Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


26.06.2015

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 39


czyli zawijanie do portu

Kolejny (już nie pamiętam który mój) Port Poetycki w Chorzowie za mną. Słyszałam już na temat Portu różne rzeczy, że zjazd grafomanów, że muzyka na poziomie, a poezja już nie, że Monty Phyton i tym podobne brednie. Nie cumują do Portu "wielkie" nazwiska, nie ma zadęcia i wchodzenia sobie w tyłki, jest za to banda oszołomów, którzy dzięki Basi i Jackowi Dudkom zjeżdżają się z całej Polski po to, żeby się spotkać, poczytać wiersze, pogadać, posłuchać muzyki, pooglądać wystawy.
Tu można spłakać się ze wzruszenia i ze śmiechu, tu nie ma ważniejszych i mniej ważnych, tutaj ludzie przyjeżdżają bo chcą. Nie robią tego dla kasy, nie robią tego dla rozgłosu, robią to, bo w Chorzowie jest wyjątkowy klimat. Co roku są goście główni, czyli nasi "najważniejsi", przypominają się poeci, którzy w tym charakterze byli na poprzednich festiwalach, jest w końcu Hyde Park, gdzie każdy kto ma ochotę może wyjść i przeczytać wiersz. I jak wszędzie są to wiersze różne, prezentują się mniej i bardziej doświadczeni poeci, są też osoby, dla których czasem to jedyna możliwość podzielenia się swoją twórczością. To nic, że nie wszystkie wiersze są wybitne i przełomowe, po to są organizowane warsztaty portowe, na których bardziej doświadczeni twórcy omawiają wiersze wszystkich chętnych. Można się więc podszkolić, powymieniać doświadczeniami, podyskutować, a nawet pokłócić. Co roku jest także koncert, w tym roku były nawet dwa. Trzeci raz z rzędu pojawili się Joanna i Romuald Vorbrodt, którzy jak zawsze stworzyli na scenie fantastyczne widowisko, bo głosu Joasi i kompozycji Romka reklamować nie trzeba, wystarczy posłuchać. Port słynie też z biforków i afterków, począwszy od gościnnego tarasu Basi i Jacka, na dyskotekowej palarni w rockowej knajpie kończąc. W tym miejscu trzeba koniecznie wspomnieć o kultowym już hostelu na ul. Wolności, gdzie po szalonej portowej nocy leczymy kaca i dzielimy się śniadaniem. Zdarza się, że drzwi do pokoju się zatrzasną i żeby nie budzić tych, którzy już padli, siedzi się w dobrym towarzystwie całą noc na klatce schodowej. Basia i Jacek nie zarabiają na porcie, dzięki ich entuzjazmowi, zaangażowaniu i zafiksowaniu na poezję co roku Chorzów okupuje banda oszołomów słowa. Dzięki nim poznałam Joasię i Romka, Basię Trzybulską i jej fantastyczne prace plastyczne, w których się zakochałam, w tym roku Marzenę Ablewską - Lech, której obrazy zrobiły na mnie ogromne wrażenie, podobnie jak sama artystka. Dzięki tej imprezie mogę spotkać się z ludźmi, z którymi nie miałabym okazji się zobaczyć i porozmawiać na żywo.
Kto jeszcze na Port nie trafił - bardzo polecam. Trzeba najpierw poczuć tę atmosferę, poznać ludzi, wkręcić się w klimat, a dopiero potem oceniać.
Już się cieszę na spotkanie za rok, oby minął tak szybko jak poprzedni.
Dudki moje kochane - DZIĘKUJĘ :)



video Michał Dudek



3 komentarze: