Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


29.05.2013

punk's not dead


bądź moim wiaderkiem, pomarańczowym słońcem
w letni dzień. wystawię cię denkiem do góry
i będę walić z miłowaniem. uwierz, że można

cieszyć się z okrągłych, plastikowych rzeczy
np. ciebie. po kilku głębszych można nawet
uznać za fetysz i kultywować twój zdecydowany

chwyt i odporność na pęknięcia. kręcą mnie
chłopcy z gimnazjum grający punkrocka, czy to już
pedofilia czy tylko menopauza? w chorej głowie

wciąż mam szesnaście lat i mogę wszystko. dosłownie
wszystko wywalić na lewą stronę, postawić do góry
dnem. bądź moim wiaderkiem i niech cię już nic

nie zdziwi. should I stay, or should I go, teraz
albo przed przyjściem twojej mamy z nocnej zmiany
w sklepie 24h.każdy trafia tam przynajmniej raz

w tygodniu. nie musisz mnie kochać, ale graj chłopcze
na chwałę pana i wszystkich jemu podobnych, letnich
wiaderek z tesco, kryptoreklama jest dźwignią handlu.

MG

POEZJA KOBIET: ALEKSANDRA ZBIERSKA - wiersze


Wibrujące ucho

Nie mogę spać kochanie - obłęd
kapitalizmu i innych izmów, casus
wody & ciała, a przecież mogłabym
tak siedzieć teraz z tobą i milczeć.
Sherry płynie, że hej! Szczekają psy
snu - to twoje psy. Zamieniam się
w słuch, i jestem słuchem: dźwięk
wchodzi mi do środka ciemniejszy
o jeden ton. I oto chwila pełnego
patosu: wodorosty podeszły pod
drzwi - totalna mobilizacja szumu.


Światło

Spało w trumnie i nie wierzyło w śmierć.
Przyjdą ze świata mu współczuć i wszystkim
mutacjom rąk, rękawów, nóg, kieszeni.
Zgniła zieleń, barwy trupie w basenie wody
nieruchomej fałszywe odbicie - smutek, smutek obecny
wszędzie. Tak, tak trzeba dokądś iść.
Nadstawiam tyłek (miłość nigdy nie wychodzi
z mody) i nie - nie proszę, tylko się grzecznie
domagam. Spał. mam go przekłutego igłą, na liście
w 3D.


Pyk, pyk.

Śni ci się, ze musisz wstać, że za chwilę
gdzieś się spóźnisz. Patrzysz - jest zegarek,
ale nie ma żadnego czasu, tylko sprężynki -
pyk, pyk. I myślisz: materia jest fałszywa.
I już wiesz, że jesteś jedną z tych sprężynek -
głupio dałeś się wkręcić. Próbujesz coś mówić,
ale zamiast słów z ust ci wychodzą bąbelki
- pyk, pyk, i zatrzaskują się drzwi. Dobra -
myślisz, trzeba się obudzić. Ojcze nasz,
któryś jest w niebie - czy jakoś tak. Co dalej?
Pająk! Pająk spadł z sufitu! Żeby ci tylko
nie wszedł do ucha, cholera, tylko nie to!
I już stoisz i patrzysz, a przed tobą, o zgrozo!
Jesteś zdziwiony wyrazem własnej twarzy -
zero subtelności. A teraz suspens: pająk
pakuje ci się do ust, a ty leżysz tam - pyk -
z rozdziawioną gębą, jakbyś w pociągu spał.

z tomu "Wibrujące ucho" Klub Integracji Twórczych "Stowarzyszenie Żywych Poetów" Brzeg 2009


Aleksandra Zbierska - ur. 1968. Absolwentka Studium Piosenkarstwa w Poznaniu. Pasjonuje ją poezja programowo antypoetycka jaką proponuje James Tate. laureatka wielu konkursów poetyckich, publikowała w Wakacie, Fragile, Akancie. Aktywna uczestniczka forów internetowych. Mieszka w Poznaniu.



Was She Gonna



kawałek na dziś i nie tylko :)
młodzi panowie i stare, dobre rockandrollowe granie :)


28.05.2013

fire on Babylon



jeden z moich kawałków wszechczasów, niesamowita wersja, trans totalny.


POEZJA KOBIET: MARZENA ORCZYK - WICZKOWSKA - wiersze


piołun

kiedy będą cię sadzić i badać odpowiedz: jestem lustrem,
na które upadł kurz, krzesłem i białą otchłanią sufitu.
lampa wisi, zastępuje słońce, żółte jak osa. prześwietla kartę,
na której wszystko się zapisało. to jest ciężki przypadek,
nikt nie wie, co robić w takich sytuacjach,

a ja jestem tylko małym chłopcem. oblałem gorzkim lukrem świat
i teraz płaczę. trzymam w ustach gwiazdę, martwym imionom
przypisuję ciała. rozdaję zapisane po łacinie sentencje
i szemrane recepty. zanim zaśniesz, zażyj koniecznie
ten siny odłamek nieba.


zimne ognie

codziennie pisze listy. czułe telegramy mkną
przez zatrute kontynenty. wiele jeszcze się zdarzy
i znaczy to tyle, jakby nigdy nie stało się nic,
choć trąbią już na apokalipsę od początku świata,
głaszczą świętych pod włos. zapalają gwiazdę,
potem nieoczekiwanie dają drugą szansę,
jakby ten znaleziony gdzieś na antypodach
toruński pierniczek w kształcie serca mógł kogoś uratować.
nie gniewaj się, nie umiem zapalić wody. śpiewam tylko
reaktywne piosenki z przewidywalnym końcem.
połykam zimne ognie. z tego nikt nie wychodzi żywy.


na zewnątrz

strażnicy. poddajcie się. zdejmijcie mundury.
wy też nie macie pewności, kto stał się więźniem
i dlaczego. ostre słońce wpada do celi,,
pot błyszczy na czołach. słońcu jest to obojętne,
a wy chyba nie macie wyboru. dopijcie kawę,
pożegnajcie się z rodziną. wyjdźcie na zewnątrz.
wejdźcie do celi.


z tomu "Grypsy z Panoptikonu" Mamiko Nowa Ruda 2010


Marzena Orczyk - Wiczkowska - ur. 1970r Poetka, laureatka konkursów literackich i poetyckich m.in.: im. R. Wojaczka, St. Grochowiaka, K. Ratonia. Nominowana do nagrody głównej w konkursie im. Jacka Bierezina w 2006r. Nagrodzona "Przepustką Literacką" przez miesięcznik "Zwierciadło" oraz Nagroda Prezydenta Dąbrowy Górniczej za osiągnięcia w dziedzinie kultury. "Grypsy z Panoptikonu" to jej debiut książkowy. Publikowała m.in. we Frazie, Arkadii, Nowym Zagłębiu oraz Migotaniach, Przejaśnieniach. Z zawodu psycholog. mieszka i pracuje w Dąbrowie Górniczej.



24.05.2013

RATUJMY POETĘ




Roman Knap, autor kultowego wiersza "Jaskółka" i fascynującej, przesyconej poezją prozy, znany z wielu publikacji w necie i nie tylko, zachorował bardzo poważnie na chorobę nowotworową. Zbyt późno rozpoznany rak rozprzestrzenił się w jamie brzusznej w stopniu wykluczającym operację, medycyna oficjalna zaniechała jakiegokolwiek leczenia, lekarze nie prognozują mu zbyt wiele czasu. Roman po usłyszeniu wyroku śmierci napisał o tym na liternecie, gdzie stale publikował. Po krótkim momencie załamania, wspierany przez wszystkich, postanowił walczyć o życie i stosować terapie alternatywne. Staramy się mu w tym wszyscy pomóc, ludzie wysyłają przekazy pieniężne i paczki z lekarstwami niekonwencjalnymi a nawet ekologiczną żywnością, bo Romek, który czuł się już źle od dawna, stracił pracę i nie ma dochodów, które pozwoliłyby mu na finansowanie terapii.
Wielu ludzi piszących nie wchodzi na liternet, dlatego postanowiłam ogłosić to na fejsbuku. Zajrzyjcie pod ten link, gdzie opisane są szczególy, i można śledzić Romka walkę z chorobą:

http://liternet.pl/grupa/wolnosc-slowa/forum/1764-to-juz-jest-koniec


i tutaj, gdzie można poczytać wspaniałą jego prozę: 

http://newkumpel.liternet.pl/teksty

Staramy się pomóc na wszelkie możliwe sposoby, więc
jeżeli ktoś jeszcze nie ma "Tocy" a chciałby mieć, można to zrobić w prosty sposób, 
wpłacić 18 zł na rachunek:

30845700083002006141510001

Oddział banku
Bank Spółdzielczy Gliwice

Roman Knap
ul. Rzęczycka 29/7
44-109 Gliwice

i przysłać mi na emgie75@gmail.com swój adres, książka z dedykacją trafi do Was, a przy okazji pomożecie komuś, kto tego potrzebuje.


Pozdrawiam.


20.05.2013

dziennik IX



ojciec nuci kołysankę martwej córce, nic szczególnego
- kilka nut, garść słów. w pokoju obok czeka
stos porzuconych sukienek. nikomu już nie przeszkadza
to, że wydobywa z siebie jedynie fałszywe nuty.

czas na oddanie głosu minął, jak termin przydatności,
deadline na stworzenie ostatecznej wersji. wczoraj
odłączyli telewizję analogową, teraz tylko śnieży
i szumi do snu. tak mi lecisz przez ręce, przeciekasz,

coraz mniej ciebie i mniej gdy zaciskam palce. brak
obrazu, czas minął, bezimienny jak przechodzień.
martwy ojciec nuci kołysankę córce, nie ma czego słuchać,
nie ma na co patrzeć. tylko śnieg i szum do snu.

