Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


29.04.2013

POEZJA KOBIET: MARZANNA KIELAR - wiersze


* * *

Zęby i kości miasta więzną we mgle, jak skamieliny
                                                  w skałach osadowych.
Szarość, lodowa ława zajmuje podłogę sypialni
i twoje imię kołysze się niby plama światła w cembrowinie                
                                                                                           czasu,
w cieniach od chmur, gdy język nocy
schodzi głębiej;

otwierają się listki na gałęzi brzucha,
skrapla się pot na pąkach -

(twój dotyk bez dłoni)


* * *

Słońce pojawia się tylko wczesnym rankiem i późnym
                                                                     popołudniem,
jak pustynna, jaskrawa roślina, co nie chce tracić wilgoci.

Rozsypane w trawie lodowe ziarna płoną wtedy
acetylenowym blaskiem.
Palą się polodowcowe rynny i wytopiska w oszronionych
                                                                                     lasach,
zatorfione jeziora o wodach barwy jodyny, do których    
                                                                             zwalono
ciemne foliały chmur;
spala się świat, który u Platona był ogniem, wodą,
                                                               powietrzem i
ziemią. Nade wszystko ogniem, wznieconym z lodu,
                                                                        kamienia
aby świat był widzialny.


Wiadomość

Ciepły przedwieczór wczesnym latem, gdy nad tarasem
owady unoszą się jak słupy dymu.
Nad nami Droga Mleczna, rozkwitający strumień łąk,
rój drobnych gwiazd jaskra wodnego.

Zapóźniona pszczoła w żółtym kwiecie szałwii
ociera się o pylniki.

I my, topniejący śnieg Twojego snu, i śmierć,
ten szczupak rozpędzony gwałtownym startem
płynie z pochwyconą zdobyczą.

Wraca, staje w nurcie przy dnie, w natlenionej głębi;

resztki dnia jak kępki jasnej sierści
przymarzają do żelaznych wnyków.


wiersze z tomu "Monodia" Wydawnictwo Znak Kraków 2006.


Marzanna Bogumiła Kielar  – rocznik 1963, polska poetka. Absolwentka filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, doktor nauk humanistycznych. Za swą twórczość otrzymała m.in.: Nagrodę Fundacji im. Kościelskich (1993), Nagrodę im. K. Iłłakowiczówny (1993), Kryształ Vilenicy (Słowenia, 1995), Paszport „Polityki” (2000), Hubert Burda Preis (Niemcy, 2000). Nominowana do Nagrody Nike (2000). Stypendystka fundacji kulturalnych i uniwersytetów w Europie, USA, Skandynawii i Azji. Jej poszczególne wiersze zostały przetłumaczone na 22 języki i znalazły się w blisko czterdziestu antologiach.




28.04.2013

move in the right direction

jako ogólnie znana amatorka smutnych piosenek przyznaję, ze ta kapela mnie kupiła od pierwszego kawałka i jak pojawia się u mnie potrzeba poprawy nastroju i dawki energii, to się genialnie sprawdzają
może to jest mało odkrywcze, może wtórne - nieważne, ważne, ze działa i jak ich słucham, to ładuję akumulatory :)


24.04.2013

POEZJA KOBIET: TERESA RADZIEWICZ - wiersze


Kwiecień

I wszystko się układa, jak w wierszach czy baśniach:
jest kwiecień, a świat przez kilka dni wygląda
jak nowy. Hanna wpatruje się w niebo, wędruje

aleją pobielałych pni. Spróbuj spojrzeć w górę - wiatr
przeczesuje brązowe czupryny. Zalążki zieleni
na tle przemytego deszczem błękitu i wiotkie witki

- patrzysz i czujesz, jak boli. Bo wydaje się, ale nie,
już prawie, ale jeszcze nie teraz. Ten moment
gdy zaraz, zaraz ktoś się pojawi. Jeszcze krok

i widzisz zarys postaci. Hanna uśmiecha się,
uspokaja kroki i to, co rozszalało się
od środka. Oddycha. 


