Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


30.01.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 31


matrix - czyli o co się rozchodzi w KULTURZE

SZLAG MNIE TRAFIA drodzy moi. Zastanawiałam się jak zacząć ten wpis i doszłam do wniosku, że najlepiej prosto z mostu. Szlag mnie trafia, kiedy dowiaduję się, że kolejne samorządy obcinają fundusze na kulturę, bo trzeba wybudować centra handlowe, markety itp, itd. Obcinają fundusze na kulturę, bo po co komu konkurs poetycki? Po co komu promocja literatury? Kogo to właściwie (poza twórcami) obchodzi?
Otóż nikogo, a tym bardziej nie obchodzi tych, którzy za kulturę są odpowiedzialni, piastują, zasiadają, decydują, ergo - dzielą kasę.
Dowiedziałam się dzisiaj, że po dziewięciu latach istnienia, promowania poezji, prezentowania świetnych współczesnych autorów pod ogromnym znakiem zapytania stanął Konkurs im. Kazimierza Ratonia w Olkuszu. Dlaczego? Otóż samorządowcom nie spodobało się, że BWA - które konkurs organizuje, organizuje również koncerty, spotkania autorskie, promując sztukę - otrzymywało dotację. Należy obciąć dotacje, należy zabrać tym darmozjadom pieniądze, a jak się nie uda wszystkich, to chociaż tyle, żeby im związać ręce, żeby nie mogli niczego zrobić. Przecież nieważne, że jednym z pomysłodawców konkursu im. Ratonia jest aktualny laureat Nagrody im. Wislawy Szymborskiej, świetny poeta Łukasz Jarosz.; nieważne, że konkurs ma prestiż i wyrobioną w ciągu dziewięciu lat markę, że laureatom (i nie tylko) wydaje się tomy poezji, że doskonale to wszystko funkcjonuje i że to świetna promocja także dla miasta. To wszystko nieważne, kiedy decydują osobiste sympatie i antypatie lub betonowe łby samorządowców, albo jeszcze inne - mniej lub bardziej wyimaginowane powody - żeby kasy nie dać. Nie wiem, na co liczyli decydenci z Olkusza, ale jeśli myśleli, że uda im się po cichu zamieść sprawę pod dywan, to się pomylili. W 2013 roku BWA (jak twierdzi jedna z osób związanych z konkursem) jechało przy organizacji na "oparach" i łasce marszałka, który rzucił ochłap. Bo teraz każda złotówka na kulturę musi być wyżebrana, jest z łaski, jest ochłapem? Apeluję do samorządowców powiatu olkuskiego o odrobinę rozsądku i nie strzelania sobie w stopę bez względu na to, czy patron konkursu był świętym, pijakiem czy kosmitą. Był ARTYSTĄ i to jest w tym wszystkim najważniejsze. I dzięki konkursowi jego imienia mają szansę zaistnieć kolejni artyści.
Panie marszałku, wysoka izbo! Skoro już natura/bóg whatever obdarzyła/obdarzył nas mózgiem, to może warto go czasem użyć?
Jakby tego było mało, dowiedziałam się jakąś godzinę temu, że gdański GTPS postanowił storpedować swoje flagowe wydarzenie, czyli Konkurs O Laur Czerwonej Róży. Nie zorientowanym wyjaśniam, że to najstarszy konkurs poetycki w Polsce, którego laureatem jest m.in. Ernest Bryll. Lista laureatów jest  zresztą długa i zacna. Ta historia dotknęła mnie osobiście, gdyż akurat tak się zdarzyło, że laureatką ostatniej edycji jestem ja. Otrzymanie tej nagrody uważam za wielki zaszczyt. Jak się przedstawia sytuacja? W skrócie:  koordynujący ten konkurs od dwóch lat Sławomir Płatek otrzymał (państwo wybaczą dosadność) kopa w tyłek. Za co go otrzymał, tego nikt nie wie, on również. Zapewne za to, że po latach stagnacji udało się mu powoli przywracać konkursowi należną mu rangę, że chciał i dążył do tego, by ten konkurs był dzisiaj taki, jak w latach swojej świetności, że miał pomysły, że planował rozwój z rozmachem. Zresztą najlepiej opisuje to sam Sławek u siebie na blogu: http://salonliteracki.pl/blog/slawek/archives/1527.
Zastanawia mnie to, że po raz kolejny, kiedy torpeduje się konkretne inicjatywy, okazuje się, że w ten proceder wplątany jest ZLP. Nie raz pisałam i mówiłam głośno, że NIE ROZUMIEM jak takiej skostniałej, nie rozwijającej się, o zmurszałych strukturach organizacji daje się fundusze, na czym tracą bardziej wartościowe, ale mniejsze inicjatywy. Za państwową kasę utrzymuje się ten wątpliwej jakoś dwór, który do polskiej literatury już od dawna niczego nie wnosi. Mało, że nie wnosi, to jeszcze tak zwani DZIAŁACZE potrafią zniszczyć każdego, kto (w ich mniemaniu) im zagraża. Problem w tym, iż nie zdają sobie sprawy z tego, że od wielu lat nie stanowią żadnej siły sprawczej, żadnego autorytetu, że współczesna poezja funkcjonuje gdzie indziej, że liczą się inne nazwiska i inna poetyka, że właśnie te inne nazwiska tworzą współczesną poezję. ZLP to rodzaj rodzinnego grobowca i jedyne, co może im pomoc, to ochrona konserwatora zabytków.
Apel numer dwa do decydentów w kwestii rozdzielania funduszy, dotacji itp: może czas rozejrzeć się wokół i zamiast na wątpliwej jakości festiwale, zakąski i wódeczkę,dla dobrze okopanej starej nomenklatury, wydać publiczne pieniądze na sensowne inicjatywy i zainwestować w młodych z pomysłami?
Jak napisałam na początku SZLAG MNIE TRAFIA, jak to wszystko widzę.
Sytuacja jest podbramkowa więc nie czas na dyplomację i towarzyskie gierki, nie czas na przemilczanie ze strachu, że się komuś narażę. Bo jak się komuś narażę, to kolejnego konkursu nie wygram, nikt mi książki nie wyda itd itp. Biorę to na klatę.
Jeśli będziemy milczeć - kolejne konkursy będę znikać - jak słusznie zauważył Olgerd Dziechciarz - "po cichu" podstępnie udupiane, albo przez pozbawionych zdolności myślenia samorządowców, albo trzęsących dupskami ze strachu "działaczy".
W efekcie zostanie nam tylko biadolenie i ewentualnie załapanie się do kolejnej koterii. Jeśli ktoś lubi - nie ma sprawy - współczuję. Dlaczego nie lubię tzw "środowiska poetyckiego"? Bo tam każdy pilnuje własnych interesów i własnego tyłka, tam każdy działa tak, żeby mieć korzyści, obsmaruje, sprzeda i zgnoi tylko dlatego, że w swojej paranoi uzna kogoś za zagrożenie. Nie znoszę takich gnid i ich dwulicowości.
Jeżeli są jeszcze osoby, które myślą podobnie jak ja, to niech się zastanowią, że może jednak warto coś zrobić, by temu przeciwdziałać?
Uff. No to wywaliłam, co mnie bolało. Pozostaje czekać na konsekwencje tego wpisu.






24.01.2014

Apel ukraińskiego pisarza Jurija Andruchowycza – przekład Uli Pieczek i Iwony Boruszkowskiej - do aktywnego poszerzenia.


Drodzy Przyjaciele,
a przede wszystkim zagraniczni dziennikarze i redaktorzy!

W ostatnich dniach dostaję od was wiele próśb, by opisać bieżącą sytuację w Kijowie i ogólnie w Ukrainie, ocenić to, co ma miejsce i przedstawić jakąkolwiek wizję najbliższej przyszłości. Ponieważ nie mam fizycznie możliwości, by dla każdego z waszych czasopism oddzielnie napisać obszerny artykuł analityczny, postanowiłem przygotować ten zwięzły apel, aby każdy z was mógł skorzystać z niego w zależności od swoich potrzeb. 

Najważniejsze rzeczy, o których chcę wam powiedzieć są następujące…

W ciągu niespełna czterech lat swojego urzędowania reżim pana Janukowycza doprowadził kraj i społeczeństwo do granic wytrzymałości. Co gorsze – doprowadził do sytuacji bez wyjścia, w której musi on za wszelką cenę utrzymać się przy władzy. W przeciwnym wypadku czeka go surowy wyrok. Skala kradzieży i uzurpacji przewyższa wszelkie wyobrażenia o ludzkiej chciwości.

Jedyną odpowiedzią, jaką reżim ten stosuje już od trzech miesięcy w związku z pokojowymi demonstracjami, jest przemoc – spotęgowana, „kombinowana”: ataki pododdziałów specjalnych policji na Majdanie łączą się z indywidualnymi prześladowaniami opozycyjnych aktywistów i zwykłych uczestników akcji protestacyjnych (śledzenie, pobicia, palenie aut, domów, wtargnięcia do mieszkań, aresztowania, wzmożone procesy sądowe). Słowem kluczowym jest zastraszenie. W związku z tym, że to nie działa, a protesty nasilają się, władza czyni represje bardziej restrykcyjnymi. „Podstawę prawną” do tego władza stworzyła 16 stycznia, kiedy zupełnie zależni od prezydenta parlamentarzyści, naruszając regulamin, porządek obrad, procedury głosowania, a wreszcie konstytucję, rękoma (!) w kilka minut (!) przegłosowali cały szereg ustaw, które realnie wprowadzają w kraju dyktaturę i stan wyjątkowy nawet bez jego ogłoszenia. Na przykład, pisząc i rozpowszechniając te zdania, już łamię kilka paragrafów o „oszczerstwach”, „podżeganiu” itp. 

Krótko mówiąc, jeżeli chcemy przestrzegać tych „praw”, musimy wziąć pod uwagę, że w Ukrainie zakazane jest wszystko, co nie jest dozwolone przez władzę. A władza pozwala tylko na jedno – korzyć się przed nią. 

Nie godząc się na takie „prawo”, ukraińskie społeczeństwo 19 stycznia już po raz kolejny tłumnie wystąpiło w obronie swojej przyszłości.

Dziś, w kadrach telewizyjnych wiadomości z Kijowa, oglądać możecie demonstrantów w różnego rodzaju kaskach i maskach na twarzach, czasem z drewnianymi kijami w rękach. Nie wierzcie, że to jacyś „ekstremiści”, „prowokatorzy” albo „prawicowi radykałowie”. Ja i moi przyjaciele sami teraz udajemy się na nasze manifestacje z takim i podobnym ekwipunkiem. W tym znaczeniu „ekstremistą” jestem teraz ja, moja żona, córka, nasi przyjaciele. 

Nie mamy wyjścia: bronimy życia i zdrowia swojego i swoich bliskich. Strzelają do nas bojówki policyjnych pododdziałów specjalnych, naszych przyjaciół zabijają snajperzy. Liczba protestujących, zabitych tylko w rządowej dzielnicy podczas ostatnich dwóch dni, to według różnych źródeł 5-7 osób. Ilość zaginionych bez wieści w całym Kijowie sięga dziesiątek ludzi. 

Nie możemy zatrzymać protestów, bo oznaczać to będzie, że zgadzamy się na kraj – dożywotnie więzienie. Młode pokolenie Ukraińców, które dorastało i kształtowało się w czasach poradzieckich, w naturalny sposób odrzuca wszelką dyktaturę. Jeżeli dyktatura zwycięży, Europa będzie musiała liczyć się z perspektywą Korei Północnej za swoją wschodnią granicą oraz z – według różnych źródeł – od 5 do 10 milionami uchodźców. Nie chcę was straszyć. 

