Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


30.08.2013

SEAMUS HEANEY - Kara


Czuje tamto szarpnięcie
postronka na jej
szyi, wiatr
na jej nagich piersiach

ściągający sutki
w krople bursztynu
kołyszący kruchym
rusztowaniem żeber.

Widzę jej ciało
zatopione w bagnie
ciężki kamień
unoszące się drągi i gałęzie

Pod nimi była młodym
okoronowanym drzewem
wydobytym teraz
jak kość dębu, szkatułka mózgu -

jej ogolona głowa
jak ścierń czarnego zboża
oczy związane ziemistą opaską
pętla jak pierścień

do przechowywania
wspomnień miłości
Mała cudzołożnico
zanim cię ukarali

byłaś lnianowłosa
niedożywiona i twoja
czarna jak smoła twarz była piękna
Mój biedny ofiarny koźle,

kocham cię prawie,
lecz wiem, że rzucałbym
kamieniami ciszy.
Jestem podstępnym podglądaczem

odsłoniętych i pociemniałych
zwojów twojego mózgu,
siatki mięśni
i wszystkich porachowanych kości -

ja, kiedy stałem niemy
gdy twe zdradzieckie siostry
w czepku ze słomy
łkały pod płotem,

który tolerowałem
gwałt cywilizacji
rozumiem tę intymną
i dokładną, plemienną zemstę

tłum. Piotr Sommer


Dziś zmarł Seamus Heaney, jeden z moich mistrzów, twórców, którzy całkowicie zmienili moje postrzeganie poezji. Nie wiem co jeszcze mogłabym napisać. 
RIP





DNA



jestem jedynie dnem, nad którym krążą ryby.
pochłaniam kamienie ze źle puszczonych kaczek
i maski tlenowe niedoświadczonych nurków.
zapadają we mnie jak zmrok nad taflą wody,

zalegają warstwami, wciąż głębiej i głębiej
w ulotnym łożysku. całkowite skostnienie
jest blisko i czeka na zmianę temperatur.
jestem nożycami do rozbierania drobiu,

dzielę białe mięso na piersi, uda. kości
odkładam osobno na upiorny naszyjnik
dla tutejszych szamanów. niczego nie znaczę
- jak ślad płynnej stali, jak przytępione ostrze.


MG 30.08.2013


wiersz na dziś, jutro, pojutrze


EUGENIUSZ TKACZYSZYN - DYCKI

XXV. 

żyjemy tak płytko że nie możemy napisać
powieści natomiast prowadzimy dziennik
choć po latach trudno nam uwierzyć w imiona
chłopców z których każdy gdzieś się wyłachał

otóż w dzienniku stoi (przepraszam
za rusycyzm) że jedliśmy spaliśmy
i budziliśmy się zawsze po stronie
kamyka czyli po stronie łaknienia

z niemal gotową autobiograficzną powieścią
o naszym podkręceniu łaknieniu
a każdy z nas był "podkręcony przez tę samą kozę
chujozę" o ile dobrze odczytuję zapiski.


z tomu "Piosenka o zależnościach i uzależnieniach" BL Wrocław 2009



28.08.2013

Nieszksypczrze i zderzanie się z muzyką


Koledzy się rozkręcają. Dotarła do mnie właśnie wiadomość, że grupa  Nieszksypczrze (spróbujcie to wymówić) wydała swoją pierwszą płytę.

Grupę tworzą:
Krzysztof Jakub Szwarc – w zespole gra na gitarze akustycznej i altówce.
Grzegorz Choszcz – partie gitary basowej i gitary akustycznej.
Jan Włudyka – skrzypce
Sławomir Płatek - użyczanie głosu oraz tekstów.

Jak pisze Sławek u siebie na blogu:
Podstawową różnicą między tym zespołem, a większością innych gitarowych grup nie jest obecność skrzypiec (skrzypiec używali w Kansas, w Mahavishnu, w Its a Beautiful Day, w Krzaku, w RSC i wielu innych rockowych kapelach), a brak perkusji. Wystarczy wyeliminować jeden instrument i okazuje się, że brzmienie staje się trudne do porównania z czymkolwiek. Z perkusją byłoby dużo łatwiej o skojarzenia. I dobrze, że jest inaczej.