Maj

Chociaż Hanna starannie szykuje się
od pierwszych dni kwietnia, to i tak zastaje ją
niegotową Ślady deszczu trzymają się szyb,
z półek schodzą książki, napoczęte i nieskończone,

a pomiędzy ulubione swetry wciska się wilgoć. Kobiety
wynoszą na balkony pranie i nie pozwalają bieliźnie
odlecieć, uparcie przyszpilając do sznura każdą sztukę.
I nagle Hanna widzi, że to już: zieleń, zieleń, zieleń

- jeszcze przed chwilą ledwo śmiała zarysować się
skuloną zawiązką liścia jarzębiny na mokrej czerni podszycia,
jeszcze niedawno pnie i pola w tej samej tonacji. Jedna
cieplejsza noc i przetacza się nad ziemia świeże,

świat przez kilka dni ma siedemnaście lat,
a na trawnikach, skołtunione ulewą,
stada mniszków lekarskich
chichoczą. 


Czerwiec

Czerwiec zawsze pachniał białymi piwoniami
i trawą - mokrą, świeżo skoszoną. Taki miesiąc

wszystkiego najlepszego - słodkich, pachnących
kwitnącym klonem nocy i miodowych poranków

- nie był dobrym czasem na odchodzenie.
Nie był dobrym czasem, zabrał to, co

obiecywał. Jak teraz zaczynać dni,
kiedy sny nie potrafią odnaleźć drogi,

a każde ścięgno, każdy mięsień
zaciska się w węzeł?


wiersze z tomu "Samosiejki" Biblioteka Galerii Literackiej przy BWA w Olkuszu. Olkusz 2011


Teresa Radziewicz -  prawie wszystko o autorce tutaj: http://reteskowo.blogspot.com/

21.04.2013

POEZJA KOBIET: PAULINA KORZENIEWSKA - wiersze


* * *

brak mi przy tobie drobnomieszczańskiego wkurwienia
otwartych powierzchni na siarczysty wiatr.

brak horyzontalnych spojrzeń przez judasza.

pierdolenia wszystkiego serdecznie. obiecaliśmy sobie
w tym meczu nie wpuścić ani jednej bramki
teraz media wieszają na nas psy.


bez tytułu

włożyłam do piekarnika odświętną pierś,
przyprawy i nóż na swoim miejscu
jeśli dalej nie będziesz domykał,
lodówki zepsuje się sałatka mojej mamy.

po drodze do domu kupiłam jabłka i zdrapkę,
potem długo nie mogłam zasnąć.

rozmawialiśmy językiem mżawki
o każdej dupie która cię nie chciała, wiem,
fajnie było mieć rano wygniecioną koszulę,

ale nie dysponujesz nawet żelazkiem.


Na zachodzie bez zmian

Z przyczyn niezależnych
produkowany w Pabianicach albo w naszym
łóżku przy oknie z widokiem na zachód i małe podwórko.
Niesmak.

Mam do ciebie listę zastrzeżeń. jak chcesz
to ci skseruję.

Dlatego najlepiej jest, gdy milczymy.
Brzegi naszych ciał same obierają dogodny
dla siebie kierunek i stronę.

Zawsze jestem po twojej.

wiersze z tomu "Usta Vivien Leigh" (Bramasole 2011)



Paulina Korzeniewska  - ur. 1989r. Wiersze publikowała m.in. w Toposie, Zeszytach Poetyckich, Odrze, Pro libris. Nominowana do Nagrody im. Andrzeja Krzyckiego 2010 ( w jury: Krzysztof Kuczkowski, Krzysztof Szymoniak,Dawid Jung, Marcin Orliński i Dariusz Dziurzyński). Wiersze Pauliny Korzeniewskiej znalazły się w pokonkursowej antologii Nagroda im. Andrzeja Krzyckiego 2010. Antologia (Gniezno 2011) i Przeciw poetom (2007, 2008). O twórczości poetki krytycznie wypowiadali się m.in. Piotr Wiktor Lorkowski, Anna Kałuża (Tygodnik Powszechny), Czesław Markiewicz, Piotr Śliwiński, Jakub Sajkowski, Dawid Jung.[4]W 2006 ogłosiła arkusz poetycki „Tu można tylko latać”, a w 2011 debiutancką książkę „Usta Vivien Leigh”.Za „Usta Vivien Leigh” otrzymała nominację do Wrocławskiej Nagrody poetyckiej Silesius (w jury prof. Jacek Łukasiewicz, prof. Piotr Śliwiński, prof. Tadeusz Sławek, dr Grzegorz Jankowicz, dr Adam Poprawa i Justyna Sobolewska) oraz wyróżnienie Lubuskiego Wawrzynu Literackiego za debiut 2011.


18.04.2013

wiersz w duchu patriotycznym




kolejny jezus powstaje na malcie, z wodoodpornego
materiału lub zespawanych wagoników kolejki
malowanej w zwierzątka. można go przesuwać w te
i nazad po tafli,  dwa razy na dobę, jak tryskający efekt

stołecznych kompleksów. tymczasem po prawicy sadzą
wydarzenia z życia i zaraz przyjdą kręcić polskiego
dżejmsa bonda. na parkingu w okolicy MTP czarna
skoda superb przekracza barierę dźwięku, gdy dziewice

z pobliskich bibliotek zaalarmowane piskiem
z nabożeństwem przecierają szkła kontaktowe.  oto
zstępuje international savior o  twarzy listonosza
wpychającego w szparę płotu pomarszczony tomik wierszy.



* chodzi o jezioro Malta w Poznaniu

MG

17.04.2013

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 25

czyli: kolorowe zwierzątka i zdecydowanie czarna dupa

Przy okazji nominacji w kategorii "debiut" do tegorocznej nagrody poetyckiej SIESIUS naszła mnie taka oto konkluzja: jesteśmy w poetyckiej czarnej dupie. Można oczywiście twierdzić, że nagrody są "środowiskowe", że nie wskazują na konkretne głosy we współczesnej poezji, ale skoro już są - chciałoby się, żeby nagradzano dobrą poezję. Zaraz mnie ktoś zapyta, czym jest dobra poezja? Wg mnie? Czymś więcej niż "ryzykiem semantycznym i składniowym", czymś więcej, niż odcinaniem kuponów od sprawdzonej poetyki. W kapitułach różnych nagród zasiadają różne persony, sęk w tym, że są to persony wykształcone, myślące i "zorientowane poetycko". Tak mi się przynajmniej do tej pory wydawało. Dlatego tym bardziej nie mogę zrozumieć dlaczego - skoro pojawiają się naprawdę świetni debiutanci - nikt ciekawych i wartościowych debiutów nie zauważa? Tyle się mówi o potrzebie rewolucji we współczesnej poezji, o konieczności znalezienia nowego i świeżego, a jak się nowe i świeże pojawia, to co? Nic, cisza. Samozwańczy rewolucjoniści, "napuszczani" przez adminów, wpadają na portale literackie i robią rewolucję, która ogranicza się do bluzgania na wszystkich i wszystko i negowania każdej poetyki, która nie jest cybernetycznym bełkotem ujętym w marny graficzny zapis. Tymczasem prawdziwa rewolucja dokonuje się po cichu. W 2012 roku wyszły dwa bardzo oczekiwane przeze mnie debiuty: "Badland" Grzegorza Jędrka i "Późny karnawał" Kajetana Herdyńskiego, czekam na jeszcze jeden, z którym wiążę ogromne nadzieje, czyli na debiut Kamila Brewińskiego.  Pozornie ani "Badland" ani "Późny karnawał" rewolucji w języku nie robią, bo nie znajdzie się tam poetyckich wygibasów, przerostu formy nad treścią, traktowania języka, jak kolorowego balonika, z którego tworzy się fikuśne zwierzątka. Pytanie, czy o to nam chodzi? Czy poezja ma być niebieską żyrafką albo żółtym pieskiem, który pęka z hukiem, gdy nakłuć go szpilką?
Jędrek i Herdyński szanują język, mądrze czerpią ze swoich poprzedników, mądrze do nich nawiązują, mądrze dyskutują z tymi poetykami, na których się "wychowali". W ich książkach widać poszukiwanie, ich książki dowodzą, że nie trzeba skręcać i  łamać języka, by wydobyć z siebie interesującą poezję. Ich książki dowodzą tego, że rewolucja, to nie tylko forma, ale także treść. Co z tego? Ano znowu nic.
Podobnie niezrozumiałe jest dla mnie prawie całkowite przemilczenie świetnej książki Pawła Podlipniaka czyli "Karmageddonu", podobny los spotkał swego czasu "Deltę wsteczną" Pawła Łęczuka i mam ogromne obawy, że podobny los czeka "Awarię migawki" Sławomira Płatka. Więc niech mi ktoś wytłumaczy jak pięciolatkowi, dlaczego mając pod ręką naprawdę dobrą i wartościową poezję promuje się byle co?
Nie oszukujmy się, nominacje do kolejnych nagród są bardzo dobrą promocją, zwracają uwagę na konkretne poetyki, bo przeciętny odbiorca literatury prędzej sięgnie po coś, co ma nominację, prędzej się o takiej książce dowie.
Zastanawia mnie również, w związku z SIESIUSEM zestaw nominacji na książkę roku, jakoś wierzyć mi się nie chce, że prócz ogranych i opatrzonych nazwisk nie znalazł się żaden inny poeta, którego twórczość na tę nominację zasługiwała.
Źle się dzieje, gdy współczesna literatura polska staje się odpustem, kojarzonym z cukrową watą, balonikami w kształcie zwierzątek i tanimi piszczałkami, robiącymi wiele hałasu.
Mam wielką nadzieję, że - podobnie jak ja - wielu innych czytelników "blaszanych zegarków, pierzastych kogucików, baloników na druciku" po prostu nie kupi.



15.04.2013

POEZJA KOBIET: ŁUCJA ABALAR - wiersze



z krwi i ciastek

ja mówię od dziecku, ty - o drzewach
okrytych korą, że powinnam zrozumieć
naturalny porządek rzeczy, mnie wkurzają te kobiety
skamlące do rączek, ciebie - ich brzuchy.

ta różnica jednak tylko pozornie nas dzieli
jak rama dwóch łóżek złożonych w jedno.
kiedy byłam dzieckiem wysypiałam się na takich łączeniach.
kiedy byłam dzieckiem turlałam się częściej do pleców mojego
ojca.

teraz jestem dorosła, więc z krwi
niech będzie to dziecko,
nie ze wspomnień.


zbrodnia w firmie

najpiękniejsze w mojej firmie jest to, że rzadko widzę
szefa, chociaż pewnie myśli o mnie, gdy podlewając kwiaty
w swoim gabinecie niechcący zamoczy mankiet i pani teresa
- od płac i rachunków poda mu chusteczkę, wtedy na pewno
myśli o mnie.

praca to wspaniałe zwierzę, które jednocześnie wozi
mnie na grzbiecie i wlecze za sobą, jest głaskaniem żony
nie prowadzącym do niczego więcej prócz banalnego dotyku
jej nogi a właściwie drzewa, jest sadzeniem ryżu po kostki
w wodzie, jest snem,

w którym ktoś podrzyna mi gardło, ale ja nie krwawię choć
nie mogę także uciec, to śmieszna sytuacja, tak patrzeć, gdy ktoś
stoi przed tobą z nożem wbitym w twoją grdykę,a  ty możesz śpiewać
i drwić sobie z tej zbrodni, możesz, bo to jest sen i prawda,

że rano obudzisz się wypoczęty, pozostanie jedynie uporczywe drapanie w przełyku.


orzech włoski

czy można o śmierci rozmawiać z cudzoziemcem,
obcy język wszak pełen jest wnyków, nieprzetłumaczalnych
bomb, a tu pogoda jest seksy jak gejsza i w powietrzu
unosi się zapach ruchu, poza tym

czy obcym ludziom bliskie są trzy centymetry, kiedy odległość
mierzy się w sierpniach lalek barbie a zegar wybija tylko j e s t e m,
jestem królikiem, lubię jak ktoś mnie dotyka, mam ciepłe uszy?

niektóra śmierć nie jest tematem do rozmowy, choć trzeba o niej myśleć: dobra
jak zielony orzech włoski, który - jeśli go wyłuskać - brudzi dłonie.



Łucja Abalar - ur. 1979, psycholożka, poetka, krytyczka literacka. Wydała tomik wierszy "Prawo drugiej nocy" (2007). Jej poezja była tłumaczona na język niemiecki. 

