Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


08.02.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 32


Ostatnio natknęłam się na blogu Sławka Płatka na artykuł o tym, po czym poznać prawdziwego poetę i doszlam do wniosku, że należałoby również popełnić tekst o tym, po czym poznać prawdziwą poetkę.
A więc (nie zaczyna się zdania od "a więc") co musi poetka?

Poetka musi być niunią i dziamdzią.

Jak jej obcas odpadnie, to nie tylko nie ma w torebce super glue (żeby błyskawicznie przykleić i ruszać dalej w świat) ale nie ma nawet mentosa freszmejkera, żeby złamać drugi i zaiwaniać przez miasto z miną zdobywcy Kilimandżaro i oddechem świeżym jak morska bryza. W ogóle generalnie taka poetka w torebce niczego nie ma, poza tomem z wierszami Poświatowskiej oraz chusteczkami higienicznymi, niezbędnymi przy czytaniu tejże.

Poetka musi być "natchniona" i "nieobecna duchem".

Najlepiej jakby się snuła po świecie w zgrzebnym gieźle, no dobra, możemy zrobić wyjątek na rzecz czarnej sukienczyny do kostek, koniecznie bezkształtnej, acz na wietrze nieco powiewającej. Niezbędnym rekwizytem do snucia się jest także książka od pachą, ale nie byle jaka książka! Aby wyraźnie oddzielić poetkę od rzeczywistości konieczny jest przynajmniej Cioran, ale dobrze byłoby, gdyby sunła się z "Traktatem" Wittgensteina. Rzeczona książka powinna byc umieszczona pod pachą tak, żeby wszyscy, ale to absolutnie wszyscy widzieli co czyta! Oczywiście mowy nie ma o żadnym makijażu, a włos powinien być puszczony na tymże wietrze całkowicie samopas ( poetka nie może mieć krótkich wlosów, to ją od razu dyskwalifikuje).
Poetka nie chadza do fryzjera, obca jest jej depilacja, manicure, pedicure i tego typu PRZYZIEMNE czynności.  Poetka musi być NATURALNA.

Poetka musi pisać o miłości.

W przeciwieństwie do poety, który może pisać o czymkolwiek np. o sikaniu, masturbacji, bzykaniu poetek, chlaniu, paleniu i wszystkich innych czynnościach niezbędnych do bycia poetą. Poetka pisze albo o miłości spełnionej, albo nieszczęśliwej, przy czym w cenie jest jednak ta druga, z niezbędnym rekwizytorium rzecz jasna: tkanki, naskórki, krew, serce, samotność, księżyc, łzy, izolacja itd. itp. Może też ewentualnie pisać o dzieciach, to akurat jest dobrze widziane i wzrusza  Absolutnie niedopuszczalnym jest, by poetka próbowała eksperymentować z treścią lub z formą, ona ma pisać poezję kobiecą i już i w ogóle nie ma dyskusji!

Poetka nie może być feministką.

No bo jakże?!

Poetka nie może przeklinać.

A już szczególnie w wierszach, bo kurwy w wierszach są zastrzeżone dla poetów, a poza tym przeklinanie zepsuje jej imidż zwiewnej i uduchowionej istotny, unoszącej się 2 cm nad ziemią.

Poetka nie może mieć cycków.

Ani bioder, ani tyłka, najlepiej żeby w ogóle nic nie miała, bo wtedy jest bardziej wiarygodna.

Poetka czasem może mieć cycki.

Bo jak się okaże, że jednak ta jej poezja nie robi do końca takiego wrażenia, jakby chciała - to zawsze może wywalić sobie dekolt i przynajmniej połowa sali na spotkaniu autorskim skonstatuje, że jednak kurna "ma coś w sobie".

Poetka musi pić, palić i się puszczać z młodszymi poetami ewentualnie jurorami niezliczonych konkursów.

