Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


28.12.2013

szczęście od kominiarza


"[...] Spałam przez dwadzieścia godzin bez snów i bez przerwy, a gdy się obudziłam, głodna i zdrętwiała, ale pełna sił, zapadał wczesny zmierzch. I znów ktoś stukał, chyba niemożliwe, by była to wciąż ta sama osoba. Za drzwiami stał kominiarz tak czarny na tle śniegu, że wyglądał jak wycinanka z tektury. Na mój widok wyrecytował radośnie:
 - Szczęścia życzenia od kominiarza! Co złe, niech się tu nigdy nie zdarza. A co dobre, niech przychodzi, ziarno sieje, owoc rodzi!
Nigdy nie nauczyłam się strachu przed tym, kto może przyjść, i gdy ktoś puka do drzwi, po prostu otwieram, bo złe i tak wejdzie bez pukania. Mężczyzna, który dawał mi portfele i torebki, poświęcił dużo czasu na to, by wyjaśnić mi niestosowność takiego bezmyślnego zachowania i przed snem zawsze sprawdzał, czy włączyłam alarm i zamknęłam zamek. Może miał trochę racji. Od lat nie widziałam kominiarza i nie miałam pojęcia, dlaczego mówi do mnie wierszem, patrzyłam na niego oszołomiona. Był wysokim i szczupłym mężczyzną, w którego twarzy uwagę przykuwały usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu Jockera. Oczy tonęły w mroku.
 - Kto kupi kalendarz od kominiarza, temu szczęście się przydarza. Pieniądz płynie, zdrowie służy, no i zima się nie dłuży! - Wilgotne usta znowu ułożyły się w uśmiech. Zrozumiałam, i żeby się go pozbyć, kupiłam kiczowaty kalendarz na nadchodzący rok. Gdy sięgałam po portfel, zobaczyłam kątem oka odbicie twarzy kominiarza w lustrze pod wieszakiem. Już się nie uśmiechał i miałam wrażenie, że usiłuje zajrzeć w głąb domu. Z ulgą zatrzasnęłam za nim drzwi i wyrzuciłam kalendarz do śmietnika. [...]"


Joanna Bator "Ciemno, prawie noc" Wydawnictwo W.A.B Warszawa 2013.




27.12.2013

Götterdämmerung



ragnarök

nie zgasnę, nie spadnę i nie spełnię marzeń.
nie wydam na świat dzieci, nie przestanę istnieć.
przyjdę tak po prostu, stanę w drzwiach i zmilczę
wszystkie słowa, które cisną się na usta.

trzy zimy bez lata, trzy noce bez świtu
jak kara za grzechy, co nie popełnione
przez nas i przez innych, spełniły się same
słodko zatruwając nierówne oddechy.

dwa ciała w uścisku, dwa języki w ogniu.
sen, co wilgotnieje, kiedy tuż nad ranem
zamienia się w jawę, zaczyna smakować,
mija pierwsza gorycz przegryzionej pestki.

i jeden mężczyzna i jedna kobieta.
biała przestrzeń łóżka, wciąż nierówna walka
króla i królowej, poddawanie pola,
przesuwanie pionków zakończone patem.

MG 27.12.2013







wspomnienie zamiast marzenia


"[...] Nie udało się jej po raz drugi wzruszyć ramionami. Ciągle miała nadzieję, że można jakoś to wszystko odkręcić i zacząć jeszcze raz. Od początku; sprostować, żeby to nie było prawdą. Już popełniła błąd, pytając, co powiedział lub zrobiła źle, on zaś odrzekł, że nic. Nic. Ona nie ma z tym nic wspólnego. To miesięczny pobyt z dala od domu spowodował, że widzi całą sytuację w innym świetle. Jocelyn. Dzieci. Krzywda
 - To tylko niewinny flirt - powiedział.
Był ostrzyżony krócej, niż kiedykolwiek widziała. Opalenizna już zbladła. Właściwie wyglądał tak, jakby zrzucił skórę, skórę, która kiedyś tak tęskniła za jej skórą. Znowu był bladym i dość irytującym, lecz oddanym młodym mężem, jakiego obserwowała, gdy odwiedzał Jocelyn na oddziale położniczym.
- Co takiego?
- To, co jest między nami. To nie coś wielkiego, bez czego nie da się żyć, lecz zwykły flirt.
- Dzwoniłeś do mnie z Prince George. - Barbara Stanwyck zniknęła, Rose usłyszała swój płaczliwy głos.
- Wiem - odrzekł tonem udręczonego męża.
- Czujesz się teraz tak, jak wtedy?
- I tak, i nie. Mieliśmy takie plany. Czy nie byłoby gorzej, gdybym powiedział ci przez telefon?
- Co rozumiesz przez niewinny flirt?
- Och, Rose.
- No, słucham.
- Wiesz, co mam na myśli. Gdybyśmy posunęli się dalej, czy coś dobrego wynikłoby z tego dla nas wszystkich? Jak sądzisz Rose?
- Dla nas? - odrzekła - Dużo dobrego.
- Nieprawda. Skończyłoby się wielkimi kłopotami.
- Tylko raz. Powiedziałeś "tylko raz". Powiedziałeś, że będziemy mieli wspomnienie zamiast marzenia.
- Jezu, mówiłem mnóstwo głupot.
Mówił, że jej język jest jak ciepłokrwisty wąż, piękny wąż, a jej sutki jak jagody. Nie miał ochoty, żeby mu o tym przypominano. [...]"


Alice Munro "Za kogo ty się uważasz?" Wydawnictwo W.A.B Warszawa 2012





26.12.2013

o tym, co na stołach i na zapleczu


SŁAWOMIR PŁATEK

Pianista grał do końca

szare wstęgi słów. cygara. wino bukiety noc. ale kto
myśli o winie kiedy na stołach wiotczeją kolejne
kobiety i łzawi kolejna wódka przy spoconym
oknie snobistycznej knajpy. wyglądam

jednoznacznie. na czarno. trzydniowy
zarost. wysoki smutny norweg przy barze
plącze krawat i angielskie słowa z włoskimi.
zamawia mi szampana. chce mnie przelecieć.

nie dostanie. nikt nie obsługuje. jedynie pianista
ciągle gra a ja omijam smutnego norwega. wolałbym
tę barmankę która właśnie teraz na zapleczu
grzęźnie w ustach drugiej barmanki.


z tomu "Wiersze dla Sophie Marceau i innych kobiet z którymi spałem" Gdańsk 2013




martwa natura z mewą


"[...] Chodziłam po sklepach ze szkłem i oglądałam komplety w wyrafinowanych kształtach. Mierzyłam szerokość i głębokość przezroczystych stakanów i nie znalazłam nic, co by mi się podobało. Najlepsze firmy proponowały mi szkło miłe w swej prostocie, szkło przydymione, szkło barwione na zieleń, błękit, a nawet czerwień, wyroby obsypane tradycyjnym zdobnictwem i awangardą wszelkich wzorów, formy delikatne i formy siermiężne jak dłoń robotnika, szklanice i wazony, puchary i kieliszeczki. A mnie z tego całego bogactwa nie pociągały ani malownicze i stare drobiazgi, ani nowoczesne dziwolągi. Czasem coś błysnęło w samym kącie, wydawało się tym, czego właśnie mam pragnienie mieć, a gdy odkopywałam ów cień zalęgły na oddalonej części półki wystawowej, okazywał się tylko duchem szkła, ujmująca iluzją mojego Graala.
A wtedy nic zupełnie jeszcze nie wiedziałam.
Nie pojmowałam, jak uczynić z mąki chleb, jak wyrobić ciasto, by napęczniało i wyrosło.
Nie wiedziałam, jak nawlekać koraliki na sznurek, by go utworzyły.
Nie znałam sposobów na uzdrawianie ciała rumiankiem i szałwią.
Nie wiedziałam nic o kobiecości, bo nie miałam mojego naczynia, a myśląc, że sama jestem naczyniem,
szukałam sposobu, jak się napełnić [...]"