Płytę można nabyć TU.
Posłuchać, jak brzmią TU.






23.08.2013

cytat na dziś


[...] To obcych najłatwiej kochać w tym trudnym czasie. Ponieważ niczego nie wymagają i nie obserwują, wciąż obserwują. Oto ukryty strach, symptom: nagle wszystko albo nic: albo przebijasz skorupę wokół siebie, wypuszczając świszczącą próżnię, albo nie. Chcę powrócić na moją normalniejszą, przeciętną ścieżkę, gdzie istota świata jest przesiąknięta moim istnieniem: jedzenie, czytanie, pisanie, rozmowy, zakupy: tak że wszystko jest dobre samo w sobie, a nie służy do maskowania strachu, który musi zmierzyć się sam ze sobą w śmiertelnym pojedynku, mówiąc: życie przemija!
Horrorem jest to nagłe zwijanie się i znikanie świata namacalnego. Nie zostaje nic, tylko szmaty. Ludzie - gawrony, co mówią: Szwindel. Dzięki Bogu, że gdy sie zmęczę, zasypiam, jesli tak jest, wszystko jest możliwe. Tylko te wieczne pytania pukają wciąż do bram mojej codziennej rzeczywistości, której czepiam się niczym szalona kochanka, pytania niosące ciemny, wrogi świat, w którym wszystko jest takie same, 
nie ma różnic, ani czasu i przestrzeni: świszczący powiew wieczności, nie Boga, ale odżegnującego się diabła [...]


Sylvia Plath Dzienniki 1950 - 1962


21.08.2013

run baby run


From the old familiar faces and
Their old familiar ways
To the comfort of the strangers
Slipping out before they say
So long
Baby loves to run







20.08.2013

cytat na dziś



[...] Czasami ogarnia mnie uczucie oczekiwania na coś, jakby coś pod powierzchnią świadomości czekało na uchwycenie. Podobnie dręczące uczucie towarzyszy, gdy ma się czyjeś imię na końcu języka, ale nie można go sobie przypomnieć. Czuję się tak, gdy myślę o  istotach ludzkich, o śladach ewolucji takich, jak usunięte zęby mądrości, zwężanie się szczęki, która nie musi już żuć tak dużo błonnika, jak kiedyś, stopniowy zanik owłosienia na ludzkim ciele, przystosowanie się oka do czytania druku, do szybkich, kolorowych poruszeń dwudziestego wieku. To uczucie, mgliste i nieuchwytne przychodzi kiedy rozmyślam o długim dorastaniu naszego gatunku, o rytuałach narodzin, małżeństwa i śmierci, wszystkich tych barbarzyńskich ceremoniach, dostosowanych do naszych czasów. Niemal zdaje mi się, że pierwotna, bezrozumna, zwierzęca czystość była najlepsza. Ach, coś tam jest i czeka na mnie. Być może pewnego dnia doznam nagle objawienia i zobaczę drugą stronę tego monumentalnego, groteskowego żartu. I zaśmieję się wtedy. I zrozumiem, czym jest życie [...].


Sylvia Plath - Dzienniki 1950-1962



12.08.2013

wiersz, który mówi więcej, niż chcielibyśmy usłyszeć


SŁAWOMIR PŁATEK  - stenogram z podsłuchu

panowie
zaczynamy od kamuflażu zielony
wojna się skończyła zdejmuj tę kulturę krój jest dobry tylko inny materiał
zakładamy pop inaczej każdy krytyk nas pozna i zamknie
na dożywocie w jakimś katalogu

teren jest obserwowany 
my odwracamy uwagę że niby nam zwisa
szary ty się wtapiasz
w beton i już tam zostajesz potem włamujemy się
na sygnał i na trzecie piętro i na przykład
sraczkowaty ty wymyślasz dynamiczną metaforę że drzwi wychodzą oknem

