "Za kogo ty się uważasz?" Wydawnictwo W.A.B Warszawa 2012





26.12.2013

o tym, co na stołach i na zapleczu


SŁAWOMIR PŁATEK

Pianista grał do końca

szare wstęgi słów. cygara. wino bukiety noc. ale kto
myśli o winie kiedy na stołach wiotczeją kolejne
kobiety i łzawi kolejna wódka przy spoconym
oknie snobistycznej knajpy. wyglądam

jednoznacznie. na czarno. trzydniowy
zarost. wysoki smutny norweg przy barze
plącze krawat i angielskie słowa z włoskimi.
zamawia mi szampana. chce mnie przelecieć.

nie dostanie. nikt nie obsługuje. jedynie pianista
ciągle gra a ja omijam smutnego norwega. wolałbym
tę barmankę która właśnie teraz na zapleczu
grzęźnie w ustach drugiej barmanki.


z tomu "Wiersze dla Sophie Marceau i innych kobiet z którymi spałem" Gdańsk 2013




martwa natura z mewą


"[...] Chodziłam po sklepach ze szkłem i oglądałam komplety w wyrafinowanych kształtach. Mierzyłam szerokość i głębokość przezroczystych stakanów i nie znalazłam nic, co by mi się podobało. Najlepsze firmy proponowały mi szkło miłe w swej prostocie, szkło przydymione, szkło barwione na zieleń, błękit, a nawet czerwień, wyroby obsypane tradycyjnym zdobnictwem i awangardą wszelkich wzorów, formy delikatne i formy siermiężne jak dłoń robotnika, szklanice i wazony, puchary i kieliszeczki. A mnie z tego całego bogactwa nie pociągały ani malownicze i stare drobiazgi, ani nowoczesne dziwolągi. Czasem coś błysnęło w samym kącie, wydawało się tym, czego właśnie mam pragnienie mieć, a gdy odkopywałam ów cień zalęgły na oddalonej części półki wystawowej, okazywał się tylko duchem szkła, ujmująca iluzją mojego Graala.
A wtedy nic zupełnie jeszcze nie wiedziałam.
Nie pojmowałam, jak uczynić z mąki chleb, jak wyrobić ciasto, by napęczniało i wyrosło.
Nie wiedziałam, jak nawlekać koraliki na sznurek, by go utworzyły.
Nie znałam sposobów na uzdrawianie ciała rumiankiem i szałwią.
Nie wiedziałam nic o kobiecości, bo nie miałam mojego naczynia, a myśląc, że sama jestem naczyniem,
szukałam sposobu, jak się napełnić [...]"

Barbara Piórkowska "Szklanka na pająki" Wydawnictwo Nowy Świat 2010



25.12.2013

nie ma magicznych sztuczek, które by rozwiały ten jeden strach


PHILIP LARKIN

Alba


Tyram cały dzień, potem piję, żeby zasnąć.
O czwartej budzę się w bezgłośny mrok i patrzę.
Za jakiś czas firanki ponakłuwa jasność.
Na razie widzę to co jest właściwie zawsze:
Nie znającą spoczynku śmierć, w tej chwili bliższą
O cały jeden dzień, śmierć, która poza myślą
O tym, jak, gdzie i kiedy będę sam umierał.
Nie pozwala na inne. Jałowe pytania,
Lecz groza śmierci, groza umierania
Ciągle na nowo błyska, dech w piersi zapiera.

Oślepia myśli ten błysk. Wyrzuty sumienia?
Nie, rzecz nie w żalu, że się wyrządziło mało
Dobra, skąpiło się komuś serca, bez zmrużenia
Oka trwoniło czas - i nie w tym, że się miało
Jedno życie, a całe zeszło na naprawach
Błędnych początków; nie to; raczej - ta jaskrawa
Pewność zupełnej pustki, tam, u kresu zniszczeń
I zniedołężnień: to, że tak totalnie człowiek
Nieobecnieje - tutaj, tam, gdziekolwiek -
I już wkrótce; nic nie jest straszliwsze, prawdziwsze.
Nie ma magicznych sztuczek, które by rozwiały
Ten jeden strach. Religia wmawiała jak mogła -
Rozsnuwając zmurszałe brokaty, chorały -
Że wcale nie umrzemy, a cała rzecz w modłach;
Z drugiej strony - ta słuszna na oko piosenka:
"Kto myśli racjonalnie, nie może się lękać
Czegoś, czego i tak nie będzie czuł" - jak gdyby
Brak dźwięku, woni, smaku, kontaktu, nadziei -
Narkoza, z której się nie przytomnieje -
Nie był właśnie istotą całej tej ohydy!

I tak to trwa, na samym skraju naszej wizji:
Rozmazana, nieostra plamka, która zwarzy
Chłodem każdy nasz impuls, zmrozi w brak decyzji.
Większość rzeczy nie zdarza się: lecz ta się zdarzy,
I zdanie sobie z tego sprawy jest tym ogniem,
Który buzuje w piecu naszych osamotnień,
Gdzie zmory widzi każdy, abstynent czy opój.
Nie straszyć innych - tyle znaczy odwaga.
Tobie - uniknąć grobu nie pomaga:
Śmierć jest śmiercią, czy skomlesz, czy stawiasz jej opór.

Zwolna wzmacnia się światło, pokój wyraźnieje.
To, co wiemy, co zawsze wiedzieliśmy, stoi
Przed oczami jak szafa: że nie ma nadziei
Ucieczki. Nikt nie przyjmuje tego jako swojej
Prawdy. Lecz będzie musiał. Tymczasem w uśpionych
Biurach przysiały już do skoku telefony
I świat, ten wynajęty, zawiły kłąb zdarzeń
Ruszy zaraz, nie dbając, że kogoś z nas straci.
Niebo jest białe jak glina. Do pracy.
Listonosze już krążą jak czujni lekarze.

Przełożył Stanisław Barańczak 


24.12.2013

większość rzeczy nie zdarza się, lecz ta się zdarzyła


I jest nareszcie, przyleciała do mnie Pocztą Polską, wprost pod choinkę debiutancka książka mojego przyjaciela Patryka Chrzana "Przekazy podprogowe", o powstawaniu tej książki sama mogłabym napisać książkę, bo Patryka znam od lat, a nasza znajomość to dowód na to, że przypadkowe spotkanie na portalu poetyckim może zaowocować wieloletnią przyjaźnią, nie tylko poetycką, ale też prywatną.
Ogromnie się cieszę Patryk, że masz tę książkę, bo na nią zasługujesz i my - Twoi czytelnicy również :)



A teraz sama sobie zrobię prezent, gdyż uwielbiam (między innymi) ten wiersz, bo chyba jeszcze nikt tak trafnie mnie nie podsumował :) :

Patryk Chrzan - Przekazy podprogowe

Magdalenie Gałkowskiej

piszesz w mailu pachnącym światłowodem,
że brakuje wody i mało masz światła

stoki nasłonecznione są od zachodu,
na wschodzie wiszą rdzewiejące gwiazdy,
a wodę włączają niezależnie od potrzeb

przecież wiesz o tym doskonale,
że konsekwentne chodzenie z mokrą głową
powoduje coś więcej niż katar. a jednak,

z uporem wychylasz się na północ
wyczekując zmian, które nie nadchodzą.
aż podwójna linia ciągła staje się przerywana
i można wyprzedzać, rozpuścić włos na wietrze.

zakrzywiamy przestrzeń tworząc doskonałe,
obłędne koła, od których skrzypi kora mózgowa

nasze linie życia to różne wykresy sinusa
zderzenia fal, dla których non possumus
jest zakazem obalonego dyktatora

przed nami jeszcze pięć minut,
które wstrząsną światami
w obu częściach klepsydry

za nami kolejny list elektroniczny
nacechowany nieuporządkowanym

ruchem elektronów.



z książki "Przekazy podprogowe" Wydawnictwo Internetowe e-bookowo i Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Będzinie 2013.




DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 29

czyli : 2013 - podsumowanie

Ostatnio wszyscy podsumowują, postanowiłam więc podsumować i jak to słusznie zauważył u siebie na blogu Sławek Płatek - będzie TAK subiektywnie, że bardziej już się nie da. Subiektywizm ma tę zaletę, że można sobie poszaleć w ramach własnego podwórka i w przypadku ewentualnych hejterów "moja mowa będzie krótka..."

Radocha roku: debiut poetycki Łukasza Kuźniara i nominacja do Nike dla "Rekordów" Tomasza Pietrzaka, Literacka Nagroda Nobla dla Alice Munro.

Żenada roku: nagonka na Krystynę Dąbrowską w związku z Nagrodą Kościelskich oraz Nagrodą im. Wisławy Szymborskiej, "Białe krzesła" są jakie są, ale poziom jadu i gówniarstwa w tzw "środowisku poetyckim" nie przestaje mnie zadziwiać, to przygnębiający widok. Bo jak się widzi taką sztukę to ciężko zachować kulturę. 

Najlepsza impreza poetycka roku: Port Poetycki w Chorzowie i Finał Konkursu Czerwonej Róży w Gdańsku (i nie tylko dlatego, że akurat konkurs wygrałam, ale dlatego, że Gdańsk tworzy niesamowity klimat dla poetów i poezji, a poza tym jest naprawdę pięknym miastem)

Najgorsza impreza poetycka roku: Poznań Poetów, teraz będzie z cyklu "nie byłam, ale się wypowiem", otóż nie byłam, bo jak zobaczyłam program to miałam odruch wymiotny i postanowiłam nie marnować czasu, a z relacji tych, którzy byli wynika, że podjęłam dobrą decyzję.

Odkrycie muzyczne roku: Madrugada (ok, jestem trochę zapóźniona, ale w tym wypadku zdecydowanie lepiej później, niż w ogóle) oraz najnowsza płyta Stereophonics "Graffiti On The Train".

Kicha muzyczna roku: Monika Borzym i jej pseudojazzowe pójście na łatwiznę.

Najlepszy after roku: impreza hotelowa po Czerwonej Róży oraz impreza plenerowa po czytaniu dla Romka Knapa w Warszawie.

Najgorszy after roku: na szczęście takiego nie było.

Pozytywne literackie zaskoczenie roku: Barbara Piórkowska i "Szklanka na pająki" oraz Sławomir Płatek  "Wiersze dla Sophie Marceau i innych kobiet z którymi spałem" - obie pozycje mnie złapały, wciągnęły i trzymają.

Książka roku: czy też raczej książki roku, Alice Munro "Za kogo ty się uważasz" i Joanna Bator "Ciemno, prawie noc"

Masakra literacka roku: debiut Łucji Dudzińskiej.

Największa zagadka roku: werdykt XIX OKP im. Jacka Bierezina (zagadka połączona z pełnym niezrozumieniem zaistniałej sytuacji).

Ściek roku: nieustająco portal Liternet.pl .

Osobisty sukces roku: zmontowanie trzeciej książki i rzadkie u mnie poczucie, że napisałam coś naprawdę niezłego :)

Osobista porażka roku: "stawianie" na niewłaściwe osoby, ale naiwność i wiara w ludzi to moja pięta Achillesowa.

W 2013 roku, a raczej pod sam koniec zaczęłam się trochę bardziej "udzielać", co przejawiało się tym m.in., że wysłałam wiersze na konkurs, co zdarzało mi się do tej pory raczej rzadko, ale tym razem postąpiłam słusznie, bo decyzja zaowocowała i rok 2014, a przynajmniej jego początek będzie dla mnie bardziej intensywny. Na tyle intensywny, że z domu wyjdę nie tylko do pracy :)
Dzięki wielkie dla moich przyjaciół za to, że byli, są i mam nadzieję będą nadal, nieustające i wielkie dzięki dla trzech poetów: pana S i dwóch panów P za inspiracje, kopanie mnie w tyłek i zmuszanie do pisania dobrych wierszy.

Niech moc będzie z Wami :)





17.12.2013

ekshumacja



Do you think of me?
Where am I now
Baby where do I sleep?
                                         Kings Of Leon


patrzę w twoje oczy - tak mógłby się zacząć
każdy wiersz miłosny. eksploatowany
do bólu erotyk, ku zgrozie kochanków
wyprany z emocji sztywnieje na mrozie.

patrzę w twoje oczy, bo nie mam w co patrzeć,
akurat tu jesteś, milczysz naprzeciwko,
więc dlaczego nie ty? dlaczego ktoś inny
miałby dostać szansę na swoje pięć minut?

patrzę w twoje oczy, wygrzebuję spod nich
zwietrzałe romanse, sztuczną biżuterię.
zwały ziemi, ciała, które kiedyś chętne,
drgające jak struny stały się wspomnieniem.

patrzę w twoje oczy i widzę w nich siebie
i to, o czym ciągle staram się zapomnieć,
że można mnie dotknąć, bo składam się z ciała,
że można mnie zranić, bo wciąż jeszcze czuję.





nowa SZAFA już w sieci



a w numerze m.in. :

POEZJA

Monika Brągiel, Magda Gałkowska, Wioletta Grzegorzewska, Piotr Grobliński, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Urszula Kulbacka, Małgorzata Lebda, Robert Miniak, Elżbieta Musiał, Paweł Podlipniak, Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska

 PROZA

Jacek Durski, Tomasz Garncarek, Ewa Brzoza-Birk, Dominika Ciechanowicz, Olgerd Dziechciarz, Wioletta Grzegorzewska, Karol Maliszewski, Dariusz Muszer, Katarzyna T.Nowak

 FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO

Daras Bareya, Barbara Bednarczyk, Renata Brzozowska, Monika Dalinkiewicz, Deruda z Lasu, Maria Mamczur, Roksana Robok, Alicja Rodzik, Iza Staręga, Karolina Szeląg, Marek Szymczak, Michał "Sepe" Wręga, Anna Wołoch

 sZAFa Presents

Radosław Kobierski - Portrety
Karol Maliszewski - Zygmunt Krukowski ma głos
Paweł Łęczuk - Kolędnicy
Maja Staśko - Treny Jana Kochanowskiego – arcydzieło kinematografii (I)


 ESEJ-FELIETON-RELACJE

Ewa Frączek - O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć
Klaudia Raczek - Alice Munro – krótka impresja o mistrzyni krótkiej formy
Karol Maliszewski - Zjawisko Świdnica
Maja Staśko - Tyrania Tyrania
Kamila Wasilewska-Kaczmarczyk -  Obroty codzienności

 TEATR, FILM

Izabella Bartnicka - Już świątecznie, niekoniecznie śmiesznie i pośpiesznie...
Natalia Pecyna - Jedz, śpij, umieraj. A w międzyczasie zawalcz o Oscara
Klaudia Raczek - “W imię…” czego? O filmie Małgorzaty Szumowskiej
Teresa Radziewicz - „Jaśniepanienka” w Białostockim Teatrze Lalek
Ewelina Sasin - Polskie cyberspołeczeństwo Mecenatem Kultury XXI wieku

 KRYTYKA LITERACKA-RECENZJA

Aldona Borowicz - "Ars Moriendi czyli poradnik czynności nieużytecznych" Elżbieta Musiał, Rozmowy poetki ze Śmierci
Dominika Ciechanowicz - Ile jest mięsa w „Mięsie”? O debiutanckiej książce Dominiki Dymińskiej
Rafal Derda - Taniec pszczół w labiryncie, czyli na temat Chorób Kartezjańskich Kamila Sipowicza * Pożar zakładów chemicznych to reklama ognia? , czyli na temat Demoludów Piotra Gajdy
Ewa Frączek - Stefan Chwin Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni
Magda Krytkowska - Homo wiator. O tomiku wierszy Poza granicami perswazji Tomasza Kowalczyka
Karol Maliszewski - Gdzie jest poezja? Przypadek Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej
Joanna Mieszkowicz - "Łuk Triumfalny" Erich Maria Remarque - "Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni"
Dariusz Niestrzębski -  "Ostatnie rozdanie" Wiesław Myśliwski
Daria Nowicka - Pięć grzechów cudzych i dwa własne. Małgorzata Rejmer Bukareszt. Kurz i krew * Non finito Zagłady. Wspólne widzenie Aliny Szapocznikow i Tadeusza Różewicza
Elżbieta Musiał - Tematyczny wyimek z twórczości Romana Śliwonika,
DEFINIOWANIE KOBIETY
Jakub Sajkowski - O dryfie Alice Munro na przykładzie Kocha, lubi, szanuje…. * Gwiazdorzenie Bogu Wszechmogącemu. Szymon Domagała-Jakuć, Hotel Jahwe
Maja Staśko - Piosenka o zależnościach i uzależnionych
Maja Wolniewska  - Kobiety w malarstwie Bożeny Dusseau - Łabędź  * Współczesny ikonostas według Izy Staręgi * Malarstwo Tomasza Trafiała

więcej na: http://szafa.kwartalnik.eu/49/spis.html

ZAPRASZAMY!



10.12.2013

śmierć poetom


tribiute to K.I. Gałczyński

Nie pomogły nagrody,
recenzje i wywody
ni flaszka wódki.
Przyszedł juror - ladaco
(bo mu za to zapłacą)
werdykt dał krótki.

Toż trauma była w mieście,
że jak rodzynki w cieście
są umoczeni
i juror i laureat
nakręcają ten kierat,
a ktoś się pieni.

Młodzież klaskała w dłonie,
(to ta, co jadem zionie)
że jest okazja
po latach zapomnienia,
pierdolnąć klątwą z cienia
"niech im - afazja".

Stłoczyli się więc w kupie
co wykrzyczą - to głupie,
lecz z grubej rury,
bo trza mieć pomyślunek,
by stworzyć wizerunek
a nie mózg kury.

Po co słał na konkursy,
po co rżnął żywcem z Bursy
i z Sosnowskiego?
ni diabła nic nie dało
więc żółć wylewa śmiało
ratując ego.

Oj zna ich "środowisko"
to jak upadli nisko
i nadal leżą,
bo ich jedyna racja
to cyber - masturbacja
świecie w to wierzą.

Tak to nadobne grono
cyklicznie niespełnione
brudzi portale
lecz w końcu ręka boli
i musi się spierdolić
ku cudzej chwale.

Na debiut się załapał,
wydawcy minął zapał
guzik z promocji,
utknął mu e-book w sieci
nikogo nie obleci,
ten brak emocji.

MG 10.12.2013r


a tu w oryginale tekst mistrza, w równie mistrzowskim wykonaniu




08.12.2013

CZERWONA RÓŻA i Biała Rękawiczka




breakdance

Robertowi Lowellowi


czasami w snach widuję nieruchome dłonie
unoszą się nade mną jak zapowiedź klęski.
nim spełni się paraliż, nim niemoc zawładnie
najmniejszym poruszeniem - zapisz mnie dokładnie

na ziemi, w atmosferze, w zgniecionej pościeli.
na szybie autobusu twarzą i ustami
zimnymi - jakbyś połknął wszystkie kostki lodu,
dotykaj, aż poczujesz, jak światło wchodzi w noc

i tylko nasze ciała wiedzą, że daleko
nam do siebie, że bolą naprężone mięśnie.
Cis zbrązowiał, odpada jak zniszczona skóra
i wbija cienkie igły w okolice oczu.

Gdy jedno piętro niżej to ciągle za mało,
nienawidzę tych spojrzeń z profesjonalnych zdjęć
uznanych fotografów, co karmią złudzeniem,
że nie muszę cię szukać, wystarczy ruch ręki.



fantom

bywam tak przezroczysta, jakbym nie istniała
co dzień przepuszczam siebie przez nie moje usta
i nie ma w tym uczucia, jest tylko biologia,
fizyka i konieczność zaczerpywania tchu.

pisujesz do mnie pięknie, już ci prawie wierzę
prawie, bo jednak jestem tylko częścią ciała,
której akurat pragniesz. jakbym mogła leczyć
wszystkie choroby świata - czarny, zastały ból,

a miejsce w moim sercu - choć to brzmi banalnie
- nigdy się nie zabliźni. jest pełnia i nie śpię,
wsuwam dłoń między uda, to co wilgotnieje
nie jest mną, nie jest nikim. i nikt nie wie, czym jest.



kameleon

pokładam nadzieję w panu, nie ma nocy,
w której bezsenność - usłużna siostra
nie podsuwałaby banalnych wersów

jak basenu. ceny za chwilową ulgę ,
błysk białego ognia w oknie sypialni
na piętrze bywają wygórowane. w głowie

zostają kawałki o bieganiu z odkurzaczem
po drewnianych schodach, jak gdyby fakt,
że są drewniane coś zmieniał? podobno

ci, na których rzucono czar hołubią drewno
i nienawidzą kamienia, może dlatego mrużę oczy
przed każdym posągiem? to w panu pokładam

nadzieję, że wszystko, co miało mnie ominąć,
minęło i nie wróci, bo nie ma powrotów ani sensu
wiązanie czerwonej nitki na lewym nadgarstku.

niech ma pana w opiece usłużna siostra
od chwilowej ulgi, w święta i na co dzień
pan jest moim pasterzem. nigdzie nie ucieknę.


03.12.2013

antymateria

fot. Rafał Babczyński

nie będziesz wiedział, gdzie są twoje drzwi
i mosty, które nie splatają klamrą
twoich rzek
                                  Variete


ile można uciekać? tyle, ile trzeba,
by zachować dystans i nie dać się zwodzić
wytrenowanym słowom, które nic nie znaczą,
po których tylko jątrzą zaognione miejsca.

mówisz o równowadze, bilansie, logice,
to wszystko brzmi tak mądrze - wyprane z emocji,
a pod spodem wrze lawa, wrze i szuka ujścia,
by spod wytartych liter wydobyć znaczenie.

i nie ma równowagi, wszystko jest złudzeniem,
nie ma miejsca na miłość, nie ma miejsca na żal,
że nigdy się nie skończy na jednej sylabie,
bo tam, gdzie jest nas dwoje, powstaje sztuczny tłok.

mam ciało, co, jak wszystko zmierza do nicości,
co nie będzie świątynią, nie da rozgrzeszenia,
lecz zafaluje tylko pod głębszym oddechem.
tylko po to, by zdradzić wszystko, co ukryte.

MG  3.12.2013r.






02.12.2013

zdanie umknęło, lecz nie ma to aż takiego znaczenia


"[...] Nie patrzy w owalne lustro, wiszące nad umywalką. Zdaje sobie sprawę z tego, że każdy jej ruch odbija się w lustrzanej tafli, lecz stara się na nią nie spojrzeć. Lustro jest zdradliwe, czasem odbija się w nim ciemny kontur, doskonale dopasowany do kształtu jej sylwetki, przybiera jej formę, lecz pozostaje z tyłu, za nią, wpatrując się świdrującym wzrokiem, oddychając wilgotnym, przytłumionym oddechem. Myje twarz. Nie, nie spojrzy w lustro, z pewnością nie tego ranka, kiedy czeka na nią praca, a ona chce jak najprędzej zabrać się do niej, czeka na tę chwilę niecierpliwie, jak gdyby chciała znaleźć się na przyjęciu, które już rozpoczęło się na dole w salonie. Królują tam dowcip i elegancja, lecz wyczuwa się obecność czegoś znacznie doskonalszego niż dowcip czy elegancja - mistycznej i złocistej, głębokiej czci dla samego życia. Jedwabne suknie z szelestem przesuwają się po wypolerowanych podłogach, a przy dźwiękach muzyki szeptem przekazuje się tajemnice. Ona, Virginia, mogła być dziewczyną w nowej sukni, młodą damą, która za chwilę pojawi się na szczycie schodów i przyłączy do gości, świeża i pełna nadziei. Nie, nie spojrzy w lustro. Kończy myć twarz. [...]"

"[...] Stoi przed nim, wysoka, wysmukła, wspaniale wyglądająca w tej podomce, z filiżanką parującej kawy w dłoniach. nadal czasami potrafi go zadziwić. Bardzo możliwe, że jest najinteligentniejszą kobietą w Anglii. myśli Leonard. jej książki będą prawdopodobnie czytane przez wieki. Jest o tym przekonany bardziej niż ktokolwiek inny. jego żona, Virginia Stephen - wysoka, o bladej cerze, zaskakująca jak kobiety z obrazów Rembrandta czy Velazqueza - pojawiła się dwadzieścia lat temu w białej sukience w pokoju swego brata w Cambridge; to również Virginia Woolf, stojąca przed nim właśnie w tej chwili. Postarzała się dramatycznie i to tylko w tym roku, wydaje się, ze warstwa powietrza uszła spod jej skóry. twarz nabrała ostrych rysów, pojawiły się na niej głębokie bruzdy; stała się kanciasta i zniszczona, jakby wykuto ją ze zwietrzałego, porowatego, szarobialego marmuru. Jej postać zachowała królewskie dostojeństwo, ciągle emanuje budzącą respekt, księżycową jasnością, lecz Virginia w jednej chwili przestała być piękna.{...}"

Michael Cunningham - "Godziny"





26.11.2013

armia zbawienia



"Moc bowiem w słabości się doskonali"
                                                              św. Paweł

Seamusowi Heaneyowi


jesteście chrystusami, jedynymi w tłumie
samozwańczych proroków od zbawiania dziewic
od tej chwili ich usta, uświęcone, nabrzmiałe
szepczą wasze imiona - mantrę zniewolonych.

spod skrzyżowanych ramion uchodzą powoli,
jak święty dym z kadzideł lub ostatnie tchnienie
i do utraty zmysłów, rozszalałe głodem
polują na ulicach. ich ciała wydane

na odpuszczenie grzechów, na pastwę, paschę, czerń,
co podchodzą do gardła przez jedną noc w roku
i stają ością, czekają, kiedy się wypełni
choć jedna obietnica. jeden skrawek skóry,

wysuszony jak łuska, ta święta relikwia
licytowana w sieci w atrakcyjnej cenie.
jesteście chrystusami od tanich odpustów,
pozornych ran i bólu, który nie istnieje.

MG 26.11.2013r.




And if she leaves me in the morning
At least we both have been relieved

15.11.2013

A ty czekasz, ty czekasz na jedno


Anna Janko we wstępie do wyboru wierszy Rilkego
fragment:

"[...] Był przekonany o wyjątkowości siebie, jako artysty. Wiedział, że zdolny jest głębiej i szerzej pojmować życie, niż zwykły człowiek. "Artysta jest wiecznością sięgającą dni". Lou Andreas-Salome rozmawiając z nim w listach, podkreślała tę jego niezwykłość. "Wiem teraz na pewno, kim jesteś, widzę nas złączonych głębokimi tajemnicami życia i śmierci, a przecież jedynie to wiąże ludzi na wieczność", tak pisała zachwycona książką Rilkego o Rodinie, uważając zresztą, że jest to także książka o nim samym.
Wiedziała o nim wiele, również to, że jest "człowiekiem rozpiętym pomiędzy szczęściem posiadania wszystkiego i udręczeniami opętańca". Była jak złowroga wieszczka, gdy kreśliła słowa: "Wiem, że cierpisz i zawsze będziesz cierpiał. Nikt z bliskich nie będzie mógł ci pomóc" i "Twój los, ze wszystkim, co się w nim spełnia, jest tak prakonieczny..." I była też jak dobra wróżka, gdy czarowała: "Wszystko w Tobie jest dobre Rainerze, przed Tobą same objawienia, którym nie ma końca".
"Artysta jest wiecznością sięgającą dni" - tego rodzaju samowiedzę Rilke osiągnął, zanim jeszcze skończył trzydzieści lat. "Myśl o byciu twórcą, o płodzeniu i kształtowaniu, pełna jest wspomnień odziedziczonych po całych milionach przodków i rodzicieli. W jednej myśli twórcy ozywa tysiąc zapomnianych nocy miłosnych (...). Ci co się spotkali nocą i stopili w kołyszącej słodyczy, wykonują poważne prace gromadząc słodycz, głębię oraz siłę dla pieśni jakiegoś przyszłego poety. W głębi wszystko jest prawem" - tak nauczał Rainer Maria  Rilke młodego poetę Franza Kappusa, z którym wdał się w korespondencyjną dyskusję. Uważał, że Tajemnica jest jak list w zaklejonej kopercie, który nieświadomi niczego ludzie przekazują z pokolenia na pokolenie, aż znajdzie się poeta, człowiek o niezwykle spotęgowanej świadomości, który wywiedzie z tego prawdziwą pieśń. Oboje z Lou już wcześniej byli świadomi, że każde przeżycie artystyczne jest ze swej natury erotyczne. Zarówno kochankowie w najwyższym uniesieniu miłosnym, jak i twórca sięgający po słowo w przepaść istnienia dotąd przez język nie zdobytą, zanurzają się na chwilę w wieczności, biorąc na siebie ów nieziemski blask Tajemnicy. Energia miłosna i energia twórcza są tym samym [...]"

Rainer Maria Rilke "Poeta" Prószyński i Spółka Warszawa 1999



14.11.2013

Marzena Szymczak


Dziś spotkała mnie duża i bardzo przyjemna niespodzianka, okazało się bowiem, że moje wiersze bywają inspiracją dla innego rodzaju twórczości.
Poniżej zdjęcia Marzeny Szymczak inspirowane dwoma z nich.
Marzeno - ogromnie dziękuję :) To zawsze frajda dla mnie, kiedy okazuje się, że to, co piszę nie tylko nie trafia w próżnię, ale może zainspirować.

fot, Marzena Szymczak
sięgam dłonią w mrok,
by niczego nie dotknąć, by po prostu wiedzieć...


fot. Marzena Szymczak

dłoń w białej rękawiczce, co zatyka usta
na chwilę przed spełnieniem każe łapać oddech
tylko po to, by zaraz odebrać




Artur Fryz nie żyje





09.11.2013

I feel no more can I say

jak o miłości, to tylko tak:

Portishead - Roads

Ohh, can't anybody see
We've got a war to fight
Never found our way
Regardless of what they say

How can it feel, this wrong
From this moment
How can it feel, this wrong

Storm.. in the morning light
I feel
No more can I say
Frozen to myself

I got nobody on my side
And surely that ain't right
And surely that ain't right

Ohh, can't anybody see
We've got a war to fight
Never found our way
Regardless of what they say

How can it feel, this wrong
From this moment
How can it feel, this wrong


How can it feel, this wrong
This moment
How can it feel, this wrong

Ohh, can't anybody see
We've got a war to fight
Never found our way
Regardless of what they say

How can it feel, this wrong
From this moment

How can it feel, this wrong








08.11.2013

daj umieranie, co wynika z życia


Anna Janko we wstępie do wyboru wierszy Rilkego
fragment:

Rilke żył wobec Lou... A oto fragmenty z listów poety, pochodzące z różnych lat zaklęcia, które słał do swego kosmicznego lustra:
"[...]Tyś była przeciwieństwem wszelkiego zwątpienia, byłaś dla mnie świadectwem tego, że wszystko czegokolwiek dotkniesz, co osiągasz istnieje naprawdę [...] Świat utracił w mych oczach mgławicowość, rzeczy stały się rzeczami, zwierzęta zwierzętami, które można było odróżnić, kwiaty kwiatami"
"[...] Chociaż życie moje tutaj jest tak niebogate, że przypomina mi czasem nieuprawne pole, stanie się cenne i prawdziwe wówczas, gdy Ci je opowiem, i będzie takim, jakim Ty je usłyszysz"
Czuł, że realne jest tylko opowiedziane życie. Dlatego musiał pisać do Lou i musiał pisać wiersze, był to warunek jego istnienia. Twórczość poetycka i korespondencja były siłą porządkującą jego psychikę, zawsze miał wrażenie jakiegoś niedoistnienia.
"[...]Nie mogę odnaleźć swej tożsamości - pisał do Lou - zawsze znajdą się rzeczy, które przeze mnie przepływają niejako bez mej woli, bardziej niż ja sam rzeczywiste, zupełnie jakbym nie istniał".
Codzienność była mu obca, zarabianie na życie, na utrzymanie rodziny - nie do wykonania; życie rodzinne było brzemieniem nie do uniesienia. Zbyt wiele wynikało z tego zobowiązań, które postrzegał jako udrękę.
Z niezwykłą siłą odczuwał też fałszywość stosunków międzyludzkich. Nie pragnął obcych, ponieważ nie znosił siebie samego w kontaktach z drugim człowiekiem. Nie potrafił opanować swego "bezwzględnego i brutalnego" narzucania się innym z wszystkimi duchowymi problemami. Zdawał sobie sprawę, że "przeraża ludzi, jak ktoś, kto niewczesną poufałością zaczyna opowiadać o najskrytszych tajemnicach.
"U mnie jest to jakiś defekt - stwierdzał - jakaś matnia, która mi uniemożliwia prawdziwy kontakt z bliźnim"
Lękał się, że rozmowa, na której mu zależy, może się obsunąć w jakieś powierzchowne konwersowanie o niczym. Nienawidził konwencjonalnej wymiany zdań, natychmiast starał się "wpaść w to, co najgłębsze, najważniejsze, ostateczne". Tłumaczył się jednak "słabością swoich duchowych zaworów".

Rainer Maria Rilke "Poeta" Prószyński i Spółka Warszawa 1999




07.11.2013

wiersz na jesień


RAINER MARIA RILKE

Samotność

Samotność jest  jak deszcz.
Z morza powstaje, aby spotkać zmierzch;
z równin niezmiernie szerokich, dalekich,
w rozległe niebo nieustannie wrasta.
Dopiero z nieba opada na miasta.

Mży nieuchwytnie w godzinach przedświtu,
kiedy ulice biegną witać ranek,
i kiedy ciała, nie znalazłszy nic,
od siebie odsuwają się rozczarowane;
i kiedy ludzie, co się nienawidzą,
spać muszą razem - bardziej jeszcze sami:

samotność płynie całymi rzekami.

tłum. Janina Brzostowska



04.11.2013

I’ll cry about this and hide my cuckled eyes


fot. Rafał Babczyński










chiromancja

I’ll wait my turn
To tear inside you
Watch you burn
Placebo - Broken Promise



bóg w podróbkach ray banów wiecznie mrużąc oczy
rył imiona w kamieniu. samozwańczy rzeźbiarz,
spec od piętna i bólu, topił nierządnice
w oceanie swej łaski, jak cień niezmierzonej.

dłoń w białej rękawiczce, co zatyka usta
na chwilę przed spełnieniem każe łapać oddech
tylko po to, by zaraz odebrać, co jego:
śpiew, absurdalną skruchę, marne obietnice.

i wybuchały światy, kończyły nad ranem
w przypadkowych objęciach, na krawędziach dłoni.
i wybuchały światy, niczym tanie race,
kupione na bazarze po cztery pięćdziesiąt.

MG 4.11.2013





29.10.2013

if only tonight we could sleep


rollercoaster

krótka droga krzyżowa z Orlenu do BP
i szybki kurs na północ. o tej porze wszystko
zostaje odpuszczone - nagły zawrót głowy,
gdy przypięci do czasu trzymamy się siebie

kurczowo, spazm po spazmie. nie mogę cię kochać,
mogę dać, czego pragniesz i nie żądać w zamian
nic, poza rozgrzeszeniem. na końcowej stacji
widzę boga o twarzy Lestera Burnhama,

ma w oczach tylko miłość i wie, że niełatwo
narodzić się na nowo, gdy wszystko umiera,
zapada coraz głębiej, by czekać na światło.
                                                                narodzić się na przekór i nic nie pamiętać.






"And the rain would cry
As our faces slipped away
And the rain would cry

Don't let it end"


10.10.2013

LITERACKA NAGRODA NOBLA DLA ALICE MUNRO


Dziś, czyli 10 października 2013r Alice Munro została laureatką Literackiej Nagrody Nobla.
Urodzona w 1931 roku kanadyjska pisarka jest uważana za jedną z najznakomitszych autorek krótkich form prozatorskich. Książki Munro przetłumaczono na ponad 20 języków, a jej twórczość wyróżniono wieloma nagrodami.

Osobiście twórczość Munro poznałam niedawno i zostałam wielbicielką jej pisania już po pierwszej książce, więc radocha ogromna.




02.10.2013

wiersz na jesień


ANDRZEJ SOSNOWSKI

Acte manqué

Cóż, może w innym sezonie ogrzewczym
jakiś miły nocleg w naszej starej bazie
lub wpadnij do nas na kieliszek chleba.
Wiersz wychodzi z domu i nigdy nie wraca
a gwiazda dalej pulsuje w przestrzeni kosmicznej
jak zielone oko magnetofonu, latarnia
magiczna, choć co pod nią było morzem,
muzyka, ciemny pokój, taniec czy też przyszłość
która napoczyna zdziwiona dłoń
w rozporku spiętym agrafką? Jestem
niegotowy, mam na palcach zapach
oranżady w proszku i mleko
pod nosem, stara maleńka.

Zapomniałem się i co na to egzekutywa?
Są usterki na łączach poza granicami
i ktoś inny bawi się w konferansjerkę.
Niesprawni znawcy? Symptomy, sygnały
tryskające po linii zaciekłego oporu
czy gejzery pary nad wylotami włazów? Np.
tamta śmieszna dziewczyna z tropikiem
pomarańczowych włosów rozbita wprost
na gołej ziemi, same szpilki i śledzie, ech,
kurwa, skóra i kości, rzekłbym.
Wyjąłeś mi to z ust.

My, nieznani sprawcy na sennych biwakach.
Powiedzieć to inaczej niż tak i niż nie.


"Powiedzieć to inaczej. Polska liryka nowoczesna. Antologia" WBPiCAK Poznań 2011



25.09.2013

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 28


czyli: jak pisać panie literat?

Przeczytałam dziś 8 zasad dobrego pisania wg Neila Gaimana, brzmią one tak:
1. Pisz.
2. Układaj jedno słowo po drugim. Znajduj właściwe słowo i zapisuj je.
3. Dokończ to, co zaczynasz pisać. Cokolwiek musisz zrobić, aby to skończyć, zrób to.
4. Odłóż tekst na bok. Przeczytaj go, jakbyś nigdy wcześniej tego nie czytał. Pokaż go znajomym, których opinię szanujesz i którzy lubią podobną literaturę.
5. Pamiętaj: kiedy ludzie mówią ci, że coś jest nie tak albo im się nie podoba, prawie zawsze mają rację. Kiedy mówią ci, co dokładnie według nich jest źle i jak to naprawić, prawie zawsze się mylą.
6. Popraw tekst. Pamiętaj jednak, że prędzej czy później, zanim utwór osiągnie perfekcję, musisz go zostawić, ruszyć dalej i zacząć pisać kolejną rzecz. Osiąganie perfekcji jest jak pogoń za horyzontem. Cały czas musisz podążać naprzód.
7. Śmiej się z własnych dowcipów.
8. Główną zasadą pisania jest ta, że jeśli robisz coś z wystarczającą pewnością i przekonaniem, to wolno ci robić to, jak tylko chcesz. (To może być zarówno reguła dotycząca życia, jak i pisania. Ale zdecydowanie sprawdza się przy pisaniu). Napisz więc swoją historię, tak jak twoim zdaniem musi być napisana. Napisz ją szczerze, opowiedz najlepiej, jak tylko potrafisz. Jestem pewien, że nie ma innych zasad. A przynajmniej takich, które mają znaczenie.

Trafne bardzo i trudno się z nimi nie zgodzić, ale szczególnie zafrapowała mnie zasada piąta. Ostatnio dyskutowałam z Kubą Sajkowskim m.in. na ten temat w związku z wierszem, który komentowaliśmy. Kuba napisał coś,co utkwiło mi w pamięci, a mianowicie, że "cala literatura opiera się na konfrontacji pisania autora z chciejstwem czytelnika", a ja od czasu, kiedy redagowałam kilka cudzych książek zastanawiam się właśnie nad tym chciejstwem. Wiele razy pokazywałam dokładnie palcem co i gdzie jest źle, mało tego - przerabiałam na "dobrze". Teraz wiem, że to był przejaw totalnej arogancji z mojej strony, bo niby skąd ja mam wiedzieć lepiej jak powinno być? Inna sprawa, że taka demonstracja chciejstwa jest procederem nagminnym na wszystkich portalach literackich, na których samozwańcze autorytety, które "wiedzą lepiej" przerabiają ludziom teksty na własną modłę. Trochę trwało, zanim doszłam do tego, że wiersz, który czytam, to nie mój wiersz, że tu nie ma nic do rzeczy moje chciejstwo i nie mam prawa go przerabiać jak mi się podoba. Zresztą sprawdziłam na sobie, że najwięcej mnie osobiście dają takie komentarze, w których jest owo "coś mi nie pasuje" albo "to mi się nie podoba", wtedy wywiązuje się dyskusja na temat co nie pasuje i dlaczego się nie podoba i mogę albo się z pewnymi uwagami zgodzić, albo nie; mogę w związku z  tym coś zmienić, albo nie. I tu pojawia się związek z 4 zasadą Gaimana, bo pokazuję je osobom, które chcą je czytać, które nie są przypadkowe, którym nie muszę tłumaczyć rzeczy oczywistych. Kiedyś sadziłam, że wycieranie wierszy po portalach ma sens, bo pokazuje się je szerszej publiczności. To owszem, miało sens przed debiutem, po debiucie sens ma dyskusja z tymi czytelnikami, którzy świadomie decydują się na obcowanie z moją poezją. Którzy przychodzą tutaj wiedząc, czego się spodziewać, przychodzą tutaj, bo chcą, a nie lecą "po słupku" traktując kolejne przeczytane teksty jak newsy prasowe.
Paradoksalnie, im bardziej jestem pewna tego, co sama piszę, tym mniej ingeruję w cudze teksty. Dobrą szkołą jest praca z wierszami przysłanymi do mojej rubryki w INTER, tam nie liczy się to "co mnie rusza" lub nie, ja mogę jakiegoś stylu, czy tematyki nie lubić, ale jeśli wiersz jest po prostu dobrze napisany, jest o czymś, jest tam to osławione "drugie dno", jeśli go zapamiętuję, nawet jeśli jest to pamiętanie irytujące - to w zupełności wystarczy. Im bardziej jestem pewna tego, co piszę, tym bardziej irytują mnie bezmyślne zarzuty oparte jedynie na chciejstwie. Czytam wiersz, albo mi się podoba, albo nie, albo jest dobrze napisany, albo nie, albo mnie rusza, albo nie. Mogę zwrócić uwagę na błędy ortograficzne, stylistyczne, logiczne, ale nie wydaje mi się, bym mogła narzucać autorowi swój punkt widzenia i dyktować o czym wiersz powinien być.
Inna sprawa, że ostatnio czytam jedynie tych autorów, po których wiem, że prezentują określony poziom w pisaniu, poziom powyżej błędów, o których wspomniałam. To oczywiście działa w dwie strony, moje wiersze też mogą się nie podobać, też może coś w nich uwierać, o tym chętnie pogadam, bo przecież po to publikuję, by zaistniała interakcja. Jeśli popełniam nielogiczności, też chcę o tym wiedzieć, ale komentarze w stylu "poczekam aż napiszesz po swojemu", "poczekam aż napiszesz jak wtedy/tamten/o tamtym" mnie już po prostu bawią.
Wszyscy chcemy czytać takie wiersze, które nam się podobają, to oczywiste, ale jednak nie na tym opiera się współczesna literatura.
Piszę więc swoją historię najlepiej jak potrafię, piszę ją szczerze, piszę tak, jak powinna zostać napisana.
I to się w 80% sprawdza :)






20.09.2013

romantyzm

Rafałowi

"I still look around for you
No matter who you are
No matter what you do"


mam w sobie tyle cienia, że starczy za dwoje
w odpowiedniej scenerii: podłoga, krzesło, stół.
ile zechcesz wydobyć, z czym możesz się zmierzyć,
by to nazwać? by wiedzieć, że nie ma nic poza

kadrem, światłem, widzeniem: ciało i nic więcej,
jak karma dla wierzących w swoją wartość i cud.
jakbyśmy mogli istnieć, jakby tym rozgrzeszać
to, czego się dopuścimy tylko w imię sztuki.

nie umieram, nie żyję, ciągle na granicy
próbuję łapać światło, nie poznaję siebie
na czarno - białych zdjęciach. widzę, że któreś z nas
będzie pierwsze, ostatnie w kolejce do schronu.

są dni, w których próbuję odciąć się od tego,
kim tak naprawdę jestem, co realnie znaczę,
gdy płaczę bez powodu, gdy sięgam dłonią w mrok,
by niczego nie dotknąć, by po prostu wiedzieć.


MG 21.09.2013


kursywa: Joe Bonamassa "A place in my heart"





Chłodny ranek nad zimnym, płytkim morzem – Sławomir Płatek „Awaria migawki”


Bo widzisz, chwila przebiega tak straszliwie szybko, że nie tylko nie mogę na niej stanąć, ale nawet jej dotknąć” –  cytat z „O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra” Lewisa Carrolla przytaczam nie bez powodu, ponieważ „Awaria migawki” tam nas właśnie zabiera, na drugą stronę lustra, w perfekcyjnie zdeformowaną rzeczywistość. Dlaczego? Bo kiedy migawka ulega awarii, materiał światłoczuły nie dostaje odpowiedniej ilości światła i wszystko, co rejestruje obiektyw jest albo prześwietlone albo zbyt ciemne.  Ten zabieg zastosował Sławomir Płatek w swoim najnowszym tomie – pewne kwestie są przejaskrawione, inne – zaciemnione, a czytelnik sam musi się w tym połapać.
Ta książka wbrew pozorom nie jest  - jak twierdził jeden z jej recenzentów – podróżą w przeszłość., ale relacją z „drugiej strony lustra”. Przyznać trzeba, że Płatek cały ten sztafaż bardzo sprytnie skonstruował, budując klimat czekania na sygnał z centrali, jak w kawałku Brygady Kryzys, jednak najważniejsze w tym tomie jest pytanie, czy owa centrala w ogóle istnieje i czy w związku z  tym, cokolwiek/ktokolwiek może nas jeszcze ocalić?
„[…] mogłem tylko wierzyć jeśli
wszyscy polegli trzeba polegać na sobie”
(Bohater Pozytywny prowadzi śledztwo w sprawie kradzieży zaworów w spustoszonym miasteczku na Ziemiach Odzyskanych)
Ów „bohater pozytywny” dla mnie to w pewnym sensie alter ego autora, postać stworzona w celu konfrontacji obu rzeczywistości; naszego „tu i teraz” oraz „tamtego i tam”.  Ktoś, kto stoi (proszę wybaczyć wyrażenie) w egzystencjalnym rozkroku, tak charakterystycznym dla roczników siedemdziesiątych, wrzuconych dość brutalnie z jednego świata w drugi  i nie do końca potrafiących się w tym świecie odnaleźć. Ta bilokacja widoczna w tomie jest próbą pogodzenia obu światów, scalenia ich w jeden – bardziej możliwy do zrozumienia, bardziej przyswajalny.
„[…] można powiedzieć że skończyło się
lato a nie zaczęła jesień taki punkt
którego nie ma więc może być wszystko”[…]”
(pierwszy tlen)
Oczywistym wydaje się, że płaszczyzną wspomnianego przeze mnie pogodzenia / porozumienia musi być poezja; w związku z czym Płatek podrzuca nam pod wycieraczkę klucz do swojego tomu, pozostaje tylko kwestia, czy zdecydujemy się z niego skorzystać:
„[…]  po sześciokroć
należy czytać tę książkę przezroczystość bez jednego
okna ani jednych drzwi kanty bez narożników rogi
bez czaszki kręgosłup bez kręgów kręgi [‘’’]”
(modernizm (spacer dydaktyczny po Saskiej Kępie))

Bohater Pozytywny jak kameleon i jak każdy szpieg doskonały, idealnie wtapia się w kolejne pejzaże, historie, miejsca. Nic nie umknie jego uwadze i nic co nie umknęło, nie uniknie wnikliwej analizy: starszy pan, uczesany jak Staś Tarkowski, wkręcający usta w maszynkę do mielenia mięsa skradzioną austriackiej rodzinie (równy samemu sobie), banda poetów, usiłujących ukryć swoją prawdziwą tożsamość pod wierszami w stylu pop, masową produkcją konkursową „[…]wojna się skończyła zdejmuj te kulturę krój jest dobry tylko inny materiał/zakładamy pop inaczej każdy krytyk nas pozna i zamknie[…]”
(stenogram z podsłuchu).
Płatek w bardzo charakterystyczny (czyt. sarkastyczny) dla tej książki sposób, pokazuje skutki odzyskania tzw.  wolności słowa (moment przejścia od ust wkręconych w maszynkę do zakładania popu) i  jest w swoich ocenach bezkompromisowy. Punktuje bezlitośnie tych twórców, którzy w momencie, gdy naprawdę mogli już mówić /pisać wszystko, zajęli się pisaniem/mówieniem niczego.  Najbardziej wymownym przykładem będzie tutaj jeden z utworów:

Motto do wiersza który ma tylko tytuł ale jego treść jest także bytem
                                                                                                          Herbert żyje!
                                                                                                          Elvis Presley

Przez cały tom, przewija się bardziej, lub mniej wyraźny motyw wojny. Jest szpieg, jest wrogi teren, są w związku z  tym również „wrogowie” i tu należy zadać pytanie: kim lub czym są?
Oczywistym jest, że istnienie „positive hero” jest uzależnione od istnienia „wrogów”, bez nich nie miałby prawa bytu, nie byłoby potrzeby zlecania mu „misji” , polegającej – kolokwialnie rzecz ujmując – na otwieraniu ludziom oczu, na wytykaniu palcem banału i bylejakości intelektualno – moralnej; na obnażaniu małości, zawiści i chciwości -
„El sueño de la razón produce monstruos” .


„Kiedy umysł zasypia staje się maszyną
Jednak nie umiałem uwierzyć w niewiarę i szedłem
Chociaż mieli przewagę liczebną a właściwie  mieli liczby”
(Bohater pozytywny do końca próbuje wykonać zadanie)

Bohater pozytywny musi być pozytywny: heropozytywny, wierszopozytywny, wręcz metapozytywny. Pozytywność bohatera nie może budzić żadnych wątpliwości. On jest jak nowoczesny mesjasz, przywódca ruchu oporu przeciwko banałowi i pustosłowiu. Jest pozytywny, ale nie idealny: cierpi, gubi się, kluczy – walczy, by znaleźć fundamenty, oparcie, coś pewnego, stałego, wreszcie – by znaleźć drogę:

„[…]kiedy zgasło światło zrozumiałem jak bardzo jestem
światłoczuły jak bardzo chcę znaleźć te cholerne zawory
i wpuścić trochę światła widzieć że to o co się opieram to zimna
wilgotna ściana a nie ten upiorny celuloid chcę w końcu widzieć w tej ciemni[…]”
(Bohater pozytywny prowadzi śledztwo w sprawie kradzieży zaworów w spustoszonym miasteczku na Ziemiach Odzyskanych)
Zainteresowało mnie też u poety postrzeganie czasu, który w antropologii jest jedną z wartości tożsamości kulturowej, kształtuje nas, nasz stosunek do świata. Płatek próbuje „przetłumaczyć czas” na wielkość fizyczną, namacalną, określić go, a jednak to tylko gra z czytelnikiem. Nie bez powodu na początku tej recenzji napisałam o chwili:

pojemność czasu jest nieokreślona
w jednej sekundzie
(sekunda jest wyjątkowo wytartą miarą ale pył
z tego tarcia osiada na każdym z nas i jest
to kurz, po prostu kurz)[…]
(apostazja)

Czas jest w „Awarii…” narzędziem konstruującym rzeczywistość, czasem linearnym: zmierzającym do określonej przyszłości i tu pojawia się paradoks, bo przecież peel teoretycznie nie ma prawa wiedzieć co się wydarzy, może tylko przypuszczać, przewidywać, prognozować, słowem: wróżyć z fusów. Bohater pozytywny jednak doskonale to wie, ponieważ jest jednocześnie tu i tam, poprzez wspomniane lustro próbuje scalić dwa ( tylko pozornie) odległe od siebie światy.  Kluczem jest poezja, tkwiący w niej potencjał języka, wykorzystywania słów jako materiału do budowania mostu pomiędzy jedną, a drugą „stroną lustra”.

ostatni wiersz z Ziemi

z początku nic nie wskazywało

pokonaliśmy jak mówi pismo Goliata
Godzillę i Gutenberga ale potem nagle
urwał się tekst
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
:
:
zasilanie awaryjne naświetliło
jedynie rozmiar zniszczeń
oszczędzaliśmy energię ale
skracanie wersów już nie wystarcza
trzeba będzie w końcu napisać (a
zaprawdę będzie to koniec)
nic żeby opisać nic

Ogromnym walorem tej książki jest jej język. Świetna gra słów, do której nie jesteśmy – po dwóch poprzednich tomach Płatka – przyzwyczajeni i zamiast  płytkiego, zimnego morza mamy nagle głęboką wodę, w której trudno płynąć  spokojnie i pewnie.
 Kiedy wydaje mi się, że złapałam rytm, oddycham równo i nic mnie nie może zaskoczyć -  niespodziewanie zalewa mnie fala, ciągnie na dno, albo wyrzuca. Odnoszę wrażenie, że autor przeszedł ogromną metamorfozę, że po długich poszukiwaniach znalazł swój własny, odrębny sposób komunikacji. Sposób niełatwy i nieoczywisty, pełen symboli i ogromnej ilości nawiązań. Język „Awarii migawki” jest pełen pułapek i złudzeń, przy lekturze trzeba nieustannie mieć się na baczności, trzeba szukać, kombinować i kluczyć.
„Awaria…” to książka pełna nawiązań, sam autor zresztą na końcu tomu ujawnia sporo z nich.  Sławomir Płatek świetnie „wykorzystuje” to, co przeczytał, przeżył i usłyszał, tworząc historię, która wciąga, kusi, by podążyć za białym królikiem.

„Jestem pewna, że są tam, och, takie piękne rzeczy! Spróbujmy udać, że znaleźliśmy sposób na przedostanie się tam, Kiciu. Spróbujmy udać, że szkło stało się miękkie jak gaza, tak żebyśmy się mogli tam przedostać” Lewis Carroll



Sławomir Płatek "Awaria migawki" Stowarzyszenie Salon Literacki  Gdańsk 2012


16.09.2013

A place in my heart - czyli całe popołudnie z Joe





I've seen trouble come,
All the tears I've cried
Trouble coming baby
But time's on my side

wiersz na cały tydzień



Przeczucie - RAINER MARIA RILKE


Jestem jako chorągiew w przestrzeniach
                                               bezbrzeżnych.
Czuję wiatry idące i muszę je przeżyć,
gdy w dole rzeczy nie poruszają się jeszcze i tylko
                                                                     się słyszy,
jak drzwi zamykają się lekko i kominy są pełne ciszy;
i jeszcze nie drżą okna, i jeszcze ciężki jest kurz.

Wtedy już czuję burze, wzburzony jak fala mórz.
I rozprzestrzeniam się, i zagłębiam się w sobie,
                                                                    i trwam,
i sam siebie odrzucam, i jestem całkiem sam
we wielkiej burzy.


