Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


30.03.2013

z okazji okazji



Paweł Podlipniak

A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę

I.
A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę
tłum zgęstniał napowietrznie, straże dzielą ścieżki
spychając ciała gapiów przesiąknięte potem
(patrz: zaraz tutaj przyjdzie, potem będą nieśli

stipes, bo dla skazańca jest trochę przyciężki)
przekupnie przekrzykują gwar „tu słodkie figi,
winogrona, daktyle, siekane orzeszki”
obok znowu dzieciarnia raźno kręci frygi,

podpłomyki się pieką, palenisko dymi,
kot przemyka w cień chłodny posuwistym krokiem,
skwar, handlarz drobiu pluje pestką z dyni
w koguta, który w klatce dopadł właśnie kwokę

(„jajek z tego nie będzie, nie na harce pora”)
w słońcu mętnieją łuski ryb prosto z jeziora.


II.
W słońcu mętnieją łuski ryb prosto z jeziora
Karpie, wyborne sumy i świeżutkie brzany,
szarpie ostro postronkiem wychudzona koza
„weź to bydlę bo zaraz przewróci stragany”

krzyczy handlarz, za chwilę lecą z trzaskiem dzbany,
tysiąc i jeden ozdób, tkanin zwiewnych bele,
rzemyki od sandałów i perskie dywany
towar za tysiąc szekli na ziemi się ściele

już złapali za kije, krew się w żyłach grzeje
krzyk w gardłach rośnie dźwiękiem lekko przykurzonym,
padły pierwsze przekleństwa, rzucono kamienie,
gdy miedzianym jękiem wszystko przytłoczyły trąby

tłum na kordon napiera, trzeszczą w ścisku żebra
skazaniec wraz z asystą w podróż się wybiera.

III.
Skazaniec wraz z asystą w podróż się wybiera
(czy jest chociaż przystojny, powiedz czy go widzisz
- ciekawska z tyłu tłumu głośno się wydziera)
wszyscy chcą bliżej, tłoczniej, nikt już się nie wstydzi

pchają, jęczą i suną, jakby wzięci w tryby
zapachu krwi, amoku, niewzruszony wcale
odbija ludzką falę straży kordon sztywny
konwój w ostatnią drogę przesuwa się dalej

już ci o słabszych łokciach gdzieś z tyłu zostali,
złodzieje umykają, niosąc pełne mieszki
w rozgardiaszu zupełnym sprawnie urzezane,
pobity handlarz zbiera z ziemi garnków resztki

zgięty za brzuch się trzyma, zanosząc się szlochem
A ci, co nieśli gwoździe, spóźnili się trochę

(2008)


2 komentarze:

  1. znam ten wiersz - i jakoś dziwnie ale doceniam go bardziej kiedy czytam nie w "okresie" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja też, ale od razu mi się skojarzył, oczywiście trochę przewrotnie :) pamiętam, rozmawialiśmy o tym wierszu, odnalazłam go po tej rozmowie, bo wcześniej jakoś mi umknał.

    OdpowiedzUsuń