Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


31.03.2014

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 32

czyli : bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa

Podobno dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. Na szczęście nie jestem dżentelmenką i idealnie wpisuję się w nurt współczesnych literatów, którzy o pieniądzach ostatnimi czasy bardzo chętnie rozmawiają. To pogadajmy.
Taka np. Kaja Malanowska, uwierzyła kobita w to, że jest pisarką, w co ( na jej usprawiedliwienie) po nominacji do NIKE było łatwo uwierzyć i jaki zawód?! 6.800 zł za 16 miesięcy ciężkiej pracy nad książką.
Bida aż piszczy i głód do okien zagląda, zwłaszcza przy zarabiającym mężu. Pisarka Malanowska oburzona jest faktem, że dostała tak mało, z serca współczuję i w bólu się łączę, bo chyba nie ma nic gorszego niż napisanie książki, którą wszyscy mają głęboko, ale jakby się dobrze zastanowić, to pretensje koleżanka Malanowska może mieć tylko i wyłącznie do siebie, bo napisała coś, co "nie poszło". Widać, że kobita nie odporna na realia, jakby była poetką, to by bardziej ogarniała rzeczywistość :) Pisarka Malanowska ma 6.800, a co ma poetka? Otóż - wybaczcie nazywanie rzeczy po imieniu - chuja ma. Pod wpływem koleżanki Malanowskiej podliczyłam swoje dochody z poezji i mię wyjszło, że od 2008 roku zarobiłam na poezji ok. 6.000 zł. Jak to podzielić na 6 lat i jeszcze na 12 miesięcy, to mi wyszło, że zarobiłam 83 zł na miesiąc.  No szał i urwanie dupy! Że się jeszcze nie zbiesiłam, to chyba cud jakiś! Droga Kaju, sroce spod ogona nie wypadłam i osioł mnie w biegu nie zgubił, co prawda do NIKE nominowana nie byłam (jeszcze), ale nawet, gdybym była, nie oczkiewałabym, że to mi coś "załatwi". Ogólnie zasada jest taka, że to, co piszemy jest nasze i efekty tegoż pisania bierzemy na klatę, więc płakanie na necie, że mało się na książce zarobiło (bo prawie nikt nie kupił) uważam za wysoce żenujące. Oczywiście są opcje alternatywne; np. idąc za przykładem kolegi pisarza Witkowskiego można  się dorobić na tłumaczeniach, adaptacjach itp tylko sęk w tym, że najpierw ktoś musiałby chcieć tłumaczyć i adaptować :). Można się też dorobić na stworzeniu własnej marki w modowym biznesie (tak, tak to o to chodzi jak pierdolą o brandach). Można sobie z buźki zrobic machę, Ściemniać, że się dostaje full kasy jako zaliczkę na książkę, można ściemniać o gejowskim lobby, o posuwaniu kogo trzeba i byciu posuwanym. Jak to wszystko czytam, to bogom dziękuję, że moje wszystkie trzy książki zawdzięczam tylko i wyłącznie żmudnej dłubaninie własnej mojej i dobrze dobranym redaktorom (ukłony dla Was Panowie), i że posuwali mnie tylko ci, których chciałam i którzy chcieli mnie. Nie zarobiłam sześć osiemset, nie stać mnie na liposukcję, botox itp. Czy żałuję? Nie. Bo moja gębunia nie wygląda jak maska, nie muszę się pilnować, by nie powiedzieć czegoś "nie-po-myśli", a za 83 zeta miesięcznie akurat nakarmię mojego koteła, więc jakies korzyści są. Na całą resztę zapierdalam w korporacji, czasem po 10/12h dziennie. Skarżę się? Ok, czasem się skarżę, gdy nie mam czasu pisać, gdy mózg mi się lasuje i wysysa, bo po 10 h człowiek jest tak wyprany ze wszystkich myśli., że nic tylko śpiewać, albo się nawalić (praktykuję z powodzeniem i jedno i drugie). Jestem kim jestem, za to zbieram żniwo. Zero złudzeń, zero pretensji.Mam 39 lat pracuję, piszę i piję. Na poezji nie zarabiam, na tzw "związkach" źle wychodzę, więc nie mam męża, który łoży na mnie i moje ambicje. Co mam? Zdrowy rozsądek i jaja. Bo dziś każda kobieta musi mieć jaja, a poetka zwłaszcza. Malanowska ma męża, Witkowski gejowskie lobby, a szaraczki mnie podobne mają bloga i szacunek do samego siebie na tyle, by codziennie rano móc spojrzeć sobie w podkrążone i załzawione oczy, plus świadomość, że się dupy nie sprzedało, a nawet jeśli, to na pewno nie tanio. Nie tęsknię za półmilionową zaliczką na książkę, nie mam pretensji, że zasuwam za friko. Wiedziałam w co idę, na co się (nomen omen) piszę. Szczerze? Plan był taki: Bierezin, Tyska, Gdynia, Nike :)  Połowa zrealizowana,a na drugą zapracuję. Skąd wiem? Wiem i już. A płacz, że zarabiam za mało oraz epatowanie nabotoksowanym licem uważam za groteskowe, więc tego się ode mnie nie doczekacie.
Czego się można spodziewać? Kolejnych wierszy, mniej lub bardziej udanych, może wybitnych, bardziej pewnie przeciętnych, ale na swoje usprawiedliwienie mam to, że we wszystko, co robię wkładam 100% jesli nie serca, to na pewno zaangażowania, pracy, inteligencji. Zmarszczek i nadwagi, bo po czterdziestce zmienia sie metabolizm. Mam jedynie nadzieję, że kiedy wszystko inne się zmieni, jęzor mi się nie stępi.
"i nawet kiedy będę sam, nie zmienię się, to nie mój świat"



4 komentarze:

  1. a czy z tymi nagrodami (zwłaszcza tymi, które planujesz zdobyć) to wynik "z młodej piersi się wyrwało" ? czy efekt poważnych przemyśleń?

    OdpowiedzUsuń
  2. Eli - to ŻART! :D wpis utrzymany w tonie ironicznym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no dałaś czadu. a dać mogłaś ponieważ jesteś niezależna. gdybyś była zależna (o czym zresztą piszesz) czadu byś nie dała. czyli wiwat niezależność.

    OdpowiedzUsuń
  4. czyli wiwat :) i poczucie humoru też :)

    OdpowiedzUsuń