Mamy rewolucję młodych. Swoją nienazwaną wojnę władza prowadzi głównie przeciw nim. Po zapadnięciu zmroku po Kijowie zaczynają przemieszczać się nieznane grupy „ludzi po cywilnemu”, które wyłapują przede wszystkim młodzież, szczególnie z symbolami Euromajdanu i Unii Europejskiej. Porywają ich, wywożą do lasów, gdzie rozbierają i katują na srogim mrozie. Dziwnym trafem, ofiarami takich zatrzymań najczęściej są młodzi artyści – aktorzy, malarze, poeci. Wydaje się, że po kraju krążą „szwadrony śmierci”, których zadaniem jest zniszczyć to, co najpiękniejsze. 

Jeszcze jeden charakterystyczny szczegół: w kijowskich szpitalach siły policyjne organizują zasadzki na rannych protestujących, wyłapują ich tam i (powtarzam – rannych!) wywożą na przesłuchania w nieznanym kierunku. Skrajnie niebezpiecznym stało się poszukiwanie pomocy w szpitalu nawet dla zwykłych przechodniów, przypadkowo zranionych odłamkiem plastikowego granatu policyjnego. Lekarze jedynie wzruszają ramionami i przekazują pacjentów w ręce tzw. „stróżów prawa”.

Podsumowując: w Ukrainie w pełni realizuje się zbrodnia przeciw ludzkości, za którą odpowiedzialna jest obecna władza. Jeśli w tę sytuację zamieszani są jacyś ekstremiści, to są nimi najwyżsi urzędnicy państwowi. 

A odnoście dwóch waszych tradycyjnie najtrudniejszych dla mnie pytań: nie wiem, co będzie dalej, jak i nie wiem, co wy możecie teraz dla nas zrobić. Możecie w miarę możliwości i kontaktów upowszechniać ten apel. I jeszcze – współczujcie nam. Myślcie o nas. I tak zwyciężymy, chociaż oni będą się wściekać. Naród ukraiński, mówiąc bez przesady, przelewa własną krew w obronie europejskich wartości wolnego i sprawiedliwego społeczeństwa. Mam nadzieję, że to docenicie


23.01.2014

wiersz na dziś


Marina Cwietajewa

Poeta

3

I cóż mam robić, ślepa i obca,
W świecie, gdzie każdy ma oczy i brata,
Gdzie anatemy są niby kopce
Dla żądz, gdzie o płaczącym
Mówią: ma katar!

I cóż mam robić, z zawodu i z kości
Śpiewna! Jak druty! Sybir! Ogorzałość!
Po urojeniach swych - jak po moście!
Z ich nieważkością
W świecie ciężarów.

I cóż mam robić, śpiewna, pierworodna,
W świecie, gdzie najczarniejszy - jest szary!

Gdzie się natchnienie w termos chowa co dnia!

Z tym bezmiarem niewiarygodnym
W świecie miary?!

22.IV.1923

tlum. Seweryn Pollak



18.01.2014

We have a steady confusion, you're looking at fear


strach

Dorotce - bez której, dawno byłoby już po mojej odwadze... i po mnie


robię z ciebie wiersze, bo boję się przyznać
do tego, co czuję, że cię jednak kocham,
że niesiesz mi światło, którego brakuje,
choć to tak banalne, że wstyd o tym mówić.

robię z ciebie wiersze, bo mi się składają
te wszystkie wyznania niewypowiedziane,
nuty, wersy, słowa - chora intuicja
i próby wtargnięcia wprost do twojej głowy,

robię z ciebie wiersze. poezja to banał,
za którym się kryję, którym się tłumaczę
jak niesforne dziecko po zbiciu kryształu
zmartwione, niepewne, liczące na łaskę.

robię z ciebie wiersze, bo upośledzona
inaczej nie umiem, bo łatwiej wypisać
się ze swoich pragnień jak z listy zakupów,
bo to, co nazwane już można odhaczyć.

MG 18.01.2014





17.01.2014

nowy numer INTER





SPIS TREŚCI

OBCOŚĆ/PERYFERIE
Rafał Różewicz, Niepełnosprawni w najnowszej poezji polskiej – próba recepcji
Michał Tabaczyński, Gwałtowna reakcja konserwatywna, czyli o homoliteraturze w Polsce
Centrum, peryferie, lokalność. Zapis dyskusji na marginesie antologii Młody Toruń poetycki z udziałem dra hab. Dariusza Brzostka, Grzegorza Giedrysa, dra hab. Radosława Siomy i Michała Tabaczyńskiego
Aleksandra Kalina Chojnowska, „Pod prowincjonalną gwiazdą rodzą się poeci”. Kilka słów o poezji Edwarda Kupiszewskiego

WIERSZE 1
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, I. Dosłownie zewsząd spadają na nas pociski śmierci; II. Szmaty; III. Zupa owocowa na kościach; IV. Piosenka o fisiu; V. Wymyk
Marek Lobo Wojciechowski, widoki spoza kadrów; instalacja statyczna; kadr: niedoświetlony, opcjonalny; Macondo, Macondo; wiesz, kim jestem?
Adam Buszek, Filologia

PROZA
Zbigniew Barański, Historyjki
Emilia Walczak, Ghostreader
Paweł Kozioł, Trav’ling lady, stay awhile
Jakub Antolak, Pchła (fragmenty)

PRZEKŁADY
Nowa poezja rosyjska (Maksim Borodin, Anna Głazowa, Paweł Goldin, Kiryłł Miedwieiew, Siergiej Timofiejew) w przekładach Tomasza Pierzchały

WIERSZE 2
Paweł Tomanek, Duchota; Otrzęsiny; Mówidełko; Któremu nagle; Rh-
Karolina Grządziel, co po nas; składamy się z mechanizmów obronnych; kra (niepogodzona); sen z pokładu ciszy; wigilia
Marcin Tomczak, Z życia wsi wzięte (cykl)

ROZMOWY
„Jestem pogrobowcem postmodernizmu”. Z Adamem Wiedemannem rozmawia Tomasz Dalasiński
„Prowokować do myślenia”. Z Wojciechem Smarzowskim rozmawia Anna Dwojnych

WIERSZE 3
Paula Gotszlich, Przy produkcji gąbek w Leverkusen; Bezdech; Skała; Sen albo Tren XIX; Naprawdę tak ktoś powiedział w grudniu 2012
Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska, Kręgi na wodzie; Sebastian K.; A zaczęło się tak przyjemnie; Dookoła osi; Bez zapowiedzi
Walenty Jarecki, Uczę się mowy wiązanej; Rzeczywistość; Moje najnowsze wiersze

KRYTYCZNIE
Przemysław Kuliński, Opowiedz mi bajkę w debiucie. Pięć bajek Tomasza Ososińskiego
Michał Pranke, Prażona kukurydza w niezupełnie wesołym miasteczku. O Pamiętniku z powstania Rafała Krausego
Rafał Różewicz, A dokąd, a dokąd? O błyskawicznym debiucie Szymona Słomczyńskiego
Dawid Kujawa, Ograniczenie i dezynwoltura. 47 lotów balonem Adama Zdrodowskiego
Jakub Skurtys, Figury (nie)możliwego. Zapiski z tomu Hip! Hop! Hop! Traktat o samotności Tamary Bołdak-Janowskiej
Jerzy Lengauer, Tajemnica pułkownika Kowadły Tadeusza Cegielskiego
Łukasz Grajewski, Nie tylko o zdychaniu. Drugi dziennik Jerzego Pilcha

LITERATUROZNAWSTWO POPULARNE
Tomasz Szymon Markiewka, Kultura rozmowy, czyli Hamlet kontra Harry Potter
Maja Staśko, O dziele literackim

TEATR
Sylwia Lichocka, W kontakcie z tym, co nowe. O 2. Festiwalu Debiutantów „Pierwszy Kontakt”
Katarzyna Wiśniewska, Teatr jest dla ludzi. O 20. Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek „Spotkania”
Paulina Tchurzewska, Historia o lemoniadzie. O Międzynarodowym Festiwalu Performansu w Marsylii i weekendzie performansu na 12. Bienalle de Lyon
Bartłomiej Oleszek, Toruńskie impro. O wieczorach komediowych Grupy Improwizacji „Teraz”
Sylwia Rybacka, ONI chcą zniszczyć teatr! O dzieciach prof. Janusza Deglera, które po-zostały bez sceny

TORUŃ ARTYSTYCZNY
Paulina Matysiak, Lalki Katarzyny Hołdy
Paulina Matysiak, Rysunki Jankiela Adlera

OKOLICE
Łukasz Lipiński, „Eat, train, study, love, sleep, repeat”, czyli mem jako styl życia w społeczeństwie konsumpcyjnym

FELIETON
Aleksandra Szwagrzyk, WFN?

OD A. DO K., OD K. DO A. KĄCIK MUZYCZNY
Bartłomieja Alberskiego i Szymona Kobylińskiego

POGOTOWIE POETYCKIE
Magdaleny Gałkowskiej

KRONIKA WYBIÓRCZA
Rafała Różewicza

MAGIEL LITERACKI
Sławomir Mrożek (1930-2013)

CAŁOŚĆ TU: http://www.pismointer.umk.pl/biezacy-numer/

ZAPRASZAMY!

15.01.2014

wiersz na dziś, jutro, pojutrze


KACPER BARTCZAK

Zapomnij że umrzesz


Popłać rachunki polisy ustaw
ustanów schedy spisz
podpisz rozdaj się rozlicz

                             wiersz cię wyłuska pogłaszcze

Podpisz kartę chorób w ciemno
wpis wypis ze szpitala zdeponuj w sejfie
Zapomnij o nim
Zapomnij że umrzesz

                             pogłaszcze rytm słowa
                             się wywiążą

Kup brzytwę ostre przyprawy
Napisz książkę skasuj ją napisz od nowa
przestań pisać w dowolnym momencie
Zrób świetne zdjęcie i prześwietl je
Testuj alkohole deleguj się
Twoje delegacje niech będą
nieprzewidziane Zapomnij
że umrzesz

                            rytm wypromuje cię
                            zasłoni wyharcze
                            na żywo

Omijaj łukiem
instytucje nacje
Delegalizuj w sobie
krzyżowe ognie pytań
Konsorcja rygory omijaj
Zapomnij że umrzesz

                           wyprowadzi cię
                           na bieżąco
                           zaciemni prześwieci
                           zrelacjonuje

Prowadź opis dla opisu
opisuj bez ostrzeżenia
nie uzasadniaj
Wypieraj się Zapomnij

                           wejdzie ci w słowo
                           czyjeś zdanie wyniknie
                           rytm cię wyniszczy
                           wiersz cię wyłuska
                           wynawiguje


z tomu: "Przenicacy" WBPiCAK Poznań 2013




Tadeusz Stirmer nie żyje

Dotarła do mnie wiadomość, że dziś zmarł Tadeusz Stirmer. Nie potrafię w to  uwierzyć.
Tadeusz - nie zawsze się zgadzaliśmy, ale zawsze znajdowaliśmy płaszczyznę porozumienia, byłeś jedną z niewielu osób, która akceptowała mnie taką, jaką jestem. Byłeś trudnym rozmówcą i wymagającym czytelnikiem, ale zawsze liczyłam się z Twoim zdaniem, nawet, jesli pyskowałam po swojemu i psułam Ci nerwy. Nigdy mnie nie tłumaczyleś, ale prawie zawsze - rozumiałeś. Tak bardzo chciałam pokazać Ci projekt mojej trzeciej książki. Pamiętasz jak na Starym Rynku w ogólnopolskim dniu czytania poezji siedzielismy na ławce, czytając antologię poezji australijskiej, ktora chwilę wczesniej kupiłam w księgarni Arsenał? Pytałes czy sa jeszcze egzemplarze, okazalo się, ze kupiłam ostatni. Miałam Ci pożyczyć - nie zdążyłam, miałeś napisac o mojej najnowszej książce - nie zdążyłeś. Jestem zła i rozżalona, bo Cię nie ma,bo nie mogę z Tobą pogadac, posłuchac jak mówisz, czytasz i popatrzec na Ciebie. Jestem zła, ze nas zostawileś tak po prostu, bez uprzedzenia. Jestem zła, że nie poczytam Twojej kolejnej ksiązki, nie naucze się czegoś nowego od Ciebie, a Ty z pobłazliwym usmiechem nie pocisniesz mi, jak dam ciała.
Tadku - dziura po Tobie bedzie nie do zapelnienia.
R.I.P



14.01.2014

one last goodbye


przecinarka do płytek

ojcu chrzestnemu

przepowiadamy przeszłość: z linii życia
nieistniejącej dłoni, dźwięku cykliniarki,
z fusów po wszystkich wypitych kawach
albo rulonów wełny mineralnej. pojedynczych

chwil jak ta, kiedy załamanej i wściekłej
przyniosłeś setkę wódki, tylko na raz malutka,
na raz i za chwilę minie. wszystko mija,
zmienia miesiące w minuty, setki w drobne

brzęczące uparcie po kieszeniach, szum
respiratora i głosy z nieodległego wczoraj,
w którym zima postanowiła być czym innym,
jakby chciała nas oszukać. więc mamy

styczeń dwa tysiące czternastego i nic
nie jest tym czym być powinno. wódka -
wódką, zima - zimą, ja - sobą. tylko Ty,
bo wiesz już wszystko. i potrafisz.


MG 14.01.2014




13.01.2014

trzy wiersze na styczeń


Lament - ŁUKASZ KUŹNIAR

Zakładam płaszcz, wychodzę w miasto -
tętnią wielkie drogi, cieple domy, krzyk.

Ale w glowie lament płynie bezgłośnie.
Tęsknota za pasażem przeszłości i tym,
co wydarzy się w kolejnej scenie. Miłość:

szeleszcząca jak kwiaty z papieru, grzeszna,
zrogowaciała jak naskórek, eteryczna.

                                             Złodziej czasu,
który nie jest wieczny.

z tomu "Everyman" Fundacja "Duży Format" Warszawa 2013


znaczący wiersz - PATRYK CHRZAN

wytnij mi numer - prosisz, podając karton i nożyczki
czasem rozumiem wprost, na wyrost, a masz wiele znaczeń

znaczysz dla mnie: ciemne ścieżki i zaułki, karty do gry
w pokera, gdy gram o ciebie dla pieniędzy na wspólny
dom i trawnik. gdy na turniejach tańca towarzyskiego
towarzyszy mi uczucie, jakbym chciał - otworzyć ogień
zaciągnąć się, do legii cudzoziemskiej.

gdy komuś starasz się przychylić nieba, musisz uważać
może sprężynować. przejście przez życie suchą stopą
jest niemożliwe, gdy chcesz dojść do źródła;

wyciąłem ci numer, pierwszy, zamoczyłem stopy do pasa
płynę szybciej tak gdzie przypis i załącznik. gdzie łączą się
światy a niebo jak stary myśliwski nóż, wchodzi po rękojeść

zjesz z ręki, jak sikorka uwolniona z więzi
na mnie kładziesz dłonie. uszy po sobie

z tomu "Przekazy Podprogowe" Miejska i Powiatowa Bibliotek Publiczna w Będzinie 2013


Pocztówka z mojego dworca - AGNIESZKA MAREK

Tutaj nikt już nie zapowiada pociągów.

W chorej stacyjce zbyt młody jak na to miasto
fryzjer strzyże myśli emerytowanym menelom.
Peron tylko z nazwy, ale tory lśnią
szlachetnym szlifem, też nie na miejscu.
Kwiaty pomiędzy zaskakują i każą patrzeć
w siebie. Wilgoć i świeża ziemia gotowa
na ziarna. Nikt nie przepowiedział pociągu

do ciebie.

z tomu "Wypuść mnie, wypuść" Miejski Dom Kultury w Radomsku 2013


12.01.2014

i gdy podliczasz sumę wszystkich rozstań


Wiersz o pamięci - TOMAS VENCLOVA

czekasz tych, którzy odeszli? Dotkliwie
Oni odeszli. Trwają opuszczeni,
Bez ścian, ołówków, dusz, zegarów, cieni,
Deszczu i śniegu, nagrody i ziemi,
Nieśmiertelności, leśnego igliwia.

Kto z nich ma słuszność - dociec już nie sposób
I gdy podliczasz sumę wszystkich rozstań,
Zanika twoja jednolitość prosta
I sam się dzielisz na zgiełk sprzecznych głosów.

Zostaje rysa po nożu i odcisk
Palców na szklance i kurz na regałach:
Tyle metafor, zamyśleń, dowolności,
A prawdziwego losu tak w tym mało.

Zostają tylko dwa głosy. W objęciu
Obojętnego miasta czas ich mija.
Dawniej zwilżała je kropla pamięci.
Pamięć jest teraz twoja. I niczyja.

Skrzydlata, ślepa, miota się i krzyczy
Jak odpychana przez gniazdo jaskółka.
I cóż wart tutaj, czego tutaj szuka
Twój uroczyście klarowny klasycyzm?

Moment skazany wyrokiem pamięci,
Odległy od nas już, jak szal pomięty
Spada na izby, korytarze, schody,
Na lukę, która trwa ciągle pomiędzy
Czasem minionym a tym, co nadchodzi.

1966

z tomu "Rozmowa w zimie" Zeszyty Literackie





05.01.2014

„zderzenie z niezidentyfikowanym” – Sławomir Płatek „Wiersze dla Sophie Marceau i innych kobiet, z którymi spałem"



Praktycznie zawsze, gdy coś piszę – słucham muzyki. Dziś padło na Beth Hart i okazuje się, że podświadomie wybrałam idealny podkład pod lekturę tego tomu.
Kiedy po raz pierwszy czytałam „Wiersze dla Sophie Marceau…” pomyślałam, że tak lirycznego Sławomira Płatka nie było mi dane jeszcze czytać. Po kolejnych czytaniach zadałam sobie pytanie „jaki to jest liryzm”? Wg Słownika Języka Polskiego Liryzm – to uczuciowość i nastrojowość przejawiająca się w dziełach sztuki lub czyimś zachowaniu.
Nastrojowość – jak najbardziej, a uczuciowość? Nieco „przydymiona”, szorstka, zawoalowana. Jest jak butelkowe szkło, wyłowione z rzeki, o wygładzonych nieco krawędziach, z którym jednakże należy obchodzić się ostrożnie, bo nie wiadomo, czy jednak nie skaleczy. Siedzę na podłodze sypialni, pomiędzy elektrycznym gniazdkiem, a nocnym stolikiem, a tak naprawdę jestem w kolejnych zatłoczonych, albo pustoszejących knajpach, bardziej lub mniej snobistycznych, w barach, na kolejnych okołopoetyckich afterach , słowem – wszędzie tam, gdzie zabiera mnie podmiot liryczny., bo przecież:

[…]wiersze dobrze się łączą z knajpami. to rodzaj
koktajlu. albo toksyczny związek.[…]
(„psalmodia”)

Toksyczny, zwłaszcza kiedy siedzi się z poezją, a nie z kobietą? Peel ma rację kiedy mówi, że nikt z nas nie potrzebuje kolejnego wiersza z cyklu „siedzę w knajpie i jest mi źle, jak tym o’harystom piszącym eposy pawiem nad ubikacją bez klapy” („psalmodia”); ale jak pisał Larkin: „każdy widzi zmory, abstynent, czy opój”. Co w takim razie jest zmorą peela?  Miłość, czy jej brak? Poezja, czy jej brak? A może wszystko jest wszystkim: poezja – miłością, miłość – poezją, a stan upojenia zawsze ten sam? Sławomir Płatek doskonale buduje ową nastrojowość. Jest klimat jak z Waitsa, jak z Fisha i osobiście nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z większości tych wierszy, można by stworzyć playlistę utworów Marillion, ale wróćmy na razie do Płatka.
Wspomniałam o słuchaniu Beth Hart nieprzypadkowo, ma kobieta w głosie autentyczny ból i niezgodę na brak i dokładnie to odnajduję w wierszach z „Sophie Marceau”. Gdyby pójść na interpretacyjną łatwiznę – mamy faceta w średnim wieku, poetę, który – jak to poeta – szlaja się po knajpach, zarywa panny pozując bądź na niezrozumianego intelektualistę („torch song’), bądź na wytrawnego (nomen omen) znawcę win i życia („amok”), bądź jest małym gnojkiem, który z zemsty za przegraną w konkursie poetyckim uwodzi żonę laureata („o kryteriach oceny literatury współczesnej”). Podmiot liryczny wszystko (przepraszam za określenie) wybebesza., a jednak mam podejrzenia, że ta konfesja jest tylko pozorna, że - w myśl zasady, iż najlepszą bronią jest atak  - peel sprzedaje nam „głodne kawałki”, jak np. w wierszu „Pianista grał do końca”:

„szare wstęgi słów. cygara. wino bukiety noc. ale kto
myśli o winie kiedy na stołach wiotczeją kolejne
kobiety i łzawi kolejna wódka […]”

To jasne, że o winie nie myśli nikt, wina jest sprawą sumienia, sprawą w tym momencie drugorzędną, spychaną na dno świadomości, a czytelna jest tylko potrzeba, gdy woli się „tę barmankę która właśnie teraz na zapleczu grzęźnie w ustach drugiej barmanki”; czytelna jest potrzeba,
gdy „[…] w prawdziwym żalu i winie/ rozlanym nawiedza mnie Odwieczny/porządek siew i fermentacja […]” („pascha”), czytelna jest potrzeba, gdy „ jej wzrok błąka się / między oknami” („pat”).  Jak najlepiej ukryć to, co naprawdę się czuje? Rzucając na pożarcie dobrze spreparowane emocje, dobrze spreparowany klimat i dobrze spreparowane wiersze. A wiersze są piękne,  są dopieszczone i doprowadzone do poetyckiej ostateczności. Tak dobrze, że nic dodać, nic ująć.  Pisząc to, co piszę, czytam ten tom kolejny raz i kolejny raz odkrywam kolejne „drugie dno”, schodzę do kuchni, obieram pomarańczę, wracam, jem pomarańczę, a sok spływa mi po palcach klejąc klawiaturę.  W tym czasie krystalizuje się pomysł na peela. Podmiot liryczny w wierszach Płatka próbuje w kolejnych kobietach „z którymi spał” odnaleźć tę jedną, jedyną, kiedyś spotkaną, kiedyś uwiedzioną, kiedyś kochaną, która nie wytrzymała próby czasu, a może peel jej nie wytrzymał? W sumie to nieistotne, ważne, że nosi ją w sobie jak stygmat, że jej szuka w każdej kolejnej i nie znajduje. Banał prawda?  Wszyscy o tym pisali, piszą i będą pisać, bo tak naprawdę każdy z nas pisze o miłości. A jednak nie banał, a jednak własny głos i choć czasem jednak frazowanie a’la O’Hara, to w moim przekonaniu całkowicie zamierzone. W ogóle Płatek świetnie rozgrywa ten sztafaż, buduje scenerię, całkiem naturalnie wchodzi w rolę, by się z niej niepostrzeżenie wyśliznąć.
 I tu zadanie dla wnikliwego czytelnika, by dostrzec ten moment, w którym „[…] wiosna nadchodziła w rzeczy samej/ i uwalniała słowa jak co roku […]” („melodramat”).
Sławomir Płatek w swojej książce właśnie tak uwalnia słowa, powoli, etapami,  nie czyniąc rewolucji w języku, nie kombinując, nie siląc się na oryginalność i tym wygrywa. Czytelnik płynąc przez kolejne wiersze nagle zdaje sobie sprawę, że może i nawet już o tym gdzieś czytał, że może nawet już to zna, że może nawet brzmi to podobnie do czegoś innego, ale jest odrębne i (nienawidzę tego określenia) osobne. Osobne na tyle, na ile indywidualne jest doświadczenie jednostki; na tyle, na ile odrębna jest każda emocja, jakkolwiek nie zostałaby zapisana. Siła tego tomu tkwi w emocjach, z tym, że te emocje nie są nachalne, nie są wywalone na wierzch, tlą się gdzieś podskórnie i domagają uwagi. Ujmująca ta konfesja i nawet teraz, gdy to piszę, zdaję sobie sprawę, że jutro napisałabym coś więcej, że jutro, kiedy znów przeczytam tę książkę – znajdę w niej kolejne tropy, że zobaczę w niej kolejną wersję siebie, bo to jest w gruncie rzeczy tak proste, jak śpiewa Beth Hart : „I loved and lost. The same as you. So you see. I know. Just what you've been through”.
I na koniec mój absolutnie ulubiony wiersz z tego tomu:

wiersz do szafy

może być szafa. nie kwartalnik tylko knajpa
w tym „zawsze polskim” mieście turystycznym wszystko zamykają
po północy bo niemcy idą spać. a szafa jest otwarta. co prawda
drugi garnitur ale widzisz nie o tym chciałem.

nigdy nie mieliśmy specjalnie o czym rozmawiać
po prostu było za późno na rozmowy. obeszliśmy się
bez tego etapu. szkoda słów. miałem kupić cygara
dwa wielkie churchille. to byłoby zabawne
ukradłem też w pracy butelkę świetnego barolo
chciałem być tak pretensjonalny jakim mnie lubiłaś.

od dawna czekałem aż się pojawisz
krztusząc się przekrojem rocznika 99 z rioja
rzygając tokajem aszu wszystkich putonów
żrąc trufle z prezesami wiceprezesami
w lokalach gdzie kelnerami sa ostatnie trzy pandy na ziemi
zagryzając wargi żeby nie przypierdolić jakiemuś handlowcowi
ze złotym sygnetem albo zębem już nie pamiętam
zasypiając na blatach open barów dla vipów
to wszystko dla ciebie takie czary. miałaś być ciemną stroną
tego raju, wiedziałem że muszę wytrzymać. teraz też
próbuję nie zasnąć piszę wiersz


muszę wytrzymać bez ciebie.




Confusion in her eyes that says it all - she's lost control


niezamierzony wiersz o umieraniu


śniło mi się, że pieprzyliśmy się pod ścianą,
a potem umarł mój wujek i miałam
wyrzuty sumienia, że nie wyśniłam tej jego
śmierci. że nie przyszedł, nie uprzedził

tylko tak po prostu się zawinął. jak my,
po średnio udanej próbie popełnienia
pierworodnego grzechu albo rytualnego
samobójstwa. po zbyt dużej ilości

slów i pospiesznego seksu, o którym
i tak zapomnimy, bo będzie kolejny,
bo jest wiele ścian, kobiet i okazji,
a śmierć - tylko jedna i się nie powtórzy.


MG 05.01.2014





nie jestem malarzem, jestem poetą

Frank O'Hara

dlaczego nie jestem malarzem


Nie jestem malarzem, jestem poetą.
Dlaczego? Może i wolałbym być
malarzem, ale nie jestem. Weźmy

na przykład Mike'a Goldberga:
zaczyna obraz. Zaglądam do niego.
"Siadaj i napij się" powiada.
Piję; obaj pijemy. Patrzę
na obraz. :Masz na nim "SARDYNKI".
"Tak, czegoś mi tu brakowało".
"Aha". Wychodzę i mijają dni
i znów zaglądam. Malowanie
posuwa się, i ja też się posuwam, i dni
również. "A gdzie się podziały
SARDYNKI?" Zostały tylko
litery. "Przeholowałem z tym" mówi Mike.

A ja? Któregoś dnia myślę o
jakimś kolorze: pomarańczowym. Piszę
o nim linijkę. Wkrótce mam całą
stronę słów, nie linijek.
Potem drugą stronę. Trzeba by
o wiele więcej, nie koloru pomarańczowego,
słów, o tym jak okropny jest ten kolor
i życie. Mijają dni. To jest nawet
proza, jestem prawdziwym poetą. Skończyłem
wiersz,a nie wspomniałem jeszcze
koloru pomarańczowego. Wierszy jest
dwanaście, daję im tytuł POMARAŃCZE. I któregoś
dnia widzę w galerii obraz Mike'a, pt.SARDYNKI.


