Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


31.12.2014

STANISŁAW BARAŃCZAK 1946 - 2014



Swego czasu otrzymałam niesamowity prezent w podziękowaniu za poprowadzenie wieczoru autorskiego jednego z poznańskich poetów Jerzego Beniamina Zimnego.
Prezent, który teraz nabrał szczególnego znaczenia, wydany na powielaczu, w drugim obiegu niewielki zbiorek wierszy Stanisława Barańczaka.
Dziękuję Panie Jerzy.

fragment:

GRAŻYNIE

Pamiętać o papierosach. Żeby zawsze były pod ręką,
gotowe do wsunięcia w kieszeń, gdy znowu go zabierają.
Znać na pamięć przepisy dotyczące paczek i widzeń
Sztukę zmuszania mięśni twarzy do uśmiechu.
Jednym chłodnym spojrzeniem gasić wrzask policjanta,
zaparzyć spokojnie herbatę gdy oni bebeszą szuflady.
Z obozu albo szpitala słać listy, że wszystko
w porządku.









17.12.2014

z życia polskiej poetki współczesnej 2


Dziś dowiedziałam się, że "po chuj" publikuje na Facebooku to, co myślę lub czuję, skoro tam należy publikować tylko to, co jest fajne, zabawne i milusie dla wszystkich. No cóż, skoro tak, to po chuj w ogóle mam publikować cokolwiek? Od dziś ograniczam się tylko do dwóch wpisów dziennie pt "Miłego dnia" i "Dobrej nocy", zresztą co innego można napisać, gdy status o treści mniej więcej "mam depresję i myśli samobójcze" lajkuje dwadzieścia osób?
W sumie to ja nie o tym, FB to jest dopiero cwaniackie cholerstwo, postanowiłam usunąć stamtąd wszystkie dotychczasowe wpisy i zdjęcia, a, że niektóre sobie kopiuję, to roboty będę miała na jakieś pół roku, bo chyba nie da się hurtowo (albo ja nie potrafię), a ponieważ dotarły do mnie głosy, ze niektórym ludziom moje wpisy nie przeszkadzały, to postanowiłam zrobic kompilację szczególnie cyklu "z życia polskiej poetki współczesnej" i wrzucić tutaj, Za kilka miesięcy powinno się udać :)
Wiecie, ja jednak prostolinijna babą jestem i albo mówię, co myslę, albo milczę, jakoś nie mam nabożeństwa do kurtuazyjnego pierdzielenia, więc faktycznie Fejs to chyba  miejsce nie dla mnie, poza tym, no faktycznie po co mam kogoś denerwować, jak mu się moja szczerość nagle na tablicy głównej wyświetli? Tu przynajmniej wejdą ci, którym ta moja szczerość nie przeszkadza, toteż nikomu ona krzywdy nie uczyni, a jak będzie przeszkadzać, to wejdą raz, a potem już nie. Odzew tutaj też będzie nieporównywalnie mniejszy, bo nie da się tu bezmyślnie lajkować. Tak sobie próbuje ustalić jakiś chytry plan usuwania wszystkiego z fejsa, ale chyba się nie da, a może nawet to i lepiej, bo dla samej siebie poprzypominam sobie wpisy z ostatnich kilku lat, kto wie? Może się nawet pośmieję? :) Chciałam napisac jakąś błyskotliwa relację z XX-lecia Konkursu im. Jacka Bierezina, ale czasu nie było, a jak był czas, to sił zabrakło i tak ciągle nic tu na ten temat nie ma, ale tegoroczny laureat Piotrek Przybyła naprawdę dobrym wyborem jest i czekam z ciekawością na książkę, bo mam wrażenie, że to będzie pierwsza od wielu lat nienudna poetycko lektura. A jak juz przy lekturach poetyckich jestesmy, to czeka na mnie pokaźny stos do czytania, az zaczyna napawac mnie lękiem, bo własciwie jeden tom powinno się czytać kilka razy, więc niektórzy z autorów mojej opinii doczekaja sie mniej więcej w koncówce przyszłego roku :) Nic jednak straconego, bo opinia publiczna własnie zajęła się historią poetki - morderczyni, która nie znosząc ludzi o zbyt małej (jak dla niej) wrazliwości, postanowiła się ich pozbywać przy pomocy noża; na szczęście zdązyła do tej pory pozbyć się tylko dwojga i juz ją złapali, w związku z czym misja, jak sądzę odwlecze się w czasie, no chyba, ze znajdzie godnego następcę.
Aaaa, zapomnialabym, czytam bardzo fajną (jakie to nieliterackie określenie) ksiązke, dość oryginalny kryminał, ale chyba pokuszę się o refleksję w osobnym wpisie, bo się dość interesująco dzieje.
Tymczasem Krzysztof, gdybys miał ochote podlinkować coś z youtube, to oczywiscie tutaj jak najbardziej jest to mile widziane :)


04.12.2014

SERYJNI POECI 29


VIII FESTIWAL PULS LITERATURY W ŁODZI






5 grudnia / piątek
impreza zamknięta - Akademia Kultury BIBA 2014 – warsztaty dla bibliotekarzy - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)

18:00-19:00 - "Szumy, zlepy, ciągi" – panel poświęcony twórczości Mirona Białoszewskiego z udziałem Adama Poprawy, Piotra Sobolczyka i Tadeusza Sobolewskiego. Prowadzenie – Agnieszka Kluba - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
19:00-19:30 - Finał IX Ogólnopolskiego Konkursu na Prozę Poetycką im. Witolda Sułkowskiego - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
19:30-21:00 - Spotkanie z Hubertem Klimko-Dobrzanieckim. Prowadzenie Maciej Robert - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
21:00-22:00 - Akurat – koncert - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)

6 grudnia / sobota
16:00-16:30 - Wernisaż wystawy XX edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
16:30-17:00 - Spotkanie z Urszulą Kulbacką i promocja książki "tanzen tanzen". Prowadzenie – Rafał Gawin - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
17:00-18:00 - XX lat OKP im. Jacka Berezina – panel - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
18:00-19:00 - Spotkanie z Marcinem Orlińskim (autorem książki "Tętno") i Marcinem Badurą (autorem książki "Niemcy"). Prowadzenie – Maria Magdalena Beszterda - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
19:00-19:20 - Prezentacja finalistów XX OKP im. Jacka Bierezina - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
19:20-20:10 - Spotkanie z laureatem XIX edycji OKP Tomaszem S. Mielcarkiem i promocja książki "Obecność/Presence". Prowadzenie Rafał Gawin - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
20:10-20:20 - Rozstrzygnięcie konkursu krytycznoliterackiego - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
20:20-21:00 - Turniej Jednego Wiersza „O czekan Jacka Bierezina” - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
21:00-22:00 - Beneficjenci Splendoru – koncert - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
22:00-22:30 - Rozstrzygnięcie OKP im. Jacka Bierezina - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
22:30-00:00 - Meeting Bierezinowski (z udziałem laureatów poprzednich edycji) - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
00:00-01:00 - R.I.P. Rap – koncert - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)

7 grudnia / niedziela
17:00-18:30 - Spotkanie z tegorocznym laureatem Nagrody Angelus Pavolem Rankovem (Słowacja). Prowadzenie – Agnieszka Cytacka Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
18:30-19:00 - Rozstrzygnięcie konkursu dramaturgicznego Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
19:00-20:00 - "Wyznania komiwojażera" – premiera spektaklu na podstawie "Trocin" Krzysztofa Vargi. Reżyseria i adaptacja – Andrzej Czerny. Występuje – Tomasz Boruszczak Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
20:30-21:30 - Spotkanie z Krzysztofem Vargą. Prowadzenie Maciej Robert Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)

8 grudnia / poniedziałek
16:00-17:00 - Spotkanie ze Szczepanem Twardochem i promocja książki "Drach". Prowadzenie Justyna Sobolewska - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
17:00-18:30 - Spotkanie z Magdaleną Tulli i promocja książki "Szum". Prowadzenie Maciej Robert - Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka (Foyer Teatru Nowego – Więckowskiego 15)
19:00-20:30 - Gala wręczenia Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima 2014. Prowadzenie Bronisław Maj - Białoszewski 44 – spektakl muzyczny. Występują - Kinga Preis, Adam Nowak, Mateusz Pospieszalski i inni - Teatr Nowy im. Kazimierza Dejmka (Duża Sala – Więckowskiego 15)

9 grudnia / wtorek
17:30-18:45 - Spotkanie z Anną Marchewką. Prezentacja książki "Ślady nieobecności. Poszukiwanie Ireny Szelburg". Prowadzenie – Igor Rakowski-Kłos - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
19:00-20:30 - Spotkanie z Andrzejem Stasiukiem i promocja książki "Wschód". Prowadzenie Maciej Robert - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)
21:00-22:00 - D’Dorsh – koncert - Dom Literatury w Łodzi (Roosevelta 17)

Więcej informacji na www.pulsliteratury.pl


ZAPRASZAMY

 

19.10.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 34

czyli: huśtanie na żyrandolu

Czwarta nad ranem, krok niepewny jak wyniki w Lotto.  Na dobry początek wielkie lustro w przedpokoju, zamazany nieco obraz, na którym jakaś kobieta kurczowo trzyma się futryny. Pozbywanie się butów, bo ile można na cholernych obcasach? Krok nieco bardziej stabilny, walka z kurtką, w perspektywie schody, sześć stopni, półpiętro, bóg zesłał szeroki parapet okienny, kolejne sześć stopni, jeszcze półtora metra. Bóg zesłał również łóżko na tyle szerokie, by nie mieć problemów z trafieniem. Sporych rozmiarów biała plama nad głową, po zamknięciu oczu plama zamienia się w falujące morze - zachodni wiatr spienione goni fale. Goni na tyle mocno, że trzeba coś z tym zrobić, podnieść się, zareagować, ściskając kurczowo ceramiczną szalupę ratunkową marki Koło. Bo w życiu każdego przychodzi moment,w którym trzeba wszystko z siebie wywalić. Bo zajebisty plan całkowitego znieczulenia prawie się powiódł, prawie zadziałał, prawie, prawie, prawie. W łazienkowym lustrze jestem prawie sobą, tylko dlaczego patrzy na mnie, tak dobrze znana, nie moja, znienawidzona twarz? Skąd znam to szklane spojrzenie? Dlaczego drżącą szminką zapisałam na lustrze swój numer telefonu ?
To lustro mnie nie lubi, uwzięło się, by pokazywać coś, czego nie chcę widzieć. Te schody mnie nie lubią, uwzięły się, żeby mi pokazać kto tu rządzi. To łózko mnie nie lubi, uwzięło się, bym nie mogła go znieść. Wielkiego i pustego, z biała plamą nad głową. Nawet plama jest przeciwko mnie, jakby nie mogła zostać plamą, jakby musiała falować. Ta twarz też mnie nie lubi, uwzięła się.
Tylko płytki podłogowe mnie lubią, są tak kojąco chłodne, gdy przytulić do nich policzek,  Zostać tak, wyrzygać cały świat - zwierzam się płytkom podłogowym - wyrzygać cały świat i siebie i już nie mieć żadnego powodu, by wstawać.
Szósta nad ranem - czas też się uwziął, brutalnie leczy z miłości do podłogowych płytek i już nie ma czego kochać. Za ostatnim dystansem dwudziestu metrów czeka butelka z wodą.





amplituda

Ojcu

nadmiar tlenu równa się zawrotom głowy.
nie ma na co liczyć poza uderzeniami
na minutę. wszystko zaszumi podłączone

do respiratora. można nabrać powietrza,
wyrzucić jednym zamachem, z siebie
wyjść. potem dobić do dna i mogłoby się udać,
ale pamięć zawodzi jak składane obietnice.

