Poeta to Atlantyk i lew w jednym. Gdy ten pierwszy nas pochłania, drugi nas pożera.
Jeśli ujdziemy kłom, nie ujdziemy falom.
Człowiek, który potrafi druzgotać iluzje, jest zarazem bestią i powodzią. - Virginia Woolf


24.07.2015

DZIENNIK JAWNOGRZESZNICY 41





czyli: raz jeszcze o złych i niewdzięcznych poetach.

Od kilku dni chodzi za mną potrzeba napisania o pewnym zjawisku, które na privach i zakulisowo obgaduję z kolegami i koleżankami po piórze. Inspiracją stał się dzisiejszy wpis Marysi Beszterdy na Facebooku o tym, że zaroiło się od pseudorecenzentów literackich, którzy o recenzowaniu pojęcia nie mają, ale to im zupełnie nie przeszkadza i recenzują radośnie w ramach rozmaitych przysług. Dla sprawiedliwości dodam, że onegdaj sama miałam zapędy tego typu, które na szczęście zweryfikowałam jako nieudane czyt. "o kant dupy rozbić", postanowiłam się więc wyżywać publicznie w krótkich zajawkach ( nazwanych przeze mnie zachętkami) na temat wartych uwagi tomów poezji. Pochlebiam sobie, że choć recenzji pisać nie potrafię, to jednak nosa do poezji mam.
Nie tylko ja zresztą, dlatego ubolewam nad faktem, że współcześni poeci już prawie nie rozmawiają o swoich książkach, znaczy każdy o swojej bardzo chętnie, ale o przeczytanych tomach kolegów/koleżanek po piórze to już niekoniecznie. Na festiwalach literackich czy zbiorczych wieczorach autorskich każdy czyta swoje, a potem siada z browarem, co kończy się bardzo różnie. Bywa, że zamiast dyskusji dochodzi do bardziej zaawansowanej werbalnie wymiany poglądów. Podobnie w dyskusjach netowych, na privach rozmaitych portali, w korespondencji mailowej. Dostaję np. świeżo napisany wiersz poety X z prośbą o rzucenie okiem, rzucam okiem, przekazuję uwagi albo informację, że uwag nie mam, czasem króciutko, czasem dłużej - różnie to bywa. Po czym gdy mnie natchnie przesyłam swój świeżo popełniony wiersz poecie X i co? I NIC, duże, ładne i okrągłe NIC. Bo dopóki rozmawiamy o twórczości kolegi X, to jest to fakt odnoszę wrażenie masturbogenny, no ale w druga stronę to już nie działa, gdyż najwidoczniej nie da się robić sobie dobrze przy cudzych wierszach. Na swoja obronę oraz dla sprawiedliwości muszę jednak nadmienić, że z poetą Sajkowskim i krytyczką Beszterdą urządzamy sobie co jakiś czas takie seanse obgadywania konkretnych pozycji współczesnej poezji, co jest bardzo ożywcze, myślogenne i wprawia w ruch tryby mojej zastałej mózgownicy. Żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie chodzi mi o jakieś zawiłe, filozoficzne rozkminy, ale zwyczajna pogaduchę przy wspomnianym browarku.
Niechże to będzie nieprofesjonalne i od serca takie, nieporadne krytycznie, ale szczere. Obecni przy stole krytycy jakby co nas poprawią.  Nawiązując do postu Marii o pesudorecenzentach - dyskusja o współczesnym pisaniu sprowadza się póki co do tego, ze jeden poeta recenzuje drugiego poetę i nawet przy najlepszej woli i tzw. dobrych chęciach wypada to z reguły średnio (są wyjątki). Pobudki tych "recenzji" bywają różne: osobiste sympatie, zależności towarzyskie, zależności wydawnicze. Również chęć wypromowania się na cudzym wierszu, co dotyczy zwłaszcza tych poetów, którzy niespełnieni we własnej twórczości mają parcie na szkiełko i oko. Problem tłukł mi się gdzieś tam z tyłu głowy ale uświadomiła mi go dobitnie odbyta kilka dni temu rozmowa z moim znakomitym skądinąd kolegą po piórze, którego tom wierszy bajdelej obgadywaliśmy z Sajkowskim całkiem niedawno. Rozmowa dotyczyła po pierwsze mojego "Fantoma", który świeżo dostał pocztą oraz jego "Całego w słońcu", którego ja z kolei miałam już od jakiegoś czasu. Okazuje się, że można tak po prostu normalnie pogadać o swoich wierszach nawzajem ( składnia tu dziwna, ale nie wiem jak to lepiej napisać, wybaczcie). Postuluję zatem, byśmy zaczęli rozmawiać, wszak mamy tyle możliwości, Facebook, portale, maile, privy i inne cuda wianki. Mamy nawet modne hipsterskie knajpy oraz oldskulowe, zadymione nory; mamy parki, plaże nad jeziorami, autokary Polskiego Busa i przybytki PKP. Odłóżmy na bok niezdrową zazdrość (zdrową pielęgnujmy, by nas napędzała), odłóżmy prywatne antypatie i zamiast zajmować się tym kto z kim, gdzie i jak, po prostu ubabrajmy się w poezji. Skoczmy w to bajorko w stanikach, slipkach, halkach czy co kto tam nosi. Niech się coś do nas przylepi, jak przyschnie - samo odpadnie albo zeskrobiemy, jak zapuści korzenie - tym lepiej dla nas.


4 komentarze:

  1. o tak, tak, staram się spisywać notatki o książkach, które lubię, aby moi znajomi też się zaciągnęli moim zachwytem... dobrze tam wszystko obgadaliście. Kiss

    OdpowiedzUsuń
  2. Goś - o właśnie i to jest super inicjatywa, zresztą rozmawiałyśmy o tym co prawda nie w Polskim Busie, a aucie Pawła :) Bardzo się cieszę, że to robisz.

    OdpowiedzUsuń
  3. wypada jedynie powiedzieć (bez ironii i bez sakralnych odniesień) - amen :)

    OdpowiedzUsuń
  4. amen też może być, aczkolwiek mam nadzieję, że to amen niczego nie zakończy, a wręcz przeciwnie :)

    OdpowiedzUsuń