Barbara Piórkowska "Szklanka na pająki" Wydawnictwo Nowy Świat 2010



25.12.2013

nie ma magicznych sztuczek, które by rozwiały ten jeden strach


PHILIP LARKIN

Alba


Tyram cały dzień, potem piję, żeby zasnąć.
O czwartej budzę się w bezgłośny mrok i patrzę.
Za jakiś czas firanki ponakłuwa jasność.
Na razie widzę to co jest właściwie zawsze:
Nie znającą spoczynku śmierć, w tej chwili bliższą
O cały jeden dzień, śmierć, która poza myślą
O tym, jak, gdzie i kiedy będę sam umierał.
Nie pozwala na inne. Jałowe pytania,
Lecz groza śmierci, groza umierania
Ciągle na nowo błyska, dech w piersi zapiera.

Oślepia myśli ten błysk. Wyrzuty sumienia?
Nie, rzecz nie w żalu, że się wyrządziło mało
Dobra, skąpiło się komuś serca, bez zmrużenia
Oka trwoniło czas - i nie w tym, że się miało
Jedno życie, a całe zeszło na naprawach
Błędnych początków; nie to; raczej - ta jaskrawa
Pewność zupełnej pustki, tam, u kresu zniszczeń
I zniedołężnień: to, że tak totalnie człowiek
Nieobecnieje - tutaj, tam, gdziekolwiek -
I już wkrótce; nic nie jest straszliwsze, prawdziwsze.
Nie ma magicznych sztuczek, które by rozwiały
Ten jeden strach. Religia wmawiała jak mogła -
Rozsnuwając zmurszałe brokaty, chorały -
Że wcale nie umrzemy, a cała rzecz w modłach;
Z drugiej strony - ta słuszna na oko piosenka:
"Kto myśli racjonalnie, nie może się lękać
Czegoś, czego i tak nie będzie czuł" - jak gdyby
Brak dźwięku, woni, smaku, kontaktu, nadziei -
Narkoza, z której się nie przytomnieje -
Nie był właśnie istotą całej tej ohydy!

I tak to trwa, na samym skraju naszej wizji:
Rozmazana, nieostra plamka, która zwarzy
Chłodem każdy nasz impuls, zmrozi w brak decyzji.
Większość rzeczy nie zdarza się: lecz ta się zdarzy,
I zdanie sobie z tego sprawy jest tym ogniem,
Który buzuje w piecu naszych osamotnień,
Gdzie zmory widzi każdy, abstynent czy opój.
Nie straszyć innych - tyle znaczy odwaga.
Tobie - uniknąć grobu nie pomaga:
Śmierć jest śmiercią, czy skomlesz, czy stawiasz jej opór.

Zwolna wzmacnia się światło, pokój wyraźnieje.
To, co wiemy, co zawsze wiedzieliśmy, stoi
Przed oczami jak szafa: że nie ma nadziei
Ucieczki. Nikt nie przyjmuje tego jako swojej
Prawdy. Lecz będzie musiał. Tymczasem w uśpionych
Biurach przysiały już do skoku telefony
I świat, ten wynajęty, zawiły kłąb zdarzeń
Ruszy zaraz, nie dbając, że kogoś z nas straci.
Niebo jest białe jak glina. Do pracy.
Listonosze już krążą jak czujni lekarze.

Przełożył Stanisław Barańczak 


24.12.2013

większość rzeczy nie zdarza się, lecz ta się zdarzyła


I jest nareszcie, przyleciała do mnie Pocztą Polską, wprost pod choinkę debiutancka książka mojego przyjaciela Patryka Chrzana "Przekazy podprogowe", o powstawaniu tej książki sama mogłabym napisać książkę, bo Patryka znam od lat, a nasza znajomość to dowód na to, że przypadkowe spotkanie na portalu poetyckim może zaowocować wieloletnią przyjaźnią, nie tylko poetycką, ale też prywatną.
Ogromnie się cieszę Patryk, że masz tę książkę, bo na nią zasługujesz i my - Twoi czytelnicy również :)



A teraz sama sobie zrobię prezent, gdyż uwielbiam (między innymi) ten wiersz, bo chyba jeszcze nikt tak trafnie mnie nie podsumował :) :

Patryk Chrzan - Przekazy podprogowe

Magdalenie Gałkowskiej

piszesz w mailu pachnącym światłowodem,
że brakuje wody i mało masz światła

stoki nasłonecznione są od zachodu,
na wschodzie wiszą rdzewiejące gwiazdy,
a wodę włączają niezależnie od potrzeb

przecież wiesz o tym doskonale,
że konsekwentne chodzenie z mokrą głową
powoduje coś więcej niż katar. a jednak,

z uporem wychylasz się na północ
wyczekując zmian, które nie nadchodzą.
aż podwójna linia ciągła staje się przerywana
i można wyprzedzać, rozpuścić włos na wietrze.

zakrzywiamy przestrzeń tworząc doskonałe,
obłędne koła, od których skrzypi kora mózgowa

nasze linie życia to różne wykresy sinusa
zderzenia fal, dla których non possumus
jest zakazem obalonego dyktatora

przed nami jeszcze pięć minut,
które wstrząsną światami
w obu częściach klepsydry

za nami kolejny list elektroniczny
nacechowany nieuporządkowanym

ruchem elektronów.



z książki "Przekazy podprogowe" Wydawnictwo Internetowe e-bookowo i Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Będzinie 2013.




DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 29

czyli : 2013 - podsumowanie

Ostatnio wszyscy podsumowują, postanowiłam więc podsumować i jak to słusznie zauważył u siebie na blogu Sławek Płatek - będzie TAK subiektywnie, że bardziej już się nie da. Subiektywizm ma tę zaletę, że można sobie poszaleć w ramach własnego podwórka i w przypadku ewentualnych hejterów "moja mowa będzie krótka..."

Radocha roku: debiut poetycki Łukasza Kuźniara i nominacja do Nike dla "Rekordów" Tomasza Pietrzaka, Literacka Nagroda Nobla dla Alice Munro.

Żenada roku: nagonka na Krystynę Dąbrowską w związku z Nagrodą Kościelskich oraz Nagrodą im. Wisławy Szymborskiej, "Białe krzesła" są jakie są, ale poziom jadu i gówniarstwa w tzw "środowisku poetyckim" nie przestaje mnie zadziwiać, to przygnębiający widok. Bo jak się widzi taką sztukę to ciężko zachować kulturę. 

Najlepsza impreza poetycka roku: Port Poetycki w Chorzowie i Finał Konkursu Czerwonej Róży w Gdańsku (i nie tylko dlatego, że akurat konkurs wygrałam, ale dlatego, że Gdańsk tworzy niesamowity klimat dla poetów i poezji, a poza tym jest naprawdę pięknym miastem)

Najgorsza impreza poetycka roku: Poznań Poetów, teraz będzie z cyklu "nie byłam, ale się wypowiem", otóż nie byłam, bo jak zobaczyłam program to miałam odruch wymiotny i postanowiłam nie marnować czasu, a z relacji tych, którzy byli wynika, że podjęłam dobrą decyzję.

Odkrycie muzyczne roku: Madrugada (ok, jestem trochę zapóźniona, ale w tym wypadku zdecydowanie lepiej później, niż w ogóle) oraz najnowsza płyta Stereophonics "Graffiti On The Train".

Kicha muzyczna roku: Monika Borzym i jej pseudojazzowe pójście na łatwiznę.

Najlepszy after roku: impreza hotelowa po Czerwonej Róży oraz impreza plenerowa po czytaniu dla Romka Knapa w Warszawie.

Najgorszy after roku: na szczęście takiego nie było.

Pozytywne literackie zaskoczenie roku: Barbara Piórkowska i "Szklanka na pająki" oraz Sławomir Płatek  "Wiersze dla Sophie Marceau i innych kobiet z którymi spałem" - obie pozycje mnie złapały, wciągnęły i trzymają.

Książka roku: czy też raczej książki roku, Alice Munro "Za kogo ty się uważasz" i Joanna Bator "Ciemno, prawie noc"

Masakra literacka roku: debiut Łucji Dudzińskiej.

Największa zagadka roku: werdykt XIX OKP im. Jacka Bierezina (zagadka połączona z pełnym niezrozumieniem zaistniałej sytuacji).

Ściek roku: nieustająco portal Liternet.pl .

Osobisty sukces roku: zmontowanie trzeciej książki i rzadkie u mnie poczucie, że napisałam coś naprawdę niezłego :)

Osobista porażka roku: "stawianie" na niewłaściwe osoby, ale naiwność i wiara w ludzi to moja pięta Achillesowa.

W 2013 roku, a raczej pod sam koniec zaczęłam się trochę bardziej "udzielać", co przejawiało się tym m.in., że wysłałam wiersze na konkurs, co zdarzało mi się do tej pory raczej rzadko, ale tym razem postąpiłam słusznie, bo decyzja zaowocowała i rok 2014, a przynajmniej jego początek będzie dla mnie bardziej intensywny. Na tyle intensywny, że z domu wyjdę nie tylko do pracy :)
Dzięki wielkie dla moich przyjaciół za to, że byli, są i mam nadzieję będą nadal, nieustające i wielkie dzięki dla trzech poetów: pana S i dwóch panów P za inspiracje, kopanie mnie w tyłek i zmuszanie do pisania dobrych wierszy.

Niech moc będzie z Wami :)





17.12.2013

ekshumacja



Do you think of me?
Where am I now
Baby where do I sleep?
                                         Kings Of Leon


patrzę w twoje oczy - tak mógłby się zacząć
każdy wiersz miłosny. eksploatowany
do bólu erotyk, ku zgrozie kochanków
wyprany z emocji sztywnieje na mrozie.

patrzę w twoje oczy, bo nie mam w co patrzeć,
akurat tu jesteś, milczysz naprzeciwko,
więc dlaczego nie ty? dlaczego ktoś inny
miałby dostać szansę na swoje pięć minut?

patrzę w twoje oczy, wygrzebuję spod nich
zwietrzałe romanse, sztuczną biżuterię.
zwały ziemi, ciała, które kiedyś chętne,
drgające jak struny stały się wspomnieniem.

patrzę w twoje oczy i widzę w nich siebie
i to, o czym ciągle staram się zapomnieć,
że można mnie dotknąć, bo składam się z ciała,
że można mnie zranić, bo wciąż jeszcze czuję.





nowa SZAFA już w sieci



a w numerze m.in. :

POEZJA

Monika Brągiel, Magda Gałkowska, Wioletta Grzegorzewska, Piotr Grobliński, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Urszula Kulbacka, Małgorzata Lebda, Robert Miniak, Elżbieta Musiał, Paweł Podlipniak, Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska

 PROZA

Jacek Durski, Tomasz Garncarek, Ewa Brzoza-Birk, Dominika Ciechanowicz, Olgerd Dziechciarz, Wioletta Grzegorzewska, Karol Maliszewski, Dariusz Muszer, Katarzyna T.Nowak

 FOTOGRAFIA-GRAFIKA-MALARSTWO

Daras Bareya, Barbara Bednarczyk, Renata Brzozowska, Monika Dalinkiewicz, Deruda z Lasu, Maria Mamczur, Roksana Robok, Alicja Rodzik, Iza Staręga, Karolina Szeląg, Marek Szymczak, Michał "Sepe" Wręga, Anna Wołoch

 sZAFa Presents

Radosław Kobierski - Portrety
Karol Maliszewski - Zygmunt Krukowski ma głos
Paweł Łęczuk - Kolędnicy
Maja Staśko - Treny Jana Kochanowskiego – arcydzieło kinematografii (I)


 ESEJ-FELIETON-RELACJE

Ewa Frączek - O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć
Klaudia Raczek - Alice Munro – krótka impresja o mistrzyni krótkiej formy
Karol Maliszewski - Zjawisko Świdnica
Maja Staśko - Tyrania Tyrania
Kamila Wasilewska-Kaczmarczyk -  Obroty codzienności

 TEATR, FILM

Izabella Bartnicka - Już świątecznie, niekoniecznie śmiesznie i pośpiesznie...
Natalia Pecyna - Jedz, śpij, umieraj. A w międzyczasie zawalcz o Oscara
Klaudia Raczek - “W imię…” czego? O filmie Małgorzaty Szumowskiej
Teresa Radziewicz - „Jaśniepanienka” w Białostockim Teatrze Lalek
Ewelina Sasin - Polskie cyberspołeczeństwo Mecenatem Kultury XXI wieku

 KRYTYKA LITERACKA-RECENZJA

Aldona Borowicz - "Ars Moriendi czyli poradnik czynności nieużytecznych" Elżbieta Musiał, Rozmowy poetki ze Śmierci
Dominika Ciechanowicz - Ile jest mięsa w „Mięsie”? O debiutanckiej książce Dominiki Dymińskiej
Rafal Derda - Taniec pszczół w labiryncie, czyli na temat Chorób Kartezjańskich Kamila Sipowicza * Pożar zakładów chemicznych to reklama ognia? , czyli na temat Demoludów Piotra Gajdy
Ewa Frączek - Stefan Chwin Samobójstwo jako doświadczenie wyobraźni
Magda Krytkowska - Homo wiator. O tomiku wierszy Poza granicami perswazji Tomasza Kowalczyka
Karol Maliszewski - Gdzie jest poezja? Przypadek Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej
Joanna Mieszkowicz - "Łuk Triumfalny" Erich Maria Remarque - "Za głośno? Co jest za głośne? Tylko cisza. Cisza, w której się człowiek rozpada jak w próżni"
Dariusz Niestrzębski -  "Ostatnie rozdanie" Wiesław Myśliwski
Daria Nowicka - Pięć grzechów cudzych i dwa własne. Małgorzata Rejmer Bukareszt. Kurz i krew * Non finito Zagłady. Wspólne widzenie Aliny Szapocznikow i Tadeusza Różewicza
Elżbieta Musiał - Tematyczny wyimek z twórczości Romana Śliwonika,
DEFINIOWANIE KOBIETY
Jakub Sajkowski - O dryfie Alice Munro na przykładzie Kocha, lubi, szanuje…. * Gwiazdorzenie Bogu Wszechmogącemu. Szymon Domagała-Jakuć, Hotel Jahwe
Maja Staśko - Piosenka o zależnościach i uzależnionych
Maja Wolniewska  - Kobiety w malarstwie Bożeny Dusseau - Łabędź  * Współczesny ikonostas według Izy Staręgi * Malarstwo Tomasza Trafiała

więcej na: http://szafa.kwartalnik.eu/49/spis.html

ZAPRASZAMY!



10.12.2013

śmierć poetom


tribiute to K.I. Gałczyński

Nie pomogły nagrody,
recenzje i wywody
ni flaszka wódki.
Przyszedł juror - ladaco
(bo mu za to zapłacą)
werdykt dał krótki.

Toż trauma była w mieście,
że jak rodzynki w cieście
są umoczeni
i juror i laureat
nakręcają ten kierat,
a ktoś się pieni.