tłum. Mieczysław Jastrun



14.09.2013

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 27


czyli słitfocie, gołe cycki i cała reszta

Od kiedy pamiętam, zawsze się czegoś bałam, były to strachy bardzo różne, od pająków, po jazdę kolejką linową. Kiedy zaczęłam pisać, bałam się pisać tak, jak chcę, nie wierzyłam, że potrafię. Zawsze słuchałam innych, mądrzejszych od siebie i pisałam tak, jak oni uważali, że powinnam. Nie słuchałam siebie, nie patrzyłam na siebie i nie rozmawiałam ze sobą, bo po co?
We współczesnej poezji szczerość nie jest w cenie, wrzucą cię do wora z konfesją i tam sczeźniesz jako "poetka kobieca"; pół biedy, jeśli w towarzystwie Sexton albo Świrszczyńskiej, ale gorzej, jak trafisz na Poświatowską. Naczytałam się mnóstwa odmiennych teorii na temat tego co się powinno, a czego nie powinno w poezji, jak się powinno, a jak nie powinno pisać. Przez pewien czas nawet sama się na ten temat wymądrzałam, a tak naprawdę trzęsłam się ze strachu, ale nie przed
tym, że nie dostanę kolejnej nagrody, że nie wygram kolejnego konkursu, bo moje wiersze są zbyt mało konkursowe i nie podejmują form i treści, będących aktualnie na "topie poetyckim".
Bałam się, że nigdy nie napiszę tak, jakbym chciała, a spełnianie cudzych oczekiwań mnie po prostu zabijało. Bałam się do tego stopnia, że w ogóle przestałam pisać. Kilka miesięcy temu, w 38 roku życia coś we mnie pękło, ba! Walnęło z hukiem, aż rozleciałam się na małe kawałki i całe szczęście, bo zbieranie tych kawałków do kupy pozwoliło mi popatrzeć na siebie. Przyglądałam się owszem, ale jeszcze nie byłam pewna, jeszcze potrzebowałam potwierdzenia. Nie dostałam go, za to dostałam coś o wiele lepszego - kopa w tyłek. Kopa bolesnego, który uświadomił mi, że powrotu do tamtej osoby już nie ma, nie ma już tamtej Gałkowskiej, ale w takim razie jaka jest TA?
Zaczęłam ją odkrywać, najpierw przez powrót do pisania, przez oderwanie się od dawnej poetyki, przez próbowanie tego wszystkiego w poezji, z czym wg mnie na pewno sobie nie poradzę. Otóż okazuje się, że sobie radzę i to coraz lepiej, że w końcu mam to upragnione poczucie bycia tym, kim naprawdę chcę.Mam pisanie tego, co naprawdę jest tylko i wyłącznie MOJE. W tym momencie wróciła odwaga. Chciałam w jeszcze jeden sposób zmierzyć się ze sobą i stąd wniknęła sesja zdjęciowa z Rafałem Babczyńskim. Byłam pewna, że nikt, tak ja Rafał nie zrozumie mojej historii i nikt nie będzie potrafił jej pokazać. I miałam rację.
Rafał zrozumiał doskonale i jeszcze lepiej opowiedział to wszystko zdjęciami. I miałam również rację, bo okazało się, że dla niektórych osób to - pozwolę sobie na cytaty - "lecenie Playboyem" albo "robienie zdjęć gołych cycków" albo generalnie sugestie, że chodziło mi o pokazanie się.
Najbardziej niemiłym dla mnie zaskoczeniem było to, że takie stwierdzenia wyszły spod palców poetów, ludzi piszących wiersze, ludzi podobno obdarzonych szczególną wrażliwością. Skoro już  "się pokazałam" to objaśniam: nie chodziło drodzy koledzy i koleżanki o pokazanie tego, jaka jestem cudowna i jakie mam świetne ciało, bo wtedy zafundowałabym sobie sesję z mistrzem fotoszopa, a nie z jednym z najlepszych artystów w tym kraju.
Chodziło o zobaczenie siebie cudzymi oczami, o zobaczenie siebie naprawdę, o to, by już nie mieć pretekstu do odwracania wzroku. O zobaczenie siebie prawdziwej. Owszem, na niektórych zdjęciach
są rekwizyty, ale tylko dlatego, że one pokazują pewną historię, uwięzienia i uwolnienia. Potrzebowałam się uwolnić i zrobiłam to, potrzebowałam tej całkowitej szczerości, bez upiększeń, bez udawania. Potrzebowałam przekroczenia pewnych granic w sobie. I potrzebowałam wreszcie tej relacji twórca - tworzywo, bo tym razem to ja byłam tworzywem, a to była bezcenna lekcja, potrzebna lekcja. Rafał jest świetnym artystą, ale też świetnym człowiekiem, już wcześniej, robiąc wernisaż czy tworząc razem z Nim muzykę wiedziałam, że rozumiemy się w pół słowa i spotykamy w pół drogi. To widać również na tych zdjęciach.
Pewnie po tym poście dostanę kolejne dobre rady w stylu : "niepotrzebnie się tłumaczysz", "nie powinnaś tego pisać"' ,"całkowita szczerość nie popłaca".
A co popłaca? Zachowywanie się tak, by się nikomu nie narazić? Lubienie wszystkiego i wszystkich, by nie sprawić komuś przykrości? Poświęcanie swojego czasu i energii i pracy komus, kto nie potrafi tego docenić?
Niektóre z tych zdjęć Rafał wstawił na portal dla artystów plastyków. Pojawiły się tam komentarze tak różne od tych poetyckich, że aż mnie to zaszokowało, bo okazało się, że wrażliwość niektórych "poetów" to wrażliwość kuchennego taboretu. Jaka to jest cudna hipokryzja. Nasza koleżanka wstawiła swoje akty, więc albo udajemy, że nie widzimy, albo klikamy "lubię to", albo walimy chamskie teksty. Bo rzadko kto potrafi o tym rozmawiać. Rzadko kto spyta skąd ten pomysł, dlaczego to zrobiłam i dlaczego zdecydowałam się to opublikować. Bo nie publikuję nagich cycków Gałkowskiej tylko sztukę. Coś co nawiązuje do mojej poezji, do wierszy, w których bywam bardziej naga, niż na tych zdjęciach. Znając szanownych kolegów i koleżanki po piórze zapewne za chwilę doczekam się komentarzy, że piszę ten post, bo za mało się nade mną zachwycano. Nie zdziwiłabym się wcale, gdybym i to usłyszała/przeczytała.
Dlaczego powstał ten odcinek Dziennika? Ponieważ ja szanuję to, co tworzą inni, nawet jeśli mi się to nie podoba, ponieważ raz na zawsze chcę uciąć głupkowate komentarze i przytyki na swój temat. Dziś rano jeden z poetów mi powiedział, że "mężczyzna widząc piękno kobiecego ciała - zachwyca się, chłopiec - chichocze".
Dlatego życzyłabym sobie więcej "mężczyzn" czyt. "świadomych odbiorców". A tak już poza tym wszystkim, to każdy człowiek, nagi, czy ubrany, zasługuje po prostu na szacunek.

prace Rafała można zobaczyć tu: http://variart.org/galeria/2155-rdza.htm


fot. Rafał Babczyński

fot. Rafał Babczyński

fot. Rafał Babczyński




13.09.2013

coś na piątek trzynastego


* * *  - MARZANNA KIELAR


Powroty, odejścia.
A w tym wszystkim my, organiczne domieszki
uwięzione w lodzie: pozornie nierozpuszczalne wtrącenia.

Wulkaniczny pył wywiewany z ziemi, której nie chroni
                                                                        roślinność.

Będę jak drzewo w srebrzystym oprzędzie, grające przy
                                                                     drodze nocą.
Będziesz mieć powieki pod śniegiem, śnieg na brwiach;
wrośniesz we mnie jak pęd wszczepiony w krwiobieg
                                                                              konaru.

Wrócisz.


z tomu "Monodia" Wydawnictwo ZNAK Kraków 2006







07.09.2013

wiersz na dziś, jutro, pojutrze ...na zawsze

ROBERT LOWELL - Samobójstwo

Przychodzisz tylko w uciążliwych
halucynacjach nocy,
kiedy mój śpiący profetyczny umysł
doświadcza rzeczy
które się jeszcze nie zdarzyły

Czasami w snach
włosy wychodziły mi
z głowy garściami,
widziałem jak leżą
rozsypane na poduszce jak len

Czasami w snach
zęby chwiały mi się w ustach…
Kipi kasza, kipi kasza -
były ziarnkami grochu
kiedy je wypluwałem

Już więcej do ciebie nie przyjdę
i nie narażę się na pomoc, której uciekłem –
personel, pomrokę i psy,
tę grę w chowanego ze mną –
„Kuku, kuku. Tu jestem…”

Gdybym był przeżył
i mógł nie pamiętać,
że to się w końcu musi zdarzyć,
nawet dzieciom –
byłoby inaczej.

Jedno światło, dwa światła, trzy -
jest dzień i nie trzeba świateł.
Twój wóz, którego wypatruje , ciągle nie nadjeżdża,
niedoczekanie, żebym cię miał wyglądać
zza uchylonych ukradkiem drzwi.

Drzewa zawierają gałęzie i robią się czerwone,
ich zimowe szkielety trudno rozpoznać;
przyjaciel widywany rzadko
nie jest ten sam –
jak szybko nawet kiepska kuchnia pozera dzień.

Podchodzę do okna,
i nawet otwieram je na oścież –
pięć pięter niżej drzewa to krzaki i zielska,
zbyt niepozorne i małe
by odwlec upadek wróbla.

Dlaczego nie doszedłeś za mną tutaj,
tak jak chodziłeś za mną wszędzie?
Nie możesz tego zrobić
z mglistym poczuciem nieuchronności
ani stłumionym, lecz śmiercionośnym westchnieniem.

Czy zasługuje na zaufanie
dlatego że nie próbowałem samobójstwa –
czy też obawiam się
że ów egzotyczny akt
wykaże moją nieudolność,

bo nie wiem jeszcze, że błąd
naprawia praktyka,
jak nasze pierwsze amatorskie zdjęcia,
bez głowy, z połową głowy, przekrzywione
i prześwietlone fleszem?

tłum.Piotr Sommer





04.09.2013

the face on the piecyk





matko wszystkich poetek, które nic nie wiedzą
o sobie, oraz o tym, o czym chcą napisać
rozwieś nad ich głowami transparent z napisem:
"tota tua everyday always and together".

błogosławioną szminką na tej świętej szybce
wyraźnie zaznacz poziom, od którego głowa
napęcznieje i pęknie. jak w tanim horrorze
śnięte białka, rys twarzy, krew i spalenizna.

matko wszystkich wariatek, poetko nadobna
uwolnij nas od siebie, byśmy nigdy więcej
nie musiały pobierać lekcji gotowania
w samotności i w parze, na zwolnionym ogniu.


MG 04.09.2013


03.09.2013

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 26

czyli: z życia polskiej poetki współczesnej

Od pewnego czasu prowadzę sobie cykl pod takim tytułem na Facebooku, takie totalnie spontaniczne komentarze do rzeczywistości, w której aktualnie się znajduję. Mojej własnej rzeczywistości, z moim totalnie subiektywnym na tę rzeczywistość spojrzeniem. Rodzaj nieregularnie pisanego dziennika. Ludzie polubią, albo nie; skomentują, albo nie. Parę razy wywiązały się nawet całkiem fajne dyskusje, ale dziś pod jednym z moich wpisów odkryłam próbę poddania mnie psychoanalizie, co mnie rozbawiło. Wydawało mi się, że już dawno przestałam być dla kogokolwiek 'solą w oku", a tymczasem okazuje się, że nadal są chętni do tego, by "dopasować" mnie do własnych wyobrażeń. I po co? Mam lat trzydzieści osiem i doskonale wiem, co spierdoliłam, ale też doskonale wiem, co spierdolili inni. Ta wiedza pomaga się całkowicie zdystansować. Ta wiedza pomaga się całkowicie znieczulić. Rzeczywistość to syf, w którym tkwimy niekoniecznie i nie zawsze z własnej woli, więc trzeba sobie jakoś ten syf zorganizować, poukładać po swojemu, posegregować jak pranie: białe z białymi, kolorowe z kolorowymi, czarne z czarnymi. Kiedy nam się coś z czymś pomiesza, to najwyżej zafarbuje, zmieni kolor, wstąpi się pod wpływem wysokiej temperatury i przestanie pasować. Ale nadal to nasza pralka i nasze pranie, a w związku z  tym - nasz problem. Gdybym mogła, to bym stąd uciekła, gdzieś - nie wiem gdzie, pewnie w góry, pewnie z dala od ludzi, których usilnie staram się lubić, a którzy sprawiają, że jest to coraz mniej wykonalne. Codziennie biorę udział w tworzeniu PKB, codziennie narzucam na siebie te wszystkie konieczne ubranka, w których należy i wypada się pokazać, ale potem, po ośmiu godzinach bycia przykładnym członkiem społeczeństwa (poprawność polityczna powinna mnie skłonić do napisania: członkinią) nareszcie mogę wrócić do siebie i do poezji, do wyrażania własnych opinii i brania tego "na klatę". Całkiem nieźle znoszę krytykę, ale próby amatorskiej psychoanalizy, w dodatku przeprowadzane przez podstarzałych lowelasów, próbujących na stare numery podrywać młode poetki na zlotach wywołują u mnie pusty śmiech. Akurat cykl "z życia polskiej poetki współczesnej" zawsze będzie monologiem i jeśli ktoś znajdzie w nim coś dla siebie - będzie mi niezmiernie miło, jeżeli po kimś to spłynie - również będzie mi miło, ale jeżeli ktokolwiek sądzi, że nagle zacznę pisać tak, jak się komuś wydaje, że powinnam, albo że mogłabym, to jest w błędzie. I nie obchodzi mnie na jakim to niby poziomie jestem i na co to niby mnie, jako poetkę stać :)
Stać mnie widocznie na to, co piszę, co robię i jak sobie segreguję to moje pranie i jak sobie powieszę - tak będę miała wygniecione :) I nie przeszkadza mi bycie starą i nudną "banalistką", nie przeszkadza mi to, że nie jestem "na czasie", że nie piszę tak "jak się teraz pisze", że nie mówię tego "co się teraz mówi" i nie wyglądam tak, jak powinnam "w tym wieku wyglądać". Zanim ktoś zarzuci mi pozowanie na buntowniczkę wyjaśnię, że bunt dawno mam za sobą, najwidoczniej jestem po prostu nieprzysiadalna :)
Podejrzewam, że to, co tutaj napisałam spowoduje, że znowu wylecę ze znajomych kilku osób na FB, bo jak wiadomo dziś to największa towarzyska kara :)
A jak to się ma do poezji? Ano tak, że powstaje kolejny wiersz. :)

Z wyrazami szacunku
Wasza itd ...







30.08.2013

SEAMUS HEANEY - Kara


Czuje tamto szarpnięcie
postronka na jej
szyi, wiatr
na jej nagich piersiach

ściągający sutki
w krople bursztynu
kołyszący kruchym
rusztowaniem żeber.

Widzę jej ciało
zatopione w bagnie
ciężki kamień
unoszące się drągi i gałęzie

Pod nimi była młodym
okoronowanym drzewem
wydobytym teraz
jak kość dębu, szkatułka mózgu -

jej ogolona głowa
jak ścierń czarnego zboża
oczy związane ziemistą opaską
pętla jak pierścień

do przechowywania
wspomnień miłości
Mała cudzołożnico
zanim cię ukarali

byłaś lnianowłosa
niedożywiona i twoja
czarna jak smoła twarz była piękna
Mój biedny ofiarny koźle,

kocham cię prawie,
lecz wiem, że rzucałbym
kamieniami ciszy.
Jestem podstępnym podglądaczem

odsłoniętych i pociemniałych
zwojów twojego mózgu,
siatki mięśni
i wszystkich porachowanych kości -

ja, kiedy stałem niemy
gdy twe zdradzieckie siostry
w czepku ze słomy
łkały pod płotem,

który tolerowałem
gwałt cywilizacji
rozumiem tę intymną
i dokładną, plemienną zemstę

tłum. Piotr Sommer


Dziś zmarł Seamus Heaney, jeden z moich mistrzów, twórców, którzy całkowicie zmienili moje postrzeganie poezji. Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać. 
RIP





DNA



jestem jedynie dnem, nad którym krążą ryby.
pochłaniam kamienie ze źle puszczonych kaczek
i maski tlenowe niedoświadczonych nurków.
zapadają we mnie jak zmrok nad taflą wody,

zalegają warstwami, wciąż głębiej i głębiej
w ulotnym łożysku. całkowite skostnienie
jest blisko i czeka na zmianę temperatur.
jestem nożycami do rozbierania drobiu,

dzielę białe mięso na piersi, uda. kości
odkładam osobno na upiorny naszyjnik
dla tutejszych szamanów. niczego nie znaczę
- jak ślad płynnej stali, jak przytępione ostrze.


MG 30.08.2013


wiersz na dziś, jutro, pojutrze


EUGENIUSZ TKACZYSZYN - DYCKI

XXV. 

żyjemy tak płytko że nie możemy napisać
powieści natomiast prowadzimy dziennik
choć po latach trudno nam uwierzyć w imiona
chłopców z których każdy gdzieś się wyłachał

otóż w dzienniku stoi (przepraszam
za rusycyzm) że jedliśmy spaliśmy
i budziliśmy się zawsze po stronie
kamyka czyli po stronie łaknienia

z niemal gotową autobiograficzną powieścią
o naszym podkręceniu łaknieniu
a każdy z nas był "podkręcony przez tę samą kozę
chujozę" o ile dobrze odczytuję zapiski.


z tomu "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach" BL Wrocław 2009



28.08.2013

Nieszksypczrze i zderzanie się z muzyką


Koledzy się rozkręcają. Dotarła do mnie właśnie wiadomość, że grupa  Nieszksypczrze (spróbujcie to wymówić) wydała swoją pierwszą płytę.

Grupę tworzą:
Krzysztof Jakub Szwarc – w zespole gra na gitarze akustycznej i altówce.
Grzegorz Choszcz – partie gitary basowej i gitary akustycznej.
Jan Włudyka – skrzypce
Sławomir Płatek - użyczanie głosu oraz tekstów.

Jak pisze Sławek u siebie na blogu:
Podstawową różnicą między tym zespołem, a większością innych gitarowych grup nie jest obecność skrzypiec (skrzypiec używali w Kansas, w Mahavishnu, w Its a Beautiful Day, w Krzaku, w RSC i wielu innych rockowych kapelach), a brak perkusji. Wystarczy wyeliminować jeden instrument i okazuje się, że brzmienie staje się trudne do porównania z czymkolwiek. Z perkusją byłoby dużo łatwiej o skojarzenia. I dobrze, że jest inaczej.

Płytę można nabyć TU.
Posłuchać, jak brzmią TU.






23.08.2013

cytat na dziś


[...] To obcych najłatwiej kochać w tym trudnym czasie. Ponieważ niczego nie wymagają i nie obserwują, wciąż obserwują. Oto ukryty strach, symptom: nagle wszystko albo nic: albo przebijasz skorupę wokół siebie, wypuszczając świszczącą próżnię, albo nie. Chcę powrócić na moją normalniejszą, przeciętną ścieżkę, gdzie istota świata jest przesiąknięta moim istnieniem: jedzenie, czytanie, pisanie, rozmowy, zakupy: tak że wszystko jest dobre samo w sobie, a nie służy do maskowania strachu, który musi zmierzyć się sam ze sobą w śmiertelnym pojedynku, mówiąc: życie przemija!
Horrorem jest to nagłe zwijanie się i znikanie świata namacalnego. Nie zostaje nic, tylko szmaty. Ludzie - gawrony, co mówią: Szwindel. Dzięki Bogu, że gdy sie zmęczę, zasypiam, jesli tak jest, wszystko jest możliwe. Tylko te wieczne pytania pukają wciąż do bram mojej codziennej rzeczywistości, której czepiam się niczym szalona kochanka, pytania niosące ciemny, wrogi świat, w którym wszystko jest takie same, 
nie ma różnic, ani czasu i przestrzeni: świszczący powiew wieczności, nie Boga, ale odżegnującego się diabła [...]


Sylvia Plath Dzienniki 1950 - 1962


21.08.2013

run baby run


From the old familiar faces and
Their old familiar ways
To the comfort of the strangers
Slipping out before they say
So long
Baby loves to run







20.08.2013

cytat na dziś



[...] Czasami ogarnia mnie uczucie oczekiwania na coś, jakby coś pod powierzchnią świadomości czekało na uchwycenie. Podobnie dręczące uczucie towarzyszy, gdy ma się czyjeś imię na końcu języka, ale nie można go sobie przypomnieć. Czuję się tak, gdy myślę o  istotach ludzkich, o śladach ewolucji takich, jak usunięte zęby mądrości, zwężanie się szczęki, która nie musi już żuć tak dużo błonnika, jak kiedyś, stopniowy zanik owłosienia na ludzkim ciele, przystosowanie się oka do czytania druku, do szybkich, kolorowych poruszeń dwudziestego wieku. To uczucie, mgliste i nieuchwytne przychodzi kiedy rozmyślam o długim dorastaniu naszego gatunku, o rytuałach narodzin, małżeństwa i śmierci, wszystkich tych barbarzyńskich ceremoniach, dostosowanych do naszych czasów. Niemal zdaje mi się, że pierwotna, bezrozumna, zwierzęca czystość była najlepsza. Ach, coś tam jest i czeka na mnie. Być może pewnego dnia doznam nagle objawienia i zobaczę drugą stronę tego monumentalnego, groteskowego żartu. I zaśmieję się wtedy. I zrozumiem, czym jest życie [...].


Sylvia Plath - Dzienniki 1950-1962



12.08.2013

wiersz, który mówi więcej, niż chcielibyśmy usłyszeć


SŁAWOMIR PŁATEK  - stenogram z podsłuchu

panowie
zaczynamy od kamuflażu zielony
wojna się skończyła zdejmuj tę kulturę krój jest dobry tylko inny materiał
zakładamy pop inaczej każdy krytyk nas pozna i zamknie
na dożywocie w jakimś katalogu

teren jest obserwowany 
my odwracamy uwagę że niby nam zwisa
szary ty się wtapiasz
w beton i już tam zostajesz potem włamujemy się
na sygnał i na trzecie piętro i na przykład
sraczkowaty ty wymyślasz dynamiczną metaforę że drzwi wychodzą oknem

jesteśmy w środku blady zwijasz szybciutko do kupy
wszystkie instrukcje sprzedażowe Szklaną Pułapkę biały trójkąt
urlop macierzyński i pieśni masowe jak znajdziesz to jeszcze ZX Spectrum
następnie Neo ty wymyślasz metaforę że nagle jesteśmy na dachu spuszczamy się
na to wszystko jak już nam stanie
czas i idziemy w tym postawionym czasie do cukierni tam się ukrywa George Clooney
jako ciacho



z tomu "Awaria migawki" Salon Literacki i Fundacja Wspólnota Gdańska, Gdańsk 2012