Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


17.04.2013

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 25

czyli: kolorowe zwierzątka i zdecydowanie czarna dupa

Przy okazji nominacji w kategorii "debiut" do tegorocznej nagrody poetyckiej SIESIUS naszła mnie taka oto konkluzja: jesteśmy w poetyckiej czarnej dupie. Można oczywiście twierdzić, że nagrody są "środowiskowe", że nie wskazują na konkretne głosy we współczesnej poezji, ale skoro już są - chciałoby się, żeby nagradzano dobrą poezję. Zaraz mnie ktoś zapyta, czym jest dobra poezja? Wg mnie? Czymś więcej niż "ryzykiem semantycznym i składniowym", czymś więcej, niż odcinaniem kuponów od sprawdzonej poetyki. W kapitułach różnych nagród zasiadają różne persony, sęk w tym, że są to persony wykształcone, myślące i "zorientowane poetycko". Tak mi się przynajmniej do tej pory wydawało. Dlatego tym bardziej nie mogę zrozumieć dlaczego - skoro pojawiają się naprawdę świetni debiutanci - nikt ciekawych i wartościowych debiutów nie zauważa? Tyle się mówi o potrzebie rewolucji we współczesnej poezji, o konieczności znalezienia nowego i świeżego, a jak się nowe i świeże pojawia, to co? Nic, cisza. Samozwańczy rewolucjoniści, "napuszczani" przez adminów, wpadają na portale literackie i robią rewolucję, która ogranicza się do bluzgania na wszystkich i wszystko i negowania każdej poetyki, która nie jest cybernetycznym bełkotem ujętym w marny graficzny zapis. Tymczasem prawdziwa rewolucja dokonuje się po cichu. W 2012 roku wyszły dwa bardzo oczekiwane przeze mnie debiuty: "Badland" Grzegorza Jędrka i "Późny karnawał" Kajetana Herdyńskiego, czekam na jeszcze jeden, z którym wiążę ogromne nadzieje, czyli na debiut Kamila Brewińskiego.  Pozornie ani "Badland" ani "Późny karnawał" rewolucji w języku nie robią, bo nie znajdzie się tam poetyckich wygibasów, przerostu formy nad treścią, traktowania języka, jak kolorowego balonika, z którego tworzy się fikuśne zwierzątka. Pytanie, czy o to nam chodzi? Czy poezja ma być niebieską żyrafką albo żółtym pieskiem, który pęka z hukiem, gdy nakłuć go szpilką?
Jędrek i Herdyński szanują język, mądrze czerpią ze swoich poprzedników, mądrze do nich nawiązują, mądrze dyskutują z tymi poetykami, na których się "wychowali". W ich książkach widać poszukiwanie, ich książki dowodzą, że nie trzeba skręcać i  łamać języka, by wydobyć z siebie interesującą poezję. Ich książki dowodzą tego, że rewolucja, to nie tylko forma, ale także treść. Co z tego? Ano znowu nic.
Podobnie niezrozumiałe jest dla mnie prawie całkowite przemilczenie świetnej książki Pawła Podlipniaka czyli "Karmageddonu", podobny los spotkał swego czasu "Deltę wsteczną" Pawła Łęczuka i mam ogromne obawy, że podobny los czeka "Awarię migawki" Sławomira Płatka. Więc niech mi ktoś wytłumaczy jak pięciolatkowi, dlaczego mając pod ręką naprawdę dobrą i wartościową poezję promuje się byle co?
Nie oszukujmy się, nominacje do kolejnych nagród są bardzo dobrą promocją, zwracają uwagę na konkretne poetyki, bo przeciętny odbiorca literatury prędzej sięgnie po coś, co ma nominację, prędzej się o takiej książce dowie.
Zastanawia mnie również, w związku z SIESIUSEM zestaw nominacji na książkę roku, jakoś wierzyć mi się nie chce, że prócz ogranych i opatrzonych nazwisk nie znalazł się żaden inny poeta, którego twórczość na tę nominację zasługiwała.
Źle się dzieje, gdy współczesna literatura polska staje się odpustem, kojarzonym z cukrową watą, balonikami w kształcie zwierzątek i tanimi piszczałkami, robiącymi wiele hałasu.
Mam wielką nadzieję, że - podobnie jak ja - wielu innych czytelników "blaszanych zegarków, pierzastych kogucików, baloników na druciku" po prostu nie kupi.



8 komentarzy:

  1. czuję podskórnie - że owa rewolucją - nie długo wybuchnie - książki o których wspominasz Kajtka i Jedrka - są swoistym "zbieranierm arsenału" - po cichu, spokojnie - bez fajerwerków, stąpanie po wydeptanych sladach, by za chwilę ... no właśnie - bedzie dym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję za dobre słowo.
    może nie ma sensu na razie wyrokować, bo sezon nagród się dopiero rozpoczyna, zaraz będzie gdynia, nike, szymborska, orfeusz, kutno i coś tam jeszcze. jeden silesius ani wiosny, ani zimy nie czyni.
    w zeszłym roku jeszcze przeżywałem te nagrody, kibicowałem jak polskim piłkarzom. teraz niby trochę też, ale jakoś zobojętniałem. patrzę na to jak na średnio zajmujący mecz np. węgry - kazachstan. jest jakaś przyjemność czy też umiarkowane emocje, ale też mogę wyłączyć telewizor jak uznam że lepiej wyjść na spacer.
    mam poczucie, że poza obiegiem nagród dzieją się rzeczy najciekawsze i może jedynie trochę żal, że te dwa obiegi tak rzadko płyną jednym nurtem.

    sławek płatek

    OdpowiedzUsuń
  3. Sławek - ja nie wyrokuję, choć przyznam, mam pewne obawy widząc, co się dzieje. oczywiscie, że najciekawsze rzeczy dzieją się poza obiegiem, wiec moze warto, by działy się w obiegu? choćby dlatego, zeby ludzie mieli pojęcie, ze takie rzeczy się dzieją. ja nie mam nic przeciw temu, ze wciąż jestem underground, ale dla dobrych książek czasy cenzury już chyba minęły? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. no prawda, prawda. ale walczymy, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no walczymy, a jakie mamy inne wyjście?

    OdpowiedzUsuń
  6. mamy. ale za cholerę nie chcemy z niego skorzystać.

    OdpowiedzUsuń