13.04.2013

POEZJA KOBIET: ANNA WIESER - wiersze

Abonament

Matko bolesna
ze słoikami marynowanej papryki
w nocnym wagonie
Matko z sercem w paski
jak ogórki w rannej sałatce
Matko od zdjęcia
do zdjęcia z czarno-białymi włosami
jadąca przez dzikie miasta
bez przystanków
Matko od telefonów
w samą porę
od podniesień i powrotów
Matko wielbiąca szampana
i zapominająca o rachunku za wodę
Matko od pościeranych miłości
wymykająca się porównaniom
z matkami które każą umyć zęby
Matko uśmiechająca się do grzechów
módl się za moje
nieodebrane połączenia od ojca

Czy chce się Pan dla mnie rozebrać?

Wszyscy mężczyźni poszli się przebrać
Przymierzalnie pełne mężczyzn
Nagich chłopców delikatnych
jak samce salamandry

Chwytają się kolorów
Malują usta w podkowę błagając:
Zostań 
oparciem bo spadam 
udając że lecę
Złap
Weź mnie wpół drogi
nie jestem Ikarem
tylko się przymierzam

Wszyscy mężczyźni omdlewają
w przymierzalniach
Pod wzrokiem ojców szytych na miarę
Pod wzrokiem kobiet podających za ciasne ubrania


Syreny

Bomba bez zapalnika nigdy nie wybucha
co nie znaczy że nie tyka
doskonale imitując strach

Nosisz taką sama bombę jak ja
nie powinniśmy mieć pretensji
że nasze bomby nie zaskakują
siebie nawzajem

Czasami twoja i moja samotność
patrzą na siebie po ciemku
potem kładą się na blacie stołu i przeciągają
do miejsca gdzie kończy się politura a zaczyna wrzask



Anna Wieser - Autorka tomu wierszy Delta (Wydawnictwo Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury, Poznań 2009) - II nagroda za najlepszy poetycki debiut roku 2009 w organizowanym przez Kutnowski Dom Kultury VI ogólnopolskim konkursie literackim Złoty Środek Poezji). Publikowała m.in. w „FA-arcie”, „Odrze”, „Toposie”, „Arteriach”, „Pograniczach”, „Kresach”, austriackim piśmie literackim „Manuscripte”. Tłumaczona na język niemiecki i hiszpański. Jej wiersze znajdują się w antologii Solistki. Antologia poezji kobiet (1989-2009) (red. Maria Cyranowicz, Joanna Mueller, Justyna Radczyńska , Staromiejski Dom Kultury, seria „Biblioteka Nocy Poetów” Warszawa 2009).





11.04.2013

POEZJA KOBIET: TERESA TOMSIA - wiersze



Po wyjściu z Musée d’Orsay

Krążąc w upale dotarliśmy do avenue Marceau.
Dopiero początek sierpnia a już wiotczeją liście,
jeszcze zielone dogasają w powietrzu.

Mogę zabrać stąd tak wiele,
a nie umiem nic, co mieściłoby się poza tobą.

Jak, nie zniekształcając, dotrzeć głębiej;
w jaką przestrzeń snów i obrazów odejść,
by – powracając – stawać się niewzruszonym
lecz dostępnym, żywym jak spojrzenie van Gogha –

jeśli nie wszystko, co istnieje, może być nazwane.


Urodziłam się w miasteczku przesiedleńców

Urodziłam się w miasteczku przesiedleńców.
Z okruchów czułości, z jasnego pyłu spojrzeń babci
lepiłam dzieciństwo przy placu Gomułki.

W sercu matki przesypywał się popiół.
Cień dziadka z łagru błądził w wieczornym ogrodzie.
Nawoływał do czuwania, gdy było już za późno
na sny.

A jednak wstawałam radosna,
śpiewałam pieśni, uczyłam się tańczyć.
Słuchałam przypowieści i wierzyłam,
że nie jest za późno.

Włosy matki popieleją coraz bardziej,
a jej ugodzona młodość nie daje się przemienić
w Arkadię.

Teraz wiem, że nic nie może być ocalone.
Nie ma domu nad Odrą. Jest tylko przebiegły czas;
i bardziej od niego przebiegli handlarze;
i sprytniejsi od nich politycy. I moje pytania –
bez odpowiedzi.



Na tym świecie

Na tym świecie
dobrze jest do kogoś należeć

W potrzebie
może się ktoś o ciebie upomni
jakaś partia zawiedzionych
albo zadowolonych z siebie

A ja
do nikogo nie należę
chyba że do Ciebie
Wielka Tajemnico

ale czy Ty

upomnisz się o mnie.




