Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


20.09.2013

Chłodny ranek nad zimnym, płytkim morzem – Sławomir Płatek „Awaria migawki”


Bo widzisz, chwila przebiega tak straszliwie szybko, że nie tylko nie mogę na niej stanąć, ale nawet jej dotknąć” –  cytat z „O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra” Lewisa Carrolla przytaczam nie bez powodu, ponieważ „Awaria migawki” tam nas właśnie zabiera, na drugą stronę lustra, w perfekcyjnie zdeformowaną rzeczywistość. Dlaczego? Bo kiedy migawka ulega awarii, materiał światłoczuły nie dostaje odpowiedniej ilości światła i wszystko, co rejestruje obiektyw jest albo prześwietlone albo zbyt ciemne.  Ten zabieg zastosował Sławomir Płatek w swoim najnowszym tomie – pewne kwestie są przejaskrawione, inne – zaciemnione, a czytelnik sam musi się w tym połapać.
Ta książka wbrew pozorom nie jest  - jak twierdził jeden z jej recenzentów – podróżą w przeszłość., ale relacją z „drugiej strony lustra”. Przyznać trzeba, że Płatek cały ten sztafaż bardzo sprytnie skonstruował, budując klimat czekania na sygnał z centrali, jak w kawałku Brygady Kryzys, jednak najważniejsze w tym tomie jest pytanie, czy owa centrala w ogóle istnieje i czy w związku z  tym, cokolwiek/ktokolwiek może nas jeszcze ocalić?
„[…] mogłem tylko wierzyć jeśli
wszyscy polegli trzeba polegać na sobie”
(Bohater Pozytywny prowadzi śledztwo w sprawie kradzieży zaworów w spustoszonym miasteczku na Ziemiach Odzyskanych)
Ów „bohater pozytywny” dla mnie to w pewnym sensie alter ego autora, postać stworzona w celu konfrontacji obu rzeczywistości; naszego „tu i teraz” oraz „tamtego i tam”.  Ktoś, kto stoi (proszę wybaczyć wyrażenie) w egzystencjalnym rozkroku, tak charakterystycznym dla roczników siedemdziesiątych, wrzuconych dość brutalnie z jednego świata w drugi  i nie do końca potrafiących się w tym świecie odnaleźć. Ta bilokacja widoczna w tomie jest próbą pogodzenia obu światów, scalenia ich w jeden – bardziej możliwy do zrozumienia, bardziej przyswajalny.
„[…] można powiedzieć że skończyło się
lato a nie zaczęła jesień taki punkt
którego nie ma więc może być wszystko”[…]”
(pierwszy tlen)
Oczywistym wydaje się, że płaszczyzną wspomnianego przeze mnie pogodzenia / porozumienia musi być poezja; w związku z czym Płatek podrzuca nam pod wycieraczkę klucz do swojego tomu, pozostaje tylko kwestia, czy zdecydujemy się z niego skorzystać:
„[…]  po sześciokroć
należy czytać tę książkę przezroczystość bez jednego
okna ani jednych drzwi kanty bez narożników rogi
bez czaszki kręgosłup bez kręgów kręgi [‘’’]”
(modernizm (spacer dydaktyczny po Saskiej Kępie))

Bohater Pozytywny jak kameleon i jak każdy szpieg doskonały, idealnie wtapia się w kolejne pejzaże, historie, miejsca. Nic nie umknie jego uwadze i nic co nie umknęło, nie uniknie wnikliwej analizy: starszy pan, uczesany jak Staś Tarkowski, wkręcający usta w maszynkę do mielenia mięsa skradzioną austriackiej rodzinie (równy samemu sobie), banda poetów, usiłujących ukryć swoją prawdziwą tożsamość pod wierszami w stylu pop, masową produkcją konkursową „[…]wojna się skończyła zdejmuj te kulturę krój jest dobry tylko inny materiał/zakładamy pop inaczej każdy krytyk nas pozna i zamknie[…]”
(stenogram z podsłuchu).
Płatek w bardzo charakterystyczny (czyt. sarkastyczny) dla tej książki sposób, pokazuje skutki odzyskania tzw.  wolności słowa (moment przejścia od ust wkręconych w maszynkę do zakładania popu) i  jest w swoich ocenach bezkompromisowy. Punktuje bezlitośnie tych twórców, którzy w momencie, gdy naprawdę mogli już mówić /pisać wszystko, zajęli się pisaniem/mówieniem niczego.  Najbardziej wymownym przykładem będzie tutaj jeden z utworów:

Motto do wiersza który ma tylko tytuł ale jego treść jest także bytem
                                                                                                          Herbert żyje!
                                                                                                          Elvis Presley

Przez cały tom, przewija się bardziej, lub mniej wyraźny motyw wojny. Jest szpieg, jest wrogi teren, są w związku z  tym również „wrogowie” i tu należy zadać pytanie: kim lub czym są?
Oczywistym jest, że istnienie „positive hero” jest uzależnione od istnienia „wrogów”, bez nich nie miałby prawa bytu, nie byłoby potrzeby zlecania mu „misji” , polegającej – kolokwialnie rzecz ujmując – na otwieraniu ludziom oczu, na wytykaniu palcem banału i bylejakości intelektualno – moralnej; na obnażaniu małości, zawiści i chciwości -
„El sueño de la razón produce monstruos” .