jesteśmy w środku blady zwijasz szybciutko do kupy
wszystkie instrukcje sprzedażowe Szklaną Pułapkę biały trójkąt
urlop macierzyński i pieśni masowe jak znajdziesz to jeszcze ZX Spectrum
następnie Neo ty wymyślasz metaforę że nagle jesteśmy na dachu spuszczamy się
na to wszystko jak już nam stanie
czas i idziemy w tym postawionym czasie do cukierni tam się ukrywa George Clooney
jako ciacho



z tomu "Awaria migawki" Salon Literacki i Fundacja Wspólnota Gdańska, Gdańsk 2012


cytat na dziś


"Zawiść jest religią przeciętniaków. Umacnia ich, łagodzi gryzące niepokoje, a wreszcie pożera duszę i pozwala usprawiedliwiać nikczemność i zazdrość do tego stopnia, iż zaczynają je uważać za cnoty, przekonani, że bramy raju staną otworem tylko przed takimi jak oni - kreatury, po których zostaną tylko żałosne próby pomniejszenia zasług innych i wykluczenia, albo jeśli to możliwe, zniszczenia tych, którzy samym swoim istnieniem i byciem tym, kim są, obnażają ubóstwo ich ducha, umysłu i charakteru. Błogosławiony ten, którego obszczekują kretyni, bo nie do nich należeć będzie jego dusza. " 

Carlos Ruiz Zafon

11.08.2013

dziennik XV


"Take what you need
And be on your way
And stop crying your heart out"
                                            Oasis

słucham Oasis i mam ochotę na seks, okazuje się
że smutek ma różne oblicza, dlatego ten wiersz -
ostatni z cyklu jest tylko kolejnym sposobem
na zrobienie sobie dobrze. w kwestii globalnej

niczego to nie zmieni, nie wzrośnie ciśnienie
ani temperatura, a tygrysy nadal będą jednym
z dziesięciu najbardziej zagrożonych gatunków.
smutek ma różne oblicza, dziś jest podobny do mnie:

metr siedemdziesiąt trzy, siedemdziesiąt pięć de
w moich rękach spoczywa mój los. mam ochotę
na seks i poezję bez zobowiązań. lepiej
do mnie nie pisz, bo mogę odpowiedzieć.


MG  11.08.2013.


09.08.2013

wiersz na dziś, jutro, pojutrze


OFIARA - RAINER MARIA RILKE

Każdą żyłką wonne moje ciało
kwitnie, rozpoznając cię z daleka;
widzisz, smukły, prosty, idę śmiało
a ty czekasz - kto właściwie czeka?

Usuwając się z postaci własnej
gubię płatki, spójrz, przeszłości mojej.
Tylko uśmiech twój jak gwiazda jasny
i nad tobą i nade mną stoi.

Świat dzieciństwa, bezimienny, z cienia
wodą prześwituje i oślepia;
na ołtarzu kładę go imienia
co do włosów twych się rozpłomienia
i piersiami twymi lekko sklepia.


Nowe wiersze (1907) tlum. Adam Pomorski 


06.08.2013

dziennik XIV


bierzcie i jedzcie z tego wszystko, to jest szaleństwo moje,
jak dwudaniowy obiad w modnym kurorcie.
pokażcie mi kogoś, kogo nie kręcą tropiki, last minute?

na portalu randkowym śledzi nas kilka par niewidzialnych oczu,
być może szkodzą  nieodpowiednie lektury i bezkompromisowa muzyka?
nie leczą, nie zasklepiają dziur po kulach.

przeciekamy coraz bardziej, swobodnie mój słodki,
zrobię sobie fotkę, dzięki której przesiedzisz dwie noce
przy google earth w poszukiwaniu mojego miejsca zamieszkania.

tego, co mam w środku nie da się przełknąć bez skrzywienia.
przygotuj usta, bierz i pij, za nas będzie wylane na odpuszczenie.
jedna doba w tę czy w tę już nie zrobi różnicy.