Młodzież klaskała w dłonie,
(to ta, co jadem zionie)
że jest okazja
po latach zapomnienia,
pierdolnąć klątwą z cienia
"niech im - afazja".

Stłoczyli się więc w kupie
co wykrzyczą - to głupie,
lecz z grubej rury,
bo trza mieć pomyślunek,
by stworzyć wizerunek
a nie mózg kury.

Po co słał na konkursy,
po co rżnął żywcem z Bursy
i z Sosnowskiego?
ni diabła nic nie dało
więc żółć wylewa śmiało
ratując ego.

Oj zna ich "środowisko"
to jak upadli nisko
i nadal leżą,
bo ich jedyna racja
to cyber - masturbacja
świecie w to wierzą.

Tak to nadobne grono
cyklicznie niespełnione
brudzi portale
lecz w końcu ręka boli
i musi się spierdolić
ku cudzej chwale.

Na debiut się załapał,
wydawcy minął zapał
guzik z promocji,
utknął mu e-book w sieci
nikogo nie obleci,
ten brak emocji.

MG 10.12.2013r


a tu w oryginale tekst mistrza, w równie mistrzowskim wykonaniu




08.12.2013

CZERWONA RÓŻA i Biała Rękawiczka




breakdance

Robertowi Lowellowi


czasami w snach widuję nieruchome dłonie
unoszą się nade mną jak zapowiedź klęski.
nim spełni się paraliż, nim niemoc zawładnie
najmniejszym poruszeniem - zapisz mnie dokładnie

na ziemi, w atmosferze, w zgniecionej pościeli.
na szybie autobusu twarzą i ustami
zimnymi - jakbyś połknął wszystkie kostki lodu,
dotykaj, aż poczujesz, jak światło wchodzi w noc

i tylko nasze ciała wiedzą, że daleko
nam do siebie, że bolą naprężone mięśnie.
Cis zbrązowiał, odpada jak zniszczona skóra
i wbija cienkie igły w okolice oczu.

Gdy jedno piętro niżej to ciągle za mało,
nienawidzę tych spojrzeń z profesjonalnych zdjęć
uznanych fotografów, co karmią złudzeniem,
że nie muszę cię szukać, wystarczy ruch ręki.



fantom

bywam tak przezroczysta, jakbym nie istniała
co dzień przepuszczam siebie przez nie moje usta
i nie ma w tym uczucia, jest tylko biologia,
fizyka i konieczność zaczerpywania tchu.

pisujesz do mnie pięknie, już ci prawie wierzę
prawie, bo jednak jestem tylko częścią ciała,
której akurat pragniesz. jakbym mogła leczyć
wszystkie choroby świata - czarny, zastały ból,

a miejsce w moim sercu - choć to brzmi banalnie
- nigdy się nie zabliźni. jest pełnia i nie śpię,
wsuwam dłoń między uda, to co wilgotnieje
nie jest mną, nie jest nikim. i nikt nie wie, czym jest.



kameleon

pokładam nadzieję w panu, nie ma nocy,
w której bezsenność - usłużna siostra
nie podsuwałaby banalnych wersów

jak basenu. ceny za chwilową ulgę ,
błysk białego ognia w oknie sypialni
na piętrze bywają wygórowane. w głowie

zostają kawałki o bieganiu z odkurzaczem
po drewnianych schodach, jak gdyby fakt,
że są drewniane coś zmieniał? podobno

ci, na których rzucono czar hołubią drewno
i nienawidzą kamienia, może dlatego mrużę oczy
przed każdym posągiem? to w panu pokładam

nadzieję, że wszystko, co miało mnie ominąć,
minęło i nie wróci, bo nie ma powrotów ani sensu
wiązanie czerwonej nitki na lewym nadgarstku.

niech ma pana w opiece usłużna siostra
od chwilowej ulgi, w święta i na co dzień
pan jest moim pasterzem. nigdzie nie ucieknę.