łamie się słowa jak tekst do druku.
wpisuje własne i dorabia, zostaje tylko kurz
na foliowych ochraniaczach.

po drugiej stronie
ja.


z "Fabryki tanich butów" Kwadratura Łódź 2009





02.10.2014

trzy wiersze na październik


Fresk - ŁUKASZ JAROSZ

Opada popiół i można podejść bliżej;
obejrzeć wczepiony w eternit sopel,
sześciany styropianu na ciężarówce.
Zdjęto mi gips, poczułem ulgę. Gdy spałem,
ktoś położył na pościeli pocztówkę z daleka.

Obudzili mnie Ci, którzy mnie kochają.
Myjemy ręce, zasiadamy do stołu.
Cierpliwie i uparcie odrywamy
mięso od kości.

z tomu "Pełna krew" Wydawnictwo ZNAK Kraków 2012



Ludzie po raz pierwszy - TERESA RADZIEWICZ

Zobaczyć to. Odkryć odcienie skóry,
od przezroczystej bieli po czarny brąz;

powiedzieć: piękni jesteście, ludzie, chcę poznać
wasze historie. Później pójść do obcych domów,

dzielić poranki i wieczory, dotykać dni,
obracać słowa o przeszłości. Poczuć

na ręku ciężar dzieci, witać po pracy,
zasiadać w świątyniach, dowiedzieć się,

jaki przypadek odpowiada za wszystkie pytania.

z tomu "Rzeczy pospolite" Stowarzyszenie Salon Literacki Warszawa 2014



Stacja metra centrum - MARIUSZ JAGIEŁŁO

Przed wejściem namiot uzdrowienia,
kolejka ludzi wierzących.
Po stopach przypadkowych ofiar
zbiegam na peron,

chłodniej.

Dziewczyna czyta biografię Gombrowicza,
nie widać, żeby twardniały jej sutki,
pociąg podjeżdża ospale jak wczoraj,
przedwczoraj i w wigilię
dnia wyzwolenia czegokolwiek.

Wsiadam do ostatniego wagonu,
przy dżwięku zamykających się drzwi
męski głos zapowiada
następne pożegnania.

z tomu "Człowiek z brudnopisu" Fundacja Duży Format Warszawa 2014


-




relacja ze spotkania w BWA w Olkuszu


fragment artykułu Jarosława Nowosada opublikowanego na stronie Starostwa Powiatowego w Olkuszu:

"[...] Częste u Gałkowskiej są bezpośrednie odwołania do jej literackich „mistrzów”. Oprócz wspomnianego już Norwida przywołuje np. Thomasa S. Eliota czy Sylvię Plath, której poświęciła cały cykl wierszy; mimochodem nawiązuje do Kochanowskiego. Równie ważne w tych wierszach są nawiązania popkulturowe. Obok poetów-klasyków, w mottach pojawiają się cytaty z piosenek Tiamatu, Moskwy i Siekiery, bohaterka jednego z wierszy ma „twarz Grzegorza Ciechowskiego”, gdzieś tam przemyka tytuł utworu Jello Biafry, song Metalliki miesza się z trawestacją piosenki ludowej, gdzie indziej sparafrazowany zostaje stary hit Omegi albo tekst jednego z wczesnych nagrań King Crimson, powraca scena z obejrzanego w dzieciństwie filmu…[...]"


fot. Olgerd Dziechciarz

cały artykuł na: http://www.sp.olkusz.pl/aktualnosci/galkowska-w-bwa-964/

Dziękuję :)


12.09.2014

trzy wiersze na wrzesień


pierwsze spotkania - KAROLINA KUŁAKOWSKA

Niech będzie - akcja

przyjemny spacer w szerokim mieście,
a kocie łby zaglądają między uda.

Gdy zaczyna ci cieknąć z nosa daję chusteczkę,
a jakaś kobieta mówi, że daje się tylko mężowi.

Wyobrażam sobie, że ona jest jedną z tych, które
dzielą kobiety na święte i kurwy.

A praca, to taki rodzaj masturbacji;
niby dobrze, ale nie

do końca.

z tomu "Puste muzea" Zaułek Wydawniczy Pomyłka Szczecin 2013



IMVHO - MARIUSZ CEZARY KOSMALA

Lecz wiem, jesteś oszustką - kilka kilobajtów
śliny, co przez Internet pocałunkiem wionie.
Wysuwam język, sprawdzam, nic nie czuję - drobne
ukłucie tylko, jakby kto szpilkę wbił w język,

którego nie rozumiem. Można sobie język
połamać, gdy się chce na głos czytać te drobne
słówka, którymi ekran komputera wionie.
I tak insynuujesz po sześć kilobajtów

na sekundę. Lecz skąd u ciebie taki język,
jakby kto w niego szpilkę wbił. I twoje drobne
zęby gryzą - czy czasem ugryziesz się w język

tak, że aż wionie z bólu krzykiem kilobajtów?
Lecz wiem, jesteś oszustką, twój język to drobne
aplety kilobajtów, z których ślina wionie.

z tomu "Sequel" Wydawnictwo Chełm Siedliszcze 2008



Biały wiersz, biały wiersz dla dziewczyny - JANUSZ RADWAŃSKI

Ore, ore, szabadabada, labore. Z benedyktyńską cierpliwością
ślęczę za kółkiem. pamiętaj o zjeździe na Paradyż. Paradyż,
to brzmi rajsko. Ale nie z nami te numery, o nie.
Nawet od forsy za pacyfistyczne wiersze płacę podatki,
za które to państwo prowadzi wojnę. Z tej perspektywy
Paradyż brzmi jak paraliż. Żadnemu miejscu nie wolno
dać się nabrać tak, jak dałem się nabrać tobie - pełną garścią.
Nigdzie nie wolno zatrzymać się na dłużej niż wymaga tego zmiana
dziecku brudnej pieluszki albo urwanie następnej części
rozpadającego się tłumika.Niech zostaje po nas tylko zapach dymu
i wróżby. Sodomie i Gomorze będzie lżej w dzień sądu.
Na razie śpij ukochana, śpij Klwowie, Inowłodzi, Przysucho.
J i rozpierdolony tłumik wam mój ulubiony madrygał.
Hej, amore, szabadabada.

z tomu "Księga wyjścia awaryjnego" Stowarzyszenie Żywych Poetów Brzeg 2012


30.08.2014

Feel the Earth move and then hear my heart burst again

byłam pocztą głosową

Sylwii

Daniel Craig spada z dwunastego piętra,
zagląda ludziom w okna, emerytowany bohater
na głębokim rauszu okłada żonę. starsza pani
szarpie szczotką rzadką sierść pudla, małoletni

dealer wpuszcza w kanał cały towar. ma oczy
w kolorze luksferów i zaciska usta jak wężyk
na przedramieniu. ktoś w zapamiętaniu uderza
w klawisze i płyną dźwięki i łapią za serce

Daniela Craiga, który już wcale nie chce lecieć.
zatrzymałby się, ale akurat tego nie ma
w scenariuszu. jest tylko dokładnie wyreżyserowana
śmierć. na trawniku przed biurowcem

ścinają ostatnie żdźbła trawy, idzie jesień,
ta jesień, której ani Daniel, ani nikt nie przeżyje
tak, jak by chciał. jeśli chcesz zostawić wiadomość
wciśnij siedem i zapomnij, że to szczęśliwa cyfra.


MG 30.08.2014.






27.08.2014

Murakami po raz kolejny



"[...] Może i jestem pozbawionym treści, jałowym człowiekiem, myślał. Ale może właśnie dlatego niektórzy, choć na krótki czas, znaleźli sobie we mnie przystań. Tak samo jak ptaki aktywne nocą znajdują sobie na jakimś opuszczonym strychu bezpieczne miejsce na odpoczynek w ciągu dnia. Prawdopodobnie spodobała im się ta pusta, mroczna i cicha przestrzeń. A skoro tak, być może powinienem się cieszyć, że mam w sobie próżnię. [...]"

Haruki Murakami "Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa" MUZA SA Warszawa 2013. 





13.08.2014

But the world has got him down on his knees



carpe diem

roztwór rivanolu, prawa strona twarzy
w kolorze renklody, a następnym razem
ty patrz jak upadasz i wyciągaj ręce
zanim czule przytulisz chłodny, szorstki beton.

roztwór altacetu, prawa strona uda
w kolorze węgierki, a John Keating umarł
na siedząco, na pasku. miedzy piekłem a niebem,
futryną a drzwiami. lekki zgrzyt w kosmosie,

roztwór etanolu, bo nie można wiecznie
żyć z takim uśmiechem. po prostu, na krześle
wyciągam sobie szwy, potem co godzinę
wpisuję kod captcha, żeby się połączyć.


MG 13.08.2014







trzy wiersze na sierpień


MACIEJ RAŚ - WIERSZ NOCY ZIMOWEJ

oko trzeba zmrużyć, ciało trzeba dotrzeć,

a wiersz zakorzenić, nie dopuszczać
nadużyć - powziąć jasny zamiar,

uprzejmości wymienić i do form powrócić.
Pójść porozmawiać w lekkiej bluzeczce,

nadużyć tych form, tak chociaż troszeczkę:
wziąć do ręki mapę, wyjaśnić sytuację,

wskazać miejsce, z którego, poniekąd
przypadkiem, wchodzisz przez szklane drzwi,

kiedy czynię obserwację, przerywasz
rozmowę i niejako na dokładkę

oznajmiasz z uśmiechem: odłóż tę mapę,
jesteś własnym echem.

z tomu "Pasmo" Strzeliński Ośrodek Kultury Strzelin 2013


JAROSŁAW KLEJNOCKI - ZAPOWIEDZIANY

Mieszkałem w jej ciele A teraz szybuję
Jestem cząstką obłoku Lśniącym opiłkiem
w ogonie komety Cieniem jaki rzuca mgła
na przemoknięte zbocza Pozostawiłem ich
Znów samych Widzę jak spacerują z psem
Obejmują się i choć nikt nie słyszy mówią
do siebie szeptem Zapowiedziałem
swe przyjście Ale nie Jeszcze nie teraz
Czemu, nie powiem To tajemnica Tymczasem
czuję w nich kolce rosnące od wewnątrz
Nie umiem współczuć bo moje ciało nigdy
nie poznało bólu Chciałbym żeby wierzyli
że wszystko ma sens i swoje uzasadnienie
Nad ich głowami tańczą małe ogniki.

z tomu "Elegia na śmierć szczegółów. Wiersze wybrane" K.I.T Stowarzyszenie Żywych Poetów
Brzeg 2012


JOANNA PUCIS - DWUDZIESTY ÓSMY SIERPNIA

rozgrzane popołudnie
redukuje biurowce na zachodniej ścianie nieba
do wyblakłego kodu paskowego na tle czerwieni
codzienna autodestrukcja miasta

stoję po drugiej stronie mostów jeszcze nasycona łąką
patrzę na pejzaż znów nieznany
horyzont dziwnie obcy

miasto chwilowo mnie nie dotyczy
w braku trzeciego wymiaru nie znajduję nic
co chciałabym zatrzymać na dłużej

wieczór szykuje zagładę ostatnim owadom.

z tomu "Znaki nieszczególne" Stowarzyszenie Salon Literacki Warszawa 2013





nawet ryby nie wiedzą, że pada


"[...] Wyczerpany tymi marzeniami na jawie, zaczynałem wyglądać przez okno. Utkwiłem w martwej, wyschniętej krainie. Moje wizje wyssały barwy ze świata. Widok przede mną wydawał się płaski, prowizoryczny. Każdy przedmiot był ziarnisty, koloru piasku. Prześladowały mnie pożegnalne słowa mojego przyjaciela z lat szkolnych: Każdy umiera inaczej. istnieje wiele rodzajów śmierci. Ale ostatecznie...zostaje tylko pustynia.[...]
Uszły ze mnie wszystkie siły, zupełnie jakby ktoś zakradł się za moimi plecami i cicho wyciągnął zatyczkę.
Z obiema rękami na stole, ukryłem twarz w dłoniach..
W tym mroku ujrzałem deszcz padający za morze. Delikatnie skrapia jego ogromną powierzchnię, lecz nikt tego nie widzi. krople uderzają o taflę wody, ale nawet ryby nie wiedzą, że pada.
Dopóki ktoś nie przyszedł i lekko nie położył mi ręki na ramieniu, myślami byłem przy tym morzu.[...]"

Haruki Murakami " Na południe od granicy, za zachód od słońca" Wydawnictwo MUZA SA Warszawa 2006





12.08.2014

O kapitanie, mój kapitanie!! Nasza pełna lęku podróż dobiegła końca


ROBIN WILIAMS 1951-2014




Walt Whitman

O kapitanie, mój kapitanie!!
O kapitanie, mój kapitanie!! Nasza pełna lęku podróż dobiegła końca.
Okręt pokonał każdą nawałnicę, nagroda, na którą polowaliśmy, zdobyta,
Port już niedaleko, słyszę dzwony, ludzie wiwatują.
A oczy wiodą na kil, statek groźny i śmiały;
O serce! O serce! Serce!
O skrwawione kroplami czerwieni!
Tam gdzie na pokładzie Mój Kapitan leży
Zimny i martwy.

O kapitanie, mój kapitanie! Powstań i posłuchaj dzwonów;
Powstań – dla Ciebie wciągnięto flagę – dla Ciebie trąbka zagrała,
Dla Ciebie bukiety i ozdobne wieńce – dla Ciebie nabrzeże triumfujące,
Tobie wiwatuje ten rozkołysany tłum, ochocze twarze obracają się,
Słuchaj Kapitanie! Ukochany ojcze!
Moje ramię pod Twoją głową!
To ten sam sen, który śniłeś!
Ten właśnie sen z Twojego pokładu,
Na którym spocząłeś zimny i martwy.

Ale Mój Kapitan nie odpowiada, jego usta są blade i bezgłośne.
Mój ojciec nie czuje mojego ramienia, nie ma w nim życia i woli.
Okręt już zakotwiczył bezpiecznie i pewnie, podróż skończona i dokonana,
Z przerażającego rejsu zwycięski statek przybywa z nagrodą,
Wiwatuj tłumie i dzwony dzwońcie!
Lecz ja żałobnym krokiem
Przechadzał się będę po pokładzie,
Gdzie mój Kapitan leży zimny i martwy.



06.08.2014

Dancing on a ticking bomb


dwieście pięćdziesiąt jeden*

J

chcę napisać wiersz, nienawidzę średniówki,
która mi się wpieprza po siedmiu i drąży
i każe pilnować, żeby tak rytmicznie
jak zwykle dochodzę i tym razem dojść

do sedna niczego. na nocny przystanek,
który nie istnieje, a którego szukasz
jak świętego Graala, jak ostatniej szansy
na ewakuację z oblężonej twierdzy.

mam tu pełną lodówkę i niechciane frazy,
co działają na nerwy jak stuknięty sąsiad,
jego liebe heimat, moje can you feel.
szklaną kulę, w której wszystkie nasze schizy

wirują jak płatki, gdy gwałtownie poruszasz
odrzucając głowę, klatkę. ten rodzaj przymusu
jest nam całkiem obcy. jest nam niepotrzebny.
mam tu pełną lodówkę, w której nie ma chemii.

* nr linii autobusu nocnego z Junikowa na Dworzec Główny

MG





29.07.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 34


czyli: co się dzieje, jak kobiety robią szum?

Gdańsk, piątek 25.07. 2014r godz. 20:50 dworzec PKS. 

Wyłoniłam się z PolskiegoBusa i powitały mnie entuzjastyczne okrzyki i ramiona przyjaciół (już przyjaciół) z Gdańska, chyba jeszcze nigdzie nigdy nikt mnie tak nie witał :) Przekrzykiwania, opowieści, relacja z podróży, najpierw zabrali mi torbę potem zabrali mnie. Ciepły wieczór, cudni ludzie, spacer z dworca na starówkę. Potem chwila w hotelu i dalej dalej, na Piwną, stolik w knajpie, do Basi, Lenki, Andrzeja i mnie dojeżdża w końcu Ewka i już można gadać o wszystkim, o tym co u kogo, kto z kim, jak komu i co się działo przez te pół roku, bo tyle czasu minęło od ostatniego spotkania. Gadaniu nie ma konca, jestem szczęśliwa, ze ich widzę, że w końcu mamy czas, do późna w noc.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 Hotel Wolne Miasto i wolne miasto

Jest 9:00, śniadanie do 10:00 więc szybki prysznic i śmigam, siadam przy stole i jakoś mi dziwnie, już wiem dlaczego - pierwszy raz na wyjeździe nie jem śniadania z Dorotką, ale myślę o niej wsuwając jajecznicę. Kończe, wyłażę na miasto, zaczyna padać (mam kurtkę przeciwdeszczową), niezrażona łażę po Jarmarku Dominikańskim, gdzie przyłapuje Zagłobę na gorącym uczynku z szabelką, fajne baby i kaszubskie ruchanki.
Pani z budki profesjonalnie czyści mi okulary, które wytrzymują jakieś 3 minuty na deszczu, po czym znów domagają się wycieraczek :) Wracam na chwilę do hotelu, dzwonię do Dorotki, opowiadam o śniadaniu i o wszystkim, więc jest tak, jakby ze mną tu była. No dobra, prawie.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 Gdańska Galeria Miejska Im. Guntera Grassa.

Godzina 12:00, poznaję fantastyczne dziewczyny: Monikę, Ewelinę, Natalię i Iwonę, robimy próbę, burza mózgów, burza bab z pomysłami i już jestem pewna, że się uda, bo w takiej ekipie musi się udać, nie ma wyjścia. Po dwóch godzinach już wiemy co wiemy i wiemy, czego nie wiemy, czyli jest tak, jak powinno być. Mam plan iść zwiedzać, ale tak leje, że mokra jak ściera docieram do hotelu suszę się i zasypiam.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 Gdańska Galeria Miejska Im. Guntera Grassa.

Godzina 18:30, my w pełnej gotowości, rozstawiamy sprzęt, dokonujemy ostatnich ustaleń, biegamy z krzesłami, nożyczkami, Uroczy technik Konrad dokonuje cudów realizując nasze pomysły. Wydaje nam się, że mamy mnóstwo czasu - czas się kurczy, więc go gonimy, Baśka znosi rekwizyty do kolażu, Ewelina na boso biega i recytuje, Iwona i ja snujemy się pod nogami, w końcu targamy rower stacjonarny, ustawiamy krzesła. Poznaje Martę, która wpada i ratuje nas białym winem, jak dobry anioł, Ewa ze stoickim spokojem ogarnia nasze schizy, pokazuje jak się skupić i się nagle wszystko składa, działa, brzmi z echem i z przytupem. Trema gdzieś się ulatnia, już możemy ruszać, pod nogami plącze się cudny Ramuś.. Ludzie na zewnątrz czekają.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 Gdańska Galeria Miejska Im. Guntera Grassa.

Godzina 20:45. Ruszamy, Monia zaczyna, rozkręca się, idzie dobrze, działamy jak jeden wielki organizm, jedna reaguje na drugą, wciągamy ludzi w robienie kolażu, siedzą, kleją, rysują, wycinają, w tym czasie ktoś zasuwa na rowerze stacjonarnym, czytamy, łazimy, wkurzamy publikę, która nie ma spokoju. Iwona z Eweliną czyli Herta i Wiśka narzucają tempo, dzieje się samo, odgadujemy się bez słów. Wszystko idzie zgodnie z planem, uzupełniamy się doskonale. Publika się włącza, nie trzeba nikogo namawiać, sami idą, kleją, tworzą. Potem gra Natalia, gra magicznie, tworzy niesamowity nastrój, już nie ma szaleństwa, jest chwila na refleksję,ciszę. Ludzie słuchają. Kończymy. Marta i wino, miotły, zbieranie chaosu, w tym czasie część ekipy idzie szukać miejsca w knajpie. Kończymy porządki, wypijamy do końca wino, zbieramy ekipę i idziemy tam, gdzie na nas czekają.

Gdańsk, sobota 26.07.2014 pub Szafa

Istne szaleństwo, w końcu mogę uściskać Dominikę i Marcina, truć im tyłek co słychać i prowadzić przesłuchanie :) Poznaję w końcu Dawida, z którym znamy się z wierszy i Facebooka, skaczę w obcasach i kiecce przez płot, usiłuję być ze wszystkimi, Kasia trochę przerażona nie zna nas, więc spogląda jak na kosmitów. Sławek próbuje zgrać tę całą bandę.Tańczę z Ewą i Jaromirem, Basia pilnuje, żeby mi do końca nie odbiło :) Darek wróży mi z ręki :) Znów cudny gwar, każdy gada z każdym, przekrzykujemy się, jeden przez drugiego opowiada co słychać, głosy się mieszają, śmiech dźwięczy. Dostajemy w prezencie fajerwerki i jest pięknie i jest tak, jak powinno być. Andrzej jak zawsze praktyczny próbuje nas ogarnąć, ale średnio się to udaje :) Nad ranem z Basią, wyciągamy chłopaków na spacer po Gdańsku, jakiego nie znałam. Magiczne chwile i magiczne miejsca. Dziękuję :)

Gdańsk, niedziela 27.07.2014

Zasypiam na PolskiBus i ląduję u Lenki na śniadaniu i kawie. Milenka rysuje dla mnie cuda, gadamy do upadłego, Miśka pokazuje swoje cudne rysunki, aż czas na dworzec, kupuję bilet i okazuje się, że nie ma już miejscówek. Jadę 4 godziny w korytarzu, w 30 stopniach czytając Murakamiego na zmianę z Elewatorem, młody chłopak siedzący na torbie częstuje mnie śliwkami od mamy. Dobre śliwki, dobre otwarte okna pociągu. Gość obok mnie czyta Świetlickiego, posyłam mu porozumiewawczy uśmiech. O 17:02 ląduje w Poznaniu, wykończona, ale szczęśliwa. Człapię na tramwaj, z tramwaju do domu. W międzyczasie opisuję smsem wszystko pewnemu przystojniakowi :) Ziomka raczy mnie obiadem, zasypiam na siedząco.

Kochani, co tu dużo gadać, jestem z Gdańska! :)




18.07.2014

trzy wiersze o odchodzeniu


KRYSTYNA MIŁOBĘDZKA - DO DRUGIEGO PRZED SIEBIE IDĘ

idę a nie ma przyjścia. Znowu idę do was wierzę gdzie się spotkamy, gdzie
nam się spotka, gdzie nas wszystkich. Muśnięcia bez śladu, ta lekkość
ze światem ta światowość bycia krwiodawców krwiopijców. I tak was nie
owinę wokół siebie ani z siebie tyle wyjdę żeby kołem. Wy moi daleko
pochwyceni w to samo co mnie krąży.


JERZY JARNIEWICZ - WIERSZ ORZEKAJĄCY

skoro pytasz
pewnie wiesz

a jak tak
to odpowiedzi nie będzie

nie ty jeden
najadłeś się strachu

teraz czas
na przeżucie

bez pytań
to jest

w pojedynkę
we dwoje

otwartych jak strach
oczu


MARCIN ŚWIETLICKI - USUWANIE

Usunąć wszystkie niedopałki
po papierosach ulubionej marki,
ażeby tutaj po moim pobycie
żaden nie został ślad.

Usunąć wszystkie odciski palców,
usnąć na chwile pośród martwych,
tuż przed snem z twarzy zetrzeć jednym gestem
ostatnią twarz.

Wyśnić znikanie, redukcję dokładną,
pierzchające kolory, pozostawić na dnie
jeden jedyny wyraz. Z nim to z martwych
po chwili wstać.

z "Powiedzieć to inaczej" WBPiCAK Poznań 2011





16.07.2014

In this game of survival there's too many rivals

wiersz nader sympatyczny

chłopcy z moich okolic z durnymi ksywami,
na zdjęciach sprzed kilku lat poprawiają włosy.
oryginalni inaczej, z pretensją do życia,
co im tak zapierdala, że nie zdążą zdążać.

chłopcy z mojej dzielnicy, z byłymi żonami,
z aktualnymi dziećmi, starym samochodem
śmigają the road to hell szukając miłości
między nogami córek nieobecnych ojców.

chłopcy z tanich dyskontów, kuszących promocji
po piętnaście za miesiąc szukają miłości.
wolny zawód, tak wolny, że nic się nie dzieje
tylko singiel Celine Dion albo ESKA TV.



MG 16.07.2014


12.07.2014

The skies they blink at me


trzydzieści trzy razy trzy (bo do trzech razy sztuka)

ci, co przychodzili nocą pojawili się w dzień,
wołali: baw się z nami, przynieśli skakankę
lecz kręcili zbyt mocno, zbyt szybko uciekał
czas, co jak brudna szmata owinął się ciasno,

cuchnął uryną i potem, utknął kneblem w ustach.
ci, co przychodzili nocą pojawili się w dzień
skacz - wołali - wysoko, nie bądź frajer i skacz
nie bój się, nie zaboli, aż do utraty tchu.

Filipowi (1982-2014)




09.07.2014

MURAKAMI raz jeszcze


fragment:y

[...] - Mam zamiar rozmawiać z tobą tak szczerze, jak to tylko możliwe - powiedział.
Zabrzmiało to jak dosłowny cytat z jakiegoś oficjalnego dokumentu. Dobór słów i składnia poprawne, ale żadnego uczucia.
- Szczera rozmowa to jednak nie to samo, co mówienie prawdy. Związek pomiędzy szczerością, a prawdą jest taki, jak miedzy dziobem, a rufą łodzi. Najpierw pojawia się szczerość, a dopiero na końcu prawda. I czas, który je dzieli jest proporcjonalny do wielkości łodzi. Dlatego prawda na temat rzeczy wielkich staje się widoczna dopiero po bardzo długim czasie. Niekiedy pojawia się dopiero po naszym życiu.[...]

[...]Wszystkie moje ubrania są niemodne, a moje płyty to antyki. Nie posiadam ani sławy, ani społecznego zaufania, ani seksapilu. Nie mam też żadnego talentu i nie jestem zbyt młody. Często mówię coś głupiego i potem tego żałuję. Używając pana słów, jestem przeciętnym człowiekiem. Czy mam coś do stracenia?
Jeśli mam, prosze mi powiedzieć co?[...]


Haruki Murakami "Przygoda z owcą" Wydawnictwo MUZA 2013 przekład Anna Zielińska - Elliott




05.07.2014

z życia polskiej poetki współczesnej 1


Piątek, a wiadomo, że w piątek normalnie być nie może, więc piątkowo było już od rana, gdy do kawy poczytałam fejsa, Szczególnie piękną historię o szczęśliwym małżeństwie, w której (historii) ona umarła na raka, więc on się powiesił. Z tego wszystkiego po wyprasowaniu odzienia wyjęłam wtyczkę od żelazka razem z gniazdkiem, ale nic to, bo w końcu eks małżonką zawodowego elektryka będąc - gniazdko przykręcić, uziemić itp rzeczy potrafię, tylko gdzie do jasnej cholery podział się śrubokręt, skoro zawsze był?! Przypomniałam sobie, że go ostatnio używałam, hmm tylko do czego? (a gniazdko na kablach wisi i straszy, dziura zieje), przeszukałam wszystko co mogłam, znalazłam owszem, w przyborach do szycia (sic!). Przykręciłam, sprawdziłam, prąd jest. Przyodziawszy się w wyprasowane, zmuszona byłam udać się w miasto, w celu "załatwienia sprawy". Niewiele myśląc odpaliłam środek lokomocji rowerem zwany i ruszyłam, przejechałam 100 m, czuję, ze coś nie gra, bo gapi się na mnie idący drugą stroną ulicy wydziarany ziom i dziwnie się uśmiecha. myślę - no piątek, no rano, no dobra. Jadę dalej, dwa samochody na mnie zatrąbiły, zestresowana patrzę czy pod prąd nie jadę, a kierowcy się gapią z bananem na pysku. Kurde?! Pewnie się - jak to ja - czymś upaprałam przy śniadaniu. Jadę dalej, muszę nagle gwałtownie hamować i tu oto okazuje  się co ich tak bawiło. Otóż przyzwyczajona ostatnio do tego, że nie chodzę tylko jeżdżę nie pomyślałam, ze jazda w spódniczce mini na rowerze to tak raczej nie bardzo, W ogóle jakoś nie myślałam. 
Taka sytuacja. No nic, skoro powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B, Dojechałam nerwowo obciągając spódnicę jedną ręką, drugą prowadząc i usiłując nie rozjechać wszystkiego po drodze. Podejrzewam, że sporo Poznańskich kierowców miało niezły ubaw. 
Co działo się w pracy, to już nawet nie chce mi się gadać - totalny Mordor. W drodze powrotnej, przed marketem Lidl będąc uprzejmą próbowałam puścić przodem harleyowca, a on się uparł, żeby mnie przepuścić i tak staliśmy jak debile, Oczywiście w końcu ruszając razem mało byśmy się nie pozabijali, ale przynajmniej nawiązał się całkiem miły dialog, że ja na rowerze on na motorze, ja że motory owszem, ale jednak ścigacze, on, że nie wiem, co tracę, On poszedł na dział alkoholowy, ja na warzywny, bo dobre bakłażany mają. Ok z dwiema siatami na kierownicy wracam powoli do domu, już niedaleko, już za chwileczkę już za momencik, Dobijam do bramy, szukam w torbie klucza, który (analogicznie do śrubokrętu) przecież kurwa mać gdzieś tu był! Szukam, nie wymienię, co z torby wyjęłam bo wstyd. 
Już mam czarną wizje, że nie wzięłam, że w pracy zostawiłam, że mogiła (dziecko 150 km od domu), że ja przez płot owszem, siaty owszem, ale rower? Że przyjedzie miły pan policmajster na motorze i mnie oskarży o włamanie na własną posesję? 
Uff znalazłam. otworzyłam drżącą ręką, wturlałam się z tym całym majdanem. 


Jesu! Piątek! Wolny weekend! PRZEŻYŁAM!

 


01.07.2014

rondo



jestem mokry jak zwierzyna łowna, jak jebany bażant smutku
                                                                 
                                                                           Jakub Sajkowski


łzy deszczu kapią na parasol naszej miłości,
gdy wciąż mijam te same domy i ulice jak ujścia,
wylotówkę na Dakowy Mokre, w których ciotka
hodowała króliki i świnie. mogłam bez obaw

przeciągać dłonią po bezbronnych karkach,
karmić i patrzeć do woli na króliki i świnie,
miłość i śmierć, a łzy deszczu kapią
na parasol naszej miłości. kręcę się w kółko,

jest rzeźnia, obora, albo nawet chlew. jest
zawrót głowy i pręty klatek i jest krzyk,
bo zawsze coś krzyczy, zawsze ktoś otwiera
i zamyka, ktoś kręci, a łzy deszczu kapią.


MG 07.2014






trzy wiersze na lipiec


TOMASZ PIETRZAK


Ujęcie 1

Tam wciąż jest Kaufhaus -
żywy, czerwony,
a we mnie smak metalu.
Pora przetopu w toku
i wszystko idzie ku gorącu.

Lato. Mówią o piekle;
przekonuję, że to od huty bije.

Za chwilę noc,
a z nią druga zmiana
wyjdzie z domów.
Znam wszystkich,
 którzy idą w kolumnie -
coraz mniej, coraz starsi.
Rdza unosi się w powietrzu.
Tłoki są głośniejsze
niż w dzieciństwie.

Opisuję to
na ostatnią chwilę.


Ujęcie 6

Moje domy i cegły,
na których pisało się imiona i kurestwa.
Moje domy i ich okna,
w których białe gardiny żeby nie widzieli.

Mój jeden mieszkaniec
ich domów, sprawca wojen na kije,
generał klopsztangi, major hasioka.
Jak tylko wyrośliśmy z armii,
wrośliśmy w siebie
i tak dwadzieścia lat w pokoju
w tle Huty Pokój.

Ten ich dom wchłania,
jak wchłonął innych przed nami.
To stąd ciepło, to stąd dobry sen.