„Kiedy umysł zasypia staje się maszyną
Jednak nie umiałem uwierzyć w niewiarę i szedłem
Chociaż mieli przewagę liczebną a właściwie  mieli liczby”
(Bohater pozytywny do końca próbuje wykonać zadanie)

Bohater pozytywny musi być pozytywny: heropozytywny, wierszopozytywny, wręcz metapozytywny. Pozytywność bohatera nie może budzić żadnych wątpliwości. On jest jak nowoczesny mesjasz, przywódca ruchu oporu przeciwko banałowi i pustosłowiu. Jest pozytywny, ale nie idealny: cierpi, gubi się, kluczy – walczy, by znaleźć fundamenty, oparcie, coś pewnego, stałego, wreszcie – by znaleźć drogę:

„[…]kiedy zgasło światło zrozumiałem jak bardzo jestem
światłoczuły jak bardzo chcę znaleźć te cholerne zawory
i wpuścić trochę światła widzieć że to o co się opieram to zimna
wilgotna ściana a nie ten upiorny celuloid chcę w końcu widzieć w tej ciemni[…]”
(Bohater pozytywny prowadzi śledztwo w sprawie kradzieży zaworów w spustoszonym miasteczku na Ziemiach Odzyskanych)
Zainteresowało mnie też u poety postrzeganie czasu, który w antropologii jest jedną z wartości tożsamości kulturowej, kształtuje nas, nasz stosunek do świata. Płatek próbuje „przetłumaczyć czas” na wielkość fizyczną, namacalną, określić go, a jednak to tylko gra z czytelnikiem. Nie bez powodu na początku tej recenzji napisałam o chwili:

pojemność czasu jest nieokreślona
w jednej sekundzie
(sekunda jest wyjątkowo wytartą miarą ale pył
z tego tarcia osiada na każdym z nas i jest
to kurz, po prostu kurz)[…]
(apostazja)

Czas jest w „Awarii…” narzędziem konstruującym rzeczywistość, czasem linearnym: zmierzającym do określonej przyszłości i tu pojawia się paradoks, bo przecież peel teoretycznie nie ma prawa wiedzieć co się wydarzy, może tylko przypuszczać, przewidywać, prognozować, słowem: wróżyć z fusów. Bohater pozytywny jednak doskonale to wie, ponieważ jest jednocześnie tu i tam, poprzez wspomniane lustro próbuje scalić dwa ( tylko pozornie) odległe od siebie światy.  Kluczem jest poezja, tkwiący w niej potencjał języka, wykorzystywania słów jako materiału do budowania mostu pomiędzy jedną, a drugą „stroną lustra”.

ostatni wiersz z Ziemi

z początku nic nie wskazywało

pokonaliśmy jak mówi pismo Goliata
Godzillę i Gutenberga ale potem nagle
urwał się tekst
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
:
:
zasilanie awaryjne naświetliło
jedynie rozmiar zniszczeń
oszczędzaliśmy energię ale
skracanie wersów już nie wystarcza
trzeba będzie w końcu napisać (a
zaprawdę będzie to koniec)
nic żeby opisać nic

Ogromnym walorem tej książki jest jej język. Świetna gra słów, do której nie jesteśmy – po dwóch poprzednich tomach Płatka – przyzwyczajeni i zamiast  płytkiego, zimnego morza mamy nagle głęboką wodę, w której trudno płynąć  spokojnie i pewnie.
 Kiedy wydaje mi się, że złapałam rytm, oddycham równo i nic mnie nie może zaskoczyć -  niespodziewanie zalewa mnie fala, ciągnie na dno, albo wyrzuca. Odnoszę wrażenie, że autor przeszedł ogromną metamorfozę, że po długich poszukiwaniach znalazł swój własny, odrębny sposób komunikacji. Sposób niełatwy i nieoczywisty, pełen symboli i ogromnej ilości nawiązań. Język „Awarii migawki” jest pełen pułapek i złudzeń, przy lekturze trzeba nieustannie mieć się na baczności, trzeba szukać, kombinować i kluczyć.
„Awaria…” to książka pełna nawiązań, sam autor zresztą na końcu tomu ujawnia sporo z nich.  Sławomir Płatek świetnie „wykorzystuje” to, co przeczytał, przeżył i usłyszał, tworząc historię, która wciąga, kusi, by podążyć za białym królikiem.

„Jestem pewna, że są tam, och, takie piękne rzeczy! Spróbujmy udać, że znaleźliśmy sposób na przedostanie się tam, Kiciu. Spróbujmy udać, że szkło stało się miękkie jak gaza, tak żebyśmy się mogli tam przedostać” Lewis Carroll



Sławomir Płatek "Awaria migawki" Stowarzyszenie Salon Literacki  Gdańsk 2012


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz