Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


01.01.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 30

czyli: żeby 2014 był "bez dojebunku"  :)

No bo ile można z dojebunkiem? jak mi się ten 2013 beznadziejnie zaczął, tak się rewelacyjnie skończył :) (miałam napisać "zajebiście", ale się zmitygowałam ze względu na Macieja Cisło). Sprawy mają się tak: siedzę sobie, wypijam wino, które zostało od wczoraj, słucham Topu Wszechczasów, właśnie leci Arahja Kultu. Rita śpi zwinięta w kłębek pod moją lewą ręką.
Jestem poetką współczesną wrzuconą w rzeczywistość, którą generalnie ogarniam, bo muszę, ale stworzyłam wokół siebie chaos, za to w tym szaleństwie jest metoda i ta metoda działa :) Większość 2013r byłam skutecznie zahibernowana - na własne życzenie zresztą - bo to nie sztuka pisać radosne notki na Facebooku, sztuką jest pisanie dobrych wierszy i pierwszy raz od 2001r, w którym to zaczęłam traktować swoje pisanie tak bardziej poważnie, pierwszy raz udziałem moim stało się poczucie, że to, co piszę ma sens, a sens ten objawił mi się w okolicach października :) Objawił mi się w postaci świetnego współczesnego poety, który wyartykułował magiczne zaklęcie : "potrafisz". I okazało się, że potrafię. Rozbestwiłam się do tego stopnia, że posłałam wiersze na konkurs, co robię bardzo rzadko i jeszcze (ku zawiści i rozpaczy niektórych) tenże konkurs bezczelnie wygrałam :) Rozochocona złożyłam książkę i posłałam na kolejny, więc ci, którzy mnie lubią mogą trzymać kciuki, a ci, którzy nie lubią mają teraz okazję,żeby mi złorzeczyć i życzyć wszystkiego najgorszego, a to, jak wiadomo, najlepsza rozrywka i okazja do podleczenia własnego ego :)
Szczerze mówiąc jestem osobnikiem specjalizującym się w komplikowaniu sobie życia, gdyby można było z tego zrobić zawód, miałabym w końcu możliwość robienia tego, co potrafię najlepiej. Niestety póki co trenuję amatorsko, za to z bardzo dobrym skutkiem :)
Przeczytałam ostatnio piękny tom wierszy mojego przyjaciela po piórze, niespodziewanie liryczny, ale w końcu przecież wszyscy piszemy tak naprawdę o miłości. Jakbyśmy jej nie nazwali, jakich byśmy nie użyli synonimów - chodzi o miłość, bo tylko ona ma jakąś wartość. Więc podchodzimy do niej, jak pies do jeża, kręcimy się w kółko "goniąc własny ogon", a kiedy przychodzi moment, że trzeba sobie samemu brutalnie powiedzieć prawdę, to jej sobie nie mówimy.A to ja sobie powiedziałam. W ogóle ostatnio gadam sobie ze sobą i całkiem fajnie mi się gada, bo nie ma to jak porozmawiać z kimś inteligentnym :) W sumie to chciałam jakoś podsumować, bo wszyscy podsumowują, ale uświadomiłam sobie, że dopiero teraz zaczynam i - co gorsza - się rozkręcam, więc podsumowania jako takiego nie będzie. Postanowiłam nie robić noworocznych postanowień, ale jedno zrobię : zajmę się tym moim miejscem w kosmosie z większą uwagą. Wy, którzy odwiedzacie to moje miejsce, wiedzcie, że będzie się działo.
TOP sobie leci, winko rozgrzewa mi krew, jakoś sobie poradzę z tą straszliwą prawdą o sobie: Jestem nieuleczalna romantyczką, do czego doszłam w 39 roku życia. I w ten oto sposób padł mit iron lady z jajami ze stali. Nierdzewnej. Z pomocą boga i partii musi się udać.
najlepszego na 2014 :)

3 komentarze:

  1. a nie mówiłem Madziu że jesteś romantyczką ? :)
    wszystkiego dobrego w nowym roku
    Raf

    OdpowiedzUsuń
  2. tak próbuję coś napisać,
    ale co zabiorę się za stawianie liter
    to trywialne
    co zabiorę
    to trywialne

    dobry, żywy wpis,

    i łatwo mi wyobrazić
    kogoś, kto trudzi się
    komplikowaniem sobie życia

    a trudniej to,
    że jesteś romantyczką...:))


    życzę jak zwykle
    szampańskiej zabawy w nowym roku :))



    OdpowiedzUsuń
  3. Raf - Ty mi to uświadomiłeś :) Eli - dzieki :) Tobie również :)

    OdpowiedzUsuń