Ujęcie 7

Drzew na ulicy niewiele, więcej na tyłach.
Korzenie nie są splecione i usycha wszystko
co wystaje. To nie pierwszy odprysk farby,

nie pierwsi ostatni lokatorzy. Nie ma już sił,
żeby to cerować. Pieroński krawiec wyjechał,
a z nim jego dzieci, złote rączki i robota.

Fin.
I zamykamy peleton. Dokąd się to rozpada,
dokąd znika? Zobaczymy, zobaczymy.


z tomu "Umlauty" Wydawnictwo FORMA. Fundacja Literatury im. Henryka Berezy
Szczecin, Bezrzecze 2014


30.06.2014

a propos wychodzenia z zakrętu


MARIA PAWLIKOWSKA - JASNORZEWSKA

List

Ktoś list dostał. Komuś serce bije.
Idzie czytać pod kwitnące jabłonie.
Czyta. Chwyta się ręką za szyję
i dno traci, i w powietrzu tonie.


Listy

Pani traci już wszelką powagę:
Czyha w bramie na listonosza!
Patrzy smutno, uśmiechem go błaga
jak ranny leżący na noszach.

Dni tej pani bez listów toną,
idą na dno w żalu bez granic...
aż się dziwi zmartwiony listonosz:
"ja bym tam napisał do pani"...


Listy

Do pieca, miłosny zeszycie!
Do pieca, listy - stos cały!
A żeście z ognia powstały,
więc w ogień się obrócicie!


z tomu "Poezje" Wydawnictwo SPES Kraków 1999


stoję wciąż o jeden krok za blisko

keep calm and love

nie znajdziesz mnie na listach tragicznych kochanek,
jednodniowych miłości z sercem w załączniku
romantycznego maila. nigdy nie napiszę
tego, co chcesz usłyszeć, moje oczy w deszczu

nigdy nie będą błyszczeć. od dawna matowe
jak nieczyszczone srebro, a wystarczy tylko
odrobina popiołu i uważne dłonie -
tak niewiele, zbyt wiele, więc nigdy nie będę

pięknym bibelotem. jeśli chcesz mnie znaleźć -
poszukaj w porno klubach, ogłoszeniach w prasie.
na licencji bogini ugrałam już swoje:
promocyjne minuty z kradzionego piękna,

upojone złudzenia, pomyłkowy dotyk
w alkoholowym widzie. wtedy można wszystko:
polec, zmięknąć, wypłakać uciążliwe wersy
i nie być albo być, bo co za różnica?

MG





29.06.2014

Words they always win, but I know I’ll lose


fot. Piotr Waleron


negatyw

ucieczki z konfesjonału do boga małych chłopców,
świata ukrytej broni, zapachu śmierci i prochu
spalającego go w błysku flesza.

i te na dłuższą metę, kiedy schowany
za obiektywem aparatu naciskał migawkę jak spust.
świat trzeba unieruchomić, bo tylko tak
można spojrzeć mu w oczy,

rozszerzone do bólu z przerażenia jak oczy Ewy,
bo nikt nie chce zostać preparatem,
anonimową odbitką z negatywu.

wciąż bywa milczącym świadkiem cudzego życia,
które podpatruje i którego nie rozumie,
bo straszne jest to, że trzeba dotykać ludzi,
więc lepiej milczeć o zostawionych śladach.

MG Poznań 2007

z tomu "Fabryka Tanich Butów"

zdjęcie STĄD









XII Port Poetycki - Joanna Vorbrodt w Fabryce Tanich Butów


Co czujesz, gdy jedna z twoich ulubionych polskich wokalistek, nagle i niespodziewanie bierze twój wiersz i go śpiewa? Odpowiedź brzmi : wszystko, a w dodatku to wiersz z debiutanckiej książki, trochę już zapomniany, trochę zaniedbany i nagle uderza w ciebie ze zdwojoną siłą.




Dziękuję Joasiu za te emocje.


28.06.2014

nie czytasz? nie idę z tobą na browar.


"[...] Są różne przyczyny, dla których człowiek zaczyna regularnie pić duże ilości alkoholu. Przyczyny są różne, ale rezultat zwykle taki sam.
W 1973 mój partner był wesołym pijakiem. W 1976 stał się trochę zrzędzącym pijakiem, a w lecie 1979 już nieporadnie dosięgał klamki drzwi prowadzących do uzależnienia alkoholowego. Tak jak wielu regularnie pijących on też na trzeźwo był porządnym i sympatycznym człowiekiem, choć może niezbyt bystrym. Wszyscy też uważali go, za może niezbyt bystrego, ale porządnego i sympatycznego człowieka. On też za takiego się uważał. Dlatego pił. Pod wpływem alkoholu nabierał przekonania, że może się zgodzić z opinią, iż jest porządnym, sympatycznym człowiekiem.
Oczywiście na początku szło mu to bardzo dobrze, ale wraz z upływem czasu wzrastała ilość alkoholu i powstały małe pęknięcia. Te małe pęknięcia wkrótce przerodziły się w głęboki rów. Jego porządność i sympatyczność za bardzo wysunęły się do przodu i nie mógł ich dogonić [...]"

Haruki Murakami "Przygoda z owcą" Wydawnictwo MUZA SA Warszawa 2013






25.06.2014

huśtawki


znak, za następnym znakiem znak
za zakrętem ostrym światło

                               Joanna Vorbrodt



ten wiersz miał być regularny, miał mieć
średniówkę, początek i koniec. ten wiersz
podczas pisania pokazał mi środkowy palec
i kazał spierdalać, bo żadna Sexton, żadna
Plath tym razem nie podpowie niczego. tym razem
zdana tylko na siebie sprawnie obracam nożem.
pomyśl, jak dumni byliby ze mnie współcześni
poeci, że fuck the system, fuck the rytm
oraz miejsce, gdzie zacumował Dar Pomorza.
przełknijmy wszystko: mokre telefony, jednodniowe
tragedie i ciała innych kobiet, wszystkie Alicje
po drugich stronach zaśniedziałych luster, smutne,
jak autobusy ze społecznych kampanii. ten wiersz
miał ulżyć, uzasadnić i przeciwdziałać nadużyciom
w tekstach. tymczasem zbyt mało wiem, więc kończę
nocą na schodach w cudownie obcych ramionach.

MG
25.06.2014





23.06.2014

bezsenny

fot. Piotr Waleron


bezsenny

chmurzysz się pod powieką. obco, chłodno dzielisz
na dwie nierówne części: niebo, ziemię. wszystko
co utknęło pomiędzy wciąż wyciąga rękę,
domaga się i pragnie, rwie jak bolący ząb.

a jeśli sen nie jest rzeką, a tylko zagonem
usychającej trawy? jeżeli wszystko, co masz
to wrośnięte korzenie - nie puszczaj, bo nie każdy
odbije się łagodnie od nierównej tafli.

16.06.2014

Z POZDROWIENIAMI OD WISŁAWY SZYMBORSKIEJ I HERTY MÜLLER





LIRYKA TO NAJDOKŁADNIEJSZE NARZĘDZIE, ŻEBY SAMEGO SIEBIE OPUKAĆ I ZMIERZYĆ – MAWIAŁ GÜNTER GRASS. TO WŁAŚNIE ONA ZAINSPIROWAŁA DWIE WSPANIAŁE NOBLISTKI – WISŁAWĘ SZYMBORSKĄ I HERTĘ MÜLLER DO STWORZENIA WYJĄTKOWYCH KOLAŻY, KTÓRE ZAPREZENTUJEMY NA WYSTAWIE W GDAŃSKIEJ GALERII GÜNTERA GRASSA.

Wystawa wyklejanek Wisławy Szymborskiej została pokazana po raz pierwszy w lutym 2013 roku w krakowskiej PRACOWNI, w Pałacu pod Baranami, przy okazji obchodów pierwszej rocznicy śmierci Poetki. W roku 2013 była pokazywana w Rzymie, Madrycie, Norymberdze, Kórniku, Makau. W 2014 będzie pokazywana w Krakowie, Sofii, Budapeszcie, na Sardynii oraz w Gdańsku. Z kolei kolaże Herty Müller dotychczas znane jedynie z publikacji książkowej, zostaną zaprezentowane w Polsce po raz pierwszy.

PROGRAM TOWARZYSZĄCY WYSTAWIE: 

koncert Krystyny Stańko
z zespołem, inspirowany przede wszystkim albumem „Kropla słowa", wydanym w 2012 roku i będącym - jak to określiła sama autorka - hołdem złożonym poetom. Na płycie znalazły się utwory skomponowane do poezji m.in. Wisławy Szymborskiej;

koncert Natalii Grzebały zawierający materiał z płyty „Piórko", na której znalazły się utwory inspirowane wierszami gdańskiej poetki młodego pokolenia Barbary Piórkowskiej;

wieczór poetycki - performatywny odczyt poezji własnej oraz wierszy Wisławy Szymborskiej
i Herty Müller w wykonaniu aktorek oraz poetek związanych z Trójmiastem. Wystąpią: Barbara Piórkowska, Ewa Miłek, Magdalena Gałkowska, Ewelina Jasicka, Iwona Prusko, Monika Milewska;

projekcje filmowe: „Chwilami życie bywa znośne" - film dokumentalny o Wisławie Szymborskiej autorstwa Katarzyny Kolendy-Zaleskiej oraz film dokumentalny o Hercie Müller autorstwa Angeliki Kellhammer;

sympozjum o noblistach literackich / dialog mistrzów: Wisława Szymborska, Herta Müller, Günter Grass - uhonorowanie twórców, poprzez szersze omówienie nie tylko ich sztuki, ale także różnorodnych kontekstów, w jakich powstawała i z którymi jest nierozerwalnie powiązana.
W sympozjum wezmą udział: Urszula Usakowska-Wolff, Leszek Szaruga, prof. Leszek Żyliński, prof. Stanisław Rosiek;
cykl warsztatów edukacyjnych: plastycznych i literackich, przeznaczonych dla dzieci oraz dla osób dorosłych. Warsztaty poprowadzą: Aleksandra M. Perzyńska, Barbara Piórkowska, duet Prulla.

Wisława Szymborska (1923-2012) – jedna z najwybitniejszych i najbardziej znanych poetek polskich (jej wiersze tłumaczone były na ponad 40 języków), laureatka licznych nagród i wyróżnień, m.in. literackiej nagrody Nobla (1996) i Orderu Orła Białego (2011). A przy okazji tłumaczka, autorka zabawnych felietonów o książkach, kolekcjonerka starych pocztówek, miłośniczka zabaw literackich, twórczyni kolaży i organizatorka słynnych loteryjek, na których można było wygrać niebywałe kurioza.
Od 1931 r. mieszkała w Krakowie, w latach 1945–1948 studiowała filologię polską i socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Debiutowała w marcu 1945 wierszem Szukam słowa, ogłoszonym w dodatku do „Dziennika Polskiego”. W latach 1953-1981 pracowała w krakowskim tygodniku „Życie Literackie”, gdzie prowadziła dział poezji i stałą rubrykę Lektury nadobowiązkowe. Wybór tych felietonów opublikowany został kilkakrotnie w formie książkowej.
Szymborska wydała 13 tomików wierszy: Dlatego żyjemy (1952), Pytania zadawanie sobie (1954), Wołanie do Yeti (1957), Sól (1962), Sto pociech (1967), Wszelki wypadek (1972), Wielka liczba (1976), Ludzie na moście (1986), Koniec i początek 1993, 1996), Chwila (2002), Dwukropek (2005), Tutaj (2009) oraz – wydany pośmiertnie, niedokończony tom Wystarczy (2012). Publikowała także przekłady poezji, głównie z francuskiego i niemieckiego.