[1956]

przełożył Piotr Sommer




04.01.2014

wiersz na 2014 (please belive in me)


Frank O'Hara wstaje z grobu i pije ze mną ciepłą wódkę


jak ty pięknie pieprzysz, mnie i calą resztę
chętnych kobiet z ograniczonym terminem
przydatności do spożycia. w mojej lodówce
kisną pomarańcze i nie ma sardynek. w łóżku
rezerwuję miejsce dla tych, co staną
w szranki i nie odpuszczą do ostatniej
kropli, nie cofną gardy. wiesz skarbie,
nie znoszę sardynek, obrazy z nimi doprowadzają
do ostateczności, a ty tak pięknie pieprzysz,
że pragnę ciepłej wódki i zimnego szału. i poetów,
są bezproblemowi, nad ranem wracają do żon
więc nie trzeba zrywać zbyt wcześnie, smażyć
jajecznicy i głupich tekstów. na poczekaniu
mogę strawić cały dzień, aż wstaniesz
i wsuwając we mnie palce spytasz o kawę.
nie ma kawy jest banda o'harystów, o'nanistów,
zakompleksionych ciotek i sfrustrowanych bab
z przerośniętym ego. wiesz skarbie, lubię
od tyłu, byle nie od zaplecza, byle nie
kuluary i branżowe pierdolenie. jak masz
to zrobić - zrób bez obciążeń. z sercem
otwartym jak kieszeń. na wszelkie kaprysy
i wódkę po dziewiętnaście dziewięćdziesiąt.


MG 04.01.2014






historia o tym, jak śpiewa się własny wiersz


bo (jak powszechnie wiadomo) najbardziej lubią śpiewać ci, którzy tego nie potrafią; ale, że wychodzę z założenia, iż wszystkiego w życiu należy spróbować - popełniłam taki oto mały grzech, grzeszek, grzeszunio :) podobno nienajlepiej czytam swoje wiersze, to może śpiewanie ich jest rozwiązaniem?
gdyby ewentualnie ktoś dostał niestrawności - proszę sgłaszać, zadość ucznię :)





praca w tle autorstwa Rafała Babczyńskiego.


03.01.2014

Run, run, run away, lost, lost, lost my mind


kraul

wynurzasz się nad ranem, niepewnie łapiesz
oddech, jakbyś dopiero nauczył się pływać.
ruchem ramion, którym mnie zagarniasz
zmęczony głębią, brakiem mielizn i prądem.

niesiony między jednym a drugim zanurzeniem
chcesz się uchwycić, nie opaść na dno,
a ja umiem tylko występować z brzegów,
przesuwać granice, zabierać ziemię spod stóp.

z tomu "Fabryka Tanich Butów"






01.01.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 30

czyli: żeby 2014 był "bez dojebunku"  :)

No bo ile można z dojebunkiem? jak mi się ten 2013 beznadziejnie zaczął, tak się rewelacyjnie skończył :) (miałam napisać "zajebiście", ale się zmitygowałam ze względu na Macieja Cisło). Sprawy mają się tak: siedzę sobie, wypijam wino, które zostało od wczoraj, słucham Topu Wszechczasów, właśnie leci Arahja Kultu. Rita śpi zwinięta w kłębek pod moją lewą ręką.
Jestem poetką współczesną wrzuconą w rzeczywistość, którą generalnie ogarniam, bo muszę, ale stworzyłam wokół siebie chaos, za to w tym szaleństwie jest metoda i ta metoda działa :) Większość 2013r byłam skutecznie zahibernowana - na własne życzenie zresztą - bo to nie sztuka pisać radosne notki na Facebooku, sztuką jest pisanie dobrych wierszy i pierwszy raz od 2001r, w którym to zaczęłam traktować swoje pisanie tak bardziej poważnie, pierwszy raz udziałem moim stało się poczucie, że to, co piszę ma sens, a sens ten objawił mi się w okolicach października :) Objawił mi się w postaci świetnego współczesnego poety, który wyartykułował magiczne zaklęcie : "potrafisz". I okazało się, że potrafię. Rozbestwiłam się do tego stopnia, że posłałam wiersze na konkurs, co robię bardzo rzadko i jeszcze (ku zawiści i rozpaczy niektórych) tenże konkurs bezczelnie wygrałam :) Rozochocona złożyłam książkę i posłałam na kolejny, więc ci, którzy mnie lubią mogą trzymać kciuki, a ci, którzy nie lubią mają teraz okazję,żeby mi złorzeczyć i życzyć wszystkiego najgorszego, a to, jak wiadomo, najlepsza rozrywka i okazja do podleczenia własnego ego :)
Szczerze mówiąc jestem osobnikiem specjalizującym się w komplikowaniu sobie życia, gdyby można było z tego zrobić zawód, miałabym w końcu możliwość robienia tego, co potrafię najlepiej. Niestety póki co trenuję amatorsko, za to z bardzo dobrym skutkiem :)
Przeczytałam ostatnio piękny tom wierszy mojego przyjaciela po piórze, niespodziewanie liryczny, ale w końcu przecież wszyscy piszemy tak naprawdę o miłości. Jakbyśmy jej nie nazwali, jakich byśmy nie użyli synonimów - chodzi o miłość, bo tylko ona ma jakąś wartość. Więc podchodzimy do niej, jak pies do jeża, kręcimy się w kółko "goniąc własny ogon", a kiedy przychodzi moment, że trzeba sobie samemu brutalnie powiedzieć prawdę, to jej sobie nie mówimy.A to ja sobie powiedziałam. W ogóle ostatnio gadam sobie ze sobą i całkiem fajnie mi się gada, bo nie ma to jak porozmawiać z kimś inteligentnym :) W sumie to chciałam jakoś podsumować, bo wszyscy podsumowują, ale uświadomiłam sobie, że dopiero teraz zaczynam i - co gorsza - się rozkręcam, więc podsumowania jako takiego nie będzie. Postanowiłam nie robić noworocznych postanowień, ale jedno zrobię : zajmę się tym moim miejscem w kosmosie z większą uwagą. Wy, którzy odwiedzacie to moje miejsce, wiedzcie, że będzie się działo.
TOP sobie leci, winko rozgrzewa mi krew, jakoś sobie poradzę z tą straszliwą prawdą o sobie: Jestem nieuleczalna romantyczką, do czego doszłam w 39 roku życia. I w ten oto sposób padł mit iron lady z jajami ze stali. Nierdzewnej. Z pomocą boga i partii musi się udać.
najlepszego na 2014 :)