03.12.2013

antymateria

fot. Rafał Babczyński

nie będziesz wiedział, gdzie są twoje drzwi
i mosty, które nie splatają klamrą
twoich rzek
                                  Variete


ile można uciekać? tyle, ile trzeba,
by zachować dystans i nie dać się zwodzić
wytrenowanym słowom, które nic nie znaczą,
po których tylko jątrzą zaognione miejsca.

mówisz o równowadze, bilansie, logice,
to wszystko brzmi tak mądrze - wyprane z emocji,
a pod spodem wrze lawa, wrze i szuka ujścia,
by spod wytartych liter wydobyć znaczenie.

i nie ma równowagi, wszystko jest złudzeniem,
nie ma miejsca na miłość, nie ma miejsca na żal,
że nigdy się nie skończy na jednej sylabie,
bo tam, gdzie jest nas dwoje, powstaje sztuczny tłok.

mam ciało, co, jak wszystko zmierza do nicości,
co nie będzie świątynią, nie da rozgrzeszenia,
lecz zafaluje tylko pod głębszym oddechem.
tylko po to, by zdradzić wszystko, co ukryte.

MG  3.12.2013r.






02.12.2013

zdanie umknęło, lecz nie ma to aż takiego znaczenia


"[...] Nie patrzy w owalne lustro, wiszące nad umywalką. Zdaje sobie sprawę z tego, że każdy jej ruch odbija się w lustrzanej tafli, lecz stara się na nią nie spojrzeć. Lustro jest zdradliwe, czasem odbija się w nim ciemny kontur, doskonale dopasowany do kształtu jej sylwetki, przybiera jej formę, lecz pozostaje z tyłu, za nią, wpatrując się świdrującym wzrokiem, oddychając wilgotnym, przytłumionym oddechem. Myje twarz. Nie, nie spojrzy w lustro, z pewnością nie tego ranka, kiedy czeka na nią praca, a ona chce jak najprędzej zabrać się do niej, czeka na tę chwilę niecierpliwie, jak gdyby chciała znaleźć się na przyjęciu, które już rozpoczęło się na dole w salonie. Królują tam dowcip i elegancja, lecz wyczuwa się obecność czegoś znacznie doskonalszego niż dowcip czy elegancja - mistycznej i złocistej, głębokiej czci dla samego życia. Jedwabne suknie z szelestem przesuwają się po wypolerowanych podłogach, a przy dźwiękach muzyki szeptem przekazuje się tajemnice. Ona, Virginia, mogła być dziewczyną w nowej sukni, młodą damą, która za chwilę pojawi się na szczycie schodów i przyłączy do gości, świeża i pełna nadziei. Nie, nie spojrzy w lustro. Kończy myć twarz. [...]"

"[...] Stoi przed nim, wysoka, wysmukła, wspaniale wyglądająca w tej podomce, z filiżanką parującej kawy w dłoniach. nadal czasami potrafi go zadziwić. Bardzo możliwe, że jest najinteligentniejszą kobietą w Anglii. myśli Leonard. jej książki będą prawdopodobnie czytane przez wieki. Jest o tym przekonany bardziej niż ktokolwiek inny. jego żona, Virginia Stephen - wysoka, o bladej cerze, zaskakująca jak kobiety z obrazów Rembrandta czy Velazqueza - pojawiła się dwadzieścia lat temu w białej sukience w pokoju swego brata w Cambridge; to również Virginia Woolf, stojąca przed nim właśnie w tej chwili. Postarzała się dramatycznie i to tylko w tym roku, wydaje się, ze warstwa powietrza uszła spod jej skóry. twarz nabrała ostrych rysów, pojawiły się na niej głębokie bruzdy; stała się kanciasta i zniszczona, jakby wykuto ją ze zwietrzałego, porowatego, szarobialego marmuru. Jej postać zachowała królewskie dostojeństwo, ciągle emanuje budzącą respekt, księżycową jasnością, lecz Virginia w jednej chwili przestała być piękna.{...}"

Michael Cunningham - "Godziny"