Wyklejanki są dziełem sztuki, to jasne. Są także sygnaturą Wisławy Szymborskiej. Warto jednak zwrócić uwagę na ich sens, chyba najważniejszy: są śladem przyjaźni i wezwaniem do przyjaźni.
Prof. Leonard Neuger

Herta Müller (1953 - ) urodziła się w niemieckojęzycznym Nițchidorf w Rumunii, w latach 1973-1976 studiowała na filologii niemieckiej i rumuńskiej w Timiszoarze. Jej pierwsza książka Niederungen (Niziny) leżała przez cztery lata w wydawnictwie i została wydana tylko w formie ocenzurowanej w 1982 roku. W 1984 ukazała się w skróconej wersji w Niemczech. Herta Müller nie mogła już później publikować w Rumunii i była narażona na ciągłe przesłuchania, przeszukiwania domu i groźby ze strony Securitate. W 1987 przeprowadziła się do Niemiec. Odbyła profesurę gościnną na uniwersytetach w Anglii, Ameryce, Niemczech i Szwajcarii. Zdobyła uznanie na arenie międzynarodowej, o czym świadczą liczne przekłady oraz kilkadziesiąt nagród i odznaczeń, m.in. literacka nagroda Nobla (2009) oraz Wielki Krzyż Zasługi (Großes Verdienstkreuz) Republiki Federalnej Niemiec (2010).
W wydawnictwie Carl Hanser ukazały się: Król kłania się i zabija. (2003), Kolaże. Ci wspaniali mężczyźni na swych latających maszynach (2005), Sercątko. (2007), Lis już wtedy był myśliwym (2009), Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie (2009), Huśtawka oddechu (2009), Dziś wolałabym siebie nie spotkać  (2009), Niziny (2010), Reisende auf einem Bein (2010), Nadal ten sam śnieg i nadal ten sam wujek (2011), Kolaże. Ojciec dzwoni do much (2012).

Praca nad kolażami jest zmysłowa i bardzo przypomina prawdziwe życie: przypadek, przez który spotykają się słowa, na kartce zmieści się tyle, na ile jej wielkość pozwala, nie można już zmienić tego, co raz zostało przyklejone.                                                                                                                                      Herta Müller


Z POZDROWIENIAMI OD WISŁAWY SZYMBORSKIEJ I HERTY MÜLLER
Wernisaż: 11 lipca 2014 | godz. 18:00
Gościem specjalnym wernisażu będzie Michał Rusinek – prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej.
Wernisaż uświetni koncert poezji śpiewanej w wykonaniu Krystyny Stańko z zespołem.
Wystawa: 12.07 – 31.08.2014
Kurator: Marta Wróblewska
Miejsce: Gdańska Galeria Güntera Grassa (4G) | ul. Szeroka 34/35, 36, 37, Grobla I 1/2
Godziny otwarcia galerii: wt-śr 11-17, czw.- niedz. 11.00-19.00
WSTĘP WOLNY

Organizator: Gdańska Galeria Miejska
Partnerzy: Miasto Gdańsk | Fundacja Wisławy Szymborskiej | Wydawnictwo Biuro Literackie | MKiDN | Konsulat Generalny Niemiec | Hanser Verlag | CSW Łaźnia
Wystawa została dofinansowana ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Konsulatu Generalnego Niemiec

Źródło: http://www.ggm.gda.pl/pl,2,26,0,1023,0,Z_pozdrowieniami_od_Wislawy_Szymborskiej_i_Herty_M_ller,0,index.html


ZAPRASZAMY


15.06.2014

Fantom w Szafie


Bardzo trafne wnioski z lektury, autorstwa Małgorzaty Południak w najnowszym numerze SZAFY:

http://szafa.kwartalnik.eu/50/html/krytyka_literacka/poludniak2.html.

Przy okazji zachęcam do lektury całego numeru, gdyż - jak zawsze - warto! :)



13.06.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 33

"niech nasza bajka trwa" czyli: Franaszek, nominacje i ból dupy, a poezja polska.

Zdaję sobie sprawę, że może odgrzewam trochę przyschnięte już kotlety, ale celowo czekałam, aż emocje opadną, bo na temat artykułu Andrzeja Franaszka napisano już właściwie wszystko. Entuzjaści współczesnej, poetyckiej nowomowy powiedzieli swoje, feministki powiedziały swoje, pojawiły się też nieliczne, sensowne i dobrze uargumentowane wypowiedzi (patrz Marysia Beszterda w GW) nawet bogu ducha winny bohater artykułu Mariusz Grzebalski na ostatnim spotkaniu w CK Zamek w Poznaniu również powiedział swoje. Zabawne jest to, że tak powszechnie hejtowane, poetyckie życzenia Franaszka spełniły się w pięknym stylu, kiedy Mariusz otrzymał w kategorii książka roku nagrodę Silesiusa za  tom "W innych okolicznościach". Osobiście doskonale rozumiem Franaszka i jego tęsknoty, choć zgodzę się z opinią, że ujął je dość nieudolnie i strzelił sobie w krytyczną stópkę, niemniej jednak postulat poezji, która gwarantuje przeżycia nie tylko intelektualne, ale też emocjonalne jest mi bardzo bliski. Bez obaw, w tym poście nie będzie nic o tomie Mariusza, tę rozprawę zostawiam sobie na osobny wpis :) W związku z kolejnymi nominacjami do kolejnych nagród, werdyktami różnej maści jurorów itp. mamy wysyp wypowiedzi i artykułów "na temat". Przyznaję, werdyktem Silesiusa w kategorii debiut zachwycona nie jestem, ponieważ (jak wielu moich szanownych przedmówców w tym temacie) również uważam, że najbardziej ta nagroda należała się pozostałym współnominowanym, z tą jednak różnicą, że wg mnie powinien ją dostać Kamil Brewiński i nie dlatego, że nie unika (znienawidzonego przeze mnie do imentu) "semantycznego i składniowego ryzyka", ale dlatego, że to cholerne ryzyko jest wpisane w jego twórczość; że ten facet poezję nie tylko rozumie, ale także - a może przede wszystkim? - czuje. No nic, wygrała poezja bezbarwna, pozbawiona nerwu i przewidywalna. Nie pierwszy i nie ostatni raz, więc przełknijmy i dajmy żyć  Martwi mnie bardziej co innego: a mianowicie to, że może Franaszek ma jednak rację? Przeczytałam niedawno wpis na blogu jednego z poetów i organizatorów/działaczy, który narzeka na fakt, że na spotkanie z innym, mądrym, ciekawym i sensownym poetą prawie nikt nie przyszedł, podczas, gdy na spotkania grafomanów różnej maści walą tłumy. Byłam na wielu spotkaniach mądrych, sensownych i ciekawych poetów, na których było góra siedem osób. Sęk w tym, że rzesze mądrych, sensownych i ciekawych poetów piszą tak, że niezorientowany w temacie, niewyrobiony literacko czytelnik nie będzie w stanie tego zrozumieć, że wszystkie konotacje, smaczki, intertekstualne puszczanie oczek pozostanie niezauważone, bo wygra miła, prosta i toporna grafo o dupie maryny. Tu można by rozwinąć dyskusję o tym czego od poezji oczekuje czytelnik, ale bądźmy szczerzy - czytelnik nie wie, czego ma oczekiwać, bo nie jest wyedukowany, więc bierze jak leci i co za serce chwyta, a, że akurat mądra, ciekawa i sensowna poezja za serce nie chwyta, a jeśli nawet, to nie bezpośrednio, to poza nami nikt jej tak naprawdę nie doceni. I w tym momencie już dzielimy poezję i czytelników, a wg mnie nie można wymagać od humanisty, żeby myślał jak inżynier i vice versa. Druga strona medalu - czy wobec tego poeta powinien pisać tak, by być zrozumianym? Nie, poeta niczego nie powinien, poeta może chcieć i walczyć. Dlatego śmieszą mnie utyskiwania na niską frekwencję na spotkaniach poetyckich; dlatego śmieszy mnie obarczanie wyimaginowaną winą kogo popadnie, podczas, gdy problem tkwi w nas samych. Nie zmusimy czytelników, żeby mas słuchali, możemy ich tylko zachęcić i tu jest kolejny wybór - jak to zrobić.
Wiola Grzegorzewska pisze na Porcie Literackim w artykule "Przeciw festynizacji kultury" pisze :"Moim zdaniem nagrody literackie mają sens wtedy, kiedy towarzyszą im działania kulturotwórcze: organizatorzy angażują publiczność, przygotowują panele dyskusyjne, warsztaty dla młodzieży oraz spotkania z autorami.[...]Jeśli zaś nagroda jest tylko sezonową zadymą medialną połączoną z huczną galą i afterparty, to zdecydowanie nie wpłynie ona na wzrost zainteresowania książkami." - i tu całkowita zgoda. O Porcie Literackim i Nagrodzie Literackiej Gdynia była już mowa, dlatego chcę nadmienić o Nagrodzie im. Klemensa Janickiego, której wręczenie towarzyszy festiwalowi Poznań Poetów i jest jednym z wydarzeń festiwalu. Co z tego, skoro na Poznań Poetów zapraszane są wciąż te same nazwiska, jak gdyby organizatorzy bali się zaryzykować, bali się pokazać kogoś mniej znanego, nie otrzaskanego z korytem i tzw środowiskiem? Co z tego, że są spotkania autorskie, na których zwykły czytelnik boi się zabrać głos, bo najczęściej po prostu nie wie o co zapytać? Z całym szacunkiem dla Zadury, Sosnowskiego i całej reszty śmietanki, ale do dwudziestolatków bardziej trafią Domagała - Jakuć, Brewiński, Koteja, Taranek i Sajkowski.  Trafią nie dlatego, że to poezja lekka łatwa i przyjemna, ale dlatego, że mówią językiem dwudziestoparolatków, że ich twórczość nie jest poetycką masturbacją, że nie odcinają kuponów, bo nie mają od czego i nie mają powodu. Kto - poza garstką zainteresowanych - słyszał o Dominice Kaszubie i Ani Mochalskiej? Taka twórczość ma szansę wpływać na wzrost zainteresowania książkami, bo na pewno nie wpłynie nagradzanie debiutów smakujących jak dziesiąty raz odgrzewany hamburger. Obecna sytuacja w literaturze przypomina mi trochę polskie kino lat dziewięćdziesiątych, kiedy w prawie wszystkich filmach grali: Linda, Pazura, Kondrat, Lubaszenko, a młodych zdolnych w owych czasach obsadzano co najwyżej w romantycznych komediach na żenującym poziomie.. W naszej piaskownicy do znudzenia te same nazwiska, a jak już jest szansa na rozkręcenie serialu na poziomie, to główną rolę dostają klony. I rację ma Wiolka pisząc, że nagrody literackie powoli stają się nagrodami wydawnictw albo nagrodami jurorów i to ich głównie promują, a nie tych, których powinni. Najświeższy przykład - Złoty Środek Poezji, który po śmierci Artura zawłaszczył sobie TOPOS i zrobił sobie " przez TOPOS, z TOPOSEM i w TOPOSIE" w stylu : dzięki ci składamy, bo wielka jest chwała twoja.  Możemy coś z tym zrobić? Nic nie możemy, jedynie się powkurwiać, a potem ponabijać z własnej zapalczywości. Możemy za to zorganizować społeczną zrzutkę na wydanie dobrych książek, jak np. w przypadku Joasi Dziwak czy Piotra Janickiego. Inicjatywa świetna i jak widać - działa, w dodatku staje się alternatywą dla trzęsących dupskami wydawnictw. Co jeszcze możemy? Przestać się obawiać konkurencji i mówić głośno o tych, których pisanie warto poznać, przestać się obawiać, że zajmą nam miejsce na półce, bo zaprawdę powiadam wam, półka owa nieskończenie długa jest i wszyscy się spokojnie zmieszczą. Obawiam się jednak, że trochę trudniej będzie się pogodzić z faktem, iż młodzi zdolni sprzątną nam sprzed nosa pieniążki z prestiżowych nagród. Mnie osobiście trudniej jest się pogodzić z tym, że promujemy głównie swoje (mniej lub bardziej naruszone) tyłki. Nawet niektórzy z tych robiących coś dla innych, dbają głównie o to, by to ich działania zostały zauważone. Uprzedzając ewentualny hejt: tak, jestem niereformowalną czterdziestoletnią idealistką,  nienawidzącą lansu i pozerstwa. Konkludując: komu potrzebne są nagrody? Poetom, jurorom i wydawnictwom. Komu powinny być potrzebne? Czytelnikom.


