Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


21.02.2013

a moje słowa to niewysłowione to przebudzone, te usta otwarte*


[...] W latach trzydziestych i czterdziestych Eliot napisał około tysiąca listów do kobiety, która nazywała się Emily Hale, Amerykanki, którą znał od czasu dojrzewania. Kiedy jednak w 1947r umarła jego zona, Vivienne i uwolnił się z koszmaru nieudanego małżeństwa, odrzucił Emily Hale. Napisał jej, że czuje się tak, jakby coś w nim zamarzło i nie mogło już być przywrócone do życia.
Vivienne Eliot spędziła ostatnie dziesięć lat swojego życia zamknięta w szpitalu w Londynie, w budynku o wysokich murach, skąd kilkakrotnie podejmowała desperackie, lecz nieudane próby ucieczki. Eliot zdecydował, że nigdy jej tam nie odwiedzi. Być może pisała do niego błagalne listy, choć to mało prawdopodobne. Musiała podejrzewać, ze miał udział w jej zamknięciu, jednak nie przestała go kochać, kierując ku niemu ten sam intensywny, narcystyczny żar, który go od niej oddalił. Była niezrównoważona, ale bardzo spostrzegawcza, jak często bywają ludzie na skraju szaleństwa, i wiedziała o Eliocie różne rzeczy, nawet takie, o których nie był w stanie nikomu powiedzieć, a które niejasno przekazywał w swojej poezji, czyniąc z nich przedmiot domysłów czytelników. Chodziło nie tyle o czyny, co raczej o emocje - mroczne, gniewne, zgubne skłonności, na których ujawnienie owa wschodząca gwiazda modernizmu nie mogła sobie pozwolić.
Pod maską pokutnika Eliot skrywał wielkie ambicje. Wiedział, że szaleństwo zony mogłoby znacznie ograniczyć jego możliwości. Chociaż znalazł sposób na to, by się przed nią chronić, ich związek wciąż pozostawał skazą nie do usunięcia. Byli zbyt blisko związani swoimi wzajemnymi lekami, aby się rozłączyć, nawet w drodze narzuconej separacji. (Jeśli chodzi o umysł Toma - pisała Vivienne do przyjaciółki na krótko przed zamknięciem w zakładzie - to ja jestem jego umysłem)[...]"



"[...] Książki nie przestają mnie zadziwiać. W dzieciństwie byłem przeświadczony, w ten niepodważalny sposób, w jaki dzieci pewnych rzeczy są pewne, że Bóg jest autorem, który sobie mnie wyobraził i z tego powodu istnieję {jak i wszyscy inni} - żeby zaludniać jego opowieść. W zamian za to moim zadaniem było wyobrażać sobie Boga; to było wszystko, co On i ja byliśmy sobie nawzajem winni.
Między ludźmi nie jest do końca jasne, co kto komu jest winien. A jednak być może to, co nazywane jest miłością, tak naprawdę jest czułą i wygłodniałą wyobraźnią. Trzeba tylko zechcieć wkroczyć do cudzych historii - czasem nawet przerażających lub niebezpiecznych, lub takich, których wynik nie jest pewny.[...]

Martha Cooley "Archiwista"



* tytuł posta z wiersza "Marina"  T.S. Eliota

18.02.2013

Jonas Jankauskas - wiersze


silkei

Nazywam  Cię rybą,
Śmiałbym nazywać – żelaznym.

Nie, nie z powodu tych wszystkich blach, które były wepchnięte w twoje ciało.
Nie z powodu okularów, które posadziłeś na nosie ani z powodu zegarka,
Który dawno został zgubiony.

Zgaduję, że na lotnisku nie jesteś mile widziany – choć nie latam – ja również nie jestem.
Tam każą rozbierać się, nakazują ruszać się, straszą, że blachy przylepią się do stawów,
Sprawdzają, kilka razy prześwietlają, szturchają, kują, czasami całkowicie nie pilnują,
Pozwalają cierpieć.

Lecz, najczęściej wypuszczają, przepuszczają, pozwalają wrócić.
Nie trzeba skarżyć się, jednak oczywiście – są wyjątki.

Śmiałbym nazywać żelaznym,
Nie z powodu tego bólu nie do zniesienia, któremu nie dorównuje,
Gdy najdroższa siostra za która nieustannie walczyłeś bez słowa, nagle odleciała.
Gdy wsadzali blachy, gdy łamali kości, gdy obierali ze skóry, gdy pili z kielichów cierpienia.
Gdy wydaje się niemożliwe…
drzwi zawsze odnajdujemy.

I ja dojrzewam swoje blachy by dorównać twoim bliznom.

Dlatego wierzę, odnajdziesz najgłębsze jeziora, największe morza i najszersze oceany, gdzie
Będziesz mógł żyć w rytmie berimbau.


"***"


Instalowana zima a w niej, moje imię nie do rozczytania.
Migającymi obrazami, wyciągniętą ręką w moją stronę,
Przenika wiatrem zeszłoroczne życie,
Przez granice rozumu.

Mówię nie mam sił, lecz one są nieskończone.

Zatem prowadź mnie razem ze sobą, ponieważ przesypiam wszystkie budziki.
Prowadź znów od początku,  przez każdy wątły próg urodzenia,
Skąd nie będę chciał wracać.


"***"


Wezmę siebie i wyjdę.
Wyjdę zapaskudzony śniegiem.
Rozsypie krokami popiół,
Żeby przynajmniej zapachem  powrócić.

Bądź spokojny,
Mnie – ani pół słowa – jestem związany więzią milczenia.
Cały w kopercie, wysłany krótką wiadomością,
Wierzę, znajdziesz w skrzynce.

Wtedy wszystkim, bez wyjątku,  będzie po drodze,
I wszystkim  nie będzie ważne gdzie.


więcej o autorze i jego działaniach:
https://www.facebook.com/pages/Zdziwieni-ludzie-za-oknem/436041703093219
http://www.infotuba.pl/kultura_sztuka/dwoch_ludzi_zdziwionych_poezja_a19153.xml




03.02.2013

Zegary nie do zatrzymania - Różewicz


[...] Różewicz przeczytał na spotkaniu tylko jeden swój wiersz. Czytał za to Leśmiana, bo go kocha, teksty brata, bo też go kocha, wspomnienia o nim.[...]
Takie spotkania wyjęte z czasu ale czas zakłócające, przeciw czasowi tworzone - wolne od jego linearnej tyranii, zależne tylko od wyobraźni, takie spotkania dają pisarzowi radość budzenia, wyprowadzania z mroku, w pełne światło myśli. Błysk flesza w ciemnym pokoju, zdjęcie życia>
Ostatnie pytanie wieczoru:
- Czym jest dla pana poezja?
- To tak trudne, jak pytanie o prawdę, dobro, miłość.
- A może wszystko jest poezją i każdy z nas jest poetą?
- Dużo jest takich mitów. Poezja to stół, kwiat, może i pan jest poezją? Poezją może być wszystko - oprócz złych wierszy.
Potem na dole, przy winie, Poeta powiedział nagle: - Ostatnio czytam Gałczyńskiego. To jest tak, jakby przez pokój przeleciał ptaszek. 

fragment z książki Bogusławy Latawiec "Zegary nie do zatrzymania"

01.02.2013

pesymistyczny realista

czyli rzecz o tym, jak męczyłam Pawła Podlipniaka:


MG: Jesteś utytułowanym poetą, z dwoma książkami na koncie, a jednak wciąż gdzieś „z boku” tak zwanego „środowiska literackiego”, celowo trzymasz się z daleka ?


PP: Z tym utytułowaniem to lekka przesada. Startowałem późno i z kiepskiego bloku startowego, jakim jest zapyziałe ex-wojewódzkie, a obecnie tylko powiatowe miasto bez ukształtowanego środowiska literackiego. Na imprezach literackich „w Polsce” bywam na tyle, na ile pozwala mi na to życie zawodowe i prywatne. Z mojego miasta ciężko jest dojechać gdziekolwiek bezpośrednio, najczęściej i najlepiej przez Warszawę. Potem zazwyczaj ciężko jest powrócić bez przymusowego koczowania na dworcu. Nie unikam więc, ale czasami brakuje energii by dojechać.


MG: Jak postrzegasz obecnie proces wydawania książek, znajdowania wydawców, pracy z nimi itd. Czy łatwo dzisiaj wydać zbiór wierszy?


PP: Wydać książkę jest dziś pozornie łatwiej niż kiedyś. Są miejsca, gdzie można „wysępić” ISBN, a koszt produkcji tomiku ok. 50 str. przy nakładzie 1000 egz. potrafiłbym zbić do ok. 2 zł. Czyli wystarczy mieć 2000 PLN. Problem jest z wydaniem książki dobrze . Rozumiem przez to wydanie jej w wydawnictwie cieszącym się jakąś renomą, które ma fachowego redaktora, korektę, grafika etc.

całość tutaj: http://www.artpubkultura.blogspot.com/2013/01/z-pawem-podlipniakiem-rozmawia-magda.html

ZAPRASZAM

trzy wiersze na początek roku

GRZEGORZ RYCZYWOLSKI  - A

A teraz zamieniamy się miejscami:

zanurzasz we mnie rękę po czym
długo oglądasz ją pod światło i wtedy jeden
z nas ( w tym przypadku to jestem ja)
odczuwa tę subtelną przewagę bycia nieobecnym
gdzieś pośrodku Służewa, w czwartek,
o drugiej pięćdziesiąt popołudniu.

z tomu "Wiosenne porządki"


KACPER PŁUSA - PIEŚŃ OBCEGO

mamy nierówne kroki i oddechy.
nasze dzieci są naznaczone imionami zmarłych.
stają się kontrapunktami dla jakuba vel israel.
od pewnego czasu podpisuję się an alien.
nie chcę używać wspólnego języka.

żule zostawiają ślady stóp na suficie
i to jest ruch naprzód znak obcego.
desygnat czysty jak destylat, to miejsce,
w którym brudów nie da się zamieść pod dywan.

z tomu "Ze skraju i ze światła"


SŁAWOMIR PŁATEK - LEPSZY ŚWIAT

widzi wszystko
choć patrzy tylko w odległe segmenty przestrzeni
nigdy prosto w oczy a jeśli już tak się stanie wiadomo
że chce zabić jest wtedy jak zwierzę

kiedy zakończy przegląd
ściąga w poprzek dróg i osiedli
wybrany segment jak biblioteczkę
wybiera z niej na wieczór dzieła mistrzów
o wegetarianizmie
wolności ludzi i prawach zwierząt

z tomu "Awaria migawki"