MG 05.08.2013.

03.08.2013

wiersz drogi



stało się, leżymy i nikt nie wie czyje
są ręce i nogi, przypadek nas podrzucił
do gniazda. jest pięknie. słońce
jak żółta kulka na obrazku dziecka

zmienia położenie, zaraz będzie pełnia
szczęścia nie mieliśmy, jedynie palące
potrzeby i nieograniczoną zdolność
do czynności prawnych.jest nieźle

trawa sprężysta jak materac z Ikei,
więc po co się ruszać? odbierać smsy
od pozostawionych gdzieś tam przypadkowych
bliskich? mamy swoich bogów, od godziny

szczękają nożycami do cięcia metalu, krzyczą
jakby nie można było ciszej. master, master, 
master of puppets. kukułeczka kuka, chłopiec
usiłuje nas poskładać we właściwy obrazek.

MG 03.08.2013

02.08.2013

wiersz na dziś, jutro i pojutrze


KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI

PIEŚŃ O CIEMNOŚCI

Sny leżą na mnie warując milczenia
jak lwy c pomników, co warują śmierci,
i liść opada czasem, śnieg albo i obłok,
albo ptaków pióropusz wzbija się i przejdzie.
I niebo stoi. Wtedy mam podobną
twarz do nieba, choć cienia nie ma w niej ni żalu,
słyszę, jak się sodomy w cichym trzasku palą.
O, nie sędzią ja czekam! Dzień płonie jak listek
na płytę pieca opadły i zwija
sieć żyłek delikatną, a z nim giną wszystkie
chwile nerwem łączone. Noc i dzień przemija.
I w katakumbach czasu od sklepień odbija
głos, może napomnienie, może bitwa walna -
- wszystko nierozróżnione i rozdarte wszystko.
I noc przechodzi górą, jak śmierć - triumfalna,
i spływa obraz do mórz wrzących pysków.

W huku werbli, w burz wrzawie, w łoskocie pokoleń
idą chłopcy o oczach z największych przeznaczeń,
idą, aż za daleko przechodzą - do ziemi,
idą, kiedy za nimi i świt nie zapłacze
mlekiem błękitnym. I tak stygną z niemi,
i przechodzą żelazem - karty czarnej ziemi.

A tyle rzeczy czeka jak spod dłoni - nowych
na nadawanie imion. Jak zwierzęta stoją,
tak smutnieją mijane i schylają głowy,
aby przeżuwać zapomnienia zmierzch.

O, zatrzymać! Płacz milknie. Znów przywala grób,
znów sen się kładzie głazem, warczący jak lew,
i niebo jak kolumna. Stygnie w urnach krew,
a burza ciężko pełznie nad doliną.

Noc. Po nocy powstają upiory i w ciała
wchodzą, aby truć oczy i zmieniać je w popiół,
aby smutnym dziewczynkom twarz jak orzech gnieść
i słuchać w płaczu cichym zwycięstwa i śmiechu
swojej dawnej postaci, jak uschnięty badyl
natchnionej trupem lub serc wodospadem,
który się w ciemność toczy. Znowu dym spowija
i snem przybity, leżąc umieram. Wiek mija

O, zatrzymać! Milczenie. Widzę jeszcze ludy
i naród pod kopułą, gdzie szalone wozy
wypruwają z obłoków deszcze krwawych nożyc.
I pada mór, i ludzie wypłoszeni
do bram łomoczą, a bramy z kamieni.
Więc przypadają do stóp drżącej ziemi,
a ta otwiera paszcze, całuje i wchłania,
i niebo drga, nie woła żaden głos.

Milczenie. Sny ziewają. Puszcze płyną górą
i leżę tak, a w dłoniach kolumny z marmuru
wbite warują ciszy. Nie przychodzi śmierć
i tylko niebo błyszczy oparte o pierś,

a ciało jeszcze raz zmienia się w sypki popiół.

                                                            16. III. 42 r.