04.06.2014

XII EDYCJA PORTU POETYCKIEGO



15. 06. 2014 r. godz. 14.00 
Młodzieżowy Dom Kultury – Chorzów ul. Lompy 13

Uroczyste rozstrzygnięcie VIII Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „OKNO” oraz XXII Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Marka Hłaski

20. 06. 2014 r. godz. 19.00 
Galeria Inny Śląsk – Tarnowskie Góry ul. Karola Miarki 2

Dialog poetycki Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej i Beaty Patrycji Klary

prowadzenie: Grzegorz Kielar i Krzysztof Tomanek

21. 06. 2014 r. 
Sztygarka – Chorzów ul. Piotra Skargi 34d

PORT POETYCKI Magazyn Ciekłego Powietrza

11.00 co w wierszu piszczy* – warsztaty poetyckie z Jerzym Suchankiem

Magazynu Ciekłego Powietrza – Dzwonnica

16.00 Inauguracja XII edycji Portu Poetyckiego 

· goście główni – prowadzenie: Jacek Dudek

Radosław Kobierski, Paweł Kobylewski, Marzena Orczyk-Wiczkowska, Jerzy Suchanek

· sztalugarnia Małgorzaty Południak – wernisaż prac Anny Wołoch (fotografia) i Barbary Trzybulskiej (prace przestrzenne)

· magazyn wierszy – prowadzenie: Barbara Janas-Dudek

Marta Fox, Roma Jegor , Małgorzata Południak, Beata Bigos, Marcin Rokosz, Izabela Wageman, Zenon Dytko, Izabela Fietkiewicz-Paszek, Beata Patrycja Klary, Krzysztof Tomanek, Karolina Kułakowska, Teresa Rudowicz, Jacek Kukorowski, Magdalena Gałkowska, Natalia Zalesińska, Jan Mieńciuk, Joanna Starkowska, Jacek Sojan, Weronika Górska, Marta Jurkowska, Cezary Sikorski, Bartosz Wiczkowski, Dorota Surdyk, Teresa Radziewicz, Barbaras Janas-Dudek, Jacek Dudek, Grzegorz Derner, Sławomir Bohdan Matusz

· koncert muzyczny – Joanna Vorbrodt z zespołem

· hyde park – prowadzenie: Magdalena Gałkowska

Daria Dziedzic, Grzegorz Kielar, Mariola Konieczna, Zbigniew Milewski, Wojciech Michalec, Wiktoria Szumiata, Sabina Waszut, Ewa Olejarz, Mariusz Kusion, Jakub Sajkowski, Bogdan Prejs, Bożena Krewska-Ciupa, Dorota Nowak, Katarzyna Bereta, Leszek Sobeczko, Robert Kania, Adam Marek, Izabela Rott, Andrzej Kanclerz, Patryk Chrzan, Paweł Szałankiewicz, Zenon Wojtkowiak, Izabela Drzewiecka, Jakub Antolak, Ewa Witke, Robert Kowalski, Teresa Jagiełło, Dorota Szatters,

Organizacja: Barbara Janas – Dudek, Jacek Dudek, Włodzimierz Szymczewski,



Partnerzy: Urząd Miasta Chorzowa, Sztygarka, Polskie Radio Katowice, Szafa Kwartalnik Literacko – Artystyczny, Telewizja Silesia, Galeria Inny Śląsk Tarnowskie Góry, Młodzieżowy Dom Kultury Chorzów, Miejski Dom Kultury Chorzów, Muzeum w Chorzowie,

Wstęp wolny

*ilość miejsc na warsztatach poetyckich ograniczona – prosimy o potwierdzenie obecności: portpoetycki@wp.pl, więcej informacji: www.portpoetycki.pl


ZAPRASZAMY!

02.06.2014

trzy wiersze na czerwiec


MARIUSZ GRZEBALSKI


Przegląd prasy

Słyszę o poetach z mojego rocznika, którzy płoną.
W każdym razie tak się o nich pisze.

Ale kiedy czytam ich przegadane wiersze,
nie widzę płomieni,
tylko przeglądające się w sobie słowa.

Jest kilka minut po szóstej, przymrozek,
zeskrobuję lód z szyb samochodu.

Wiersz wyobrażam sobie jak kiedyś,
jako cos użytecznego i prostego zarazem.

Jest jak bluza z kapturem,
którą nałożyłem przed wyjściem z domu.
Chroni od zimna, ale nie ma w niej kieszeni,
które mógłbym wypchać byle czym.


Na przykład

Nas przykład wieczór jak dziś,
kiedy coś, nie wiadomo co,
nie pozwala zasnąć.

Spacer i papieros,
który nie smakuje,
potem rozmowa z sąsiadką,
która tylko czeka, żebym skończył,
bo chce się zerwać na imprezę
z młodszym koleżką.

A w mieszkaniu pusto,
tak po prostu mam.

Tylko we wspomnieniu
ktoś ważny idzie po peronie,
wsiada do pociągu, odjeżdża i nie wraca.


Fakty po raz pierwszy, fakty po raz drugi

1.

Zamyślone czterdziestolatki
przed kasami kina
w niedzielne popołudnie,
kiedy nie potrafią już ukryć,
jak bardzo brakuje im miłości.

2.

Podstarzałe mewki,
rozglądające się nerwowo
o czwartej nad ranem
po barze na dworcu
we Wrocławiu.

Zegar nie cofa się,
ich starzy alfonsi
nadal mają połamane nosy,
siedzą w tureckich sweterkach
nad stygnącą herbatą bez prądu.


wiersze z nagrodzonego Silesiusem w kategorii książka roku tomu "W innych okolicznościach"
EMG Kraków 2013






10.05.2014

Na przykład Ścichapęk, Szastprastuś lub Szprot


Thomas Stearns Eliot

KOCIE IMIONA

Niełatwa to sprawa z imieniem dla kota,
Trudniejsza niż różne krzyżówki lub gry;
Wariatem się wydam na pierwszy rzut oka,
Gdy powiem: kot najmniej imiona ma trzy!
Po pierwsze - to imię na zwykły użytek,
Jak August, Barnaba, Alonzo lub Sam,
Jak Mruczuś, jak Buruś, jak Kiciuć lub Kitek -
Imiona sensowne, mnie znane i wam.
Są również wymyślne, gustowne imiona,
Niektóre dla panów, niektóre dla dam,
Jak Safo, Apollo, Bucefał, Ilona -
Lecz równie sensowne, mnie znane i wam.
Kot musi poza tym mieć drugie też imię
(jak nie ma go nie chce nic pić, ani jeść),
Co godne by było i w dumę go wbiło,
By wąs mógł rozpostrzeć i ogon w pion wznieść.
I takich niemały zapasik mam imion,
Na przykład Ścichapęk, Szastprastuś lub Szprot,
Lub Bombalurina (dla pań), lub Ancymon -
Imiona, co jeden jedyny ma kot,
Lecz Trzecie swe Imię kot sam sobie nadał
I nikt go nie pozna, i na nic się nie zda
Wysiłek człowieczych dociekań i badań,
Bo kot go nie zdradzi - On tylko je zna.

Więc kiedy w głębokiej jest kot kontemplacji
I siedzi bez ruchu w skupionym milczeniu,
To ta kontemplacja jest zawsze z tej racji,,
Że myśli i myśli o Trzecim Imieniu,
O swym zmyślnym, przemyślnym, wymyślnym,
Niedododomyślnym,
Tajnym, niedosięgłym, jemu tylko właściwym
Imieniu.


przekład Andrzej Nowicki z książki "Wiersze o kotach" Nasza Księgarnia Warszawa 1970


rys. Janusz Grabiański



06.05.2014

wiersz z wody, albo 39 lat od poczęcia


"maluję nazwy jachtom
przez papierowy szablon"
                                     Variete

to nie łódź, to katamaran - mówisz,
a nazywanie staje ością, gdy przełykam
nie moje ciało. tak, czy inaczej
popłynę zanim nabierze wody, zanim

jeden zapomni, drugi przyniesie kwiaty.
za nim, z wazonem w rękach, wyglądam
tak głupio, jak perfekcyjna pani
od napełniania pustych naczyń. od czegoś

trzeba zacząć, a potem nie wiedzieć kiedy
skończyć, wybaczyć, opamiętać. to nie łódź,
to katamaran, trup na stelażu
redukujący zanurzenie. wyostrz kil zanim

płytko i nudno, płytko i bezpiecznie.

MG

05.05.2014

TRZY WIERSZE NA MAJ


Scena z przyjęcia - BRIAN PATTEN

Powiedział:
"Zostańmy tutaj
Teraz kiedy pokój opustoszał
I pokamasutrzmy się trochę
Kiedy goście wychodzą
A świt wkrada się
Jak ktoś obcy.