MG

13.05.2013

za kogo ty się uważasz?


fragment:

"(...)Przygotowania są zwiastunem fiaska. Nie zdawała sobie z tego sprawy, dopóki nie otworzyła drzwi i radość w jej sercu nie zmieniła się w konsternację, podobnie jak dźwięk dzwonów na wieży zmienia się zabawnie (nie dla Rose) w dźwięk zardzewiałej syreny mgłowej.
Upływała godzina po godzinie w ciemności i w deszczu bębniącym o szyby, i Rose przewidywała co się zdarzy. Będzie czekała przez cały weekend, pokrzepiając się rozmaitymi wytłumaczeniami, nękana wątpliwościami. nie ruszy się z domu na wszelki wypadek, bo przecież może zadzwonić telefon. gdy w poniedziałek wróci do pracy, do realnego świata, oszołomiona, lecz nieco podniesiona na duchu, zbierze się na odwagę i napisze do niego króciutki list, po czym zostawi go w sekretariacie Wydziału Filologii Klasycznej.
Pomyślałam, że podczas przyszłego weekendu moglibyśmy obsiać ogródek. Kupiłam mnóstwo najróżniejszych nasion było to kłamstwo, ale zdąży je kupić, jeśli Simon odpowie na list). Daj mi znać, gdybyś zamierzał przyjechać, ale nie przejmuj się, jeśli masz już inne plany.
Potem będzie się martwiła, czy aluzja do innych planów zabrzmiała zbyt bezceremonialnie? A gdyby o tym nie wspomniała, czy nie byłaby zbyt natarczywa? Cała jej pewność siebie, lekkość serca, gdzieś się ulotniły, próbowała jednak nadrabiać miną.
Jeśli będzie zbyt mokro, by pracować w ogródku, zawsze możemy się wybrać na przejażdżkę i ustrzelić kilka świstaków. Pozdrowienia. Rose.
Potem znowu będzie czekała, przy czym weekend był zaledwie zwyczajnym testem, przypadkowym wstępem do poważnego, codziennego, żałosnego rytuału. Wkładanie ręki do skrzynki i wyciąganie listów bez patrzenia na nie, wysiadywanie w college'u do piątej, kładzenia na telefonie poduszki, żeby na niego nie patrzeć: udawanie braku zainteresowania.
Wyczekiwanie. Siedzenie do późna w nocy, picie. Nigdy nie miała an tyle dość tej głupoty, by dać za wygraną, ponieważ czekanie przeplatało się z takimi zielonymi, wiosennymi marzeniami, takimi przekonującymi argumentami co do jego intencji.(...)"



Alice Munro "Za kogo ty się uważasz?" przekład Elżbieta Zychowicz Wydawnictwo WAB 2012


07.05.2013

POEZJA KOBIET: ELŻBIETA LIPIŃSKA - wiersze


Literówka

W siódmym dniu miał naprawić wszystkie niedoróbki,
ale się zmęczył i poszedł odpocząć.
Potem zapomniał. I taka zostałam -
na pierwszy rzut oka widoczna literówka Pana Boga.


kalejdoskop

podnoszę oczy ku światłu
migoczące szkiełka
tym bardziej fascynują
im bardziej nie układają się w całość

jak w dziecinnej pamiątce:
czubek ucha w niebieskim szamponie
czuły ślad ust na szklance
zapomniana kartka z-bardzo-ważną-adnotacją
ukruszony korek
figura tanga
szalony breakdance
niedokończony wiersz
wpół urwana melodia
drogocenne odłamki przemijalności


Tam i z powrotem

Postanowiłeś zdobyć Palestynę
choć właściwie od razu było wiadomo,
że to się nie może udać.
W naszej rodzinie zawsze było więcej skrzypków niż kupców.
W dodatku zabrakło prawnika, który ostrzegłby cię,
że superficies solo cedit.

No i wróciłeś na tarczy ku wielkiej radości babci,
która nie mogła żyć bez polskiej jesieni.
Na zdjęciu wyglądasz jak zdobywca.
Jeszcze nie wiesz, że tych jesieni tak niewiele.


wiersze z tomu "Rejestry" Teatr Mały Tychy 2011

Elżbieta Lipińska - urodzona w warszawie, mieszka we Wrocławiu. prawnik. Pisze od dawna głownie wiersze, czasem także krótkie utwory prozą. Publikowała w czasopismach literackich i antologiach. W styczniu 2007r wydała tom wierszy pt.: "Pożegnanie z czerwienią", a w listopadzie 2008r drugi - "Maj to łagodny miesiąc". W 2011r, ukazał się trzeci tom autorki pt.: "Rejestry"

03.05.2013

wiersz urodzinowy


still got the blues for you

być może istnieją kobiety umiejące kochać
bezinteresownie: za poczucie, że coś znaczą
hodują złudzenia, tak potrzebne
jak tlen i banalne porównania. zapłacą

każdą cenę, wyprują sobie flaki, założą pas
bezpieczeństwa i wzlecą w eter, pozornie
nieuchwytne, w rzeczywistości przypięte
spinaczami do bielizny, samoprzylepnymi,
żółtymi karteczkami z przepisem

na drugie danie. dziewięćdziesiąt -
sześćdziesiąt - dziewięćdziesiąt. wszystko mówi
o właściwej pozycji. być może są kobiety
bezinteresownie patrzące w lustro. nie boją się

wyświechtanych metafor, po nocach śpią
spokojnie. bez zbędnych snów.

MG