Z tomiku “Skażona biel” (SPP, Poznań 2004)


Teresa Tomsia - ur. 1951r w Wołowie. Absolwentka filologii polskiej UAM. Poetka, animatorka kultury, należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, mieszka i tworzy w Poznaniu.
Debiutowała w 1974r w "Pobrzeżu". Wiersze publikowała m.in. w paryskiej "Kulturze", "Tyglu Kultury", "Zeszytach Literackich", "Toposie". Autorka tomów poezji: "Czarne wino" (Poznań 1981), "Biale tango" (Warszawa 1987), "Wieczna rzeka - Der ewige Fluss" (Poznań 1996), "Przed pamięcią" (Poznań 2000), "Piękniejsze - Schöner - C'est plus beau" (Rimbach 2000) i śpiewnika "Perswazje" (Poznan 2002) oraz "Skażona biel" (Poznań 2004). 

09.04.2013

POEZJA KOBIET: MARINA CWIETAJEWA - wiersze

* * *

Dla wierszy moich, tak wcześnie
                                              pisanych
Iż nieświadoma byłam, że to - słowa
                                                   poety,
Co wytrysnęły ze mnie, jak strugi
                                           z fontanny,
Jak snopy iskier z rakiety,

I wtargnęły, jak diabliki pełne wesołości,
Do świątyni, gdzie śniłam w dymie
                                          kadzidlanym,
Dla wierszy moich o śmierci i młodości
- Dla wierszy nie czytanych! -

Poupychanych w zakurzonych
                                          magazynach
(Bo nie było i nie ma na nie amatora!)
Dla wierszy moich, jak dla szlachetnego
                                                    wina,

Jeszcze nadejdzie pora.

tłum. Rena Marciniak


* * *

Z tkliwością - bo po kryjomu
Wszystkich porzucę jutro -
Czule rozmyślam, komu
Zostawię me wilcze futro,

Komu - mój pled prześwietny
I z chartem cienką laskę,
Komu - nie bransolety
Z turkusów cennym blaskiem ...

Wszystkie notatki i kwiaty
Zachować - nie w mojej mocy ...
I ciebie, mój rytmie bogaty,
I ciebie, ostatnia ma nocy!

tłum. Włodzimierz Słobodnik


* * * 

Jeśli się dusza zrodziła skrzydlata -
Co jej pałace i co jej chaty!
Co jej Czyngiz-chan i orda co jej!
dwaj są na świecie wrogowie moi,
To dwoje bliźniąt - razem spowitych:
To jest głód głodnych - i sytość
                                             sytych!

tłum. Seweryn Pollak



Kind in dem Himmel


Jestem bogata jak morze
z przeszłości i z przyszłości
i cała ze śmiertelnej materii
śpiewam waszą pieśń - 
                                    Nelly Sachs



podobno kobiety w czerwieni wydają się
bardziej zmysłowe mężczyznom
jak widać nie jest wszystko jedno trzy cztery
spojrzenia na wylot piąte nie zabijaj

poetki podobno to ostatnie deski
ratunku od prozy głodu i wszechobecnej
nudy zachowaj nas panie im daj
wieczny powód rzucania naszych twarzy

na ekran w ramkach ze sztucznych ogni
niech uniosą się pogrupowane
w związki partnerskie niech kluczą
odbijając się od kolejnych zamków


MG

POEZJA KOBIET : NELLY SACHS - wiersze

Piorę swoją bieliznę
Wiele umierania śpiewa w koszuli
to tu to tam kontrapunkt śmierć
Prześladowcy wszyli ją
przez hipnozę
a materiał chętnie wchłania we śnie -



Ani Tu ani TAM
lecz w rozdwojonym języku snu
jaka się natura o swojej zagładzie
cień wraca do domu
Po liniach życia wędruje planeta
wsysa królewskie orędzia
bogaci się -



Piszę cię -
Znowu przyszedłeś na świat
przez widmową moc liter
co po omacku szukała swojej istoty
Świeci światło
i końce twoich palców jarzą się w nocy
gwiazdozbiór w czasie narodzin
z ciemności - jak te linijki -


z książki "Rozżarzone zagadki" wybór i przekład Ryszard Krynicki Wydawnictwo a5 Kraków 2006r