Oczywiście tylko wtedy, gdy chce być doceniona przez współczesnych poetów i zależy jej na ścisłej integracji środowisk twórczych. W przypadku, gdy jej nie zależy, w zupelności wystarczy wspomniane giezło oraz naiwne czekanie na naiwnego poczatkujacego poetę, który ulegnie czarowi jej naturalności, albo (co bardziej prawdopodobne) bedzie tak zdesperowany, że łyknie wszystko, co sie nawinie. Picie, palenie i puszczanie jest niezbędnym elementem zaistnienia w świecie poetów, gdyż poeci są konkretni i oczekują konkretnych rozwiązań, poza tym zawsze może sobie wmówić, że jest MUZĄ, co skutecznie wyleczy każdego moralniaka.

Poetka nie może pisać lepiej od Poety.

Raz, że taka sytuacja jest praktycznie niemożliwa, ale gdyby się już nieszczęściem zdarzyło - to należy jak najszybciej ukryć ten fakt pod giezłem albo sukienczyną i pozostac w niemym uwielbieniu dla twórczości osobników plci męskiej. Wtedy robi się niezła jatka, bo biedna musi wszystkich przepraszać i generalnie ma przerąbane.


Generalnie rzecz biorąc poetka musi być niezaradną pindą, wiszącą na ramieniu tego i owego, oczywiście w 90% kompletnie nieudanego egzemplarza płci przeciwnej. Najlepiej, żeby klepała biedę i budziła ogólne współczucie, ale nie na tyle, by jej pozwolić wygrać jakis konkurs i zgarnąć kasę. Co to, to nie.
Poetka ma być tłem dla poety. A jak nie może być tłem, to niech chociaż zrobi kanapki i posprząta po imprezie.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Z dedykacją dla wszystkich moich cudownych koleżanek po piórze :)



11 komentarzy:

  1. no i jak tu, kurwa, być poetką, jak? giezła nie mam. pedicure posiadam, nie palę... tylko cycki mnie mogą uratować...
    (dorota ryst, niepoetka)

    OdpowiedzUsuń
  2. no mamy problem, bo pisząc ten tekst uświadomiłam sobie, iz nie jestem poetka :D

    OdpowiedzUsuń
  3. a, do atrybutów prawdziwej poetki dorzuciłabym mitenki - nic tak nie podnosi poetyckości :)
    dr

    OdpowiedzUsuń
  4. ufff, uspokojonam. nie jestem poetką :)

    pozdrawiam
    cicho

    OdpowiedzUsuń
  5. o tak! mitenki! zanotowałam :) Cicho - my tu akurat wszystkie niepoetki, sprawdziłam, mam cholera super glue w torebce

    OdpowiedzUsuń
  6. a w którymś momencie poetki zamieniają giezła na garsonki i zostają żeńskimi odpowiednikami panów z teczkami i krawatami straszącymi w "bardzo ważnych związkach tfurczych"...
    (dr)

    OdpowiedzUsuń
  7. garsonka - to najgorsze slowo na świecie, zapowiedziałam mojej rodzinie, ze póki zyję, na pewno tego na siebie nie włożę, ewentualnie moga mnie w to ubrac do trumny i skończyło się gderanie, ze powinnam wyglądac na swój wiek :P

    OdpowiedzUsuń
  8. jest tylko jedna rzecz gorsza od garsonki - garsonka z grempliny :)))
    (dr)

    OdpowiedzUsuń
  9. poeci i poetki (załatwię to zbiorczo gdyż jest kurwa równouprawnienie) najlepiej żeby dodatkowo do pisania poezji: śpiewali, tańczyli, żonglowali, jeździli na jednokołowym rowerku w czapce z pomponem co przy okazji czyniłoby z nich kabareciarzy - gdyż te wzmiankowane czynności są medialne a poezja nie. przyszło mi teraz do głowy, że jeśli będą robić te wszystkie rzeczy to niekoniecznie muszą pisać poezję.....

    OdpowiedzUsuń
  10. A - kwestia godna rozważenia, zwłaszcza ten rowerek, bo akurat ja i czapka z pomponem nie bardzo, ale np kask? w sumie to by całkiem urozmaiciło nudne spotkania autorskie ;) btw. żonglowac umiem :)

    OdpowiedzUsuń