Nie myślmy o tym
Co wiemy
I o tym że pokój wyziębł
Ale uwolnijmy myśli z łańcucha
I pozwólmy pohasać
Dzikim poszarpanym krokodylom miłości"

I tak zrobili
Pośród niedopałków i plam po piwie
A potem on złapał autobus ona pociąg
I jedyną rzeczą jaka ich łączyła
Był deszcz.

przekład: Andrzej Szuba z tomu "Teraz będziemy spać, leżeć bez ruchu lub ubierzemy się na powrót" 
Biuro Literackie Wrocław 2011.


Tarcza - GRZEGORZ KAŹMIERCZAK

Jadę szybko
a ostre powietrze
wchodzi we mnie
jak w słomianą tarczę

najlepiej myślę
gdy jestem między
na wodzie
w powietrzu
w drodze

Miasta nocą z samolotu
wyglądają jak rozsypany
na dnie morza
popiół

chyba nie mam tutaj domu
ale patrzę
w czyste ognisko
nieustającego

2013

z tomu: "Centra" WBPiCAK Poznań 2014


Queen - TOMASZ PUŁKA

"Dojrzeć swobodnie" - to niepodobna,
wewnętrza sprzeczność ze stanem
rzeczy (przy pierzu babki tłomaczą
dziewczynom, że "nie nasz czas"
wypełnia tkaninę). Kaleczysz, chłopczyku.
Kogo "świat wyklucza", ten kluczy
po poznaniu jak po księdze zgonów.

z tomu: "Cennik" WBPiCAK Poznań 2012





24.04.2014

poeta nie święty (część ósma) - Radosław Kobierski


Szpital ontologiczny

Prawdziwe zmartwienie z tym umieraniem psa
Na rękach z jego wzrokiem gdy z innej strony
Byt wycieka czy jest nim czerwona smuga

Która nie chce wsiąknąć w asfalt tylko szybko
Zasycha czy ulotność spojrzenia bo przecież
Nie to co trzymam w rękach i zaniosę w ściółkę

Pod leszczyną tam gdzie jest gnój ziemia próchnicza
Niech mi ktoś powie teraz jesteśmy lub tylko
Przejawiamy się kości są trwalsze więc może

Kości naprawdę żyją z włosów są z pewnością
Jakieś zaświaty jeśli nie są pomyłką
Jak umieranie tego psa przedtem jego żywot

Pomyłką istnienia chorego na byt
Który nie wyobraża sobie, że może nie istnieć
Nawet w tej chwili kiedy to mówi kiedy to pisze


Z tomu "We dwójkę płyną umarli" Stowarzyszenie im. K.K.Baczyńskiego Łódź 2002


22.04.2014

poeta nie święty (część siódma) - Paweł Lekszycki


Gdybyś pewnego dnia złapała mnie na tym
że wybałuszam swe oczy na ciebie

Gdybyś chociaż wiedziała kim był Norwid
byłabyś moją prywatną Marią Kalergis

Niechby przynajmniej twój ojciec
był szefem dzielnicowego komisariatu
Wybaczyłbym ci ignorancję w tym względzie
a do tatusia zwracałbym się per „generale

Nesselrode proszę wybaczyć
kocham pańską córkę i basta
To z jej powodu strzelałem z pozytywnym skutkiem
wieczorową porą z procy w pańskie okna”

Czy nie ma dla ciebie znaczenia
że dedykuję ci swoje wiersze
i u starego Francuza
biorę dodatkowe lekcje języka Miłości?

Twoim zdaniem operuję
nazbyt nieostrym kodem
do tego jestem zboczony

z czego zgadza się jedno:
nie jestem wybitnym chirurgiem
Nie odmienię ci serca


żródło: http://zeszytypoetyckie.pl/poezja/31-pawe-lekszycki



20.04.2014

poeta nie święty (część szósta) - Dariusz Pado



Księga zwierząt

ciszek czyta nam do snu, przez sen byśmy śnili
wolność zaczyna się, gdzie kurczy się cały świat
w mgnieniu jezioro zamienia się w soczewkę
patrz jak dno jest żyzne dla szkieletów domów
karp z talerza skubie resztki miast, które zostają

kurczy się w bólu bo pamięć to powolne zadawanie domu
szarańcza z rodziny świerszczy a one z górnego Egiptu
ciszek dotyka ryby we śnie i przez sen by dalej śnić
kiedy karaluchy zabierają okruchy z ust śpiących łodzi
turkuć podjadek podgryza nadbrzeżne liny i lilie

wrażliwe czułki wyczuwają pochowaną słodycz
ciszek przewraca kartki snem by dalej śnić i czyta
osy karmią larwy pożerane przez robotnice
z nocnego domu wysypuje się światło w proszku
przywraca światu biel w przestrzeni ugryzień

patrzymy do góry gdzie na freskach topi się Aion
wczoraj czuliśmy głód gdy opuszczał nas młynarz
łodyga oderwana od dna osiąga powierzchnię
kurczy się oddycha i wylewa się na wolność
ciszek czyta sny po śnie o snach z księgi zwierząt


żródło: http://zeszytypoetyckie.pl/poezja/1220-dariusz-pado-prezentacja


18.04.2014

poeta nie święty (część piąta) - Marcin Zegadło


OBRĘCZ. OBLĘŻENIE

Na tobie się kończę. Mam jeszcze w zanadrzu kilka uciesznych
gestów (dramatyczne wyjścia w przypadku awarii, która musi
nastąpić żeby nas nie zawieść, nie zwieść na stabilne i pewne
manowce). Masz w sobie tak niewiele z chłopców śpiących

pod soczystym drzewem. Masz w sobie tak niewiele.– mówi
mrużąc oczy i przepada we śnie jak w dusznym terrarium. Jestem
na śmierć zdany. Posłuszny i niewierny bawię się twoją tęczą,
kurczę się w modnych ciuszkach i doglądam wystaw. Czas

nam pokazał i czas nas pokarze. Zapraszam na karuzelę,
powirujmy wspólnie nad fontannami ognia, nad dymiącym
miastem. Sen się wypełnia jak getto. Będą nas wywozić.
Transport czeka gotowy na sygnał odjazdu. Nie będzie już poza nami

innego źródła bijącego z rany. Jestem wyschniętym sercem,
niewidomym dzieckiem po które sięgasz przez gęstą odległość.

Niczego nie pragnąc wciąż zostawiasz na mnie

swój oddech

jak płonącą gazę.


06.06.2009 r.
Częstochowa

źródło: http://zeszytypoetyckie.pl/poezja/164-marcin-zegado-prezentacja


Gabriel Garcia Marquez - 6 marca 1927 - 17 kwietnia 2014





"Kiedy mówimy o „rzece”, czytelnikowi europejskiemu przychodzi na myśl co najwyżej Dunaj liczący 2790 kilometrów. Gdyby mu tego nie opisać, miałby trudności z wyobrażeniem sobie Amazonki długości 5500 kilometrów. Na wysokości Belén del Para nie widać drugiego brzegu rzeki; jest ona w tym miejscu szersza niż Bałtyk. Kiedy my mówimy „burza”, dla Europejczyka oznacza to błyskawice i grzmoty, ale trudno by pojęli zjawisko, które naprawdę chcemy opisać. Podobnie ze słowem „deszcz”. W Andach, według opisu poczynionego dla Francuzów przez Javiera Marimera, też Francuza, zdarzają się burze trwające niekiedy i pięć miesięcy. (…) „Kto nie widział owych burz, nie zdoła sobie wyobrazić gwałtowności, z jaką się one rozwijają. Całymi godzinami błyska się bez przerwy i tak silnie, jakby krew tryskała, a powietrze drży od przeciągłego pomruku grzmotów, których echo niesie się po niebotycznych górach”.
– Opis ten, choć daleki od arcydzieła, starczy, by przerazić największego europejskiego niedowiarka.

Źródło: Artur Domosławski, Gorączka latynoamerykańska, wyd. Świat Książki, Warszawa 2010,


17.04.2014

poetka nie święta (część czwarta) - Daria Dziedzic


przerwane połączenie

miasto. popioły bawią się w zimną wojnę.
odżywianie przez słomkę nie pomaga.
awansowałam na ketaminę - podobno pobudza krążenie
rozszerza oskrzela, sny wyciągnięte spod kołdry

kolejne przerzuty. szpitalne hollywood, kurs wychodzenia
nocą przez okno pisania listów podśpiewywania
najsmutniejszej z piosenek retro.

po tej stronie wyjałowiona pościel


z tomu "crack" Pomysł Wydawniczy GNIOTOWNIK Poznań 2014



16.04.2014

poeta nie święty (część trzecia) - Radosław Wiśniewski


ORWO, ROCZNIK'74

kim jest ten chłopiec, któremu chciałbym podać rękę?
stoi na tle warszawy, jest ciepłe popołudnie, początek
lat osiemdziesiątych, komuna. komunię zapisała na moją
pamiątkę światłoczuła chemia made by orwo, dawniej
ig farben. takie utrwalenie musiało zostawić stygmaty.
na razie chłopiec jeszcze czuje ten smak, kiedy hostia
rozmięka i przykleja się do ciepłego języka, ale wie
(niezawodny pan ksiądz wyjaśnia), że nie wolno łykać
jezuska w kawałkach jak heretyka. akt powinien być
zdecydowany, jak poderżnięcie gardła zwierzęciu.
nie ćwiartuje się tego, co bóg złączył, nawet gdyby
to był tylko świat męskiej zygoty około ośmiu lat
po porodzie. chcę podać mu rękę, zgnieść ten papier

w opłatek, połknąć w całości.



z tomu "Abdykacja" Muzeum Witolda Gombrowicza 2013


15.04.2014

poetka nie święta (część druga) - Krystyna Myszkiewicz


pierwszy pęd w stronę goryczy

tu zaczynam, bo skończona jest cierpliwość do zimnego klimatu.
to moment surowszych przesileń w sobie, o czas i wartą uwagi
bitwę: nikt nie rozpali w piecach, w których dawno pogasło słowo,
lub słowem pogaszono żarliwych palaczy: jak mnie. co jeśli nie ma

niczego w zamian, żadnego złudzenia? ten co podaje ogień
opuścił dawno swe ręce: może bytował na klęczkach i pytał
komu zdać ciężar myślenia o czymkolwiek większym niż pomór.

Z tomu "Głębiel" Zeszyty Poetyckie Gniezno 2013


poeta nie święty (część pierwsza) - Tomasz Jamroziński



MIASTO, MASZYNY I MIĘSO

Ponoć żyliśmy w czasach popkultury
w średniej wielkości wszechstolicy
(slynącej z siatkówki , żużla, ozdób
choinkowych, również poduszek
powietrznych, a może i wózków
dziecięcych na trzech kołach).

Lepiej powiedzieć, że żyliśmy w czasach,
w których Kobra, najstarsza w mieście
kurwa, dawała na zeszyt,
w czym wyprzedzała jedną z radnych.

z tomu " Mężczyźni są z Warsa" Biblioteka Arterii 2012